wtorek, 26 stycznia 2016

Przymus opieki.

Pod postem, w ktorym uskarzalam sie na wlasna niemoc w kwestii niezdiagnozowanej Kiry i niemoznosci opiekowania sie rodzicami w potrzebie, wiekszosc z Was radzila, bym przekonala rodzicow do przyjecia pomocy ze strony kogos obcego, jakiejs chetnej bezrobotnej kobiety czy pracownicy socjalnej. Probowalam przekonywac, ze rodzice sa za bardzo nieufni, by wpuscic kogos obcego do mieszkania, a poza tym jednak wola sami sie obslugiwac. Dopiero Teresa w swoim komentarzu otworzyla mi oczy, jaka moze byc prawdziwa przyczyna ich niecheci do pomocy z zewnatrz. Wtedy tez przypomnialo mi sie, jak to bylo z moja babunia.
Oto ten komentarz:
A ja kompletnie rozumiem Twoich rodzicow. To jest bardzo silna potrzeba bycia jak najdluzej samodzielnym, to jest bardzo wazne miec to poczucie ze mozesz zrobic to czy tamto, szczegolnie we wlasnym domu. Dlugo bronilam sie przed jakakolwiek pomoca, musialam powoli dojrzec, wiec mam pania do sprzatania, nie chodze za nia jak ona sprzata, siedze w jednym miejscu, ale jak wyjdzie plakac mi sie chce ze znowu wszystko poprzestawiala bo swojemu, to tak jakby moj dom, moje miejsce stawalo sie jej krolestwem, wiec znowu ustawiam po mojemu i oddycham z ulga ze juz jej nie ma. Wychodzenie w zime na zakupy jest niebezpieczne no bo slisko, wiec tu bym sie poddala, ale tez lubie sama wybierac co chce kupic. Wiem jak wazna ta samodzielnosc jest dla zdrowia psychicznego, dlatego tak bardzo bronimy sie zeby ktos za nas robil to co od zawsze bylo przez nas robione. Teresa

Jak pamietacie, moja babcia mieszkala w Warszawie, po smierci dziadka zupelnie sama. Kiedy jeszcze zylam w Polsce, czesto ja odwiedzalam i zawsze przy okazji zalatwialam ciezsze prace domowe. A to okna pomylam, a to jakies ciezary ponosilam, a to jeszcze cos tam. Na codzien babcia byla dosc aktywna, swietnie radzila sobie ze wszystkim. A to gdzies tam sobie pojechala na drugi koniec miasta, a to z psiapsiolkami sie spotkala, pewnie nawet te okna by sobie pomyla sama, gdyby zaszla taka potrzeba. Slabla jednak, starzala sie, psiapsiolki jedna po drugiej odchodzily, wiec moj tato zaordynowal, ze trzeba babcie otoczyc stala opieka. Sprzedala mieszkanie w Warszawie i przeniosla sie do Lodzi do rodzicow. Chciala byc przydatna, chciala pomagac w gospodarstwie, sama sie obslugiwac, ale moj ojciec, oczywiscie w najlepszych intencjach, nie pozwolil jej na nic, miala tylko odpoczywac, bo po to w koncu zamieszkala z nimi.
Babcia wprawdzie byla bardzo wdzieczna za opieke, ale to przymusowe bezrobocie dla tak aktywnej wczesniej osoby, spowodowalo przyspieszone starzenie, choroby i jakas taka apatie, brak checi do zycia. Nie zrozumcie mnie zle, ojciec mial jak najlepsze checi zapewnic swojej matce wygodna i bezpieczna starosc, babcia z kolei zadowolona byla, ze jest wsrod swoich i ma te opieke na wyciagniecie reki, ale moim zdaniem poczula sie nieco ubezwlasnowolniona. W tym przypadku mozna mowic o zjawisku zaglaskania kota na smierc.
Mysle wiec, ze moi rodzice maja w tej chwili podobnie, troche podswiadomie chca byc jak najdluzej samowystarczalni. Z pewnoscia nie zdaja sobie sprawy z tego, jaka krzywde niechcacy wyrzadzili babci, postepujac tak szlachetnie. Jak sie okazalo, za szlachetnie i zbyt nadopiekunczo.
Kiedys pewnie nadejdzie pora, kiedy sami zrozumieja, ze na dluzsza mete sami nie dadza rady i zgodza sie na pomoc z zewnatrz. Gdybym ja byla na miejscu, w Lodzi, podobnie pomagalabym im, jak wczesniej babci, bez pytania ich o zgode, bo na pewno zgody by nie wydali i przyjecia pomocy odmowili, babcia tez sie wzbraniala z poczatku.
Latwo radzic, kiedy jeszcze samemu nie osiagnelo sie ich wieku lub nie zachorowalo na tyle ciezko, ze ta pomoc jest niezbedna, ale kazda z nas stanie kiedys przed podobnym wyborem lub propozycja od wlasnych dzieci, zeby w koncu pozwolic sobie pomoc i ciekawa jestem, ile z Was te pomoc by natychmiast przyjelo, a ile broniloby swojej samodzielnosci jak niepodleglosci.





