wtorek, 3 lipca 2018

Znow w Braunlage.

Chcialam Wam podac link do posta o naszej wycieczce do Braunlage, ale stwierdzilam, ze zniknelo z niego tyle zdjec, ze nie ma sensu. Swoja droga, co sie dzieje, ze starsze zdjecia znikaja z postow? Czy blogger uznaje, ze jakis limit zostal wyczerpany i po prostu starsze sam usuwa czy co? Niewazne.
W sobote pojechalismy tam znowu, po 11 latach. Wtedy mielismy pogodowego pecha, bo siapil deszcz mimo czerwca, a widocznosc na szczycie gory Wurm byla zerowa. W Braunlage znalezlismy sie dlatego, ze corki ufundowaly nam tam weekend z okazji naszego srebrnego wesela. Towarzyszyl nam nasz jamnik Fusel. Tym razem dokladnie posprawdzalam pogode i widocznosc, w koncu to dosc daleka wyprawa (70km), wiec chcialam miec tym razem pewnosc, ze duzo zobacze i nie zmokne.

Zakotwiczylismy na parkingu przy stacji kolejki linowej

Zza wierzcholkow drzew widac bylo hotel, w ktorym wtedy spedzalismy weekend

Stacja kolejki linowej. Ceny jazdy w te i z powrotem po 13€ od twarzy, a Burek kosztowal 1€

Jedziemy

Wagoniki dla ludzi

i takie do przewozenia rowerow i hulajnog

W dole trasy do wedrowek turystycznych

Toyka rozparta jak basza

Miasto zostalo gdzies tam w dole

Te "patyki" na stoku to latarnie dla narciarzy

Dotarlismy jeszcze wyzej

Toyka wyglada konca podrozy, juz niedaleko do szczytu

Po drodze armatki sniezne
Znalezlismy sie po ok. 15 minutach jazdy na szczycie gory Wurm, blisko 400 metrow wyzej niz lezy miasto i prawie kilometr n.p.m. Opcji podrozowania jest sporo, mozna pojechac tylko w jedna strone, a na dol albo zejsc jedna z licznych tras, albo zjechac na rowerze gorskim lub na hulajnodze. Mozna dojechac tylko do polowy gory, do stacji srodkowej i stamtad albo zejsc, albo sie wspinac na szczyt. My wybralismy jazde w obie strony, bo co se bede nogi marnowac.
Na szczycie gory ruch jak w godzinach szczytu (nomen omen), bo mamy juz ferie w naszym landzie, wiec rodzice ciagaja dzieciary, zeby sie nie nudzily. Pelno roznych smialkow w helmach ochronnych, gotowych do karkolomnego zjezdzania ze stromych zboczy na rowerach lub jeszcze gorzej, na hulajnogach!

Pojazdy dla samobojcow

Grupa szykuje sie do zjazdu

Lokalik, gdzie wszystko kosztuje dwa razy wiecej niz na dole

Budynek stacji kolejki

Najwyzszc szczyt Harzu, Brocken
 Zwroccie uwage na cale polacie wyschnietych(?) czy wypalonych(?) lasow na zboczach gory. Nie mam pojecia, czym moglo to zostac spowodowane, to wszystko powinno sie jednolicie zielenic.

Brocken w zblizeniu
Zauwazcie, jak dobra byla tego dnia widocznosc. Niestety, tam na gorze pizdzilo jak na dworcu w kieleckiem, wiec wdzialam szybko polarek, a slubny marzl, bo nie chcial brac ze soba swetra z domu.
Troche sie jednak zmienilo od naszego ostatniego tam pobytu, wybudowano fajny plac zabaw. Na tyle fajny, ze zalowalam, ze juz nie jestem dzieckiem, bo chetnie sama bym sie tam pobawila. Wszystkie urzadzenia z drewna, mostki i kladki nad sztucznie utworzonymi stawikami i potokami, hustawki, bujawki, tratwy - no mowie Wam, jeszcze takiego nie widzialam w zyciu. Troche nizej wykopano wiekszy staw z fontanna, wokol ktorego mozna spacerowac, siedziec i kontemplowac widoki.

Toyka nie miala skrupulow i korzystala z placu zabaw

Staw z fontanna

Burek zdobywal szczyty


Widok na plac zabaw i stacje kolejki z drugiej strony stawu

Wagoniki niestrudzenie przywoza i odwoza turystow

Szumia jodly na gor szczycieeee....

Rozdarta sosna?

Pozostalosci po huraganach, w dole Braunlage
Podejrzalam tez start dwoch kamikadze-rowerzystow.




