sobota, 28 lipca 2018

Jestem z zagranicy.

Nocna Miecka ksiezycowa
Na pewno to znacie, ktos wyjezdza za granice i po uplywie bardzo krotkiego czasu zaczyna uzywac zagranicznych wtretow. A to jezdzi po hajuejach, a to benzyne bierze na tankszteli, a to mieszkanie ma od landlorda. Udaje sie z ta niewielka zagraniczna wiedza jezykowa do Polski i zaczyna sie jazda. Niewazne, ze nie wszyscy rozumieja, o co mu chodzi, wazne, ze jego poczucie wyjatkowosci i zagranicznosci znajduje ujscie. Teraz zreszta o to coraz trudniej, bo Polska nie jest juz jakims zasciankiem Europy, ludzie dowolnie sie przemieszczaja po swiecie, emigruja, podrozuja i co najmniej mlode pokolenie wlada (nierzadko lepiej od owego przyjezdnego) obcymi jezykami. Ale w czasach, kiedy ja wyemigrowalam i kiedy od Polski dzielily nas dwie granice, na ktorych zawsze trzeba bylo swoje odstac, to otwarcie na swiat bylo dosc waskie.
Mielismy takich znajomych, ktorzy wlasnie wtedy pojechali do starej ojczyzny, zeby sie pokazywac. Ona napozyczala ode mnie ciuchow, futro nawet wziela, on zas kupil atrape telefonu samochodowego i ja sobie zainstalowal w aucie. Uwierzycie? Mnie tez bylo trudno uwierzyc, ale widzialam na wlasne oczy oraz pozyczalam jej to moje futro. Ich znajomosc niemieckiego byla wtedy... no wiecej niz ograniczona, co nie powstrzymalo ich przed udawaniem podczas rutynowej kontroli policyjnej (czy moze jeszcze wtedy milicyjnej) w Polsce, ze nie rozumieja, o co chodzi. Szkoda, ze nie trafili na policjanta dobrze znajacego niemiecki.
Jeszcze duzo, duzo wczesniej nie moglam wyjsc ze zdumienia, kiedy widzialam w telewizorze niejaka Villas, ktora po kilku miesiacach pobytu w USA czytala po polsku z kartki i wypowiadala sie z bardzo amerykanskim (jej zdaniem) akcentem. No swirow nie brakuje.
Ja raczej dbalam zawsze o to, zeby w Polsce mowic po polsku, bez germanskich wtretow, czy tez silic sie na snobistyczny obcy akcent. Nie tak dawno nawet uslyszalam od pewnego rozmowcy, ze to dziwne, iz po tylu latach pobytu za granica nie mowie z akcentem. No ludzie! Przeciez ja w Polsce spedzilam ponad 30 lat, tam pobieralam nauki, wiec jak mam mowic? Przy czym zawsze dbalam o to, zeby nie swirowac wtracaniem niemieckich slowek. Czasem nie bylo latwo, bo podczas rozmow z rodakami tutaj nikt specjalnie sie nie staral i czesciowo uzywalo sie slow krotszych i wygodniejszych po niemiecku. Pierwszy przyklad z brzegu: tanksztela zamiast stacja benzynowa czy autobana zamiast autostrada (tez obce slowo, ale przyjete w Polsce).
Schody zaczely sie pozniej, bo techniki uczylam sie juz tutaj, po niemiecku. Kiedy wyjezdzalam, nikt nie slyszal jeszcze o komorkach, laptopach, wiec cala obsluga i slownictwo dotyczace tych cacek poznawane byly od poczatku juz po niemiecku. Kiedy pozniej mialam mamie roztlumaczac, jak ma obslugiwac swoja komorke, czesto nie moglam dopasowac roznych zwrotow, bo nie wszystko bylo przetlumaczalne 1:1 z niemieckiego. Niedawno pisalam o kawiarce, musialam przy tym skorzystac ze slownika internetowego, bo tez nie wiedzialam, jak sie to po polsku nazywa. Za moich polskich czasow nie bylo to urzadzenie popularne. Szukalam tez polskiego znaczenia Kaffeemaschine, wyszlo mi ekspres do kawy, ale to bzdura, bo ekspres to Espressomachine, a parzenie odbywa sie pod cisnieniem, podczas gdy w Kaffeemachine przez filtr przeplywowy. No nie ma czasem dobrego tlumaczenia.
Podobnie mialam, kiedy usilowalam rodzicom wytlumaczyc, dlaczego po wypadku samochodowym dali mi kolnierz ortopedyczny. No bo mialam Schleudertrauma i naprawde nie znalam polskiego odpowiednika tego slowa. Teraz znam, to uraz kregoslupa szyjnego, ale wczesniej w Polsce nie mialam z tym nigdy do czynienia, wiec skad niby mialam znac te jednostke chorobowa?
Zauwazyliscie pewnie, kiedy zamieszczam posty z cyklu ciocia dobra rada, wklejam zrzuty z ekranu, gdzie napisy sa po niemiecku i wtedy kombinuje, jak to u Was jest po polsku. Bo mimo wszystko wygodniej mi uzywac tak, jak sie od poczatku nauczylam. Nawet fb mam nastawiony na niemiecki, choc tam zmiana jezyka to pikus, ale kiedys zmienilam i jakos nie moglam sie z tym oswoic, wszystko bylo takie dziwne, choc w koncu w moim ojczystym jezyku.
Z wieloma z Was mialam przyjemnosc rozmawiac przez telefon, z kilkoma nawet sie spotkac. Mam nadzieje, ze gdybyscie nie wiedzieli, gdzie zyje, nie mielibyscie watpliwosci, ze jestem z Polski i nigdy jej  nie opuszczalam. Co najmniej jesli chodzi o mowe i brak w niej jakichs obcych nalecialosci i akcentow.





164 komentarze:

  1. Od dobrze ponad dziesieciu lat zaledwie pare razy mialam okazje zamienienia paru zdan po polsku wiec jednak potrzebuje ze dwa dni, zeby tutejsze akcentowe nalecialosci zanikly. Najzabawniejsze, ze kiedy ostatni raz bylam w kraju niektórzy orientowali sie, ze siedze za granica, nie ze wzgledu na akcent, ale przez nieznajomosc "nowomowy" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leciwa, wiem, co masz na myśli z tą nowomową. Ja tez używam archaicznego języka z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku 😆 i kiedys poprosiłam o wytłumaczenie, czego panienka z okienka ode mnie chciała, bo ja jej po prostu nie zrozumiałam. Ostatnio mam lepiej, bo jestem czule zaopatrywana najnowszymi wydawnictwami z Polski, więc sobie chociaż poczytam we współczesnej mowie.

      Usuń
    2. Leciwo, masz niepowtarzalna okazje gadac tu z nami po polsku. Piszesz dobrze, bo nie zauwazylam jakichs bledow w komentarzach, wiec z pewnoscia tak samo mowisz.
      No ja tez nieszczegolnie lapie, co to brifing czy podobne. Polacy zawsze zachlystuja sie zachodem i czerpia pelnymi garsciami, wczesniej snobowali sie na Francje, teraz na czasie jest uzywanie pseudo korporacyjnej amerykanszczyzny. No nie zrozumiesz i juz.

      Usuń
    3. Brifing jest określeniem typowo branżowym używanym w reklamie.
      Brief jest zawierający zestaw informacji użytecznych w procesie tworzenia kampanii reklamowej. Ja np dostaję brief z agencji reklamowe żeby wiedzieć jak mają być robione zdjęcia w danej chwili. Nie ma na to polskiego odpowiednika, słowo jest krótkie zwięzłe i każdy kto pracuje w branży wie co ono znaczy a reszta nie musi ;) Używanie słowa briffing poza tym kontekstem jest głupie i nie ma uzasadnienia ;)
      A jeśli chodzi o polską mowę to mam w rodzinie świetny przykład. Moja kuzynka zamieszkała w Szwecji z rodzicami jak miała 5 lat chyba. Poznałam ją już jako dorosła osobę i nie licząc tego, że czasem brakowało jej słów i niektórych rzeczy nie rozumiała mówi świetnie bez akcentu więc okazuje się, że można. Tak samo moja przyjaciółka mieszka od 20 lat w USA i nigdy nie wtrąca nic po angielsku, bo przecież 23 lata mieszkała w ojczystym kraju ;) Czasem tak jak ty nie wie jak coś się mówi po polsku, bo nie było tych słów naszym języku, ale to normalne.
      Zawsze mnie straszliwie śmieszyło jak Polacy wracając z zagranicy mówią po polsku z obcym akcentem ;)

      Usuń
    4. No przeciez trzeba sie pochwalic swoja swiatowoscia, co nie? Nie po to bylo sie za granica, zeby nie nabrac obcego akcentu.
      Z tym brifingiem i jemu podobnymi, to uwazam, ze mozna bylo znalezc do slowa polski odpowiednik, ale, jak juz wspomnialam, Polacy maja szczegolne upodobanie do cudzoziemszczyzny, jakby sie tym dowartosciowywali. Dlaczego nie ma w PL wyprzedazy, tylko SALE? Nic mi teraz nie przychodzi do glowy, ale takich slow jest naprawde duzo.

