niedziela, 18 listopada 2012

Tesciowa.

To temat stary, jak swiat. Kazdy z nas, kto kiedykolwiek wstapil w zwiazek malzenski, musial zmierzyc sie z rodzina wspolmalzonka/i.
Powstaly tysiace dowcipow na temat tesciowa-ziec i na pewno mniej traktujacych o relacjach na linii tesciowa-synowa, a temat jest wciaz aktualny.

Startujemy w zycie malzenskie, czesto nie zdajac sobie sprawy, jakie przeprawy nas czekaja z rodzina meza/zony. Mlodemu czlowiekowi, ktory dotychczas zyl w stanie wolnym i najczesciej na utrzymaniu rodzicow, po zawarciu zwiazku malzenskiego, nielatwo przestawic sie na samodzielnosc, samostanowienie, zarzadzanie dostepnymi finansami, zycie pod jednym dachem z rownoprawnym partnerem, chodzenie na ustepstwa, borykanie sie z problemami dnia codziennego, kompromisy, docieranie sie itp. A tu jeszcze, calkiem nieoczekiwanie, bo kto mysli o tym przed slubem, mamy na glowie caly zywy inwentarz w postaci tesciow, szwagrow i powinowatych pociotkow.

Nie kazdy, zwlaszcza w Polsce, ma szczescie w kwestii wlasnego mieszkania, czesto z koniecznosci mieszka sie katem u rodzicow lub tesciow. I po jakims czasie zaczynaja sie schody. Pol biedy, jesli kobieta zostaje u rodzicow, a jej maz wprowadza sie do jej panienskiego pokoju. Konflikty kuchenne miedzy matka a corka bywaja niewielkie, a mezczyzni na ogol trzymaja sie z boku i potrafia w miare szybko dostosowac do panujacych warunkow. Gorzej, znacznie gorzej ma synowa, ktora zmuszona jest zamieszkac w domu tesciow. Zaczyna sie uwazna obserwacja, krytyka, ciagle poprawianie, przemadrzale nauczki, niekonczaca sie litosc dla biednego synusia, wreszcie otwarty spor. Czesto sytuacja eskaluje do tego stopnia, ze malzenstwo sie rozpada, nierzadko ku wielkiej uldze tesciowej.

Sama znalazlam sie w podobnym polozeniu. Zamieszkalismy po slubie w mieszkaniu tesciowej. Nie byloby problemow, gdyby nie... Musze krotko wyjasnic cala sytuacje i powody, dla ktorych moja tesciowa tak bardzo mnie nie lubila. Moj maz byl jej jedynym i poznym dzieckiem, po wielokrotnych poronieniach, wysnionym, wymarzonym, kiedy juz wlasciwie stracila wszelka nadzieje na potomstwo. Widziala w nim caly swiat, kochala ponad zycie, rozpieszczala i tolerowala wszystkie wybryki. Tym bardziej, ze tesc odszedl dosc wczesnie, kiedy moj maz zdal mature. Od tamtego czasu mieszkali sobie we dwojke, a tesciowa cale swoje potencjaly milosci wpakowala w jedyna osobe, ktora miala na podoredziu, w syna. Trwalo to blisko 20 lat i potem pojawilam sie ja, burzac ustalony porzadek, odbierajac czesc synowskiej milosci. Obca i niedoswiadczona, buntownicza i niepokorna, budzaca niechec sama swoja obecnoscia.

Moze nawet moja tesciowa nie miala do mnie osobiscie nic, mysle raczej, ze poczula sie zagrozona. Kazda inna kobieta w zyciu jej syna bylaby skazana na jej niechec. Tyle tylko, ze do tych wnioskow doszlam poniewczasie, kiedy tesciowa odeszla, by polaczyc sie wreszcie z ukochanym mezem. Dopiero, kiedy sama zostalam matka, kiedy dojrzalam i stalam sie potencjalna tesciowa, otworzyly mi sie oczy na pewne zagadnienia. Ja i tak jestem w lepszej od niej sytuacji, bo nigdy nie bede miala synowej, a z zieciami, jako przedstawicielami plci brzydkiej, zawsze latwiej sie kobiecie dogadac.

