wtorek, 27 listopada 2012

Harcerstwo.

Temat przyszedl mi do glowy po andrzejkowym wpisie u Ilonki. Wrocily wspomnienia mojej przynaleznosci do tej wspanialej organizacji, majacej swoje korzenie w angielskim skautingu, z jego guru Robertem Baden-Powellem. Organizacja ta od poczatku miala zalozenia bycia apolityczna.
Moje pierwsze proby zaistnienia w niej mialy miejsce w szkole podstawowej, kiedy zachecona ogloszeniami, stawilam sie na zbiorke zuchow. Jednak nic z tego nie wyniklo, opiekunowie nie byli specjalnie zaangazowani, spotkania byly nudne, zupelnie nic nie porwalo mnie na tyle, zeby tam pozostac. Bardzo wiele, o ile nie wszystko, zalezy od pasji i umiejetnosci pedagogicznych starszych stopniem opiekunow. Mnie wtedy nic w ruchu zuchowym nie zafascynowalo na tyle, zeby w nim pozostac.
Dopiero w liceum na dobre zagoscilam w organizacji, choc nie byla to przygoda dluga, bo po maturze braklo mi czasu na dzialalnosc. Jednak przez te cztery lata moja aktywnosc byla wielka, najpierw jako szary czlonek, przez kariere zastepowej, by w maturalnej klasie prowadzic druzyne dziewczat w szkole podstawowej, za co nagrodzona zostalam stopniem instruktorskim.
Nie wszystkim odpowiadala struktura organizacji, jej quasi-wojskowy dryl, musztra, posluch u starszych ranga. Nie bylo jednak tak zle, jakby sie moglo na pierwszy rzut oka wydawac. Wiecej bylo w tym zabawy, niz rzetelnego drylu, a nie do przecenienia bylo dobro, jakie robilismy spoleczenstwu, szkole, a przede wszystkim sobie. Mielismy zajecie, nigdy sie nie nudzilismy, nie wystawalismy przed blokami, bez nadziei na lepsze jutro, bylismy radosni i mielismy poczucie dobrze spelnionego obowiazku. Mundurek harcerski budzil szacunek.
Najwspanialsze wspomnienia to rajdy, wycieczki i obozy harcerskie. Dostawalismy od nadlesnictwa teren, ktory sami musielismy zagospodarowac. Przed innymi obozowiczami przyjezdzala grupa kwatermistrzowska, rozbijala wielkie wojskowe namioty, stawiala w nich prycze zbijane samodzielnie, budowala z przydzielonego drewna polki na najpotrzebniejsze przybory, murowala polowa kuchnie i... kopala latryny. Dopiero wtedy zjezdzala sie reszta towarzystwa i doprowadzala oboz do stanu mieszkalnego, czyli napelniala sienniki, porzadkowala teren itp.
Wazny w kazdym obozie byl maszt na placu apelowym, na ktory co rano, przy porannym apelu, wciagano flage, by podczas capstrzyku sciagnac ja na dol. Flaga to byl skarb kazdego obozu i zarazem smaczny kasek dla innych, rozlozonych w poblizu obozow. Zwiniecie w nocy cudzej flagi skutkowalo slodka wyzerka, bo flage trzeba bylo wykupic slodyczami. Ukrasc flage nie bylo latwo, przez cala noc staly na terenie obozu warty. Ale wartownicy tracili czasem czujnosc lub wrecz zasypiali, a wtedy jeden skok i flaga byla zabrana.
Pamietam swoja wyprawe po cudza flage. Bylo to w Witowie kolo Zakopanego, a wiec na terenie nadgranicznym, gdzie noca jezdzily patrole WOP, a szlajanie sie w ciemnosciach bylo wlasciwie zabronione. Szlismy w szesc osob poboczem szosy, gdy nagle zobaczylismy swiatla samochodu, ktory mogl nalezec do WOPu. Rzucilismy sie  na plask do rowu, a ze zalegala w nim woda, dalsza czesc wyprawy pokonywalismy przemoczeni do suchej nitki. Nic to bylo dla nas, rozgrzewala nas mlodosc i chec wykazania sie "zlodziejskim" kunsztem. Adrenalina bila na dekiel az milo! Flage wprawdzie zabralismy, ale jednak ktos nas zauwazyl i wywolal nocny alarm. Pobilismy chyba wszelkie rekordy szybkosci w biegu przelajowym. Graniczylo z cudem, zesmy w tych ciemnosciach nie pobladzili. Nic by nam wprawdzie nie zrobili, ale bylby wstyd dac sie schwytac. Tradycja nakazywala zawsze zostawic pod masztem wiadomosc, kto flage sciagnal, zeby latwo bylo trafic ze slodkim haraczem do sprawcy. Oj, byla uczta w obozie nastepnego dnia!
