piątek, 15 grudnia 2017

Gigant.

W naszej psiej szkole jest tak, ze pierwsza lekcja dla wszystkich jest tzw. Schnupperstunde (schnuppern - wachac, tropic, a Stunde - godzina), to taka lekcja zapoznawcza gratis, zeby chetni mogli zobaczyc, jak odbywaja sie lekcje, kto przychodzi, jak pracuja trenerzy i jesli im odpowiada, moga wykupic karnet albo wiecej nie przychodzic, jesli cos sie nie spodoba.
Wiele pieskow widujemy tylko raz, choc ich zachowanie sugerowaloby klopoty wychowawcze. Nie wiem, po co w ogole opiekunowie przychodza na te pierwsza lekcje, jesli nie maja zamiaru dalej szkolic swoich podopiecznych, ale wielu tak wlasnie robi. Pamietam bardzo agresywna w stosunku do innych pieskow sunie pitbula w kagancu, ktora wyrwana zostala gdzies z pseudohodowli. W stosunku do ludzi byla przyjazna i ufna, nie tolerowala jednak innych zwierzat. Miala bidulka cycuchy do ziemi, zamknieta byla przez cale zycie w piwnicy i tylko rodzila. Po jednej lekcji, podczas ktorej Christian naprawde sporo dokonal, zeby nie rzucala sie na inne psy, nie pojawila sie nigdy wiecej. Podobnie bylo z hybryda wilka, on tez wzial udzial tylko raz w zajeciach.
Tym razem do szkoly zawital gigant rasy kangal, choc wlasciwie byl dopiero psim nastolatkiem, bo liczyl sobie 10 miesiecy. Jak na psa tej wlasnie rasy to troche pozno zaczynac socjalizacje i to dopiero wtedy, kiedy zaczal on przejawiac agresje w stosunku do innych psow-samcow. Z ta rasa szkolenie trzeba zaczynac od kolyski, psiej kolyski, zanim jeszcze pozna i zacznie uzywac swojej sily.
Cala nasza grupa poszla na wybieg, a Christian stal z kangalem za plotem, do ktorego kolejno podchodzily psy, zeby obwachac obcego. Na samce kangal jezyl sie i warczal, suki powodowaly intensywne merdanie wielkiego ogona. Po jakims czasie samce opuscily wybieg, my z sukami zostalismy, zeby kolos tez mogl sobie pobiegac. Wtedy nakrecilam ten krotki filmik.


Jak widac, z sukami umial sie nawet bawic, choc nie wszystkie akurat chcialy go za towarzysza zabawy, ta briardka tez byla na pierwszym treningu i sama jeszcze nie czula sie zbyt pewnie na tym terenie, wczesniej owarczala nawet Toyke.
Bardzo jestem ciekawa, czy opiekunka kangala poprzestanie na tej jednej wizycie, czy zechce zrobic cos wiecej dla swojego podopiecznego, ktory bez wlasciwej socjalizacji moze stac sie niebezpieczny nie tylko dla innych psow, ale i dla niej samej. Taka to rasa, ktora wymaga znacznie wiecej wysilku wlozonego w prawidlowe ulozenie i wychowanie psa, niz wszystkie inne.
A tak zupelnie nie na temat, choc z psami zwiazane. Kiedy pogoda za oknem pozostawia wiele do zyczenia, wciaz pada i nie ma slonca, ktore by ziemie wysuszylo, plac, na ktorym cwiczymy z pieskami, zamienia sie w blotnisty teren. Za kazdym razem musielismy prac gacie i myc buty po powrocie do domu z treningu, bosmy byli ubloceni popas. Znudzilo nam sie, wiec dokonalismy praktycznych zakupow, a mianowicie spodni-na-spodnie, z ortalionu czy czegos w ten desen i teraz psy moga nas bezkarnie deptac, ocierac sie ubloconymi futrami oraz poniewierac w kazdy inny dowolny sposob. Przed wsiasciem do auta gacie sciagniemy i nawet tapicerki nie zabrudzimy. Kalosze ja mialam juz wczesniej, slubnemu zamowilam wypasione gumowce Dunlopa, a co! Tera mozem sie oba babrac w blocie do wypeku.





czwartek, 14 grudnia 2017

Oda do bigosu.

