sobota, 27 stycznia 2018

Gosia z Jelcza goscinnie.

Ciesze sie, ze Gosia przyjela moje zaproszenie do umieszczenia na tym blogu wlasnego wpisu. Nie wszyscy maja zaciecie do prowadzenia bloga, ale czasem chca sie podzielic z innymi czastka swojego zycia, radosciami i dramatami. Oddaje glos Gosi:

Dzień dobry Aniu Pantero!                                                                                                                                             Dziękuje Tobie, że mogę u Ciebie grzecznościowo podzielić się swoim bólem po utracie Luny[husky] i radością bo mam Lunę w innym futerku. Luna odeszła od nas 22 listopada 2017 roku.W ciągu niecałych dwóch dni zabrało mi psa.Wydawało się, że zdrowego. Chorowała na padaczkę. Brała leki. Dwa miesiące przed śmiercią miała robione wszystkie wyniki. U neurologa była przebadana od czubka nosa do ogona. Wyniki miała jak dwuletni pies. A kiedy zmarła miała siedem lat. W poniedziałek zaczęła zwracać. Poszliśmy do weta. Dostała antybiotyk i leki przeciwwymiotne. W nocy dalej zwracała, więc pojechaliśmy do innego weterynarza. Zrobili jej wyniki i prześwietlenie, które niczego nie wykazało. Dostała znów leki i kroplówkę. Do domu dostałam dwie strzykawki kontrastu. Ucieszyłam się, ze nie zwróciła. Rano miała dostać kroplówkę. O 14 miały być wyniki i mieliśmy jechać z tym podanym kontrastem na prześwietlenie. Luna nie dożyła. Rano odeszła przy mnie. Serce mi pękło. Zrobiliśmy sekcję. Musieliśmy wiedzieć, co w niecałe dwa dni zabrało nam Lunę. Wyniki mnie zszokowały. Ostre zapalenie trzustki na skutek pękniętej przepony w dwóch miejscach. Zebraliśmy się w domu. Kiedy to się mogło stać. Dwa miesiące przed śmiercią Luna zapolowała lub goniła naszą kotkę Pusie, z którą żyła prawie siedem lat. Wskoczyła na blat kuchenny, który pękł. Nie od kotki,  która waży trzy kilo. Poślizgnęła się o kuchenkę [była na niej sierść Luny], zwaliła szklanki, talerze i czajnik. I na niego musiała spaść. Ważyła prawie trzydzieści kilogramów. I wtedy musiała jej ta przepona pęknąć. Luna nie pokazała nic, że jej coś jest. Jadła, piła, biegała, bawiła się z ulubionym psem. Kupy miała normalne [zbieram]. Patolog potwierdził, że tak było. Na pocieszenie powiedział mi, że była szczęśliwym pieskiem. Nawet moja weterynarz płakała. Luna była ze schroniska. Biegała, zanim się przeprowadziliśmy, w zaprzęgach. Syn stwierdził, mamo musisz mieć psa, bo ból ciebie wykończy. Wiedział, co mówi. Bo przed Luną miałam dalmatyńczyka. Odszedł w wieku dwunastu lat na niewydolność nerek. A teraz mamy Lunę. Ma dziś osiem tygodni. Urodziła się parę dni po śmierci Luny. Mama husky, tatuś nieznany.                                                                    
Dziękuję za wysłuchanie.              Gosia                                                                                                                                               
To ja Ci dziekuje, ze zechcialas sie z nami podzielic swoim dramatem. Trudno uwierzyc w tak tragiczny zbieg okolicznosci. Niech to bedzie ostrzezeniem dla nas wszystkich, ktorzy mamy w rodzinie pieski, ze zwierzak moze sie zabic przy zwyklej zabawie. To straszne!
Gosia przyslala nam zdjecia Luny Pierwszej...
 


 
 ... i Luny Obecnej




Mala Lunka musi byc podobna do taty, oczka ma ciemne, nie huskowe. Slodki z niej bobas i ma bardzo oryginalne umaszczenie. Moze dzieki jej obecnosci choc troche mniej bedzie bolala strata Duzej Luny. Sciskam, Gosiu, i dziekuje za Twoj wpis. Mam nadzieje, ze podzielisz sie jeszcze kiedys z nami postepami swojej malej czworonoznej coreczki.






