poniedziałek, 25 czerwca 2018

Genom raka.

Znalazlam na Onecie ciekawy artykul, ktory daje do myslenia. Szczesliwym zbiegiem okolicznosci sama nie mialam dotad do czynienia z nowotworem, ale wsrod moich znajomych, przyjaciol i nawet najblizszej rodziny (tato) nie brakuje osob, ktore zmagaly sie lub nadal zmagaja z ta straszna chorba. Zupelnie nie wiem, jak medycyna niemiecka radzi sobie z tym problemem, czy nadal leczy sie raka klasycznie, zgodnie z miejscem jego wystapienia, czy bada sie genom i leczy po amerykansku.

  • Do niedawna dzieliliśmy nowotwory w zależności od narządu, które atakowały. Diagnozowano raki piersi, płuca, jelita czy jajnika. Dziś wiadomo, że nie lokalizacja, ale głównie obecność pewnych mutacji genowych powoduje, że dany lek może być skuteczny lub nie
  • U Michaela Negrina zdiganozowano raka pęcherza. Po czterech miesiącach chemioterapii usłyszał, że ma przed sobą rok życia. Gdy okazało się, że mutacja, którą miał, występuje w raku piersi, pacjent dostał lek na... nowotwór piersi. Minęły trzy lata, wciąż żyje. Ma się świetnie. – Takie przypadki pokazują, że warto tą drogą rozwoju medycyny podążać. Przy standardowym postępowaniu Michael nie miałby szans – mówi dr Aleksander Sowa z firmy Roche Polska
  • Naukowcy z Foundation Medicine w Cambridge badają nadesłane wycinki guzów pacjentów z całego świata, analizują ich genom pod kątem mutacji, które wywołały raka. Potem na całym świecie szukają leku, który działa właśnie na nią. Dzięki temu pacjenci mogą mieć spersonalizowane leczenie

U 67-letniego Michaela Negrina zdiganozowano raka pęcherza po tym, jak w jego moczu pojawiła się krew. Po czterech miesiącach agresywnej chemioterapii, która nie przyniosła efektów jego lekarka powiedziała: "Ma pan przed sobą rok życia". Postanowiła jednak wysłać jeszcze wycinek guza do Foundation Medicine. Badania wykazały, że taka mutacja, jaką ma Michael występuje w raku piersi. Mężczyznę zaczęto leczyć tak, jakby miał… nowotwór piersi. I to zadziałało! Minęły trzy lata. Michael Negrin wciąż żyje i czuje się bardzo dobrze. – Przy standardowym postępowaniu nie miałby szans. Nikt by tego nie wykrył, zwłaszcza że wcześniej nie było takiego przypadku w Izraelu – podkreśla dr Aleksander Sowa z firmy Roche Polska.

Rewolucja w onkologii

Jeszcze do niedawna dzieliliśmy nowotwory w zależności od narządu, które atakowały. Diagnozowano raki piersi, płuca, jelita czy jajnika. Dziś wiadomo, że to nie tylko lokalizacja, ale przede wszystkim obecność pewnych mutacji genowych powoduje, że dany lek może być skuteczny lub nie. Foundation Medicine w Cambridge bada nadesłane wycinki guzów pacjentów z całego świata analizując jednocześnie setki genów, które mogą mieć udział w rozwoju nowotworu. Dla każdego pacjenta przygotowuje indywidualny raport przedstawiający dostępną wiedzę na temat wykrytych zmian genomowych oraz wskazówki, które leki i dlaczego można zastosować w konkretnym przypadku.
U 20 letniej Amerykanki Corey Wood raka płuc zdiagnozowano dwa tygodnie po tym, jak przebiegła półmaraton. Dziewczyna była w świetnej formie i nie miała żadnych objawów choroby. Podczas wizyty u okulisty, na którą wybrała się tylko po receptę na soczewki powiedziała lekarzowi, że ma błyski w oczach. Ten zlecił kompleksowe badania, podczas których wykryto guzy w płucu, węzłach chłonnych i przerzuty do kości. Był to nowotwór płuca w czwartym stadium. Wydawało się, że jedyną opcją leczenia będzie długa i wyniszczająca chemioterapia. Jej lekarz wysłał jednak próbki guza do badań profilowania genomowego. Wykryto, że nowotwór spowodowała mutacja genów ROS1 i jest na nią celowane lekarstwo. Zadziałało. Dziś płuca Corey Wood są czyste. Cud? Nie, osiągnięcia medycyny spersonalizowanej.

