niedziela, 28 kwietnia 2013

No i... zryczalam sie przez Was.

A raczej dzieki Wam, bo zryczalam sie pozytywnie, z wielkiego wzruszenia. Nagle bowiem okazuje sie, ze moje nieoczekiwane milczenie wzbudzilo Wasz niepokoj, a pozniejsze wyjasnienie we wczorajszym poscie, spowodowalo lawine komentarzy. Komentarzy pelnych zrozumienia dla mojej chandry, niemocy tfu!rczej i niecheci do pisania czy komentowania.
Okazuje sie, ze podobny stan dotyka nie tylko mnie, ze i Wam zdarza sie  to rowniez, ze rozumiecie, co czuje, akceptujecie to i pocieszacie. A co najwazniejsze, odzywaja sie znienacka osoby, o ktorych myslalam, ze mnie nie czytaja, bo nie maja na to czasu albo ochoty. Osoby, ktore sporadycznie lub wcale nie komentuja. Tymczasem jestem czytana! I gdy nadciagnal kryzys, ich komentarze daly dowod, ze nie tylko czytaja, ale w obliczu mojego smutku, gotowe sa uczynic odstepstwo i napisac kilka slow na pocieszenie. (znow plyna mi lezki, nie moge nad tym zapanowac, taki ze mnie mazgaj)
Wlasnie policzylam pozycje w mojej czytelni, wyszlo mi 79, to cala wielka kupa do czytania. Kilkanascie z nich wylacznie czytam, bez komentowania, niektorzy z Was pisza bardzo rzadko, ale pozostaje i tak ogromna liczba codziennych lub czestych postow, ktore czulam sie zobowiazana skomentowac. Nawet wtedy, kiedy bylo to kilka zdjec lub przeklejka z netu albo kolejny piekny wytwor Waszych zdolnych rak. Wiec zeby nie byc posadzona o to, ze nie czytam i nie doceniam, pisalam kolejna bzdurke typu jakie to piekne. Bo i jest piekne, a ja pelna podziwu dla Waszych manualnych czy fotograficznych talentow. Nawet jednak tak zdawkowa pochwala w komentarzu kosztuje piszacego czas i wlasciwie nic konkretnego nie wnosi, jest jedna z dziesiatek innych takich samych pochwal i zachwytow nad talentem komentowanego blogera. Czy to ma sens?
Wczorajszy post pisalam pelna emocji, glownie tych negatywnych. Bylam zdolowana smiercia Piotra, choc powinna ona byc mi zupelnie obojetna. Odszedl jeden chlopak, jeden z wielu tego dnia w Polsce, jeden z setek, a moze tysiecy na calym swiecie, nawet go nie znalam. A jednak, nie wiem sama, dlaczego, jakos mi zapadl w swiadomosc do tego stopnia, ze uczepilam sie Anki. Nie umiem sobie tego wyjasnic. Mysle, ze jest tak, jak pisze Baba, ze pytanie Anki odebralam zbyt osobiscie, jako przejaw braku zaufania do mnie, bo skoro JA prosze, to pomoc powinna odbywac sie bez zbednych pytan. W koncu nie chodzilo o nic innego, jak wklejenie apelu na swoj blog. I tak nie mozna zbawic swiata i pomoc wszystkim potrzebujacym, ale w przypadku Piotra nie chodzilo przeciez o pieniadze, tylko o krew. W gruncie rzeczy nie tylko dla niego samego.
Bardzo mile polechtala moje ego opinia Anki, ze moje posty sa dopieszczone i wymagaja wiele pracy, to prawda. Czasem wklejajac smieszne obrazki kotow, ktore w koncu tez musialam pracowicie wyszukac w necie, mam wyrzuty sumienia, ze to tylko wklejactwo, ze za malo dalam od siebie, za malo pracy wlozylam w przygotowanie posta i jest to z mojej strony jakiegos rodzaju lekcewazenie czytelnika.
