sobota, 27 lipca 2013

Grazyna - opowiesc lipcowa.

- Dlaczego ten czas gna  tak nieublaganie do przodu? - zastanawiala sie Grazyna, stojac w lazience przed lustrem i przygladajac sie uwaznie swojemu odbiciu - Juz nie dni, tygodnie, ale lata uplywaja niezauwazalnie. Gdyby nie rosnace, zmieniajace sie i dojrzewajace dzieci, czlowiek nie zauwazylby tego przemijania, odmierzanego od jednego sylwestra do nastepnego. Dzien podobny do dnia, praca, zajecia domowe, rozwiazywanie codziennych problemow, a wszystko na mojej glowie.
Spojrzala raz jeszcze na swoja twarz w lustrze. Kolejne, niewielkie ale widoczne zmarszczki pojawily sie na niej. I nie byly to zmarszczki obrazujace jej upodobanie do smiechu, takie dodajace uroku i swiadczace o wesolym charakterze. Jej twarz ukazywala zmeczenie, a bruzdki na czole mowily o dlugotrwalym zatroskaniu. Opadajace leciutko kaciki ust i zaglebienia biegnace do nich od nozdrzy byly skutkiem choroby duszy, permanentnych zmartwien i smutku, ktory towarzyszyl jej przez cale zycie. Wszystkiemu musiala sama stawiac czola, czula jakby miala troje dzieci, bo Kazik byl jak duze dziecko, nieodpowiedzialne i psotne, w gruncie rzeczy mile i przytulasne, a w stosunku do wlasnych dzieci bardziej jak starszy brat i kumpel, niz ojciec. Kochal dzieciaki, szanowal je, nigdy nie stosowal kar cielesnych, ale sam byl niezaradny, nie potrafiacy sie odnalezc po
utracie pracy.
Jej ojciec byl przeciwienstwem meza, pracowity, odpowiedzialny, oszczedny lecz nie skapy, dbajacy o zapewnienie bytu rodzinie, umiejacy wszystko zorganizowac, zreperowac, zlota raczka, pomagajacy w pracach domowych. Slowem ideal, gdyby nie... brak wszystkich tych cech, ktore w kwestii wychowania dzieci posiadal jej maz. Sama nie wiedziala, ktory lepszy.
- Czy juz nie ma na tym swiecie mezczyzn, ktorzy laczyliby w sobie najlepsze cechy tych dwoch bliskich mi osob? -  pomyslala - Czy zawsze trzeba z czegos rezygnowac, by miec cos innego?
Jeszcze jedna ceche bardzo cenila u Kazika, mianowicie brak sklonnosci do cichych dni. Bywalo, ze sie poklocili, krzyczeli na siebie, stawiali sobie nawzajem zarzuty. Bywalo, ze po awanturze ktores z nich wychodzilo z domu trzaskajac drzwiami albo zamykali sie w roznych pokojach. Zaraz jednak nastepnego dnia rozmawiali ze soba normalnie. Szczesliwie Kazik nigdy nie traktowal jej jak powietrze, co mieli w zwyczaju jej ojciec i dziadek. Bo to nie do wytrzymania, kiedy zyje sie
fizycznie pod jednym dachem, a duchowo na antypodach albo zgola w innych wszechswiatach. Kiedy byla mlodsza, przepraszala szybko ojca, zeby tylko z nia rozmawial i zauwazal, ale z czasem przestala odczuwac wine i nie widziala powodu, dla ktorego mialaby przepraszac za cokolwiek. Wtedy milczenie ojca trwalo miesiacami, a nawet latami. Na ogol zamykala sie w swoim pokoju, zeby schodzic mu z drogi i nie musiec go ogladac. Gorzej bylo, kiedy nadchodzily swieta, kiedy trzeba bylo zasiasc przy wspolnym stole, skladac sobie zyczenia. Nawet wtedy ojciec nie wykazywal gotowosci do pojednania, zachowywal sie, jakby jej tam nie bylo.
Czy mozna sie dziwic, ze szybko chciala sie z tego domu wyrwac? Wizja jeszcze kilku lat zaleznosci podczas studiowania, byla dla niej nie do przyjecia.  Moglo to wygladac jak chec odmrozenia sobie uszu na zlosc rodzicom, bo w koncu chodzilo o jej przyszlosc, ale z drugiej strony nie chciala studiowac na kierunku, ktory ja niewiele interesowal, a o wymarzonej akademii sztuk pieknych mogla zapomniec.  Wybrala wiec prace, ktora, choc w niewielkim stopniu, ale pozwolila jej osiagnac pewna niezaleznosc. Pewna, bo przeciez nadal musiala mieszkac z rodzicami, takie byly warunki, a na wynajecie czegos dla siebie nie bylo jej stac.
Jej decyzja jeszcze bardziej rozzloscila ojca, mial w stosunku do niej inne plany, zawiodla go na calej linii, rozczarowala i wywolala uczucie wstydu za wlasne dziecko. On rozpatrywal wszystko ze swojego punktu widzenia, nie dociekal i nie zastanawial sie, dlaczego nie poszla na studia, choc wczesniej, kiedy niesmialo wyrazala zyczenie innego kierunku, zakazal jej stanowczo i nieodwolalnie. A teraz sie dziwil i czul urazony. Jak zwykle widzial tylko wlasna krzywde i niepowodzenie wychowawcze, ale pelna wina obarczal Grazyne, zarzucajac jej lenistwo i nieuctwo. A ona zyla w poczuciu tej winy, czula, ze rzeczywiscie zawiodla rodzicow i odebrala sobie szanse na godniejsze zycie w przyszlosci. Wyrzuty sumienia tlumila jednak uczuciem wolnosci i finansowa niezaleznoscia. Kupowala to, na co ona miala ochote, a co nie musialo byc zdrowe i praktyczne. Poza tym starala sie wracac do domu w porze, kiedy ojciec juz spal, wiec bywalo, ze nie widywali sie tygodniami. I bylo jej to na reke. Stac ja bylo, zeby na swieta wyjezdzac na urlop, choc wolalaby spedzac je, jak wszyscy, w gronie najblizszej rodziny, przy domowych potrawach wigilijnych, a nie w stolowkach domow wypoczynkowych.
Byla typem samotnika, nie udzielala sie w zyciu towarzyskim wczasowisk, nie uczestniczyla nigdy w wieczorkach zapoznawczych, zawsze uwazala je za idiotyczne. Nie lubila alkoholu i zle sie czula w towarzystwie pijacych. Nade wszystko przedkladala dlugie samotne spacery lub popoludnia z ksiazka. Byla niebrzydka dziewczyna, wiec na poczatku turnusow nie brakowalo starajacych sie o jej wzgledy, jednak nigdy nie pociagaly jej wczasowe romanse. Wszystkich wiec trzymala na dystans i
adoratorzy wykruszali sie, majac do dyspozycji kobietki bardziej chetne. Jej glowe zaprzataly mysli o domu, o choince, o bliskich. Tesknila, choc wydawalo jej sie, ze za nia nie teskni nikt, no moze za wyjatkiem babci. Fizycznie byla gdzies w gorach lub nad morzem, ale mentalnie w domu, z rodzina.
Chciala miec obok siebie kogos, kto bedzie ja kochal, marzyla o romantycznej milosci, pozniej o zalozeniu rodziny, ale czy to jej wymagania byly za duze, czy nikogo wlasciwego nie spotkala, w kazdym razie zyla samotnie do czasu spotkania Mirka, z ktorym sie nawet zareczyla, by po trzech latach zwiazek zakonczyc. Za bardzo sie bala, ze jego upodobanie do trunkow, zrobi z jej zycia pieklo. I nigdy tej decyzji nie zalowala.

