wtorek, 1 sierpnia 2017

Jak sie w blocie taplalim.

Qrna, nie ma tak dobrze, zeby zmiany klimatyczne przebiegaly gladko i powoli. Dopiero co bylo 14° i wlasnie zastanawialam sie, czy juz jesien nadchodzi, kiedy nagle, z dnia na dzien, dopadly nas saharyjskie upaly. Dobrze, ze choc wiatr zdrowo powiewa, to sie tak bardzo nie odczuwa.
W piatek wzielam se wolne i polecialam po oknach, bo gdyby nie to, ze niedawno robilam badanie wzroku i dostalam nowe okulary, to pomyslalabym, ze gorzej z moja ostroscia widzenia, malo co bylo przez te szyby widac. W sobote byla jak zwykle psia szkola, cwiczyl tym razem slubny, a ja usilowalam znalezc jakis skrawek cienia, bo myslalam, ze zejde.
Niedziela powitala nas piekna pogoda, wiec wybralismy sie z Toyka na spacer nad northeimskie jeziorka, o ktorych pisalam TUTAJ, a gdzie pojechalismy w maju ubieglego roku, zeby odreagowac zmartwienia chorobami Kiry, bo bylo to dwa tygodnie przed jej odejsciem. Tym razem wybralismy inna droge, a z pewnoscia jeszcze nieraz tam zajrzymy, zanim zobaczymy wszystko, co jest zobaczenia godne.





Toyka dostala hyzia na widok wody, a mysmy pechowo zapomnieli wziac ze soba dluga smycz z domu. Blisko do wody tez nie dalo sie podejsc, bo brzegi sa dosc urwiste, a woda od razu gleboka. Wszystkie te jeziorka bowiem to zbiorniki wyrobiskowe, a z niektorych nadal wybierany jest zwir. Balismy sie puscic ja wolno, bo po pierwsze jeszcze obowiazuje smycz, po drugie jest tam ptasi rezerwat, a po trzecie bylismy daleko od domu i gdyby tak gdzies pognala, moglo by byc niehalo. W kazdym jednak mozliwym miejscu pozwalalismy jej pobrzechtac sie przy brzegu.





Pelnia lata, zielen nabrala glebi, gdzieniegdzie wsrod lisci blysnie zoltosc. Typowy letni upal saczyl sie z nieba, choc porywy wiatru zapobiegaly splynieciu potem. Przedjesienne kwiaty w pelni rozkwitu, a jezyny, choc calkiem juz czarne, byly jeszcze bardzo kwaskowate.
Moze i lepiej, ze uliczka, na ktorej normalnie parkujemy, byla jeszcze zablokowana po niedawnych podtopieniach, w podblizu plynie przeciez Leine, bo zmuszeni isc pieszo, wybralismy inna droge, wokol jednego z jeziorek.



Kolejna okazja do kapieli

Po falach widac, ze wiatr wial dosc silnie

Nastepna lagodne zejscie do wody, wiec trzeba korzystac

Tu nawet Toya troche poplywala

Jakies rezerwuary? Chyba juz nieczynne, bo bardzo pordzewiale

I znow


Czesc, z ktorej na biezaco wydobywa sie zwir
Nagle uwage nasza przykul halas, jaki rozlegl sie niedaleko. Wielka chmara dzikich gesi wzniosla sie w powietrze i gegajac glosno, jak to gesi, poszybowala w strone polderow, o ktorych pisalam w zalinkowanym powyzej poscie.




Tam, gdzie chcielismy pojsc, stala woda po kolana i nie bylo jak jej ominac, poszlismy wiec z powrotem i skrecilismy gdzie indziej, gdzie niestety droga rowniez byla jeszcze bardzo grzaska, ale tam nie zastanawialismy sie dlugo, tylko po prostu sciagnelismy buty i dalej taplalismy sie na bosaka.


W sumie radocha, bo dawno nie mialam okazji chodzic boso na memlonie natury, gorzej bylo tylko znalezc pozniej w jeziorku odpowiednie miejsce do umycia nog, zeby moc ponownie sie obuc. Ale dalismy jakos rade. Przy podmoklym polu, nalezacym do rezerwatu, znalazlam kolejny punkt obserwacyjny, cos w rodzaju ambony mysliwskiej, ale z okienkami dla aparatow fotograficznych, jak w przypadku innych platform widokowych. Wyjatkowo bolesnie wchodzilo sie boso po tej drabinie, a potem schodzilo, ale nie moglam sobie odmowic.