Nie jest latwo byc tesciowa. Wiem to, choc nia jeszcze nie zostalam. Trzeba wykazac ogrom samozaparcia i wielkie poklady kultury, zeby powstrzymac swedzace lapy przed wtraceniem sie w cudze zycie, nawet jesli widzi sie prawdziwa lub czesciej domniemana krzywde swojego dziecka. Tyle tylko, ze to dziecko jest doroslym osobnikiem, a malzenstwo to jego swiadomy wybor i mnie nic do tego. Nie mysle tu o sytuacjach ekstremalynch, jak alkoholizm i przemoc, to cos zupelnie innego i w takich sytuacjach nalezy sie wtracac, pomagac i chronic. Mam na mysli nasza podswiadoma niechec do partnera naszego dziecka, jesli taka wystepuje. Trzeba zawsze stac w gotowosci, kiedy dziecko nas poprosi o pomoc czy rade, ale nigdy samemu nie wylazic przed szereg.  A juz nigdy, przenigdy nie sugerowac dziecku wyboru miedzy soba a jego malzonkiem, bo mozemy sie obudzic z reka w nocniku, kiedy dokona wyboru nie po naszej mysli.

Tesciowo, ty stary rowerze... Pamietajcie, mlode kobiety, ze same kiedys znajdziecie sie w roli tesciowej. Sprobujcie wiec choc troche zrozumiec tok myslenia matki swojego meza i wykazcie daleko idaca cierpliwosc i tolerancje dla jej wyskokow. Albowiem dnia ani godziny nie znacie, kiedy same przeistoczycie sie w potwora dla swojej synowej.

38 komentarzy:

  1. Apel bardzo słuszny! Sama drżę jak się w tej roli sprawdzę, bo nie jest łatwo się powstrzymać przed "dawaniem rad', a wiem, że nie wolno tego robić!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli sama mialas dobra tesciowa jako mloda mezatka, bierz z niej przyklad, jesli jednak byla hetera, staraj sie unikac jej bledow. Ot, cala prawda!

      Usuń
    2. Nie była hetera, ale do tej pory ma inny problem. Równie trudny i trujący. Stawia swojego syna w roli swojego opiekuna; ojca, męża (którego nie ma), a jednocześnie traktuje usiłuje wszystkich dookoła traktować, jak dzieci-bo to umie. Pozwolić im dorosnąć, to stracić grunt pod nogami i poczucie bycia potrzebną. To trudne dla mojego męża, ma wielką dziewczynkę na karku całe życie. Odwrócenie ról.

      Usuń
    3. Podobnie bylo z moja, rowniez owdowiala tesciowa.
      Ale to juz przeszlosc, jej smierc pozwolila mu wydoroslec.

      Usuń
  2. Mam jeszcze czas.
    Mój jedynak ma 9 lat :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje Ci sie, Goyka, ze masz czas. Caly proces wychowawczy dziecka to przygotowywanie siebie do tej nieuniknionej roli.
      Wychowujesz je nie dla wlsnej korzysci, ale dla jego dalszego samodzielnego zycia. I to, jak je wychowasz i przygotujesz, bedzie mialo wplyw na jego relacje z partnerem, a co za tym idzie, na relacje partnera z Toba.

      Usuń
  3. myślę, że funkcją rodziny jest przygotowanie do życia w społeczeństwie. Wiele problemów człowieka w dorosłym życiu ma korzenie w domu rodzinnym, relacjach...
    Ja przygotowuje cykl wpisów poświęconych zagadnieniom Toksycznych związków, DDA, DDD...
    wierzę, ze są wspaniałe teściowe, mądre wspaniałe kobiety! Kurde no muszą być! Nie może każda jedna być jak z kawałów albo gorsza...
    Ja nikogo nie bronię, ale dam przykład:
    ja rozumiem, że moja mama ma problem ze sobą, rozumiem to na poziomie intelektualnym, mimmo, że to ze mna zawsze robiligłupka i niewdzięczną córkę.
    Ale ale nie mogę w danych sytuacjach zrozumieć jej choroby, patrzeć na nią, przez pryzmat choroby: no tak, ona jest chora. Ciężko jest człowiekowi, które nie miało by wielu problemów gdyby nie mama, która nigdy nie była wsparciem, zawsze były zgrzyty...
    naj śmieszniejsze, ze to ona mnie prosiła by obeszło się na pogrzebie ojca bez ekscesów, bo ona chce tylko przeżyć w spokoju ten pogrzeb... ale czy dała go w spokoju przeżyć innym?! Skoro wspieranie innych było to dla niej zbyt wiele, i w cale nie chodzi tu o stratę męża, ale o to, że ona nigdy nie potrafiła być wsparciem, dać ciepła, miłości. Może sama jej nie doświadczyła... ale myślę, ze jej problem tkwi głębiej...
    pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja mama nie doswiadczyla w dziecinstwie milosci, przelala te zachowania na Ciebie. I teraz wylacznie od Ciebie zalezy, bo jestes przeciez czlowiekiem myslacym, zebys Ty nie przekazala tego dalej swoim dzieciom. To nielatwe.
      Czesto zdarza sie, ze cierpiace przemoc dzieci, same daja przemoc swoim. Ktos musi przerwac ten lancuch.

