piątek, 17 czerwca 2016

Czy sqrwysynstwo ma granice?

Sprobujcie mi odpowiedziec na zadane w tytule pytanie. Ja mam swoja teorie, a mianowicie, ze sqrwysynstwo w Polsce jest bezmierne, bezgraniczne i wrodzone. Natomiast sqrwysynstwo w polskiej sluzbie zdrowia przekroczylo rozmiary wszechswiata i jest nieskonczone.
Dla przypomnienia. Historie choroby ojca opisywalam TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. Ostatni wpis byl 14 maja, a wiec miesiac temu z gorka i przez ten czas nie dzialo sie zupelnie NIC. Sqrwysynskie bydlo w bialych fartuchach liczylo zapewne, ze staruch nie dozyje i odciazy ich oraz panstwowe finanse. A ten na zlosc zyje. No to oni wymyslala co chwile jakies nowe atrakcje, nowe badania, na ktore trzeba czekac, a to znow powtorke raz juz zrobionych badan. A to znow (co za szczescie!) wypadaja jakies dlugie weekendy, swieta, a lekarz przyjmuje tylko raz w tygodniu.
A czas mija...
A raczysko powoduje dalsze spustoszenia...
A kasa jest potrzebna na swiatynie rydzyka, a na dni mlodziezy tez. No i trzeba dac patologii pincetplus, zeby mieli za co pic. Reszta stoi w kolejce po nowe telewizory na Euro albo nowsze bryki w salonach samochodowych. Pincetplus bierze Zero i przed kamerami daje biednemu dziecku, laskawca. Trzeba nastawiac pomnikow smolenskich. Tyle wydatkow, a taka lajza z rakiem pluc ma czelnosc zyc dalej, jakby te 84 lata malo mu bylo.
Qrew w bialym fartuchu musiala wreszcie ulec presji bezczelnego starucha i wyznaczyla termin na chemie na wtorek, 14 czerwca, planowo na 3-5 dni, bo nie wiedomo, jak na te chemie pacjent zareaguje. Hurra! Z hukiem i fanfarami kuzyn doprowadzil ojca, bo na samodzielne chodzenie jest juz za slaby, do izby przyjec, gdzie po 5-godzinnym oczekiwaniu otrzymali wiadomosc, ze do szpitala nie zostanie przyjety, bo... nie ma miejsc! Niech spierdala do domu i czeka na wiadomosc, sqrwysyny bedo dzwonic, kiedy sie jakies lozko zwolni.
Nastepny termin zostal wyznaczony juz na czwartek, 16 czerwca. Nooo, tempo zawrotne! Tym razem przyszlo mu czekac na przyjecie juz tylko 4 godziny. WOW! Nie wiem, jakie przeczucie kierowalo moja mama, ze zapytala, kiedy tato wyjdzie. Podtekst byl taki, ze pobyt w szpitalu przypadlby na weekend, a wtedy chyba nie ma wypisow. Odpowiedz zwalila oboje z nog:
- Jutro.
Heee? Jakie jutro, przeciez mowa byla o 3-5 dniach? Sqrwysyny wymyslily sobie inny numer. Otoz po co maja trzymac dziada na oddziale i pakowac mu w zyle jakas konkretna chemie, skoro jest przeciez chemia tabletkowa i niech zre sobie w domu.
Sluchajcie, czy ja jestem przewrazliwiona, czy zepsula mnie i rozpiescila niemiecka sluzba zdrowia? Czy takie postepowanie z pacjentem jest normalne? Ja sie na tym nie znam, czy ktos z Was, kto przeszedl raka, moze mi powiedziec, jaka jest roznica miedzy chemia dozylna i tabletkowa, bo ja mam wrazenie, ze ojciec dostal ja na odp***l, zeby wreszcie przestal sie czepiac i chodzic prywatnie po profesorach?
Moglabym wyc...
Moglabym takiego aroganckiego sqrwysyna w bialym fartuchu zabic, ale tak, zeby przedtem bardzo bolalo, zeby cierpial tak, jak przez nich cierpi moj ojciec. Nie tylko z bolu, ale z ponizenia i lekcewazenia. Sqrwysyn nie bedzie sie ponizal rozmowa ze staruchem albo tlumaczeniem czegokolwiek na temat jego stanu zdrowia.





