środa, 22 stycznia 2020

Trzesienie ziemi brytyjskiej.

Ostatnio gdzie nie spojrzec, tam Meghan i Sussexowie, troche to irytuje. Ale... zaczelam sie zastanawiac nad ich posunieciem, majac z poczatku dwojakie uczucia. Najpierw ogarnela mnie zlosc na Amerykanke, ktorej wydawalo sie, ze zreformuje dwor angielski, ktora nie dorosla do malzenstwa z ksieciem, dosc bliskim nastepstwa tronu brytyjskiego. Wciaz i bez przerwy popelniala mniejsze lub wieksze gafy, a w koncu wychodzac za maz za tak wysoko postawionego czlonka rodziny krolewskiej, powinna sie liczyc z wielkimi wyrzeczeniami i ograniczeniami. Jesli nie byla na nie gotowa, powinna juz na starcie zrezygnowac ze slubu. Ale jej podobala sie rola krolewny i na poczatku co najmniej dosc udanie ja odgrywala, choc nie obylo sie bez coraz to nowych wpadek. A to ubrala sie nieodpowiednio, a to uzyla nie takiego lakieru do paznokci, a to znow zachowywala sie nie tak na kortach Wimbledonu czy tez byla zbyt wyniosla w stosunku do mieszkancow wioski, gdzie wyremontowano dla nich posiadlosc. Prasa brytyjska miala na niej uzywanie, bezlitosnie wytykala jej wszystkie potkniecia i wciaz porownywala do perfekcyjnej Kate, ktora wprawdzie nie byla arystokratka, ale szybko i sprawnie przystosowala sie do dworskich ograniczen. Nie tylko ladna, wyksztalcona, z klasa, szybko urodzila trojke slicznych dzieciakow, nadajac im imiona z krolewskiego katalogu. Meghan kipiala zloscia, choc starala sie robic dobra mine do zlej gry, jednak nie oszczedzila sobie niewielkich zlosliwosci oglaszajac, ze poprzestana na jednym dziecku, bo wiecej szkodzi srodowisku, a to jedno zostalo nie tylko urodzone gdziestam, a nie w krolewskim szpitalu, to jeszcze ochrzczone jakims barbarzynskim amerykanskim imieniem.
Nie zebym jakos specjalnie szukala wiesci z dworu brytyjskiego, ale  wszystkie przekaziory ich nie szczedzily, wiec mimochcac, musialam dowiadywac sie tych njusow.
Meghan robila wszystko, zeby skruszyc skostnialy dwor i wprowadzic powiew nowoczesnosci, ale nie docenila stopnia skostnialosci i przywiazania do tradycji, natomiast przecenila siebie. Nie tylko bowiem media brytyjskie jezdzily po niej jak po lysej kobyle, ale i przywiazane do swojej krolowej i dworu spoleczenstwo wyrazalo dezaprobate dla jej poczynan. Sprawy zaszly tak daleko, ze do dzisiaj nie dostala obywatelstwa brytyjskiego. Byla coraz bardziej sfrustrowana, robila coraz wiecej bledow, a po swojej stronie miala juz chyba tylko malzonka. Popularnosci nie dodawaly jej pyskowki z wlasna rodzina za posrednictwem mediow, sklocenie braci, synow Diany i niewlasciwy stosunek do swietosci narodowej, czyli krolowej. Monarchini jednak dla dobra ukochanego wnuka przymykala oczy na te wpadki i gafy jego malzonki. Czare goryczy przelala ich "ucieczka" i spedzenie swiat z dala od dworu, tego nie pamietali najstarsi dworzanie. Krolowa musiala poczuc sie bardzo urazona, bo usunela zdjecie Sussexow z biurka podczas swiatecznego oredzia.
Dla Meghan bylo to niewybaczalne, wiec doprowadzila do malej rewolucji na dworze krolewskim, "pokazala" krolowej, gdzie ma ja wraz z calym dworem i jego betonowymi tradycjami i pojechala sobie, byle dalej od calego tego zaklamania, braku elastycznosci i hipokryzji. Oplula brytyjska swietosc! Krolowej nie pozostalo nic innego, jak zrobic dobra mine do zlej gry i dac uciekinierom swoje blogoslawienstwo.
Tak oto kolejna rozwiedziona Amerykanka, ktora owinela sobie nastepce tronu brytyjskiego wokol malego palca, postarala sie o male trzesienie ziemi na dworze brytyjskim. Tyle, ze Simpson miala z pewnoscia wiecej klasy.





poniedziałek, 20 stycznia 2020

Horoskop gniewu - jak złoszczą się znaki zodiaku?


Foch z przytupem, ciche dni czy latające talerze? Wszystko zależy od tego, w którym znaku znajdowało się Słońce w dniu twojego przyjścia na świat. Sprawdź, jak złoszczą się poszczególni przedstawiciele zodiaku.