      Usuń
    5. Mnie też to denerwuje, ale briefu będę bronić, bo agencje reklamowe są najczęściej międzynarodowe i bez sensu byłoby go używać naprzemiennie z polskim odpowiednikiem. Jest to słowo ściśle branżowe, jest krótkie, zwięzłe i każdy wie o co chodzi ;)
      Polacy często chcą być tak bardzo cool, trendi, dżejzi i nie wiem co tam jeszcze i na siłę wtrącają te zagraniczne słówka, czasem nie znając ich prawdziwego znaczenia i to jest żenujące...

      Usuń
    6. A Brief po niemiecku to list, wiec moze ten brifing jest z niemieckiego?

      Usuń
    7. Kasiu Szyszko, ja rozumiem, ze jezyk sie rozwija, rozumiem, ze kazdy jezyk ma nalecialosci innych jezykow, a wiec rozumiem, ze w polskim tez maja prawo znalezc sie slowa z innych.
      Ale na mily Bog jak sie juz bierze jakies slowo z innego jezyka to dlaczego nie zachowac prawidlowej pisowni, tak zeby bylo wiadomo o co chodzi. Ten polski "brifing" wygladalby normalnie dla ewentualnego obcokrajowca gdyby pisany byl po ludzku czyli tak jak jego pierwowzor BRIEFING. I byloby wszystko ok, a tak to mamy: lajki, dizajny, hejt... itp.
      Czyli jakies dziwolagi, ktore ja np. po 34 latach zycia w Ameryce patrze na to i za cholere nie moge zrozumiec co poeta mial na mysli.
      Wiesz Amerykanie podpierdolili prawym wlascicielom te ziemie, ale zostawili przynajmniej 50% nazw nie ruszonych i do dzis sa miasta ktore sie nazywaja Cheektowaga, gory Adirondack i wiele innych, zostaly zachowane w prawidlowej pierwotnej formie. Niektore z tych nazw sa tak pokretne, ze nawet po 30 latach musze sie zastanowic przez moment jak to wymowic albo jeszcze lepiej napisac, ale z drugiej strony rozumiem zachowanie tej formy.
      No ale jak zaczelam czytac o hejterach to zupenie nie wiedzialam o co tu chodzi, a przeciez jest w jezyku polskim slowo "nienawisc" nie wiem, chyba sie zestarzalo:)))) ale jak sie ta nawisc zestarzala to mozna ja bylo zastapic "hate" a nie hejt.....
      albo polskie hapy birzdej tez ladnie brzmi:))))

      Usuń
    8. Dziewczyny , Briefing to my mamy w firmie raz do roku i oznacza on doroczne spotkanie dla pracownikow podczas ktorego dokonuje sie sprawozdania o firmie: jakie zyski, jakie straty, gdzie trzeba dokonac poprawek , jakie plany na przyszlosc..
      Ten " brifing" w reklamie pasuje o tyle, ze jest to krotkie zestawienie zadan do wykonania. " to brief someone " oznacza zaznajomic go krotko z obecna sytuacja , po prostu poinformowac! Nie rozumiem czemu ma to dotyczyc wylacznie reklamy, ale widac w Polsce tam sie "brifuje":)

      Usuń
    9. Tutaj czasem przeginaja w druga strone i maniakalnie tlumacza wszystko / tworza nowe slowa, co czasami daje dosc zabawne rezultaty.

      Usuń
    10. Star, nie zpaominaj, ze w Polsce zyje coraz wiecej niedouczonych, za to bardzo religijnych glupkow. Jesli takiemu zapodasz HATER, to przeczyta hater i nie bedzie wiedzial, co to znaczy. Napiszesz hejter, bedzie wiedzial i zyl dalej w swoim poczuciu swiatowosci i przynaleznosci do haj lajfow. :)))
      Wiecie co? Ja nie wiedziala, co to jest ten briefing, wiec spytalam wujka gugla, wyswietlilo mi sie kilkanascie zamiennikow po polsku. Uzywanie tej korpo mowy ma chyba za zadanie odciecie sie od reszty holoty, zeby nie rozumiala i zazdroscila.
      Nie pojmuje tez, nawet kiedys o tym pisalam, dlaczego w Polsce nie pisze sie zyciorysu, a CV, wymawiane jak si-wi, bo to tak fajnie po amerykansku. Kiedys babsko w sklepie trzy razy pytalo, co chce kupic, kiedy poprosilam o DVD (moja wymowa de-fau-de), po czym popatrzyla na mnie z nieudawana pogarda i poprawila, ze to nazywa sie di-wi-di. Zapytalam tylko, czy w PL zmienilo sie literowanie, bo jeszcze niedawno bylo normalnie. Nie paniala aluzju.

      Usuń
    11. .. moze jak bys podjechala beemka pod ten sklep, bylabys inaczej potraktowana... ;)

      Usuń
    12. Obawiam sie, ze tez by nie zrozumiala.

      Usuń
    13. Pantero, rece i cycki opadaja.
      Ale moja rodzona matka jak przyjechalam do Polski pierwszy raz to byla bardziej amerykanska od 100 Amerykanow razem wzietych:)))
      Kryste, o malo ja nie zagryzlam jak u brata mojego ojca na wsi poprosilam o kawe a ta natychmiast dodaje "ale z mlekiem bo ona teraz pije kawe z mlekiem" to byl rok 1994 kiedy w Polsce a juz szczegolnie na wsi pilo sie czarna plujke i wcale by mnie szlag od tego nie trafil.
      Spojrzalam na nia piorunujacym wzrokiem a ona na caly regulator "ale przecieez maja krowe!!":))))
      Jazeszpierdole!!!
      Do obiadu wujek pyta czy sie napije kielicha, ja na to ze oczywiscie, a moja matka "Wladek ale ona to nie pije tak kieliszkiem tylko miesza...." nie wytrzymalam i jej przerwalam "wujek da tego kielicha szybko bo jeszcze uslysze slowo jaka to ja Amerykanka i zaraz z butelki pociagne".
      To jest widocznie taka mania, moja matka byla bardzo po polsku polska:))))
      Niech jej ziemia lekka bedzie, ale w czasie tej wizyty w Polsce to ja o malo sama nie zabilam. Zmarla smiercia naturalna lata pozniej, sa na to dowody jak by ktos byl ciekawy.

      Mnie sie ludzie dziwili ze mowilam na GG dzi-dzi ale ja z kolei potrafie juz chyba literowac tylko po angielsku:)))

      Usuń
    14. W Polsce tez juz nikt nie literuje po polsku, wszyscy robia to na modle amerykanska, a ja dostaje szalu na ten snobizm.

      Usuń
  2. Moje obserwacje jezykowe tez zauwazyly odwrotne zjawisko, uzywanie angielskich slow w jezyku polskim, ale pisanych tak jak sie wymawia i kiedys tam czytam 'dizajn' i glowkuje ze to desing, slowo to podobno wprowadzone jest w polskie slownictwo. Dodam jeszcze ze nie mam nic przeciw pisaniu roznych obcych slow w komentarzach na wesolo tak jak np plizzz czy jakos tam podobnie, jest pewna zabawa w tym tak jak kiedy piszemy celowo z bledami.
    No ale teraz na temat, bardzo mi nie pasuje uzywanie slowa komorka kiedy jest o telefonie, po prostu nie podoba mi sie, komorka kojarzy mi sie z malym zabudowaniem, albo z biologia.
    Dwa dni temu kiedy przerabialismy temat ciekawego spania, polecialam ze zwierzyncem po angielsku, ale probowalam pomocy wujka Google i dal mi te slowa w tym samym wydaniu, podobnie bylo ze slowem 'swag' no ale dalam po polsku namiotspiwormaterac tyle ze po mojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mari, jezyki sa zywym tworem, musza sie rozwijac, w kazdym wciaz powstaja jakies nowe slowa, chocby po to, zeby jakos nazwac nowe wynalazki i dzialania z nimi zwiazane. Komorka po niemiecku tez dziwnie sie nazywa, Handy, chyba dlatego, ze takie poRECZNE. Ludzie smieja sie z jez. niemieckiego, ze ma takie dziwaczne i dlugie wyrazy, ale one sa wlasnie czysto niemieckie, nie brane jak leci, najczesciej z angielskiego. A w Polsce... im bardziej zagranicznie, tym lepiej.
      Ten dizajn mozna byloby zastapic kilkunastoma innymi polskimi odpowiednikami, ale wtedy nie rzucaloby sie od razu w oczy i uszy, jaki to rozmowca jest swiatowy.

