poniedziałek, 2 grudnia 2013

Odchodza w niepamiec 1.

Za mojego zycia technika poczynila ogromne postepy. Az trudno uwierzyc, ze niektore z nowosci technicznych, bedacych obiektem marzen jeszcze nie tak dawno, dzis odchodza do lamusa jako przestarzale.
Taki cud techniki, jakim w poczatku lat 60-tych byl telewizor. Nikt wowczas nie marzyl o odbiorze w kolorze, obraz byl czarno-bialy i bardzo niedoskonaly (gadam do rymu!), a samo urzadzenie bylo wielka szafa z ekranem wielkosci pocztowki. Taki mieli nasi sasiedzi, bo dziadkowie, a pozniej rodzice kupili troche nowoczesniejszy i mniejszy, za to z wiekszym ekranem.
Te Szmaragdy sluzyly nam naprawde dlugo, bo wtedy produkowalo sie solidnie i na lata. Reperowany byl setki razy, wciaz psuly sie jakies lampy, ale tamte telewizory byly nie do zdarcia. Pozniej kupilismy wieksza Libre, po niej byl juz kolorowy Rubin, tez zawodny, ale ile bylo uciechy moc wreszcie ogladac w kolorze!
Tutaj na poczatku mielismy wielkiego grata Sony, jeszcze z normalnym kineskopem. Jakiez toto bylo ciezkie! W porownaniu do obecnego, cieniutkiego i lekkiego, za to z jeszcze wiekszym ekranem i na tyle ulepszonym, ze obraz jest ostry jak zyletka. A jak ktos lubi, moze sobie nabyc sprzet do ogladania w 3D. Ciekawe, co jeszcze wymysla.
Kiedy bylam dzieckiem, malo kto mial w domu telefon, bardzo trudno bylo otrzymac zezwolenie, a okres oczekiwania trwal latami. My mielismy to szczescie, bo ojciec potrzebowal sluzbowo. Aparat byl podobny do tego po lewej, ebonitowy z kablem w oplocie. Ciezko bylo gdziekolwiek sie dodzwonic, rozmowy trzeba bylo zamawiac przez miedzymiastowa i zeby pogadac z babcia, czekalo sie godzinami. Dopiero z czasem wprowadzono numery kierunkowe i polaczenia automatyczne. Moim marzeniem byl inny aparat, kolorowy, plastikowy, ze sprezynkowym kablem, ktory strasznie sie skrecal i platal.
Pierwszy telefon komorkowy kupilam sobie dopiero w Niemczech, a byla to Nokia 3510, ktora do dzisiaj jest sprawna. To byl telefon nie do zdarcia. Wtedy jeszcze telefonowanie przez komorke bylo stosunkowo drogie, wiec mialam ja bardziej po to, by byc osiagalna, a telefonowalo sie glownie z telefonu stacjonarnego.
Przez te kilka lat komorki ewoluowaly do roli "wszystkiego-w-jednym", mozna telefonowac, wchodzic do sieci, fotografowac, filmowac, sluchac radia i wlasnej muzyki, uzywac jako budzika, kalendarza, ksiazki telefonicznej i notesu, a nawet ogladac telewizje. Tym sposobem telefony stacjonarne powoli odchodza do lamusa, bo telefonowanie przez komorki, nawet miedzynarodowe, stalo sie tanie i dostepne dla wszystkich, a przy tym znacznie wygodniejsze. Ja jeszcze korzystam z telefonu stacjonarnego tylko dlatego, ze bardzo duzo rozmawiam z Polska, a jedynie w stacjonarnym mam, za cale 5€ miesiecznie dodatkowo, wszystkie rozmowy za darmo, nie tylko zreszta do Polski. Kiedy jednak rodzice odejda, na pewno zrezygnuje z tej uslugi i z telefonu w ogole.
Wraz z rozwojem techniki zanika korespondencja listowna. Szkoda, bo kiedys bardzo lubilam pisac listy, zawsze na ladnej papeterii. Teraz latwiej i taniej zadzwonic, wystukac smsa lub maila. Kto w dzisiejszych czasach jeszcze pisze dlugie i piekne listy? Nie ma na to czasu, zycie jest za szybkie.
Podobnie umieraja papierowe gazety, zastepowane wydaniami elektronicznymi. Moze to i lepiej, za duzo drzew szlo pod topor.

Ciag dalszy nastapi...

***********************************************************************************

Na blogu Zapiski Atoma i Antka odbywa sie rozdawanie. LUDZIE !!! Calkiem za darmo daja fajne torby, warto sie zapisac i spelnic kilka malych warunkow.


Wszystkie szczegoly TUTAJ.


