poniedziałek, 25 września 2017

Wybralam.

Klikamy =>

Kiedy stalam sie pelnoletnia i po raz pierwszy wolno mi bylo wziac czynny udzial w wyborach, pobieglam do urn bardzo chetnie, bo w koncu byla to na poczatku spora atrakcja. Przy czym w tamtym ustroju wybory byly nie tylko obywatelskim przywilejem, ale rowniez obowiazkiem, glownie obowiazkiem, wiec nie chcialam sie wylamywac. Pewnie nikt by mi nic nie zrobil, gdybym nie glosowala, bo wbrew obiegowym opiniom, zadnego terroru nie bylo, jak wczesniej, w czasach bezposrednio powojennych. Pozniej przestalam uczestniczyc w wyborach, uznawszy ze to i tak farsa, bo bez wzgledu na wzglad i tak wygrywala przewodnia sila narodu. Po co mialam sie wysilac, wolalam spedzic te niedziele przyjemniej. Polske opuscilam jeszcze w tamtym systemie, wiec na dobra sprawe nigdy nie bralam udzialu w demokratycznych wyborach w starym kraju.
W nowym przez kilka lat nie mialam prawa wybierac, dopoki nie dostalam obywatelstwa. Jednak przez ten czas moja swiadomosc polityczna i zainteresowanie na tyle zdazyly sie uksztaltowac, ze od czasu, kiedy zostalam obywatelka tego kraju, nie przegapilam zadnych wyborow, a co wiecej, zainteresowalam tym zagadnieniem dzieci. Nigdy im nie sugerowalam, na kogo maja glosowac, za to zawsze zachecalam do zapoznawania sie z programami wyborczymi i samodzielnego decydowania o wyborze. Zdarzalo sie wiec, ze glosowalismy bardzo roznie.
Ja wlasciwie od poczatku wierna bylam jedenej jedynej partii i zawsze konsekwentnie tylko jej oddawalam swoj glos, choc zdarzalo sie, ze kusily mnie lepsze moim zdaniem programy innych. Ale tamte nie mialy specjalnie szansy dostac sie do steru, wiec moim glosem wspieralam jedno z dwoch liczacych sie wielkich ugrupowan. Do teraz.
Niestety, przez ostatnie lata doprowadzono do gigantycznej destabilizacji panstwa i jego bezpieczenstwa, wprowadzono surowa cenzure mediow i propagande na miare stalinowskiej, a wlasnych obywateli zaczeto traktowac gorzej od naplywowych przestepcow. W zarodku duszono wszystkie protesty, zarzucajac protestujacym populizm, rasizm i nacjonalizm. Tzw. poprawnosc polityczna przybrala karykaturalne rozmiary, a kiedy narod, z lekka wytracony (wytroncony) z dotychczasowego blogostanu bezpieczenstwa i dostatku, zaczal kierowac swoje sympatie w strone innych partii, za wszelka cene usilowano te ostatnie zdyskredytowac, zarzucajac im populizm i rasizm oraz straszac powrotem NSDAP w nowym wydaniu. W zamian nie dajac nic, nie obiecujac poprawy bezpieczenstwa w kraju albo wywalania poza granice przestepcow, ktorzy to bezpieczenstwo zaburzaja. Malo tego, w programach wyborczych stoi sprowadzanie kolejnych, no moze z lekkim nasileniem kontroli i weryfikacji. To za malo! Zreszta reakcja nastapila dopiero wtedy, kiedy sondaze staly sie alarmujace dla cieplych  posadek i stolki zaczely palic sie pod tylkami. Reakcja troche zapozniona, a zamiast przedstawic wlasny lepszy program, ktory bylby w stanie przekonac sceptykow, zaczeto dyskredytowac konkurencje. Jak w Polsce! A to mi sie nie podoba.






niedziela, 24 września 2017

Gwoli przypomnienia.

Normalnie w niedziele robie sobie wolne od bloga, ale obiecalam codziennie przypominac o glosowaniu na schronisko Przemka, wiec wklejam taka zatkajdziure, zebyscie nie zapomnieli.
Nadal pracowicie usiluje lapac latajacego kota i w dalszym ciagu nie jestem zadowolona z efektu. Ale nie rezygnuje. Wzielam pod uwage Wasze porady i po pierwsze zamykam drzwi, zeby czarna Miecka bardziej kontrastowala z tlem.