96 komentarzy:

  1. Husky mają piękne oczy i uśmiech. Współczuję Gosi, to była bolesna strata. Następczyni ślicznym szczsniaczkiem jest, na piękną pannę wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, husky to psy o ludzkich oczach, sa niesamowite.

      Usuń
    2. Ewa2 tak husky mają śliczne oczy.Nowa Luna ma po tatusiu.A nasz dalmatyńczyk miał jedno niebieski a drugie brązowe.

      Usuń
  2. Co za smutna historia, bardzo, bardzo zal Luny, nie mozna wszystkiego przewidziec, zapobiec, jak tragiczny wypadek, wyobrazam sobie Twoje cierpienie Gosiu, a malenka Luna jest urocza i szczesliwa z Toba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy bym nie pomyslala, ze podczas normalnej zabawy pies moze sobie zrobic taka krzywde.

      Usuń
    2. Marigold,tak masz rację nie przewidzi się wszystkiego.Gdybym przewidziała to bym postawiła krzesło inaczej a tak wskoczyła po krześle bo z podłogi nie mogła.Lunka zawsze będzie w moim sercu.

      Usuń
  3. Husky to przepiekne psy, takie dostojne, no i te oczy!!!
    Bardzo mi przykro Gosiu:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pies choruje, mozna sie jakos na jego odejscie przygotowac, a tu....

      Usuń
    2. Stardust piękne oczy miała Lunka.Zawsze się patrzę na psie oczy.Pracuję w sklepie zoologocznym.

      Usuń
  4. Pożegnania zawsze bolą. Luna miała szczęśliwe życie.
    Maleńka Lunka też takie będzie miała.
    Na zdjęciach widać, że jest szczęśliwa.
    Wiem, to banały. Ale tak mnie zasmuciła historia Luny, że nie wiem, co napisać.
    Dużo zdrówka dla malutkiej i uściski dla Gosi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to byl tez nie lada szok.

      Usuń
    2. Kalipso,Tak pożegnania są ciężkie i zostawiają dziurę w sercu.Luna miała szczęśliwe życie a mała Lunka też będzie miała.Dziękuję za uściski.

      Usuń
  5. Niestety... Moi rodzice wylądowali tydzień temu ze swoim kotem na pogotowiu, bo się bawił i w ramach zabawy byłby stracił życie. Miał mnóstwo szczęścia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hasał jak dziki po całym pokoju, skakał po meblach, huśtał się na żyrandolach, latał pod sufitem i po ścianach (to jest krzyżówka szatana z nietoperzem), a potem skoczył prosto do wersalki w momencie jej składania i został przytrzaśnięty w pół. To były ułamki sekund. Dlatego był bardzo dokładnie diagnozowany, prześwietlany, USG, jeszcze coś tam z kontrastem, przede wszystkim własnie, żeby nie okazało się, że jest jakieś uszkodzenie organów wewnętrznych. Na szczęście nic mu się nie stało. Szczęście podwójne, bo gdyby stało się coś z kotem, tato poszedłby za nim i mielibyśmy dwa pogrzeby. Po mojej Aguni nie spał w nocy, tylko zamknął się w pokoju i płakał.

      Usuń
    2. Frau Be, różne są przypadki.Dobrze,że kiciuś żyje.

      Usuń
    3. Jesu...! Ale tak majo te krzyzowki szatanow z nietoperzami.

      Usuń
    4. Dajcie spokój, moi rodzice + kot = rodzina patologiczna :)))

      Usuń
    5. A nie? Mój brat twierdzi, że gotowi wydziedziczyć nas na rzecz kota :)) Robią mu solarium, tato łapie mu ćmy albo leży na brzuchu w przedpokoju i bawi się z nim w patyczki. Mama stała kiedyś oparta o stół w kuchni w bezruch przez 2 godziny, bo kotek ułożył jej się na plecach do spania. Miała operacyjnie składany staw barkowy, który roztrzaskała, dbając o to, żeby kotek broń boże nie zgłodniał.

      Usuń
    6. A dziadek, gdy mieliśmy owczarka podhalańskiego, klęczał przed nim na kolanach i karmił go łyżeczką naszym krupnikiem, ze łzami w oczach błagając: "Zjedz, Bartuś, zupkę, dobra zupka...".