98 komentarzy:

  1. Można taką pomoc z zewnątrz inaczej potraktować. Są przecież całkiem młode osoby korzystają z pomocy innych, mianowicie z wygody.Rodzicom byłoby wygodniej gdyby ktoś im czasami nie na stałe pomagał. Moja teściowa ma 86 lat i jest samowystarczalna a jej kuzynka 10 lat młodsza korzysta z usług pani która jej sprząta i nie dlatego że sama nie ma siły. Wygląda kwitnące pazurki wymalowane włoski ufarbowane ot starsza elegancka pani ale uznała ze nie musi sama zajmować się porządkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty myslisz, ze gdyby mnie bylo na to stac, nie wzielabym sobie pani do sprzatania? A sprawna jestem, tylko sprzatac nie lubie. ;) Tu chodzi o cos innego, o narzucanie pomocy, kiedy chce sie jeszcze samemu. I moze, co wazniejsze.

      Usuń
    2. Aniu, nawet gdyby mnie było stać, nigdy nie wzięłabym pani do sprzątania :-)

      Opiekowałam się moimi rodzicami i wiem czym to smakuje. Bardzo kochałam rodziców, ale opieka nad chorym zniedołężniałym człowiekiem to ogrom obowiązków i wyrzeczeń. Bardzo łatwo zostawia się komentarz osobom które tego nie przeżyły. Ja przeżyłam i wiem o czym pisze.
      Niedawno rozmawialiśmy z przyjacielem Bogumiła na ten temat. Wolałabym iść do domu starości (jeżeli będzie mnie stać), nie chcę być "ciężarem" dla mojego syna. Był zaskoczony.

      Usuń
    3. W pelni zdaje sobie z tego sprawe i gdybym nadal mieszkala w Polsce, na pewno wzielabym na barki ten obowiazek, bo dla mnie jest to zrozumiale samo przez sie, ze rodzicom nalezy oddac to, co w nas zainwestowali (nie mam tu na mysli rzeczy materialnych). Zyje jednak 850 km od nich, nie moge wpadac nawet na weekend, bo to za daleko, a i dla zwierzat trzeba by zalatwiac opieke.
      Dlatego sie troskam.

      Usuń
    4. Aniu, chyba się nie zrozumieliśmy :-) Doskonale rozumie twoje rozterki. Pisałam o sobie, ja nie chcę, żeby mój syn się mną opiekował. Nie chcę być dla niego ciężarem :-)

      Usuń
    5. A moze wlasnie on chcialby sie Toba zajac?

      Usuń
    6. Jeśli tak będzie, a nie będzie to z przymusu czy obowiązku, może zmienię zdanie

      Usuń
    7. Obysmy zdrowi byli, dlugo zyli i szybko oraz bezbolesnie odeszli. Ament!

      Usuń
  2. Niedawno zachorowałam. Na tyle poważnie, że nie mogłam obyć się bez opieki. Ta choroba będzie mi towarzyszyła do śmierci. Od czasu do czasu będę potrzebowała opieki. Na razie tę opiekę zapewnia mi mąż. Nie wiem jak będzie w przyszłości ale pewnie wylądujemy u któregoś dziecka na starość. Nie będę się broniła przed opieką bo wiem, że nie dam rady. Ale w chwilach lepszych nie pozwolę się wyręczać przynajmniej w codziennych sprawach.
    Przykład mojej mamy, która przeżyła wiele lat samotnie od śmierci taty, w ostatnich latach ciężko chora i jednocześnie uparcie wzbraniała się przed pomocą, wyleczył mnie z takiego stawiania sprawy.
    Albo pomogą mi dzieci albo ktoś inny.
    Trzeba być rozsądnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama widzisz, jak to sie pokretnie uklada. Kiedy czlowiek nie moze, to by chcial sam, a tu pomoc przyjac musi. I jak wazna jest dla chorego czlowieka jego samowystarczalnosc, proba udowodnienia sobie i swiatu, ze to jeszcze nie teraz. Podobnie moi rodzice, dla nich to "teraz" jeszcze nie nastapilo (ich zdaniem co najmniej).

      Usuń
  3. Myślę, że pomoc przyjmę, a ubezwłasnowolnić i tak się nie pozwolę:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zalezy od charakteru, babunia nalezala do tych zgodnych i uleglych.

      Usuń
  4. Oj, jakie to wszystko trudne... Zawsze chce się przecież dobrze. Ja zabrałam swoją mamę do siebie w momencie, gdy wymagała stałej opieki zdrowotnej i nie była w stanie utrzymać sama dużego mieszkania a dzieliło nas prawie 500km .Z jednej strony rozumiała, że to konieczne, z drugiej żaliła się nieustannie, że jest jak pogorzelec i że starych drzew się nie przesadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie ja moge swoich zabrac? Tam, gdzie na starosc nawet z sasiadem nie pogadaja? Do lekarza z tlumaczem? Sama zas nie wroce do Polski za nic, tu mam dzieci, tu beda wnuki.

      Usuń
    2. Absolutnie Cię do tego nie namawiam!
      Wiem, że z każdym rokiem niepokoisz się bardziej, ale na szczęście rodzice ciągle się dzielnie wspierają.

      Usuń
    3. Oj, gdybym miala wiecej kasy, moglabym ich lepiej w pomoc zaopatrzyc...