Terapia celowana

Badanie mutacji obecnych w tkance nowotworowej u konkretnego pacjenta oraz dobór odpowiedniej terapii do danej mutacji – to rewolucyjne podejście do leczenia raka. Dr Mike Pellini szef Foundation Medicine w Cambridge w Massachusetts, która takie badania robi mówi, że dzięki nim pacjent otrzymuje bezpieczny lek w koniecznej dawce nakierowany na konkretny cel. Od momentu wysłania próbki do przysłania raportu upływa około 14 dni. Aby wykonać badanie potrzebna jest niewielka ilość tkanki nowotworowej. Może to być tkanka pobrana wcześniej do badania histopatologicznego.Wynik badania zawiera informację o istotnych dla procesu leczenia zmianach genomowych, potencjalnych terapiach celowanych, dostępnych badaniach klinicznych prowadzonych nad lekami, które mogą pomóc. Taka wiedza pozwala lekarzowi wybrać najskuteczniejsze leczenie.

Wszystko zaczyna się w komórce

Mutacje genowe w komórkach naszego organizmu dokonują się cały czas. Jednak większość z nich nie ma wpływu na stan zdrowia. Organizm posiada różne mechanizmy, które radzą sobie z naprawieniem tych zmian lub po prostu eliminują nieprawidłowo funkcjonujące komórki. W pewnych, rzadkich sytuacjach, kiedy ta kontrola jest niewystarczająca lub zaburzona, nieprawidłowo funkcjonujące komórki, które powstały pod wpływem zmian genomowych zaczynają się namnażać i dochodzi do powstania nowotworu. Zmiany genomowe, które prowadzą do nowotworzenia mogą być wykryte w setkach różnych genów, co jest istotne przy diagnostyce chorób nowotworowych. Na przykład rak płuca był kiedyś uważany za pojedynczą chorobę, ale teraz wiemy, że można go podzielić na wiele różnych podtypów w oparciu o mutacje, które napędzają jego wzrost. Analiza guza konkretnego pacjenta i ustalenie, jakie zmiany DNA powodują jego chorobę jest kluczem do diagnozy i optymalnego postępowania w przypadku wielu rodzajów nowotworów. Wiedza ta wpływa na decyzje dotyczące leczenia i może prowadzić do zindywidualizowanej terapii.

Dwa tygodnie badań

Test w Foundation Medicine może zlecić tylko lekarz. Dlatego jeśli pacjent zechce go zrobić, musi poprosić o pomoc swojego doktora. Lekarz ze strony internetowej www.foundationone.pl pobiera potrzebny formularz. Kurier odbiera próbkę, która zostanie wysłana do laboratorium w Cambridge w USA lub w Penzbergu w Niemczech. Po dwóch tygodniach lekarz otrzyma mailem raport z badania. Wynik opracowuje grupa ekspertów - bioinformatyków, biologów molekularnych, genetyków i klinicystów pracujących w Foundation Medicine. Opisuje on zmiany genomowe wykryte w setkach przebadanych genów wraz z opisem ich znaczenia biologicznego. Wymienia terapie, które mogą być skuteczne w wykrytych zmianach genomowych wraz z ich opisem. Mogą być to leki zarejestrowane we wskazaniu, na które cierpi pacjent, ale też w zupełnie innym. Lekarz otrzyma również informacje o prowadzonych obecnie na całym świecie badaniach klinicznych leków, które są potencjalnie dla chorego skuteczne. Po przeanalizowaniu raportu onkolog w porozumieniu z pacjentem mogą zdecydować o dalszym postępowaniu terapeutycznym. I tak właśnie było z Michaelem Negrinem, który był już na terminalnym etapie choroby nowotworowej, a jednak udało mu się ją pokonać. – Takie przypadki jak ten Michaela Negrina pokazują, że warto tą drogą w rozwoju medycyny podążać – dodaje dr Aleksander Sowa.
Agnieszka Sztyler-Turovsky
Onet. 
 
