poniedziałek, 25 marca 2019

Nic nie jest tak, jakbym chciala.

W tym moim pokreconym zyciu nie moge niczego zaplanowac. Najwyzej z dnia na dzien, a i to nie na 100%, bo przy moim pechu zawsze moze spasc mi na glowe jakas ceglowka i nawet takie bliskosiezne plany wezma w leb.
Niedawno pisalam (KLIK) o tym i bylam pewna, ze kiedy w koncu bede miala wyniki rezonansu, operacja bedzie raz-raz. Tymczasem...
W dniu, kiedy mialam termin do ortopedy, zeby pokazac mu wyniki rezonansu, droga do niego, w normalnym przypadku dwuminutowa, zajela nam pol godziny, bo rozkopy i roboty drogowe, ktore wprawdzie ciagna sie od miesiecy, ale tego dnia postanowiono akurat w godzinie szczytu zamknac jeden kierunek, a na drugim wylaczyc kilka pasow ruchu. Juz mnie to tak wqrwilo, ze do gabinetu dotarlam roztrzesiona na maxa. Tam jeszcze czekalam ponad godzine w poczekalni.
Wreszcie  poproszono mnie, a lekarz, zamiast wyznaczac mi konkretny termin operacji, oznajmil, ze dramatu nie ma i mozna z ta operacja poczekac. Na tyle mnie zaskoczyl, ze zapomnialam jezyka w gebie, a przeciez normalnie jestem wyszczekana, przytaknelam wiec i poszlam sobie. Dopiero w domu dotarlo do mnie, ze przeciez ja funkcjonuje wylacznie dzieki tabletkom przeciwbolowym, ktore od kilku miesiecy regularnie rujnuja mi watrobe, wiec czekanie... na co? na cud?... zupelnie mija sie z celem. Wprawdzie lekarz dodal, ze jakby co, to zawsze moge wrocic i zrobic termin tej operacji, bo diagnoze juz mamy, wiec to czysta formalnosc. Tylko ze ze mna to tak nie idzie. Zebym ja w ogole wybrala sie do lekarza, musi uplynac
duzo czasu, a dolegliwosci musza stac sie nie do wytrzymania. Kiedy juz jestem u konowala, w tym momencie jestem zdecydowana na wszystko. Kiedy jednak odsyla sie mnie i kaze odczekac, to do mojej nastepnej wizyty musi uplynac sporo czasu, a ja musze dojrzec.
U niego bylam we wtorek, a juz w piatek dopadl mnie taki bol na spacerze z Toyka, ze rozuwazalam zadzwonienie po slubnego, zeby przyjechal po mnie autem, bo mialam watpliwosci, czy dojde do domu. Musialam wziac dodatkowo tabletke przeciwbolowa, zeby moc spac. Nie zrezygnuje jednak ze spacerow, chocbym miala na nie chodzic o kulach, bo dosc nasiedzialam sie w domu podczas paskudnej pogody.
Zebyscie nie pomysleli, ze robie z igly widly i wymyslam sobie problemy, to termin operacji paszczowej tez zostal skreslony. Pisalam gdzies wczesniej, ze musialam usunac trzy zeby, bo
wytworzylo sie pod nimi jakies gniazdo ropne, teraz czekam na zainstalowanie implantow, ale do tego kosc szczeki musi byc absolutnie wygojona i zregenerowana, a podczas ostatniej kontroli okazalo sie, ze nie jest. Znow wiec musze czekac i nie wiem, jak dlugo jeszcze. Niczego nie jestem w stanie zaplanowac, glownie zas mojego wyjazdu do mamy.
A mama jak to mama, niby nic, a gra na emocjach. Ona chyba juz sobie nawet z tego sprawy nie zdaje, jest przyzwyczajona, ze wszyscy wokolo niej skacza i ona jedna ma monopol na chorowanie. Nabawila sie bronchitis, jak w ubieglym roku, kiedy to lekarze przepisywali jej coraz silniejsze antybiotyki, jeden za drugim, a to byla reczej infekcja wirusowa. W
koncu ja postawilam mamie banki i po dwoch dniach byla zdrowa. Gadalam o tym kiedys z Boguska, ktora tez umie banki stawiac i zaproponowala, ze jakby cos, to by mojej mamie postawila. Pytam wiec, czy mam dzwonic do Boguski i prosic o te przysluge. Wiem z drugiej strony, ze ma do obslugi chorego i polamanego brata oraz mame, ale moze znalazlaby czas i dla mojej. Nie, mama nie chce zadnych baniek, ma przepisany antybiotyk, wiec bedzie brala. No rece opadaja!!! Oczywiscie gdybym miala mozliwosc przyjechac, poddalaby sie bankom z najwieksza przyjemnoscia, bo sama wie najlepiej, jak jej wtedy pomogly. Ale nie, woli grac ofiare wiedzac, ze ja nie moge teraz przyjechac. Choc oczywiscie wolalaby, zebym rzucila wszystko i pojechala ja pielegnowac. Juz nie mam na to wszystko sily! Jestem zawieszona gdzies pomiedzy niebem a ziemia, bez najmniejszej wiedzy, co dalej i kiedy, z bolacym kolanem i szczerbatym ryjem oraz kaprysna matka w tle.





