piątek, 22 czerwca 2018

Byc idealem?

Tak se niedawno dyskutowalim z Akularem pod jej postem (KLIK) o braku samoakceptacji przez jej nowa kolezanke z pracy. Oraz dostalam sluzbowe polecenie cos z tego ukrecic. No to ukrecam, bo mnie wystarczy raz powiedziec, a ze jestem istota posluszna i ugodowa (buhahahaha!), to pisze.
Na tematy idealow i samoakceptacji wylano juz morze atramentu, wiec pewnie i ja nic nowego ani odkrywczego nie wymysle. Pewnie, ze chcialabym byc idealna, bo ktoz by nie chcial? Zupelnie nie przemawiaja do mnie zapewnienia tlustych wielorybow, ze czuja sie ze swoja tlustoscia tak dobrze, ze ani mysla chudnac, a wprost przeciwnie. No nie wiem, jak mozna mowic o szczesciu nie mogac sie normalnie poruszac, pocac sie nadmiernie i leczac odparzenia, majac otluszczona watrobe, poczatki cukrzycy i zniszczone od ciezaru stawy. Tak, tak, wiem, zaraz zostanie mi wytkniete, ze sa choroby i takie tam. Tyle, ze tych naprawde chorych jest wsrod nich ulamek procenta, reszta je po prostu za duzo, a pozniej dorabia sobie wlasna filozofie do wygladu. Bo w gruncie rzeczy 99% z nich cierpi przez swoja otylosc, jest wysmiewana, a zeby sie pocieszyc, idzie na ciastko i frytki. Skad ja to wiem? Bo mam podobnie, choc w znacznie mniejszym stopniu i na szczescie dla mnie ten moj hamulec czasem jeszcze dziala, bo gdybym tak sobie calkiem pofolgowala, juz wazylabym z 200 kilo. Mam nadwage, nie taka znow tragiczna, ale mam i jest mi zle z tym. Nie bede sama sie pocieszac rozglaszajac wszem i wobec, ze akceptuje swoj wyglad i strasznie sie ciesze, ze wlasnie taka jestem. W moim wieku latwiej jest przytyc niz schudnac, bo metabolizm pracuje na znacznie bardziej zwolnionych obrotach i musialabym sie glodzic, zeby wygladac tak, by byc zadowolona, a tego mi sie nie chce. No i kolo sie zamyka. Bledne kolo.
O ile bowiem niewiele ruszaja mnie moje siwe wlosy, zmarszczki na gebie, przebarwienia na coraz mniej elastycznej skorze - to jest po prostu proces nie do zatrzymania, o tyle mocno przeszkadza mi sylwetka. Choc z drugiej strony lekka nadwaga "prasuje" zmarszczki, nieprawdaz, i pewnie gdybym byla chuda, bylyby one znacznie glebsze. Nie akceptuje wiec, ale z rezygnacja godze sie, bo jakby nie mam innego wyjscia.
Nikt mi jednak nie wmowi, ze mlode osoby, ktore doprowadzily sie do otylosci, sa chore i nie sa w stanie zmienic wlasnego zycia, by wygladac inaczej, zdrowo po prostu. Ja przez cale zycie musialam bardzo uwazac na to, co i ile zjadam, bo gdybym tylko sobie pofolgowala, mialabym niezly problem. Trzy ciaze nie daly mi rady, po kazdej wracalam do normalnej wagi, ale tez nigdy nie jadlam chipsow, fastfoodow, choc nie powiem, zeby mi nie smakowaly. Nie po to maja w sobie tony chemicznych ulepszaczy smakowych, zeby mialy byc niedobre. Nie pijalam coli, sokow, nie slodzilam kawy czy herbaty, ale moim przeklenstwem sa slodycze, ktore wprawdzie staram sie ograniczac, ale zrezygnowac z nich nie umiem, nie moge i nie chce. Za bardzo lubie, a poza tym one skutecznie mnie "pocieszaja" w zlych chwilach.
No i tak to sie toczy. Jakies diety, efekty jojo, nastepne diety, frustracje kiedy waga drga do gory, euforie kiedy drga do dolu. I tak przez cale zycie.
Aaa, nie probujcie mi wmawiac, ze na podstawie zdjecia wcale grubo nie wygladam, ze bywa gorzej, ze przesadzam i takie tam. Moja subiektywna ocena jest jaka jest i nic tego nie zmieni.





czwartek, 21 czerwca 2018

Kazdy ma...