 
 
 
 

sobota, 23 czerwca 2018

Ojojojoj!

Taki gosc
Tak juz musze ojojac od dwoch dni, albowiem slubny moj jest bidny i potrzebuje ojojania i pocieszania jak, nie przymierzajac, kania dzdzu. Mial bowiem operacje w otworze gebowym no i jest przez to bardzo zlesieczujacy.
Czwartek byl dla mnie niezwykle pracowitym i zwariowanym dniem. W robocie roboty po kukarde, a moze jeszcze wiecej. Przy tym przebic sie przez miasto to nie lada wyczyn, bo na bardzo newralgicznym odcinku trwaja roboty uliczne, a co za tym idzie, jakies ograniczenia, zwezenia, mijanki, reorganizacje ruchu i ogolny balagan z opoznieniami. Tak ma potrwac do konca sierpnia i mam nadzieje, ze ten termin zostanie dotrzymany. Kiedy tylko moge, jezdze objazdami, ale nie zawsze sie da, wiec kwitne w korkach.
Tego dnia mialam pol godziny miedzy koncem pracy a terminem slubnego u dentysty na wiosce poza miastem. Umowilismy sie, ze bedzie czekal na mnie juz na ulicy, zaopatrzony w termokubek z kawa i cos na zab. Kiedy wiec on poddawal sie bolesnym zabiegom, ja posilalam sie w aucie, czekajac na niego. Dentystka bowiem zaordynowala, ze ma przyjechac z obstawa, bo po operacji nie powinien siadac za kierownice. No to obstawialam slubnego jak rasowy bodyguard.
Wrocilismy do domu, a ja nie mialam czasu nawet usiasc, wzielam Toyke i pognalam do apteki wykupywac srodki ratujace zycie, zeby przedwczenie nie zostac wdowa. A przy okazji wysikac psinke, bo jej tatus sie polozyl z zimnym kompresem na poliku. No i w miedzyczasie musialam wciaz ojojac. Jak juz wrocilysmy, zaraz musialam udawac sie w dalsza droge, bo najmlodsze dziecko wracalo z urlopu na Minorce i trzeba bylo odebrac ja z dworca.
21 czerwca godzina 22.30
Oddech moglam zlapac dopiero pod wieczor, a jak go zlapalam, to jednoczesnie uszlo ze mnie cale powietrze i prawie ruszyc sie nie moglam, stopy napuchly mi jakniewiemco. No i zamiast puszczac jakies wianki, szukac kwiatu paproci albo skakac przez ognisko, tylko siedzialam na balkonie i przypatrywalam sie z zachwytem klarownemu niebu i przyswiecajacemu jasno polksiezycowi i witalam lato, ktore nadeszlo z hukiem, pompa i lomotem. Zeby dobrze to swoje nadejscie podkreslic, zredukowalo od razu temperature do 10°, sypnelo deszczem i zakomunikowalo, ze weekend to sobie moge odpisac. Pozostanie mi chyba sofa, koc i ksiazka.





piątek, 22 czerwca 2018

Byc idealem?