      Usuń
  5. W USA, opieka nad starszymi ludzmi wyglada zupelnie inaczej. Na pewno jest to kwestia finansowa, ale podoba mi sie to, ze nie ma przymusu do niczego. A wrecz przeciwnie, starsi ludzie sami podejmuja decyzje,co dalej jesli sami sobie nie radza z podstawowymi czynnosciami.
    Wiadomo, ze kazdy starszy czlowiek chce byc jak najdluzej samodzielny. Jednak kiedy wiek i zdrowie na to nie pozwala, ludzie decyduja sie na pomoc. Bardzo czesto zamieszkuja w domach starcow i nie jest to wcale umieralnia. Maja opieke lekarska, towarzystwo, i nie jest to dla nich zadna kara. W Polsce jednak w dalszym ciagu panuje przekonanie, ze jak ktos "oddal" rodzicow do domu starcow to wyrodny dzieć.

    I wiem, i moje dziecko tez wie, ze jesli kiedys bede potrzebowala opieki kiedy nie bede sobie mogla poradzic z codziennymi czynnosciami, to chce zamieszkac w takim miejscu.

    Nie jest to latwy temat, wrecz przeciwnie. Wydaje mi sie, ze poki jeszcze sami mozemy decydowac o sobie, to trzeba o tym rozmawiac z bliskimi.

    Usciski Aniu



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu tez jest podobnie, ludzie dobrowolnie zamieszkuja w domach spokojnej starosci. Wszyscy pracuja, malo kto ma czas i sily opiekowac sie kims chorym, bedac samemu w wiecej niz srednim wieku.
      Niestety, te przybytki nie sa za darmo, bardziej luksusowe z lepszym towarzystwem kosztuja fortune.
      Sama jednak przyznasz, ze sa roznice w domach w Polsce i na zachodzie, a poza tym niemala role spelnia przekonanie, ze to niewlasciwe i ze rodzicami powinno sie opiekowac.

      Usuń
    2. Bardzo słuszne spostrzeżenie: będąc samemu w więcej niż średnim wieku. Doświadczam tego obecnie, mimo, że jest nas do opieki nad mamą aż czworo rodzeństwa. Cóż, tylko brat jest jeszcze młodym człowiekiem, my, siostry, już w wieku mocno średnim. Fajny eufemizm, kiedyś ten wiek nazywano starszym:)).
      Nie ma u nas tradycji umieszczania rodziców w domach opieki, zresztą, kogo w Polsce na to stać. Te DPS-y, które znamy, to zwykłe umieralnie / przechowalnie. Nikt nie oddałby tam rodzica, chyba, że sam wyzionąłby prędzej ducha i zrobiliby to za niego inni.
      A jak wygląda to w praktyce? Mieszkania są małe i nieprzystosowane do opieki nad chorym. Wiem coś o tym, bo ostatnimi czasy musieliśmy wyrzucić połowę mebli z mieszkania mamy, aby zrobić miejsce na szpitalne łóżko. A i tak okazało się, że nie ma ani jednej ściany, przy której bezkolizyjnie mogłoby stanąć - będzie częściowo zasłaniać światło drzwi. Nie ma innej rady. Jak mama wyjdzie ze szpitala, to nas zabije za to:)). Nie pozna własnych czterech kątów, ale co było innego robić?

      Usuń
    3. W Niemczech jest od niedawna obowiazkowe ubezpieczenie pielegnacyjne. Ktos wreszcie poszedl po rozum do glowy, bo ludzie zyja coraz dluzej, sa sztucznie utrzymywani przy zyciu i ktos ta niemala gromada musi sie zajmowac, a nie kazdy emeryt ma dosc kasy, zeby finansowac to samemu.
      Starsi ludzie nie buntuja sie, ze ich ktos "oddal" do umieralni, smi funkcjonuja dotad, jak sie da, a pozniej dobrowolnie ida pod fachowa opieke.

      Usuń
  6. Wydaje mi sie, ze to wszystko zalezy od osobowosci danego czlowieka. Znam osobe jeszcze calkiem sprawna i nie az tak leciwa, ktora wrecz wymusza pomoc na otoczeniu, dba o siebie kosztem innych.
    Znam tez osobe, ktorej narzucono pomoc w sprzataniu i ona czeka na osobe sprzatajaca caly tydzien sprzatajac wszystkie zakamarki bo co o niej sobie taka 'sprzataczka' pomysli, ze ona jakis brudas...
    Znam osobe, ktora chocby na czworakach ale sama.
    Znam osobe, ktora rozumie, ze przyjecie pomocy jest koniecznoscia.
    Wszystko zalezy od osobowosci rowniez tych, ktorzy pomoc ofiaruja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja mam chyba spaczona osobowosc, bo gdyby mnie bylo stac, natychmiast wzielabym kogos do sprzatania i gotowania w domu, a wygrany czas poswiecilabym na wlasne hobby. ;) Pewnie jestem leniwa z natury. :)))

      Usuń
    2. wieczna mlodosc26 stycznia 2016 06:49

      Tys bardziej z tych co to w nich blekitna krew plynie. :))) Ja tez lubie niebieskosci i tysiaczki w stowach. :))) Wlasna starosc mnie jednak przeraza. Uwazam, ze zyje tak dlugo jak potrafie sama sie obsluzyc, pozniej to tylko wegetacja... Umierac powinno sie 'mlodo', 'zdrowo' i szybko...