Kazdy oboz mial wprawdzie kucharza, bo ktos musial wymyslac i dozorowac zdrowe menu, ale wszystkie prace pomocnicze wykonywali sami harcerze, najczesciej jako kare za jakies tam przewiny. Nieraz przyszlo nam obierac tony ziemniakow na obiad, choc nie to bylo najstraszniejsze. Znacznie gorsza robota bylo zmywanie ogromnych garow, okopconych ogniem, czesto z przypalonymi resztkami w srodku. A do dyspozycji mielismy jedynie zimna wode w strumieniu, czy jeziorze i... piach, ktorym sie te kotly szorowalo. Nikt wtedy nie pomstowal na mobbing, kazdy ze smiechem wykonywal, co do niego nalezalo. Jadalismy we wlasnych menazkach przy pomocy tzw. niezbednikow (lyzka z widelcem w jednym).
Ilez mozna bylo nauczyc sie praktycznych rzeczy. Powiedzenie jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz, mozna bylo brac doslownie. Obozy sprzyjaly zdobywaniu nowych sprawnosci i awansowaniu na wyzszy stopien. Rywalizacja byla silna, wszystkim zalezalo, zeby sie jak najlepiej wykazac. W gorach zdobywalismy przy okazji gorskie odznaki turystyczne, na jeziorach sprawnosci wodniackie.
Od czasu do czasu organizowano nam nocne alarmy, gdzie w przeciagu oznaczonego czasu trzeba bylo stanac w pelnym rynsztunku, ze spakowanym plecakiem i w mundurze, przed namiotem. Bylismy zamuleni snem, niezadowoleni, ze musimy nie tylko wstawac w srodku nocy, ale i pakowac caly nasz dobytek, ale takie cwiczenia byly w programie i nic nie szlo na to poradzic.
Niestety, kiedys bardzo nam sie przydaly te cwiczenia. Wlasnie w Witowie oboz zostal napadniety przez podpitych gorali i nie byly to zarty. Obrzucono nas kamieniami, byli ranni, caly oboz stal na rownych nogach, a nie bylo jak wezwac milicji. Musielismy bronic sie sami. Trudno sobie wyobrazic, jak bardzo bylismy przerazeni, zwlaszcza mlodsze dzieci. Wszystko jednak zakonczylo sie w miare dobrze, sprawcow w koncu wylapano, jeden ze starszych harcerzy mial szyty policzek, a straty byly jedynie na sprzecie.
Nie bylismy swieci, zdarzal sie kategorycznie zabroniony alkohol, cmilo sie po krzaczorach papierosy, a jedna z obozowiczek po kilku miesiacach powila zdrowe dziecie.
Tamte czasy wspominam bardzo sentymentalnie, nie tylko dlatego, ze bylam mloda i pozbawiona wszelkich trosk dnia codziennego. Harcerstwo zakorzenilo u mnie wiele dobrych nawykow, nauczylo radzic sobie w sytuacjach trudnych, znajdowac rozwiazania skomplikowanych na pozor zagadnien, samodzielnie rozwiazywac problemy. Taki troche survival.
Nie bylo przesadzonego drylu, musztry i wyzysku. Bylo wesolo, pouczajaco, spiewnie i cudownie!
Do czasu!
Pamietam powstanie rownoleglej z ZHP organizacji harcerskiej, tzw. HSPS (Harcerska Sluzba Polsce Socjalistycznej). A mialo byc przeciez z zalozenia apolitycznie.
Teraz nie jestem specjalnie na biezaco, ale mignely mi w telewizji jakies stricte katolickie formacje harcerskie. Nie wiem nawet, czy ZHP jeszcze w tej nachalnej ultrakatolickiej nawale  istnieje. Szkoda byloby. Szkoda w ogole, ze dzieci i ich organizacje miesza sie do polityki albo ewangelizacji.