130 komentarzy:

  1. Panterko, chemia tabletkowa daje lepszy komfort psychiczny pacjentowi, poniewaz leczy sie on w swoim domu, wsrod bliskich, na swoim gruncie ze tak powiem.
    Chemia dozylna dodatkowo funduje cierpienie - bolesne wklucia, pekanie zyl...
    Nie wszystkie typy nowotworow mozna leczyc chemia w tabletkach, nowotwor pluc jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli powiadasz, ze to niekoniecznie i do konca sq...stwo i spychologia? Moge przyjac, ze tak jest, nie moge jednak tolerowac tej arogancji.

      Usuń
    2. Kompletnie nie znam się na tym, więc z pewną ulgą przeczytałam ten komentarz.... Ale dezinformacja pacjenta i brak konkretnych działań, chyba że pacjent sam sobie wywalczy to niestety polska norma w wielu przypadkach. Choć nie przypuszczałam, że tak wygląda ta tak zwana szybka droga onkologiczna, k... jej mać.

      Usuń
    3. Iw, chemia tabletkowa tez odpadla, ojciec ma za slabe serce, a to za sprawa ogromnego stresu spowodowanego dlugotrwalym czekaniem i cala ta sytuacja. Bedzie proba radioterapii, o ile do tych zabiegow sie nada.

      Usuń
  2. Aniu nie napiszę Ci o raku, bo nikt z bliskich go nie miał, ale u nas ludzi po 70-siątce nie chcą już leczyć, ot taka prawda. W grudniu ub.r. moja 80-letnia teściowa dostała udaru i pogotowie zawiozło ją do szpitala. Myślisz, że ją rehabilitowali? /leków na to nie ma, wiem bo sama to przeszłam 5 lat temu/. Odsyłali ją z oddziału na oddział, przy każdej wizycie musieliśmy ją szukać. Przed Świętami wielkanocnymi odesłali ją na paliatywny i 13 kwietnia zmarła. Na każdym oddziale zabierała tylko łóżko. Tak się pozbywa starych ludzi, nawet pogotowie do starego nie chce przyjechać.
    Ciebie Aniu to bulwersuje, bo żyjesz w innych warunkach, a dotyczy to najbliższej osoby. Tak to wygląda
    Współczuję Ci kochana.
    Ania Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz mi, Aniu, a jakim prawem nie chca ich leczyc? Jakim prawem przesadzaja (przesondzajo) kto bedzie zyc i kogo mozna rehabilitowac? Przeciez to ci starzy ludzie wlasnie wplacali przez cale zycie i to nie malo do przepastnego ZUSu. Teraz niech zdychaja, bo dosc sie nazyli?
      A co z dziecmi? One nie maja prawa do leczenia, bo jeszcze nic nie wplacily?
      Qrwa!

      Usuń
    2. Anusia, najgorsze jest to, że obiecują. Tak obiecywali teściowej... za dwa dni będziemy panią stawiać na nogi... Za dwa dni odesłali ją na pulmonologię, bo znaleźli coś w płucach itd. Sama nie wiem co o tym myśleć. Anusia wcale Cię tym nie pocieszę, ale moi rodzice obydwoje odeszli we własnym domu, na własnym łóżku i wydaje mi się, że w chorobie jest to komfort psychiczny. Moi odeszli nagle, więc długo nie cierpieli.
      Trzymaj się Anusia,
      Ania Bezowa

      Usuń
    3. Ojciec tez przezywa podobne obiecanki-cacanki i nic sie nie dzieje. Sqnksy tylko czekaja na zejscie.

