niedziela, 27 maja 2018

Za szybko...

... skonczyl mi sie dlugi weekend, ani sie obejrzalam, a tu juz trza bylo szykowac sie do fabryki. Wolny poniedzialek przywitalam ze znacznie mniejszym entuzjazmem, bo na karku czulam cuchnacy wyziew wtorku. Nie mielismy ochoty specjalnie daleko wyjezdzac, ale tez znow czlapac nad Kiessee... nieee, zbyt nudne.  Podjechalismy wiec na szybko do Northeim polazic wokol jeziorek wyrobiskowych i zobaczyc, co w trawie piszczy. Bylismy juz tam z Toyka w ubieglym roku pod koniec lipca (KLIK) i wszystko bylo takie inne niz teraz, inne kwitly kwiatki, a i Toya byla inna, wtedy troche obca w stosunku do nas, bo jeszcze nam w pelni nie zaufala. Widac musiala doznac wielu krzywd od czlowieka, a mimo to lgnela do ludzi, potrzebowala pieszczot i uwagi, jednak bywala spieta i jakas taka odlegla, jakby zatopiona we wlasnych myslach. Dzisiaj jest zupelnie innym psem, otwarta, uwazna i posluszna i juz nie ucieka ze wzrokiem, smialo patrzy w oczy, juz z wlasnej inicjatywy.
Niestety polatac sobie nie mogla, bo nadal obowiazuje smycz, a dodatkowo znajdowalismy sie w rezerwacie ptakow i jeszcze ptaki te wychowuja mlode, wiec musiala zadowolic sie maksymalnie 10-metrowa odlegloscia, na jaka wolno bylo jej odbiec od nas. To byl naprawde piekny dzien.














Dla Lidzi przejezdzajace ICE




Bedo nowe zaby, niektorym wyksztalcily sie juz tylne nuszki





A to niemieckie strachy na wroble


Powiekszcie sobie zdjecia kliknieciem, oplaca sie zwlaszcza przy makro.





sobota, 26 maja 2018

Park zdrojowy w Heiligenstadt.

Ludzie, nigdy w zyciu nie widzialam czegos piekniejszego od tego parku! No slowo honoru!
Nie znalismy miasta i nie wiedzielismy, gdzie sie ten park znajduje, kierowalismy sie jedynie drogowskazami turystycznymi i kiedy dotarlismy na miejsce, w pierwszej chwili myslelismy, ze jestesmy na cmentarzu, gdyz poniewaz w owym parku jest kilka grobow poleglych zolnierzy, jakies nagrobkopodobne pomniki i takie tam. Ale okazalo sie, ze jestesmy juz na miejscu. Przy wejsciu stoi rozdawacz woreczkow na psie koopki, wiec sie poczestowalismy, bo kto wie, co i gdzie wpadnie temu Burku do psiej glowy.


Rozdawacz woreczkow (czerwonych)

Cos nagrobkopodobnego

Groby zolnierzy
W internetach wyczytalam, ze w tym parku jest wodospad, wiec kiedy natknelismy sie na sluze, myslelismy, ze to juz on. Pobawilam sie troche z czasem naswietlania.



Okazalo sie jednak, ze wlasciwy wodospad, znacznie bardziej okazaly, byl nieco dalej. Niespecjalnie bylo go widac poprzez gaszcz lisci, ale umieszczony na stale wielki reflektor wskazywal, ze w nocy wodospad jest oswietlony i zapewne wyglada zjawiskowo.


Bardzo pomyslowo zagospodarowano resztki murow miejskich otaczajacych starowke, dobudowujac na nich reszte domow. Przestaly pelnic funkcje obronna, przydaly sie do innych celow.


Przechodzac przez wielopoziomowe i przecudnej urody sciezki, schodki i zakamarki, doszlismy wreszcie do mostku, z ktorego wodospad byl najlepiej widoczny.






Obok rzezba Regentrudy

Zdumiewajace, jak drzewa radza sobie ze skalami i jakie formy na nich przyjmuja

Z tych tajemniczych i troche mrocznych terenow wyszlismy do wlasciwego reprezentacyjnego parku zdrojowego, od razu na poczatku natykajac sie na muszle koncertowa.


I na malowniczy staw z fontanna posrodku.







Jakas blond-idiotka z malym dzieckiem karmila kaczki pszenna bulka. Zwrocilam jej uwage, bo moze nie wie, ze pieczywo ptakom szkodzi. Zmierzyla mnie wzrokiem od gory do dolu i nie przerwala ani na chwile zbrodniczych czynnosci. I jeszcze bachora tego uczy.
Troche pokrecilismy sie po okolicy, podziwiajac kwitnace rododendrony, pieknie zaaranzowane schodki laczace rozne poziomy parku i dalismy Toyce szanse pobrzechtania sie w roznych wodnych zbiorniczkach.










Powedrowalismy dalej, a bylo gdzie wedrowac, bo park jest naprawde spory. Na tyle, ze Burus nam sie po drodze pokladal dla odpoczynku.


Na samym koncu znalezlismy bijace zrodlo solanki, zaklete w akrylowej rurze. Fajnie wygladala ta bulgoczaca solanka. Po drugiej stronie alejki, schowany za wysokim zywoplotem, ukazal nam sie brodzik z solanka, do ktorego mozna wejsc i spacerowac sobie w slonej wodzie. Dla zdrowia i urody.



A potem wrocilismy do miasta, pozarlismy lody i pojechalismy do domu. Zupelnie niewykluczone, ze jeszcze kiedys tam wpadniemy, bo miasto i park doszczetnie nas oczarowaly.