      Usuń
    3. Oczywiscie, ze zostalam stworzona do wyzszych celow niz sprzatanie wlasnego mieszkania i prasowanie wypranych ciuchow. ;)))
      Teoretycznie rzecz biorac masz racje w sprawie wegetacji, ale chyba nie doceniach mocy sprawczej niejakiej woli zycia. A juz zwlaszcza, kiedy jakies alzheimery mozg opanuja. :(

      Usuń
    4. Przy alzheimerach nie ma juz nic znaczenia; zyje tylko powloka i pamiec innych, ze mialo sie wladze nad wlasnymi myslami. Wtedy wszystko jedno czy sie traci jeszcze cos wiecej bo zachlanny alzheimer wziol juz lwia czesc :/ czyli wszystko.

      Usuń
    5. Czesto alzheimery ida w parze z dobra kondycja fizyczna i dlugowiecznoscia. Im jest koze juz wszystko jedno, ale opiekunom raczej odwrotnie.

      Usuń
    6. wszyscy sie starzeja26 stycznia 2016 13:12

      W tym wypadku tylko opiekun mysli racjonalnie i dlatego najlepiej, zeby mial tez wsparcie zawodowe. Problem wiekszy widze w przypadku utraty sil fizycznych przy pelnej sprawnosci psychcznej. Wtedy nie wiadomo ja postepowac z duma, delikatnoscia, beznadzieja. :/

      Usuń
    7. Ale mozna co najmniej pogadac, posluchac wspomnien, wspolnie poczytac...

      Usuń
    8. u wezglowia ktos bliski26 stycznia 2016 13:57

      Pewno bycie w poblizu, poczucie bezpieczenstwa (przy calym niebezpieczenstwie za progiem), zrozumieniu, wspolczucie, okazanie ludzkich uczuc - czesto wazne tak samo jak i to inna, rutynowa pomoc fizyczna.

      Usuń
    9. Co jeszcze wymyslisz za ksywke, Echo? Przede mna i tak sie nie ukryjesz. :p

      Usuń
    10. no, bez burki i bez kosy26 stycznia 2016 15:28

      No przeciez nie nickuje sie np "w burce i z kosa" aby bylo w temacie. ://

      Usuń
    11. Za kostuche tera robisz? ;)

      Usuń
    12. Bardziej za kose i kamien :DDD

      Usuń
  7. Pomoc przyjęłabym, z rozsądku, ale nie chciałabym być dla nikogo ciężarem. Chociaż z drugiej strony nieprzyjęcie pomocy to też ciężar. Niektórzy mają to szczęście, że są samodzielni do końca, a niektórzy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze nalezy pozostawic wybor zainteresowanemu, jesli chce i czuje sie na silach, to nie wolno do niczego przymuszac, chocby w najlepszych intencjach.

      Usuń
  8. Pomyślałam o sobie że gdybym nie była sprawna i potrzebowałabym pomocy w codziemnych sprawach wolałabym umrzeć - po co sprawiać sobą kłopot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiscie wszystko kwestia kasy i zasobow. Czy gdyby Cie bylo stac, nie wzielabys sobie pani do pomocy? To bylaby Twoja decyzja i za Twoje pieniadze.

      Usuń
  9. Te wszystkie uniwersytety III wieku,powstały po to,by stasze osoby,mogly jeszcze aktywnie brać udział w różnych zajęciach,aby właśnie ten stan apatii nie zdominował ich doszczętnie.Gorzej jest w sytuacji,kiedy z jakichś przyczyn osoba ,nie może ,albo nie jest w stanie samodzielnie opuścić mieszkania.
    Tak Aniu,to poczucie ze się jest samodzielnym,samowystarczalnym jest bezcenne..
    Wiesz,za ścianą mam sąsiada który porusza się o kulach,a mieszkamy na 4 p.codziennie MUSI iść do sklepu tuz niedaleko po drobne zakupy,kiedys na początku zapytałam,dlaczego jego syn,który z nim mieszka nie zrobi zakupów.To odpowiedział,ze gdyby zrezygnował z tych zakupów i zmuszania się do ruchu,to po jakimś czasie nie byłby wstanie wstać z fotela...a ja jestem niemal pewna,ze tez chodzi o cos innego,wlasnie o te samodzielność.
    Wydaje mi się,ze jak rodzice faktycznie poczuja niemoc,to sami Ci powiedzą,ze potrzebują kogoś do pomocy...teraz,pomimo ciężkiej sytuacji starają sobie jakos radzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mowimy o aktywnosci psycho-fizycznej staruszkow, a o momencie, kiedy juz jej brakuje i sily czy choroby nie pozwalaja obslugiwac sie samemu, wiec o uniwersytetach i tak nie ma mowy. Szacun dla Twojego sasiada, nie poddaje sie, odwleka chwile, kiedy juz o kulach po schodach nie zejdzie i bedzie przykuty do lozka na zawsze.
      Tak to dziala, a my mozemy teraz jedynie teoretyzowac do chwili, gdy sami znajdziemy sie na ich miejscu.