      Usuń
  3. A ja myślę, że "normalnej", dożylnej chemii to Twój Tatuś zwyczajnie by nie wytrzymał.
    Jest naprawdę już w zaawansowanym wieku.
    Moja bliska koleżanka, 80-latka miała dwa lata temu usuniętą pierś z powodu raka (zmiana była wielkości 0,5 cm, ale to ten rak hormono-zależny). I też jest tylko na tabletkach, z uwagi na wiek. Ta dożylna chemia to takie świństwo, że jeśli ci kapnie kropla na rękę, to masz w tym miejscu ranę.
    Myślę, że może jednak lepiej,ze będzie brał te tabletki w warunkach domowych, bo będzie miał normalne a nie szpitalne jedzenie ( teraz jest piekielnie dużo zatruć pokarmowych, bo nie ma stołówek szpitalnych a tylko cateringi z zewnątrz), będzie spokojnie spał we własnym łóżku i nikt nie będzie Go budził sprzątaniem sali o 6 rano i nie Tatuś będzie widział schodzących pacjentów.
    Wszystkie szpitale są ostatnio kiepskie-, więc myślę,że nawet lepiej się stało tak jak jest.
    Ostatnio hulnęło mi strasznie w górę ciśnienie,(przez zwiększoną dawkę euthyroxu) ale nie skusiłam się na szpital, spokojnie zwiększyłam dobową dawkę leku i tym sposobem jeszcze się truchtam.
    Przytulam,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzac na zagadnienie od tej strony, moze faktycznie lepiej dla ojca, bo i tak praktycznie nie ma dla niego opcji pelnego wyleczenia, a jedynie przedluzenie zycia i jako taki jego komfort w ostatnim stadium. Troche mnie uspokoilas tymi argumentami.

      Usuń
    2. Wszyściutkie leki cytostatyczne są bardzo szkodliwe, bo nie są to leki celowane miejscowo- niszczą komórki rakowe ale i uszkadzają zdrowe komórki.Tak naprawdę nie ma w 100% nieszkodliwej terapii- każda ma skutki uboczne. Naświetlania też, choć wydawałoby się, że skoro naświetlają tylko guz to reszta organizmu nie cierpi.
      Myślę, że powinnaś nastawić rodziców pozytywnie do tej decyzji lekarzy. Pozytywne nastawienie pacjenta do danej terapii (choć to dziwne) wzmaga jej działanie.
      Wiesz, pół mojej rodziny to albo lekarze albo farmaceuci i oni twierdzą, że na całym świecie zawód lekarza staje się coraz trudniejszy, bo choć jest wiele całkiem dobrych terapii to oczekiwania pacjentów coraz wyższe, podobnie jak stopień biurokracji- coraz więcej papierków do wypełnienia, coraz mniej czasu na leczenie.

      Usuń
    3. Teraz sytuacja znow sie zmienila. Nie bedzie ZADNEJ chemii. Wczoraj w szpitalu ojciec dostal migotania przedsionkow, jakos go tam wyratowali, ale w tym stanie zdrowia chemia zostala calkowicie wykluczona. We wtorek ma isc na konsultacje, czy mozna zastosowac radioterapie. Jesli nie, pozostanie mu powolne umieranie.

      Usuń
    4. No tak- z jednej strony wiek jest sprzymierzeńcem, bo wolniej rak wzrasta, z drugiej nie ma jak leczyć, bo całe to leczenie jest zbyt inwazyjne.Nic dziwnego, że serce wysiada- przecież taka choroba to piekielny stres, a stres człowieka niszczy.
      Jest mi okropnie smutno, za dużo tych stresów masz naraz.
      Przytulam;)

      Usuń
    5. Tak, tylko gdyby w pore zaczeli leczenie, nie doprowadziloby to ojca do takiego stanu.

      Usuń
  4. OMFG!!! Podziwiam, ze jeszcze tam z kalachem nie polecialas, chocby pieszo!!!
    O tabletkowej niewiele udalo mi sie wtedy dowiedziec - Mama miala dozylna :(((. Z tego, co kiedys podsluchalam, podobno jest mniej drastyczna dla pacjenta. Trzymaj sie! (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze troche przesadzilam z reakcja, co nie zmienia faktu, ze arogancja polskich lekarzy przekracza ludzkie wyobrazenie.