W moim przypadku wszystko sie zgadza 
 

Baran

Porywcze Barany wybuchają gniewem najszybciej spośród wszystkich znaków zodiaku. Byle iskra sprawia, że wybucha prawdziwy pożar. Mają w sobie mnóstwo gniewu, nad którym trudno im czasem zapanować. Nawet jeśli chcą zachować spokój, to nie przychodzi im to łatwo, a czasem jest wręcz niemożliwe. Barany wybuchają gwałtownie, jak wulkan. Krzyczą, pieklą się, zdarza im się również atakować innych fizycznie. Kłócą się do upadłego. Nawet jeśli udowodnisz im, że są w błędzie, to nie przyjmą tego do wiadomości - przecież one zawsze mają rację! Jednak ich gniew, jak szybko się zapala, tak szybko gaśnie. Zupełnie niespodziewanie wyciągają do przeciwnika rękę i są zdumione, jeśli nadal jest on obrażony czy zły. Wybaczanie przychodzi im z łatwością. Nie rozumieją osób, które po kłótniach zrywają znajomości czy nie odzywają się do innych. W momencie zakończenia kłótni zapominają o niej.

Byk

Spokojne i stonowane Byki wydają się być oazami spokoju. Nic bardziej mylnego! Ich cierpliwość ma swoje granice i biada temu, kto je przekroczy. Nie tolerują zdrady i nielojalności. Drażni ich nierówne traktowanie czy dyskryminacja. Ich złość narasta stopniowo, początkowo przez nikogo niezauważona. Potrzebują wiele czasu, żeby przemyśleć wszystko i wrócić do stanu równowagi. Wolą dyskusję, wymianę poglądów niż siarczystą awanturę. Spokojnie starają się wyjaśnić innym swoje racje. Jednak, jeśli czują, że ktoś je lekceważy czy ignoruje, to potrafią pognieść głos czy uderzyć pięścią w stół. Ponieważ ich złość narasta powoli, to często same nie umieją określić źródła problemu. Kiedy są złe na kogoś, to przypominają sobie wszystkie jego “występki” i drażni je w tej osobie absolutnie wszystko. Z czasem potrafią jasno określić, co jest powodem ich zagniewania. Po konstruktywnej, ich zdaniem, rozmowie, szybko wybaczają, ale nie zapominają. Trudno z nimi odbudować dawne relacje.

Bliźnięta

Bliźnięta są żywiołowe i nieprzewidywalne. Trudno z góry określić, jak zareagują w sytuacjach konfliktowych. Czasem spokojnie i rozsądnie przechodzą do porządku dziennego nad wszystkim, innym razem wybierają rozmowę, jednak bywa, że zdenerwowane zachowują się jak prawdziwe furie. Lubią mówić wiele o swoich emocjach, jednak bywają one tak różne, że czasem trudno się w ich wyznaniach połapać. Zagniewane krzyczą, tłuką szklanki, kopią w drzwi - lepiej nie próbować zatrzymywać ich siłą, bo w zaślepieniu zdolne są do wszystkiego. Bywają wulgarne, a ich słowa ranią do żywego. Ich reakcje są tak nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, czy ta kłótnia zakończy się zrywaniem znajomości czy w sekundę zmieni się we wspólny śmiech. Zdarza się, że złość Bliźniąt niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje - gotowe są pisać donosy, rujnować reputację zawodową, oczyszczać wspólne konto, zniszczyć meble czy porysować samochód.

Rak

Raki są spokojne, ugodowe i starają się zrozumieć stanowisko drugiej strony konfliktu. Jeśli jednak poczują, że nie są doceniane, zrozumiane lub że są obrażane, to narasta w nich złość. Do wybuchu w ich przypadku dochodzi niezwykle rzadko. Nie znaczy to jednak, że ich złość jest mniejsza niż w przypadku innych znaków. Ona po prostu inaczej się wyraża. Rozzłoszczone Raki odczuwają wewnętrzny opór i niechęć do przeciwnika. W myślach wygłaszają kwieciste przemowy, ale jedyną widoczną zmianą w ich zachowaniu jest nagłe ochłodzenie kontaktów. Często stosują agresję bierną - udają, że nie słyszą, nie dotrzymują słowa, nie wykonują próśb lub robią to w sposób zupełnie odmienny od intencji drugiej strony. W takich sytuacjach oskarżane są o robienie na złość. Raki są mistrzami uników i zwodzenia. Obrażony Rak przestanie mieć dla ciebie czas, nie będzie odbierał telefonu, będzie ci obiecywał spotkania, które w ostatniej chwili odwoła. Bardzo trudno jest rozwiązać sytuacje konfliktowe, kiedy Raki unikają rozmowy na ten temat czy udają, że wszystko jest w porządku. Jeśli jednak zależy ci na Raku, to po prostu rób wszystko jak najlepiej, staraj się. On stanie za tobą murem, nawet jeśli się do ciebie przy tym nie odezwie. A i jego gniew z czasem minie.

Lew

Lwy to prawdziwi władcy i jako tacy zawsze mają rację. Kiedy ktoś ignoruje je, podważa ich zdanie czy lekceważy, może się spodziewać królewskiego gniewu. W przypadku kłótni z Lwem trzeba wiedzieć jedno - racja zawsze jest po stronie tego, który krzyczy najgłośniej. Wściekły Lew gotów jest powiedzieć wszystko, byle by być górą w tej rozgrywce. Przegrana upokarza go, dlatego stara się zrobić wszystko, żeby do niej nie dopuścić. Nie zwraca uwagi na konwenanse. Nie ma dla niego znaczenia, kto widzi awanturę. Dodatkowo wciąga w kłótnię osoby postronne - wszystko po to, żeby cały świat wiedział, że to on ma rację. Jednak Lwy nie lubią kłótni i nie dążą do nich. Nawet jeśli same wywołają konflikt, to będzie to tylko skutek uboczny próby zwrócenia na siebie uwagi. Lwia złość odchodzi w kilka sekund po wypowiedzeniu najpotworniejszych słów. Szybko starają się załagodzić sytuację i zdumiewa je, że ktoś może się na nie gniewać. Nie są mściwe i pamiętliwe. Szybko zapominają o urazach i gotowe są zaprzyjaźnić się nawet z największym wrogiem. Jeśli oczywiście będzie się z nimi zgadzał.