__________________________________________________________________________________________________

Dzięki Waszej pomocy,
udało nam się zebrać:
0  041  258 PLN
Jak możesz pomóc?
Zobacz sposoby pomocy...

26 komentarzy:

  1. Dzień dobry! I ja kiedyś należałam do zuchów. Była dobra zabawa, śpiewy, podchody, ogniska. Do harcerstwa się już jednak nie zapisywałam. Wolałam już trochę inaczej spędzać wówczas czas. Ot, młodosć i jej zmienne nastroje!
    I tak, jak Ty wspominam te zielone lata z przyjemnością i nostalgią.
    A jak to wygląda dzisiaj? Też nie bardzo wiem, ale z dobiegających mnie pogłosek sądzę, że apolityczność i świeckosć tej organizacji należą już tylko do wspaniałej przeszłości.
    Bardzo ciekawie to opisałaś Panterko. Zobacz, jakie skarby przechowuje nasza pamięć...:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj poranna ptaszynko.
    Tez należałam i bardzo miło wspominam ten czas,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas, harcerzy, wiecej na tym blogowisku!

      Usuń
  3. Byłam harcerką od zuchów po koniec ogólniaka. Ten czas wspominam bardzo ciepło.Najmilej wspominam obóz harcerski ( 4 tygodnie) w Bieszczadach. Tam dostaliśmy prawdziwą szkołę życia. Dzięki temu wspomnienia są przecudowne. A prawadziwy rajd - to bieszczadzki rajd.... Ach!
    Czuwaj druhno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuwaj, druhno DD, nie wiesz nawet, jak sie ciesze ze spotkania.
      Nawet nie myslalam, ze tyle nas tutaj.

      Usuń
  4. Też byłam harcerką przez 7 lat. Fantastycznie wspominam ten czas i obozy. Tylko, że za nas nikt nie stawiał namiotów i nie budował nam pryczy. Zaraz po przyjeździe na miejsce robiliśmy to sami rozstawialiśmy namioty i budowaliśmy z drewna prycze i wszystkie półki. Ten okres budowy stawiania obozu nazywał się pionierka. Fajne to były czasy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za nas robila grupa kwatermistrzowska.

      Usuń
  5. No i ja byłam harcerką :D Się nas tu widzę coraz więcej zbiera :D Jeden z lepszych okresów w moim życiu! Często mi się za ZHP tęskni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to byly naprawde wspaniale czasy!

      Usuń
  6. To dokładnie moje wspomnienia! Uważam je za jedne z najpiękniejszych w dzieciństwie. Ja należałam do harcerstwa całą podstawówkę. Uwielbiałam obozy właśnie za ich dyscyplinę i za to, że coś się na niech działo. Pamiętam, jak widywaliśmy kolnie: rozwlekłe, snujące się bez celu. A my w mundurach, zapięty każdy guzik, białe skarpetki:) Pamiętam mycie w jeziorze, gotowanie, latryny, ogniska ze śpiewem:) Ja śpiewałam na rybkę, bo miałam okropny kompleks braku słuchu.
    A miałaś tzw "chatki"? To była taka nocna wyprawa, należało zbudować sobie szałas i przetrwać w nim noc, trzymając warty. My z koleżanką nie mogłyśmy powstrzymać snu i lekko przestawiłyśmy zegarek do przodu, potem znowu, i znowu, a rano pobudka nastąpiła o 5 zamiast o 7 :-)))
    Piękne czasy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, u nas "chatek" nie bylo. Juz nocna warta byla dla mnie przeklenstwem, bo lubie spac.