Bigosie - na sam dzwiek twej nazwy slinka naplywa mimochodem.
Sedno polskosci, symbol smaku, twoj zapach poskutkuje glodem.
Kto tak cie ochrzcil? Skad to miano? Od czasow Piasta Kolodzieja?
Moze z laciny? Z francuskiego? Czy jakas onomatopeja?
BI - jak podwójny, to sie zgadza, bo do kapusty ukiszonej
wloską dajemy i tak mamy baze potrawy wymarzonej.
Lecz to nie wszystko, dalej leci pól setki innych ingrediencji, 
wiec odrzucamy te teorie, nie bez zalosnych konsekwencji.
Wiem! Nazwa przyszla z angielskiego! BECAUSE - to jasne jak latarka!
Nie? Wiec od czego to pochodzi? - czy slychac w mym pytaniu sarkazm?
Jak zwal, niewazne skad sie wzielo. Lecimy dalej z tym przepisem,
suszone sliwki, grzyby, mieso - tu nic nie bywa kompromisem -
boczek, kielbasy kilka krążków, cebula, liscie laurowe,
pomidorowy wez koncentrat... i danie prawie jest gotowe.
Teraz mieszajac warzyc trzeba, im dluzej, tym bigosik lepszy.
Ach, gapa ze mnie! Zapomnialam! Posolic trzeba i popieprzyc.
Kto lubi, moze dolac wina, ale bez niego tez smakuje.
Czy wszystko dalam? Doprawilam? - takie pytanie mnie nurtuje.
Pachnie i kusi, trudno zdzierżyc i nie próbowac wciaz po drodze,
nie zapominac o mieszaniu, byle nie kapac po podlodze.
Po gotowaniu i studzeniu mozna nareszcie pokosztowac.
Toz to majstersztyk kapusciany! Teraz juz mozna bankietowac.









wtorek, 12 grudnia 2017

Dobrzy ludzie.