      Usuń
  10. Moja wiejska babcia mimo że była mało sprawna na stare lata a w domku nie było łazienki nawet nigdy nie zgodziła się na jego opuszczenie.
    I ja ją rozumiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo jest z moimi rodzicami, wiec poki jeszcze sie to wszystko toczy, nie bede ich do niczego zmuszac.

      Usuń
  11. Miałam w życiu podobną sytuację. Okoliczności zmusiły nas do skomplikowanej przeprowadzki (wymiana lokatorów trzech mieszkań) i najbardziej ucierpiała na tym moja babcia, bo rozumiejąc konieczność tych działań zgodziła się, choć wbrew sobie, zamieszkać z nami. To było już po śmierci mojej mamy (a córki babci) i babcia (87-mio letnia) szybko zaczęła chorować i umarła. Gdyby nie to wszystko, z pewnością żyłaby dłużej. Teraz wiem, że nie powinnam pozwolić na pewne rzeczy i że osoby, które niejako wymusiły na mnie to wszystko, miały mnie generalnie w nosie i myślały wyłącznie o sobie, ale, niestety, nie da się już tego cofnąć. A ja mam wyrzuty sumienia.
    Osobiście jestem zwolenniczką rodzin wielopokoleniowych, mieszkających wspólnie, w których wszystkie pokolenia mają swoje miejsce i wzajemnie sobie pomagają. Przypuszczam, że wypływa to z faktu, że zarówno moi jak i męża rodzice odeszli wcześnie i ze wszystkim musieliśmy sobie radzić sami.
    A dzisiaj taka wielopokoleniowa rodzina to z różnych przyczyn raczej utopia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem właściwie wrogiem domów wielopokoleniowych. I nie dlatego że bym nie chciała pomagać. Ale w kuchni jest miejsce tylko dla jednej kierownicxki

      Usuń
    2. Ja przez pierwsze lata wychowywalam sie w rodzinie wielopokoleniowej, z dziadkami i pradziadkami. Babcia gotowala, prababcia zajmowala sie mna, dziadek pracowal, a pradziadek mi spiewal. Ja ze swoja mama w kuchni calkiem dobrze sie zgadzam, lubie z nia razem gotowac. W koncu jakos musialam sie tej trudnej sztuki od kogos nauczyc. ;)

      Usuń
    3. cóż
      mama mojego męża potrafiła mnie opierdzielić za nie taki kształt jak trzeba ubujaczki do białek:/

      Usuń
    4. A ja dogadywałam się i z mamą, i z teściową. I z babcią też. Nie tylko w kuchni. Dogaduję się też z siostrą, osobą dość wymagającą (delikatnie mówiąc), ale ja nienawidzę kłótni i konfliktów. I, dla jasności, nie jestem z tych, co to na wszystko się zgodzą dla świętego spokoju. Jakoś tak... umiem postępować z ludźmi. W każdym razie jakoś mi się to udaje:)))

      Usuń
    5. no to może faktycznie ja mam problem
      ze sobą:))

      Usuń
    6. Ja z tesciowa w ogole sie nie dogadywalam, na szczescie byla tak uprzejma, ze szybko zeszla ze sceny. Z innymi nie miewam problemow komunikacyjnych.
      Rybenka, Tyyy?

      Usuń
    7. Ja tylko robie wrażenie takiej milej:pp

      A tak serio. Ja lubię ciszę w domu. I luz. Nie umiałabym chyba być zrelaksowana z połową wsi pod jednym dachem

      Usuń
    8. Gdybys nie znala niczego innego od urodzenia, to bys mogla, a nawet lubila i nie wyobrazalabys sobie innego zycia.
      Ale ja mam podobnie, juz jeden maz w domu mi w zupelnosci wystarcza. :)))

      Usuń
  12. Zgadzam się ze wszystkim co tu napisałaś i co napisała Teresa. Im człowiek dłużej sprawny i samodzielny tym zdrowszy, tym żyje dłużej. Czasem jednak trzeba spojrzeć na pewne sprawy realnie i dać sobie w niektórych tematach pomóc. Myślę, że w każdym wieku mamy problem z proszeniem o pomoc... "ja sama", "dam radę", "pokażę, że dam radę", albo "nie będę nikogo obciążać swoimi problemami"...
    Aniu, a czy Twoi rodzice korzystają z netu? Może robiliby zakupy przez neta? Np. w tesco - i sami wybiorą co chcą, a dźwigać nie będą musieli. Zawsze to już coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alucha, pewnie nie bedzie mi juz dane, ale chcialabym Cie zobaczyc i uslyszec Twoj poglad na te sprawy za jakies 50-55 lat. Nawet ja w tej chwili tylko teoretyzuje, choc blizej mi wiekowo do moich rodzicow niz Tobie, bo nigdy nie bylam skazana na cudza pomoc.
      Niestety, rodzice pozostali odporni na internety, z trudem namowilam ich na komorki. Nie chca i juz, za bardzo sie boja roznych oszustow, a za malo sie na tym znaja, zeby sie obronic. Ich wola.