      Usuń
  4. Moja teściowa jest wspaniałą kobietą -
    to chyba wyjątek :)
    Mamy doskonały kontakt, rozumiemy się,
    dużo rozmawiamy.
    Nie mieszkaliśmy nigdy ani z jednymi,
    ani z drugimi rodzicami - całe szczęście!
    To chyba zaowocowało tym, ze od początku
    tak dobrze się dogadujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz przeto, Aldo, doskonaly wzorzec, jak byc sama dobra tesciowa, niczego juz nie musisz zmieniac, ani sie uczyc. To rzadkie, wiec trzymaj sie tych wzorcow.

      Usuń
  5. Nie mam żadnych doświadczeń z teściowymi (obie odeszły z tego świata zanim stałam się dwukrotnie żoną). Nie wiem, jak by było, gdyby były. Obie miały dość mocne charaktery. Ja natomiast zawsze do zgody, jak ryba do wody.Może więc nie byłoby tak źle... ? Ale prawdę mówiąc, żałuję że ich nie poznałam. Lubię słuchać opowieści o przeszłości, a zwłaszcza dzieciństwie mego obecnego lubego. Tej przeszłości, w której mnie jeszcze nie było. A teściowa byłaby w tym względzie istną skarbnicą wiedzy!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zalezy. Moja moglaby byc, gdyby nie byla tak skoncentrowana na deprymowaniu mnie, co jest niestety bardo czeste u matek jedynakow.
      Nie chce o niej teraz zle pisac, kiedy juz nie zyje. Moze nasze relacje potoczylyby sie inaczej, gdybysmy nie byly zmuszone egzystowac pod jednym dachem. Bo moge o niej powiedziec wiele, ale nie to, ze byla do gruntu zlym czlowiekiem.

      Usuń
    2. Każdy ma dobre i złe strony. A nie każdy zdaje sobie z tego sprawę...Tak, czy siak zostaje pamięć - i lepiej jest, jesli możemy pamietać wiecej dobrego, niż złego.
      Panterko kochana! Zapraszam Cię do siebie po odbiór kolejnego dla Ciebie wyróznienia. Ja wiem, że już się w to bawiłaś, ale co zrobię, gdy tak lubię Twój blog?!!!
      :-)))

      Usuń
    3. O, jak mi milo, juz lece!

      Usuń
  6. Ja jestem teściową ,ale na szczęście nie musieliśmy mieszkać razem,
    a do małżeństw się nie wtrącam.
    jak sama powiedziałaś to są duże chłopaki i mają radzić same,
    bo jeszcze tego brakuje, abym ja się wtrącała na trzeciego.
    Ciekawy temat poruszyłaś ...
    Dużo mogłabym napisać :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymaj, Krysiu! Badz gotowa na udzielanie rad, bo doswiadczenie zwiazane z wiekiem, jest nie do przecenienia. Ale tylko i wylacznie, kiedy Cie o te rady poprosza. Wtedy Twoje synowe beda pisac na swoich blogach: moja tesciowa to skarb!