Panna

Panny są wyjątkowo cierpliwe i są w stanie znieść naprawdę wiele. Pełne zrozumienia, wybaczają innym nawet duże grzechy i przewinienia. Jednak wszystko ma swoje granice, a wyprowadzona z równowagi Panna potrafi wyhodować w sobie ogromne pokłady gniewu. Myślisz, że to zauważysz? Może się zdarzyć, że nie. Unikają one bowiem konfrontacji, a zdenerwowane stają się coraz bardziej milczące. W takiej sytuacji zmieniają się w zimny, milczący głaz i nic nie będzie w stanie zmusić ich do zmiany postawy. Najlepiej wtedy nie naciskać, ale zostawić je same, żeby opanowały swoje emocje. W żadnym przypadku nie należy wymuszać na nich konfrontacji. Jeśli podniesiecie na nie głos, to może się zdarzyć, że więcej swojej Panny już nie zobaczycie. Zawiedzione Panny odbierają wszelkiego rodzaju konflikty jak zawiedzenie ich zaufania. Trudno je odbudować. Mało tego, zranione Panny, w obawie przed kolejnymi ciosami, unikają bliskości innych. A potrzebują jej jak powietrza.

Waga

Wagi są pogodne, cierpliwe i bardzo trudno wyprowadzić je z równowagi. Zawsze starają się znaleźć konstruktywne rozwiązanie i najlepsze wyjście z sytuacji. Nawet jeśli przekroczone zostaną ich granice, to i tak będą się starały zachować zimną krew. Będą tak długo liczyły w myślach do dziesięciu, aż ich złość całkiem minie. Mimo iż pozornie spokojne, to Wagi są bardzo wrażliwe. Rzadko wybuchają, częściej czują się zranione. O swoim bólu i rozczarowaniu będą mówiły długo i kwieciście. Niejedna osoba wolałaby już siarczystą awanturę niż niekończący się potok pełnych goryczy słów. Jeśli nie znajdą odzewu, to zraniona Waga wycofa się. Jak ognia unikają konfrontacji, dlatego czasem po prostu zrywają kontakt z osobą, która potraktowała je niesprawiedliwie. Osoby urodzone w tym znaku bardzo długo pamiętają zniewagi. Pozornie wszystko wraca na swoje miejsce, lecz możemy mieć pewność, że przy najbliższej okazji nasza Waga przypomni nam o tym, co złego zrobiliśmy. Pamiętać należy, że w jej przypadku każde nasze słowo użyte zostanie przeciwko nam.

Skorpion

Nie ma gorszego wroga niż obrażony Skorpion. Bardzo skryte i tajemnicze Skorpiony długo robią dobrą minę do złej gry. Wszelkie obrazy pozornie umykają ich uwadze. Nic bardziej mylnego! One pamiętają zawsze i wszystko. Uważają też, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Nie dla nich karczemne awantury, krzyki czy rękoczyny. One zniszczą swojego wroga podstępem. Jedynym wyjątkiem w ich przypadku jest zazdrość wobec partnera. Zagrożone Skorpiony potrafią zgotować swoim ukochanym dantejskie sceny. Zwykle dość trudno zorientować się, że osoby urodzone w tym znaku są na nas obrażone. Ich złość potrafi zbierać się dniami, tygodniami, a nawet miesiącami. Jedynym sygnałem ostrzegawczym jest ich spojrzenie - robi się ono chłodne, odczuwamy, że coś nie jest w porządku. Zemsta Skorpiona jest przemyślana, wyrafinowana i zazwyczaj dość okrutna. I nawet jeśli dojdziecie do porozumienia i pogodzicie się, to możecie mieć pewność, że Skorpion, chociaż czasem przebacza, to nigdy nie zapomina.

Strzelec

Strzelcom często wydaje się, że są prawdziwymi dyplomatami i oazami spokoju. Nic bardziej mylnego. Osoby urodzone w tym znaku są nerwowe, wybuchowe i żywiołowe. Mimo że starają się opanować emocje, to przychodzi im to z wielkim trudem. Ich wybuchy są bardzo dramatyczne. Krzyczą, wyzywają, poniżają, obrażają. Gotowe są ranić do żywego, uderzając w najwrażliwszy punkt przeciwnika. W takim momencie dyskusja z nimi nie ma sensu. Najlepiej będzie jak najszybciej i bez zbędnych słów oddalić się od nich. Często ich ataki są bardzo niesprawiedliwe. Nie są złe na osobę, na którą krzyczą, a na kogoś zupełnie innego. Przenoszą problemy z pracy do domu i odwrotnie. Dlatego, kiedy już się uspokoją, warto z nimi spokojnie porozmawiać i dotrzeć do sedna ich problemów. Może wtedy uda nam się im trochę pomóc. A same Strzelce, kiedy już emocje opadną, będą bardzo zawstydzone swoim zachowaniem.

