czwartek, 26 września 2013

Ale jazda! (czyli droga przez meke).

Bilety zamowilam, jak zwykle wczesniej, w pewnym biurze podrozy. Nigdy nie mialam z tym problemow az do teraz. Owszem, bilet zostal przyslany na czas, ale tym razem ta bzdziagwa (bo inaczej tejze pani nazwac nie moge) polecila mi inne linie. Mialy byc szybkie, sprawne i w ogole lepsze od tamtych, czego dowodem miala byc lokalizacja przystanku, nie w miescie, ale niedaleko mnie, na stacji benzynowej w poblizu zjazdu z autostrady. "Bo jazda przez miasto to  niepotrzebna strata czasu."  No, cud-miod-maliny!
Czekalam sobie pora wieczorowa na ten szybki srodek lokomocji, jak jaka dziewka uliczna, tkwiac pod neonami reklamowymi, zamiast pod latarnia.


Z jednej strony mialam na oku stacje paliw, gdzie mial zacumowac rzeczony autobus, a z drugiej BurgerKinga.



Autobus spoznil sie, choc nieduzo. Zdarza sie, bo Getynga jest ktoryms z kolei miastem na trasie, a na drogach - wiadomo. Podczas pakowania walizy do bagaznika, rozmawiam z kierowca:
- To przesiadka jest w Poznaniu?
- Nie, w Chorzowie.
Myslalam, ze sie przeslyszalam. Moja trasa powinna wiesc przez Braunschweig, Berlin do Frankfurtu nad Odra, Slubice, Poznan do Lodzi, a potem z reguly dalej do Warszawy. Tak jest najkrocej.
Okazalo sie, ze te linie jezdza wylacznie na Slask, tam sa przesiadki do innych autobusow, ktore rozwoza towarzystwo po calej Polsce.
A wiec wstapil do piekiel, po drodze mu bylo...
Niestety, nie mialam innego wyjscia, jak wsiasc i pozwiedzac tereny najpierw poludniowo-wschodnich Niemiec, zupelnie nieznane mi przejscie graniczne w Jedrzychowicach, przejechac przez Wroclaw, Katowice, Chorzow, gdzie po godzinnym czekaniu na lodzki autobus, przejechac przez swiete miasto z jasna dziura, Radom, Piotrkow Trybunalski i wyladowac w Tuszynie, gdzie kierowcy zarzadzili blisko godzinna przerwe na obiad. Tuszyn jest tuz kolo Lodzi, wiec zadzwonilam po rodzicow, zeby mnie stamtad odebrali, bo nie mialam ochoty ani jesc, ani tym bardziej tak dlugo czekac. Zreszta rodzice mieszkaja i tak w tej czesci miasta, ktora lezy blizej Tuszyna niz dworca, gdzie byl przystanek docelowy.
Po 15 godzinach meczarni wreszcie wyladowalam w domu rodzicow, zlorzeczac na czym swiat stoi na te babe z biura podrozy. Chyba dostaje od tych linii wieksza prowizje, ze mnie nimi wyslala w podroz dookola-wojtek. Gdyby chociaz dookola swiata...
Te zapewnienia, ze autobus nie wjezdza do miast i zbiera podroznych z obrzezy, tez nie za bardzo sie zgadzaly z rzeczywistoscia, bo w Polsce wjezdzal w takie dziwne miejsca i tracil tyle czasu, ze opoznienie zwiekszalo se z przystanku na przystanek.
Powrotna droga byla nie lepsza, choc tym razem zwiedzalam inne miasta, z ktorych zbierano podroznych na przesiadke w Chorzowie. Tym razem bylismy w Gliwicach, Zabrzu, wszedzie rzecz jasna wjezdzajac do srodmiescia w godzinach szczytu. Caly czas o Was myslalam, jak blisko jestem od niektorych moich czytelnikow. Mignal mi nawet drogowskaz do Tarnowskich Gor (Ilonus mnie slyszy?). Dojezdzajac do  stolicy Dolnego Slaska zalowalam bardzo, ze nie mialam przy sobie numeru do Anki Wroclawianki, bo moglysmy sie w tym Wrocku choc krotko zobaczyc, gdyz w drodze powrotnej bylismy tam ok. 18.00. Postoj przedluzyl sie do godziny, z planowanego kwadransa, bo sluzbie granicznej zachcialo sie wlasnie tam sprawdzac nasze dokumenty. Jednemu z podroznych, Wietnamczykowi, wypadl z tylnej kieszeni dowod osobisty i nie mogl sie wylegitymowac, wiec juz mieli go aresztowac, juz kierowca mial wystawiac jego walizki, kiedy biedak znalazl w koncu dokument gdzies za siedzeniem. Mialybysmy wiec choc godzinke dla siebie, na krotkie ploteczki, pod warunkiem, ze Anka znalazlaby wolna chwilke, by doskoczyc na dworzec autobusowy. Po zatankowaniu w Jedrzychowicach, nastepnym przystankiem byla juz Getynga, gdzie znalazlam sie znow z godzinnym opoznieniem w srodku nocy.
Po trzech godzinach snu, musialam rano isc do roboty, wiec o malo nie przysnelam w samochodzie po drodze. Dawno nie bylam tak zakolowana, a wygladalam jak swoja wlasna babcia po tej nieprzespanej nocy w szybkich liniach autobusowych, co to do miast nie wjezdzaja, zeby czas zaoszczedzic.
Ale co tam! Najwazniejsze, ze pobyt sie udal! A babsko przy okazji zamorduje na smierc za te moja nieplanowana poniewierke po Dolnych i Gornych Slaskach.