Tak se niedawno dyskutowalim z Akularem pod jej postem (KLIK) o braku samoakceptacji przez jej nowa kolezanke z pracy. Oraz dostalam sluzbowe polecenie cos z tego ukrecic. No to ukrecam, bo mnie wystarczy raz powiedziec, a ze jestem istota posluszna i ugodowa (buhahahaha!), to pisze.
Na tematy idealow i samoakceptacji wylano juz morze atramentu, wiec pewnie i ja nic nowego ani odkrywczego nie wymysle. Pewnie, ze chcialabym byc idealna, bo ktoz by nie chcial? Zupelnie nie przemawiaja do mnie zapewnienia tlustych wielorybow, ze czuja sie ze swoja tlustoscia tak dobrze, ze ani mysla chudnac, a wprost przeciwnie. No nie wiem, jak mozna mowic o szczesciu nie mogac sie normalnie poruszac, pocac sie nadmiernie i leczac odparzenia, majac otluszczona watrobe, poczatki cukrzycy i zniszczone od ciezaru stawy. Tak, tak, wiem, zaraz zostanie mi wytkniete, ze sa choroby i takie tam. Tyle, ze tych naprawde chorych jest wsrod nich ulamek procenta, reszta je po prostu za duzo, a pozniej dorabia sobie wlasna filozofie do wygladu. Bo w gruncie rzeczy 99% z nich cierpi przez swoja otylosc, jest wysmiewana, a zeby sie pocieszyc, idzie na ciastko i frytki. Skad ja to wiem? Bo mam podobnie, choc w znacznie mniejszym stopniu i na szczescie dla mnie ten moj hamulec czasem jeszcze dziala, bo gdybym tak sobie calkiem pofolgowala, juz wazylabym z 200 kilo. Mam nadwage, nie taka znow tragiczna, ale mam i jest mi zle z tym. Nie bede sama sie pocieszac rozglaszajac wszem i wobec, ze akceptuje swoj wyglad i strasznie sie ciesze, ze wlasnie taka jestem. W moim wieku latwiej jest przytyc niz schudnac, bo metabolizm pracuje na znacznie bardziej zwolnionych obrotach i musialabym sie glodzic, zeby wygladac tak, by byc zadowolona, a tego mi sie nie chce. No i kolo sie zamyka. Bledne kolo.
O ile bowiem niewiele ruszaja mnie moje siwe wlosy, zmarszczki na gebie, przebarwienia na coraz mniej elastycznej skorze - to jest po prostu proces nie do zatrzymania, o tyle mocno przeszkadza mi sylwetka. Choc z drugiej strony lekka nadwaga "prasuje" zmarszczki, nieprawdaz, i pewnie gdybym byla chuda, bylyby one znacznie glebsze. Nie akceptuje wiec, ale z rezygnacja godze sie, bo jakby nie mam innego wyjscia.
Nikt mi jednak nie wmowi, ze mlode osoby, ktore doprowadzily sie do otylosci, sa chore i nie sa w stanie zmienic wlasnego zycia, by wygladac inaczej, zdrowo po prostu. Ja przez cale zycie musialam bardzo uwazac na to, co i ile zjadam, bo gdybym tylko sobie pofolgowala, mialabym niezly problem. Trzy ciaze nie daly mi rady, po kazdej wracalam do normalnej wagi, ale tez nigdy nie jadlam chipsow, fastfoodow, choc nie powiem, zeby mi nie smakowaly. Nie po to maja w sobie tony chemicznych ulepszaczy smakowych, zeby mialy byc niedobre. Nie pijalam coli, sokow, nie slodzilam kawy czy herbaty, ale moim przeklenstwem sa slodycze, ktore wprawdzie staram sie ograniczac, ale zrezygnowac z nich nie umiem, nie moge i nie chce. Za bardzo lubie, a poza tym one skutecznie mnie "pocieszaja" w zlych chwilach.
No i tak to sie toczy. Jakies diety, efekty jojo, nastepne diety, frustracje kiedy waga drga do gory, euforie kiedy drga do dolu. I tak przez cale zycie.
Aaa, nie probujcie mi wmawiac, ze na podstawie zdjecia wcale grubo nie wygladam, ze bywa gorzej, ze przesadzam i takie tam. Moja subiektywna ocena jest jaka jest i nic tego nie zmieni.





czwartek, 21 czerwca 2018

Kazdy ma...