Koziorożec

Osoby urodzone w znaku Koziorożca żyją zwykle w bardzo poukładanym świecie. Wszystko tu ma swoje miejsce i tak powinno zostać. Nie należy burzyć ustalonego ładu. Koziorożce nie są wybuchowe. Ich frustracja zbiera się powoli, ale bardzo sukcesywnie. Jeśli ktoś przekroczy ich granice, to może mieć pewność, że od tej pory wszelkie jego występki będą starannie i skrupulatnie odnotowywane w notesiku. Stopniowane napięcie doprowadza w końcu do niezbyt wielkiego wybuchu. Podczas kłótni z nimi nie spodziewajmy się krzyków, chociaż zaatakowane będą się broniły. W przypadku Koziorożców będzie to raczej duża ilość gorzkich słów. I nie muszą być one wypowiedziane od razu. Często zdarza się, że doprowadzony do granic wytrzymałości Koziorożec zamyka się w sobie i uparcie milczy. Dopiero kiedy największa złość minie, gotów jest wybaczyć przeciwnikowi. Jednak dopiero po tym, kiedy powie mu, jak bardzo jest nim rozczarowany.

Wodnik

Różne bywają reakcje Wodników na sytuacje konfliktowe. Czasem będą na nas krzyczeć, nie dając nam dojść do słowa. Będą niesprawiedliwe i zaślepione. Jednak najczęściej Wodniki jak ognia unikają awantur. Zazwyczaj ignorują osobę, która je złości i denerwuje. Jeśli muszą ją znosić, bo są np. w zależności służbowej, to będą zimne, uprzejme i bardzo oficjalne. Najchętniej zamiast wybuchu gniewu wybiorą one uspokajający spacer. Jeśli ktoś atakuje je i zmusza do konfrontacji, to Wodniki ucinają rozmowę kilkoma ostrymi i dosadnymi słowami. Po tym znikają i możecie być pewni, że przez jakiś czas się nie odezwą. Czasem zdarza się, że osoby urodzone w tym znaku zrywają kontakty z nerwową osobą na zawsze. Wodniki znają się na ludziach i trafnie oceniają szanse i perspektywy każdej znajomości. Po konfliktach czasem uznają, że ta relacja nie ma szans na uzdrowienie i szkoda im czasu i energii. W takim przypadku definitywne zamykają za sobą drzwi.

Ryby

Wrażliwe Ryby z reguły unikają konfrontacji. Nie lubią awantur i krzyków, a zamiast niezbyt przyjemnych dla nich rozmów i wyjaśniania sytuacji zawsze wybiorą wyjście z domu. Jednak to nie jest reguła, bowiem niepozorne Rybki skrywają drugie, niezbyt przyjemne oblicze. Czasem zdarza się, że wyprowadzone z równowagi zmieniają się w prawdziwe demony. Wtedy nie mają już litości. Są niesprawiedliwe, okrutne i potrafią posunąć się nawet do przemocy. Kiedy są w takim stanie, nie ma sensu tłumaczenie im czegokolwiek. Nie ma również uniwersalnego sposobu na złagodzenie ich gniewu. Nie ma znaczenia, czy będziesz również atakować czy zachowasz stoicki spokój. W takim momencie najlepiej po prostu zostawić je same. Nerwy mijają u Ryb różnie - czasem w sekundę potrafią opanować gniew i się śmiać, a czasem chodzą obrażone przez dłuższy czas. Jednak one nie zapominają i przy kolejnej okazji wyciągną wszystkie twoje przewinienia, jak magik królika z kapelusza. Mają tendencję do uspokajania się za pomocą używek.
Źródło: Onet Magia 
 
 
 
 
 

sobota, 18 stycznia 2020

Wykonczonam.