54 komentarze:

  1. No, nieźle... najgorszemu wrogowi nie życzę, ale ważne, że dałaś radę. Jeśli to było wczoraj, tzn we wtorek to o tej porze byliśmy z bandą u weta, ale stanęłabym na głowie żeby się z Tobą zobaczyć.
    Fajnie, że jesteś, miłej nocki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Anulka, to bylo we wtorek o 18.00, kiedy bylam tak blisko Ciebie. Acha, napisz mi, prosze, na poczte swoj numer komorki, tak na wszelki wypadek, choc nie zamierzam w najblizszym czasie byc w Polsce, a jesli, to na pewno nie TYMI liniami, ale kto wie, co sie wydarzy... :)))
      Buziaczki

      Usuń
  2. Witaj Panterko! Faktycznie babsko okropne i jak nic ma prowizje ze sprzedazy biletow. Wspolczuje tej morderczej podrozy mam nadzieje, ze pobyt wsrod bliskich zrekompensowal Ci te niedogodnosci.
    Odpocznij po trudach podrozy i napisz jak odbierasz nasze miasto, usciski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babsko dostaje prowizje za wszystkie sprzedane bilety, ale moze od nich jakos wiecej, nie mam pojecia, dlaczego tak sie nade mna pastwila ;) Zebralo mi sie znow materialu na kilka postow, wiec Twoje zyczenie zostanie spelnione.
      Buziolki

      Usuń
    2. To się nie dziwię zdenerwowania. I tak spokojna i opanowana jesteś, bo ja zapewne niezwłocznie po powrocie chwyciłabym babsko za kudły i kazała wypłacić zadośćuczynienie za stracony czas, "odsiedziny" na tylnej części ciała oraz nerwy.

      Usuń
    3. Jest maly problem, babiszon siedzi w Kassel, musialabym dojechac, zeby sprobowac jej kudly nadwerezyc. Nie ma tego zlego, Dorotko, pozwiedzalam sobie Slask przy okazji :)))

      Usuń
  3. Najważniejsze, że pobyt się udał :), a blisko Bielska-Białej też w sumie byłaś ;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw sie wkurzylam, a pozniej juz tylko smiac mi sie chcialo, bo to troche jak Bareja za najlepszych czasow. Tak blisko Was niechcacy bylam, a spotkac sie nie moglam :)))

      Usuń
  4. Oj, biedulko! Umordowała Cię ta podróz strasznie. Mam nadzieję, że potem co nieco odpoczęłaś z Rodzicami i ogrzałaś sieich ciepłem i spokojem.
    Byłaś przjeazdem w moich rodzinnych Katowicach. Kocham to miasto i wciaż za nim tęsknię...
    Serdeczne mysli na dzien dobry zasyłam!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tego zlego, moja dobrze wytapicerowana pupcia zapobiegla nagniotkom, a Slask pozwiedzalam sobie przy okazji. Owszem, po tej jezdzie czulam sie jak przepuszczona przez wyzymaczke, ale co tam trudy podrozy, kiedy pobyt udany.
      Cieple usciski dla Kangurkow