      Usuń
    7. Masz po prostu najukochanszych rodzicow i dziadkow. Ja tez bym kleczala i karmila lyzeczka, gdyby pies nie chcial jesc.
      Tys sama jest patologia, jak tego nie rozumiesz. :p

      Usuń
    8. dlatego wywalilam kanape a mlody swojej nie sklada. zbyt wiele strachu z tymi wariatami!

      Usuń
    9. Ktoś mówił, że nie rozumiem?... Sama dam się pokroić za moje zwierzęta...

      Usuń
    10. A wiec nie krytykuj rodzicow i dziadka. No!

      Usuń
    11. A kto krytykuje?! Ja ich uwielbiam!

      Usuń
    12. Bo my wszyscy się nawzajem patologią nazywamy, to taka rodzinna sztuka.

      Usuń
    13. Acha, to tlumaczy wszystko.

      Usuń
  6. Bardzo bardzo żal pierwszej Luny. Za to druga to prawdziwa szczęściara. Niech przyniesie radość wielką.♥️♥️♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybenka,Przeżyłam straszną traumę,a zwłaszcza bo prze mnie odeszła.Do końca wierzyłam,że jej pomorzemy.Nikt nie wiedział,że ma takie obrażenia.

      Usuń
    2. Nie obwiniaj się Gosiu, przecież robiłas wszystko, jeżeli weterynarze nie zobaczyli, to jak Ty byś mogła?
      Tragedia się stała i się nie odstanie, niech Twój ból ukoi to mlode zwierzątko:*

      Usuń
  7. To wręcz nieprawdopodobne, że taki niegroźny z pozoru wypadek miał takie tragiczne zakończenie. A te badania to o kant dupy :( Jak to jest, że mimo badań nic nie znaleźli ???
    Gosiu, ja straciłam 2 ukochane pieski w ciągu 8 miesięcy, oba zmarły w sumie tragicznie- yorka zabił mi rowerzysta, drugiego uśmierciła mi weterynarz źle przeprowadzona sterylką, więc rozumiem Twój szok i ból. Syn ma rację, kolejny piesek pomoże Ci pogodzić sie z tym bólem. My kolejnego pieska mieliśmy umówionego do zakupu tuż przed śmiercią Lulki, nie wiedzieliśmy, że ona umrze i jak to się stało, to ja nie miałam siły i ochoty tego szczeniaka zabrać, serce mi tak krwawiło, że nie chciałam już nigdy żadnego psa, ale musiałam go odebrać, tym bardziej, że córka bardzo na tego szczeniaka czekała i jak się okazało, nowy piesek dał nam ukojenie. Nie był zamiast, był po prostu nowym członkiem rodziny, którego teraz wszyscy kochamy. Serdecznie pozdrawiam♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaden pies nie jest "zamiast", bo kazdy, ktory odszedl byl wyjatkowy. Mnie tez Kira psychike uratowala po smierci Fusla.

      Usuń
    2. Sonic,coś Ty musiała przeżywać.Dwa psy w ciągu 8 miesięcy.Jak Luna biegała w zaprzęgach to była tam suczka,która była ze schroniska.Zrobili jej sterylkę i się okazało,ze już miała.Zmarła na stole.Właściciele mogli nie wiedzieć,bo piesek był ze schroniska.Ale lekarz,że nie wiedział.

      Usuń
  8. Odejście ukochanego zwierzaka to zawsze szok,zwłaszcza gdy zwierzak mógłby jeszcze spokojnie pożyć. Ale odejście staruteńkiego psa też boli i to długo.
    Zawsze podziwiam te błękitne oczy husky, to takie niesamowite.Fajny ten szczeniak
    a łapeczki ma ubarwione jak po seterze.Gosiu- czeka Cię mnóstwo pracy i...radości.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze boli, ale jakos latwiej sobie wytlumaczyc, kiedy psina odchodzi ze starosci, bo to zawsze kiedys musi nastapic.

      Usuń
    2. Anabell tak odejście zawsze boli.Czy to piesek ,kotek,ptaszek,chomik.Ja do dziś pamiętam jak miałam 3 czy 4 lata miałam myszkę.Moja siostra przygniotła ją tapczanem.Parę lat miałam traumę.Może być i tatuś seter,albo cuś w ten deseń.