      Usuń
    2. Tak, tak glownie o te swiatowosc chodzi:))))))))))

      Usuń
    3. Slowo "komorka" jest skrotem od amerykanskiego "cell phone " - w skrocie cell - komorka. W Anglii to slowo absolutnie nieuzywane - tu jest "mobile phone".
      Natomiast ten niemiecki "Handy" , skad on sie wzial to faktycznie zagadka. Nie jest to ani niemieckie slowo, ani angielski czy amerykanski odpowiednik telefonu komorkowego.
      Chyba sie komus w Niemczech skojarzylo od trzymania w rece :)) ale czemu po angielsku?

      Usuń
    4. Nie pytaj mnie, bo nie mam bladego pojecia. Ale czytalam gdzies, ze nawet niemieccy jezykoznawcy lamia sobie nad tym glowy. Slowko krotkie, konkretne, wygodne, przyjelo sie i juz. :)))

      Usuń
    5. A Wegrzy mówia hendjok i jest fajnie :D

      Usuń
    6. Powiem szczerze, ze mi sie ten Handy zawsze podobal - uwazam , ze bardzo dobra nazwa na cos co sie trzyma w reku albo i pod reka, smiesznie jest tylko jak Niemcy przyjezdzaja do nas do firmy w UK i mowia : to podaj mi swoj Handy Number a Anglicy robia wielkie oczy jak zlotowki! :) Ja mam ubaw, bo wiem o co chodzi...

      Usuń
    7. Czyli za wincy z niemieckiego.

      Usuń
  3. Długo trwało, aż sie dowiedziałam, ze to jest klawiatura, a nie tastatura, na komputerze... pomimo regularnego mówienia po polsku, jest to taki raczej swoisty, domowy, wewnętrzny język, bez napływu czegokolwiek nowego, bo skąd, i ubożeje mi, jak wszystko nie calkowicie eksploatowane. Dlatego tez wpadłam na pomysł pisania bloga po polsku. Już same komentarze nieźle odświeżają 😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha teraz mi sie przypomnialo jak przyjechal do nas Owczesnego brat z Polski. I kiedys dzwoni telefon, zanim doszlam to sie wlaczyla answer machine, szybko odebralam i slysze, ze to jego zona, wiec wolam "Michal to do Ciebie" on podnosi telefon w drugim pokoju, ja trzymam ten co odebralam zeby nie przerwac polaczenia i slysze "o masz sekretarke". Jak ja sie wkurwilam, ze ona mnie sekretarka nazywa:))) Dopiero mi szwagier wytlumaczyl, ze tak sie nazywa po polsku answer machine:)))

      Usuń
    2. Z fachowym językiem zawodowym tez mam spore problemy, bo po prostu terminologii uczyłam sie po niemiecku. Jakas 4- tygodniowa praktyka w polskim szpitalu chyba zalatwilaby sprawę 😆

      Usuń
    3. Star, sekretarki, komórki, i inne takie, które nie byly w Polsce, jak tam jeszcze żyliśmy, wszystko to musialysmy sie droga dedukacji nauczyć. Czy auto to ropniak? Heee? Ropniaka nie ma. Acha, diesel masz na myśli, badz "olej napędowy", jak stoi na... no właśnie, jak sie po polsku nazywa to, z czego auto sie tankuje, skąd wąż z paliwem się ciągnie???

      Usuń
    4. Dystrybutor paliwa.:-D

      Usuń
    5. Brawo, Agniecha! :)))
      Sporo sie zapomina, czasem brakuje slowa podczas rozmowy, a niemieckie masz gotowe, ale wiesz, ze nie zrozumieja. Trzeba cwiczyc, czytac w obu jezykach, bo inaczej mozna naprawde zapomniec.
      Star, padlam! Juz sobie wyobrazilam Twoje swiete oburzenie, kiedy nazwano Cie sekretarka. U nas nazywa sie to ustrojstwo Anrufbeanworter. Ale ja jakos od poczatku wiedzialam, ze to po polsku sekretarka.
      Mnie zdarza sie, kiedy bezmyslnie czytam jakies szyldy w miescie, te polskie czytac po niemiecku, no. ZIELE czytam ciele albo WIELE jak viele, a potem trzaskam sie w leb, ze przeciez jestem w Polsce. :)))

      Usuń
    6. Dystrybutor paliwa, tez ładnie 😁
      Przypomina mi sie jeszcze sytuacja, z powodu mowienia po polsku, przywolali mnie do porodu do pani nie mówiącej po niemiecku. Urodziłyśmy córeczkę 😃 potem angażowano młodszą siostrę położnicy do tłumaczeń, dziewczyna chodzila juz kilka lat tutaj do szkoły, władała oboma jezykami, ale w wieku 15 lat, po prostu nie znala typowo porodowo- polozniczo- noworodkowej terminologii, i prawdopodobnie tej polskiej juz się nie nauczyła, to są braki, które są naturalne.

      Usuń
    7. Podobnie bylo, kiedy corka rodzila drugie dziecko. Trafilysmy na polozna pochodzenia polskiego, wiec rozmawialysmy po polsku. Kiedy jednak zaczela mowic o porodzie, zauwazylam u corki niepewna mine i poprosilam polozna, zeby o tych sprawach mowila jednak po niemiecku, bo corka nie rozumie. :)

      Usuń
    8. Lucy, takich naturalnych brakow sie juz nie nadrobi. Mam to z Juniorem, rozumiem i sie z tym pogodzilam. Bo owszem taki "ksiezyc" to mu wbilam w glowe ale juz inne techniczne to sobie darowalam, bo po pierwsze wielu sama nie znam, co widac po moim blogu, ktory jest ustawiony w wersji angielskiej, bo inaczej nie umialabym sie poruszac. Wiec meczenie Juniora odpuscilam gdzie on niby mialby blyszczec ta polska mowa? przy zonie Irlandce?:)))

      Usuń
    9. Wylecialo mi z glowy wiec teraz dopisze:) obawiam sie, ze gdyby Junior pojechal teraz do Polski to bylby prawdziwym dziwolagiem, ktory mowi bardziej czysta polszczyzna niz ci cale zycie zamieszkali nad Wisla:)))

      Usuń
    10. Cos w tym jest :). Kiedys robilam za tlumacza dla grupy polskiej mlodziezy i ich nauczycielek. W pewnym momencie jedna z nich rzucila "alez pani ladnie mówi" i poczatkowo nie zalapalam, o co jej chodzilo. Po uwaznieszym wsluchaniu sie w gatke mlodych zrozumilama, ze mój polski jest zdecydowanie nie na czasie :))).

      Usuń
    11. No bez przesady, moje Panie, przeciez jezyk polski az tak nie ewoluowal, odkad nas tam nie ma. On tylko schamial i bardzo sie zamerykanizowal.

      Usuń
    12. Wlasnie o to zamerykanizowanie polskiego mi chodzi, bo Junior moze przekrecic koncowki czy powiedziec cos niegramatycznie ale to bedzie ciagle polski
      Ale Junior mial swego czasu umiejetnosc spolszczania amerykanskich slowek i tak nie znal, albo zapomial slowo "zaproszenie/zaprosic" i cos mi opowiada i mowi "bo wiesz oni mnie zainventowali":))) od ivitation.
      W takich sytuacjach poprawialam, przypominalam jak to jest po polsku i prosilam zeby powtorzyl.
      Ale smiesznie bylo to fakt;)

      Usuń
    13. Chyba wszystkie dzieci dwujezycznie wychowywane maja tendencje do mieszania jezykow czy spolszczania obcego jezyka. Moje tez tak robily.

