poniedziałek, 30 kwietnia 2018

O tym, jak Baryla...

... zwana w czasach swojej szczuplosci Madame, okazala sie byc psychopatycznym morderca.

Kiedy ten post sie ukaze, ja bede juz w drodze z powrotem do domu. Taka zrobilam Wam niespodzianke! Na pewno juz mocno steskniliscie sie za moim gderaniem coporannym. Pewnie niedlugo rusze do ataku ze sprawozdaniami z pobytu u mamy, a na razie mam dla Was ten post, tak na rozgrzewke. O kotce moich znajomych, przywiezionej z Francji Madame, pisalam juz wielokrotnie, TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Sporo sie w rodzinie zmienilo, po pierwsze nie ma juz Frycka. Bywal w domu coraz rzadszym gosciem, az w koncu przestal w ogole wracac. Do dzis nie wiadomo, czy znalazl inna rodzine, ktos go przygarnal, a moze cos mu sie stalo? Mial juz sporo lat, wiec moze poszedl gdzies w spokoju umrzec? Moze wpadl pod samochod? Mimo zakrojonych na szeroka skale poszukiwan, nie udalo sie im dowiedziec, co stalo sie z ich Fryckiem. Teraz Madame rzadzi w domu i okolicach sama. Stala sie takim zarlokiem, tyje w oczach i ze smuklej pieknej koteczki przepoczwarzyla sie w beczulke. Oni co prawda podaja jej jakies dietetyczne jedzenie, ale co z tego, kiedy lazi zebrac (rzebrac) po sasiadach, a oni nie moga sie oprzec jej rozpaczliwemu kwileniu, bo dalej pipie jak male kociatko, i pakuja w nia smaczki. Ta cwaniara chodzi tak od jednego do drugiego, patrzy proszalnie w oczy i wszedzie cos tam jej skapnie. Nic wiec dziwnego, ze dupsko jej uroslo do rozmiarow... ze oesu!
Nie przeszkadza jej to jednak ani troche w pomyslnych lowach, choc wydawaloby sie, ze przy takich gabarytach (wszerz, zeby nie bylo, bo poza tym to naprawde niewielki koci osobnik) bedzie miala ograniczona ruchliwosc. Nic bardziej mylnego! Wciaz znosi do domu martwe myszy, a co gorsze, ptaki. I o tym bedzie dzisiejszy post.
Jeszcze przed wyjazdem wpadlam do nich, a ze pogoda byla sprzyjajaca, siedzielismy w ogrodzie. Kiedy weszlam do domu za potrzeba, obok przeleciala mi Madame z czyms w pyszczku. W pierwszej chwili myslalam, ze to mysz, ale kiedy wypuscila to z paszczy, zobaczylam sikorke, tyle tylko, ze o polowe mniejsza od doroslej. No tak, podlot wylecial z gniazda, to i latwy byl do zlapania przez tlustego kota. Ptaszek zyl jeszcze i rozpaczliwie probowal gdzies sie schowac przed krwiozerczym stworem. A Madame, jak kazdy kot, zabawiala sie nim. Nie bylo czasu do stracenia! Porwalam kota na rece i pobieglam do ogrodu po pomoc. Ptaszek zostal w domu, wcisniety za kosz, ktory stal pod stolem. Kot zostal zamkniety w jednym z pokojow i zajelysmy sie ptakiem. Najpierw znajoma wyniosla go na trawnik, ale wtedy stwierdzilysmy, ze nie odleci sam, bo jeszcze latac nie umie, wiec przenioslysmy go do innego pokoju, gdzie natychmiast wczolgal sie pod szafe i tyle go widzieli. Postawilysmy mu tam jedzenie i picie i zostawilysmy w spokoju, zeby nabral sil. I wypuscilysmy kota z wiezienia. Madame poleciala natychmiast w miejsce, gdzie zostawila ptaszka.