Echo, piszesz o naciaganiu i oszustwach. Zgadza sie, jest tego o wiele za duzo, jednak jak mozna naciagac i oszukiwac na krwi? Doceniam krwiodawcow, sama jestem po zoltaczce, wiec nie bardzo moge, moje dziewczyny jednak oddaja krew. Ja sama mam legitymacje dawcy czesci zamiennych i zarejestrowana jestem jako dawca szpiku. Wiecej zrobic nie moge, wiec chociaz tym apelem chcialam komus pomoc.
Ilonus, masz racje, ja lubie pisac, nawet bardzo lubie. Jak wiesz, pisalam tego bloga przez dwa lata, zanim doczekalam sie pierwszych komentarzy. Nie pisze wiec dla poklasku, czy dla liczby obserwujacych. Nie bede taic, ze komentarze sprawiaja mi nieklamana przyjemnosc, ze ktos w ogole czyta moje wypociny i jeszcze ma ochote je skomentowac. Niech tylko te komentarze dotycza tego, co w poscie, a juz bedzie dobrze. Lepiej nic nie napisac, niz zdawkowe zdanko.
To dziala tez w druga strone, tak jak pisze Beata R. Czlowiek ma jakis wewnetrzny przymus zostawienia po sobie sladu na cudzym blogu, ze byl, czytal i choc do powiedzenia ma niewiele albo i nic, cos tam wysmaruje, zeby zaznaczyc obecnosc. Jak pies, ktory podsikuje krzaki.
Wczoraj mialam wielka ochote isc w nature, jednak jak trafnie zauwazyla Lidia, lalo przez dzien caly i nawet Kirunia nie miala ochoty isc dalej niz przed dom, zeby w pospiechu zalatwic swoje sprawy.
Jest wiosna, spozniona i kaprysna, ale jest i niesie ze soba te wszystkie wiosenne dolegliwosci, jak naturalne wiosenne zmeczenie, ktorego ja nie moge zrozumiec, choc tez mu ulegam, jak wszyscy. Przeciez cala natura budzi sie do zycia, wiec i czlowiek powinien, bo jest w koncu nierozerwalna czescia tejze natury, a tymczasem snujemy sie przymuleni, szarzy i bez checi do wszystkiego.
Oreczko, piszesz, ze nie odpowiedzialam na Twoj mail. Nie umiem sobie tego wytlumaczyc, przeciez zawsze odpowiadam, nie tylko na maile, na komentarze rowniez, co mnie wlasnie doprowadzilo do tego obecnego sfiksowania. Nie moge sobie nawet przypomniec, ze dostalam cos od Ciebie. To do mnie niepodobne, zebym zachowala sie w tak arogancki sposob. Moze mail nie doszedl, moze go nie zauwazylam w nawale innych, naprawde nie wiem. Przepraszam, ze poczulas sie niekomfortowo, ale teraz nie jestem w stanie dojsc, jaka byla przyczyna braku odpowiedzi z mojej strony.
Vermis, tutejsi krwiodawcy to rowniez homoseksualisci i nikt nie robi z tego problemu. Nalezy tylko na poczatku wypelnic odpowiedni formularz, gdzie wpisuje sie rowniez orientacje, nikt nie robi z tego tajemnicy, byc moze ich krew jest czesciej poddawana kontroli, jako od dawcy "wyzszego ryzyka", podobnie zreszta jak od osob z tatuazami i piercingami oraz od heterykow prowadzacych bujniejsze zycie erotyczne lub czesto podrozujacych (bo i to wpisuje sie do formularza). Nie uwazam tego za nadmierna ostroznosc, krew ma w koncu ratowac zycie.
Gryzmolindo, jakie upalnie? Jesusmaria, u nas leje, ze nawet pies nie chce wychodzic, a ja z tym swoim zwislym humorkiem gnije z koniecznosci w chalupie, zamiast isc polezec na trawie. Tak sie ochlodzilo, ze odpalilismy od nowa kaloryfery w domu, bo nie szlo wytrzymac.
Owco Rogata, musimy powaznie porozmawiac :)
Abigail... no, nie mam slow. Dziekuje (i znow leca te slone kropelki)

