poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wysoka woda.

Wybralysmy sie wczoraj z Kirunia nad Kiessee poogladac wysoka wode i zorientowac sie w sytuacji, jesli chodzi o zablokowana ulice, ktora to blokada znacznie utrudnia mi dojazdy do pracy. Trzeba jednak przyznac, ze organizacja ruchu w przypadku zamkniecia Sandweg, jest perfekcyjna. Szyldy informujace o utrudnieniach sa zamocowane na stale i na codzien "zamkniete". Z chwila zablokowania ulicy, szyldy sie "otwiera", a porozstawiane sa one w tylu miejscach i na tyle daleko, ze w pore mozna skierowac sie na objazd, a nie zawracac kiedy zbladzi sie w okolice Kiessee.
Dla lepszej orientacji zamieszczam mapke okolicy:


Tak wygladal mostek na Sandweg jeszcze kilka dni temu. Zrodlo: Die Welt.


Otoz ten mikrokanalik o wdziecznej nazwie Flüte, oznaczony na mapce czerwona dwojka, przelewa sie przez Sandweg w miejscu oznaczonym jedynka, kiedy tylko napada troche wiecej deszczu. Przez to ulica od razu jest zamknieta dla ruchu kolowego. Normalnie kanalik ma wody po kostki i szerokosci  moze pol metra. Wczoraj wygladal tak:


Spieniona i spietrzona woda juz tylko rozpryskiwala sie na niewielka czesc pasa dla pieszych, ktory wraz z cala jezdnia, jeszcze kilka dni temu byl calkowicie zalany woda, uniemozliwiajac samochodom przejazd. Teraz i tak rzadziej zdarza sie, ze podczas wysokiego stanu woda przelewa sie ona gora, bo koryto Flüte zostalo poglebione, a jezdnia lekko podniesiona. Wczesniej zamkniecia ulicy zdarzaly sie bardzo czesto. Szlabany sa wbudowane w ziemie na stale i w razie potrzeby spuszczane. Na duzym zdjeciu widac w oddali pomaranczowy samochod sluzb miejskich, obserwujacych sytuacje. Kiedy zaczynalysmy spacer, ulica byla jeszcze zamknieta, a po godzinie, kiedy wracalysmy, byla przejezdna, a samochod zniknal. Na mapce to miejsce oznaczone jest nr 1.
Poszlysmy wzdluz tej malenkiej Flüte, ktora tego dnia wcale taka malenka nie byla.


Nadbrzezne laki tworzyly bagnisko, pewnie kilka dni temu znajdowaly sie calkowicie pod woda. Mostek dla pieszych, widoczny na duzym zdjeciu, byl zalany i nie do przejscia, stanowil tez zapore dla niesionych przez wode galezi.


Doszlysmy do malej tamy (na mapce nr 3), w ktorej otwarto jedna z dwoch sluz. I tutaj pelno bylo naniesionych przez wartka wode galezi.
Z mostu nad zapora  roztaczal sie piekny widok na Rosdorf z jednej strony i polozone na wzgorzu wschodnie dzielnice Getyngi, z drugiej.


Moja slicznota az sie trzesla, zeby wejsc do wody i jak zwykle pieknie pozowala do zdjec.


Od tamy poszlysmy z powrotem prawa strona nad brzegiem Leine, gdzie spotkalysmy kolejny niewielki jaz.


Poziom Leine tez znacznie przekraczal jej normalny stan i choc woda byla, jak zwykle w takich wypadkach, szlamowata i brudna, Kira wykorzystywala kazda najmniejsza luke w zaroslach, zeby chociaz zamoczyc lapki w wodzie. Na kapiel bylo troche za zimno, marne 13° i bardzo silny wiatr.


Wreszcie doszlysmy z powrotem do Sandweg i wtedy zauwazylam, ze ulica jest znow przejezdna. Wzdluz brzegu jeziorka poszlysmy na parking, a po drodze jeszcze spotkalysmy strrrasznie duzo roznych psich kumpli, a na wodzie dwa kaczorki, kaczuszke z mlodymi i odpoczywajaca pod dachem z lisci czaple siwa.


Mam nadzieje (czy nie jest ona czasem matka goopich?), ze nie bedzie juz padac, a ja bede mogla bez przeszkod przejezdzac Sandweg, zamiast obierac dalekie objazdy. Benzyna taka droga!

32 komentarze:

  1. Jak dobrze, że domów Wam nie zalalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tragicznie jest tylko w Turyngii i Saksonii, tam sie juz szykuja do ewakuacji. Leine jest uregulowana, ostatnie zalanie miasta mialo miejsce w latach 60-tych. Nic nam nie zagraza na szczescie.

