czwartek, 24 sierpnia 2017

Rozjasnilo sie.

Niedzielne przedpoludnie nie obiecywalo dobrego dnia na spacery, sine niskie chmurska opanowaly cale niebo i straszyly deszczem. Jednak hulajacy wiatr rozpedzil je w koncu po poludniu, nie bylo na co czekac. Pomknelismy na psie kapielisko, zeby Toyka nie byla stratna, bo pies zamkniety w domu to pies smutny i nieswoj.



Na kapielisku dzialo sie, oj dzialo! Tylu psow naraz jeszcze tam nie widzialam. Toyczysko latalo w te i wewte, szalalo, potem pilo jak smok wawelski i znow ganialo. Trafil sie tez jakis chartowaty, ktory jak poszedl w skoszone swiezo pole, to ino wrony bryzgaly na wszystkie strony.




Nas stanie w jednym miejscu nieco znudzilo, wiec postanowilismy zrobic rundke po okolicznych polach i pozniej ponownie wrocic na kapielisko. Zeszlismy z drugiej strony tamy i pomaszerowalismy polnymi drogami, ktore od czasu do czasu przecinaly nam wlochate potwory.






Zejscie z kapieliska nie przesadzilo o tym, ze Toyka nie miala sie z kim bawic, co rusz spotykalismy jakichs kumpli, ale z tym czteromiesiecznym szczeniakiem Toyka spedzila dluzsza chwile, az oba padly w trawe pomeczone ganiatykami.





Chyba urosnie dosc duzy, skoro w tym wieku juz dorownywal Toyi wzrostem. Poszlismy jednak dalej, bo w zamiarze byl spacer, a nie stanie w miejscu, a poza tym na niebo znow zaczely naplywac paskudne chmurska, co grozilo zmoczeniem tylkow.




I nagle zobaczylam cos, co dotkliwie przypomnialo mi, ze juz jest wlasciwie jesien. Latawce! Jeden calkiem wielgachny, jak spadochron, i dwa mniejsze. Chwile stalismy przypatrujac sie ich ekwilibrystykom na niebie, dopoki ten wielki smok (latawiec to po niemiecku Drache, smok) nie opadl bez wdzieku na ziemie. Na pierwszym zdjeciu ponizej widac na horyzoncie Wieze Bismarcka.







Zatoczylismy wielkie kolo i wyladowalismy na drodze prowadzacej wprost z powrotem do kapieliska. Toya z duma pokazala nam swoje znalezisko, pilke tenisowa. Bedzie jedna wiecej na pozniejsze pileczkowania.




A na kapielisku zmienila sie jedynie obsada, choc ilosc psow pozostala niezmienna, wszyscy korzystali z jako takiej pogody, zeby wybiegac pupilow i samemu poplotkowac z innymi psiarzami. Spotkalismy tam tym razem malenkiego Pandziorka, trzeba piesy przygotowywac do zycia spolecznego od najmlodszych dni.





Charakterystycznym punktem tamtej okolicy jest ogromne samotne drzewo, zamieszkiwane przez stada wron i dostarczajace piesom tony patyczkow z polamanych galezi. Moje pytanie do znawcow, jakie to jest drzewo, bosmy sie ze slubnym zastanawiali i nie doszli do zadnych konkluzji. My miastowe i z trudnoscia odrozniamy brzoze od debu, cala reszta to takie drzewne leluje.