      Usuń
  7. dzieci mieszkają z nami i mówimy z mężem - łapmy te chwile, oni pójdą na swoje (jeszcze kilka miesięcy bo ich mieszkanie jest w stanie dewloperskim) i już nigdy tak nie będzie.
    Pozwolę sobie tu opisać nasze relacje - my się po prostu wszyscy bardzo lubimy, w domu jest wesoło, ja mam dużo mniej obowiązków bo dzieci jeśli tylko jest coś do zrobienia to robią, syn związał się z kobietą mądrą, miłą i serdeczną, ja jestem szczęśliwa bo widzę, jacy oni są szczęśliwi i nawet jakby nam się co stało to syn nie będzie sam na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje panny wczesnie opuscily dom i sie usamodzielnily. Tu juz tak jest. I dobrze! Z "zieciami" miewam kontakty sporadyczne, bardzo sie lubimy. Czesto pytaja mnie o rade, co dziwne, nie tylko corki, ale ich partnerzy.
      Nie zawsze wybor corek mnie zachwyca, ale nigdy nie dalam tego do zrozumienia, bo to ich wybor, nie moj.

      Usuń
  8. Temat rzeka-relacje moje jedne ze złych[nie zaakceptowana od pierwszego Dnia],a najgorsze to,że mieszkamy w jednym domu.Odzielne wejścia,nic wspólnego poza dachem i człowiekiem mój mąż jej syn.Staż 30 lat i żadnych zmian.Smutne ale prawdziwe do bólu.Osoba ta nic dla mnie nie znaczy[już],ale zrobiła i nadal próbuje dużo złego.30 lat starań poszło na marne[srtaciłam je].Żyję swoim życiem mam przyjciół i szacunek i to jest najważniejsze.pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz, ze ona dla Ciebie nic nie znaczy, a powinna, bo to matka Twojego meza. On znajduje sie miedzy mlotem a kowadlem, juz od 30 lat, miedzy dwiema najblizszymi mu kobietami. Wyjsciem bylaby wyprowadzka, chocby do ciasnej klitki, ale na swoim, z dala od rodziny. Wiem, to nie jest proste.
      Trzymaj sie i sprobuj co najmniej byc dla Twoich synowych/zieciow inna.

      Usuń
    2. Tak masz rację,ale gdyby kochała nie krzywdziłaby syna-ja jestem obca ale syn wnuki?Jeśli jest się samolubem, albo inaczej nie potrafi się szanować innych nie ma miejsca na miłość i zrozumienie.Podtrzymuję swoje słowa bo gdybym zaczęła myśleć inaczej byłoby mi jeszcze bardziej ciężko a tak uwolniłam się i mogę normalnie żyć. Mniej boli, radzić można dużo,ale jak przejdzie się przez piekło to doskonale poznaje się niebo.pozdrawiam Dusia

      Usuń
    3. Nie zawsze milosc jest rownoznaczna z rozsadkiem. Znasz, Dusiu, okreslenie: malpia milosc matczyna? Niestety, wiele kobiet nie potrafi kochac swoich dzieci inaczej, krzywdzac je same i ich wspolmalzonkow.

      Usuń
    4. W tej chwili to straciła tylko ona,ale za błedy zawsze trzeba kiedyś zapłacić pozdrawiam Dusia

      Usuń
  9. Miałam wspaniałą teściową i przewrotny los sprawił,że byłam z nią dłużej jak z własną mamą (zmarła jak miałam 19 lat, a z teściową, zanim odeszła byłam przez 27 lat naszego małżeństwa)Na szczęście nigdy razem nie mieszkaliśmy i to jest chyba podstawa. Choćby byle gdzie, ale młodzi zawsze musza być sami. Ja pewnie będę okropną teściową, bo w przyrodzie musi być równowaga;)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, Kaprysiu, zla tesciowa? Jakos mi sie to w glowie nie chce pomiescic.
      Niestety, nie zawsze ukalda sie tak, ze mlodzi moga zamieszkac osobno, stad konflikty.
      I tylko od naszej dobrej woli i samozaparcia zalezy, jak przebiegnie dalsze zycie.