sobota, 23 marca 2019

Mam nadzieje...

... ze jeszcze za mojego zycia doczekam, ze pomniki niejakiego Wojtyly podziela los pewnego pomnika w Gdansku. Od dluzszego czasu bylo wiadome, ze Wojtyla, bedac papiezem, nie tylko nie potepial koscielnej pedofilii, ale jej nie zapobiegal, majac wowczas praktycznie nieograniczona wladze. Skwapliwie tuszowal sex skandale w kosciele katolickim, stajac murem po stronie oprawcow, co uczynilo go wspolwinnym wszystkich tych zbrodni. Nie reagowal na nagminne wykorzystywanie seksualne zakonnic przez osoby duchowne, jego stosunek do kobiet byl typowy dla kleru katolickiego, lekcewazacy i ponizajacy. Obojetna mu byla krzywda wykorzystywanych seksualnie dzieci, jego priorytetem byla ochrona przed kara zwyrodnialcow w sutannach.


O ile w dniu rozpoczecia jego pontyfikatu poczulam przez chwile cos w rodzaju dumy narodowej, jakiejs wyjatkowosci wydarzenia, tak z biegiem czasu coraz mniej mi sie podobal, a juz zupelnie nie rozumialam tego kultu, ktorym niektorzy go darzyli. Owszem, znal jezyki i wydawalo sie, ze jest czlowiekiem swiatlym, ale mentalnie do konca pozostal plebanem. Jego prostackie zarty o lupiezu i kremowkach wywolywaly ekstaze wsrod tlumow nieswiadomych ogromu zbrodni, jakim byl winien i jakim nie zapobiegl, choc mogl.
I otoz znalazly sie odwazne kobiety, francuskie dzialaczki katolickie, zeby nie bylo, ktore oficjalnie zazadaly dekanonizacji Wojtyly. Calkiem slusznie zreszta, bo nawet te rzekome cuda, jakich mial byc autorem, nie pokryly hanby, jakiej sie dopuscil w stosunku do ofiar swoich kolesi w kieckach. Bylby to chyba precedens, bo nie slyszalam, by dotad pozbawiono kogokolwiek aureolki nad glowa.
Z niewiadomych dla mnie powodow bardzo sie spieszono z beatyfikacja i kanonizacja Wojtyly. Czyzby chciano swiat postawic przed faktem dokonanym, wiedzac ze delikwent ani troche na te honory nie zaslugiwal i w nadziei, ze procesu cofnac sie nie da?
Juz slysze ten biskupi jazgot o atakach na kosciol, zadanie (rzondanie) milosierdzia dla zbrodniarzy, umniejszanie krzywd ofiar kosciola, strach, ze trzeba bedzie placic odszkodowania. Nieustajaca buta i ponizajacy stosunek do reszty swiata. Ciekawi mnie bardzo, czy Franciszek, ktory jest taki wyrywny do przepraszania, ze nie waha sie calowac rak jednej z ofiar, zechce ustosunkowac sie do bezspornej winy swojego poprzednika. Gdyby zechcial byc do konca uczciwy, mogloby to doprowadzic do schizmy w kosciele katolickim i wypowiedzenia mu posluszenstwa przez polski kler. No juz zacieram lapki i nie moge sie doczekac ciagu dalszego. Jesli papiez nie zareaguje, bedzie to oznaczac, ze jego skrucha byla nieszczera i na pokaz. Jesli zareaguje...  ha! Bedzie sie dzialo.

I jeszcze troche wiosny na koniec.