Jeszcze raz Braunlage z innego miejsca

Trzeba spragnionego napoic
Gdybyscie mysleli, ze na Wurm mozna sie dostac tylko kolejka linowa, bylibyscie w mylnym bledzie, bo otoz jest jeszcze wyciag krzeselkowy, ale o tej porze roku byl nieczynny.

Krzeselka czteroosobowe

Na dole widac olbrzymi parking, teraz calkiem pusty.

Restauracja, z ktorej cuchnelo przypalonym olejem, co nie zachecalo do jedzenia, ale nie brak bylo amatorow frytek

Starodawny woz konny z tabliczka, zeby na niego nie wsiadac
Jak na wiekszosci roznych gorek, a w Polsce to na kazdej, i na Wurm stoi sobie prosty drewniany krzyz z tabliczka, na ktorej jest napisane: Wznosze oczy na gory. Skad przyjdzie pomoc? Pomoc nadejdzie od Pana, ktory stworzyl niebo i ziemie. Psalm 121 1-2 Postawiono 1 czerwca 1990 Parafia Trinitatis w Braunlage.



Jeszcze tylko oka rzut na stacje kolejki linowej, ale od drugiej strony, maly selfik w oknie stacji i zjezdzamy z powrotem na dol.




Miasta nie fotografowalam, bo naprawde nie bylo co. W co drugim domu pokoje do wynajecia, wypozyczalnie nart, rowerow, lyzew i knajpa obok knajpy. To mala dziura liczacy ponad 6000 dusz, ozywajaca glownie zima. Tradycyjnie juz pozarlam jakis pierdylion kalorii, slubny posilil sie kawa z tortem (tylko ze on nie przytyje) i udalismy sie w droge powrotna.

Puchar lodowy Malaga - pyszny!
Nie bylo nam jednak dane jechac do Getyngi jednym ciagiem, postanowilismy sie na chwile zatrzymac przy zalewie, ktory widac z 27-mki, drogi wiodacej do Braunlage, wyglada bosko i kuszaco. Najgorsze, ze tam nie ma zadnych zjazdow i dostep jest nieco ograniczony. Jedyne miejsce, gdzie mozna sie dostac, to tama na rzece Oder (czyli na Odrze, ale to inna Odra).

Zbiornik glowny, ktory ciagnie sie na przestrzeni wielu kilometrow

Niestety, niewiele przy nim osrodkow wypoczynkowych

Po drugiej stronie tamy tzw. zbiornik wyrownujacy

Tymze mostem przeszlismy

Most-tama od strony malego zbiornika


Zaskoczyla mnie wiadomosc w Wiki, ze ten zalew powstal na poczatku lat 30-tych ubieglego wieku. Ja myslalam, ze jest znacznie mlodszy. Glownym celem jego budowy jest ochrona przed powodziami, wyrownywanie zbyt niskiego poziomu rzeki i pozyskiwanie energii elektrycznej. Powierzchnia wod zalewu to 136 hektarow, a calosc wyglada tak:


I to juz wszystko z sobotniej wycieczki. Nie zameczylam Was iloscia zdjec i informacji?







54 komentarze:

  1. Nie zamęczyłaś, lubię te Twoje wędrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kto, jak nie Ty, Wedrowniczko. :)))

      Usuń
  2. Zartujesz? 70 km to daleka wyprawa?
    Wspanialy przez 10 lat dojezdzal do pracy 65 km w jedna strone, codziennie.

    Teraz ide czytac dalej:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taki jednodniowy wypadzik to troche daleko i nie zapominaj, ze na autostradach tlok nie maleje i to jest strasznie meczace, a moj do najmlodszych tez juz nie nalezy. On tez dojezdzal do pracy, a tezaz jest dawno na emeryturze.

      Usuń
    2. Wlasnie mnie olsnilo, ze Wspanialy dojezdzal do pracy owszem 65 ale nie km tylko mil, a to jest ok. 100 km.
      Nie sadze zeby Wasze autostrady byly bardziej tloczne niz nasze, ale tego badac nie bedziemy:))) dojazd w jedna strone zajmowal mu srednio ok. 2.5 godziny dwa razy dziennie przez 10+ lat, bo dopiero jak ja zachorowalam zaczal pracowac w domu i mial juz wtedy 66 lat. Tez nie mlodzieniec:)))

      Usuń
  3. Fajnie tam, a samobójców rowerowych to na świecie nie brak. Chyba wolę, żeby zjeżdżali sobie z góry na złamanie karku niż żeby na swych "mustangach" skakali po osiedlowych "przeszkodach" typu schodki, ławki, murki, co miałam w W-wie.
    Myślę,że te "łysiny" na zboczach to efekt jakichś zaburzeń pogodowych typu wichura.Taki nagle ogołocony z drzew teren szybko wysycha bez drzew. A wiatrołomy się przecież usuwa, żeby choć trochę mieć pożytku z tych powalonych drzew.Zostawione same sobie po prostu niszczeją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z daleka slabo widzialam, ale jednak mialam wrazenie, ze te drzewa nadal tam stoja i sa tylko tak ekstremalnie wyschniete na calych wielkich polaciach. Powalone drzewa inaczej wygladaja. Moze zaatakowala je jakas choroba i tak poschly?