42 komentarze:

  1. myślę, że nie tylko kontakty listowne osłabły ale w ogóle kontakty jakoś osłabły... żona mówi, że często sie ludzie odwiedzali by wspólnie spędzać czas, jednak dziś ludzie mają komórk, maile... więcej możliwości bardziej izolują sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, poprzez latwosc kontaktow "technicznych", zanika potrzeba kontaktu osobistego. Latwiej uspokoic sumienie, zadzwoniwszy do rodzicow czy przyjaciol i spytawszy, co slychac, niz odwiedzac, by zadac to samo pytanie. A z drugiej strony, kto ma dzis tyle czasu, zeby lazic po kominach?

      Usuń
    2. Tak tylko telefony milczą... bo "czasu nie ma". "Mężczyźni" wielokrotnie słyszałam wyjaśnienia jak tłumaczyli, że tak opadli z sił że nie byli w stanie tego smsa wysłać....jak to słyszę to żałość zalewa....
      Dawniej to listy pisali napisać trzeba było, znaczek nalepić, i iść wysłać...o tych grających serenady pod oknami nie wspomnę... może tyle nadgodzin nie było...w ogóle inne czasy...

      Usuń
    3. I nie ma juz czego przewiazac wstazeczka, by po jakims czasie wrocic do czytania milosnych listow, czesto skrapianych perfumami, z odciskiem uszminkowanych ust.
      Teraz kasuje sie poczte, bo malo miejsca na dysku...

      Usuń
    4. Skasować listy od Ukochanego? Nigdy! Prędzej zainstaluję większy dysk:-))).

      Usuń
    5. No wiesz, kiedy do mnie pisywano listy milosne, byly one na papierze. Teraz, w dobie "emalii" i "esesmanow" nikt mi nie chce wyznawac, a meza mam przeciez pod reka :)))

      Usuń
    6. To miałaś dobrze! Mnie w tamtych czasach prawie nikt nie adorował. Za to teraz prawdziwy renesans. Niestety, na dobrą sprawę jest już "po ptakach":-).

      Usuń
    7. Dyrdymalki opowiadasz! Na milosc NIGDY nie jest za pozno.

      Usuń
  2. Ja cały czas stawiam na pierwszym miejscu na spotkania w realu i wysyłanie kartek papierowych. Np. moja córka jest tak zapracowana i zabiegana że nie ma czasu nawet zadzwonić ale mam też drugą córkę która jest jakaś "dziwna" preferuje tylko real - nie lubi gadać przez telefon, rzadko używa komputera i zawsze ma czas przyjechać do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w rzeczy samej jakies kuriosum w dzisiejszych czasach. Chociaz moje tez wpadaja stosunkowo czesto, ale i dzwonia jeszcze czesciej.
      Ja do swoich rodzicow moge jedynie podzwonic.

      Usuń
  3. To prawda! Wiele rzeczy za naszego życia zestarzało się i znikło z codziennego uzytku. Niektóre z nich jednak mamy i nie uzywając darzymy je sentymentem, tak jak Ty swoja Nokię. Tu na wsi, im cos prostsze i łatwiejsze w naprawie, a co za tym idzie, solidniejsze w wykonaniu, tym cenniejsze . Nadal więc popularnym i niezbywalnym dobrem są tutaj: pralki Franie, małe Fiaciki, telewizory kineskopowe, radyjka tranzystorowe, ręczne wyciskarki do soku, parniki do ziemniaków itp. Tym niemniej nowoczesnosć, czy tego chcemy czy nie postepuje. I prawie na każdym domu sterczy dumnie antena satelitarna (a to że domy to przeważnie malutkie, stare, łatane, skromne, by nie powiedzieć biedne, to już inna sprawa). Każdy chce mieć jakiś kawałęk luksusu!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogolny dostep do mediow to zaden luksus, Olenko, to prawo w dzisiejszych czasach. Podobnie jak komputer, to wrecz obowiazek, bo nie ma praktycznie zawodu, ktory by z niego nie korzystal. O ile bez telewizora mozna sie jeszcze obejsc, tak komputer stal sie koniecznoscia.

      Usuń
  4. Technologia ma swoje wady i zalety. Kilka lat temu moja przyjaciółka wyjechała do USA. Nie było jej ponad rok. Dzięki temu, że mogłyśmy się kontaktować przez skype'a, gdzie mogłyśmy się nie tylko słyszeć, ale i widzieć na żywo było bezcenne. Zwłaszcza, że dla obydwu z nas nie był to łatwy czas (też rymuję;)).
    Ale technologia ma też swoje wady. To, że każdy posiada telefon komórkowe sprawia, że niektórzy zapomnieli, że są jakieś granice w dzwonieniu. Np. w niedzielę w sprawach służbowych, czy późno wieczorem. Albo obrażają się kiedy nie odbierasz albo nie oddzwaniasz. A gdzie czas na prywatność i święty spokój? Tego nie lubię w rozwoju technologii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Maskotko, właśnie tego samego nie lubię w "komórkach" i usilnie namawiam męża, żeby przynajmniej w niedzielę wyłączał telefon. Przynajmniej jeden.