      Usuń
  5. Wszystko mnie boli, jak o tym czytam. Chce mi się wyć. Czytam o Twoim tacie, a widzę... Mniejsza. Przesyłam dobre myśli i ściskam Cię jak najmocniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto to jest Mniejsza? Ktos z Twojej rodziny?
      Dla mnie najgorsza jest niewiedza, a lekarze nie kwapia sie objasniac pacjentom czegokolwiek, bo to strata ich cennego czasu.

      Usuń
  6. Nie, Panterko - skurwysyństwo nie ma granic. Skurwysyństwo w tym popierdolonym kraju jest tak bezgraniczne jak chciwość funkcjonariuszy obcego państwa watykańskiego, które nas wysysa jak wampir dzięki uprzejmości kolejnych rządów. Choćby i wczoraj dowiedziałam się, że miasto podarowało ubogim czarnuchom kolejne miejskie hektary, a to tylko taki drobiażdżek lokalny. Człowieka w tym wszystkim nie ma, człowiek się nie liczy - jest tylko narzędzie, za pomocą którego strumień gotówki spokojnie płynie i płynie - w paszcze nienażartych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto, dlaczego w Polsce nie ma kasy na leczenie ludzi:

      http://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/rzeszow-nowa-szkola-pijarow-na-dzialce-za-1-proc-wartosci/0t02qg

      Usuń
    2. Moj ojciec nazyl sie dlugo, ale nie zmienia to postaci rzeczy, ze jeszcze zyje i zasluguje na ratowanie tego zycia i godne leczenie. To jednak nienormalne, ze rodzice malych dzieci musza zebrac (rzebrac) w internetach o kase na leczenie swoich pociech, bo panstwo daje darmozjadom, podczas gdy obywateli ma w dupie.

      Usuń
    3. Oczywiście, że nienormalne. Ale tutaj patologia to norma. Polskość to nienormalność przecież!

      Usuń
    4. Co ta solidarnosc zrobila z moim krajem? I z roku na rok pogarsza sie sytuacja.

      Usuń
    5. Ty naprawdę jesteś moją bliźniaczką. Mamy w rodzinie takie powiedzenie: "Za komuny było (to czy tamto) porządne, a potem przyszła Solidarność i wszystko spieprzyła. Nawet pogodę!".

      Usuń
    6. U mnie w rodzinie tez sie tak mawia. Bo to jest akurat prawda.

      Usuń
  7. Przerazajace to jest co piszesz o sluzbie zdrowia w Polsce. Dla mnie niepojete ze tyle czasu im zajelo zeby w koncu zaczac leczyc, przeciez mogli juz dawno zaczac ta chemie, szczegolnie jezeli jest w tabletkach. Wierze ze moze byc rownie skuteczna ta w tabletkach jak ta do zyly. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak stalam sie zbyt wymagajaca w stosunku do polskiej sluzby zdrowia, majac na codzien taka troche lepiej zorganizowana i majac do czynienia z lekarzami, ktorzy kazdego chorego traktuja jak czlowieka, a nie numer statystyczny i idiote, ktoremu niczego nie trzeba wyjasniac.

      Usuń
    2. Nie jestes wcale zbyt wymagajaca do sluzby zdrowie w Polsce, przeciez zycie, zdrowie jest najwazniejsze i powinni dbac o ludzi jak najlepiej, bez wzgledu na wiek, jak mozna nawet myslec ze tym najstarszym juz sie nie nalezy pomoc. Jestem starsza i jak mialam powazna diagnoze wzieli mnie do szpitala natychmiast i zaczeli leczyc. Teresa

      Usuń
    3. Niedawno wyladowala w szpitalu 90-letnia matka naszego przyjaciela, nagle przestala jesc i byla bardzo slaba. Nie tylko postawili ja na nogi, ale wlasnie wczoraj wyslali na rehabilitacje, zeby bardziej sie wzmocnila.
      W Polsce absolutnie niemozliwe.