Dotychczasowe posty o Gryzynie w zakladkach na gorze.

19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ano, niewesole zyce miala ta kobieta.

      Usuń
  2. Bardzo smutna historia. Wierzę że Grażynie się uda spotkać kogoś kto Ją pokocha. Założy rodzinę i będzie szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Grazynko, chyba nie czytalas od poczatku uwaznie. Twoja imienniczka jest mezatka, ktos ja pokochal, rodzine tez zalozyla, a z tym szczesciem... no coz.

      Usuń
  3. Ach, ta Grażyna... Gdyby to była postać realna, to wzięłabym ją na poważną rozmowę, a tak? Mogę tylko napisać, że mi przykro, że tak jej przepływa życie, a ona w nim dryfuje, taka bezwładna, jakby nic od niej nie zależało, a zależy przecież wszystko.
    Buziak, Panterko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, tu nic nie jest czarne, biale i oczywiste. Jest rodzina, sa dzieci i podejmowanie ryzykownych decyzji nie jest rozsadne. Do pewnych dzialan nalezy dojrzec, przemiany powoli sie dokonuja, a czlowiekowi, ktoremu wciaz podcinano skrzydla, pozostaje dryfowanie, zanim nie postanowi sam ruszac rekami, by doplynac do brzegu.

      Usuń
  4. To smutne, kiedy ma się takich ludzi wokół siebie, na których albo nie można polegać, albo takich, którzy nie okazują żadnych uczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że więcej jest opowieści o Grażynie i wszystkie niełatwe, wrócę do nich, ale później.
      Uściskaj tę Grażynę ode mnie jeśli ją spotkasz i powiedz jej, że w życiu może się wydarzyć jeszcze wiele dobrego :)), nawet jeśli rodzina niekoniecznie jest rodziną marzeń!

      Usuń
    2. Zawsze prosciej jest znalezc wlasciwe rozwiazanie, kiedy na pewne aspekty patrzy sie z dystansu. Inaczej, jesli samemu tkwi sie w niezdrowych ukladach od dziecinstwa. Takiemu czlowiekowi juz na wstepie odbiera sie sile przebicia i determinacje. Rozpaczliwe proby zmiany swojej sytuacji, czesto koncza sie spadnieciem z deszczu pod rynne.

      Usuń
  5. smutne:(

    ale Ci faceci Grażyny- hmmm każdego z trochę miałam w swoim życiu:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden facet wplynal na cale jej dalsze zycie, ojciec. Reszta juz byla konsekwencja skrzywionego dziecinstwa. Zaburzenia emocjonalne we wczesnym zyciu najczesciej wplywaja na pozniejsze zachowania, czynia nieodpornym i bezbronnym wobec przeciwnosci, odbieraja sile prebicia.
      A wystarczylo kochac i o tym mowic...

      Usuń
  6. Smutne... ach! Bardzo smutne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roznie ukladaja sie ludzkie losy, nie kazdemu swieci slonce, a dzieje sie to nie tylko w rodzinach z marginesu.

      Usuń
  7. Czytając Twoje opowieści o Grażynie można by dużo mówić/pisać.
    Samo życie po prostu.Życie,które nie zawsze jest jak bajka.Życie,które często daje nam po dupie.
    Już chyba pisałam,że lubię opowieści o Grażynie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisalas. Jakos wszystkim przypadla do gustu ta kobieta i jej pokrecone losy.

      Usuń
  8. ...choć przez chwilę była "wolna"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jednak o taka wolnosc jej chodzilo?

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.