      Usuń
    2. Na domowy telefon tez przeciez niektorzy wydzwaniali w najbardziej niecywilizowanym czasie, wiec komorka nie ma nic do rzeczy, raczej brak poczucia taktu.
      A skype jest rzeczywiscie bezcenny, tym bardziej, ze nic nie kosztuje.

      Usuń
  5. Pamiętam pierwszą służbową "komórkę" męża; to dopiero była cegła! Ja długo broniłam się przed telefonem komórkowym i nigdy nie miałam (i nie mam zamiaru mieć) nowego, zawsze po kimś "dziedziczę", najczęściej po córce. Dosć długo też broniłam się przed używaniem komputera, ale szybko się do niego przekonałam.
    A listy lubię pisać i czasem jeszcze pisuję, często długie, ale czy piękne? To już muszą ocenić adresaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na poczatku pobytu tutaj pisalam bardzo duzo listow, bo telefonowanie bylo za drogie, ale z czasem stanialo tak, ze przyjemniej mi rozmawiac osobiscie, niz pisac list i czekac dlugo na odpowiedz. Naprawde nie pamietam, kiedy napisalam ostatni w zyciu list, bardzo dawno temu.
      Dopoki nie nabylam sobie komputera, swobodnie sie bez niego obywalam i wtedy wydawalo mi sie, ze moge bez niego zyc. Dzis jest dla mnie niezastapiony.

      Usuń
  6. Czasami żal, jak się patrzy na te przedmioty:) pozdrawiam
    aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomyslec, ze ja tego wszystkiego uzywalam. Czasem czuje sie, jak moja babcia, ktora zachwycila sie pralka Frania po wieloletnim praniu recznym. Wtedy jednak ten postep nie byl tak blyskawiczny.

      Usuń
  7. To były czasy, kiedy telewizor, telefon i samochód były wyrazem luksusu. Hm... a teraz?
    Teraz nie nadążamy wymieniać sprzętu, tak technologia galopuje. Ledwie człe zdązy się nauczyć obsugiwać jeden aparat, a juz wymienia, bo przestarzały i znowu uczyć się musi, hi, hi, hi...
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim wtedy produkowano bardzo solidnie, dzisiaj specjalnie robi sie iedorobione produkty, zeby napedzac podaz. Tak jest ze wszystkim, poczawszy od telefonow, a zakonczywszy na samochodach.
      Buziolki

      Usuń
  8. O, "mój" telewizor (Szmaragd)! Ależ to był przedmiot marzeń, potem wręcz dumy. Od komórki długo się odżegnywałam; jak już kupiłam, to była malutka i wypasiona. Telefonu domowego też nie mogliśmy się doczekać, a to linii brak, a to znów inne biurokratyczne kruczki...
    Ach, trzeba by tu jeszcze wspomnieć gramofon Bambino, którego, ku swemu zmartwieniu, nigdy nie posiadałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos taka niecierpliwa? Przeciez napisalam, ze ciag dalszy nastapi, juz jutro zreszta.
      Za duzo mialam na jeden post. ;)

      Usuń
  9. Westchnę sobie czasem gdy przypominam sobie dzieciństwo, pamiętam gdy dziadek odwoził na na PKS na przystanek gdy jego "Wanda" ukochana klacz, płoszyła się gdy przejeżdżał obok autobus. Te "kamienne" koła u wozów turkoczące ogłuszająco na bruku i babciną tarę pamiętam bardzo dobrze. Tak bardzo się świat zmienił przez te kilka lat, przecież kilka tylko. :)
    Pod koniec dziewiętnastego wieku, pewien uczony popełnił samobójstwo w liście napisał że wszystko już wynaleziono nic się już nowego nie wydarzy więc nie warto żyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogl zaczekac, glupek jeden, teraz by dopiero zobaczyl! :)))
      Pamietam tare, choc niewyraznie. Ramowanie szydelkowych firan, wielki magiel, gdzie nosilo sie wyprana bielizne - wszystko to jeszcze przezylam.
      Pamietam wozy drabiniaste zajezdzajace do Lodzi na rynek w piatki.

      Usuń
    2. jajaja :) - też pamiętam :) A najbardziej z dzieciństwa w pamięć mi zapadły wielkie kosze pełne raków, czarnych ruszających się, przy bramach na Piotrkowskiej tam mieszkaliśmy, brr do tej pory brrr:)
      Mama robiła i chyba jadłam ale nie pamiętam już tego. Ech pamięć nie były to sielankowe czasy ale człowiek był młody. :)

      Usuń
    3. Raczej maly niz mlody, pozniej to sie zmienialo. Rakow nie pamietam, zreszta u nas sie tego nie jadlo.