      Usuń
    2. Zawsze bardzo bałam się powodzi, mam nadzieję, że mnie to ominie przez całe życie. Dom mam w suchej okolicy, jeszcze nigdy nie było zagrożenia powodziowego, dlatego takie obrazki oglądam z tym większą grozą.

      Usuń
    3. Woda potrafi byc straszna, to czesto niedoceniany zywiol.

      Usuń
  2. Dzień dobry Panterko! Jak widać sławetne, niemieckie zamiłowanie do porzadku przynosi bardzo dobre rezultaty. Nie ma zamieszania, korków i bałaganu, które na pewno pojawiłyby sie w takich okolicznosciach w Polsce.A Ty - jako szalejący reporter - na bieżąco i bezstresowo możesz relacjonować nam stany podtopień w Getyndze.Dobrze, ze uregulowano rzeczkę w Twoim mieście i nie grozi to ogólnomiejską powodzią!Niestety, w wielu miejscach jest niewesoło. O ile ten deszcz szybko sie nie uspokoi, to Niemcy, Czechy a za chwilę Polska znowu będą sie zmagać z walką z żywiołem.Że też nie da sie tego nadmiaru wody gdzies na dobre skumulować i wykorzystywać potem pozytecznie w czasie suszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woda to straszny zywiol, zmienia w minute waskie i spokojne kanaliki w rwace rzeki i zabiera ze soba wszystko. Nad woda mieszkac, to atrakcja, ale tez ogromne ryzyko.
      Roznica polega na tym, ze Niemcy ucza sie na swoich bledach i inwestuja szalone pieniadze w ich naprawe, a Polacy modla sie, zeby zywiol sie nie powtorzyl. Po ogromnej powodzi w 1997 roku, zrobiono tak niewiele, zalewane sa stale te same miejsca, ci sami ludzie cierpia. A panstwo robi niewiele w nadziei, ze sie nie powtorzy.

      Usuń
  3. Ja też mam nadzieję, że trochę poświeci nam słońce, szczególnie, że za tydzień już śmigam na urlop.
    Kira wygląda czadowo w zielonych gęstych chaszczach :)
    Fajna relacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby synoptycy zapowiadaja ocieplenie i slonce, ale bo to wiadomo...

      Usuń
  4. ...świetny pomysł z tą mapą, też kiedyś myślałem żeby tak zrobić ale jakoś to przeminęło. Szczęściara, czaple normalnie wchodzą ci w obiektyw, a przede mną uciekają, he he he. Kaczuszki krzyżówki piękne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miescie mamy sporo czapli, zyja sobie nad Leine i Kiessee, a gniazduja w lasku niedaleko mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Pewnie przyzwyczaily sie do obecnosci ludzi, wiec az tak plochliwe nie sa.

      Usuń
  5. Moje miasto jest tak położone, że prawdopodobieństwo jakiejkolwiek powodzi jest znikome, zresztą opady są tu raczej niezbyt wielkie, a i burze - ze względu na rozmieszczenie jezior - tworzą się rzadko, raczej przychodzą z frontami atmosferycznymi. Kiedy więc dowiaduję się o tych wszystkich klęskach żywiołowych, czuję ulgę, bo wiem, jak mała jest możliwość, że tutaj dotrą. Martwię się tylko o ludzi, którzy zostali nimi dotknięci.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam powodz raczej nie grozi, ale znow zapowiada sie kataklizm w innych landach, w Czechach i w Polsce. Cos strasznego! A najgorsze, ze zdarza sie wciaz i od nowa.

      Usuń
  6. Woda jest przerażająca. Raz tylko widziałam podtopienia w Kłodzku i okolicy i wystarczy.
    Moje miasto też jest tak szczęśliwie i dziwnie położone, że wielkie żywioły je omijają. I niech tak zostanie.
    Może kiedyś się doczekamy w Polsce, że ludzie się ockną i zaczną w tym kierunku więcej działać. W moim rejonie "rolniki" się zbudziły po zeszłej zimie i krzyk podnieśli, że trzeba rowy melioracyjne wyczyścić i pogłębić, bo ich zalewa. Dobre i to.

    Słonecznego dnia Tobie Panterko i reszcie czytających :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraz sobie, Lidus, ze Twoje zyczenia sie spelnily. Po porannym zachmurzeniu, wyszlo piekne slonce i nawet grzeje, ale i tak jeszcze jest chlodno i wieje.