      Usuń
  9. Ja po śmierci ukochanego Hipa, nie chciałam innego psa, ale to insza inszość. Kiedy musiała odejść Kizia - Mizia, wiedziałam, że muszę mieć następnego kota, bo zwariuję z bólu.
    Gosiu, pamięć o pierwszej Lunie zostanie na zawsze, ale druga Luna pomoże ukoić ból. Obydwie piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazda na swoj sposob i jedna nigdy nie zastapi drugiej, ale pomoze lzej przejsc przez zalobe.

      Usuń
    2. Bezowa,Po śmierci dalmatyńczyka,syn poszedł do schroniska i zapisał się na Lunę.Po pięciu dniach.Ja o tym nie wiedziałam.Dziś powiem,ze była to bardzo dobra decyzja.Chciałam dalmatyna.Ale w schronie nie było.Było za to siedem huskych.Każdy piesio inny i każdy wyjątkowy.

      Usuń
    3. Gosia, ja po Kiziuni musiałam mieć takiego samego, czarno-białego kota, miał być chłopcem Wojtkiem, jest dziewczynka Beza. Jej spojrzenie z monitora eh...miłość do bólu.

      Usuń
  10. Brat ma przepięknego mieszańca haskiego. Ach te oczy!!!!!

    A strata psa jest bolesna.
    Doświadczyłam we wrześniu ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczy calkiem ludzkie, a dodatkowo te psy umieja "mowic" po ludzku. Widzialam na jutubach jak husky gadal ajlawju. :)

      Usuń
    2. Ja., Miałam dalmatyńczyka przed Luną.Miał jedno oko niebieskie a drugie brązowe.We wrześniu,całkiem niedawno.Przykro mi bardzo.

      Usuń
  11. nie chce nawet myśleć o tym, że Erny nie ma ...
    strasznie przeżyłam śmierć mojego ukochanego kota Idioty trzy lata temu, nie byłam w stanie o tym napisać, był już bardzo wiekowy miał 18 lat, chore nerki, podarowaliśmy mu dodatkowe dwa lata życia, kiedy to codziennie wstrzykiwaliśmy mu wodę podskórnie, w końcówce pomyślnie przeżył operację usunięcia guza umiejscowionego za okiem, ale on już chciał umrzeć i szukał miejsca ... trzymałam go na rekach i płakałam, bo nie miałam siły zawiść go do weta ...Naczelnik też płakał i pojechaliśmy z nim w ostatnim momencie. śpi w ogrodzie. dwa miesiące później przyszła Luśka do nas sama ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez plakalismy obydwoje po psach. Jednak mimo rozrywajacego bolu zadecydowalismy o skroceniu cierpienia KIry.

      Usuń
    2. V,A czasami tak to jest,że zwierzątka nas wybierają.Ja też mam kotkę właśnie nerkową Pusię.Ma 14 lat i co sześć tygodni chodzimy ją płukać.Jak Luna odeszła to moja wetka płakała.

      Usuń
  12. Gosieńko, znałam tę historię, ale nie wiedziałam o nowej psince! Cieszę się waszym nowym szczęściem. To cudownie, że pozwoliłaś zamieszkać w swoim sercu nowej miłości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie jak uslyszalam o nowej suni, udalo mi sie Gosie namowic na ten goscinny post.

      Usuń
    2. Gosieńko, Lunka jest u mnie od tygodnia.Wybiorę się do Ciebie jak wrócisz.Zawsze myślę o Tobie.Jestem na bieżąco co się dzieje w kocim pokoju.Jak mówię o Lunce to płaczę wciąż.

      Usuń
  13. Wzruszający wpis. I bardzo fajnie, że Gosia z Jelcza się troszkę otwiera chociaż u Ciebie Panterko :) Wszystkiego dobrego pieskowi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej bedziemy mogly sledzic na biezaco rozwoj Malej Luny, bo nie trace nadziei, ze to nie ostatni wpis Gosi.

      Usuń
    2. Drewni Kocurek,Nigdy nie miałam daru pisania.W szkole ledwie 3 z wypracowań czasem 4.A tu u Panterki nie wstyd jak coś napisze nie tak.