Mialam dac sobie siana z blogiem, ale ciekawosc zwyciezyla i jak widzicie, zajrzalam. Nie zaluje. Swoimi komentarzami i mailami dodaliscie mi sil, wykazaliscie daleko idace zrozumienie dla moich rozterek, daliscie mi zielone swiatlo na niepisanie na sile komentarzy lub nieodpowiadanie na wszystkie komentarze od Was. To bardzo cenne, dziekuje.
Dziekuje rowniez wszystkim, ktorzy zaangazowali sie w akcje pomocy Piotrowi. Akcje takie nie sa na darmo, choc jemu juz nic nie pomoze. Moze natomiast pomoc innym, krwi nigdy za duzo.
Wszystkim Wam serdecznie dziekuje za otuche i zrozumienie, za te wszystkie serdeczne slowa (znowu! buuuu). Naprawde nie spodziewalam sie takiego odzewu, bylam pogubiona, a Wy pomogliscie mi sie pozbierac i spojrzec inaczej na siebie i dzialalnosc blogowa.
Ciesze sie, ze dane mi bylo Was poznac, chocby wirtualnie. (ide sie wyryczec do reszty, nie moge pisac ze wzruszenia)

36 komentarzy:

  1. Panterko, ja też czasem się zastanawiam czy pisanie i opowiadanie o zwierzakach ma jakiś sens. Również początkowo czułam się w obowiązku komentować każdy wpis zaprzyjaźnionych blogów! Ale czasem nie mam siły. Zwłaszcza, że wiele osób pisze codziennie. Na przykład wczoraj baaardzo chciałam odpisac na Twój post, ale miałam tak strasznie ciężki dzień, że nie dałam rady zebrać sensownie myśli. A też staram się pisać coś sensownego, jeśli już komentuję.
    Przecież to ma być przyjemność a nie obowiązek!
    A kryzysy dopadają nas w każdej kwestii i z różnych powodów. Jesteśmy tylko ludźmi:))
    Mam nadzieję, że nie przestaniesz pisac, bo choć nie komentuję codziennie to codziennie Cię czytam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. tylko nie zalej klawiatury, bo dopiero nic nie napiszesz...
    mnie niemoc tfórcza dopadła i trwa.
    miłej niedzieli, panterko, u nas też zimno, 7 st0pni tylko:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zaglądam na Twój blog codziennie i na wiele innych
    i muszę koniecznie muszę, napisać jedno zdanie ,
    bo mam taki charakter ,żeby coś zauważyć coś powiedzieć.
    O ile w necie mało mówię , mało piszę , na swoim blogu też,
    to w realu wprost przeciwnie :-)))
    Nie wiem dlaczego, ale tak jest.
    Dlatego nie traktuj moich krótkich wypowiedzi jako zdawkowe.
    Czytam dokładnie wszystko , tylko nie do wszystkiego się odnoszę :-)
    Pisz bloga pisz :-)
    Masz swoje poglądy, masz swoje podejście do życia
    i bardzo dobrze jest poczytać kogoś
    kto ma inne spojrzenie na świat niż ja :-)

    No ale elaborat wysmażyłam jak nie ja :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ponoć płacz oczyszcza.
    Wracaj szybko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy jestescie tacy kochani, jak tu nie szlochac ze wzruszenia?