Dzieki pedzonym wiatrem chmurom, upal nie byl dokuczliwy

Moja rodzina taka mala tam na dole

A to owo podmokle pole pelne ostow, ktorym wiatr wyrywal puszki nasion i roznosil po okolicy
Obeszlismy kolejne jeziorko dokola i wyszlismy na drugim koncu tej zamknietej dla ruchu uliczki, gdzie zaparkowalismy jeszcze przed zagradzajacym ruch szlabanem. Po drodze zajrzelismy na znane nam z ubieglego roku platformy obserwacyjne, ale nic ciekawego na jeziorach sie nie dzialo.

Po drugiej stronie wody widac te rezerwuary, ktore wczesniej focilam

Takie ptactwo ponoc tam zyje, ale ja nie widzialam nic, oprocz stada gesi

Wieje. I dobrze!




52 komentarze:

  1. Piekna wycieczka :). Ty mnie ta iloscia wody w nerwice wpedzisz ;). Toyka wyraznie kocha wode i szkoda, ze sobie wiecej poplywac nie mogla. Hmmmm, jezyny, smaku mi narobilas na takie prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie niedojrzale, od ktorych gebe wykrzywia? :))

      Usuń
    2. Uwielbiam wszystko, co kwasne :). W grajdolku tylko mozna dopasc takie hodowlane i to po raczej zaporowych cenach. Dzikie maja wprawdzie owocki, ale zawsze na wiór wyschniete, czemu nie bardzo sie mozna dziwic :(.

      Usuń
    3. Na pocieszenie: w Polsce majo takie same upaly jak u Ciebie.
      Na wkurzenie: u nas 22° ;)

      Usuń
    4. Grrrrr, dzisiaj bardzo sympatyczne 31, a od jutra wraca 39-40 :(.

      Usuń
    5. Buhahaha, sympatyczne 31°. Dla mnie to juz upal nie do zniesienia.

      Usuń
  2. W fajnym miejscu mieszkasz. Jeziora, rzeczki, stawy. Ech połaziłoby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, odezwal sie ten, co ma daleko do jeziora. :)))

      Usuń
    2. ja mam daleko, obok zalew wiecznie brudny.

      Usuń
    3. Nasze miejskie jeziorko, gdzie zyje drob i inne abondzie, jest tak zas***ne, ze tylko samobojca albo kaczka zazywaliby kapieli. :)

      Usuń
    4. Te najbliższe jeziora są zapaskudzone wodą z pobliskich elektrowni, kąpieli nie zalecam chociaż gupie ludzie się kąpiom.

      Usuń
    5. W tych northeimskich tez jest zakaz kapieli, wyjawszy miejsca, gdzie jest dozwolona.

      Usuń
  3. No dobrze. Ale... Masz męża, córki, wnusię, koteńki, psicę... jesteś im wszystkim potrzebna. Dlaczego usiłowałaś popełnić samobójstwo?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wprost namietnie uwielbiam topic sie w blocie.

      Usuń
    2. A kto mówi o taplaniu się w błocie? Od tego się nie umiera!

      Usuń
    3. No to ze przeszlam taki dystans czy co?

      Usuń
    4. Że okna w lecie myłaś!

      Usuń
    5. A Ty nie myjesz? Tylko na wielkanoc? :)))

      Usuń
    6. Na Wielkanoc, jeśli nie ma sprzyjających warunków pogodowych, też nie myję. Generalnie nie zabijam się robotami, których nie znoszę albo które grożą śmiercią lub czymś jeszcze gorszym :) Raz do roku wystarczy.

      Usuń
    7. Ja lubie patrzec sobie przez okno, pod warunkiem, ze widze, na co patrze. ;)

      Usuń
    8. Ja przez moje nie lubię. Może gdybym miała ładny widok, to byłoby inaczej.

      Usuń
  4. Tu jeszcze jerzyny zieloniuchne, pewnie nie doczekam zbiorów,bo już będę w Polsce i tak to owocowe szaleństwo mnie omija i tu i tam. Liczę,że może na wiosce coś będzie do jedzenia, maliny może,borówki amerykańskie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnoscia jeszcze zdazysz sie zalapac na dzialkowe owocobranie. Te jezyny tutaj niby czarne i wygladaja na dojrzale, ale kwasica taka, ze gebe wykreca.

      Usuń
  5. Błotka nie lubię, ale spacer i widoki miałaś ciekawe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej bysmy tam nie dotarli, bo cala droga byla taka trawiasto-blotnista, ale ja lubie latac boso, wiec krzywdy nie mialam. :)

      Usuń
  6. Piękne łazęgowanie!!!
    Z dzieciństwa pamiętam brodzenie na boso po łąkach zalanych przez Odrę, fajowsko się brodziło :)))
    Te zardzewiałe baniaki to silosy na żwir, ładowali pewnie do nich urobek.
    Strasznie chciałabym spotkać i sfotografować zimorodka :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest sporo tych ptaszkow, nawet w Getyndze, ale mam za slaby tele, a te male cwaniaki nie chca podleciec blizej i dac sie sfocic.