      Usuń
  7. Należałam też do harcerstwa i mam piękne wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadne kolonie nie mogly rownac sie z obozami i ich niby prymitywnym zyciem.
      To byla szkola zycia i przetrwania.

      Usuń
  8. Ja nie należałam do harcerstwa, ale chciałam...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawde mozesz zalowac i masz czego.

      Usuń
  9. z zasad skautingu: Obowiązek wobec Boga, jest zdefiniowany jako "wierność zasadom duchowym, lojalność wobec religii, która je wyraża i akceptacja obowiązków, które z niej wynikają".

    Trzeba zauważyć, że w odróżnieniu od nazwy, sam tekst zasady nie posługuje się słowem "Bóg", po to by stało się jasne, że to sformułowanie obejmuje również te religie, które nie są monoteistyczne, jak np. hinduizm, lub takie, które nie uznają osobowego Boga, jak np. buddyzm.

    Robert Baden-Powell zapytany, kiedy religia weszła do skautingu, odpowiedział: Religia nie weszła. Ona już jest w nim. Jest to podstawowy czynnik, stanowiący podstawę skautingu i guidingu.

    Pojęcie siły wyższej jest czymś podstawowym dla skautingu. Jego wychowawcze znaczenie polega na udzieleniu pomocy młodym ludziom w zrozumieniu świata materialnego i badaniu duchowych wartości życia.

    Przysięga Skautowa 1907 - wg Sir Roberta Baden-Powella of Gilwell. "Przysięgam na swój honor uczynić wszystko, co leży w mojej mocy, by spełnić obowiązek względem Boga i Króla. Nieść pomoc bliźnim w każdej potrzebie. Być posłusznym prawu skautowemu."

    Apolityczność skautingu nie oznacza obojętności religijnej. ZHP w Polsce istnieje, a to co widziałaś to pewnie jest ZHR i nie ma w tej organizacji nic sprzecznego z ideami skautingu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam na zadnego boga nie przysiegalam i harcerstwo, w ktorym sie udzielalam bylo tworem ateistycznym. I bardzo dobrze! Niech sobie bog mieszka w kosciolach, tam jest jego miejsce, jak miejscem polityki jest sejm.
      Organizacje mlodziezowe powinny stac ponad to, panie Anonimie.

      Usuń
  10. Jak czytam ten wpis, albo przeglądam setki zdjęć mojej Mamy z harcerstwa, albo słucham opowieści ponad 70-letniej Cioci spotykającej się co roku na zjazdach harcerskich, to mi żal, że ja w to wszystko się nie wciągnąłem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, za Mama i Ciocia nie zarazily Cie bakcylem harcerstwa. Moja mama takze byla harcerka, to na skutek jej opowiesci zapragnelam stac sie czescia tej wspanialej organizacji.

      Usuń
    2. Mama próbowała, ale wtedy bałem się nieskrępowanych przeżyć z rówieśnikami. Nie nalegała, wtedy mi to pasowało. Dziś żałuję :) A tę Ciocię, to od tej strony dopiero niedawno poznałem. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  11. To lepszy był ten obóz niż tu: jestem3xl.blogspot.com/2012/07/list-z-wakacji.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Ależ oczywiście, że jest dziś ZHP. Moja córka, lat 10 jest właśnie teraz na takim obozie i przeżywa to wszystko co opisujesz. Pionierka, stawianie pryczy i kombajnów, wędrówki, kominki, chatki, kąpiele w jeziorze, szorowanie garów, warty. Tylko "tojki" zamiast latryn, bo takie wymogi miał sanepid. A na mszę polową idzie kto ma taką chęć.
    Mam nadzieję, że ona też będzie kiedyś z taką radością wspominać harcerstwo, jak komentujący powyżej:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, wszechobecny kler, nawet na obozach harcerskich, jakby sie bez nich obejsc nie moglo!
      Mysle, ze Twoja corcia bedzie miala wiele radosci i cudowne wspomnienia.
      Uklony :)))

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.