wtorek, 4 kwietnia 2017

Golebie, niech je szlag!

Moi rodzice zamieszkali w tym bloku w roku 1975. Golebie lataly po okolicy od zawsze i zdarzalo sie sporadycznie, ze brudzily oba balkony. Bo trzeba Wam wiedziec, ze rodzice maja dwa. Blok jest tzw. lamancem i mieszkania znajdujace sie w zalamaniach dysponuja dodatkowym pomieszczeniem, trojkatem wyrownujacym z niewielkim balkonikiem, z wejsciem z klatki schodowej. Na tym malym balkoniku bywa sie rzadko, tam wiec ptaszyska maja pelny wyraj, nierzadko zdarzalo sie trafiac na ich gniazda. Brudzily go do upadlego i rodzice, choc wsciekli z nadmiaru pracy przy usuwaniu guana, przymykali oko, no bo w koncu gdzies te potwory musza gniazdowac.
Nie bylo jednak ich zgody na obsrywanie glownego balkonu, co ktory przysiadl, byl przez tate przeganiany i jakos tak trwaly te zabawy kto kogo przechytrzy. Kiedy tato zmarl, mama zauwazyla wzmozona aktywnosc tych paskud, jesli chodzi o anektowanie balkonu. Dwa dni przed moim przyjazdem wyczyscila go, usuwajac szpachelka zaschniete ptasie odchody, a juz nastepnego dnia bylo ich znow pelno. Zakryla to miejsce szeleszczaca folia, obciazyla kamieniem, ale i to niewiele wnioslo, bo kiedy wyszlam na balkon na pierwszego papierosa po przyjezdzie, zastalam taki widok:


No rece i cycki opadli! Posprzatalam i zaczelam wymyslac, przy sporym udziale kibicow z fb, jak zapobiec kolejnym nieszczesciom i przepedzic jakos te niereformowalne ptaszyska. Pomyslow bylo co niemiara, od postawienia na balkonie plastikowego ptaka drapieznego, wywieszenia szeleszczacych i powiewajacych reklamowek, po zaopatrzenie sie w wiatrowke i cwiczenie celnosci strzalow. Wybralam reklamowki.


Powiewaly sobie malowniczo, szelescily odpowiednio glosno, a my z mama oddalysmy sie blogosci, pewne, ze zadna cholera nie odwazy sie tam wyladowac. Blogostan trwal rowne dwa dni, a potem te cwaniaki doszly jakos do wniosku, ze torby sa niegrozne. Siadaly sobie w niewidocznym z mieszkania katku (kontku), ale ze nie od parady mowi sie o ptasim mozdzku, zamiast siedziec cicho, gruchaly wnieboglosy, opowiadajac sobie, jak to nas wystrychnely na dudka (na golebia?). Reagowalam natychmiast i wialy tak szybko, ze piora z odwloka gubily.
A potem wyjechalam i juz nikt tak czesto na balkon nie wychodzil. Za to w rozmowach telefonicznych mama skarzyla sie, ze gruchanie slychac od rana do nocy i ona juz nie ma sily wciaz przepedzac te cholery z balkonu. A one wlazily sobie na niego dolem, omijajac powiewajace reklamowki. Mama znow wyczyscila balkon i pozawieszala dodatkowe reklamowki na dole pretow. Nic to nie pomoglo! Przeciwnie, golebie zaczely budowac w tamtym kacie gniazdo, naznosily patykow i cale zadowolone ze znalezienia bezpiecznej i niewidocznej przez drapiezniki kryjowki, tworzyly sobie nowa egzystencje. Mama patyki powyrzucala i balkonu pilnowala. Ale, jak to bywa, kiedy spedzala te kilka godzin w Wigorze, ptaszydla odbudowywaly codziennie gniazdo.
Mama wqr***la sie nie na zarty. Po kolejnym zmudnym skrobaniu ptasich odchodow, zlala balkon terpentyna w nadziei, ze tym razem zapach odstraszy kandydatow na pasozytniczych sublokatorow.
Wojna trwa w najlepsze, na 1 kwietnia wynik jest na razie remisowy. One probuja, mama niszczy. Jest weekend, wiec bedzie czujnie pilnowac i przeganiac holote, ale od poniedzialku balkon bedzie znow codziennie pusty przez kilka godzin. Pocieszajace jest tylko to, ze sezon na budowanie gniazd kiedys sie skonczy i albo te cwaniaki znajda sobie inne dogodne miejsce, albo beda musialy pozostac bezdzietne.






