wtorek, 9 lipca 2013

Nogi wrosly mi w zadek...

W niedziele postanowilismy zrobic Kiruni przyjemnosc mozliwoscia pobrzechtania sie w orzezwiajaco chlodnej wodzie, wiec pomaszerowalismy najpierw nad rzeke, a pozniej w gore jej biegu, nad jeziorko Kiessee. Psica czula, dokad idziemy, wciaz wybiegala daleko do przodu, wracala patrzac na nas z wyrzutem, dlaczego sie tak guzdrzemy. Kiedy wreszcie dotarlismy w poblize wody, wyrwala do przodu, nie ogladajac sie i pognala sie moczyc. Najpierw napila sie, prawie jak smok wawelski po spozyciu barana z siarka, pozniej szalala i skakala jak szczeniak, plywala z pradem i pod prad. Dawno nie widzialam jej tak szczesliwej.


Dalej szlismy wzdluz rzeki, zeby Kira mogla od czasu do czasu znow sie pomoczyc, z czego skrzetnie korzystala. Doczlapalismy w koncu nad Kiessee, gdzie roilo sie w wodzie od zamieszkujacego ja ptactwa, a obok majestatycznie przeplywaly wypozyczane lodzie.


Kaczki krzyzowki, perkozy, labedzie, gegawy, lyski - tyle zdolalam zauwazyc. Tym razem nie bylo czapli, za to na niebie polowala kania ruda, sfocilam ja nawet, ale wyszla zamazana. Piskleta sa juz mocno podrosniete, wielkoscia dorownuja prawie rodzicom, co wyraznie widac na lewym gornym zdjeciu.
Ruszylismy w strone tamy, a Kira co chwile wskakiwala do malenkiej Flüte, ktora pokazywalam przy okazji posta o wysokiej wodzie, a ktora teraz wrocila do swoich wlasciwych rozmiarow i znow ma wody po kostki (zdjecie ponizej w lewym dolnym rogu).


Dotarlismy do tamy, gdzie z racji wygodnego brzegu, znajduje sie punkt zborny dla psow pragnacych zazywac kapieli. Ach, kogoz tam nie bylo! Od malenkich jazgotliwych po dostojnie wielkie osobniki. Odbywalo sie rzucanie patykow i pilek, psiska aportowaly, wychodzily na brzeg i opryskiwaly nas od stop do glow fontannami wody. Spotkalismy dawno nie widziana sasiadke z poprzedniego mieszkania (to ta w czarnej bluzce) z corka, ktorej nie poznalam, bo ostatnio widzialam ja chyba w wieku przedszkolnym. Ten labrador to pies matki, a mloda ma dwa niewielkie kundelki, uratowane na Wegrzech z "celi smierci". Jednego, czarnego widac na gornym lewym zdjeciu. Kira nie chciala stamtad odejsc, nie tylko bowiem uwielbia wode, ale jest strasznie towarzyska i najchetniej zostalaby tam na zawsze. Nie dala sie dowolac, potem w koncu dogonila nas, wielce obrazona.
Wedrujac dalej, natknelismy sie na przecudnej urody lake, pelna rosnacych na niej malenkich sloneczek. Nie wiem, co to za kwiatki, ale robia niesamowite wrazenie.


Wrocilismy do jeziorka, a Kira wykorzystywala kazda nadarzajaca sie okazje, zeby zamoczyc kuperek i ugasic pragnienie. Bylo dosc upalnie, wiec i my wyposazeni bylismy w wode do picia.


Na brzegu rosly jakies takie kwiatki, pelne przeroznych bzykadelek, wiec i bzykadelko weszlo mi w obiektyw.


Mocno juz zmeczeni, powedrowalismy ta sama droga wzdluz Leine do domu, a Kira oczywiscie jeszcze wielokrotnie wlazila do wody, tego nigdy jej dosc.
Nie szlam sie opalac, wiec i nie nasmarowalam sie smarowidlem z filtrem, troche wiec mam zaczerwienione ramiona. Od tego kopytkowania przez blisko cztery godziny, nogi wrosly mi w zadek, ale warto bylo, zeby psa uczynic szczesliwym.

38 komentarzy:

  1. Kira miała chyba jeden z tych mega szczęśliwych psich dni :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy spojrzec na to rozesmiane pyszczysko. Dopiero w domu padla jak neptek.

      Usuń
  2. Ładna ta okolica u Ciebie :) W sam raz do spacerów i czynnego wypoczynku. I Kira moze się towarzysko poudzielać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Getynga to naprawde urocze miasto, bardzo zielone, a my w dodatku mieszkamy na jej "perypetiach", wiec terenow spacerowych mamy po kolnierzyk. Jest nawet rzeczka i jezioro, choc w rozmiarach niewielkich.

      Usuń
  3. Ten punkt zborny dla psików widać cieszy się wzięciem :)
    Twoją byłą sąsiadkę podziwiam , że uratowała psie życie w odległych Węgier.
    Zastanawia mnie ta cela śmierci ?
    Buziaki i uściski ślę .
    Ilonus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam zawsze pelno jest psow, a zwlaszcza kiedy jest tak goraco.
      Nie wiem, jak jest w Polsce, ale sa kraje, gdzie nadmiar psow, nie mieszczacy sie w schroniskach, jest po prostu usypiany. A dobrzy ludzie z zachodu staraja sie ratowac te skazane na smierc pieski.
      Buziaczki

      Usuń
  4. Wow, spacer na pewno był dla niej bardzo przyjemny,
    chociaż ja to chyba na piechotę bym nie dała rady za dużo :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, mnie tez dal ten spacer popalic, ale my czesto lazimy z Kira na takie dalekie dystanse. Jest gdzie, wiec sie nie oszczedzamy, a psica jest wniebowzieta.