... jakiegos bzika, kazdy jakies hobby ma...
A jak tam u Was z konikami?
Moim hobby zarazila mnie babcia, ktora uwielbiala lamiglowki umyslowe, wszelkie krzyzowki, rebusy, szarady. Takie wydawnictwo jak Rozrywka mozna bylo swego czasu dostac jedynie spod lady, byl to towar absolutnie deficytowy. Ale dzieki temu, ze dziadek mial w pracy zalozona tzw. teczke w wojskowym kiosku, Rozrywka byla w domu regularnie. Babcia zachecala mnie do krzyzowek, udajac, ze czegos nie moze odgadnac, prosila mnie o pomoc. I tak jakos, zupelnie mimochodem, zaczelo mnie to wciagac. Wiadomo, ze na poczatku bralam sie za latwiejsze zadania, ale z biegiem czasu moje ambicje rosly. Trzeba przyznac wydawnictwu Rozrywka, ze nudne nie jest i ma do zaoferowania zadania latwiejsze, ale i takie, przy ktorych trzeba dluzej posiedziec, pomyslec i poglowkowac. Dawniej rozwiazywanie bylo znacznie bardziej utrudnione, czlowiek siedzial oblozony wokol encyklopediami, slownikami, leksykonami - a i tak nie zawsze udawalo sie odnalezc poszukiwany wyraz. No bo np. tytulu piosenki artysty XY, gdzie padaja slowa ...  szukalo sie pod nazwiskiem owego XY, niestety encyklopedie z racji ograniczen nie podawaly wszystkiego, a co gorsze, nie aktualizowaly sie na biezaco. Teraz czlowiek wrzuca fraze do wyszukiwarki i wyswietla mu sie tytul, autor, kompozytor i co tam jeszcze. Za to miedzy innymi kocham ten wynalazek, bo bardzo ulatwia mi rozwiazywanie.
Kiedy bylam juz starsza, ale jeszcze mieszkalam u rodzicow, udalo mi sie zaprenumerowac Rozrywke, co wcale nie bylo latwe z racji ograniczonego nakladu. Pozniej slubny dolozyl moje Rozrywki do wlasnej teczki w kiosku, a kiedy wyjechalam, zalatwilam sobie prenumerate zagraniczna i mam. Tyle tylko, ze jakies trzy lata temu zrezygnowalam juz z Rozrywki, poprzestajac na Rewii. Jakos mam za malo czasu na obie.
Kiedy dostaje nowa Rewie, na samym poczatku rozwiazuje dwa zadania szaradziarskie, a potem dopiero ide z pozostalymi po kolei. Tymi dwoma najukochanszymi sa Z przymruzeniem oka, gdzie okreslenia sa redagowane nie wprost i trzeba nieraz poglowkowac nad czyms, co jest takie oczywiste, ze czlowiek dziwi sie, dlaczego od razu na to nie wpadl. Przyklad pierwszy z brzegu to futra kopane albo wandale na fale. Ciekawe, czy ktos z Was (nie tych, co znaja Rewie) domysli sie, o co chodzi.
 Moja druga ulubiona jest krzyzowka hetmanska. Ooo, tu trzeba znacznie bardziej sie wysilic. Samo objasnienie, jak te krzyzowke rozwiazywac, jest mocno skomplikowane. Po lewej wkleilam te "instrukcje obslugi". Przyklad hasla? I brylant po opracowaniu ma zawily uklad, a rozwiazaniem jest LABIRYNT, w tym przypadku trzeba bylo zanagramowac i brylant. Albo Ernest w bryczesach, w wellingtonach, rozwiazanie BRYLL, BRY z bryczesow i LL z drugiego wyrazu. Podziwiam autorow za wymyslanie. Jeszcze pol biedy, kiedy odgadniete slowa wpisuje sie do klasycznego diagramu krzyzowki z liczbami poziomo i pionowo, gorzej, jesli dodatkowo trzeba znalezc miejsce wpisania - to juz hardkor, ale ja to uwielbiam i siedze nad tymi lamiglowkami tak dlugo, az w koncu rozwiaze do konca. I nie, nie podgladam rozwiazan w internecie, choc jest taka mozliwosc, ale w takim przypadku oszukiwalabym sama siebie, wiec gdzie tu sens?
Trzecie z kolei moje ulubione to tzw. jolki, krzyzowki, w ktorych trzeba mozolnie odnajdywac miejsce wpisywania odgadnietych hasel.  Tu tez wystepuja rozne stopnie trudnosci, w niektorych trzeba jeszcze samemu odgadnac i namalowac czarne kratki. Lubie tez rebusy i szarady, potem na liscie sa kolejne mniej typowe zadania diagramowe, przedostatnie to "normalne" krzyzowki, a na szarym, najszarszym koncu sa panoramiczne. Bardzo lubie tez male formy, czyli homonimy, anagramy, metagramy i palindromy.
Pochwalicie sie Waszymi pasjami?







