sobota, 1 września 2012

Odkurzacz w domu, kot na balkonie.

Jak to milo w sloneczny dzien usiasc sobie na balkonie, troche pogapic sie na przechodniow, podenerwowac obce psy swoim widokiem, sledzic wzrokiem przelatujace owady i leniwie myslec o niebieskich... myszkach. Zwlaszcza, ze znow wlaczyli ten swoj sprzet do usuwania kociej siersci, a robi to tyle halasu, ze lepiej schodzic mu z drogi.







Mojej mamie zebralo sie na sentymentalne wspominki o zamierzchlych czasach, kiedy to wszystko robilo sie recznie, nikt nigdzie sie nie spieszyl, szczury zyly bez wyscigow, a koty nie byly przekarmiane, bo same musialy starac sie o pozywienie. Zylo im sie ciszej, bez tych wszystkich warczacych urzadzen, ktore tylko zaklocaja sen i zmuszaja do ewakuowania sie na balkon.
Fajne byly czasy dla kotow, psich uszu tez nie ranily nadmierne halasy.
Mieszkania czyscilo sie ciszej, bo jaki poziom dzwieku wytwarza miotla? Jest cicha, dyskretna i nie przerywa snu. Dywany wynosilo sie czesciej na trzepak, albo w zimie na snieg, zeby byly czyste. I komu to przeszkadzalo? Nie kotom przeciez.
Zabawnie dbalo sie o drewniane podlogi i parkiety, te wiorkowania, smarowania smierdzaca pasta do podlog, w koncu froterowanie w celu, zeby sie swiecilo, froterka tak ciezka, ze malo ktora kobieta mogla ja uniesc. Bardzo duzo sil kosztowala ta praca, ale za to koty mogly sobie na froterce pojezdzic.
Teraz jest wszystko inaczej, bo albo wszedzie lezy wykladzina, albo parkiety zabezpiecza sie raz na zawsze, albo kladzie laminaty, ktore nie wymagaja tak morderczej pielegnacji. Ale najgorszym, co w oczach kota (i psa) mogli wymyslic, jest ON, odkurzacz. Mama bardzo go sobie chwali, rach-ciach i po robocie, ale ja go nie lubie. Kira tez.
Zreszta mama ma wiecej takich urzadzen, od ktorych mozna ogluchnac. Kiedy piecze ciasto, bzyczy tym mieszadlem, bo mowi, ze tak jest szybciej. I po co tak sie spieszy? Jej babcia rozcierala skladniki do ciasta palka w donicy, powolutku i bez zbednego zgielku. A ze dostawala po tym zakwasow, zwlaszcza kiedy robila wiecej niz jedno ciasto - kto chce objadac sie slodyczami, musi cierpiec.
Naczynia po obiedzie zmywalo sie tez inaczej, teraz hop do maszyny, a w tym czasie z Kira na spacer! Widzial to kto? Ja zostaje w domu i musze tego wysluchiwac.
W lazience tez nie ma spokoju, a tam przeciez stoi moj hazielek, wiec czesto z niej korzystam. Jak nie suszarka do wlosow (nie moga wyschnac sobie same?), to znow golarka (ja nie gole wasow) albo inna szczoteczka do zebow (a wystarczy przeciez chrupac chrupki dentystyczne).
Slowem, oni sobie ulatwiaja prace domowe, a ja cierpie.
Kotom ta cala cywilizacja z jej glosnymi wynalazkami nie jest potrzebna!