      Usuń
  5. ...piękny spacer Pantero, sam bym sobie popływał w jeziorku ^^. Może i kopytka ci wrosły w siedzenie ale chyba warto było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto bylo chocby po to, zeby widziec rozesmiana paszcze Kiry. Niestety, jeziorko nie jest do kapania, mozna jedynie lodki wypozyczac. Woda jest nieco zas***a przez zyjacy tam drob. :)))

      Usuń
  6. Dla takiego spacerku warto się zmęczyć i trochę przyrumienić:) Ciekawa jestem, co to za kwiatki na łące; niestety, nie widać dobrze łodygi i liści, więc trudno mi cokolwiek na ich temat powiedzieć. A to nad strumykiem, z bzykadełkiem, wygląda mi na jakiś gatunek jeżyny. Muszę poszukać, bo ciekawość mnie dręczy:)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie mam pojecia o tych kwiatuszkach, jedno jest pewne, wygladaja jak male sloneczka. Z ta jezyna chyba masz racje, bo sie ubrania czepialo.

      Usuń
  7. Piękny spacer :)....
    U mnie komary, meszki i różne takie badziewia.... atakują tak zaciekle, że spacer w pola, to niebywała odwaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj maz jest troche pokasany przez komary, mnie sie w tym roku nie imaja, pewnie w zylach mam ocet zamiast krwi :)))

      Usuń
  8. wow jak tam czysto... spacerki to jest to co pieski lubią najbardziej:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dbaja o miasto. Tam, gdzie spacerowalismy to teren wypoczynkowy, wiec tez zadbany i regularnie sprzatany. Dla Kiruni to najprawdziwsza radocha.

      Usuń
    2. :) jasne brak ruchy to dla niej męka, a jak szaleje to est w swoim żywiole:D

      Usuń
  9. Piękna psica i jaka szczęśliwa. Okolica bardzo atrakcyjna.
    Pozdrawiam
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anko-Rucianko, imienniczko moja o najpiekniejszym imieniu na swiecie!
      Tez sciskam!

      Usuń
    2. Ja też bardzo lubię nasze imię :)
      Wszystkie Anki to fajne chłopaki ;)

      Usuń
    3. No jak nie, jak tak!

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. W rzeczy samej! Wystarczy spojrzec na radosnie rozesmiane pyszczysko.

      Usuń
  11. Masz kondycje Pantero! Cztery godziny, jestem pelna podziwu ale czego sie nie robi dla ukochanego psiaka o tak ladnym imieniu. Pieknie w Twoich okolicach, gdybym nie wiedziala gdzie mieszlasz, to pomyslalabym, ze to najprawdziwsza wies.

    Usciski:)

    P.S. Acha, a te kwiatki na lace to chyba stokrotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam prawie na wsi, bo to sa obrzeza miasta, wiec do natury mam kilka krokow.
      Nie, stokrotki to nie sa, za wysokie (40-50cm).
      Buziaczki

      Usuń
  12. Mnie bardzo brakuje takiego szwendactwa.
    Garip nie zasmakował, ale Ruda tak i obydwie chyba o tym codziennie marzymy...

    Czekam tylko niech mi Absorbery podrosną trochę.
    No chyba, ze po tatusiu nie będą tego lubiły to...się chyba z tej rodzinki wypiszę...Wrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to nie! Zostawisz ich trojke z Garipem, a szwendac sie bedziesz z Ruda. Na podryw se we dwie bedziecie chodzic.

      Usuń
  13. Piękna wycieczka i piesa zadowolona :)!... Widać to jej szczęście na pyszczku :D... Ja bym tak mogła chodzić i chodzić... Szkoda tylko, że mojej Szimi już nie ma... :(... ona też uwielbiała wodę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies jeszcze bardziej motywuje do wychodzenia z domu. KIRZE nie da sie wytlumaczyc, ze sie nie chce. Pies to samo zdrowie.

      Usuń
  14. No to sprawiłaś psiakowi uciechę:) I zdjęcia pięknie wyszły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas byla to tez prawdziwa radosc, choc nogi bolaly.

      Usuń
  15. A pańcia kuperka nie zmoczyła? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te nasze wody nie sa raczej do kapieli. Jeziorko troche przez drob zanieczyszczone, a rzeczka ma tylko jedno miejsce, gdzie daloby sie do niej wejsc, reszta brzegu jest uregulowana i za wysoka. Kira jednak daje rade.

      Usuń
  16. kiedyś i ja lubiłam długie spacery i z psiakiem i bez. kiedyś, bo teraz to niestety.
    ale grunt, że sunia szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodze, bo bardzo lubie i poki jeszcze moge, korzystam z okazji, bo kto wie, jak dlugo jeszcze...

      Usuń
  17. Prawdziwe psie kąpielisko;) Przydał by się jeszcze psi ratownik i budka z psimi ciasteczkami i miski z palemką:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ratownik dla panci? Bo przeciez psiury to swietne plywaki!

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.