Poprzedni weekend uplynal mi na naprawde ciezkiej fizycznej pracy, ale od poczatku.
Mamie naszego przyjaciela psychicznie sie pogorszylo i wstala z lozka, choc nie powinna, bo jest za slaba, ale ona tego nie rozumie. Nabawila sie zapalenia pecherza, wiec bidulke wciaz cisnelo i, choc dostawala na noc pampersy, ubzdurala sobie, ze musi na toalete. Musiala upasc dwa razy, z tym ze raz sama sie pozbierala (a podejrzewamy upadek, bo miala rozlegly siniak na biodrze i narzekala na bole), a drugi znaleziono ja rano lezaca przy lozku i odeslano do szpitala. W tej niemieckiej sluzbie zdrowia sa pelne jaja, nie mozna krepowac pacjenta nawet dla jego wlasnego bezpieczenstwa. Na szczescie P. ma sadowe pelnomocnictwo i zarzadzil, ze lozko w szpitalu, a pozniej, kiedy wroci, w domu opieki, ma byc na noc ogrodzone. Bez jego wyraznego zadania (rzondania), nie byloby to w ogole mozliwe, a nie ma tyle personelu, zeby ktos siedzial przy niej w nocy na stale i pilnowal, czy nie wychodzi.
Przez te przygody i bole jej stan psychiczny bardzo sie pogorszyl, syna jeszcze poznaje, mnie tez, ale wciaz prawi o swojej przed 20 laty zmarlej siostrze (jakby nadal zyla), no i o matce boskiej, cos jej sie zaczelo religijnie przypominac.
Tymczasem jej mieszkanie trzeba bylo zaczac powoli oprozniac i likwidowac, to jest co prawda P.
wlasnosciowe mieszkanie, ale niewynajete nie przynosi zysku, a wydatki sa spore. Wiedzac, ze P. jest najbardziej niepraktycznym czlowiekiem w zyciu, postawilam sie do jego dyspozycji i w weekend zaczelismy dzialac. On przegladal papiery, a bylo tego... oesu!... a moze nawet jeszcze wiecej, bo starsza pani niczego nie wyrzucala, ale tez nie trzymala porzadku w papierach, a ja zajelam sie szafami. Mialam za zadanie przygotowac pelen komplet na ostatnia droge, a poza tym wybrac czesc ciuchow na okolicznosc przezycia, zeby miala co na grzbiet zarzucic wiosna czy latem.
Nie byloby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewna dziwna przypadlosc starszej pani. Otoz zatrzymala ona wszystkie rzeczy po swojej zmarlej siostrze, jej ubrania (rozmiarowo byly podobne), domowe tekstylia (obrusy, posciel, reczniki) i, co mnie zdziwilo najbardziej na swiecie, rowniez wszystkie rzeczy po swoim zmarlym 10 lat temu mezu. Szafy pekaly w szwach, nie bylo gdzie szpilki wetknac, a najsmieszniejsze, ze bardzo wiele rzeczy bylo jeszcze w nieotwartych workach z metkami, sporo recznikow czy obrusow nigdy nie pranych, nowiusienkich. Spodnic miala chyba z 50, bluzek jeszcze raz tyle, kurtek, plaszczy meskich, garniturow i spodni tyle, ze w oczach sie roilo. Samych nowych skarpet bylo ze 100 par, drugie tyle uzywanych. Ze nie wspomne i dwoch zelazkach, w tym jedno fabrycznie zapakowane, dwoch suszarkach do wlosow, jakichs sokowirowkach, grzejnikach, nozach elektrycznych, lampkach nocnych i bukwicotam jeszcze.
Pakowalam to wszystko systematycznie w worki plastikowe, po przygotowaniu zelaznego zapasu ubran, a wszystko, co spakowalam, postanowilam zawiezc do czerwonego krzyza i schroniska dla psow. Kiedy jednak zobaczylam, ile nazbieralo sie tych worow i luznych plaszczy i kurtek, zwatpilam. Przeciez to nie wejdzie mi naraz do auta, poza tym ile dzwigania i latania w te i nazad. Nie, ja tego nie zawioze, nie ma mowy! Zadzwonilam wiec do czerwonego krzyza i poprosilam, zeby ktos po to przyjechal i to najlepiej malym transporterem, ostatecznie duzym kombi. Zalatwione!
Trzeba bylo cos zrobic z czescia mebli, bo kobieta, ktora ma sie do tego mieszkania wprowadzic 1 lutego, przejmuje cala sypialnie, ale nie chce nic wiecej. Porobilam wiec zdjecia i wrzucilam na marketplace na fb, zobaczymy, czy ktos sie w ogole zglosi, a jak nie, to jeszcze mam w odwodzie magazyn mebli z drugiej reki, a ostatecznie wystawie je na ulice, ale to robota z ich demontazem i noszenie, wiec lepiej zeby ktos kupil i sam odebral. Meble wygladaja jak nowe, bo starsza pani siedziala glownie w kuchni i sypialni, wiec sofy sa w doskonalym stanie. Troche tylko niemodne dizajnersko.
No i tak nam schodzi dzien za dniem, do 1 lutego nie zostalo duzo czasu, a roboty huk. Czesc pamiatek bierze P., jakies drobiazgi my i nasze corki, ale wszyscy jestesmy praktycznie dostatecznie wyposazeni i nie narzekamy na nadmiar miejsca w mieszkaniach. Moze czerwony krzyz zdecyduje sie wziac jakies skorupy, nie sa brzydkie, ale troche zdekompletowane.
Jak sobie pomysle, ile jeszcze zostalo do zrobienia na ten weekend, to az mi sie slabo robi.
Ale wszystko to nic, oby starsza pani lepiej sie poczula. Ona biedna nawet nie wie, ze wszystko, co miala, co cholubila, co przechowywala - poszlo albo w obce rece, albo na smietnik.




czwartek, 16 stycznia 2020

Stany przedzawalowe.