      Usuń
  4. Przez pierwsze 10 lat emigracji mialam duzo wieksza stycznosc z jezykiem polskim, bo i Owczesny byl Polakiem wiec w domu mowilo sie po polsku a i znajomych mielismy wiecej Polakow niz innych narodowosci.
    Ale od 24 lat jedyna osoba, z ktora moge mowic po polsku jest Junior, przy czym Junior niewiele tego polskiego pamieta, ale oboje cwiczymy. Czasem jeszcze telefonicznie sie trafi okazja z jakas kolezanka z dawnych lat ale to juz sporadyczne przypadki.
    Wiem, ze 10 lat temu zauwazylam, ze zaczyna mi byc ciezko z polskim i wtedy wlasnie postanowilam zaczac pisac bloga. Jak czasem czytam notki z pierwszych dwoch lat to widze, ze dzieki blogowaniu moj polski sie bardzo poprawil.
    Mam problem z terminologia nowoczesnej techniki, podobnie mialam problem z terminologia kosmetyki, bo nie mialam polskich klientek, jak sie kilka razy trafila to wrecz zapytalam czy mozemy o problemach skory rozmawiac po angielsku bo tak bylo mi latwiej. Na szczescie moglysmy:))
    Czasem brakuje mi slowa i dodatkowo nie bardzo mam czas albo ochote na szukanie w slownikach wtedy tlumacze "na okretke":))
    Ale po tych 34 latch nie sadze zeby ktos mogl powiedziec, ze mowie jakos dziwnie, albo z obcym akcentem.
    Ludzie, ktorzy po kilku latach szpanuja sa dla mnie nie tyle smieszni ile zalosni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kilku latach? Juz po kilku miesiacach mowia "z akcentem" i co drugie slowo jest w obcym jezyku. No i to slynne: u nas w .... (tu wstawic odpowiednie panstwo). Ja u siebie zauwazylam lekkie zubozenie w polskim. Czasem piszac cos na blogu, musze zajrzec do slownika guglowego i przetlumaczyc sobie z niemieckiego i choc to rzadkosc, jednak sie przytrafia.

      Usuń
    2. U nas - czyli majac na mysli Ameryke, Nowy York to ja zawsze mowie, bo to jest dla mnie U NAS. Tu mieszkam, tu zyje od lat, tu jest moj dom i tu tez nalezy moje serce bardziej niz w Polsce.
      Polska to dla mnie sentyment nic wiecej, ale tez okolicznosci w jakich wyjechalam maja tu duze znaczenie.

      Usuń
    3. No ale na litosc, nie po 3 miesiacach pobytu i to nie na stale, a zeby sie dorobic.
      My mamy prawo mowic u nas, bo zyjemy tu pol zycia i nie mamy ochoty wracac.

      Usuń
    4. Ja tez jestem u siebie, a u nas, to znaczy w moim kraju Niemczech. Bo niby gdzie to mialoby byc?

      Usuń
    5. Nawet wiecej, niz pól zycia :).

      Usuń
    6. Ja jeszcze nie, ale juz niedlugo bedzie polowa.
      Lucy, oczywiscie, ze teraz to jest "u nas", a kiedy jade "do domu", mam na mysli ten tutaj, a nie w Polsce. Jednak pierwszy nasz wyjazd stad do Polski byl wtedy jakby "do domu". I nie swirowalam na tym wyjezdzie chwaleniem sie, jak to "u nas" wspaniale.

      Usuń
    7. Nie wiem dlaczego, ale zawsze droczyli mnie nowi pracownicy, którzy jak nazwa mówi, pracowali "u nas", a jak cos mówili, to w ten desen: "a u nas robimy/ robilismy to tak czy siak". Kurcze, jak zwalniam sie gdzies i ide pracowac gdzie indziej, to w tym momencie u nas, jest tu i teraz, a nie tam kiedys gdzies.

      Usuń
    8. No racja! Ale pewnych rzeczy nie wyplenisz.

      Usuń
    9. Ja juz przekroczylam polowe, mieszkam w Ameryce i NYC o cale 4 lata dluzej niz w Polsce.

      Usuń
    10. U mnie bedzie polmetek za cztery lata.

      Usuń
    11. Ja juz 12 lat do przodu po połowie zycia tutaj 😅

      Usuń
    12. A ile mialas lat, kiedy przyjechaliscie do Niemiec? Musialas byc dzieckiem.

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. To Ty tez w przedszkolu wyjechalas?

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy temat
    Kurczę zaraz wyjeżdżam i nie mam czasu podyskutować

    U mnie jest o tyle inaczej że mi się 3 języki plączą
    I po 21 latach czasem brakuje mi słowa oczywiście. I jak przyjeżdżam tutaj to czuję że byłoby mi łatwiej po francusku gadać choć nie znam perfekcyjnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tu przyjechalam, znalam dosc dobrze angielski i swietnie dogadywalam sie z Niemcami w tym jezyku, bo oni tez znali ten szkolny angielski, wiec nie wydziwiali, tylko gadali prosto i wyraznie. Jest duzo podobienstw w niemieckim i angielskim, bo to jezyki z tej samej grupy, moze dlatego bylo mi latwiej uczyc sie niemieckiego. Po angielsku strasznie duzo juz zapomnialam, bo w ogole nie uzywam.
      Gdybym miala, tak jak Ty, uzywac trzech naraz, to chyba bym zwiariowala :)))

      Usuń
    2. Tak naprawdę na codzień mam 5
      I czasem wariuje😉

      Usuń
    3. Jak to dobrze, ze ja mam tylko dwa jezyki, przy pieciu bym zwariowala :)))

      Usuń
  6. Troche inaczej wyglada kiedy mielibysmy rozmawiac o ksiazkach czy filmach,
    czytam po angielsku, bo takie ksiazki kupuje, filmy tez ogladam po angielsku,
    wiec tytuly sa po angielsku. Czasami w komentarzach pada pytanie 'co czytasz?'
    i moze wyglada ze sie popisuje kiedy podaje tytul po angielsku, ale jak nie znam tytulu po polsku, nie bede sama go tworzyc, bo wyjdzie to zupelnie nieudolnie, tak bylo kiedys z ksiazka "Me before you" potem znalazlam na internecie ta ksiazke wydana w Polsce pod tytulem "Zanim sie pojawiles", w zyciu bym tak nie przetlumaczyla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tego nie da sie przetlumaczyc 1:1 i mysle, ze w tym przypadku tlumaczenie jest trafne. Natomiast Dirty Dancing jako Wirujacy sex? No pare tlumaczen bylo zupelnie od czapy.

      Usuń
    2. Tlumaczenie 'Zanim sie pojawiles' bardzo mi sie podoba, ale kiedy mnie zapytano nie znalam, wolam podac po ang, masz racje Dirty dancing lepiej nie tlumaczyc.

      Usuń
    3. Nie wiem, co stalo na przeszkodzie przetlumaczyc to jako Brudny taniec. Ale nie, ktos musial sie wykazac kreatywnoscia. I po co?

      Usuń
    4. Nawet nie wiedzialam ze mieliscie "Wirujacy sex" a to dobre,
      nie poszlabym do kina ani na wiryjacy ani na brudny.

      Usuń
    5. Ale sam film w sumie nienajgorszy. :)))

      Usuń
    6. Tematy ksiazkowe i filmowe omijam szerokim lukiem wlasnie dlatego, ze nie czytam polskich ksiazek, nie ogladam polskich filmow, wiec wole uchodzic za analfabetke ale sie nie odzywam. Zreszta co moge powiedziec jak nic nie wiem? Ale przyznaje Ci racje Mari niektore tlumaczenia sa tak od czapy, ze w zyciu bym sie nie domyslila o jaka ksiazke czy film chodzi.

      Usuń
    7. A ciekawa jestem tlumaczenia w druga strone, czy polska literatura albo filmy nie sa tlumaczone przez innoziemcow tez od czapy. :)))

      Usuń
    8. Moze nie tlumaczenie w druga strone, ale ja tresuje moich znajomych australijczykow jak wymawiac Kosciuszko, mamy tutaj gore Kosciuszko najwyzszy szczyt, jak pierwszy raz uslyszalam ich wymowe zupelnie zrozumiec nie moglam, wiec wymagam od nich poprawnej wymowy, mam duzo zabawy, znecam sie nad nimi.
      Ostatnio bylam w sklepie ze znajoma, nie wzielam okularow do czytania, kaze jej czytac, bo widze ze to produkt z Polski, a ona mi tak smiesznie przeczytala orzel, ze znowu mialam okazje uczyc poprawnej wymowy.

      Usuń
    9. No to mamy cos wspolnego, bo ja tez czasem znecam sie nad niemieckimi znajomymi i kaze im szelescic chrzaszczem w Szczebrzeszynie. Nie znalazlam jeszcze kozaka, ktory by to wymowil.

      Usuń
    10. U nas jest duzo mostow, ulic, czy innych obiektow imienia Kosciuszki. Jeszcze mi sie nie zdarzylo zeby ktos wypowiedzial w miare poprawnie. Moj Wspanialy po walkowaniu przez godzine powiedzial jakies Kozcusko czy Kocusko. Ale sie nie czepiam bo dla mnie tez niektore slowa angielskie brzmia tak samo i on sie z kontekstu zdania domysla czy chodzi mi o luck (szczescie) lock (zamek w np. drzwiach) czy tez lock (pukiel kreconych wlosow) :)) Podobno jest roznica w wymowie, ja jej nie slysze, bo nie mam sluchu muzycznego a z wiekiem i tak zaczynam byc gluchawa:)))

      Usuń
    11. Polak z Anglikiem spierali sie, czyj jezyk jest trudniejszy. Anglik twierdzi, ze jego, bo pisze sie Shakespeare, a czyta Szekspir. Na co Polak: u nas pisze sie Boleslaw Prus, a czyta Aleksander Glowacki. ;)

      Usuń
    12. W Chicago Pulaski jest popularniejszy niz Kosciuszko bo latwiej wymowic

      Usuń
    13. Ueee, to ja sie czuje pokrzywdzona, bo tubylcy z chaszaszczem w Szczebrzeszynie nie maja specjalnych trudnosci :( Natomiast szczytem sadyzmu jest zaordynowanie tego hiszpanom :))).