66 komentarzy:

  1. Golebie, argh. Zawszone toto do imentu, lajno produkuje bez wytchnienia drze dziobu bez ustanku. Gorzej, ze nie robi gniaz tylko zima, bo reszte roku co jedne wyprowadza, natychmiast za nowe gnaidowanie sie biora. Jedyna metoda skuteczna, to osiatkowac balkon. Sa tez takie paski z kolcami, które sie mocuje tam, gdzie siadaja/laduja. Tutaj juz przestalam sie patyczkowac i dziecka wiatrówka je zniechecila. Bezkrwawo, ale co po kuprach oberwaly, starczylo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tez istota zywa i do zycia prawo ma, ale niech szuka szczescia po parkach, a nie na czlowiekowych balkonach i oknach. Cale szczescie, ze w Getyndze nie mamy tych problemow, to nie golebie miasto.

      Usuń
  2. Oooo kurcze współczuję, mój A. nie cierpi gołębi , bo był taki okres,
    że czy siedział gdzieś w parku czy na ulicy to miał takie szczęście ,
    że jakiś gołąbek na niego walnął guano....Wkurzyć się można :-)))
    Ale na balkonie to by mnie szlag trafił kompletny...
    Wiem tylko, że na ptaki obecność kota pomaga...
    może jakąś piszczącą maskotkę ?
    Może popytać naukowców w jakiejś Akademii Rolniczej
    co może je odstraszać...
    Współczuję Mamusi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama raczej juz sobie zadnego zwierzaka nie sprawi, a na pewno nie kota, bo to urodzona psiara. Rzadko wychodzi na ten swoj balkon, wiec te cholerniki wykorzystuja okazje. :))

      Usuń
  3. Tylko gęsta siatka uratowałaby sytuację,chociaz siatka też bylaby obesrana,wiem z doświadczenia. Mam tak z parapetami ,oknami od strony podwórka,a te ptaszyska juz upatrzyły sobie gzymsy i od ulicy,więc i na balokonie też juz mam pamiatki:( Nie ma siły, wciąż ludzi dokarmiają resztkami, smietniki niepodomykane,a gołebie mnożą się w sporej ilości i tempie.
    No a wszystko przez to bezsensowne dokarmianie plus smietniki niepodomykane,wiec stały sie te gołebie takimi miejskimi kloszardami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten balkon mamy jest dosc trudny do zakladania siatki, latwiej to zrobic na loggii. Zreszta sama i tak nie dalaby rady, a wzywac kogos, to znow koszta. Niestety ludzie dokarmiaja, sama bylam swiadkiem, jak ktos wyrzucil resztki obiadu na trawnik, wiec nie ma sie co dziwic, ze ptaszyska wciaz wracaja i trzymaja sie tej okolicy jak pijany plota. :))

      Usuń
  4. Na zebraniu w środę porusze temat tych kolców,może sie uda,zeby przymocowali,bo przecież lokatorzy nie mają jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Niemczech kolce na dachach i parapetach sa dozwolone, widzialam je na bardzo wielu domach, szczegolnie na zabytkowych, ktorym guano bardzo szkodzi. :)

      Usuń
  5. To samo u mnie. Plastikowe jastrzębie sąsiadów są świetnym punktem widokowym dla osrańców. Wczoraj zaczęłam myć okna- szyby jak szyby, za to czyszczenie parapetu szpachelka, szczoteczką i szmatką mnie przerosło. A na balkonie....gniazdko błyskawicznie uwite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama tez ciagle lata ze szpachelka i zdrapuje z linoleum na balkonie. Rozmawialam z nia wczoraj i wyglada na to, ze nie lubia zapachu terpentyny, bo jako odpuscily, nie tylko z budowa gniazda, ale rzadziej przylatuja. Tyle, ze trzeba dosc czesto polewac, bo wietrzeje dosc szybko. :))