      Usuń
    2. Aniu, ja dziś nie lubię prosić o pomoc. Co to będzie na starość? Zobaczymy. Szczerze mówiąc chciałabym już dziś nauczyć się swobodnego proszenia o pomoc...
      Szkoda z tym netem, ale tak jak mówisz, ich wybór. Oszustw wiele, nie można się dziwić.

      Usuń
    3. Ja sama pozno zaczelam, bo wydawalo mi sie, ze moge zyc bez internetu. Nie moge! :)

      Usuń
  13. Po przeczytaniu wszystkich Was i z własnymi, niemałymi doświadczeniami powiem tak: po pierwsze osoba starsza musi mieć wybór, czy chce pomocy. Ale bywa często tak, że mówi "nie", bo świadomość obciążania sobą swoich dzieci jest dla nich nie do przyjęcia: albo bezpośredniego albo finansowego. Jeśli starsza osoba, gdy jeszcze była całkiem sprawna, (bez oporów albo z konieczności) korzystała z płatnej pomocy albo pomocy najbliższych (np matki/babci), w sprzątaniu, gotowaniu czy opieką nad dzieckiem, to gdy sił nie starcza z pomocy skorzysta. Gdy nigdy tego nie brała pod uwagę lub nie było jej na to stać to będzie się bronić przed pomocą do upadu, nawet gdy to nieracjonalne.
    A po drugie: dużo zależy od tego jak ta pomoc jest "dawana". Bo bardzo często, niechcący, przyjmuje formę przejmowania kontroli nad życiem staruszka, ubezwłasnowolnienia. Zachowanie granic, by nie następowała zamiana ról dorosłego dziecka w rodzica własnych rodziców, jest tyleż trudna co częsta. Tu nie ma uniwersalnego wzorca (jak dawać i jak przyjmować pomoc), bo to wszystko zależy z jednej strony od charakteru osoby starszej, a z drugiej od relacji, które łączyły rodzica i dziecko przez całe życie.
    O tych relacjach kiedyś napiszę książkę i to będzie bestseller ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj ojciec bardzo, ale to bardzo swoich rodzicow szanowal, a babci pomagal odkad od ziemi odrosl. Przychodzil np. ze studiow, sadzal babcie w fotelu i myl podloge, zeby sie nie zmeczyla. Tak mu zostalo do starosci, kiedy zaproponowal babci opieke i przeprowadzke do nich. Moim zdaniem przedobrzyl, ale dopiero teraz to widze. Nie nazwalabym tego kontrola czy rodzajem ubezwlasnowolnienia, chcial jedynie, zeby mogla juz tylko odpoczywac, a ona rwala sie do pomocy.
      To ja poprosze egzemplarz autorski z dedykacjom! :)))

      Usuń
    2. Skoro Twój tato tak podchodził do opieki nad własną matką, to może ma gdzieś głęboko zakorzenione przekonanie, że jeśli nie może mieć (z przyczyn obiektywnych) pomocy ze strony własnych dzieci to nie chce żadnej innej.
      A co do książki ;-))) to uprzedzam, że to nie będzie lektura ku pokrzepieniu serc. Wręcz przeciwnie.... oj wręcz.

      Usuń
    3. Nie szkodzi, najwazniejsza jest dedykacja z autografem, a czy dam rade przeczytac, to juz insza inszosc. :))
      Nie "wlasnych dzieci", ino dziecka, bo jestem jedynaczka. Z rodzenstwem byloby chyba razniej, a tak jestem zdana sama na siebie i samotna z problemem opieki.

      Usuń
    4. Nie mając rodzeństwa po prostu od zawsze masz tego świadomość, że jesteś jedynym opiekunem. Ja miałam młodszego o 5 lat brata, który zmarł 3,5 roku przed chwilą, gdy moja matka potrzebowała bezpośredniej opieki. Więc efekt ten sam. Ale to na tyle porównań. Reszta... kiedyś w książce ;-))))

      Usuń
    5. No i nie moge sie doczekac obietnicy tej dedykacji. ;)

      Usuń
    6. Żeby tak jeszcze wydawca chciał się znaleźć :D

      Usuń
    7. Nie, no o to jestem spokojna! Najpierw napisz. :))

      Usuń
    8. Napisana, w dużej części, jest. Ale z wydawaniem to już żart.
      Napisanie wspomnień pomogło mi jak terapia uporać się, w jakiejś części, z przeszłością.

      Usuń
    9. To teraz musisz zaczac probowac pertraktowac z wydawcami. Zanim jakiegos znajdziesz, akurat skonczysz pisanie.
      Przypominam o dedykacji, bo znow zapomnialas najwidoczniej. :)))

      Usuń
    10. Nie no! Dedykacja to teraz wręcz priorytet. ;-)

      Usuń
  14. Mogla bym dużo napisać na ten temat ale nie będe się żalić bo to i tak niewiele zmieni.Rozumiem Twoich rodziców bardzo dobrze i rozumiem Twoją troskę.Przyjdzie taki dzień że Rodzice sami poproszą o pomoc teraz tylko wspieraj ich.Pozdrawiam cieplutko a Rodzicom zdrówka życzę i dużo samodzielności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno taki dzien nadejdzie, ale rodzice ze wszystkich sil bronia sie przed jego nazwaniem, bo przeciez nie nadejsciem, to nieuniknione. Pewnie tez nie mowia mi wszystkiego, bo nie chca mnie martwic i denerwowac, skoro i tak malo co moge zrobic. Jak to rodzice...