Strzelilam tez zdjecia seryjne i zrobilam z nich gifa. Tyle tylko, ze tlo mi skacze jak przy trzesieniu ziemi. A jakos nie chce mi sie stawiac aparatu na statywie, ktory by to tlo z pewnoscia uspokoil.



No i popstrykalam troche rowniez Bulke, zeby nie bylo, ze skupiam sie wylacznie na Miecce.






I to tyle na dzisiaj. Nie zapomnijcie zaglosowac!
Jak ktos ma kilka adresow mailowych, moze glosowac z kazdego, bo nie chodzi o IP komputera, a wylacznie o adres mailowy. Ja codziennie oddaje po dwa glosy.

Acha, gdyby ktos przegapil, zapowiadany na wczoraj koniec  swiata nie nastapil. Po raz kolejny zreszta, bo za mojego zycia mialo byc ich co niemiara. To do nastepnego!





sobota, 23 września 2017

Moja bajka, moja Bulka.

 Przypominam =>

Poderwalo mnie na krzesle, jakbym na gwozdziu usiadla, kiedy przeczytalam u Gosianki o powrocie Pandy z adopcji. PO DWOCH DNIACH! Pozwolicie, ze zacytuje Gosie, bo boje sie, ze gdybym miala to opisywac wlasnymi slowami, uzylabym slow powszechnie uznanych. No wymsklo by mi sie, calkiem ode mnie niezaleznie.
Panda wróciła z adopcji.
Tak, dobrze przeczytaliście: wczoraj wieczorem po dwóch dobach pojechałam i odebrałam Pandę z nowego domu.
Oczywiście powody tego powrotu muszą zostać wyjaśnione. Nie może za kotką ciągnąć się jakieś niedomówienie, tym bardziej, że Pandusia spisała się na medal i to wg słów pani byłej już adoptującej.

"Panda to wspaniała kotka, czyściutka, taka jaką każdy właściciel chciałby mieć, trochę dzikus, ale bardzo odważna i wesoła, adoptuje się bardzo fajnie i bezproblemowo.
Dzisiaj przyszła cała wyprawka, zaczęła się bawić z moją córką."

Jak widać, Panda mimo okropnego stresu związanego ze zmianą domu, okazała się cudowną koteczką, która nie zrobiła nic takiego, aby "zasłużyć na zwrot".*
Jaki jest więc powód?
"Ale kot to nie moja bajka..."
No cóż. Bardzo proszę na tym przykładzie, aby jednak lepiej przemyśliwać sprawę adopcji żywego zwierzęcia. To dla niego jest bardzo trudne i stresujące.
Panda siedziała wystraszona w swojej "norce" cały poniedziałek, a kiedy zaczęła się przełamywać, łasić do dziecka, dawać brać na ręce jednej osobie z rodziny - została oddana.

Tak jak powiedziałam wczoraj: miłość nie rodzi się w dwie doby. Trzeba dać jej szanse. Poznać zwierzę, otworzyć się na jego uczucia i emocje. Popatrzeć sercem.
Pandusia jest już w domu, a ja liczę na to, że ta sytuacja obróci się jej na dobro. Pokazała, jak jest cudowną kicią. Pokazała, że może być z dzieckiem, że jeśli dać jej czas, pięknie się przystosuje.
Było mi wczoraj bardzo przykro, ale dziś też jest dzień i na pewno przyniesie coś dobrego.
Mam prośbę o umiar i kulturę w komentarzach. Z góry dziękuję.