      Usuń
    14. Biedna Leciwa :( :))) Nie masz na nich jakiejs innej pulapki jezykowej?

      Usuń
  7. Moja córka mieszka tu od 18 lat, żywy kontakt z niemieckim miała dłużej.Czasami zaczyna odczuwać, podobnie jak Ty, brak polskich odpowiedników, być może dlatego, że przez te wszystkie lata miała znikomy kontakt z językiem polskim poza rozmowami z własnymi rodzicami, ale i to przecież nie codziennie i nie na wszystkie tematy.
    Równolegle posługuje się angielskim, bo z kolei tego języka używa często/stale w swym życiu zawodowym, wiele publikuje w tym języku,pisze książki, prowadzi w nim różne seminaria- jakby na to nie spojrzeć angielski stał się jednak językiem międzynarodowym. Ty w domu rozmawiasz po polsku, a ona z mężem tylko po niemiecku albo po angielsku. Po angielsku to wtedy gdy dzieci mają tego nie pojąć;))))
    Ambitnie , gdy się urodził pierwszy synek, mówiła do niego po polsku i dziecko przez 5 lat rosło dwujęzykowo- tata mówił po niemiecku, mama po polsku. Ale potem gdy młodszy miał kłopoty logopedyczne przestała mówić do dzieci po polsku. Teraz starszy chwyta pojedyncze polskie słowa, głównie z podsłuchiwania o czym mówimy, bo jak się do niego mówi bezpośrednio zawsze się słyszy : "nie wiem", co oznacza, że nie rozumie. Zięć kiedyś nawet uczył się polskiego, ale z braku czasu przestał i czasami wychodzą teraz śmieszne historie, bo zamiast powiedzieć,ze po prostu nie rozumie, to kiwa głową, że tak, że pojmuje a dopiero potem wychodzi na jaw, że nic z tego co się do niego mówiło nie pojął. Uwielbiam jak on się stara mówić do mnie po polsku -muszę się wtedy wspiąć na wyżyny domyślności o co biega.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My do dzieci rowniez mowilismy tylko po polsku, choc one odpowiadaly nam wylacznie po niemiecku, zreszta tak jest do dzisiaj. Wtedy sie buntowaly i podkreslaly, ze jestesmy w Niemczech i trzeba tu mowic w tym jezyku. Ale ja bylam uparta, za co teraz mi dziekuja, bo jakos tam dogadac sie umieja w Polsce.

      Usuń
  8. Me bevor you, po polsku zanim się pojawiłeś, po niemiecku dosłownie: Cale pól roku, ein ganzes halbes Jahr, i sobie można włączyć cala przetlumaczeniową fantazję, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojacie! Niemcy tez sa miszczami tlumaczen. I dubbingu, ktorego nie znosze, wiec nie ogladam niemieckich filmow. Zreszta ta cala ich kinematografia jest psu o kant dupy rozbic.

      Usuń
    2. Lubie ogladac filmy obcojezyczne, ale zawsze z napisami po angielsku ze sama czytam.

      Usuń
    3. Oj tam oj tam. Faktycznie najlepsi aktorzy juz odeszli. Evelyn Hamann, Inge Meysel... A ja uwielbiam niemieckie dubbingi, a nienawidzeepolskiej formy lektora, tego beznamiętnego czytania jednym głosem, a z tylu inni gadają po swojemu, ale to ma tez związek z moim sluchem- forma lektora nie sprzyja takim jak ja, rozprasza i drażni.

      Usuń
    4. mnie lektor tez rozprasza, ale lubie slyszec jezyk danego kraju nawet jak nie rozumiem i samej czytac napisy, kupuje DVDs i zawsze mam mozliwosc uzycia napisow

      Usuń
    5. Ja tez wole napisy od lektora i dubbingu, ktory w przypadku filmow dla dzieci swietnie spelnia swoja role, ale doroslym przeszkadza. No moze nie Niemcom, bo oni sa przyzwyczajeni, ale dla mnie ten ich dubbing jest nie do zaakceptowania. Malo tego, nie wszyscy maja dobra dykcje, a muzyka w tle jest czasem tak glosna, ze nie slysze w ogole, co faflunia.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Zolza tez chciala cos od siebie dodac...

      O rany, wszystko, tylko nie lektor. Z drugiej strony nie wiem, co gorsze, lektor, czy brazylijski dubbing :(((. Na szczescie, tubylcy glównie stosuja napisy i tylko kreskówki dla dzieci sa podkladane :).

      Usuń
    8. Nie ma nic gorszego od niemieckiego dubbingu, bo kiedy np. znasz z poprzedniego zycia glos Stallone czy innej slawy, a teraz slyszysz cos zupelnie innego, co w ogole do niego nie pasuje, to trafia cie jasna cholera.

      Usuń
    9. Oj, brasylijski tez tragiczny, a zwaszcza okrutnie piskliwe glosiki damsnkie i facetów bez jaj, brrr....

      Usuń
    10. No nie wiem, nie mam porownania. Uznajmy zatem, ze oba dubbingi sa do dupy :)))

      Usuń
  9. "Pawiem narodów byłaś i papugą"...niewiele się zmieniło. Zapożyczeń w naszym języku jest mnóstwo nie od dzisiaj, część nawet już tak wrosła, że uchodzi za polskie słowo.
    Mnie denerwuje moda na obcobrzmiące nazwy kosmetyków, które mają polskie odpowiedniki. A już powszechność "salonów" ze wszystkim od fryzjera dla psów po samochody i buty doprowadza mnie do białej gorączki. Sama problemów z obcymi językami nie mam bo jestem pod tym względem antytalent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wszyscy w kulak smieja sie z Niemcow, ze ich jezyk jest taki inny od wszystkich. Tyle tylko, ze tutaj dba sie o ochrone jezyka ojczystego, jest nawet jakas specjalna komorka od tego. Czasem wychodza z tych tlumaczen zabawne rzeczy, ale tak jest chyba wszedzie.

      Usuń
  10. Pantera, akurat internet Ci dobrze podpowiedział z ekspresem do kawy. U nas wszystkie te urządzenia to ekspresy do kawy. Mogą być jednak ekspresy przelewowe (Kaffemaschine), bądź ciśnieniowe (Ekspressmaschine).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekspres do kawy to nie maszyna przelewowa z filtrem, wiec grzechem i skandalem jest nazywanie ich jednakowo. :)))

      Usuń
    2. Jak zwał tak zwał, ważne że kawę robi 😂
      Kiedyś czytałam stary list, który pisała osoba mieszkająca przed wojną w Polsce, a po wojnie w Niemczech. I napisała, że mają maszynę do prania. Dosłownie przetłumaczyła niemieckie słowo Waschmaschine.

      Usuń
    3. W nazwach sprzętów do robienia wszelkich rodzajów kawy, Niemcy wykazali się fantazja w nazywaniu 😊

      Usuń
    4. Ale przynajmniej wiadomo, co jest do czego i jak parzy kawe. :)))

      Usuń
    5. A w PL slyszysz ekspres, a dostajesz filtrowana. :)))

      Usuń
  11. Zgadza się, Panterko - mówisz po polsku bez akcentu, a wiadomo, że czasem te niemieckie słowa się pchają �� dawno temu byłam kilka miesięcy w Niemczech, rozmawiałam prawie wyłącznie po niemiecku i po powrocie chwyciłam się że dwa razy na tym, że coś po niemiecku powiedziałam, czy chciałam powiedzieć. Ale ro tak bezwiednie.
    A co dopiero, jak się lata całe mieszka za granicą. I bardzo mnie cieszy fakt, że wiele osób i wiele z Was pielęgnuje język polski.
    Anglicyzmow nie znoszę i ixh nie używam. Jedynie na blogach można się powygłupiac i popisać nieortograficznie i nie po polsku ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na przyklad krulova Miecka :)))
      Ale ja naprawde lapie sie na tym, ze w Polsce czasem nie rozumiem, co ktos do mnie mowi, tyle w tej mowie amerykanizmow albo innego smiecia.