      Usuń
  7. No proszę , wodny pies, dobrze ,że sierść ma krótką, bez problemu wyschnie...
    Fajne okolice :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toya, podobnie jak Kira, wysycha blyskawicznie.

      Usuń
  8. Co za cudna wycieczka, tyle godzin na powietrzu i w ruchu, zdrowo i przyjemnie.
    Toyka ma zycie jak w Madrycie, ciagle jakies atrakcje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pluje sobie w brode, ze nie wzielam tej dlugasnej smyczy, moglaby wtedy nawet poplywac.

      Usuń
  9. Fajny spacer:) A wiesz, że ja, jako dziecko, najbardziej lubiłam jeżyny, kiedy były kwaśne, takie ciemnoczerwone? W Polsce też upały, ale w naszych okolicach na razie nie było jeszcze 30 stopni. Ponoć ma być dziś ( w tej chwili 27 i się chmurzy), ale wiatr chłodzi:)
    Wyszłam na balkon, bo usłyszałam jakieś "podejrzane" dźwięki. Jednak grzmi - idzie burza! Ale jeszcze jest daleko. I tak to właśnie wygląda; trochę słońca, czyste niebo, a zaraz potem się chmurzy i burza lub deszcz. Albo jeden dzień pada, następnego dnia ładnie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas od rana zachmurzenie, w nocy przeszla burza, a nowe zapowiadaja na pozniej. Najgorsze, ze idzie na nas jakis gwaltowny front z huraganami, moze byc wesolo.
      Uliczka przy jeziorku znow zamknieta. :(((

      Usuń
  10. Jednak ta burza idzie szybko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest to, o czym pisze w pierwszym zdaniu tego posta, pogoda zmienia sie bardzo gwaltownie, doslownie z godziny na godzine.

      Usuń
  11. Bleeee, w zyciu bym nogow to tego nie wlozyla. Jakis uraz mam, z dziecinstwa pewnie :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tos Ty nie miala szczesliwego dziecinstwa, bo musialabys zaliczyc taplanie sie w blocie. Najlepiej po uszy. :))

      Usuń
    2. Paczki (ponczki) z blota robilam, to pamietam, a historie z nim zakonczylam, jak wlazlam w bloto po kolana i mi nowy but w nim zostal. Na zawsze :-)))

      Usuń
    3. Nie no, w takich okolicznosciach tez dostalabym dozywotniej traumy.

      Usuń
  12. Wlasnie obejrzalam w TV film dokumentalny BBC "Sekretne zycie psow" no nie da sie ukryc, ze pies to najlepszy przyjaciel czlowieka, ta relacja moze byc wrecz niezwykla. Oczu nie moglam oderwac od psiaka, ktory ze swoim panem lecial paralotnia, siedzial jemu na kolanach, nic sie nie bal, patrzyl tak madrze, a widoki cudne byly, mysle ze Toyka by zazdrosila tego lotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe tylko, z kim by poleciala, bo ja troche cykor jestem, zwlaszcza na wysokosciach. :)))

      Usuń
    2. Wiesz, takie kierowanie paralotnia nie jest latwe i moze byc niebezpieczne, tak mowil ten ktos, ale dla mnie niesamowite bylo jak bardzo ten pies kocha swojego pana, ze z taka przyjemnoscia i ufnoscia dal sie uniesc w przestworza.

      Usuń
    3. To prawda, kiedy pies kocha, ufa bezgranicznie.
      Toya jednak bedzie musiala pozostac na ziemi. :)))

      Usuń
  13. Coś mi zezarlo komcia
    Chciałam tylko napisać że zaczynają dojrzewać moje jeżyny: )

    OdpowiedzUsuń
  14. Toyka nie mogla trafic lepiej:) I zawsze na fotkach tak dostojnie wyglada:) Piekna psina!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak piekna, tak odporna na nauke. :(

      Usuń
    2. Och, nie szkaluj psinki ;). Ona nie odporna na nauki jest, tylko cwana - co tam sobie bedzie lepetyne zawracac jakimis durnymi komendami, jak tyle interesujacego jest do zbadania :))).

      Usuń
    3. Ja jej nie zabraniam, ale kiedy moje zdrowie zaczyna byc narazane na szwank, to juz gorzej.

      Usuń
  15. Fajne macie wycieczki, dobrze, że nie siedzicie w domu, a Toya na pewno się do tego przyczynia, piękny spacer. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy jest sprzyjajaca pogoda, nie chce sie siedziec w domu. Zreszta spacery w ciekawych okolicach to nie tylko atrakcja dla Toyki, dla nas tez.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.