Zachowam wiec umiar, bo jestem niezwykle kurtularna z natury oraz mam wrodzone nienaganne maniery. Pod wpisem Gosi w ogole nie skomentowalam sprawy, wiedzac, ze mogloby mnie poniesc.
Przypomnialo mi sie tylko, jak to z Bulka bylo. Zakochalam sie zdalnie w tej paszczy, o malo nie zostalam mezobojczynia, tak bardzo musialam slubnego przekonywac do drugiego kota w domu. A kot co? Nie tylko nie zostal zaakceptowany przez rezydentke, to jeszcze odwdziecza mi sie szczaniem po calej chalupie, drapaniem mebli i innymi atrakcjami. Kiedy skarzylam sie na blogu, sama Gosia zaproponowala mi, ze przyjmie Bulke z powrotem, bo tylko z nia problemy i nerwowosc w domu. Zareagowalam swietym oburzeniem! Jak to? Przeciez ja ja adoptowalam, przejelam odpowiedzialnosc, zdazylam juz do siebie i rodziny przyzwyczaic, a co najwazniejsze - pokochac. I ja bym miala ja oddawac? Tylko dlatego, ze posikuje? Nie moglabym do konca zycia spojrzec na siebie w lustrze bez obrzydzenia. Nikt mi przeciez nie gwarantowal, ze male dziecko, ktoremu zaoferowalam swoj dom i serce, bedzie idealem, a dzieci bywaja przeciez rozne, niektore sa trudne w wychowaniu, inne sa chore. Adoptowalam zywa, czujaca istote z calym dobrodziejstwem inwentarza, czyli ewentualnymi trudnosciami czy kosztami, z ryzykiem dewastacji domowych ruchomosci. Gdyby bylo inaczej, kupilabym sobie pluszowa zabawke i postawila na regale, a potem mialabym swiety spokoj i niepodrapane, nieoszczane meble.
Moze moja chec dokocenia nie byla do konca przemyslana i przekalkulowana, ale uczucie, jakim do Bulki zapalalam, bylo silniejsze od rozsadku. Jednak skoro juz sie zdecydowalam, byla to decyzja na dobre i na zle oraz do konca zycia, mojego albo Bulki. Nie bylo innej opcji, bo szacunek, jakim darze kazda zyjaca istote i respekt dla jej uczuc, sa wazniejsze od mojej wlasnej wygody i calosci mebli. Bo meble to rzecz nabyta i drugorzedna, a kociej milosci nie da sie ani wycenic,  ani kupic za wszystkie skarby swiata.
Szczesciem w nieszczesciu Pandy bylo to, ze jeszcze nie zdazyla sie przyzwyczaic do nowych opiekunow, nie zdazyla ich pokochac miloscia bezgraniczna. I dobrze!

Najradosniejszy apdejt swiata: Panda zostala ponownie adoptowana, tym razem w dwupaku ze swoim braciszkiem Marlonem. Tym razem bajka byla wlasciwa.

Pozwolilam sobie jeszcze przekopiowac ze strony naszej Lusi, "Koty Abigail - DT", dekalog dla wszystkich, ktorzy chcieliby zaadoptowac kota (psa zreszta tez to dotyczy oraz wszystkiej zywiny, ktora chcielibysmy trzymac w domu):
Zanim zaadoptujesz kota:
1) dobrze przemyśl decyzję
2) skonsultuj ją z domownikami, czy i oni też pragną nowego członka rodziny?; zapytaj rodzinę / przyjaciół, czy będą mogli pomóc w przypadku Twojej nagłej nieobecności
3) pamiętaj, że zwierzę to nie rzecz:
a) musi jeść, a jedzenie kosztuje (zwłaszcza w żywienie małego kota warto zainwestować, nagrodą będzie jego długie życie i brak problemów zdrowotnych w przyszłości)
b) potrzebuje zabawy (a mały kot ma w sobie mnóstwo energii, która może obrócić się przeciw meblom, firankom, bibelotom)
c) potrzebuje obecności (jeśli nie ma Cię długimi godzinami w domu, przemyśl adopcję dwóch kotów jednocześnie)
d) czasem koty chorują, potrzebują leczenia (co nie tylko kosztuje, ale i wymaga czasu, poświęcenia, jeżdżenia do weterynarza itd.)
4) zastanów się jakie warunki możesz mu zapewnić:
a) jeśli masz dom wolnostojący i kot będzie mógł wychodzić, czy jest bezpiecznie: w sąsiedztwie nie ma groźnych psów, ruchliwych ulic, innych niebezpieczeństw?
b) jeśli masz mieszkanie, czy zapewnisz kotu bezpieczeństwo: zabezpieczysz okna, osiatkujesz balkon?
5) spróbuj sięgnąć do przodu o 5, 10, 15, a nawet 20 i więcej lat..., czy nadal widzisz miejsce kota w swoim życiu?

Przed adopcją jest wymagana wizyta przedadopcyjna, rozmowa i wreszcie podpisanie umowy adopcyjnej.
Po adopcji "wymagane" jest informowanie DT, o losach kota :), postępach w adaptacji, przesyłanie zdjęć :) (których nigdy nie publikuję bez zgody autora). Ze swojej strony obiecuję pomoc merytoryczną, a w przypadkach wyjątkowych także rzeczową.
Mysle, ze Abi nie bedzie miala mi tego za zle, ze wzielam sobie Jej tekst bez pytania, jak rowniez nie bedzie miala nic przeciwko temu, zeby go udostepniac, publikowac, rozpowszechniac i oglaszac wszem i wobec, zeby juz nigdy nie powtorzyla sie sytuacja, jaka Gosia opisala powyzej.






piątek, 22 września 2017

Zwierzeca codziennosc.