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie napiszę dzisiaj nic wiecej, tylko przywitam sie z Tobą serdecznie - dzień dobry Panterko!:-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam podobne myśli jak Maskotka. Do Ciebie zaglądam codziennie bo fajnie piszesz i poruszasz ciekawe tematy. Rzadko zostawiam komentarze bo albo mam chandre i po prostu mi się nie chce, albo mam w głowie wypowiedz , ale nie wiem jak to ubrać ładnie w słowa :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chwileczkę, wleję trochę goryczy w ten Twój stan, bo bardzo zgrabnie pominęłaś moją wypowiedź dotyczącą Twojej interpretacji pytania pod apelem o krew "Znasz Piotra, Pantero? Jestem ciekawa, dlaczego zaangażowałaś się tak mocno w tę akcję? Umieszczę jutro link u siebie. Dobranoc :)". Można to było (jak widać) odebrać, jako atak i brak zaufania do Ciebie, a można też było odczytać to zgodnie z moim zamiarem, jako chęć zrozumienia i głębszej pomocy. Nie pojmuję, dlaczego nie chciałaś wyjaśnić tego w prywatnym mailu. Robiąc to na blogu odreagowałaś na mnie swoje frustracje, których nie ja jestem przyczyną. Jeszcze jedna rzecz mi się nie podoba. Użyłaś moich synów, jako bata emocjonalnego na mnie. To cios poniżej pasa.
    Tym bardziej jest to niezrozumiałe, że zareagowałam na Twój apel i umieściłam go u siebie, zresztą bez żadnej wiary w jego skuteczność (skoro jest taki anonimowy).
    Nie mieszaj więcej, proszę, moich dzieci do Twoich prywatnych żalów i goryczy. Uznałam, że odpowiem Ci publicznie, skoro publicznie mnie wywołałaś do tłumaczenia się. Czekałam, co dziś napiszesz, widzę jednak, że wybiórczo przeczytałaś komentarze. Przychylam się do zdania Ivy Pas (które też pominęłaś), w szczególności jej ostatniego „W każdym bądź razie ja poczekam na lepszy czas u Ciebie i proszę byś na siłę nie komentowała, także u mnie."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie uzylam Twoich synow jako bata, to mogly byc i moje corki, jak i dzieci innych blogerow - tak to napisalam. Nie bylo moim zamiarem mieszac Twoich dzieci do niczego i jezeli tak to odebralas, bardzo mi przykro i przepraszam. Trzeba jedynie miec swiadomosc, ze wypadki komunikacyjne moga dotknac kazdego z nas. Ty bylas jedyna osoba, ktora dociekala, czy ofiara jest mi znana, a przeciez nie mialo to wiekszego znaczenia. Za zamieszczenie apelu raz jeszcze dziekuje, byc moze bedzie pomocny dla kogos innego.

      Wszystkie komentarze przeczytalam bardzo uwaznie, nie wybiorczo, jak twierdzisz. Rozumiem, ze nie zyczysz sobie, zebym u Ciebie komentowala. Jest mi przykro, ze to piszesz, Aniu.

      Usuń
    2. Nic z tych rzeczy. Proszę tylko, abyś na siłę u mnie nie komentowała. Milej i z większą wdzięcznością będę czytać Twoje komentarze, jeśli będę wiedzieć, że są one wynikiem bądź zainteresowania postem, bądź zwykłej sympatii do mnie. Tyle w tym temacie. Cenię sobie i Ciebie, i Twój blog, i Twoje u mnie komentarze. Czy tego nie widać?
      Padło w Twojej odpowiedzi słowo "przepraszam" i ono wymazuje wszelkie nieporozumienia i niesnaski między nami. Carte blanche, jeśli chodzi o mnie.
      Czekam na Twój lepszy nastrój i kolejne posty, no i na wizyty u mnie, jeśli znajdziesz ochotę.