Tam jednak sikoreczki juz nie bylo. Biegala po calym mieszkaniu szukajac swojej zdobyczy, ale na szczescie drzwi sobie sama otwierac nie umie. Siedziala nieco zdezorientowana i popatrywala na nas z nadzieja, ze moze cos wiemy, ze jej pomozemy, bo zaginal bez wiesci jej lup.


Kiedy nic nie osiagnela, wyszla z lekkim fochem na tylny balkon, a kiedy ja zawolalam, spojrzala na mnie takim wzrokiem, ze gdyby ten wzrok mogl zabijac, juz dawno bylabym sztywna.


Po czym z godnosciom osobistom i fochem jak stad do mglawicy Oriona, oddalila sie na kolejne lowy.


No coz, chyba bardzo jej sie narazilam. O dalsze losy ptaszka zapytam przy okazji. Zagladalam kilkakrotnie do pokoju, w ktorym byl zamkniety, ale tak sie schowal, ze nie moglam go zlokalizowac. Na dwoje babka wrozyla, albo sie jakos zregeneruje i zostanie wypuszczony, albo dokona zywota gdzies tam za szafa. Niby nie wygladal na mocno poturbowanego, w kazdym razie nie krwawil, ale niewykluczone, ze Madame go jednak uszkodzila. Zdjec z ptaszkiem nie mam, bo nie bylo czasu, musialam ratowac stworzonko, jest za to sama Baryla.

EDIT: niestety ptaszek nie przezyl i poszedl do ptasiego nieba.







48 komentarzy:

  1. Nie ukrywam, że miła niespodzianką jest znów czytać Panterę o poranku.
    Szkoda ptaszka, ale koty to drapieżniki i nic tego nie zmieni. Kotka śliczna mimo tuszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tadam! Oto jestem juz w pieleszach i obrabiam ten milion zdjec, jakie narobilam w Polsce. :))

      Usuń
  2. kot córki wymusił zmianę klamek w domu, bo nauczył się cwaniak otwierać

    i ptaszka żal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klamke w pokoju goscinnym postawilismy pionowo, bo tylko takiej Miecka nie umie otworzyc, z pozostalymi daje sobie swietnie rade.

      Usuń
    2. te koty to umieją zgrywać pierdoły, ale jak czegoś chcą to nie ma zmiłuj

      Usuń
    3. A jak! Pinciu groszy bys za Miecke nie dala, a to cwaniara, ze hej!

      Usuń
    4. Właśnie, nasz też niby pierdoła, a jednak nie. O swoje potrafi się targować i powolutku wywalczyć ;) patrząc niewinnie w oczy.

      Usuń
    5. To miszcze manipulacji, niby nic, a robio z nami, co chco. :)))

      Usuń
  3. Ktoś mi podpierdzielił imię! Baryła to mój kot!!! Najpierw, widząc tytuł, pomyślałam, że to o nim piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy ja znam sie osobiscie z Twoim kotem Baryla, zeby miec czelnosc o nim pisac?
      No i moja Baryla to tylko ksywka adekwatna do wygladu, bo bohaterka posta dostala na chrzcie Madame. :)))

      Usuń
    2. Nie czelność, tylko zaszczyt!

      Usuń
    3. Ja wiem? A gdybym tak nie pisala w suerlatywach?

      Usuń
    4. Nie znam, nie wiem, wiec nie smiem. ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nie ma jak w domu! U mamy bylo fajnie i niefajnie zarazem, ale w domu najlepiej. :)