 Serduszko czeka na Wasz klik =>

Porobilam moim maupom troche zdjec przy codziennych czynnosciach, glownie przy czynnosci leniuchowania, w czym wszystkie trzy osiagnely level miszcz.

Moze znajdzie sie cos dobrego do przechrupania?

A mnie to nie wolno samej po kuchni buszowac...

Bos psotny malolat!

A tys zolza!

Ach, kiedy ja wreszcie bede dorosla?

Nigdy...

Daj se siana, mama, z tymi glupimi zdjeciami.

Bulka, a ty gdzie wlazlas?

Do miski ide, przez ciebie tak karkolomnie.

Ja tez musze, a stara juz jestem i mam lek wysokosci.

Taaa... kot i lek wysokosci.

Bo Miecka to wyrob wybrakowany.

Schowac sie, zakopac, zeby ich nie slyszec...

Jakbys sfrunela z drugiego pietra, tez bys miala traume.

Jak to z drugiego? I nie zabilas sie?

Wkladac maski gazowe, wlasnie skonczylam.

Musze obejrzec, czy ladna.

Mama, Tojka zemglala z tego smrodu!

Trzeba sie pogimnastykowac po przewietrzeniu mieszkania.

Chyba zartujesz! Ja sie nie gimnastykuje.

No dobra, rozprostuje troche lapki.

Bulkaaa...!!!

Czego?

Skorzystam z okazji i podsiade Miecce jej swiete miejsce na parapecie.

Czymejcie mnie, bo nie wyczymie!

Lepiej sie zwijac, bo niebezpiecznie.

Ide cos przekasic...

No to ja hyc! z powrotem na parapet!

Lez se, beszczelny kocie, a ja tymczasem pogrzeje mame.






czwartek, 21 września 2017

Maly pomocnik wyborcy.

 Tak tylko przypominam =>

Za trzy dni, jak wszyscy zaangazowani obywatele Republiki Federalnej Niemiec, idziemy do urn. Jest szansa cos zmienic, przeciwstawic sie dyktaturze Angeli i podobnym programom innych partii, cenzurze w mediach i dyskryminacji wlasnych obywateli. Juz teraz mowi sie, ze partia AfD (Alternatywa dla Niemiec) bedzie, po CDU i SPD, trzecia sila w parlamencie - to niezwykly wyczyn, wziawszy pod uwage, ze to mlode ugrupowanie. Ale tez jej wysoka pozycja swiadczy o tym, ze coraz wiecej ludzi ma dosc. Nie bede zaglebiala sie w szczegoly, bo ogolnie wszyscy wiedza, skad ta jej nagla popularnosc.
Znalazlam w internecie tabelkowe porownanie:

JA - wiadomo: TAK
Nein - NIE
JAIN - TAKNIE

Zabezpieczenie i kontrola granic

Likwidacja lub reforma oplaty RTV
Przyjmowanie azylantow bez ograniczen
Wliczanie do emerytury lat urlopow macierzynskich
Wzrost cen pradu ze zrodel odnawialnych
Splacanie dlugow innych krajow
Zwalczanie lewackiego ekstremizmu

"Islam nalezy do Niemiec"

Referenda na szczeblu federalnym
Reforma Unii lub jej opuszczenie


Wlasciwie nie wahalam sie, bylam zdecydowana juz wczesniej zaglosowac na AfD. Ta tabelka utwierdzila mnie tylko w mojej decyzji. To wszystko zaszlo juz za daleko, dosc poprawnosci politycznej, ja chce zyc po prostu bezpiecznie, nie drzec o wlasne corki i nie byc traktowana gorzej od naplywowych przestepcow tylko dlatego, ze oni sa bardziej opaleni.





środa, 20 września 2017

Jak zlapac latajacego kota?