... jakiegos bzika, kazdy jakies hobby ma...
A jak tam u Was z konikami?
Moim hobby zarazila mnie babcia, ktora uwielbiala lamiglowki umyslowe, wszelkie krzyzowki, rebusy, szarady. Takie wydawnictwo jak Rozrywka mozna bylo swego czasu dostac jedynie spod lady, byl to towar absolutnie deficytowy. Ale dzieki temu, ze dziadek mial w pracy zalozona tzw. teczke w wojskowym kiosku, Rozrywka byla w domu regularnie. Babcia zachecala mnie do krzyzowek, udajac, ze czegos nie moze odgadnac, prosila mnie o pomoc. I tak jakos, zupelnie mimochodem, zaczelo mnie to wciagac. Wiadomo, ze na poczatku bralam sie za latwiejsze zadania, ale z biegiem czasu moje ambicje rosly. Trzeba przyznac wydawnictwu Rozrywka, ze nudne nie jest i ma do zaoferowania zadania latwiejsze, ale i takie, przy ktorych trzeba dluzej posiedziec, pomyslec i poglowkowac. Dawniej rozwiazywanie bylo znacznie bardziej utrudnione, czlowiek siedzial oblozony wokol encyklopediami, slownikami, leksykonami - a i tak nie zawsze udawalo sie odnalezc poszukiwany wyraz. No bo np. tytulu piosenki artysty XY, gdzie padaja slowa ...  szukalo sie pod nazwiskiem owego XY, niestety encyklopedie z racji ograniczen nie podawaly wszystkiego, a co gorsze, nie aktualizowaly sie na biezaco. Teraz czlowiek wrzuca fraze do wyszukiwarki i wyswietla mu sie tytul, autor, kompozytor i co tam jeszcze. Za to miedzy innymi kocham ten wynalazek, bo bardzo ulatwia mi rozwiazywanie.
Kiedy bylam juz starsza, ale jeszcze mieszkalam u rodzicow, udalo mi sie zaprenumerowac Rozrywke, co wcale nie bylo latwe z racji ograniczonego nakladu. Pozniej slubny dolozyl moje Rozrywki do wlasnej teczki w kiosku, a kiedy wyjechalam, zalatwilam sobie prenumerate zagraniczna i mam. Tyle tylko, ze jakies trzy lata temu zrezygnowalam juz z Rozrywki, poprzestajac na Rewii. Jakos mam za malo czasu na obie.
Kiedy dostaje nowa Rewie, na samym poczatku rozwiazuje dwa zadania szaradziarskie, a potem dopiero ide z pozostalymi po kolei. Tymi dwoma najukochanszymi sa Z przymruzeniem oka, gdzie okreslenia sa redagowane nie wprost i trzeba nieraz poglowkowac nad czyms, co jest takie oczywiste, ze czlowiek dziwi sie, dlaczego od razu na to nie wpadl. Przyklad pierwszy z brzegu to futra kopane albo wandale na fale. Ciekawe, czy ktos z Was (nie tych, co znaja Rewie) domysli sie, o co chodzi.
 Moja druga ulubiona jest krzyzowka hetmanska. Ooo, tu trzeba znacznie bardziej sie wysilic. Samo objasnienie, jak te krzyzowke rozwiazywac, jest mocno skomplikowane. Po lewej wkleilam te "instrukcje obslugi". Przyklad hasla? I brylant po opracowaniu ma zawily uklad, a rozwiazaniem jest LABIRYNT, w tym przypadku trzeba bylo zanagramowac i brylant. Albo Ernest w bryczesach, w wellingtonach, rozwiazanie BRYLL, BRY z bryczesow i LL z drugiego wyrazu. Podziwiam autorow za wymyslanie. Jeszcze pol biedy, kiedy odgadniete slowa wpisuje sie do klasycznego diagramu krzyzowki z liczbami poziomo i pionowo, gorzej, jesli dodatkowo trzeba znalezc miejsce wpisania - to juz hardkor, ale ja to uwielbiam i siedze nad tymi lamiglowkami tak dlugo, az w koncu rozwiaze do konca. I nie, nie podgladam rozwiazan w internecie, choc jest taka mozliwosc, ale w takim przypadku oszukiwalabym sama siebie, wiec gdzie tu sens?
Trzecie z kolei moje ulubione to tzw. jolki, krzyzowki, w ktorych trzeba mozolnie odnajdywac miejsce wpisywania odgadnietych hasel.  Tu tez wystepuja rozne stopnie trudnosci, w niektorych trzeba jeszcze samemu odgadnac i namalowac czarne kratki. Lubie tez rebusy i szarady, potem na liscie sa kolejne mniej typowe zadania diagramowe, przedostatnie to "normalne" krzyzowki, a na szarym, najszarszym koncu sa panoramiczne. Bardzo lubie tez male formy, czyli homonimy, anagramy, metagramy i palindromy.
Pochwalicie sie Waszymi pasjami?