      Usuń
    2. Nooo, może korniki podesłał były pan minister pisuarowski???? Szyszki bywają złośliwe;))))

      Usuń
    3. Tez mi sie zdaje, ze to jakas choroba musiala dopasc las.

      Usuń
  4. O, znane tereny, jak zwykle warte wycieczki, a Mirka tez raz juz tym wyciągiem jechala 😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tylko Kirunia nie jechala wyciagiem, Fusel i Toyka jechali.

      Usuń
  5. Ciekawe czy zimą zawsze tam jest śnieg?
    Podziwiam Cię za te długie posty. To kupa roboty jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest zupelnie inny klimat i czesto u nas nie ma sniegu, a tym jest. A jak nie spadnie, to po to sa armatki.
      E tam dlugi, zdjec jest duzo, to sie wydaje dlugi.

      Usuń
  6. Lubię takie wycieczki, gdzie tyle do zobaczenia. To z pewnością był bardzo przyjemny dzień dla Was wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylo cudnie. Pogoda jak widac wspaniala, a nie bylo za goraco, po prostu optymalnie.

      Usuń
  7. Widoki piekne, ale miejsce nie w moim stylu, za bardzo turystyczne, za duzo ludzi,
    poza tym nie lubie kolejek linowych, nie lubie byc zawieszona w przestrzeni,
    ciekawa jestem jak Toya znosi takie oderwanie od ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toyka byla troche niespokojna na poczatku, ale kiedy widziala, ze my na luzie, to i ona sie uspokoila. Zreszta psy sa najszczesliwsze, kiedy moga byc z rodzina, wiec sporo potrafia zniesc. :)

      Usuń
  8. Tyyy... Kurde, zainspirowałaś mnie. Do... sprawdzenia na moim blogu, czy nie poznikały jakieś starsze zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz to wczesniej zauwazylam, ze poznikaly mi niektore zdjecia, ale poniewaz byly nie mije, to pomyslalam, ze skoro gdzies zostaly usuniete, to i u mnie zniknely. Ale z wycieczki do Braunlage byly tylko moje wlasne zdjecia, wiec nie wiem.

      Usuń
    2. Zrobiłam przegląd u siebie. Nic nie zniknęło. Myślałam o tym i wymyśliłam, że może to SRODO maczało w tym palce? To by wyjaśniało, dlaczego zdjęcia znikają u Ciebie, a u mnie nie. Ja nie lubię zdjęć, które psują obecni na nich ludzie i staram się robić fotografie "czyste", bez zbędnych elementów. A jeżeli nie o to chodzi, to już nie wiem, o co...

      Usuń
    3. Porownaj sobie ilosc zdjec u mnie i u Ciebie, nie ma porownania.

      Usuń
    4. No ale o czym miałoby to świadczyć?

      Usuń
    5. Ze moze przekroczylam jakies limity.

      Usuń
    6. Nie wiem, moze blogger je wywalil.

      Usuń
  9. Fajne górki ciekawe, czy dałabym radę jeszcze po takich połazić...
    Solidne te hulajnogi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mialabys w odwodzie wagoniki. ;) A te gorki sa mniej wiecej jak nasze swietokrzyskie, wiec nie jakis hardkor. Dalabys rade. :))

      Usuń
    2. Taaa... W Świętokrzyskim przeklęłam idiotę, który kazał mi dymać na Święty Krzyż, podczas gdy z drugiej strony była szosa dojazdowa...

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że w życiu spotkało go wszystko, co najgorsze :))))

      Usuń
    4. Czesto jezdzilam na rajdy w Gory Swietokrzyskie, wedrowalam tez po Tatrach i zdobylam gorska odznake turystyczna. Teraz juz bym nie polazila, bo od fajek mam oddech krotki i zadyszke.

      Usuń
    5. Jezusie i Maryjo, dobrowolnie poddawać się torturom!...