      Usuń
  6. nie wiem czy czytałaś ale moja matka też ma kłopoty z owym ptactwem, bo zrobiły sobie gniazdo i wykluły sie młode i ganiały po mieszkaniu a mama je dokarmiała.
    A teraz masakra młode wracały cały czas i wracaja i teraz kombinują ile wlezie... żeby uwić sobie gniazdo, walka z wiatrakami...balkon osrany ech a matka boi się do nas wyjechać na dłużej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, moja nie dokarmia tych obrzydliwcow, bo dobrze wie, czym to sie moze skonczyc, musialaby w koncu opancerzyc balkon. :)))

      Usuń
  7. W obronie przed gołębianie mam cały balkon osłonięty siatką wolierową - od góry do dołu. Trzeba ją rozpiąć od górnej futryny okna aż do parapeciku podłogowego balkonu. U mnie było łatwo, bo to jest loggia, ale u nas ci, co maja "zwykłe balkony tak właśnie robią i wykorzystują do tego sieci rybackie z małymi oczkami.
    Lubie ptaki, całą zimę karmię sikorki i inny drobiazg, a karmnik mam zamocowany na zewnętrznej stronie woliery. A gołębie regularnie przepędzam, gdy usiłują wlezć do tego małego karmnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama juz nie zdacyduje sie na siatke, nie bedzie inwestowala juz w to mieszkanie. U niej bylaby to raczej bardzo droga sprawa, musialaby wzywac fachowcow, budowac konstrukcje i takie tam. Latwiej wylewac terpentyne i ewentualnie sprzatac. :))

      Usuń
  8. Jeśli chodzi o gołębie to mieszkańcy miast sami są winni, bo to wszechobecność pokarmu sprawia, że gnieżdżą się w naszym bezpośrednim sąsiedztwie. Są tacy co dokarmiają i tacy co wyrzucają jedzenie do śmietników do których ptaki mają dostęp.
    Dlaczego Getynga to nie gołębie miasto? Bo jak mi powiedziała moja niemiecka koleżanka, tak jest zakaz dokarmiania gołębi. Podobnież dokarmiać można tylko drobne ptaki w karmnikach. Jak przed urzędem stanu cywilnego, córkę mojej koleżanki biorącą ślub, obrzucono ryżem, to zaraz potem świadkowa poleciała po zmiotkę i szufelkę i skrzętnie ryż wysprzątała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, lokatorzy karmia ptaki, wbrew wyraznemu zakazowi. Wywalaja resztki obiadu na trawnik i zaraz zlatuja sie setki golebi. Takie juz nie odpuszcza miejsce, beda czekaly na zarcie.
      Przy calym niemieckim cackaniu sie z ochrona przyrody, na domach jednak zaklada sie kolce, to jest dozwolone, a w przypadku zabytkow nawet polecane. :))

      Usuń
  9. Uparte, glosne, osrajdachowce, nie lubieee. Ciagle je przeganiam z komina, a te sie gzic ochote maja na okraglo, i zakladanie gniazd. Fora ze dwora!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie lubie golebi. O ile inne ptaszorki zupelnie mi nie przeszkadzaja, tak golebie budza moja agresje swoja nachalnoscia, brudem i brakiem rozumu. :)))

      Usuń
    2. Ależ one madre, to wina ludiz,że stały sie tak nachalne.

      Usuń
    3. E tam madre, ptasie mozdzki. :)

      Usuń
  10. Ja też myślę, że najlepiej osiatkować balkon. My, dopóki mieliśmy kota, nie mieliśmy problemów z gołębiami. Wystarczyło, że Songo sobie posiedział na balkonie albo tylko wyszedł na chwilę, kiedy było zimniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku mamy siatka jest niewykonalna, jak juz pisalam wyzej w jakims komentarzu. Jak dotad terpentyna okazala sie dosc skuteczna, widac osrancom nie odpowiada jej zapach, bo na razie nieco odpuscily. :))