Gutmenschen - tak nazywa sie w Niemczech takich glupiodobrych, angazujacych sie z wielka zapalczywoscia w dzialalnosc, ktora albo niczego dobrego nikomu nie przynosi, albo jest wrecz szkodliwa. Tym ludziom natomiast podnosi ego i pozwala patrzec na innych z gory. Ksiazkowym wrecz przykladem jest Merkel, dobra ciocia dla kolorowych przestepcow i jednoczesnie zla macocha dla wlasnych obywateli, ktorzy nigdy nie twierdzili, ze nie powinna pomagac, wymagali jednak, zeby nie stosowac wobec wszystkich chetnych na wjazd hurraoptymizmu i herzlichwillkommen, a stosowac dozwolona weryfikacje i wpuszczac wylacznie uchodzcow z krajow objetych wojna. Daremnie! Od Merkel i innych dobrych ludzi slychac bylo jedno zdanie wir schaffen das! (damy rade). Nawet, kiedy sytuacja zaczela wymykac sie spod kontroli, terror dobrych ludzi trwal w najlepsze, a glosy krytyki byly natychmiast cenzurowane i szufladkowane jako faszystowskie, czesto nawet karane. Nie tylko pozwalano na desanty pontonow przez Morze Srodziemne, ale lewackie statki odbieraly tych rzekomych uchodzcow tuz u wybrzeza Libii i przewozily do Europy.
Dobrzy ludzie nie tylko stali z powitalnymi transparentami na dworcach kolejowych, ale poszli o krok dalej, mianowicie poreczali wlasnym majatkiem pobyt niektorych azylantow w Niemczech. Piekny gest, prawda? Tyle tylko, ze panstwo potraktowalo te poreczenia powaznie i teraz dobrzy ludzie sa wzywani do uiszczania sum, od kilku do nawet kilkuset tysiecy euro. No jak to? A z czego oni maja placic? Ruszyly wiec pozwy do sadow, zeby ich z obowiazku zwolnic, bo oni przeciez sa dobrymi ludzmi, dzialali w najlepszej wierze, ale zeby brac ich dobre checi tak na powaznie? To juz przegiecie, wiec niech wysoki sad laskawie uzna ich obietnice za niebyle. A wysoki sad nie! Uskarzaja sie wiec i wyplakuja w prasie prorzadowej, jak bardzo sa skrzywdzeni. A ja mam nadzieje, ze nie uda im sie z tego wywinac i beda musieli zaplacic calosc, chocby potem mieli pojsc z torbami, bo trzeba brac pelna odpowiedzialnosc za wlasne slowa i czyny, a nie probowac wywinac sie od tejze odpowiedzialnosci.
Gutmenschen wychowuja wlasne dzieci na dobrych i wrazliwych na "krzywde" kolorowych przestepcow ludzi. Tak bylo z corka jednego z politykow optujacych za przyjmowaniem przestepcow jakleci. 19-latka zglosila sie na wolontariat i z wielkim zaangazowaniem pomagala uchodzcom. Jakim trzeba byc idiota albo inaczej, jak wielka naiwnoscia trzeba sie wykazac, zeby posylac wlasne dziecko w paszcze lwa, wiedzac, ze ma sie do czynienia z nieobliczalnymi przestepcami, dla ktorych kobiety sa jedynie obiektami seksualnymi? Wynik byl do przewidzenia, dziewczyna zostala brutalnie zgwalcona i zamordowana. Co robi tatus na jej pogrzebie? Zamiast otwarcie przyznac, ze pomylil sie w ocenie, brnie dalej i, zamiast kwiatow na grob jedynego dziecka, prosi zalobnikow o datki pieniezne dla... azylantow. Jedyne, co nasuwa mi sie to, ze dobrze mu tak, w pelni sobie zasluzyl na taki los. Zwlaszcza, ze jego corka nie byla jedyna ofiara zwyrodnialcow aspirujacych do wygodnego zycia w Europie, bez odrobiny wkladu w jej dobrostan, stanowiacy realne zagrozenie nie tylko dla gospodarki i polityki, ale przede wszystkim dla zycia i zdrowia obywateli.





poniedziałek, 11 grudnia 2017

Podwojna moralnosc?