      Usuń
  12. Akurat przeczytałam, ze jest boskie slowo nyża. Zwane tez nisza. W zyciu bym na to nie wpadla, ze jej zwane z niemiecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce jest bardzo wiele obcych nalecialosci, nie tylko niemieckich. Przez wieki granice byly ruchome, wojny i wedrowki ludow robily swoje. Kiedy tak posluchasz gwary slaskiej, to prawie jakbys niemieckiego sluchala.

      Usuń
    2. Zalezy, z którego zakatka Slaska. Ja calkiem swobodnie poruszam sie w jezyku slaskim, jaki kazdy zna jako taki, ale nasza rodzima gadka byl Wasserpolnisch. I ta mowa jest jedna jedyna chyba taka :D

      Usuń
    3. Az tak gleboko w slaskiej gwarze nie siedze, ale podoba mi sie jak godajom. :)

      Usuń
  13. Nie boskie, lecz polskie 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A juz myslalam, ze tak Ci sie ta nyza spodobala, ze nazwalas ja boska. :)))))

      Usuń
    2. Nie, to mój hendjok zaszalal :D

      Usuń
  14. Niestety , moja kolezusia takie wtręty ma,oni tak ze sobą rozmawiają,Polacy zagraniczni,amerykanscy chyba w szczególnosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tu tez roznie ze soba rozmawiamy i czesto co ktores slowo jest niemieckie, to jest absolutnie normalne. Ale kiedy jestem w Polsce, zawsze bardzo sie pilnuje.

      Usuń
    2. Od poczatku mialam uczulenie na mieszanie jezykow wiec przepraszam bardzo ale u mnie sie w dalszym ciagu nie miesza. Gosc ma prawo wyboru albo polski albo angielski ale nie ma prawa mieszania.
      Nie toleruje, obsobaczam i wiecej nie zapraszam, nie rozmawiam... nie znosze kurestwa jezykowego i tyle.

      Usuń
    3. Wiec nie wiem jacy tam amerykanscy Polacy sie tak zachowuja bo JA na pewno NIE!!!
      Normalnie mi cisnienie podskoczylo!!!
      Nie zadaje sie z takimi ludzmi, po prostu nie ma w moim zyciu miejsca dla ulomnych psychicznie na wlasne widzimisie.

      Usuń
    4. Oddychaj gleboko, Star, licz do stu od tylu... Szkoda byloby, zeby Cie szlag trafil ;)
      Jest naprawde duzo na swiecie roznych Polakow, amerykanskich, niemieckich czy jakich tam jeszcze, ktorzy po bardzo ktorkim pobycie zaczynaja swirowac i nie zmienisz tego. Nie wiem, czy to cecha narodowa, czy jednostki, ale jest sporo tego towaru, niestety.

      Usuń
    5. Oj Star, nie panikuj, ja do psa mówie w jednym zdaniu w dwóch jezykach, a pies mnie rozumie, wiec dla czlowieka problemu wiekszego tez nie powinno byc ;)
      A mówie dlatego tak pomieszanie, zeby bylo szybciej, i pies to lubi.
      Niektóre slowa lepiej sie wymawiaja, i pies chetniej slucha, przez samogloski.
      Zamiast Ei (Aj) jest wiec JAJ-KO na sniadanie.
      Dupa tez lepiej sie wypowiada niz niemiecki Hintern czy Arsch.
      A mamy komando spacerowe halt dupa. Oznacza to tyle, ze po kupie sprawdzam, czy pieska nalezy podetrzec, aby z usrana dziurka nie latal w miejscach publicznych.
      Abstrahujac od tego, ze Mirka lubi to pocieranie jakos...
      Ale jakos halt Hintern/ Asch jednak nie brzmi, wiec mamy halt dupa i wiadomo, o co chodzi.
      I co, zadalam Ci kolejna zagwozdke, jak zdecydujesz sie na psa w Stanie NY? ;)

      Usuń
    6. My z Toyka tez gadamy w dwoch jezykach pomieszanych w jeden. No bo niby w domu po polsku, a w psiej szkole bylo po niemiecku. :)))

      Usuń
    7. Jestem jak Star jak slysze od kogos po 40 latach pobytu w USA "nie dziampuj po stepsach bo se legsy pobrekujesz i troblu narobisz bo insiurancu nie masz " .No zywcem bym golymi rekami zadusila . Tlumaczenie-- nie skakaj po schodach bo nogi polamiesz i klopotu narobisz bo ubezpieczenia nie masz.

      Usuń
    8. Zrozumialam nawet bez tlumaczenia :))) Mnie tez to straszliwie denerwuje takie spolszczanie obcego jezyka.

      Usuń
    9. Eva dobrze wiedziec ze to nie tylko ja jestem uczulona na tym punkcie. Ale za to dawno temu wstalam z lozka rano jeszcze jedno oko na czole, drugie na lokciu... Wspanialy popatrzyl i skrotowo mowi do mnie "who you" zamiast "who are you" co oczywiscie zabrzmialo "chuju".
      Natychmiast oprzytomnialam!!! A ze bylo to tuz przed nasza wspolna podroza do Polski powiedzialam "niech cie reka boska broni powiedziec cos takiego w Polsce" po czym oczywiscie musialam wyjasnic co to znaczy po polsku:))
      Tak sobie to upodobal, ze nie tylko sam powtarza (miedzy nami) ale i Tatka nauczyl:))) Teraz sobie rzucaja chujami:)))

      Usuń
    10. Dobreee...!!! To chyba jedno z nielicznych polskich slowek, ktore anglojezyczni wymawiaja bezblednie. :)))

      Usuń
  15. Jak zawsze wiele zalezy od ludzi, nie obwinialabym Ameryki za cos co dobrowolnie tworza ludzie.
    Poza tym zupelnie zgadzam sie z Twymi obserwacjami - moja rodzina mieszka w USA 35ty rok i jakos nie zapomniala polskiego jezyka, no moze oprocz tych nowotworow przyniesionych technologia itp. W mych nielicznych podrozach do Polski chwytalam sie na tym ze pewnych okreslen nie znam a z kolei Polacy patrzyli na mnie dziwnie bo uzywalam archaicznego jezyka.
    Moje dzieci, bliznieta, przybyly tu gdy mieli 12 lat, czyli polski jezyk znaly a takze mieli za soba kilka lat szkoly podstawowej. Mimo tak dlugiego pobytu tutaj i bardzo niklych kontaktow z jezykiem polskim poza tym ze w domu byl jezykiem glownym, nie zapomnieli a nawet utrzymali czysty akcent. Nie potrafia dobrze pisac po polsku ale to zrozumiale.
    Czyli mozna i da sie - i jak nadmienilam te wszystkie przekrety i popisywanie sie to natura ludzka. Czesto spotykam je na blogach i ciezko mi zrozumiec dlaczego je ludzie wkladaja w tekst pisany po polsku, w dodatku fonetycznie. Sami tak robia, Ameryka nikogo do tego nie zmusza. Poza tym angielski wyszedl z Anglii, istnial jeszcze zanim USA sie "urodzila". Zycie zmusilo do powstania nowych okreslen, glownie potrzebnych krajowcom ale nikomu nie narzucamy.
    Przy okazji dodam ze rzadko ale zdarza mi sie w jezyk polski wetknac amerykanskie okreslenie z czystej wygody bo istnieja okreslenia ktore zalatwia jedno amerykanskie slowko zamiast 2-3 polskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie w 100% moj Junior przyjechal w wieku 8 lat i mial za soba tylko jedna klase podstawowki, wiec nie oczkuje zeby pisal po polsku, przeczytac potrafi, ale jak ma napisac to pisze fonetycznie:)) W dodatku z takimi dziwolagami jak "mash" zamiast "masz" ale za to mowi po polsku mimo, ze znow jestem jedyna osoba, z ktora moze w tym jezyku rozmawiac.
      I tak jak jako nastolatek nie chcial tak teraz czesto jak jestesmy sami i ja zaczynam po angielsku (tez z przyzwyczajenia) to on mowi "mamo mow do mnie po polsku" i to mnie cieszy, ze nagle zrozumial i chce.

      Usuń
    2. Moje byly jeszcze mlodsze, kolejno 7 i 2, a najmlodsza tu sie urodzila. Do szkoly w Polsce nie chodzily, bo nawet najstarsza edukacje zaczela juz tutaj. Maja ubogie slownictwo, ale jak trzeba, mowia wszystkie po polsku i bez akcentu.
      Moja jeszcze lepiej napisala do dziadkow, ze "ma tu durzo koleguf", ale zrozumieli, wiec wszystko bylo ok. Nie chcialam na sile uczyc ich polskiego, bo jednoczesnie musialy nadrabiac niemiecki, a to by je tylko pometlikowalo, za to w domu rozmawialismy wylacznie po polsku, stad znaja jezyk.