środa, 20 czerwca 2018

Od kwietnia...

utonelo w Polsce 120 osob - taka statystyka wpadla mi w oko przy przegladaniu internetu. Pozniej poszukalam statystyk wypadkowych podczas dlugiego majowego weekendu i sa one zatrwazajace:
- ponad 550 wypadkow
- 51 ofiar smiertelnych
- ponad 700 odob rannych
- 2500 zatrzymanych kierowcow, ktorzy jechali pod wplywem alkoholu
A to tylko ten jeden przedluzony weekend, podobnie dzieje sie, choc moze na mniejsza skale, w kazdy inny weekend,  podczas swiat, wszystkich swietych i wyjazdow/powrotow urlopowych - slowem wtedy, kiedy sporo osob naraz gdzies sie przemieszcza. Spytacie pewnie, co ma piernik do wiatraka, a utoniecia do wypadkow samochodowych?  Sa dwie paralele, no moze trzy: bezmyslnosc, przecenianie wlasnych mozliwosci i... nie zgadniecie... alkohol.  Przypominam tez, ze powyzej mowa tylko o niewielkich okresach, bo np. w przypadku kapieli, wlasciwy sezon jeszcze sie nie zaczal, on nastapi dopiero po zakonczeniu roku szkolnego. A sadzac po liczbie dotychczasowych utoniec, ta liczba podwoi sie, jesli nie potroi.  
Nie moge pojac, po tylu doswiadczeniach, niezliczonej ilosci kampanni uswiadamiajacych, kazdorazowych, zakrojonych na szeroka skale akcjach policji, a nawet wspolpracy kosciola (choc to oczywista hipokryzja, bo jedna z najczesciej pijacych i jezdzacych grup "zawodowych" sa wlasnie ksieza) - ze po tym wszystkim nadal nie brakuje gierojow, ktorzy nie wahaja sie po jednym (kilku) glebszym wsiasc za kierownice czy wskoczyc na glowke do wody. Aaalbooo... nie dopilnowac wlasnego dziecka, ktore topi sie, bo tatus zajety byl flaszka. I gdzie, pytam sie, sa te wszystkie mamusie, zony? Dlaczego na to pozwalaja? Dlaczego wsiadaja razem z dziecmi do auta, gdzie za kierownica zasiada tatus z niezdrowym chuchem? Czy ci ludzie nigdy niczego sie nie naucza?  Jesli sami zgina, to mala strata, jednego idioty mniej, jego idiotki i pomiotu tez, przynajmniej nie wyrosna na takich samych idiotow. Ale jesli idiota przezyje, a pozabija trzezwych i niewiennych innych uczestnikow ruchu? Albo okaleczy na cale zycie?
Jeden z drugim mysli: przeciez mnie to nie spotka, mnie sie uda, bo nieraz juz jezdzilem/plywalem na bani i nie zlapali/nie utopilem sie, wiec teraz tez dojade do domu, przeciez to niedaleko. 
Ehhhh.... szkoda po prostu gadac....





wtorek, 19 czerwca 2018

Aj waj!