      Usuń
    6. Mloda bylam i zdrowa, wysportowana i niepalaca, pelna energii i gotowa gory przenosic. Poprzestalam jednak na wspinaczkach.

      Usuń
    7. Młoda, stara - jakie to ma znaczenie dla sado-maso?

      Usuń
    8. To cos Ty robila w mlodosci? Cale zycie przy biurku?

      Usuń
  10. Fanjnie tam, te hulajnogi to raczej ekstrema, zreszta rowery tez.
    Ja patrze na zdjecia i widze te niemieckie napisy i tak sobie mysle "to strasznie trudny jezyk musi byc, mnie by sie juz przy trzecim slowie jezor zlamal":))
    Tyle liter na raz? jak to wymowic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym sie nie odwazyla zjechac z tej gory na niczym. Juz jak po Getyndze popylam na rowerze, to z najmniejszych wzniesien zjezdzam na hamulcu, zeby sie za bardzo nie rozpedzic.
      To slowo Wurm-Berg-Seil-Bahn mozna latwo przeczytac dzielac na slowa skladowe, ale sa jeszcze lepsze zlepki, ktorych nie zmiescisz w jednej linijce tekstu drukowanego. Dziwny jezyk, tez go nie lubie, ale nie mam innego wyjscia, jakos musze sie porozumiewac. W Polsce uczylam sie angielskiego (co zreszta pomoglo mi w poznaniu niemieckiego, bo to jezyki z jednej grupy i jest wiele podobienstw, choc niemiecki uwazam za duzo trudniejszy), wiec musialam od nowa uczyc sie innego jezyka, ale kto to wiedzial, ze tu wlasnie wyladuje.

      Usuń
    2. Faktycznie oba jezyki naleza do tej samej grupy, ale jak slucham jednego czy drugiego to trudno uwierzyc. Mam wrazenie, ze niemiecki jest duzo trudniejszy. W angielskim z kolei nie ma zadnych regul jak wymawiac poszczegolne grupy liter i tak kazdy mowi jak chce:)) Ciagle szukam czlowieka ktory potrafi wyjasnic dlaczego w slowo mint wymawia sie mint ale pint to jest pajnt? I nikt nie wie, ale wszyscy mowia "bo tak sie mowi":))
      Noz wiem, ze tak sie mowi pytanie brzmi "dlaczego?":)))

      Usuń
    3. Mam porownanie, bo uczylam sie obu i stwierdzam, ze niemiecki jest znacznie trudniejszy.
      A co to jest ten mint-pint?

      Usuń
    4. Mint to mieta a pint to miarka pojemnosci.
      Ja sie zawsze smieje, ze angielski musi byc latwy bo inaczej Amerykanie by sie nie nauczyli:))))

      Usuń
  11. Bardzo fajna i ciekawa wyprawa :D
    Piekne widoki !
    U mnie jakpoś nie zauważyłam znikających zdjęć ... na razie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ja wstawiam ekstremalnie duzo zdjec, juz ósmy rok, wiec moze jakies limity wyczerpalam? Nie mam pojecia, ale w bardzo wielu postach to zauwazylam, szczegolnie kiedy chce podawac linki do starszych wpisow. Tak przeciez nie zagladam do starych postow, bo nie mam czasu. :)))

      Usuń
    2. Niby foty nie przekraczające 800 pikseli mozna wklejać do woli. Chyba że wklejasz też większy format ?

      Usuń
    3. To nie wiem czemu tak masz. Może ja też , ale na razie nie zauważyłam ...

      Usuń
    4. Ja juz od dluzszego czasu zauwazylam to zjawisko.

      Usuń
    5. Nie wiem czy moje znikaja bo nie sprawdzalam, a od kilku lat wklejam wieksze niz Ty Pantero i tez mam notki gdzie jest zastraszajaco duzo zdjec. Moze sprawdze jak juz zupelnie bedzie mi sie nudzilo:)))

      Usuń
    6. U mnie praktycznie w kazdym poscie jest choc jedno zdjecie, Ty zas wiecej piszesz niz fotografujesz.

      Usuń
  12. Podobają mi się te grube opony. Fajne kółeczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwariowałaś? Ja jestem cywilizowana turystka, przecież tam jest boska kolejka!

      Usuń
  13. Przyjrzałam się sośnie. Nie jest rozdarta, to nie "Ludzie bezdomni". Tylko krzywa i chyba z ułamanym czubkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy to nawet nie sosna, ino jodla.

      Usuń
  14. Byłam z Tobą na tej wycieczce. Wspaniałe zdjęcia. Super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czulam czyjs oddech na karku, a to bylas Ty! :)))

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.