      Usuń
    3. Ja tez nie uczylam na sile, w domu oboje zawsze mowilismy po polsku, jak cos zle powiedzial, czy zapomnial to pomagalam odswiezyc pamiec:)))
      Ale nie powiem zawsze chcialam, zeby mogl sie chociaz porozumiec po polsku, nie zalezalo mi na tym, zeby umial pisac czy nawet czytac, bo przeciez wiedzialam, ze nie bedzie robil doktoratow po polsku:)))
      Co ciekawe moja synowa bardzo szybko lapie polski, nie, nie uczy sie ale jak ja czasem z Juniorem rzucimy slowem czy zdaniem to ona wie o czym mowimy. Wspanialy olewa i zawsze sie smieje, ze ja jak juz rozmawiam po polsku to caly czas mowie "suchaj":))) niestety ma racje:P

      Usuń
    4. Suchaj, Star, ja tez wyszlam z zalozenia, ze wystarczy jak dzieci beda umialy ustnie sie porozumiec. Wazniejsze jest dla mnie, zeby oprocz niemieckiego dobrze znaly angielski, ktory jest jezykiem miedzynarodowym. A polski mial byc do kontaktow z dziadkami.

      Usuń
    5. Oczywiscie u mnie tez chodzilo glownie o kontakt z moja mama, bo tato umarl 3 miesiace po moim wyjezdzie. No ale z mama to Junior nie pogadal, bo babcia mu takie pierdoly nawijala, ze dziecko nie chcialo sluchac:)))
      Naprawde mu sie nie dziwie. A chlop mial juz prawie 30 lat a babcia do niego "ciupciala" jak do niemowlaka.

      Usuń
    6. No co, dawno wnusia nie widziala, to moglo sie jej wydawac, ze jeszcze nie urosl. :)))))

      Usuń
    7. Bywala tu kilkaktornie wiec nie mogla zwalac na dawno nie widziala.

      Usuń
    8. E tam, dla bapci dzieci sa zawsze malutkie. :)))

      Usuń
  16. Star, nie denerwuj sie, tacy zawsze sie znajda:)
    Mam ciotke, ktora wyemigrowala do Szwecji majac kolo 45-tki , wiec nauka szwedzkiego szla jej bardzo opornie, nigdy nie byla w stanie nauczyc sie poprawnie mowic, nie mowiac o akcencie. Ale za to jak przyjechala do Polski po 2 latach, to chodzila na rynek "handlowac". I ciagnie moja mame, chodz idzmy na rynek bo trzeba handlowac! ( od "handlar po szwedzku ) - mowie jej, ale ciociu, ciocia nie moze tam isc handlowac, bo ciocia nie ma uprawnien! Ciocia moze tylko pojsc , potargowac sie i kupowac :) Mowilam z niewinna minka - ale w srodku sie gotowalam.
    Takich zwrotow uzywala co chwile - szwedzkie slowa pozamieniane na polskie koncowki , zupelnie od czapy.

    Owszem , my sobie tutaj sami gadamy miedzy soba nasza gwara skrotowa : czyli z autostrady to sie "eksitujemy", idziemy do "dzoba" , a tej chwili np. plaster tynkuje sciany :) , ale my to robimy celowo i dla zabawy.
    Jak jedziemy do Polski , to nikt by nie zauwazyl, ze mieszkamy zagranica juz kolo 15 lat !

    Natomiast faktem jest, ze mimo iz odwiedzam PL ze 3 razy w roku , to czasem nie nadazam za jezykiem mlodych ludzi. Kiedys stalam w autobusie i tak sobie sluchalam i doszlam do wniosku, ze ja kurcze nie wiem co to jest za jezyk, ktorym oni nadaja? Nawijaja tak strasznie szybko i jakos tak "plasko" i tak dziwacznie, ze momentami jak w narzeczu jakims czy co? Ale to byla grupa wiekowa gdzies tak 15-20 lat - mlodziez szkolna....




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mlodziez zawsze wymyslala sobie wlasny specyficzny jezyk, zeby dorosli nie mogli go zrozumiec, a ze kazda mlodziez predzej czy pozniej dorasta, ich nowa mlodziez wymysla cos innego, zeby tamci nie rozumieli. Slang mlodziezowy to chyba najbardziej zywotny jezyk swiata. :)))

      Usuń
    2. To na pewno, ale oni niby nie mowili slangiem- to byl jakis nieznany mi polski, taki brzydki jakis sie wydawal, slow nie mozna bylo rozroznic, tylko taki slowotok , zlepek okropny, taka maniera czy co - u starszych tego nie zauwazylam. :)

      Usuń
    3. Blok mojej mamy stoi nad ulica, tamtedy ida dzieciaki do szkoly, nawiasem mojej bylej podstawowki, pozniej gimnazjum. Palac na balkonie, slucham czasem ich rozmow i to, co slysze, jezy mi wlosy na glowie. Wiecej laciny niz polszczyzny.

      Usuń
  17. a mnie przy temacie zachowania jezyka ojczystego przypomina mi sie takie zdarzenie, spotkanie z rodakiem Polakiem: ty! mowi on, to jak to byc po polskiemu? ja jusz :) duzo zapomniec i nie wiedziec.......pytam wiec z ciekwoscia : jak dlugo ty juz jestes w Niemczech? on jak z pistoletu strzelil...dzieweic, przez glowe moja w ulamku sekundy przebiegla taka mysll...to ja jak bede tak dlugo jak on na obczyznie to tez zapomne po polskiemu :) i w tej samej nadal trwajacej sekundzie slysze ...miesiecy.......i wtedy spadl mi kamien z serca, kiedy sie to dzialo ja juz bylem trzy lata mniemcem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irek, ci kilkumiesieczni wlasnie sa najgorsi, bo probuja pozowac na bardzo starych emigrantow. Ja teraz dosc czesto jezdze autobusami w odwiedziny do mamy. Nie tak dawno jakas "opiekunka" zjezdzajaca z dyzuru uskarzala mi sie, ze ona juz tak jezdzi kilka lat i ma coraz wieksze trudnosci z jezykiem polskim, kiedy wraca do domu. Gadka-szmatka, a potem pyta mnie: pani chyba nowa? nie, ja tam mieszkam na stale. Aaa, to chyba krotko, bo pani tak dobrze po polsku mowi. Malo ja nie zatchnelo, kiedy uslyszala, ze juz 30 lat, nie chciala wierzyc.

      Usuń
    2. "jak to byc po polskiemu?"
      Po dziewieciu MIESIACACH????
      Serio wylozylabym mu manualnie za pomoca piesci.

      Usuń
    3. To juz nawet nie jest smiesze, a ino tylko zalosne :)

      Usuń
  18. Mnie zawsze pozytywnie zaskakuje to jak w telewizji czy w radio jest wywiad z Polonią z USA i spora część z nich mówi po polsku lepiej niż większość osób mieszkających w Polsce. Jak dla mnie wiele zależy od człowieka, jeśli chce zachować w sobie cząstkę swego pochodzenia to zachowa ją nawet na Antarktydzie.

    Ale i tak Chorwaci osiągnęli niesamowicie dużo. Wydaje mi się, że te dogrywki ich nieco zmęczyły, bez nich mogliby wygrać.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz zdazylam zapomniec o mundialu, tyle sie dzieje na swiecie. Teraz Niemcy zyja fochem Özila, ktory wyniosl sie z reprezentacji i oskarzyl wszystkich o rasizm.

      Usuń
    2. Jakoś nie zanotowałem takiej sytuacji w reprezentacji Niemiec. W sumie specjalnie się nie zdziwiłem. Wczoraj z kolei wyczytałem, że jakaś organizacja uznała, że reprezentacja Chorwacji była ,,za biała", cokolwiek może to znaczyć. Może tyle, że człowiek o białej skórze przestaje być uznawany za człowieka godnego się tak właśnie nazywać.

      Zdjęcia mam ale na razie są w fazie przejściowej. Muszę je sobie pobrać na komputer.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Tak, w dzisiejszych czasach bycie bialym zaczyna byc wstydliwe. Swiat sie konczy!

      Usuń
  19. Nie mam takich doświadczeń, bom zasiedziała w Polszcze. Wydaje mi się, że takie kaleczenie języka po 9 miesiącach zdarzało się kiedyś, kiedy to komuś mogło zaimponować, że zagranica i te sprawy. Teraz nikomu to już nie imponuje, ale może się mylę.
    Halt dupa wymiata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba ta halt dupa zostanie slowem roku :)))

      Usuń
    2. Oczywiscie, ze to teraz nikomu nie imponuje. Moglo imponowac w czasach PRL-u albo jeszcze w latach 90-tych ale od czasu kiedy Polska dolaczyla do UE to zycie za granica nie jest zadnym cymesem.