      Usuń
  5. :))) Jak miło czytać Twój post po kilkudniowej przerwie :)
    Koty to bandziory som i tyle. Grube, czy chude, ptaszki budzą ich zainteresowanie. Nawet nasz, chociaż na smyczy, to się na nie czai i dobiega. Ale obie strony wiedzą, że nic z tego nie będzie, więc tak się tylko drażnią i straszą nawzajem.
    Madame faktycznie trochę obfita w sobie, ale tak, jak pisałas - zwinności kociej to często nie przeszkadza. Nasz zresztą też ma lekką nadwagę, ale pilnujemy tych 8,5 kg maksymalnie i tyle. Na spacery chodzi, jeść dostaje czasem mniej, czasem więcej ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omatulu! 8,5? To on jest olbrzym. Nasza Miecka tez ma nadwage, dobiega 6 kilo, pewnie na nastepne szczepienie w koncu dobiegnie. :)))

      Usuń
    2. No :) Bo on jest w ogóle duży, jak na dachowca. Po rozciągnięciu ma prawie metr - z ogonem ;)

      Usuń
    3. No mutant jakowys, pewnie dlatego Miecka wodzi za nim maslanym wzrokiem. :)))

      Usuń
  6. Welcome back :)

    Na Twoim miejscu uwazalabym przy nastepnych wizytach u znajomych, bo moze Ci cos na glowke spasc cy cus... W tym spojrzeniu i jest chec mordu i zemsty tez ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, glowka szybko sie zregeneruje, ale jak mi z zemsty narobi w buty, to bedzie gorzej.

      Usuń
  7. I to jeden z glownych powodow dla ktorych nie lubie kotow i nigdy nie zapragne posiadania kota. I prosze mi nie tlumaczyc, ze to natura;)) wiem o tym, mimo to nie popieram i nie karmilabym czegos co zabija ptaki.
    Oczywiscie jak zawsze to moje osobiste zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo koty domowe powinny siedziec w domu, a nie wylazic, szlajac sie, wpadac pod samochody i polowac na ptaszki. O!

      Usuń
  8. Powiedzialabym ze Madame wyglada dorodnie, a duze dupyyy sa w modzie,
    ale za ptaszka to bym jej nagadala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie podazalam slepo za moda i jakos wolalabym miec niewielka doopke. :)))
      A bo to z kotem idzie sie dogadac?

      Usuń
  9. Szara Zolza, dzien po zdjeciu szwów i kolnierza, po pierwszym wypadzie na dach sprezentowala mi zywego wróblowego mlodzienca. Pól godziny zajelo mi lapanie tej kulki pierza, ale w koncu zostal uwolniony. Bardzo nie lubie takich prezentów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaaresztuj Zolze. Moze jak nie bedzie wychodzila, to sie oduczy. Ale przede wszystkim palnij jej mowe dydaktyczna. :)))

      Usuń
    2. Tym razem darowalam, bo zolzie, ostro pokrojonej, nalezalo sie troche wytchnienia (na szczescie histopatologia wykazala fibroadenome, czyli nic groznego, ufff...) A poza tym, nie mogac wychodzic, zatruje mi zycie do imentu.

      Usuń
    3. Jakie szczescie, ze ja nie mam z kotami tych problemow. Na ptaszki mogo se popatrzec przez siateczke. :)) Za to w domu lowia muchy.

      Usuń
  10. Ta kocica zejdzie ze zwykłego przejedzenia, serducho się jej za mocno zatłuści i padnie.Stare koty, które są kotami wychodzącymi na ogół same w pewnej chwili zaczynają wędrówkę w stronę Tęczowego Mostu, byle dalej od domu.
    Szkoda sikoreczki, robale wszak zjada, ale sikorki mają na ogól minimum 2 lęgi w sezonie.
    Fajnie, że już jesteś z powrotem;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale co z nia zrobic? Najwyzej zamurowac kocia klape i nie wypuszczac, zeby zebrala po sasiadach o zarcie.
      Szkoda mi tego Frycka, lubilam go, choc nie byl kotem przymilnym, ale kiedy kogos polubil, byl kochany.

      Usuń
  11. Kotów się wręcz lekami i nie rozumiem:)A za Tobą tęskniłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bardzo za Wami tesknilam, a kotow nauczylam sie przy Miecce, to moj pierwszy kot w zyciu. Potem dokocilam sie Bulka. Myslalam, ze jako psiara, nie polubie kotow i nigdy ich nie zrozumiem.
      Mylilam sie.