Siedzac sobie w bezpiecznej od kolorowych bandytow (zwanych przez niektorych uchodzcami, bo brzmi to ladniej i jest takie poprawne politycznie) Polsce, latwo dowartosciowywac sie, biorac w obrone tych przestepcow i zarzucac innym rasizm.  Pancia jedna z druga oburza sie, kiedy tych zwyrodnialcow nazywa sie po imieniu, bo nie mozna przeciez generalizowac, bo to jednostki (jakbym slyszala niemiecka oficjalna tube propagandowa, ktora gremialny napad sylwestrowy w Kolonii i wielu innych miastach Europy nazwala jednostkowymi ekscesami) i takie tam glodne kawalki sytego, ktory za nic nie zrozumie tego, ktory od tygodnia nie jadl. I jeszcze rzuca przykladami z czapy, ze zna swietnie zintegrowanych muzulmanow, chirurgow na przyklad czy innych strasznie zeuropeizowanych. Taaa... Ja przypadkiem tez znam, nie jednego, nie dwoch, ba, bywalam u nich w domach, przyjmowalam u siebie jako gosci, pracowalam z nimi, mam za sasiadow. I co z tego? Moze o tym sie glosno nie mowi, ale wielu z nich, urodzonch juz w Europie, tu pobierajacych nauki, a pozniej pracujacych, nawet takich, ktorzy zalozyli rodziny z Europejkami, wyjechalo do ojczyzny swoich ojcow, zeby przystapic do bojowek muzulmanskich (bo jest ich wiele, nie tylko ISIS) i walczyc w imie Allaha. Sa bardzo cenni, znaja zachodnie jezyki, sa wyksztalceni, sa kopalnia wiedzy o warunkach, jakie tu panuja. Po wojskowym przeszkoleniu i skutecznym praniu mozgow, najczesciej wracaja do Europy i jesli od razu nie podejmuja akcji zamachowych, czekaja na inna sposobnosc, w miedzyczasie prowadzac prace wywiadowcze w terenie.
Dla mnie wiazaca byla wypowiedz jednego z moich dobrych, bardzo dobrych nawet, znajomych muzulmanow, czlowieka wyksztalconego i doskonale zintegrowanego w Niemczech, majacego zone Niemke, pracujacego na odpowiedzialnym stanowisku. Rozmawialismy mianowicie o niewesolej sytuacji polityczno-gospodarczej, o niekontrolowanym naplywie bandziorow z nieobjetej wojna Afryki, czyli imigrantow ekonomicznych, ale rowniez o politycznych z Syrii, o pogorszeniu sie stanu bezpieczenstwa w panstwie, o wzroscie przestepczosci, zagrozeniu wojna na szeroka skale w calej Europie i takich tam drobiazgach. On tez jest zdania, ze ta wojna, wojna dwoch kultur i religii, jest bardzo prawdopodobna. Ja to wnioskuje, on o tym czasem slyszy od swoich pobratymcow. Powiedzial mi jedno, jesli ta wojna sie zacznie, wszyscy ci zintegrowani, ci chirurdzy, kumple z piaskownicy, mezowie, sasiedzi, najlepsi nawet przyjaciele - oni wszyscy opowiedza sie po jednej stronie i nie bedzie to strona ich nowej ojczyzny, ktora dala im wyksztalcenie, bezpieczenstwo i wygodne zycie. Bo oni wszyscy maja tego swojego Allaha wypalonego w mozgu, od urodzenia sa indoktrynowani, ze cala reszta swiata to niewierni i bez wiekszych konsekwencji, a nawet za nagrode w niebie, mozna i trzeba ich eliminowac. To, ze oni tu i teraz pracuja, rozmawiaja z nami, pomagaja nam, zakladaja rodziny, przestrzegaja prawa i zyja dokladnie tak my wszyscy, jest im wygodne i nie koliduje z wiara, ani z niczym innym. Podczas konfliktu kulturowo-religijnego wszystko zmieni sie z dnia na dzien i stana sie naszymi najzagorzalszymi wrogami, jedni zradykalizuja sie z przekonania, inni ze strachu o siebie.
Ale o tym paniusie wola nie wiedziec, bo to niewygodne i zakloca ich poczucie misji. Ciekawi mnie tylko, czy jedna z druga przyjelyby pod swoj dach tych straumatyzowanych uchodzcow? Jak znam zycie, raczej nie, balyby sie o siebie i swoich bliskich. Wygodniej jest grac role dobroczyncy z daleka, nie widzac na codzien pogardy i nienawisci w oczach tych nieszczesnikow i nie byc narazonym, jak nie na zgwalcenie, to na rabunek albo podroz w kosmos w kawalkach.
Bo nie ma wiekszych rasistow ponad naszych nieproszonych gosci, ale wygodniej tego nie zauwazac.






piątek, 8 grudnia 2017

Zmeczona.

Nie chcialabym z szacunku do Was zostawic tego wszystkiego bez slowa. Chwilowo zawieszam dzialalnosc blogowa, internetowa, towarzyska. Jestem juz tym wszystkim zmeczona, nie chce mi sie pisac, czytac, komentowac.
Takie zmeczenie materialu...





środa, 6 grudnia 2017

Rzygac mi sie chce...