      Usuń
    3. I tak, i nie. Bo skad ten zwiekszony trend do amerykanizmow w mowie powszechnej? Duzo ludzi wyjezdza do pracy albo podrozuje po swiecie, ale niektorym jeszcze ta zagranica bardzo imponuje.

      Usuń
    4. Nie mamy patentu na mirciowa halt dupa, a szkoda ;) tak wiec uzywajcie dla swoich piesków, bo piesek po halt dupa lepsze wrazenie robi, niz bez halt dupa ;) :D

      Usuń
    5. Tyle tylko, ze nasza krotkowlosa Toyka rzadko potrzebuje haltdupy, no chyba, ze nazre sie trawy. :)))

      Usuń
  20. Ja jestem taka troche "niedorobiona" w niemieckim, bo sie go sama w Polsce uczylam z kasety i ksiazki. Potrzebny mi byl do pracy. Do Niemiec nie jezdzilam, nie telefonowalam, bo kto by mial cierpliwosc czekac trzy dni na polaczenie :) Czylo kontaktu mowionego ani sluchowego nie mialam. Slownictwo mizerne i jak juz rozmawialam potem po niemiecku to mi wychodzily takie kwiatki: "To jest dom takich zwierzat co robia jaja" ?!?! Slowo "kurnik" po niemiecku bylo mi nieznane :)
    Do tej pory czesto opisowo traktuje ten jezyk, a moj maz musi mi tez opisowo tlumaczyc, co oznacza nieznane mi niemieckie slowo.
    Chetnie rozmawiam po niemiecku z tymi Niemcami, ktorzy potrafia zrozumiec noja "barwna" niemczyzne :) Akcentu niemieckiego nie nabiore nigdy, a wynowy ucze sie sukcesywnie.

    Dookola mam tylko jezyk niemiecki, wiec chetnie utrzymuje kontakty telefoniczne w Polsce, lub tu w Niemczech. Z ciekawymi ludzmi, ktorzy maja duzo do powiedzenia chetnie rozmawiam godzinami! Nie zapominam jezyka polskiego, ale zdarza sie, ze wtracam niemieckie slowo, bo mi samo "na jezyk" wchodzi :)))

    Brakuje mi slownictwa komputerowego, bo tego w Polsce uczylam sie po angielsku, i nie umiem sie przestawic :)
    Smieszna jest ta moja niemczyzna :) A najgorzej jest z liczbami - oni sa pokreceni, zeby na przyklad na dwadziescia trzy mowic trzy i dwadziescia! Nie nadazam z przestawianiem w mozgu tych cyferek!!!

    Z psem mojej corki rozmawiam po polsku, corka do niego mowi po holendersku, szwagier corki mowi do niego po wlosku, poliglote mam w rodzinie, bo on to wszystko rozumie!





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, jezyka nie nauczysz sie z ksiazki, a tylko w rozmowie, chocbys gadala po hajdamacku, gadac trzeba i miec kogos, kto bedzie poprawial. Ja na poczatku musialam zerkac w okienko kasy, gdzie wyswietlaly sie cyferki, bo tez nie nadazalam, a potem samo przyszlo. :)))

      Usuń
    2. Ja sie nadal ucze z ksiazek i slownikow, bo jestem wzrokowcem, w rozmowach nie mam problemow i nikt mnie nie poprawia, ale czasem slowka zabraknie, i musze opisowo ;)
      Mam straszne braki w gramatyce, a bez tego trudno pisac poprawnie :(
      Ale mam czas, moge sie uczyc :)

      Usuń
    3. Mnie tez czasami brakuje slowa, zarowno po niemiecku, jak i po polsku, ale jakos tam daje rade. Mialam szczescie, ze podczas nauki niemieckiego, otaczali mnie ludzie, ktorych prosilam o poprawiania i oni to robili.

      Usuń
  21. Niedlugo druga w nocy, a ja tak sobie czytam i pisze te komentarze, zwariowana pogoda zburzyla mi rytm dzien/noc…...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas cala noc jezdzily tatü-ta-ta, chyba straz, co chwile mnie budzili. Jakby nie mogli w nocy jezdzic bez sygnalu. Nie wiem, co sie dzialo, moze piwnice zalewalo, moze pierun w cos walnal. Mielismy w nocy deszcz, jest czym oddychac.

      Usuń
    2. Dzisiaj chmurki i wieje, odzywam :)))

      Usuń
    3. Juz wiem, palila sie hala magazynowa niedaleko nas. U nas w nocy popadalo, ale znow jest upal i parówa.

      Usuń
  22. Bardzo mi sie spodobalo Star's "who you"
    mam niedosyt w temacie, bo mamy tez Polakow slawnych i zasluzonych zagranicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, np. Ciebie w Au, Star w USA czy mnie w DE. Jestesmy slawne i zasluzone, moze nie? :)))))

      Usuń
  23. I tak trzymaj , Kochana. Miedzy innymi po słowie poznaje się klasę człowieka. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  24. żyłam zyje i życ będę w Polsce wiec nie ma co ukrywać akcentu u mnie brak
    ale moja siostra wyjechała do Londynu i musze przyznać bardzo szybko zaczęła wplatać angielskie słowka w polskiej rozmowe czasem to irytujące ale ja odbieram to bardziej jak szpan i tyle bo ona umie a ja nie chce mi pokazać ze jest lepsza

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, lepsza, wazniejsza, swiatowa. A jest tylko smieszna.
      Ja wprawdzie po tych 30 latach na obczyznie musze sie pilnowac podczas rozmowy, ale w 99% udaje mi sie uniknac obcych wtretow.

      Usuń
    2. no to Ty jak moja siostra - ona w "Makaronii" ale nie mówi nigdy JAKIE PANI MA PIĘKNE BAMBINO.

      Usuń
    3. Zwlaszcza, ze wiekszosc tych ludzi przezyla wiecej niz polowe zycia w Polsce, a potem tak szybko "zapominaja" jezyk.

      Usuń
  25. Znam takich, oj znam i to wielu... To próżność zwykła, nic ponad to. Życie konsumpcyjne i konsumpcyjne pragnienia.
    Z tym tłumaczeniem kawiarek masz absolutną rację. Słowem, to szalenie zabawne, nie wiedzieć jak to po Polsku wyjaśnić... wybacz mój uśmiech, ale jest on kompletnie bez drwiny.
    Mnie zdarzyło się tylko jeden jedyny raz w życiu (w czasie intensywnej nauki), zapomnieć jak jest dworzec PKP. Spojrzałam z litością na koleżankę i powiedziałam "Bahnhof". Roześmiała się serdecznie, bo akurat dobrze znała to słowo. Uf, na szczęście!
    Generalnie nigdy mi się nie zdarza mylenie słówek, ani zapominanie Polskich. Z mężem rozmawiamy tylko po Polsku, a tu już dużo. Ponad to piszę po Polsku, a to jeszcze więcej.
    Od czterech lat mieszkam w Szwajcarii, w kantonie niemieckojęzycznym, z charakterystycznym narzeczem, który ma mało wspólnego z czystym niemieckim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cztery lata to jeszcze niewiele, ale im dluzej jestes na obczyznie, tym trudniej znalezc czasem polskie slowo podczas rozmowy. Mnie juz nieraz zdarzalo sie w zamysleniu do Niemcow zagadywac po polsku i odwrotnie, w Polsce zaczynalam mowic nagle po niemiecku. I tylko zdumiony wzrok rozmowcy przywolywal mnie z powrotem na ziemie. :)))
      No ale ja zyje tu juz 30 lat.

      Usuń
  26. Mnie sie tez zdarza mowic do Niemcow po polsku, najczesciej, jak sie zamysle i zapomne gdzie jestem. W Polsce mi sie raz zdarzylo zagadac po niemiecku, smiesznie wyszlo, bo one zdziwione na mnie patrzyly, a moj maz sie smial :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje i mnie sie zdarzaly, kiedy chcialam cos szybko powiedziec. Ale kiedy juz mowie po polsku, to jest to po polsku, bez tankszteli i autoban. :)

      Usuń
  27. Mam na ten temat swoje zdanie - najbardziej "obcojęzyczni" są ci którzy są "na zsyłce" najkrócej . Moja siostra mieszka od prawie 30 lat na drugim końcu Europy :) wyszła na faceta stamtąd , ale jej dzieci nie potrzebowały tłumacza żeby pogadać z dziadkami czy z ciotkami, i jakom mimo odwiedzin w kraju nie częściej niż raz na rok potrafi płynnie mówić po "naszemu" Jeśli brakuje jej słów to chodzi o gigabajty, internetowe zawiłości czy inne technologiczne nowości których nie było w czasie kiedy ona opuszczała ojczyznę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dla siostry! I jeszcze wieksze dla jej dzieci.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.