Ten Burek zostanie kiedys sierota i wyladuje w koncu w klatce schroniska dla zwierzat, bo my przez nia poumieramy na atak serca.
Kilka tygodni temu moj slubny niedomagal na tyle, ze poprosil mnie o poranne wyprowadzenie psa, zeby on  mogl sie dluzej wygrzac w lozku. Mialam troche czasu, nie bylo problemu. Spuscilam Toye ze smyczy na takiej laczce, dosc daleko od ulicy i normalnie nic by sie nie wydarzylo, bo nie po raz pierwszy po tejze laczce latala. Tym razem jednak na teren myszo-lowow wybral sobie te sama laczke kot z pobliskich domkow jednorodzinnych i gdyby siedziel bez ruchu, Toya pewnie by go nawet nie zauwazyla. Ale kot nerwowo nie wytrzymal i rzucil sie do ucieczki, a ta cholera za nim. W strone ulicy, na szczescie malo uczeszczanej, ale akurat jechal jakis samochod. Ja wrzeszczalam, ona wydawala sie byc glucha, kot po prostu biegl o zycie, na slepo. Samochod zahamowal w pore, co wprawilo Toye w oslupienie, wrocila do rzeczywistosci, a potem do mnie. Ja z tych nerwow nawet jej nie osobaczylam, tylko sie po prostu poryczalam, a ona byla tym chyba bardziej przestraszona, niz gdyby dostala lanie.
Dwa dni temu zrobila podobny numer mojemu slubnemu, podobny ale znacznie gorszy. Byl z nia na spacerze na terenie centrum logistycznego, droga tuz przy nasypie kolejowym szybkiej kolei ICE. Kolej jest na calej dlugosci oddzielona wysokim solidnym plotem. Czego moj maz nie wiedzial, ja zreszta tez i czego nie widac z dolu z tej drogi, w plocie co jakis czas sa przeswity, bukwie po co. No i napatoczyl sie zajac czy dziki krolik, Toya go wyczula i rzucila sie za nim w slepa pogon, a ten durny gryzon przelecial przez te dziure w plocie, prosto na tory kolejowe. Burek za nim, moj slubny dostal takiego przyspieszenia przy wspinaczce na ten dosc wysoki nasyp, ze pobilby wszelkie rekordy swiata, tyle tylko, ze nie pasowal rozmiarami do dziury w plocie. Pozostawalo mu tylko wydzierac sie nawolujac Toye i gorliwie modlic, zeby nie przejezdzal zaden pociag. Jakims cudem udalo mu sie , ale wrocil do domu w takim stanie, ze balam sie o jego zdrowie, tak byl zszokowany i roztrzesiony.
Kilka lat temu w taki sposob stracil swojego psa nasz znajomy. Juz nie pamietam, czy pies za czyms pognal, czy czegos sie wystraszyl, w kazdym razie polecial na autobane i zginal, a facet mial jeszcze koszta zwiazane z uszkodzeniem cudzego samochodu.
Zupelnie nie mam pomyslu, jak ja od takich zachowan odzwyczaic. Z Kira chodzilam bez smyczy, kiedy dokola pelno krolikow latalo, matki z mlodymi, a ja je w spokoju fotografowalam. Albo nad Kiessee Kira szla dalej od brzegu, a ja zajmowalam sie robieniem zdjec gesiom z mlodymi. Toya goni doslownie wszystko, koty, ptaki i drobne gryzonie, w lesie w ogole nie spuszczamy jej ze smyczy, bo gotowa pognac za dzikiem, sarna czy jeszcze gorzej - wilkiem. Przeciez nie mozemy jej na stale prowadzac na smyczy, to pies, ktory potrzebuje duzo ruchu i nieograniczonego wybiegu, a male zwierzatka mozna spotkac doslownie wszedzie. Boje sie o nia...

A rozbiorka  zaczela robic widoczne postepy. Na plac wjechal ciezki sprzet i zaczal od czesci budynku blizej ulicy.

Taka Godzilla...

... z wielka paszcza...

... zaczela nadgryzac...

... dach. Ino dachowki fruwali naokolo.

Juz wyzarla jedno okienko dachowe i rzad okien od ulicy w jednym pionie

Nawet zapadajaca noc nie wygonila robotnikow z budowy

Polewali wszystko woda, ale i tak pylilo sie paskudnie. Dobrze, ze byl dosc silny wiatr

Im ciemniej sie robilo, tym ich tempo bylo wieksze

Godzilla pozerala dom, nie ogladajac sie na nic

Rownolegle do ramienia (szyi?) Godzilli widac strumien wody, ktora polewano  kurz
Tak bylo we wtorek wieczorem, w srode poszlam jeszcze po ciemku do roboty, a kiedy wrocilam...

Domu juz nie bylo

Jeno Godzilla stala tryumfujaco na szczycie gruzowiska...

... i znow sortowala pozostalosci. Zmienila tez paszcze na czerpak

Tu kupka drewnianych odpadow...

... tu metalowych...

... tu jakies zbrojone kawalki muru.

Podziwiam precyzje operowania tym potworem.
To tyle na razie, drugi dom jeszcze stoi. A w kazdym razie stal, kiedy pisalam, bo tego dnia pozniej...


 I tylko widac przez te ichnie reflektory, jakie mam brudne szyby.








wtorek, 14 stycznia 2020

Nieswinta trujca.

W tytule nie ma bledu ortograficznego, jakby sie moglo wydawac purystom jezykowym, trujca pochodzi bowiem od trucia, zatruwania - glownie moich nerwow i tatusiowych, bo tatus jest od sprzatania kuwet i strasznie biadoli na koty. A te zapelniaja kuwety na wyscigi, jakby im za to placili. Leniwce jedne, tylko by zarly i wydalaly, takie z nich samonapedzajace sie perpetuumy.
Z Burkiem da sie pogadac, a z kotami tylko wtedy, kiedy one maja na kontakty miedzygatunkowe ochote, a miewaja rzadko.
Miecka znow wrocila do cowieczornych odwiedzin w lozku. Kiedy czytam przed snem, kladzie mi sie na klacie i pozwala miziac, a kiedy ma dosyc nie wstanie franca jedna i nie pojdzie w swoja strone. Nie, ona dalej na mnie siedzi, ale kazde zblizenie do niej reki skutkuje ugryzieniem, lekko wprawdzie, ale jednak.
Bulka za to preferuje mizianki poranne, kiedy siedze rano przy czytaniu prasowki w lapku, pisaniu komentarzy i odpowiadaniu na nie. Kladzie sie miedzy mna a lapkiem i oddaje blogosci. Ona jest jak pies, przybiega na zawolanie i uwielbia gilganie po brzusiu. U Miecki nie odwazylabym sie dotknac grubego brzucha, stracilabym reke.
Toya juz na dobre zagoscila w naszym lozku. A tak sie zaklinalam, tak obiecywalam, ze pies nie ma w lozku nic do szukania. Tymczasem sucz nie tylko zagniezdzila sie, ale spi pod koldra. No dobra, inne moje psy tez sypialy pod koldrami, ale wslizgiwaly sie tam cichcem. A Toya kilka razy w nocy budzi nas, bo zmienia pozycje. Wyglada to tak, ze wylazi spod koldry i trzepie sie, a odglos trzepania jest dosc donosny. Gdyby na tym poprzestala i wlazla z powrotem pod koldre, ale nie, zlazi z lozka, a spi miedzy nami posrodku, przechodzi na moja strone, po czym skwierczy (popiskuje, pochrzakuje), czekajac az ja od nowa zaprosze. Wtedy znow idzie na srodek i wskakuje od strony nog na lozko. Trzeba jej podniesc koldre, wtedy dopiero wejdzie, zwinie sie w klebek i zasypia. I tak pare razy w nocy. Mamy z tym Burkiem ubaw.


