Spoznilismy sie i to o cale dwa tygodnie, jesli nie wiecej. Ale tak to zwykle bywa, kiedy pogoda nie chce wspolpracowac i wyjazd odklada sie z weekendu na weekend. Od dluzszego juz czasu zachwycaly mnie zdjecia na naszej lokalnej grupie fotograficznej, z Germerode, gdzie na 25 hektarach rosna maki, glownie gatunku mak lekarski (Papaver somniferum), ale i zwyklych polnych makow tez nie brakuje.  Przegladalam tez czesto strony internetowe, gdzie byly informacje o tym obiekcie i zdjecia (KLIK) i obiecywalam sobie, ze w tym roku juz na pewno tam pojade. Z natura jednak nie ma dyskusji, ona nie dziala od... do... pola makowe nie kwitna nigdy w tym samym czasie, a w tym roku zawirowania pogodowo-klimatyczne rozregulowaly wegetacje jeszcze bardziej. No i kiedy wybralismy sie tam w koncu w miniona niedziele... bylo juz praktycznie po ptokach i tylko gdzieniegdzie jakies pojedyncze niedobitki makowe pozwalaly sie domyslac, ze kiedys bylo tam kwitnace pole. Ale co tam, moze uda sie w przyszlym roku, wtedy na pewno wyszykujemy sie na calodniowa wycieczke, bo niedaleko jest wart obejrzenia park krajobrazowy.
Zdjec jak zwykle narobilam jak powalona, postaram sie je troche posortowac. Wprawdzie maki juz nie kwitly, za to kwitlo wszystko inne, a krajobrazy zapieraly dech w klatce z piersiami.


Rumiankowy urodzaj

Ostatnie niedobitki

Jakis lokal czy cus, ale zamkniety na glucho


Gotowa ramka, przez ktora mozna focic pejzaze albo siebie

A co to tam stoi w szczerym polu?

Nie do wiary! Prawdziwe lozko i na dodatek przepiekne

Tosmy se z Toyka polezaly, a potem przez godzine slubny mi slomki z tylka wydlubywal

Tego kwitlo cale krocie...

... ale nie wiem, co to za roslina

Rownie duzo bzykadelek latalo wokol

Albo to paczek, albo juz przekwitly mak



Pelno wszedzie wszelakich bzykadel

Pacze ci ja, a tu drugie lozko w polu po makach

Tym razem tylko Toyka zlegla na krotki odpoczynek



Sezon na chabry



Wiecej robali niz kwiatkow

Ladne widoczki


Rurka pali, trzeba czesto pic

Jaszczomp albo inny myszolap




Piekna jestem nieslychanie w tych kfiotkach, co nie?





Coraz mniej slonca, coraz wiecej chmur

Kolejna spora laka z tym fioletowym



Czeresnie bardzo malutkie, ale jakie pyszne. Troche sobie narwalismy i posililismy sie




Nie wiem, co to jest, ale fajnie wyglada

Na koncu trasy pole, gdzie bylo jeszcze troche makow, ale bardzo juz przerzedzonych

Za to sporo juz gotowych makowek


Chabry w polu jeczmienia - gotowy motyw malarski




Trasa niespecjalnie dluga, ale niezwykle malownicza. W ogole okolica jest sliczna.
Mam nadzieje, ze Was nie zanudzilam na smierc, i tak polowe zdjec tylko zamiescilam.

EDIT: Ktos mi wczoraj zwrocil uwage, ze te pola JESZCZE nie zakwitly. To ja juz nic nie wiem, bo wygladaly na przekwitniete. Ale ja nie jestem w koncu botanikiem. Czyli tytul powinien byc: Aj waj! Pospieszylismy sie.