      Usuń
  12. Boszszsz, jak to zleciało. Przecież dopiero namawiałam Cię do zmiany kursu w moim kierunku. Protestuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, dopiero jechalam w tamta strone, a juz jestem z powrotem w domu. Sama nie wiem, kiedy to zlecialo. Mam natomiast silne postanowienie nastempnom razom zahaczyc o Posen. ;)

      Usuń
  13. nie mogłam skumać kim jest ta Baryła
    już myślałam, że to Ty :PP
    szkoda sikoreczki, ale cóż, takie prawa natury
    welcome :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tez! Mozesz mnie tak nazywac po tych lodach z Boguska i wyzywieniu maminym. :))

      Usuń
  14. Francuskie pieski sa mi znane, ale kotki jeszcze nie ;)
    Przeczytalak wszystkie wKLIKi na temat, fajna historia Madame! To sie nazywa pamiatka z urlopu!
    Ja w sumie tez cale zycie bylam kociara, ale chcialam kiedys miec psa. I jest tak, ze koty nadal bardzo lubie (chyba, ze gryza i powoduja liczne operacje...) ale nie ma to, jak fajny rodzinny pies.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei mialam same psy i Miecka znalazla sie u nas, bo corka koniecznie chciala kota. Potem nie miala dla zwierzaka czasu i tak kocina jest u nas jako spadek po nieodpowiedzialnej corce. Bulka zostala juz wzieta z rozmyslem przeze mnie.

      Usuń
  15. Miałam takie przygody z ptaszkami niestety i podobnie się kończyły :(... Fajnie, że zrobiłaś niespodziankę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzialam, ze z nowym postem nie zdaze na dzisiaj, wiec zrobilam zapasik. ;)

      Usuń
  16. Instynkt, instynkt i jeszcze raz instynkt! I co z tego, że kot domowy, skoro w takich sytuacjach włącza mu się pierwotny instynkt... Przygoda warta napisania książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chocby nie wiem jak udomowione, zwierzeta bywaja nieobliczalne. Nie wolno o tym zapominac.

      Usuń
  17. Instynkt instynktem, ale teoretycznie skoro najedzone to nie powinny polować, znaczy się w kotach też siedzą bestie, nie tylko w ludziach ;)
    Wczoraj w Parku Wschodnim gdzie ludziska przyprowadzają psy coby się wybiegały, w takim zacisznym miejscu opodal krzaków żerowała sarna. W tym czasie opodal przechodziły psy i żaden jej nie wyczuł. To taka ciekawostka :) Tylko ja ją wyczułam, bo coś mi kazało poleźć właśnie w tamtym kierunku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, Marija, masz wech lepszy od psa tropiacego! :))) Przedwczoraj bylam we Wrocku juz po ciemnosci i nie zajrzalam Ci w okna, bo nie rozpoznalam domu. :(
      No i te dzisiajsze psy to kanapowce, z trudem znajduja wechem droge do wlasnej miski, pewnie by nie umialy zapolowac. :))

      Usuń
  18. Baryła odpowiada rozmiarom kotki :)
    Moja też stety-niestety znosi co się da do domu, chociaż ostatnio nie wpuszczam jej ze zdobyczą, tylko każę się pobawić przed wejściem, potem odkłada łup na wycieraczkę i może wejść do domu.
    Taka już kocia natura.
    Z uwagi na mocno zajęte ostatnie i nadchodzące tygodnie zdecydowałam się ją jednak na pewien czas znów zostawić u mamy. Dzięki temu okoliczne myszy i ptactwo są trochę bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i chyba sama Mozart jest bezpieczniejsza, kiedy nie wychodzi z domu. Przynajmniej znow nie wroci pocharatana. :)

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.