niedziela, 12 stycznia 2020

Potrawy ohydne.

Byly potrawy ulubione,  pora wiec na potrawy ohydne. Ohydne dla mnie, wiec nie sugerujcie sie, bo wszystko, co ponizej jest absolutnie subiektywne i gdybyscie chcieli ktoras potrawe skosztowac, to nie krepujcie sie.


Haggis – specjał szkockiej kuchni narodowej, przyrządzany z owczych podrobów (wątroby, serca i płuc), wymieszanych z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami, zaszytych i duszonych w owczym żołądku.
Haggis jest zwykle podawany z ziemniakami i brukwią.
Spożywa się go tradycyjnie 25 stycznia, w rocznicę urodzin szkockiego poety Roberta Burnsa (tzw. Burns' Night). Autor ten w 1787 roku napisał nawet wiersz na cześć haggisu – Address to a Haggins (ang.).
Haggis można kupić w szkockich supermarketach, ale najwyżej cenione są przyrządzane przez najstarszych przedstawicieli poszczególnych klanów. Wyjątkowy smak i aromat nadają im zioła. Gatunki i proporcje są pilnie strzeżoną tajemnicą poszczególnych rodzin. (za wikipedia)




Beondegi - to koreanska potrawa, a znaczy doslownie "lalka" (rowniez poczwarka), wykonana jest z poczwarek jedwabnikow i sprzedawana jako przekaska na ulicach. Gotuje sie je w garnku lub na parze i podaje w papierowych kubkach z wykalaczkami do jedzenia.







Shirako - japonski przysmak zwany rybim mlekiem, to nic innego jak  sperma meskich osobnikow roznych gatunkow ryb, ale podobno najlepsza jest z dorsza. Potrawa jest miekka, kremowa, o specyficznym smaku owocow morza.




Hákarl (potocznie zgniły rekin) – tradycyjna potrawa islandzka przygotowywana z fermentowanego mięsa rekina polarnego (Somniosus microcephalus), nazywanego w Islandii właśnie hákarl. Ma gumowata konsystencje i jest bardzo slona.





Smalec - w kuchni polskiej czy niemieckiej cos absolutnie oczywistego. Uzywany do smazenia lub smarowania pieczywa zwierzecy tluszcz. Dla innych nacji potrawa niejadalna.





Hormigas Culonas - kolumbijski przysmak tlumaczenie z hiszpanskiego: mrowki z tlustymi zadkami, ale glowy nie dam, Grazynka Wenezuelska, jak tam?) z grilla, ponoc swietny afrodyzjak.




Burger z mózdzkiem - rarytas z USA, wynaleziony w 1880-tych latach w St.Louis, gdzie kwitl handel bydlem. Dzisiaj mozna to zamowic w bardzo nielicznych restauracjach na srodkowym zachodzie. Jest to smazony mozg swini w bulce, choc pierwotnie przygotowywano mozdzek cielecy. Jednak po przypadkach BSE, przerzucono sie na swinski.





Escamol (Mexiko) to larwy i pedraki specjalnego jadalnego gatunku mrowek. Podobno smakuja jak maslo z orzechowa nuta i maja konsystencje twarogu. Znane od czasow Aztekow.








Smalahove (Norwegia) to gotowana glowa owcy, tradycyjna potrawa zachodniej czesci kraju. Kiedys pozywienie biedakow, dzisiaj delikates, szczegolnie dla turystow jako "ekstremalna potrawa". Jedzenie zaczyna sie od uszu i oczu, bo one smakuja najlepiej kiedy sa gorace. A potem od nozdrzy i warg do karku, az zostana gole kosci czaszki.





Cuy (Peru) - jak widac jest to grilowana swinka morska. Kiedys przygotowywana jedynie na specjalne okazje, dzisiaj to potrawa dostepna dla kazdego na codzien, szczegolnie dla andyjskich turystow. Rocznie w Ameryce Pld zjadanych jest 65 milionow swinek morskich.
Niech im ziemia...