      Usuń
  9. :))))))))))no i fajnie.Uszy,Pantero,proszę do góry na baczność,ogon opuszczony do ziemi ino na końcu/oczywiście tegoż ogona/lekko zakręcony ku górze i z panterową gracją proszę do przodu.
    A z meilem to sobie tak pomyślałam,że gdzieś go wciło,wywnioskowałam z komentarzy,że innym też to się przytrafia.Miłego dnia,u mnie zimno acz słonecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem znikaja komentarze, innym razem wcina maile. Zupelnie mozliwe, ze ja sama go zlikwidowalam, kasujac hurtem inne. Zdarza sie. Nie chcialabym jednak, zebys myslala, ze nie odpowiadam, bo nie.

      Usuń
  10. Cześć Panterko :)) dobrze na wiele spraw spojrzeć z dystansu .....zrobiłaś małe porządki wiosenne na blogu i dobrze wiesz że o czym nieraz rozmawiałyśmy że zawsze Cię podziwiałam jak Ty to wszystko ogarniasz , te codzienne komentowanie u siebie u innych , to że Ci się chce , ja jak widać już wiele odpuszczam ale to nie znaczy że nie czytam , nie darzę sympatią niektóre osoby piszące bloga ....
    Pisz jak sprawia Ci to przyjemność , a komentowanie sobie nieraz odpuszczaj :)ja pomału zaczynam się żegnać ze swoim blogiem , zaczęłam inny etap mojego życia , ale będę Twój blog zawsze odwiedzała :)
    Ściskam Cię moja blogowa koleżanko Ilonus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlaczego zegnasz sie z blogiem? Szkoda.
      Buziaki, Ilonus

      Usuń
  11. Podsylam chusteczke. Zarty, zarty. Przesylam tylko wirtualnie.
    Panterko, o bardzo ciekawy temat sie otarlas Twoim apelem. Mowi sie tak wiele o anonimowosci, wirtualnosci, spotkan w realu i tych wirtualnych. Gdzie przebiega granica? Kto ja ma prawo ustalac?. Czy bede 'zlosliwa' jesli w tak powaznej sprawie jak w przypadku 'Piotra' (wyrazy wspolczucia) napisze, ze oddaje krew 'swoja' wirtualnie? Przekazanie apelu bez poparcia wlasnym przykladem do mnie nie przemawia. Delegowanie innych do zrobienia czegos, czego sie samemu nie moze tez nie jest calkiem w porzadku. Istnieja banki krwi, ktore sa systematycznie uzupelniane i nie chodzi o to, ze potrzebujacy nie otrzyma jej na czas.
    Pamietam okres po cunami, gdzie ludzie dobrowolnie zaczeli zbierac pieniadze i nagle spowodowalo to 'dobroczynne cunami' - nie bylo pomyslu jak te skladki wykorzystac wiec ulokowano w... itd. Ktos zaprasza publicznie na swoje urodziny i dziwi sie, ze przybywaja tlumy zupelnie nieznanych ludzi, zachowuja sie jak prosieta, demoluja dom i znikaja. Tak samo dzieje sie z imprezami w parkach. Tysiace ludzi i zostaje wielki balagan - nikt nie jest wlasciwie odpowiedzialny za organizacje. Ktos inny zaklada strony (blog) opisujac swoja chorobe, zagrywa na uczuciach czytelnika, potem okazuje sie, ze cieszy sie w miare dobrym zdrowiem. Czy jest oszustem czy tylko eksperymentatorem jak ludzie zareaguja. Wydaje mi sie, ze w internecie powinna obowiazywac podobna zasada jak przy wypadku: najpierw nalezy sie zajac tymi, ktorzy nie krzycza, nie wzywaja pomocy. Jak ich znalezc? Pewno w realu bardziej niz wirtualnie.
    Panterko czy rozwazasz moze co wybrac: blog czy forum?
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forum tylko podczytuje, nie mam juz czasu na pisanie tu i tam. Sam blog zabiera mi zbyt duzo z zycia realnego.
      Mam jakiegos moralniaka, ze w ogole wystapilam na blogu z tym apelem, wynikly z niego same nieporozumienia, a ja czuje sie temu winna.