      Usuń
  5. Tak Ilonus ma techniczne problemy ze wzrokiem ale usłyszałam, jak czytałam Chorzów to tak blisko mnie, a Ty byłaś tak blisko, a trzeba było zboczyć z kursu i zawitać w moje progi, nawet bym do Chorzowa po Ciebie pojechała , ale nie.
    Witaj z powrotem i dobrze że już nadajesz , TU ŚLĄSK ODBIÓR....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te miasta na Slasku to jeden wielki moloch, jedno przechodzi w drugie i gdyby nie szyldy z nazwami, nie wiadomo byloby, w ktorym sie czlowiek na te chwile znajduje.
      Tu Pantera z dzungli, jak mnie slyszysz? Odbior :)))
      Buziaczki

      Usuń
    2. Faktycznie jedno przy drugim ale moja miejscowość już kończy ten moloch i zaczyna się już obszar leśny z zalewem , ja do centrum miasta mam niecały kilometr i a z drugiej strony ulice dalej zaczyna się las, gdzie sobie wojsko zrobiło swój teren, ale co tam mieszkańcy nic sobie z tego nie robią i chodzą na spacery wśród ćwiczeń , strzałów , i wybuchów taka atrakcja, ale jest fajnie.

      Usuń
    3. Ja tez mieszkam na obrzezach miasta, to bardzo optymalne polozenie, wszystko w zasiegu reki. ;)

      Usuń
  6. ...znając życie to pewnie jakaś Polska firma, która jak zwykle nie idzie na jakość tylko na ilość. Fajnie, że już jesteś, tak pusto było bez twoich trafnych komentarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasnowidz jestes, czy co? Oczywiscie, ze firme prowadzi Polka :)))

      Usuń
    2. ...jaki tam jasnowidz, wiem czego po nas można się spodziewać, he he he...

      Usuń
  7. Nie morduj! Wsadź ją lepiej do autobusu tych linii i niech pojeździ tam i z powrotem, tak chociaż ze trzy razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ze to nieglupi pomysl! Musialabym jej tylko bilet zafundowac, bo pewnie dobrowolnie by nie chciala. :)))

      Usuń
  8. To ci przygoda ... ja też naiwnie myślałam, że pojedziesz moimi stronami, bo tak najbliżej, a tu taka niespodzianka. Ostatnio zresztą ciągle się czemuś dziwię, o dziwo. Powinnam wiedzieć przecież, że najbliżej od Panterki z Niemiec do Łodzi jest przez Śląsk, a nie Wielkopolskę. Naiwna jestem ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to podobnie jak ja. Mnie nawet przez mysl nie przeszlo, zeby zapytac przez telefon, ktoredy autobus jedzie, bo wydawalo mi sie, ze to takie oczywiste. :)))

      Usuń
    2. Czyli zawsze trzeba zapytać, przez co autobus pojedzie ;) I na drugi raz numery telefonów pozbierać mozesz, to na każdym przystanku ktoś Cię odwiedzi i jakoś ta podróż przyjemniej przeleci ;)

      Usuń
    3. Gdybym to ja wiedziala... Pewnie podroz pelna bylaby krotkotrwalych, ale na pewno bardzo milych spotkan na kolejnych etapach podrozy.

      Usuń
  9. Umordowałaś się...ale trzeba pozytywów szukać. Zobaczyłaś rejony, których wcześniej nie widziałaś ;)
    Szkoda, że nie wiedziałam, że przez Częstochowę pomykasz, bo byłabym wylazła na trasę i chustą chociaż pomachała. Najważniejsze, że bez gorszych przygód się obyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czestochowa strasznie rozkopana byla, zreszta duzo sie w Polsce drog i ulic buduje lub remontuje, ale to dobrze, bo bedzie juz tylko lepiej (mam nadzieje) :)))

      Usuń
    2. Oj rozkopana...poruszanie się po niej, to jak bieg przez tor przeszkód :)

      Usuń
    3. Pielgrzymkom to jakos nie przeszkadza :)))

      Usuń
    4. Oni lubią niewygody...podobno ;)

      Usuń
    5. A to dobrze im tak! :)))

      Usuń
  10. We wrocku piffko spiżowe dobre w spiżu... kiedyś sie tam muszę wybrać. Koniecznie! Współczuję przygód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche masz daleko do Wrocka i nie po drodze, tak jak ja :)))

      Usuń
    2. Niestety, aczkolwiek tego piffka bym sie napiła! Koniecznie miodowe!