      Usuń
    3. Wstyd to wiesz co... A my chcemy sledzic dalsze losy Malej Lunki. :)

      Usuń
    4. Dokladnie! I blog wcale by nie zaszkodził! Ja tak uwazam, tez na poczatku malo pisalam, zdjecia wstawialam, a z czasem jakos to przychodzi... A zaczelo sie od ytego ze moja mama trzy moje koty musiala przetrzymac bo wynajemcy sie nie zgadzali na zwierzeta, a potem zeby po tym roku trzymania ich nie plakala mi po nocach zrobilam strone ze zdjeciami, i wierzcie mi nie spodziewalam sie, ze prowadzenie bloga az tak sie rozkreci i ze tyle fajnych osob poznam, a od Przemka sie zaczęlo ;) i oridemrylu na swierzba :D dzieki jego kartom pacjenta

      Usuń
    5. Ja tez wlasnie tu poznalam najfajniejszych ludzi w zyciu. :)

      Usuń
  14. Zawsze bardzo boli strata czlonka rodziny, choc dla wielu "to tylko" piec, czy kot. Niedawno stracilam jedna z moich "dziewczynek", wiec lacze sie w bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, umarl Ci ten wiewiór latajacy?

      Usuń
    2. Leciwa, Ja pracuję w sklepie zoologicznym.Czasami są tam smutne historie.Załoba po chomiczku,szczurku,koszatniczce.Wszystkich wysłucham i łącze się w bólu z nimi.I mimo wszystko przeżywam.Bardzo mi przykro,że[dziewczynka odeszła]

      Usuń
    3. Po szczurce plakalam tak samo jak po pieskach.

      Usuń
  15. Jedna z nich :( Byla przez dwa dni niewyrazna, a weta od exotycznych ze swieca szukac. Jedyny, który sie na nich naprawde zna byl na urlopie :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi przykro... nic nie pisalas... Tulam mocno. :*

      Usuń
  16. Gosiu, bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Jednocześnie cieszę się, że masz nową przyjaciółkę. Najlepszego dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomagaja zadne zaklecia, ze juz nigdy i w ogole. Psiarze bez psow dlugo nie wytrzymuja.

      Usuń
    2. Anno Szczepanek bardzo dziękuje.Dzielę znów miłość na dwa.Luna i kotka Pusia.

      Usuń
    3. a kociarze bez kotow. znajomej jak kot gdzies zaginal kolejnego wziela, no i co poradzic. ktos byc musi.

      Usuń
    4. Gdyby nie ci zapalency, byloby wiecej bezdomnosci.

      Usuń
  17. Niby tak się mówi, że zwierzaki odchodzą za Tęczowy Most, ale co z tego. Ból pozostaje.
    Nie wiem, czy potrafiłabym wziąć następne zwierzę ... chyba już nie.
    Gosiu, niech mała Lunka pięknie rośnie i dobrze się chowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Lidka, to tak sie mowi, bo czlowiek nie wyobraza sobie takiej "zdrady" wobec przyjaciela, ktory zmarl. A potem zaczyna czegos w zyciu brakowac. Jedni potrzebuja wiecej czasu, inni natychmiast biora inne zwierzatko, zeby nie zwariowac w zalobie.

      Usuń
    2. Lidia,Wiem ból po stracie jest i będzie.Z czasem lżejszy ale będzie.W sercu pozostają na zawsze.Ależ ile radości jest prze zwierzątku.

      Usuń
    3. A jak można żyć bez kiciusiów czy piesków? NO JAK???
      ;)

      Usuń
    4. Nie mozna. Raz zwierzolub, na zawsze zwierzolub.

      Usuń
    5. W porywach mieliśmy 4 psy, ale to stanowczo za dużo mimo, że mieszkamy na wsi. Kotów też jest kilka. Nie liczę sporadycznych kocich gości, bo tych jest mnóstwo też.
      Prócz psa kocia seniorka też w tym roku odeszła. Brak mi Benka (pies) i kotki Przylepy.

      Dla Gosi moje zwierzaki (na dole strony są linki do innych postów). http://takietampstrykanie.blogspot.com/2017/04/trzy-sztuki.html

      Usuń
    6. Chyba można żyć bez. Ja tak miałam, jakieś 18 lat ... a dzisiaj sobie przypomniałam, że może mogłam niedopuścić, żeby moja ówczesna kicia zginęła pod kołami samochodu jakiegoś debila i dostałam ataku płaczu. Teraz też mi łzy lecą. Ale może powinnam się leczyć, albo co. Albo nie brać zwierząt.

      Usuń
    7. No ale przeciez masz kota Bonusa.

      Usuń
    8. Tak, mam. I bardzo go kocham.