      Usuń
    2. To fajnie, że pogoda się u Ciebie poprawiła :) Jest nadzieja, że te wszystkie wezbrane strumyki opadną i przestaną zagrażać.
      U mnie też dzisiaj nie było najgorzej, trochę słońca, wiatru - taki mix ;) oprócz deszczu i burzy.

      Usuń
    3. Chyba wszystkie burze kreca sie nad POlska, my w tym roku mielismy jedna.

      Usuń
  7. Panicznie boję się wody takiej niespodziewanej.Przez tyle lat u mnie czasami tylko ogródek stał w wodzie a w tym roku strasznie , woda w piwnicy i budynku gospodarczym.Biedne moje małe kurczaki pływać nie potrafią .Najbardziej zadowolone są kaczki i gęsi dla nich to prawdziwy raj i wszędzie się taplają.Najgorsze jest to że ciągle pada i nie widać poprawy pogody.Polacy mają to do siebie że dużo mowią i obiecują w stanach zagrożenia a po wszystkim z problem zostają poszkodowani.Zawsze liczą na cud który nie spełnia się na zawołanie.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To typowe, ze liczy sie na cud. Malo kto sie ubezpiecza, panstwo nie bardzo bierze sie do zabezpieczania i nie wiem, czy bardziej im sie oplaca ratowac finansowo powodzian, zamiast zapobiegac powodziom.
      Nie masz wyjscia, jak ewakuowac kurczaczki do domu ;)
      Sciskam

      Usuń
  8. W Polsce leje, u Was leje a u nas wody za mało ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj u nas na szczescie przestalo i mamy sloneczny dzien, ale w innych landach tragedia.

      Usuń
  9. Właśnie, po obejrzeniu wczoraj kolejnych doniesień o podtopieniach, zagrożeniach powodzią w Niemczech, miałem zamiar się spytać czy przypadkiem nie grozi to również Tobie. Ale uprzedziłaś tym fotoreportażem. Dziękuję za informację tym bardziej, że jak z niej wynika nie ma bezpośredniego zagrożenia dla Ciebie. Uff!
    A fotki, pomimo grozy sytuacji, a może właśnie dlatego, wyszły bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te z dni powodziowych sa nie moje, podalam zrodlo, ale chcialam, zebyscie na wlasne oczy zobaczyli, dlaczego mi te ulice zamykaja.
      Nasza Leine tak wyglada:
      http://www.goest.de/bilder05/leine11.jpg
      https://www.abiweb.de/assets/courses/img/hessen-bio-q2/Leine_Flubett_alt.png
      Wlasciwe koryto jest poglebione, na brzegach sa laki, ktore w razie wylewu przyjma wode. Same laki leza jakby w kolejnym korycie, wiec szansa, ze woda sie przeleje jest nikla.
      Tu dobrze widac wylew z glownego koryta, to bylo w 2002 roku. Woda ma jeszcze kawal drogi do zabudowan:
      http://www.goest.de/bilder02/leine_feb02_3.JPG

      Usuń
  10. Natura jest czasami bezlitosna.
    Ciarki przechodzą jak widzę ogrom zniszczenia przez żywioły.
    Dobrze że jesteś bezpieczna Pantero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, ale wylacznie dzieki tytanicznej pracy i wielkim nakladom finansowym ludzi za moje bezpieczenstwo odpowiedzialnych.

      Usuń
  11. I do nas przygnało deszcze z zachodu. Za to w wielu miejscach jest o wiele mniej bezpiecznie, niestety. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, ze ta fala kulminacyjna jeszcze nie przeszla, najgorsze dopiero nadejdzie.

      Usuń
  12. Mam to małe szczęście, że nie mieszka wo góle n terenie zalewowym...chociaż...Warta i tak bardzo wysoko...3 maj się:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam sie, Gosiu, bo czy mam inne wyjscie? :)))

      Usuń
  13. żywioł jest straszny. i woda i ogień. nigdy nie mieszkałam blisko rzeki ale zalana warszawę pamiętam.
    trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewcia, mnie tam nic nie zagraza, sasiednie landy maja prawdziwy kataklizm.

      Usuń
  14. No u nas jeszcze w moim rejonie na szczęście nie było takiego "kataklizmu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa rejony, zarowno w Polsce, w Czechach, jak i w Niemczech, gdzie podobne dopusty zdarzaja sie czesto. Jednak to, co dotknelo tych ludzi w tym roku, nie bylo notowane od sredniowiecza. Powodzie z roku 1997 i 2002 to male pikusie w porownaniu z tegoroczna.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.