środa, 7 grudnia 2016

Bialo-zamglone.

Niedziela powitala nas mgla i  siarczystym mrozem. Kiedy poszlam na pierwszego papieroska, zachwycil mnie wyglad kociej siatki, wiec pomyslalam sobie, ze gdzies dalej, w naturze swiat musi wygladac jeszcze piekniej. Nie bylo na co czekac, okutalam sie po uszy i poszlam lapac chwile.


Mroz szczypal na tyle upierdliwie, ze zmuszona bylam robic zdjecia w rekawiczkach, ale parlam do przodu jak buldozer. Chcialam nawet dojsc pieszo nad Kiessee, ale stwierdzilam, ze nie dam rady, bylo naprawde zimno. Skrecilam wiec w pole. Slonce usilowalo przebic sie przez mgle, ale niespecjalnie mu sie to udawalo, mozna bylo spokojnie na nie patrzec golym okiem.







Ruszylam na skroty przez pokryta szronem lake (uonke). I to byl moj blad, wiel-blad. Myslalam bowiem, ze szron bedzie sie mocniej trzymal zdzbel trawy, a on tymczasem zgrabnie lepil sie do moich spodni. W jednej chwili mialam mokre i sztywne od lodu nogawki spodni i od tej chwili az do powrotu do cieplego domostwa trzeslam sie z zimna jak galareta.





Kanaly odplywowe i zbiornik retencyjny pokryte byly warstewka lodu. Drzew na horyzoncie prawie nie bylo widac.







I ta dojmujaca cisza wokolo, przerywana z rzadka stukotaniem przejezdzajacego pociagu ICE, ktorego we mgle nie bylo widac.





W domu natychmiast zakopalam sie pod cieply koc, oblozylam jeszcze cieplejszymi kotami i probowalam odtajac. Powinnam od razu wskoczyc do wanny z goraca woda, ale nie chcialo mi sie rozbierac. Sporo mi zajelo, zanim poczulam, ze zastygla od mrozu krew od nowa plynie mi w zylach.






wtorek, 6 grudnia 2016

Noc byla mrozna...

... z +6° w dzien temperatura spadla wieczorem do -7°. Rano nie chcialo mi sie wyjsc z cieplego lozka, a potem przebrac z rownie cieplego szlafroka w cywilne ubranie. Ale slonce za oknem kusilo, oj kusilo, choc tak na dobra sprawe w ogole nie bylo go widac zza domow. Lazi toto po niebosklonie tuz nad horyzontem i udaje, ze jest na niebie. Autem to juz sie w ogole kijowo jezdzi, bo slonce, zamiast swiecic z gory, pusza swoje mordercze promienie poziomo i prosto w oczy. Nawet blenda niewiele pomaga, bo ono stoi jeszcze nizej niz ona siega. A przeciez musze choc troche widziec, co sie dzieje na drodze. A co widze? Do rymu.
Ale co ja marudze, pogoda jak marzenie, wiec zaczelo mnie palic pod stopami. Nanizalam na sie kalesony pod spodnie, poubieralam cieplo, otulilam szalami i hajda! A trzeba bylo zmobilizowac sie wczesniej, kiedy szron w calej swojej okazalosci zdobil swiat. Pozniej musialam juz szukac miejsc, ktorych nie zdazylo ogrzac marne grudniowe slonce, zeby moc zrobic kilka zblizen. Ale udalo sie.














Powloczylam sie tak ponad 7 kilometrow i zadowolona wrocilam do cieplego domu.

Dzisiaj Mikolaja!






poniedziałek, 5 grudnia 2016

Stefanu Bazantu...

... ale nie tylko.
No bo jesli ktos oglasza rozdanie, jakis apel, komunikat i prosi o zamieszczenie banerka na innych blogach, to po prostu nie wypada mowic, ze sie nie wie, JAK taki banerek zamiescic. No fstyt sie przyznawac, ze nie zna sie tak podstawowych narzedzi blogowych.
No to ja tak na wszelki wypadek, punkt po punkcie, jakby kto jeszcze potrzebowal:









I TADAM! Jest wklejony podlinkowany banerek. Mozna sobie wszystkie zdjecia powiekszyc, jakby kto mial problemy z przeczytaniem.
Dziekuje za uwage :)





sobota, 3 grudnia 2016

Na weekend.



Specjalnie dla Elaji. :)




























Wszystkim zycze pogodnego i zrelaksowanego weekendu. Nie dajcie sie poniesc przedswiatecznemu szalenstwu.