Glosowanko =>

Odkad Toyka jest u nas, a wlasciwie odkad odkryla, ze kocie zarcie jej bardzo smakuje, a wskoczenie na blat kuchenny nie sprawia jej najmniejszej trudnosci, trzeba bylo cos wymyslic, bo koty stale chodzily glodne. Wystarczyla chwila nieuwagi, zapatrzenia sie w telewizor w salonie, a kocia miska byla pusta i wylizana do czysta. Tylko za czasow Fusla kocia miska mogla stac na podlodze, nigdy nic nie ruszyl. Kira juz chylkiem wyjadala, wiec postawilismy miske na blacie roboczym i to wystarczylo, nie siegnela, ale tez nie przyszlo jej do glowy wskakiwac na gore. Toyka przebila ich obydwoje, wiec kocie miski (obie jedza suche klocki, a Bulka dodatkowo je mokre) znalazly miejsce na kocim drapaku. Na razie Toya jeszcze nie rozkminila, jak sie tam wspinac, ale nie trace nadziei, wszystko przed nami.
Oba koty wskakuja na budke, z niej na szafke i bywa, ze wedruja sobie po polce nad telewizorem, a dopiero na koncu wchodza na platforemke, na ktorej lezy ich miska z suchym. Bulka schodzi stamtad normalnie, a Miecka wypracowala sobie schodzenie akrobatyczne. Mianowicie skacze z samej gory (kawal drogi) na kanape. Postanowilam wiec sfotografowac latajacego kota. Kiedy tylko idzie jesc, ja ustawiam sie z aparatem i czatuje, kiedy bedzie skakac. I tak kilka razy dziennie, bo jakos mi te zdjecia nie wychodza. Nastawilam bardzo krotki czas naswietlania, zeby uchwycic ja w powietrzu i zeby nie byla rozmazana, ale zdjecie wyszlo tak ciemne, ze malo co kota widac. Zaczelam eksperymentowac z ustawieniami i jak juz kot byl widoczny, to albo uchwycilam go jeszcze na drapaku, albo juz po wyladowaniu na kanapie. A za kazdym razem mam tylko jedna probe i potem znow musze czekac, kiedy wlezie na gore.
Oto moje dotychczasowe proby:

Robione wieczorem, wiec sztuczne swiatlo nie wystarczylo

Podczas dnia, ale tez za ciemne

Za pozno nacisnelam

A tu za wczesnie

No nie! Gdzie moj refleks?

Nooo... prawie, prawie!
Nie trace jednak nadziei, ze w koncu uda mi sie zrobic perfekcyjne zdjecie, a kiedy to nastapi, nie omieszkam sie Wam pochwalic.






wtorek, 19 września 2017

Wszyscy odchodza...