      Usuń
    3. A ono tylko tam do kupienia?

      Usuń
    4. Tak spiż to mini browar, piwko robione i sprzedawane na miejscu niefiltrowane i nie pasteryzowane, można kupić z nalewaka albo zabutelkowane. Z uwagi na krótką datę przydatności nikt nie będzie tego sprowadzał... za to jaki smak! Fiu fiu...
      Spiż jest też w Miłkowie, Katowicach, i Wrocławiu.

      http://spiz.pl/

      Usuń
    5. No to trzeba sie przy okazji wybrac na wycieczke piwna. :)))

      Usuń
  11. Nie zazdroszczę Ci tej "przygody" komunikacyjnej, ale najważniejsze, że pobyt się udał.
    No i witaj na ekranie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam, moglo byc gorzej, gdybysmy "po drodze" zaliczyli Rzeszow i Lublin. Przynajmniej moglam poogladac zmiany zaszle na Slasku, bo wieki cale tam nie bylam. Nie ma tego zlego...
      Ciesze sie, ze znow moge byc z Wami i podzielic sie wrazeniami z podrozy.

      Usuń
  12. panterko, następnym razem pojedź przez olsztyn. a jeszcze lepiej przez ostróde:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji zahacze o Litwe, bo tam juz rzut beretem :)))

      Usuń
    2. a jak już na Litwę to i do mnie ja to tylko 17 km mam do granicy z Litwą

      Usuń
    3. No wlasnie! A wyszlabys, Iwonko, do mnie na przystanek? ;)

      Usuń
  13. matko... polko...
    następnym razem krzyknij na blogu, że się wybierasz do domu...
    na pewno się znajdą zaufane osoby co znają firmy przewozowe...
    sama znam ze dwie...
    busem jedzie się prosto do celu...
    zabierają 6-8 osób i żadnego zbaczania z trasy...
    przystanki na żądanie no i taniej...
    i szybciej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez ja te inne firmy znam, u tej samej baby kupowalam bilety dla dzieci, kiedy odwiedzaly dziadkow w Polsce. Trasa wiodla prawidlowo, wiec nie mam pojecia, za jakie grzechy wsadzila mnie do pojazdu jadacego dookola. Co se poogladalam, to moje! :)))

      Usuń
  14. 15 godzin to nie w kij dmuchał. Podziwiam wytrzymałości. A babę zakneblować i wepchnąć do autobusu na jej koszt. Z premii, którą zapewne dostała starczy jej na bilet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bede musiala zaprzac do roboty moje szare komorki i przemyslec zemste. ;)

      Usuń
  15. Jak zemsta to zemsta! Do autobusu w trasę, jaką sama musiałaś przejechać tam i z powrotem, ale w części bagażowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moze by ja tak puscic po wszystkich trasach po kolei? Z autobusu do autobusu przez tydzien bez przerwy. :)))

      Usuń
  16. W krajach skandynawskich takie coś było by nie do pomyślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu w zasadzie tez, ale biuro prowadzi pani z Polski. Masz dalsze pytania, czy wszystko jasne?

      Usuń
  17. nie bardzo rzyt beretem de mnie na litwę to ponad 250 kilometrów. ja mieszkam na zachodnich mazurach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W skali mojej, gdzie do Lodzi mam 800 km, a kolo przez Slask wynioslo ponad 200 km, to naprawde niedaleko do nadrobienia :)))

      Usuń
  18. Dziękuję Ci Panterko za miłe słowa,myślę,że to nie pierwsze nasze spotkanie,dziękuję też w imieniu moich zwierzaków za sesję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cala przyjemnosc po mojej stronie, Renatko.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.