      Usuń
  8. Kochana Pantero....generalnie squrw nie ma granic, ale wiesz, wszystko zależy od kontekstu. Umarł mojej koleżanki mąż na raka prostaty, zdrowy 49- letni facet. Inny, znajomy mojego męża, walczy z rakiem płuc z przerzutem do mózgu, na razie wygrywa, ma 50 lat. Byłam blisko tych ludzi, system działa jak działa, ale działa. A rak jest jak rosyjska ruletka. Starsze osoby, bardzo starsze, mają mniej sił na walkę z rakiem i obostrzeniami systemu. Ale chcę napisać jedno: śmierć jest wpisana w tkaninę życia. Niewiele mamy wyborów, ale możemy wybrać jak odejść. Jeśli zdobędziemy się na wybór. Zazwyczaj lekarze mówią, że według nich, sprawa jest nie do wygrania, tłumaczą, że że mogą polepszyć komfort ostatnich miesięcy, dni przed odejściem. Czasem rodzina i chory słuchają, czasem nie chcą tego słyszeć. Moja koleżanka i jej mąż nie słuchali, walczyli do końca, nie mieli czasu dla siebie na pożegnanie, odebrali sobie czas na pobycie razem, ona została ze złamanym sercem i wielkim żalem do służby zdrowia, bo oczekiwała cudu, a on nie nadszedł. Nie słuchała. Lekarze nie są cudotwórcami, czasem nawet nie są dobrymi lekarzami, empatia gdzieś im się gubi. Ale większość jest w porządku. Możemy wybrać wiele opcji na zakończenie życia, pożegnania, odchodzenie. Tak naprawdę od nas to zależy. Od nikogo innego.
    I jeszcze jedno: chemia w tabletkach nie jest zła, ma mniej skutków ubocznych, komfort życia przy niej jest duuużo lepszy, przedłuża życie. Jest jeszcze opieka hospicyjna w domu, masz lekarza i pielęgniarkę wykwalifikowanych w opiece na pacjentem ciężko chorym, oni znają naprawdę dużo sposobów, by pomóc. Ułatwić odchodzenie gdy trzeba. Takie życie.
    Tulam cię mocno, ciebie i twój gniew z rozpaczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj ojciec nie ma zadnego wyboru, nikt mu niczego nie zaproponowal, nikt nie powiedzial, ze powinien zaniechac leczenia, bo i tak umrze. Wszzyscy milcza i spychaja, ich dzialania sa nieludzkie, a chory nic nie wie i nie moze sam o sobie decydowac. Dlaczego nie wyjasniono ojcu, ze chemia dozylna jest w jego przypadku gorsza, a tabletkowa lepsza i dlaczego. To jest skandaliczne! Ojciec jest wyksztalconym czlowiekiem, kazda prawde przyjmie z gosnoscia. Dlaczego milczeniem odbiera mu sie te godnosc?

      Usuń
    2. Moja Mama, pierwsze co zrobila, to sciagnela wszelakie podreczniki medyczne i publikacje naukowe (glównie ze Stanów) i zabrala sie za ich gruntowne studiowanie. Pózniej bawila sie "zaginaniem" lekarzy, twierdzac, ze przynajmniej, zanim zejdzie, to sie troche pobawi ich kosztem. Trzeba jej przyznac, ze do konca miala specyficzne poczucie humoru. (Leciwa)

      Usuń
    3. Moi rodzice nie maja juz sily, ani na jakakolwiek walke z systemem w sluzbie zdrowia, ani na studiowanie ksiazek medycznych. Moze to i lepiej, przynajmniej nie do konca wiedza, jak powazna to choroba. Wystarczy, ze ja wyczytalam na ten temat pol internetu.