      Usuń
    9. No wlasnie! A wiec nie moglas zyc BEZ. :)

      Usuń
  18. Gosiu, współczuję serdecznie; wiem, jak chyba wszystkie z nas, jak to jest płakać po odejściu kochanego zwierzaka. Życzę Ci, żeby mała Lunka żyła długo i w dobrym zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wrazliwi ludzie placza po utracie zwierzat, a ci, ktorzy nie placza, nie zasluguja na zwierzeta i ich przyjazn.

      Usuń
    2. Ninka,Mimo,że Luną miałam po odejściu dalmatyna na piąty dzień.Rozpaczałam bardzo
      długo.Tak myślę,że chyba wszystkie z nas tu miały jakieś zwierzątko.

      Usuń
    3. I dla kazdego kolejne odejscie bylo ogromna tragedia.

      Usuń
  19. Gosiu, mimo, że od odejścia Tuptusia minęło ponad 8 lat, u Córki w domu na honorowym miejscu stoi jego zdjęcie. To był Jej ukochany pies. Był u nas prawie 18 lat...

    OdpowiedzUsuń
  20. Boguśka,Jak przeczytałam imię Tuptuś,to się wzruszyłam.U mnie wisi portret Luny,który zakupiłam jak Gosiańka organizowała[Skarpetę]I portret Lakusia namalowany przez córkę mojego partnera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam portret Kiry namalowany przez Hane.

      Usuń
  21. Ach, jaka piękna była pierwsza Luna! Miała takie mądre i pogodne spojrzenie. Bardzo szkoda suni...Ta maleńka Luna też na pewno będzie ślicznym psem. A póki co jest słodka i urocza, jak na dzieciątko przystało. Dobrze jest móc sie opiekować takim słodziakiem, małe pieski budzą tyle macierzyńskich uczuć, zresztą i duże budzą. To takei wieczne dzieci przecież!:-)
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie Aniu i Ciebie Gosiu!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pare istot na swiecie, ktore nigdy nie dorastaja, psy, mezowie i delfiny. ;)

      Usuń
    2. Olga Jawor,Piękna była Luna.Jak z nią szłam to widziałam jak ludzie się uśmiechają.Cieszyło mnie to bardzo,że mimo problemów kto ją widział to się uśmiechał.

      Usuń
    3. No tak, one sa zawsze usmiechniete i sklonne do figli.

      Usuń
  22. Chciałam Wszystkim pięknie podziękować za przeczytanie i zrozumienie.Dziękuje za pozostawione wszystkie komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my Tobie dziekujemy i mamy nadzieje na dalszy ciag. :)

      Usuń
  23. Gosiu, bardzo mi przykro z powodu straty Luny. Nie jest to żadnym pocieszeniem, przeżyła z Tobą szczęśliwe chwile, była kochana.
    Rozumiem Twój ból jak każda z nas która kocha zwierzęta.

    Mała Luna jest śliczna, i życzę aby dostarczała Ci wiele radości.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo wspolczuje Gosi straty, znam ten bol, byly piesy, koty, jakies chomiki i krolik ... Wszystkie one teraz gdzies tam za teczowym mostem .. Teraz jest Rufus, ktory mial wypelnic puste katy po Zabie i wypelnil, a jakze, przez kilka miesiecy kiedy nagle wyrwana z zamyslenia jego widokiem, myslalam sobie: "o cholera jaki on wielki" i nie ma sie czemu dziwic, jego poprzedniczka byla o plowe mniejsza. Dolaczyl do niego Minio, ktory poszedl do ludzi, ale oni sie rozmyslili i tak jakos sie stalo, ze postanowil byc tylko moim kotem.
    Ja nie moge nie miec jakiegos zwierza w domu.puste katy wyja do mnie ... I juz coraz czesciej nachodzi mnie mysl jak to bedzie kiedy jednego z nich zabraknie, Rufus ma 13 lat, jest astmatykiem na sterydach, praktycznie na dniach bylo ciezko, szlismy do veta z mysla, ze wrocimy bez niego ... Minio ma 11 lat i jest bardzo zwiazany z Rufusem i tu moze byc problem ...
    Zycze Ci Gosiu dlugiego i radosnego czsu z mala Luna i nie rob sobie wyrzutow, bo zwierzeta potrafia swietnie ukrywac swoje dolegliwosci i to tez znam z autopsji.

    OdpowiedzUsuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.