      Usuń
    2. Zadne poczucie winy, bo wtedy czytajacy to Twoje wyznanie tez poczuje sie winnym, ze nie zareagowal na apel mimo wolania. Realnie mam na mysli bo umieszczenie apelu nie jest jeszcze pomoca. Tak uwazam.
      Moze potraktuj cala reszte jako wypadek 'komunikacyjny' - rowniez komunikacji miedzyludzkiej.
      Przyznam sie, ze czasem czytajac blogi, zaczynam sobie wyobrazac grupe skautow, ktorzy pieczetuja wlasna wpolnote 'jakichs tajemnic' ciemna noca... kropla krwi z palca wskazujacego - moze cos mieszam, bo wyroslam z tych lat i przez cale lata do skaltow nie wracalam (mlodsze pokolenie woli gry wirtualne bardziej od skaltowskiego zycia - trudno).

      Usuń
    3. Z drugiej strony, jak inaczej probowac pomoc, skoro sama krwi oddac nie moge, a nawet gdybym mogla, to nie trafi ona do Polski z adnotacja, ze dla Piotra. Moglam jedynie apelowac o sama krew lub naglosnienie sprawy.
      Czasem lepiej trzymac se z daleka od dobroczynnosci, bo dobrymi checiami... wiadomo.

      Usuń
    4. Musze sie wtracic, bo po prostu musze.
      Jestem dokladnie w tej samej sytuacji co Pantera, tez po zoltacce i tez nie moge oddac krwi. Owszem banki krwi sa na biezaco uzupelniane, ale skad sie bierze krew na te uzupelnienia?
      32 lata temu dokladnie w tym samym szpitalu na Czarnowie (jestem z Kielc i nawet z Czarnowa) zmarl brat mojej matki, bo za dlugo czekal na operacje. Dlaczego czekal za dlugo?
      Bo rodzina nie zdazyla zebrac odpowiedniej ilosci krwi!!!!!
      Tak, takie byly przepisy (nie wiem czy sa nadal), ze szpital czekal, zeby na konto konkretnego chorego wplynela odpowiednia ilosc krwi, dopiero wtedy mogl pobrac z banku.
      Czy to jest chore?????
      OCZYWISCIE ze TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Czy nadal tak dzialaja szpitale?
      Nie wiem, ale tez wiem, ze uzupelnianie w banku nie odbywa sie cudem boskim tylko za sprawa dawcow. Honorowych dawcow jest na calym swiecie za malo w stosunku do potrzeb, o tym tez chyba wszyscy wiemy.
      Pantero, nie masz absolutnie powodu czuc sie winna, wrecz przeciwnie. Jestes wrazliwa na ludzkie cierpienie i jesli widzisz mozliwosc pomocy, to pomagasz, nawet w sytuacji gdy sama nie mozesz to chociaz apelem!!!!
      Czy wszyscy, ktorzy zamieszczaja apele o przeznaczenie 1% podatkow na konkretne przypadki chorych, znaja tych chorych?
      Nie sadze, a jednak to robia.
      Jesli teraz zaczniemy dzielic wlos na czworo dlaczego i z jakich pobudek to robia to naprawde swiat sie chyli ku upadkowi i ja sie chetnie z tej zabawy wymiksuje.
      Czy nie lepiej uwierzyc, ze ludzie robia to z dobrego serca?

      Usuń
    5. Nie znam polskich realiow jezeli chodzi o zbiorke krwi dla potrzebujacego i szczerze mowiac, nie chce ich poznawac. Ktos, kogo lubie, poprosil o publikacje, wiec to zrobilam, nie zastanawiajac sie szczegolnie, komu ta krew jest potrzebna i dlaczego wszystko odbywa sie w tak skomplikowany sposob. Tez sie zdziwilam, ze proszeni sa wszyscy, a nie osoby o konkretnej grupie krwi, ale wytlumaczono mi, ze to nie gra zadnej roli i wystarczy podac, dla kogo oddajemy krew, a on juz otrzyma te o wlasciwej grupie. I tyle.