      Usuń
  9. Nie,no po prostu nie wierzę!!!!!!
    Ignoranctwo przeszlo wszelkie granice i jak najbardziej rozumiem Twoją wściekłość i frustrację.Oczywiście,ze na starsze osoby kładą lagę..moj ojciec jest w podobnym wieku,chodzi prywatnie od lat do jednego lekarza.Czuje słabość w nogach,brak apetytu...no to zawsze to samo badania tylko na kreatynine,cholesterol i tyle..
    Wkurw....sie i napisałam na kartce co ma jeszcze zrobić,morfologię,ob,Wit.D3...no i lekarz widzac tyle badan zajarzył,ze może jednak dać skierowanie na markery itp...no i ma jeden podwyższony...
    Aniu,powiem tylko na przykładzie sąsiada.Diagnoza -rak juz w dość zaawansowanym stadium,uparł sie na chemię dożylną.Dawali mu w szpitalu,po pierwszej wypadly mu wszystkie wlosy,w trakcie drugiej-zmarł...
    Więc faktycznie może w Taty przypadku ta tabletkowa wersja będzie łagodniejsza dla Niego...

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, tylko dlaczego przedtem nie skonsultowano tego z pacjentem? Nie wyjasniono mu, co w jego wieku i stanie bedzie lepsze i dlaczego. Odgornie ordynuje sie cos, co dotyczy go osobiscie, bez slowa wyjasnienia, bez podania argumentow, zeby nie czul sie jak numer statystyczny, a nie jak chory czlowiek.
      Kazdy chory traktowany jest jak polglowek nie zaslugujacy na slowo wyjasnienia.

      Usuń
    2. Tak,masz 100% racji!!!!Oczywiście,ze powinni mu wszystko wyjaśnić,wytłumaczyć,może trudno Ci Aniu uwierzyć,ale nie wszędzie w Polsce pod tym względem jest tak beznadziejnie...Tato fatalnie trafił na bandę ignorantów,wyzutych z empatii...-tutaj nie ma żadnego wytłumaczenia,to wola i pomstę do nieba...

      Usuń
    3. Jezeli w wadliwym systemie medycznym spotyka sie prawdziwych lekarzy z powolania, mozna miec na cos nadzieje. Kiedy jednak system uzupelniaja bezduszni ludzie w bialych fartuchach, to nie ma chyba nic gorszego.

      Usuń
  10. doskonalę Ciebie rozumie, bo przerabiałam to z moją mamą. Gdyby pierwszy lekarz z wezwanego pogotowia, zabrałaby ją do szpitala, żyła by jeszcze. Cztery czy pięć razy wzywałam pogotowie, przyjeżdżali,popatrzyli i pojechali. Bo dla nich była stara.

    Mogłabym iść do sądu, jednak po pogrzebie doszłam do wniosku, że nie mam na to siły, Teraz żałuję. Nie dla odszkodowania a dla nauczki. Trzymaj się Aniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to dotyczylo jedynie starszych ludzi, ale skad zatem te wszystkie rozpaczliwe apele i zbiorki pieniedzy na ratowanie dzieci, ludzi mlodych i w sile wieku? To nie kwestia wieku, tylko wielkie sqrwysynstwo ekip rzadzacych, tak laskawych dla kleru i tak bezlitosnych dla wlasnych obywateli.

      Usuń
  11. U mnie w rodzinie nie było raka.Więc w tej sprawia jestem nie zorientowana.To co piszesz jak traktują starszych ludzi jest to przerażająca prawda.Ja do mojego już bardzo chorego[2 tygodnie przed śmiercią]taty wezwałam pogotowie.To mnie zbluzgali i nie chcieli go zabrać.W poniedziałek mojej koleżanki mama 84 lata miała udar.Lekarz z pogotowia powiedział żeby mamę nawodnić a do rana jej przejdzie.Nie przeszło rano zabrało ją pogotowie.Ja 13 lat tamu do mojej umierającej mamy wezwałam pogotowie.Przyjechało po 1.5 godzinie.Zmarła nie wybudziwszy się ze śpiączki po 10 dniach.Tak się u nas traktuje starszych ludzi.Panterko ściskam Was w tym ciężki dla Was okresie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starzy ludzie w Polsce zawsze juz beda stac na przegranej pozycji. Zreszta nie tylko starzy, bo i dzieci sie zaniedbuje i zrozpaczeni rodzice szukaja darczyncow, zeby ratowac swoje pociechy.
      Wazne, zeby na kosciol wystarczylo, na pomniki smolenskie i dla wybrancow.