... wiec musze znow upuscic nagromadzona we mnie zla energie, a gdzie mam to robic, jak nie na wlasnym blogu? Nastal kolejny grudzien, a moj wqrw znow mna miota. Z roku na rok miota mna bardziej i bardziej.
Wiekszosc blogow jara sie swiatecznymi porzadkami, dekoracjami, lampkami, swieczkami. Do urzygania zewszad padaja slowa o nastroju, kominkach, swiecach, cieplym pledzie i goracej czekoladzie. Jakby niczym innym sie nie zajmowali, jak tylko siedzeniem z dupa pod tymi pledami i zlopaniem kakalka, wpatrujac sie w miedzyczasie w trzaskajacy ogien w kominku (qrna, wszyscy dorobili sie nagle kominkow!). Ja tam mam co robic z wolnym czasem, nie nudze sie i polegiwanie pod pledami uwazam za marnotrawstwo.
Wszyscy ruszyli do swiatecznych porzadkow. No tak, jesli mieszkania i domy zaniedbuje sie od wielkanocy, to pewnie jest na tyle brudno, ze trzeba robic generalne porzadki, bo jeszcze swiateczni goscie gotowi wziac na jezory.
Wczoraj juz pisalam o kolejkach i tlumach WSZEDZIE, wiec nie bede sie powtarzac. Chcialam tylko nadmienic, ze na takich snietych idiotach zarabiaja pracowici kieszonkowcy. Kilka dni temu bylam w banku, gdzie jakas klientka wlasnie blokowala swoje konto, bo okradli ja ze wszystkiego, wlacznie z dokumentami, kluczami, kartami bankowymi. Pogratulowac! Do swiat juz pewnie niewiele uda jej sie zalatwic, bo na sam ausweis czeka sie ok. miesiaca. No ale kiedy poluje sie na okazje, nie zwraca sie uwagi na to, co na wyciagniecie reki. Ja zawsze nosze portfel z dokumentami i pieniedzmi w jednej kieszeni spodni (pod zapieta kurtka), a w drugiej telefon, zeby miec skad zadzwonic na policje, kiedy mi ktos wyrwie czy przetnie torebke, w ktorej mam wprawdzie mase przydasiow, ale najwazniejsze przy sobie.
W Polsce klechy juz zacieraja chciwe lapki, bedzie kasa dzwonila, oplatki, pasterki, potem koledy po chalupach, bo ludzie staja sie w tym okresie jakos bardziej hojni i chetni do dzielenia sie z innymi. Caritas tez zarobi, bedzie zbieral na paczuszki dla biednych, ale sobie do kieszeni wezmie wieksza czesc pienieznych datkow. Jak zwykle.
Sklepy monopolowe tez juz w pelni sezonu, przeciez sa swieta, mus ryja zamoczyc, a potem heja w samochod, bo na taksowke szkoda kasy. Ciekawe, ile tym razem osob zginie w okresie swiateczno-noworocznym. A tak sie niebiescy starali podczas akcji "znicz". I co? Ano 500 wypadkow i 42 ofiary smiertelne. Jak co roku.
Na nasze jarmarki swiateczne nawet nie chce mi sie juz chodzic, jakos nie rajcuje mnie przeciskanie sie miedzy betonowymi zaporami antyterrorystycznymi i trwozliwe ogladanie sie za siebie, czy jakis oliwkowy gosciu z czarna broda nie ma aby na sobie takiego bardziej objetosciowo duzego paska.
Juz slysze, ze przesadzam, no oby! Ci z Berlina w zeszlym roku tez sie dobrze bawili i nie wierzyli w czarne scenariusze. Teraz gryza trawe od spodu.
Radia juz w ogole nie wlaczam, bo idzie sie zrzygac od nadmiaru tych samych nachalnych, przeslodzonych do mdlosci last christmasow i innego podobnego gowna. Wystarczy mi na chwile wejsc do sklepu, bo przeciez musze cos zrec, co nie? W kazdym kacie chinska tandeta, kicz, ale blyska, spiewa, dzwoni i, co najdziwniejsze - sie sprzedaje. A z glosnikow... lepiej nie mowic - odruch wymiotny zagwarantowany.
I ci ludzie, ktorzy nie dostrzegaja innych ludzi, w oczach maja zapalone gwiazdki i gonia za kolejnym hongkonskim szajsem dla dziecka, ktore ono po godzinie rzuci gdzies w kat i nadal bedzie zylo nadzieja, ze rodzice znajda dla niego choc chwile czasu.  Tez maja bachory wymagania! A kto napije sie ze szwagrem, pokloci przy stole z moherowa tesciowa? Prezent dostalo, wiec morda w kubel!
A potem bedzie ten cholerny sylwester, nowe wyzwania i obietnice, ktorych nikt nigdy nie spelni. I horror dla domowych czworonogow, bo trzeba walic petardami jak na wojnie, ktora zreszta lada chwila moze stac sie cialem. Dla kobiet w poprawnej politycznie zachodniej Europie tez nie bedzie sielankowo, ciekawe ile w tym roku zostanie zgwalconych albo wymacanych czy obrabowanych.
A obatele, zarowno po tamtej, jak i po tej stronie Odry szykuja sie do wyzerki i wypitki, zamiast zaczac sie zbroic.





