niedziela, 5 listopada 2017

Pozegnanie z zurawiami.

Poniedzialek byl dniem szalonym, co najmniej jesli chodzi o pogode. Huragan od nas oddalil sie w Waszym kierunku i, jak czytalam na fejsie, mieliscie w takcie kwadransowym slonce/biale chmury/czarne chmury/deszcz/snieg/grad/wichure. Tu bylo podobnie, ale na szczescie bez sniegu, a wiatr nieco sie uspokoil. No i takt wydluzyl do godziny, bo wiatr juz tak szybko nie przeganial chmur, jak u Was. Glownie jednak bylo slonecznie, az do tego momentu:


Tu z jednej strony slonce, z drugiej szykowalo sie na zdrowa burze, ale jakos przeszlo bokiem, wiec wzielam Buraczka na spacer. Nie szlysmy jednak bardzo daleko, bo nie chcialam doznac takiego losu jak moj slubny dzien wczesniej podczas orkanu. Wychodzil z Toya z domu podczas slonecznej pogody i czystego od chmur nieba, a wracal ociekajacy woda, bo ich po drodze dopadla nagla ulewa. I tak dwa razy, ledwie zdazyl sie po pierwszym razie dosuszyc.
Slonko nawet lekko przygrzewalo, okolicznosci przyrody wyrywaly mi z piersi bujnej co raz to westchnienie zachwytu, Buras latal jak nawiedzony i bylo fajnie.












Ale, tradycyjnie juz, za dlugo fajnie byc nie moglo, bo kolejne chmursko zasadzalo sie nas nas, biedne dwie pszczolki.


Jeszcze w ostatnich promieniach usilowalam sfocic Toyke przy zbiorniku retencyjnym, ale mi w ulamku sekundy opuscila glowe i zdjecie wyszlo uciete. A potem bylo juz tylko coraz ciemniej.




Toyi to zupelnie nie przeszkadzalo i na pobliskiej jesiennej lace (uonce) polowala na myszy.



Nagle dobiegl mnie dzwiek, tak charakterystyczny, ze powinnam go rozpoznac natychmiast. Ale byl stlumiony odlegloscia, wiec zrazu rozgladalam sie wokolo, probujac znalezc jego zrodlo i dopiero pozniej zajarzylam, ze to zurawi klangor. Zadarlam wiec glowe  i od razu znalazlam klucz na niebie.



Pomachalam im, zyczac dobrej podrozy i szczesliwego powrotu do nas na wiosne. Przedostatni dzien pazdziernika... Niedlugo nastapi gwaltowny koniec barw, wszystko zszarzeje, zbrunatnieje i w koncu okryje sie biela. Niby w kalendarzu jeszcze jesien, ale co to za jesien? Mala pustulka jeszcze poluje na myszy, ale i one niedlugo znikna z pol, szukajac dogodniejszego miejsca do przezimowania.


A potem zaczelo kropic, wiec pospieszylysmy do domu.








18 komentarzy:

  1. Tak bym chciała zobaczyć w naturze klucz żurawi..
    Ładne zdjęcia chmur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ze mnie udalo sie to dopiero w Niemczech? Wszystko chaba polega na tym, gdzie sie mieszka, a Getynga lezy na trasie ich przelotow. Duzo czesciej je slysze niz widze, bo przelatuja rowniez po zapadnieciu ciemnosci, ale czasem uda sie tez w dzien.

      Usuń
  2. Pozwolę sobie nie ma temat
    Znowu

    Lepiej z panterą świętować urodziny
    Niż pisać wiersze wypociny

    Jeszcze raz Aniu sto lat; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle w zdrowiu, Rybenka! Dziekuje slicznie :**

      Usuń
    2. Dla jasności- o swoich wypocinach myślałam: )

      Dużo zdrowia!!

      Usuń
    3. Dla jasnosci - zrozumialam! :)))

      Usuń
  3. ale piękne zdjęcia! światło było fajne, różnorodne to i efekt rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, swiatlo bardzo mi sprzyjalo tego dnia. :)

      Usuń
  4. ech zszarzeje i zbrunatnieje i spicznieje ... taka kolej rzeczy fatalna ale póki co słonce świeci i jest moc, a zdjęcia świetne )) teraz nie słyszę ich tak często ale jakieś trzy tygodnie temu... dwa cięgiem się darły z nieba chyba na zmianę z gęsiami albo głównie gęsi ale raz widziałam dwa żurawli z gęsiami na doczepkę , nasz zurawli już dawno odleciały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swiecilo wczoraj, jakby specjalnie na moje urodziny, a dzisiaj od rana leje.
      Czytalam na roznych blogach, ze zurawie z Polski odlecialy predzej niz od nas, a bociany to juz w ogole dawno temu.

      Usuń
  5. Ostatnie podrygi... , ale pieknie swiatlo mialas :)
    U Was leje, a u nas dramatu cd. :(. Pól dnia slabego deszczu, jeden zachmurzony, a dzisiaj slonce znowu wali po oczach, choc juz nieco chlodniej, bo jakies 19º. Grrrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrrr... Dlaczego gdzie indziej moze byc ladnie i nawet w zimie sniegu nie uswiadczysz, a u nas typowy listopad. Buuu...

      Usuń
    2. Chetnie sie wymienie bo juz mam dosyc suszy :(. Oliwki na drzewach wygladaja jak rodzynki, czesc drzew juz uschla, a o korkunawet nie ma co marzyc. Juz w zeszlym roku nie odchodzil, a wtym praktycznie nie bylo przyrostów, wiec forsa poszla sie bujac :(((.

      Usuń
    3. No nie gadaj, ze tesknisz za sniegiem?

      Usuń
  6. Żurawie w locie są głośne. Zdjęcia ciemnych chmur i żółtej łąki bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa glosne, ale kiedy leca bardzo wysoko, to ten dzwiek jest przytlumiony, dlatego wlasnie w pierwszej chwili nie bardzo moglam sie zorientowac, co sie dzieje.

      Usuń
  7. No i nie wiem co napisac... bo jak znow napisze (zgodnie z prawda zreszta) ze u mnie ciagle ladnie i nareszcie kolorowo to boje sie, ze mnie wykopiesz, przepedzisz, na pal nabijesz, albo czosnkiem egzorcyzmy odprawisz:)))
    Chociaz tego czosnku boje sie najmniej, bo wiem, ze nie tykasz :P :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cfaniara! Wie, ze czosnku nie tykam, ale tkne kolek osinowy i z tego glebokiego focha moge inna krzywde uczynic. Gdzie tu sprawiedliwosc?
      Mloda wrocila dzisiaj rano, po poludniu byla u mnie na zaleglych urodzinach i ma takiego jet leta, ze spi na stojaco. :)

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.