środa, 20 czerwca 2018

Od kwietnia...

utonelo w Polsce 120 osob - taka statystyka wpadla mi w oko przy przegladaniu internetu. Pozniej poszukalam statystyk wypadkowych podczas dlugiego majowego weekendu i sa one zatrwazajace:
- ponad 550 wypadkow
- 51 ofiar smiertelnych
- ponad 700 odob rannych
- 2500 zatrzymanych kierowcow, ktorzy jechali pod wplywem alkoholu
A to tylko ten jeden przedluzony weekend, podobnie dzieje sie, choc moze na mniejsza skale, w kazdy inny weekend,  podczas swiat, wszystkich swietych i wyjazdow/powrotow urlopowych - slowem wtedy, kiedy sporo osob naraz gdzies sie przemieszcza. Spytacie pewnie, co ma piernik do wiatraka, a utoniecia do wypadkow samochodowych?  Sa dwie paralele, no moze trzy: bezmyslnosc, przecenianie wlasnych mozliwosci i... nie zgadniecie... alkohol.  Przypominam tez, ze powyzej mowa tylko o niewielkich okresach, bo np. w przypadku kapieli, wlasciwy sezon jeszcze sie nie zaczal, on nastapi dopiero po zakonczeniu roku szkolnego. A sadzac po liczbie dotychczasowych utoniec, ta liczba podwoi sie, jesli nie potroi.  
Nie moge pojac, po tylu doswiadczeniach, niezliczonej ilosci kampanni uswiadamiajacych, kazdorazowych, zakrojonych na szeroka skale akcjach policji, a nawet wspolpracy kosciola (choc to oczywista hipokryzja, bo jedna z najczesciej pijacych i jezdzacych grup "zawodowych" sa wlasnie ksieza) - ze po tym wszystkim nadal nie brakuje gierojow, ktorzy nie wahaja sie po jednym (kilku) glebszym wsiasc za kierownice czy wskoczyc na glowke do wody. Aaalbooo... nie dopilnowac wlasnego dziecka, ktore topi sie, bo tatus zajety byl flaszka. I gdzie, pytam sie, sa te wszystkie mamusie, zony? Dlaczego na to pozwalaja? Dlaczego wsiadaja razem z dziecmi do auta, gdzie za kierownica zasiada tatus z niezdrowym chuchem? Czy ci ludzie nigdy niczego sie nie naucza?  Jesli sami zgina, to mala strata, jednego idioty mniej, jego idiotki i pomiotu tez, przynajmniej nie wyrosna na takich samych idiotow. Ale jesli idiota przezyje, a pozabija trzezwych i niewiennych innych uczestnikow ruchu? Albo okaleczy na cale zycie?
Jeden z drugim mysli: przeciez mnie to nie spotka, mnie sie uda, bo nieraz juz jezdzilem/plywalem na bani i nie zlapali/nie utopilem sie, wiec teraz tez dojade do domu, przeciez to niedaleko. 
Ehhhh.... szkoda po prostu gadac....





wtorek, 19 czerwca 2018

Aj waj!