      Usuń
    6. O, Star, dzięki Ci,bo ja nie pierwszy raz spotkałam się z prośbą o krew i za diabła nie mogłam dotąd zrozumieć DLACZEGO się o to prosi u diabła? dlaczego nie dadzą choremu tej krwi, dopóki nie dostaną karteczek od znajomych i rodziny, choć ci mają całkiem inną krew? Myślałam, że to jakis cholerny nowomodny wymysł, a tu się okazuje, że nie.

      Byłam parę razy w stacji krwiodawstwa, jednak za każdym razem coś mi przeszkodziło, to jakieś zabiegi (głupie przekłucie uszu na przykład w ciągu ostatniego roku), to poważniejsze, w końcu zarejestrowałam się tylko jako dawca szpiku i tyle. Ale dalej mnie nurtowało co z tym zbieraniem krwi... Jak nie będę miała zdrowych przyjaciół to w razie czego umrę, bo mi krwi nie dadzą, no chore.

      Usuń
    7. Babo, ja nie wiem czy ciagle tak jest, ale tamten przypadek pamietam, bo to sie zdarzylo w bardzo bliskiej rodzinie. Malo tego to szpital poinformowal nas w piatek, ze krew w ilosci (juz nie pamietam jakiej) jest potrzebna zeby przeprowadzic operacje. Niestety nie zdazylismy, bo przez weekend nie mozna sie bylo skontaktowac z wieloma osobami. Pamietaj to bylo 32 lata temu, nie wszyscy mieli nawet telefony w tamtych czasach.
      Pamietam, ze ode mnie z pracy kilka osob oddalo krew wtedy... niestety mojemu wujkowi to juz nie pomoglo.
      Jesli te przepisy istnieja do tej pory to jest naprawde skandal, bo w wielu przypadkach jest niestety za pozno.

      Usuń
  12. Każdy ma swoje jakieś mroczne przemyślenia i taki stan "zawiechy".Mi też czasem kapią łzy złoci albo wzruszenia.Czasem chce się wyć i nie da się określić co jest powodem.Jednak pozytywni ludzi wokól nas to jest to! Niby wirtualni znajomi,ale... :)))).
    Teraz uśmiech nr 18(ponoć to ten od ucha do ucha!)i posiedź se na kanapie a ja za Cb pooddycham świeżym,wiosennym ,podlaskim powietrzem pedałując rowerem.Może nad Bug ze mną chcesz pojechać?

    U mnie tysz pada,ale jak zmoknę to trudno ;D.

    Pozdrawiam i przesyłam mega dawkę dobrego nastoju :))


    p.s.W KOŃCU ZDOBYLAM BLOGOWNICE!!!!!HURA!



    OdpowiedzUsuń
  13. :) i chyba przeczytawszy powyższe na tym poprzestanę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. a w tle muzyka... nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak, na Twe babskie łzy... Po prostu bądź i tyle. Ściskam mocno!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Panterko, czasami tak jest, ze dopada nas taki stan zwatpienia, odretwienia. Otrzyj oczy i nie rycz juz. Wydaje mi sie, ze wazne jest to, ze piszesz o tym.