      Usuń
  15. żartowałam kiedyś, że jak mi się coś stanie i tfu tfu bym leżała jak kłoda, to mnie ma Naczelnik dobić... nie ma nic gorszego jak świadomość własnej niemożności fizycznej przy sprawnej świadomości. Rozumiem Twoich rodziców ale też myślę, że poproszą o pomoc. Przed nami takie wyzwania niestety...trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo mówić. Nikt nie weźmie na własne sumienie dobijania kogokolwiek. I słusznie, bo co to byłby za człowiek. Nie ma lekko.

      Usuń
    2. Teatralno, chcesz Naczelnika do tiurmy wyslac? Zeby juz nie mogl wziac se nowej baby? No wiesz! ;) Dlatego jestem zwolenniczka eutanazji na zyczenie i jak bedzie potrzeba, to z niej skorzystam. Sama! Niech chlop jeszcze pozyje.

      Usuń
  16. Czuje sie bardzo zaszczycona ze moja wypowiedz zostala tak doceniona, ze az sie ukazala w poscie, dziekuje Aniu. Prawda jest ze do tych roznych pomocy rozni ludzie roznie podchodza, bo przecie nawet mlode zapracowane zawodowo osoby korzystaja z tego. Dla mnie to jest troche tak jak utrata wolnosci, na razie taka czesciowa utrata, ale przeraza mnie mysl ze przyjdzie dzien kiedy nie dam rady sama skorzystac z toalety i wtedy to jest koniec wolnosci. A moze kiedy przyjdzie taki dzien bede na to duchowo przygotowana, pogodzona, nie wiem. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co innego zatrudniac pomoc domowa, kiedy brakuje czasu czy ochoty, a co inengo, kiedy staje sie to smutna koniecznoscia. To roznica miedzy chciec a musiec. Dlatego wlasnie z tym musiec ludzie czekaja do ostatniej chwili, bo to oznacza dla nich cos nieuchronnego, ostatecznego.

      Usuń
  17. Dobrze, że takie tematy są poruszane, bo można na własne problemy trochę inaczej spojrzeć.
    Tak, u nas, kiedy rodzic idzie mieszkać do domu opieki, to dziecko często ma wyrzuty sumienia,wytykane jest palcami przez dalszą i bliższą rodzinę, chociaż ta rodzina w niczym nigdy nie pomogła. Taki paradoks.
    Jak na razie nie muszę dokonywać takich wyborów, bo moi rodzice są jeszcze dość sprawni, pomóc, kiedy chcą tej pomocy.
    Inna sprawa jest z moim teściem, musieliśmy go trochę przymusić do wizyty u lekarza, ale krzywda się mu przez to nie stała. Sam też nie mieszka, tylko ze swoją córką, a Mój tam często zagląda. Jak na razie to wszystko, co możemy dla niego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdego z nas to czeka, predzej czy pozniej, no chyba, ze jest sierota. Z drugiej zas strony trzeba tez myslec o wlasnym zdrowiu, zarowno psychicznym, jak cielesnym i trzeba wytyczyc madre granice wlasnego poswiecenia dla rodzicow. Bo co z tego, ze czlowiek zajmie sie nimi do samej ich smierci, kiedy zaraz potem sam odejdzie z przemeczenia.

      Usuń
    2. Otóż to, Aniu. Poruszyłaś tak naprawdę temat tabu. O tym aspekcie mówi się rzadko, półgębkiem, czasem ze wstydem albo nie mówi w ogóle mając wyrzuty sumienia za samo myślenie o tym. Każdy ma jedno swoje życie, a to życie ma swoje bezwzględne prawa.
      Jakoś takie pokręcone jest to nasze (czy tylko polskie?) myślenie: niemoralnie jest oddać starego rodzica pod opiekę domu spokojnej starości, ale moralne i godne podziwu i szacunku jest opiekowanie się rodzicem do utraty sił własnych, zaniedbania własnej rodziny, czasem rezygnacji z pracy zawodowej, co z kolei nam tworzy przyszłość beznadziejną.
      Temat rzeka, temat trudny i ... dla odważnych.

      Usuń
    3. Czasem to wlasnie rodzice sa tak egoistyczni, ze wrecz wymuszaja opieke, graja na uczuciach, szantazuja, ze nie przezyja w tej umieralni lub po prostu robia miny i aluzje. A dobre dzieci rujnuja wlasne zycie, zeby nie miec wyrzutow sumienia.

      Usuń
    4. Zamieszkanie w takim domu opieki bezsprzecznie powinno być samodzielną decyzją starego człowieka. Nie można tego robić wbrew jego woli, bo to ubezwłasnowolnienie. Z drugiej strony co ma zrobić dorosłe dziecko, gdy nie stać go finansowo na zapewnienie opieki w domu? Nie ma wyjścia. Musi tę opiekę zapewnić samodzielnie, bezpośrednio. Sęk w tym, że starzy rodzice często nie ułatwiają sprawowania tej opieki, a wręcz ją utrudniają, a czasem dręcząc swojego opiekuna w myśl hasła: bo to twój psi obowiązek.
      Na to wszystko nie ma mądrych, bo ilu ludzi tyle problemów. Ja się tylko buntuję przeciwko łatwemu ocenianiu przez otoczenie co jest moralne, a co nie.