Spoznilismy sie i to o cale dwa tygodnie, jesli nie wiecej. Ale tak to zwykle bywa, kiedy pogoda nie chce wspolpracowac i wyjazd odklada sie z weekendu na weekend. Od dluzszego juz czasu zachwycaly mnie zdjecia na naszej lokalnej grupie fotograficznej, z Germerode, gdzie na 25 hektarach rosna maki, glownie gatunku mak lekarski (Papaver somniferum), ale i zwyklych polnych makow tez nie brakuje.  Przegladalam tez czesto strony internetowe, gdzie byly informacje o tym obiekcie i zdjecia (KLIK) i obiecywalam sobie, ze w tym roku juz na pewno tam pojade. Z natura jednak nie ma dyskusji, ona nie dziala od... do... pola makowe nie kwitna nigdy w tym samym czasie, a w tym roku zawirowania pogodowo-klimatyczne rozregulowaly wegetacje jeszcze bardziej. No i kiedy wybralismy sie tam w koncu w miniona niedziele... bylo juz praktycznie po ptokach i tylko gdzieniegdzie jakies pojedyncze niedobitki makowe pozwalaly sie domyslac, ze kiedys bylo tam kwitnace pole. Ale co tam, moze uda sie w przyszlym roku, wtedy na pewno wyszykujemy sie na calodniowa wycieczke, bo niedaleko jest wart obejrzenia park krajobrazowy.
Zdjec jak zwykle narobilam jak powalona, postaram sie je troche posortowac. Wprawdzie maki juz nie kwitly, za to kwitlo wszystko inne, a krajobrazy zapieraly dech w klatce z piersiami.


Rumiankowy urodzaj

Ostatnie niedobitki

Jakis lokal czy cus, ale zamkniety na glucho


Gotowa ramka, przez ktora mozna focic pejzaze albo siebie

A co to tam stoi w szczerym polu?

Nie do wiary! Prawdziwe lozko i na dodatek przepiekne

Tosmy se z Toyka polezaly, a potem przez godzine slubny mi slomki z tylka wydlubywal

Tego kwitlo cale krocie...

... ale nie wiem, co to za roslina

Rownie duzo bzykadelek latalo wokol

Albo to paczek, albo juz przekwitly mak



Pelno wszedzie wszelakich bzykadel

Pacze ci ja, a tu drugie lozko w polu po makach

Tym razem tylko Toyka zlegla na krotki odpoczynek



Sezon na chabry



Wiecej robali niz kwiatkow

Ladne widoczki


Rurka pali, trzeba czesto pic

Jaszczomp albo inny myszolap




Piekna jestem nieslychanie w tych kfiotkach, co nie?





Coraz mniej slonca, coraz wiecej chmur

Kolejna spora laka z tym fioletowym



Czeresnie bardzo malutkie, ale jakie pyszne. Troche sobie narwalismy i posililismy sie




Nie wiem, co to jest, ale fajnie wyglada

Na koncu trasy pole, gdzie bylo jeszcze troche makow, ale bardzo juz przerzedzonych

Za to sporo juz gotowych makowek


Chabry w polu jeczmienia - gotowy motyw malarski




Trasa niespecjalnie dluga, ale niezwykle malownicza. W ogole okolica jest sliczna.
Mam nadzieje, ze Was nie zanudzilam na smierc, i tak polowe zdjec tylko zamiescilam.

EDIT: Ktos mi wczoraj zwrocil uwage, ze te pola JESZCZE nie zakwitly. To ja juz nic nie wiem, bo wygladaly na przekwitniete. Ale ja nie jestem w koncu botanikiem. Czyli tytul powinien byc: Aj waj! Pospieszylismy sie.