wtorek, 5 grudnia 2017

Tydzien przelecial.

W niedziele minal tydzien, odkad wrocilam do domu, a mnie udalo sie jedynie spacyfikowac jedna kupe. Kupe papierzysk, jakie moj slubny odkladal na te wlasnie kupe, zebym po powrocie miala zajecie, bo to ja w tym zwiazku odwalam papierkowo-urzedowa robote. Czasami mysle sobie, ze gdyby tak mnie zabraklo, gdybym odeszla przedwczesnie z tego swiata, on nawet nie wiedzialby, gdzie te wszystkie wazne papierzyska sa utkane, nie wspominajac, ze nie dalby sobie rady z ich zalatwianiem na biezaco. Niemcy wprawdzie znani sa z porzadku, ale warunkiem jego zachowania jest ich zdaniem przesadnie rozrosnieta biurokracja, na wszystko musi byc osobny papierek, najlepiej w trzech co najmniej egzemplarzach. Bo sicher ist sicher i wszystko trza dokumentowac.
W robocie tez odrabiam zaleglosci i odwdzieczam sie tym, ktorzy pracowali za mnie. Odwdzieczam sie tym samym, choc wolalabym czekoladkami, ale nie ma tak dobrze.
Najbardziej jednak zajeta jestem przy odrabianiu zaleglosci w stosunkach z czworonoznymi czlonkami rodziny. Potwory maja deficyt miziankowy, bo chlop ledwie da im zjesc, posprzata kuwety i uwaza, ze to i tak za duzo jesli chodzi o jednego wqrwionego i drugiego szczajacego kota. Psem jakos bardziej sie zajmuje, bo pies to pies. I tak dobrze, ze nie glodzi ich na smierc podczas mojej nieobecnosci. Zartuje.
Tych zaleglosci jest tyle, ze jeszcze nie mialam czasu zajac sie rozpakowaniem do konca walizki. I tak sukces, ze nie zapomnialam wyjac z niej i przeniesc do lodowki wszystkich artykulow spozywczych, w ktore sie zaopatrzylam pod katem swiat. Kosmetyki tez wypakowalam, bo w koncu jakos musze wygladac, a nie mam dwoch kompletow na zmiane. Ciuchy natomiast leza, te czyste i te juz noszone razem, dobrze chociaz, ze w osobnych foliach. No i w ogole zla jestem, bo kierowca autobusu zniszczyl mi walizke, urwal kolko podczas wypakowywania we Wroclawiu. Nawet nie samo kolko, ale w calosci z umocowaniem. Nie do zreperowania!
A tu jeszcze zewszad wszyscy sie jaraja jakimis swietami, ktore mnie nieodmiennie wqrwiaja. Caly grudzien mnie wqrwia, bo towarzycho dostalo te swoje weihnachtsgeldy (takie 14-tki swiateczne) i z obledem w oczach ruszyli na sklepy. Miasto jest zatkane po kokarde, nie da sie nawet skrecic na starowke, a kolejki do parkingow liczyc mozna w kilometrach. Nie, nie bylam tam po zakupy, musialam do optyka. I zaluje, ze nie pojechalam autobusem miejskim, choc wyszloby to drozej niz jazda autem z parkowaniem inklusiv.
Dzisiaj przypada nasza rocznica slubu. Wie ktos, ktora to juz? Powinni wiedziec wszyscy, ktorzy uwaznie czytaja moje wypociny, albowiem rok naszego slubu byl rokiem pamietnym.