      Usuń
  11. miałam to samo jak mieszkałam z rodzicami w bloku
    raz udało im się nas pzrechytrzyc i założyły gniazdo i zniosły jajka i mama nie miała serca tego wyrzucić
    ale potem już lepiej pilnowała
    nie wiem jak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, to moj tato nie przejmowal sie jajkami i kilka razy zniszczyl gniazdo wraz z zawartoscia. Tym cholernikom pozwolisz raz z litosci, to potem sie nie opedzisz, a tak beda wiedzialy na przyszlosc, ktore balkony omijac. :))

      Usuń
    2. Nie liczyłabym na ich inteligencję😎

      Usuń
    3. Eee no, to nie inteligencja, tylko cwaniactwo. :)))

      Usuń
  12. Najgorsze że zawsze ktoś w budynku te ptaki karmi i zachęca do siadania. Gdyby nie to nie byłoby problemu...
    Na poprzednim mieszkaniu sąsiad karmił gołębie na swoim balkonie. Oczywiście te srajptaki siadały na wszystkich parapetach, gzymsach i balkonach.
    Też z nimi walczyłam i też bezskutecznie.
    Kładłam na siatkę zabawki i mocowałam wiatraki. Były skuteczne na chwilę :/
    Ptaszydła nie są gupie ;-)
    Jak się wyprowadzaliśmy to zarządca właśnie mocował na gzymsach i parapetach szpile odstraszające ptaki. I teraz mają tam spokój ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karmia glupki, mimo ze spoldzielnia zabrania, prosi, grozi - nic nie pomaga. Na malym balkonie sa wielkie kolce na parapecie, ale podlogi niestety nic nie chroni. Teraz mama po prostu czesciej otwiera balkon, a juz zawsze kiedy slyszy to przeklete gruchanie. :))

      Usuń
  13. Te paski z kolcami tez nie za bardzo dzialaja na te cholery. Jak mieszkalam w Polsce, mielismy takie pomontowane na parapetach, bo sraly na potege, i sama widzialam jak taka franca wyladowala na samej krawedzi, a potem piora zebrala w troki i delikatnie, przestepujac z nogi na noge, umieszczala sie posrodku kolcow. Moze dluzsze trzeba bylo :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dluzsze i znacznie gestsze, wtedy by sie cholera nie zmiescila pomiedzy, tylko najwyzej nadziala. Nie ma na te plage dobrego srodka, bo plaga ewoluuje, uczy sie i wycwania. :)))

      Usuń
  14. Współczuję beznadziejnej walki, oby po zakończeniu okresu godowego znalazły sobie inne miejsce do przebywania. A może mama rozważy założenie siatki takiej jak dla kotów, gołębie się nie dostaną i będzie spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz pisalam wyzej, ze siatka nie wchodzi w gre, za duze koszty montazu. Skorka nie warta wyprawki. :)

      Usuń
    2. Czyli wszystko zgodnie ze starą zasadą, wszędzie tam, gdzie nie warto inwestować, zostaje jakieś g...o! :)

      Usuń
    3. ... ktore zeskrobie sie szpachelka. :))

      Usuń
    4. Jak można zeskrobać, to jeszcze nie jest tak źle, tylko szybko trzeba, bo to żrące jest o ile mi wiadomo :))

      Usuń
  15. Współczuję mamie, jest to walka z wiatrakami. Te francole niczego się nie boją, przecież nie kupisz sokoła i nie bedziesz trzymała go w klatce aby je odstraszyć.
    Ponoć nie lubią zapachu naftaliny, może to je odstraszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie dosc dobrze sprawdza sie terpentyna, chwilowo przestaly mame nachodzic. Ale moze i do tego sie przyzwyczaja, jak do powiewajacych torebek. :)

      Usuń
  16. Herr Jesus! Ludziska na tym świecie mają po dwa balkony!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, tylko zeby wejsc na ten drugi, mama musi wyjsc z mieszkania i wejsc do trojkata z klatki schodowej. Zatem nie bywa na tym drugim prawie wcale. :))

      Usuń
    2. No ma. Teoretycznie jakby.