Kiedy wprowadzilismy sie do tego mieszkania w 2009 roku, na pierwszym pietrze mieszkali jeszcze bardzo sympatyczni panstwo, starsi od nas, rowniez z Polski, a konkretnie z Wroclawia, pani Wisia i pan Jurek. Mieli bialego kota, juz nawet nie pamietem, jak ta ich kotka miala na imie, bo moj slubny zawsze nazywal ja Potwor, zreszta adekwatnie do jej zachowania i stosunku do nas. Dla niej istnial tylko jej ukochany Jurus, byla jego oczkiem w glowie i calym swiatem, Wisie ledwie tolerowala w mieszkaniu. Jurek juz wtedy bardzo chorowal i jego zona sprawowala nad nim opieke. Ktoregos dnia upadla tak nieszczesliwie, ze bardzo skomplikowanie polamala sobie reke w barku, wiec nie tylko nie mogla pielegnowac Jurka, ale sama wymagala opieki i pomocy w najprostszych czynnosciach. Wtedy bardzo im pomagalismy, przychodzily tez opiekunki srodowiskowe. Pamietam, jak kiedys mylam u nich okna, a Potwor lezal rozwalony na parapecie i ani myslal zejsc, bronil dostepu, syczal na mnie i byl gotow do ataku. Musialam sie bronic i siknelam na nia plynem do szyb, chyba pobila rekord swiata w biegu na te kilkanascie metrow, jakie dzielily ja od szafy, gdzie znalazla azyl.
Wisia, po kilku operacjach, zostala w koncu poskladana na tyle, ze mogla jako tako funkcjonowac, natomiast Jurek z dnia na dzien coraz bardziej podupadal na zdrowiu i ktoregos ranka wpadla do nas zaplakana Wisia, ze wlasnie owdowiala. Zostal jej kot, bo jakos w tym samym czasie jeden z jej synow, ktory od lat mieszkal w Niemczech, zdecydowal sie wrocic z zona do Polski. Ich dzieci zostaly tutaj, ale porozjezdzaly sie na studia do innych miast. Wisia wyprowadzila sie z tego mieszkania, zamieniajac je na mniejsze, ale nadal mieszkala w poblizu i czesto korzystala z naszego auta z kierowca, kiedy trzeba bylo podwiezc Potwora na szczepienie albo przewiezc jej cos ciezszego. Miala tez zryw na powrot do Polski, gdzie zyli obaj jej synowie, ale po czterech miesiacach wrocila (przez ten czas na szczescie trzymala jeszcze mieszkanie) i orzekla, ze tam nie da sie zyc, ze ludzie tak sie pozmieniali, ze na wizyty lekarskie czeka sie za dlugo, ze nic zalatwic nie idzie i ze lepiej tutaj samej, a w okolicznosciach normalnych (to bylo jeszcze przed zalewem tych straumatyzowanych). Niedlugo potem zostal zamordowany jej "polski" syn, a z tym "niemieckim" nie miala specjalnie dobrych relacji, zwlaszcza z jego zona. Zyla wiec sobie spokojnie pod jednym dachem z Potworem, ktory ja w koncu jakos zaakceptowal i pokochal, a dla niej stal sie calym swiatem i najblizsza rodzina.
W ubieglym roku moj slubny byl juz umowiony na jazde na szczepienie, kiedy nagle musielismy sami jechac do Polski w zwiazku ze smiercia ojca, ale Wisia jakos zalatwila sobie, ze wet przyjechal do niej do domu i zaszczepil Potwora. W tym roku, gdzies miesiac temu znow zadzwonila, zeby umowic sie ze slubnym i dluzsza chwile rozmawialysmy. Skarzyla sie, ze Potwor, chyba juz pelnoletni, bardzo podupada na zdrowiu i co ona zrobi, jak przyjdzie co do czego. Pocieszalam jak moglam, ale wiadomo... Kotka zostala zaszczepiona, przy okazji zrobili jej porzadek w paszczy, stracila kolejne zabki, ale po powrocie do domu jadla z wielkim apetytem, bo juz ja w pyszczku nie bolalo i wydawalo sie, ze najgorsze zostalo zazegnane. Tymczasem kilka dni temu znow zadzwonila, bo stan kici mocno sie pogorszyl, krecila sie w kolko, obijala o meble, plakala chyba z bolu. Pojechali ze slubnym do weta, ktory dal jakis zastrzyk, kazal obserwowac, czy sie polepszy, ale przygotowal ja na najgorsze, bo podejrzewal nowotwor, ktory prawdopodobnie zaatakowal mozg. Nastepnego dnia nie pozostalo Wisi nic innego, jak pozwolic kotce godnie odejsc, stan jej byl beznadziejny. Zostala zupelnie sama...
Zadzwonilam do niej, oferujac wszelka pomoc i probujac podtrzymac na duchu, ale sama wiem, jak to jest, kiedy trzeba podjac te najciezsza w zyciu decyzje i pozniej, kiedy wszystko w domu przypomina o nieobecnosci zwierzaka, ktorego nie tylko bardzo sie kochalo, ale ktory byl jedynym towarzyszem, rodzina wlasciwie. Wisia poprosila nas jeszcze, zebysmy wzieli od niej zapas zwirku i kociego jedzenia, ktorego tyle zostalo i szkoda wyrzucac. Wzielismy...



... i polozylismy w pokoju goscinnym, dokad zaraz wtargnely ciekawskie koty i Toyka. O ile jednak Toyka i Bulka poprzestaly na obwachaniu i poszly sobie w swoja strone, tak Miecka zostala przy trofeach na dluzej. Wachala, ogladala i nagle jak nie zacznie prychac, syczec i warczec! Wyczula obcego. Zamknelam pokoj na glucho, bo co ma sie kot niepotrzebnie denerwowac. A zdobyczami podziele sie z corka, bo moje tego nie przejedza. Miecka w ogole nie jada mokrego, a to wszystko to mokra karma, wiec byloby tylko dla Bulki, a jest tam tego jedzenia chyba na dwa miesiace plus koci zwirek, co do ktorego nie jestem pewna, czy moje go zaakceptuja, zwlaszcza Bulka i czy nie zacznie na znak protestu sikac gdzie indziej.