Casu marzu - zgniły ser. Casu marzu to zgniły ser owczy nafaszerowany larwami muchy serowej. Ser ten je się na Sardynii. Serowarzy pozostawiają go na świeżym powietrzu, pozwalając muchom nieść w nim jaja, z których wkrótce wykluwają się powodujące fermentację larwy. Kiedy stopień fermentacji jest zadowalający, casu marzu kroi się, rozsmarowuje na płaskim, tradycyjnym chlebie pane carasau i podaje z mocnym, czerwonym winem. W smaku, przysmak ten przypomina mocno dojrzały ser Gorgonzola. Jest bardzo miękki i wilgotny (sączy się z niego płyn zwany "lagrima" - łzy).  Sardyńczycy wierzą, iż ten nietypowy, lokalny specjał jest afrodyzjakiem. Niektórzy przed zjedzeniem sera wydłubują robaki, lecz wielu uważa, iż to właśnie one nadają mu niezwykły smak. Należy pamiętać, że owe robaczki mogą powodować przewlekłe infekcje. Mieszkańcy Sardynii, spożywają jednak casu marzu od setek lat. Obecnie na Sardynii produkuje się około 100 tys. kilogramów tego sera rocznie. Kosztuje on około 20 € za kilogram.

Fugu to japońska trująca ryba, która mimo swojej toksyczności uchodzi za kulinarny rarytas. Uśmierciła już wielu swoich koneserów, ale mimo wszystko nadal kusi niepowtarzalnie delikatnym smakiem. Tylko dobrze wykwalifikowany szef kuchni potrafi przyrządzić rybę tak, że pozostaje w niej jedynie minimalna ilość trucizny wywołująca jedynie uczucie kłucia i drętwienia języka i warg. Podczas paraliżu ofiara zatrucia jest w pełni świadoma tego, co się dzieje. Najczęściej dochodzi do śmierci przez uduszenie. Co roku ryba fugu jest ostatnim posiłkiem dla około 300 ludzi.

Balut to specjał, znany również jako "jajko z nogami", pochodzi z Filipin. Zapłodnione kacze jajo wystawia się na słońce, by przyspieszyć jego rozwój. Po dziewięciu dniach jajo delikatnie się podgotowuje i jest gotowe do spożycia. Zarodek ma już wykształcone kości, dziób. Zawartość jaja je się łyżeczką, prosto ze skorupki. Odrażający przysmak sprzedawany jest przez ulicznych sprzedawców, którzy trzymają go w kubełkach z piaskiem. Danie jest również popularne w Kambodży. Balut to podobno silny afrodyzjak.

Ostrygi z Rocky Mountain - to fantazyjna nazwa dania, która z ostrygami nie ma nic wspólnego. Smażone jądra byka, bo o nich mowa, to przysmak, znany w niektórych częściach USA i Kanady, gdzie hoduje się bydło. Jądra są obierane, krojone, gotowane, obtaczane w mące, smażone i  zazwyczaj ładnie podawane z sosem koktajlowym lub innym. Wyglądają jak nuggetsy, lepiej ich jednak nie oglądać przed obróbką.

Nadziewany wielbłąd
Chodzi o całego wielbłąda. Nadzienie stanowi cała owca oraz dwadzieścia kurczaków. Według księgi rekordów Guinnessa jest to największa na świecie pozycja w menu. Jednak księga nie podaje skąd dokładnie danie pochodzi. Podobno jest to tradycyjna potrawa Beduinów, którą przygotowuje się w sposób przypominający rosyjską matrioszkę. Wielbłąda nadziewa się owcą, owcę kurczakami, a kurczaki jajkami i ryżem.

Zupa z ptasiego gniazda
Rosół w chińskiej wersji? Zupa z ptasich gniazd. Zupę tę, przyrządza się z gniazd rybitw (salangane). Ptaki te robią gniazda z jadalnych wodorostów, sklejonych ze sobą ikrą rybią i własną śliną - zupa smakuje jak zupa rybna. Inna zupa z ptasich gniazd powstaje dzięki ptakom podobnym do jaskółek zamieszkującym jaskinie Malajów i Indochin. Te ptaszki konstruują swoje gniazda wyłącznie ze śliny. Ich bogate w fosfor gniazda dostępne są jednak tylko dla bardzo zamożnych. Danie takie kosztuje w restauracji od 500 do 1000 dolarów. Dlaczego tak drogo? To podobno mocny afrodyzjak.

Sannakji
Dzięki popularności sushi i sashimi, nikt już nie uważa jedzenia surowych owoców morza za wyzwanie. Jednak koreańskie danie sannakij różni się nieco do sushi, gdyż w tym przypadku owoce morza nie są wcale martwe. Małe, żywe ośmiornice są krojone i polewane olejem sezamowym. Kiedy potrawa ląduje na talerzu macki nadal się wiją, a w buzi przyklejają się do podniebienia. Jeśli przyssawki przyczepią się do przełyku, mogą powodować uduszenie. Potrawa podawana jest wyłącznie na odpowiedzialność klienta. To coś dla prawdziwych ryzykantów.



Do tej listy dodalabym jeszcze flaki - sama nazwa wystarczy mi za skuteczny hamulec przed zjedzeniem tego polskiego specjalu. Fuj!





Qrde, same afrodyzjaki, chyba dla zwabienia chetnych do jedzenia tych obrzydliwosci. Wszystko drogie i majace powodowac wzrost libido. To ja juz bym wolala Viagre polknac niz meczyc sie z jedzeniem tego ohydztwa.
A Wy jak tam? Sprobowalibyscie ktorys specjal kuchni regionalnej?