      Usuń
  17. U mnie na świerku sierpówki co roku wiją gniazdo. Nie krzycz na mnie, lubię je:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj tez latajo sierpowki, ale jest ich malo i nie sa uciazliwe. Na moim swierku pod balkonem tez chyba gniazduja i smiesznie "pochrapuja" kiedy na nim siedza. No a przede wszystkim chyba latajo zalatwiac sie gdzie indziej. ;)

      Usuń
  18. Ojej .... niestety nic nie poradzę ... z obserwacji moich wynika, że ptaszory maja wyrąbane na te wszystkie figurki innych ptaszorów.
    My mamy siatkę i kota. Jakby jakiś ptaszek się w nią nieopatrznie zaplatał, to kotu porządek zrobi raz dwa ;) Raz sikorka się zaplatała, kotu uśmiercił ją wprawnie i Chłopu przyniósł do stóp. Ale to ja ją wzięłam, zapłakałam nad jej losem i pochowałam pod drzewem, w ładnym miejscu.

    Mam nadzieję, że Twojej mamie w końcu odpuszczą gruchacze zagruchane jedne ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A krzyzyk na grobku ustawilas? Napisalas swientej pamjenci sikorka? Inaczej jej duszyczka do nieba nie pojdzie. :)))

      Usuń
    2. Nie ustawiłam, ani nie napisałam :))
      Na pewno poleciała prosto do nieba, biedna sikorka ...

      Usuń
    3. To blad, Lidia, wiel-blad. :)))

      Usuń
  19. Ania, ratuj. Jaką obrózkę ma Twoja Mietka (podaj mi dokładną nazwę, proszę )?? Zaraz zabiję moją ulubienicę, bo tak leje przybrane siostry... że za karę siedzi zamknięta w łazience. Nawet dwa razy większa od niej Anka przed nią ucieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesu, nie wiem. Gosianka ja dla mnie zamawiala, ona bedzie na pewno wiedziala. Trzeba ja spytac.

      Usuń
  20. Walka z nimi, to prawie jak z wiatraki. Ja nie mam z nimi problemów większych, chociaż jest i sporo w okolicy. Mój syna natomiast tez z nimi toczy walkę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba kupie mamie szczelbe dwururke. :)))

      Usuń
  21. Odpowiedzi
    1. Gosia jest obcykana w temacie, nawet dla Toyki zalatwila taka psia, zeby sunia nie stresowala sie w podrozy.

      Usuń
  22. Odpowiedzi
    1. Te moje zbliza ciezki los wiezniow sypialnianych i wspolny wrog. Moze tez spraw sobie zywiolowego psa, to sie koty zaraz zaprzyjaznia.
      Za to Toya prawie pogryzla sie z Placzkiem.

      Usuń
    2. To ci awanturnica jedna ;)

      Usuń
    3. No, ma tupet i nie pozwoli sobie w kasze dmuchac. Trzeba ja nauczyc moresu i respektu wobec starszych.

      Usuń
    4. Ania, ja mam psa. Borderkę ( dość żywiołową ), ale ona olewa te 3 sierściuchy domowe:).

      Usuń
    5. Toya niestety jest bardzo zainteresowana kotami. Te biedaki juz ponad tydzien mieszkaja w sypialni i wypuszczane sa tylko wtedy, kiedy Toya jest poza domem na spacerze albo na noc, kiedy sunia jest zamykana z tatusiem w goscinnym.
      Robie proby, otwieram drzwi kociarni, trzymajac Toye, zeby zapoznala sie z zapachami i zeby koty do jej widoku sie przyzwyczajaly. Bardziej boje sie o oczy psa niz o koty. Trudne to i trwa juz tak dlugo.

      Usuń
  23. Kot! tam potrzebny kot łowca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, w tym wieku mama nie sprawi juz sobie zadnego zwierzaka. Musi poprzestac na tych golebiach. :)))

      Usuń
  24. Słuchajcie, moje obsrywaja mi te okna i parapety w locie! Lecąć na dach.np. czy pod dach lub na parapet sąsiadki wyżej,bo ona ,głupia baba je dokarmia.
    Na naszych parapetach nie siadają wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a na mamy balkonie siadaja, a nawet gniazda usiluja budowac, gupki jedne. A mama jest ostatnia osoba, ktora by je karmila czy w inny sposob wabila. :(

      Usuń
  25. Ja przez te zasrańce mam taką nerwicę że tylko się powiesić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walcz, nie poddawaj sie! Nie moze tak byc, ze ptasi mozdzek Cie pokona. :)))

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.