      Usuń
  10. o rety, ja to wszystko kiedyś miałam. nie pamiętam tylko jak się nazywał pierwszy telewizor, jakoś mi umknęło...
    i aparat telefoniczny czarny i potem komórka jak cegła....
    tylko radio mieliśmy inne, tata przywiózł z niemiec jak wracał z obozu. pewnie gdzieś popracował i zarobił. ale ono prawie nigdy się nie psuło. o, juz wiem, tesla się nazywało. ale przypływ pamięci! to na starość tak się robi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi dziadkowie mieli radio Szarotka, takie pol-sieciowe, a pol do noszenia np. na piknik. Ceglastej komory nie mialam, zaczekalam az beda mniejsze ;)
      Tamte radia z magicznym okiem, pamietasz? Jako dziecko niecierpliwie przygladalam sie, kiedy oko sie zapali.

      Usuń
  11. Lubię obecną technologię. Podoba mi się, że mogę skontaktować się z kimś mimo iż jest poza domem. Że mogę pogadać, a przede wszystkim zobaczyć na Skype, napisać maila i takie tam. Ale ...czyż nie jest piękny ten wiekowy telewizor, czy ten czarny aparat telefoniczny? Dla mnie są i nie tylko z powodu, że sentymentalna jestem. Oraz żal mi jakniewiemco zwykłej papierowej korespondencji. I kartek na święta/imieniny/urodziny itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze kartki pisze, gdyz nie wszyscy, ktorych znam, maja komputry, a nie wszedzie mi sie chce dzwonic. Kiedys bardzo lubilam korespondowac, teraz juz by mi sie nie chcialo, majac tyle innych opcji do wyboru.

      Usuń
  12. Rodzice mieli telefon ..taki jak ten z prawej...a ja marzyłam o takim czarnym ! :)
    Wozy drabiniaste.... pamiętam jak "kręciły się" po mieście. Lubiłam stukot końskich kopyt ....
    I pamiętam jaki luz był na ulicach.....jeden samochód na godzinę, albo i rzadziej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie bylo i tylu pieszych nie ginelo pod kolami.

      Usuń
  13. ach co to było za szczęście, gdy pojawi się telefon u sołtysa - jeden dla wszystkich:) Pamiętam też, że u babci wieczorową porą były rozpalane lampy naftowe. Cóż to było za wydarzenie, gdy tę wieś elektryfikowano:)
    Ja urodziłam się, gdy telefon już był w domu i myślałam, że każde mieszkanie w mieście ma taki telefon;) Pamiętam, gdy "rzucili" komórkowe Ericssony po 450,00 pln w Erze i koleżanka zadzwoniła, bym szybko kupowała, bo znikają jak świeże bułeczki;) Gdy mąż powiedział, że kiedyś komórki będą po 1,00 pln to stukałam się w czoło;)) Najbardziej jednak pamiętam, gdy nasz przyjaciel nabył komórkę, właściwie komorę jak walizka:))) Jak ja mu wtedy zazdrościłam tego "małego" przenośnego telefonu;) Ach, długo mogłabym tak wspominać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsza jestes, bo ja od poczatku zycia bylam zelektryfikowana. Lampy naftowe byly w domu na wypadek awarii tylko.
      Te pierwsze komory z walizka tez pamietam, smieszne byly :)))

      Usuń
    2. ja też od początku byłam zelektryfikowana, z telefonem i lampy w domu nie było, pisałam o wsi, na której mieszkała babcia;)

      Usuń
    3. Ja nie mialam babci na wsi, wiec nie znam zjawiska bezpradowosci w domu, no chyba, ze byla awaria :)))

      Usuń
  14. Taki telewizor, jak na zdjęciu po prawej, mielismy w domu. A potem przyszła era Beryla, który służył sporo lat, po nim nastał Rubin, a potem już te wszystkie tam Otake, czy inne Sony.
    Telefon mieliśmy od lat 80., aparat jak po prawej, tyle, że zielony :) A potem Tulipan - pomarańczowy :)
    Kiedyś pisałam mnóstwo listów, korespondując z wieloma osobami, ale wszystko się pourywało z biegiem lat.
    Coś zmieniło się na lepsze, coś na gorsze ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, troche na lepsze, troche na gorsze. Ja nie zaluje tamtych czasow, jesli chodzi o technike, teraz jest na pewno lepiej. Natomiast stosunki miedzyludzkie i zycie rodzinne sa nie do odrobienia.

      Usuń
    2. I tak dokładnie jest, niestety.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.