    Apel ktory zamiescilas, by bardzo wazny. Bardzo mi przykro z powodu Piotra.
    Trzymaj sie dziewczyno! I pisz wtedy kiedy masz na to ochote.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy przeczytałam Twojego posta o niemocy twórczej byłam zaszokowana.Pomyślałam sobie tylko to gdzie ja będę zagladać rano.Kazdy może miec doła ale nie Panterka tak to sobie tłumaczyłam.Nawet nie wiesz ile radości moze sprawić jeden przeczytany post rano mniej lub bardziej powazny taki o normalnym życiu troskach i radościach.Bo jak mnie jest zle to jest ktos komu jest trochę lepiej.Bardzo się cieszę że będziesz dalej pisać by sprawiać radośc wirtualnym znajomym.Trzymaj się!
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halszko, nie martw sie, bede pisac, choc ogranicze komentowanie.
      Nie moglabym odebrac porannej lektury, zwlaszcza Tobie, po tym, co wyczytalam dzisiaj na Twoim blogu. Nie trac ducha!
      Sciskam

      Usuń
  17. Trzymaj się Pantero.
    (Rozumiem cię lepiej niż myślisz, mimo pozorów trzymania wesołego fasonu)
    Czasem tak.
    Potem mija.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochana, nawet, jak tylko "zaznaczę" swoją obecność to weź to poważnie:))))Ja jestem lakoniczna i piszę krótko.mam kłopoty z komentowanie nie tylko u Ciebie, ale na innych blogach również. Tym bardziej, że komentuję gdzieś na szarym końcu i inni przede mną już napisali wszystko.
    Takie buczenie nad komentarzami świetnie robi na duszę. To oczyszcza i stawia do pionu, choćbyś tego nie chciała.
    Wrócę jednak do Twojego poprzedniego posta. Napisałaś w nim dokładnie to, co chciałam niedawno ja u siebie napisać. I dzięki Ci za to, bo myślałam, że ja jestem ( kurcze, żebyś się teraz nie obraziła) jakaś strzelona, bo marudzę i mam dosyć takiego pisania i komentarzy różnych. Nawet zastanawiałam się czy bloga nie zlikwidować. Pełne "nasycenie" i przesycenie a w dodatku czego nie starczało.
    Co do cytatów i wklejania- kiedyś takie przemądrzałe gnomy podśmiewały się ze mnie, ze ja sama nic nie potrafię napisać i tylko cytaty wklejam. Sory... jeżeli ktoś lepiej wyrazi to, co ja również chcę przekazać, to dlaczego tego nie zacytować. Widać gnomy nie zdają sobie sprawy, jaką sztuka jest umiejętność dobrego cytowania i wklejania tak, żebvy wszystko grało. I Ty taką sztukę opanowałaś do perfekcji, bo Twoje zdjęcia i opisy są świetne mimo, iż wyszukane ( zdjęcia) w necie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam sie obrazic? Przeciez ja jestem zdrowo zakrecona!
      Oj, chyba narobilam zamieszania.

      Usuń
  19. Mam nadzieję, że to jakoś zatwierdzasz te maile, że ich nie ma...? :). Jakby co to pisałam, że tak trzymać! :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakich Ty mailach piszesz? Nie rozumiem.
      Od Ciebie nie dostalam zadnego maila.

      Usuń
  20. ...Panterko potrzebujesz czasu i płacz, płacz, nie ma co w sobie kumulować emocji...

    ...Twoje wpisy, to majstersztyk. Dopieszczone, doprawione. Piszesz tak ciekawie...

    ...jakaś pomroczność mnie łapie także pisz tak dalej i trzymaj się ciepło...

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzeba się czasem wypłakać.
    Wiesz, ja mam niektóre posty, w których dzielę się tylko zdjęciami np. kwiatów czy ze spaceru, cenię wtedy zawsze każdy wpis, ale na nie nie odpowiadam, bo co jeszcze można dopisać jak ktoś mi pisze "Ale tam pięknie!" :)
    To normalne i jakoś czytelnicy się za to na mnie nie obrażają.
    Ale ten większy luz przychodzi z czasem, miałam z początku podobne rozterki i wątpliwości, co Ty. Dziś już wiem, że jak ktoś naprawdę lubi czytać, co u mnie, to wróci i po roku czy dwóch :), a na pewno po miesiącu.
    Pozdrowienia i cieszę się, że sobie pogadaliśmy!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.