      Usuń
  10. Chyba już znudziły mnie stereotypy na temat ,,strasznej teściowej". Tak się złożyło ,że po ślubie syna młodzi zamieszkali z nami i trwało to ponad dwa lata. Nigdy nie zwracałam uwagi mojej synowej na to co robi ,jak robi a czego nie robi. Ustalilismy na początku ,że młodzi dokładają się do określonych opłat - nie było to wiele,bo zbierali pieniążki na mieszkanie i tyle. Właściwie to nie odczułam wielkiej różnicy, czy zmiany. Rok wcześniej wyszła za mąż i wyprowadziła się nasza córka . Teraz jej miejsce zajęła synowa ...Gdy po razem spędzonych latach młodzi wyprowadzili się do swojego mieszkania ,zaczęliśmy się z mężem zastanawiać -jak to będzie ,gdy zostaniemy sami ,było nam pusto. Okazało się jednak że synowa zdecydowała- w miesiącu przypadają zawyczaj 4 niedziele, jedną więc spędzali z nami (zazwyczaj na obiedzie) ,kolejną z rodzicami synowej,a pozostałe dwie mieli dla siebie. Teraz, gdy na świat przyszło troje wnucząt ,ten rytuał czasami ulega zmianie, ale zawsze możemy na siebie nawzajem liczyć.Było też i tak, gdy wnuki były malutkie a mój stan zdrowia pozwalał mi jeszcze na jakąś konkretną pomoc ,że na gg u mojej synowej widniał opis ,,dobrze jest mieć dobrą teściową" .Dlatego dzisiaj mogę z przekonaniem stwierdzić ,że nie tylko teściwą ale i synową dobrą dobrze jest mieć :)) Choinka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nic nie zastapi rozsadnej tesciowej. Mozna Ci tylko pogratulowac, ze tak wspaniale sprawdzilas sie w tej roli. Jesli jeszcze synowa/ziec chetni sa do kooperacji, bo jak wiadomo, do tanga trzeba dwojga, to nic, tylko pozazdroscic.

      Usuń
  11. Ufff, moja teściowa jest na szczęście w porządku, chociaż czasem się wtrąca wiadomo- mój mąż jest jedynakiem, ale się nie dajemy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze masz, Gosiu, poparcie u meza. Niezdecydowany miedzy zona a matka facet to czyste przeklenstwo.

      Usuń
  12. Jestem synową i teściową. Takie dwa w jednym :)).
    Moja teściowa nigdy nie zwróciła mi uwagi na żaden temat. To może wydawać się mało prawdopodobne, ale to fakt.
    A mój zięć - jak do tej pory - nie dał mi powodu do narzekania.
    Mam nadzieję, ze nic się nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, Joasiu, jestes chlubnym wyjatkiem.

      Usuń
  13. Nam się udała, bo mieszkamy sami i nieraz brakuje nam takiego "wtrącania się", dobrej rady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam mozesz jej udzielic, kiedy bedziesz wracal na rauszu i zastaniesz ja zamiatajaca schody. Spytaj wtedy z niewinna mina:
      - Mamusia sprzata, czy odlatuje?
      Gwarantuje, ze spokoj w rodzinie sie skonczy ;)))

      Usuń
  14. No to ja się też wypowiem, chociaż nie mam jeszcze teściowej, ponieważ jestem narzeczoną ;) Nie wiem jaką teściową będzie matka mojego narzeczonego, ale już teraz lubi się wtrącać, wszystko wie najlepiej i trochę się boję, ze po ślubie będzie ustawiać nasze życie. Na szczęście mieszka w innym mieście, więc liczę na to, że odległość zrobi swoje. Nie uważam, zeby była złym człowiekiem, czy złą matką. Ale mamy zupełnie inne sposoby życia i już teraz staram się stawiać granice i pokazywać, ze ja nie będę żyła jej filozofią, bo mam swoją. Czas pokaże jak się wszystko będzie układało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobre nastawienie! Tesciowa powinna mieszkac nie blizej, niz jakies 100 km od nas.

      Usuń
    2. To jest taka bezpieczna odległość ;) Za daleko, zeby wpadać kiedy się chce, ale na tyle blisko, zeby ją od czasu do czasu odwiedzić ;)

      Usuń
  15. Dużo racji w tych wypowiedziach ale życie weryfikuje. Sytuacje są różne i charaktery różne!!
    Dobry temat gratuluję!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z kim mam przyjemnosc? Bardzo prosze podpisywac sie pod anonimowym komentarzem.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.