      Usuń
    5. Z zewnatrz wszystko wyglada inaczej niz w rzeczywistosci, bo pozory czesto myla.

      Usuń
    6. I niby wszyscy to wiedzą, ale jakże często i jakże chętnie, patrząc z boku, wydają opinie o innych, często nie przebierając w słowach.

      Usuń
    7. Cos mi sie ostatnio obilo o uszy, ze Mlynarski tak zaniemogl, ze corki oddaly go do domu opieki. Paulina pozwala gazete, ktora to opublikowala, bo to rzekomo nieprawda.
      Tylko co to kogo obchodzi? To prywatna sprawa Mlynarskich i publiczne tlumaczenie sie to juz przegiecie. No ale widac czula potrzebe zdementowania.

      Usuń
    8. No bo właśnie funkcjonuje takie piętnowanie dzieci, które stają się odpowiedzialne za swoich starych rodziców. Nikt nie wie jak funkcjonowanie rodziny wygląda naprawdę, od środka, ale hejt leci. Mogła czuć potrzebę zdementowania także z wielu powodów: bo dla niej byłoby nie do zaakceptowania oddania ojca pod opiekę obcych, bo nie chciała, bo polskie piekiełko skupiało się na tym, że jest k...ą, bo nie chciała, by zakłócać ojcu spokój albo może Młynarski sam się uparł, że nie chce zostać pod opieką córek, a może .... i tak można jeszcze długo. Nikt nie zna poza nimi prawdy, ale komentatorów całe mnóstwo.

      Usuń
    9. Ale to caly czas ich rodzinna sprawa i nic nikomu do tego. Ale najlatwiej widziec u kogos slomke w oku, a wlasnej belki nie zauwazac.

      Usuń
  18. To nie sztuka coś za kogoś zrobić ,sztuką jest zrobić to tak, żeby druga strona miała świadomość samodzielności z malą pomocą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Ale do tego trzeba miec sporo czasu, anielska cierpliwosc i ogromne wyczucie. :)

      Usuń
  19. chwilę mnie nie ma a Kira znowu chora :((((
    portret cudny!
    mam nadzieję kochana że z rodzicami wszystko się jakoś ułoży ... ta odległość w takich wypadkach jest dobijająca :*************

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie nie znowu, a nieprzerwanie od prawie roku nie moze sie psina pozbierac do kupy.
      A z rodzicami... Poki sa we dwoje, jakos to bedzie.
      :*****

      Usuń
  20. O, matko! Chcę być samodzielna i niezależna aż do śmierci.Mam nadzieję,że tak się stanie! Nawet nie myślę inaczej. Nie chcę i już! Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze Ci zycze, jednak nie zawsze jest tak, jakbysmy chcieli...

      Usuń
  21. Moja mama bardzo się bała, aby nie zostać osobą leżącą na starość. Tato zmarł nagle w wieku 61 lat, ale zostałam ja i mama nie czuła się samotna. Starość jednak nadeszła, zdrowie podupadło, ale nie pokazywała po sobie. W wieku 90 lat przestała wychodzić z domu, nogi bolały coraz bardziej /trzecie piętro/, wszystko przy sobie robiła i nam gotowała codziennie obiadki. Nagle źle się poczuła i za dwa dni zmarła we własnym łóżku - miała 91 lat.
    Tak Anusiu, moja mama miała to szczęście, że mieszkałam z nią i mogłam do końca z nią być. Niestety ja nie będę miała tyle szczęścia. Co mnie na starość czeka? Chciałabym umrzeć szybko i zdrowo /jak ktoś napisał/, przynajmniej ja nie będę ciężarem dla dzieci, bo ich nie mam. Dom starców? - czemu nie.
    Pozdrawiam Ania od Bezy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom starcow to takie nieladne okreslenie, ja bym ten przybytek nazwala domem opieki. Piekny wiek osiagnela Twoja mama, miala tez spokojna smierc, nie meczyla sie dlugo. Ale tato! Niewiele starszy ode mnie - taki mlody! :)

      Usuń
    2. Od nas. Tak Aniu zasnęła i koniec. Tato w przeciągu 15 min. - zawał.
      Obydwoje odeszli w domu na moich oczach - tego nie zapomnę nigdy.
      Ania od Bezy

      Usuń
    3. To straszne! Trauma na cale zycie.

      Usuń
  22. Będę bronić swojej niezależności póki dam radę. Gdyby jednak doszło do tego, żebym miała z tym problemy, to bym przyjęła osobę do pomocy. Nie chciałabym obciążać tym dzieci. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kazdego jednak bedzie stac z emerytury na oplacanie pomocy domowej, zycie jest coraz drozsze. Zeby tak mozna bylo umrzec nagle, zanim czlowiek stanie sie niesamodzielny czy obloznie chory...

      Usuń
  23. rozumiem Twoich rodziców. sama coraz częściej myślę o tym na ile jeszcze mi wystarczy sił, by być chociaż trochę pania swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto, jak nie Ty moze wiedziec wiecej o potrzebie korzystania z opieki.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.