      Usuń
    2. Jak słyszę wyraz -Smoleńsk-pomniki..to mam dość..i jeszcze sformułowanie,że POLEGLI.....niczym walczący na placu boju żołnierze...masakra..
      Tak,niestety dla rządu ważniejsze jest pchanie do d....kasy rydzykowi aby mogl swoja podobiznę umieścić na witrażu kościelnym....
      Brak słów......teraz wszystkie skwery,ulice,porty lotnicze będą nazywane imieniem POLEGLEGO BOHATERSKO L.K

      Usuń
    3. Masz rację i napisałaś to, co sama czuję, choć pchają mi się na usta, a raczej na klawiaturę, słowa o wiele mniej oględne. Robi się wszystko, żeby przeforsować określoną wizję tego wydarzenia, to, jak napisałaś, masakra jakaś.

      Usuń
    4. To jest usilowanie za wszelka cene odsuniecia od siebie wyrzutow sumienia za spowodowanie de facto katastrofy lotniczej. Podobno konus wnioskuje w Watykanie o beatyfikacje brata. A i tak zdechnie zagryziony wlasnymi wyrzutami sumienia, ze dla celow politycznych poswiecil blizniaka (bo pozostalych 98 trupow to juz mu lata).

      Usuń
  12. Ale nie wszędzie tak jest - moja macocha nie miala żadnych problemów. Była zawsze przyjmowana na nic nie czekała jeszcze przyjmowali ja z uśmiechem na twarzy i zaznaczam bez żadnych łapówek. Ale ona o wszystko pytała nie dała się zbyć - dokładnie jej wszystko tłumaczyli i miała 80 lat. Odjeli jej dwie piersi na operacje nie czekała długo. Może miała szczęście.
    Moja mama też zmarła na raka ale to inna sprawa bo zdecydowała sie nie leczyć i z tym rakiem żyła 25 lat - zmarła w wieku 78 lat
    Pod koniec dostawała leki przeciwbolowe i poinformowano ją zeby zgłosiła to w hospicjum. Przychodzila doniej codziennie pielegniarka i robiła zastrzyki. Dowiedziala sie ze jest mozliwość wynajecia specjalnego łóżka i przywiezli do domu w jeden dzień. Jest różnie i różni są ludzie.Myśle ze twój kuzyn jest za delikatny w tych sprawach - ja bym nie wyszla - musieli by mnie wszystko wytłumaczyć co i jak i dlaczego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu niemala role gra upor ojca, kuzyn nie moze zrobic nic wbrew jego woli. Ehhh, szkoda gadac! Lekarze, a juz zwlaszcza onkolodzy powinni byc na studiach szkoleni w obejsciu z pacjentami, czesto spanikowanymi i mocno zestresowanymi, a oni ich traktuja jak przedmioty.

      Usuń
  13. Aniu, u lekarza rodzinnego koniecznie zgłoście, że tata będzie się leczył w domu i potrzeba opieki paliatywnej. Nie traktujcie tego jako pomoc w odchodzeniu. Ojciec będzie mial na bieżąco opiekę lekarza, który wie jak pomóc na działania uboczne, co jeść, a co nie, czego się wystrzegać i zapisze odpowiednie środki przeciwbólowe. Tata wcale (!) nie musi cierpieć, a tego w szpitalu by Mu nie zapewnili. Za to w domu jak najbardziej. Dobre preparaty przeciwbólowe są refundowane. Moja mama np miała plastry z wolnym uwalnianiem i tabletki. Naprawdę nie czuła bólu. Poza tym domowa opieka paliatywna to także pielęgniarka i to równie ważne, bo przecież tata bedzie teraz więcej leżał, może nie móc się umyć i mama sama sobie nie poradzi z opieką. No i mama, wiedząc, że ma opiekę i wsparcie będzie czuć się bezpieczniej. Mama w tej sytuacji też potrzebuje choć namiastki komfortu. Choćbyś nawet do nich przyjechała nie zapewnisz Im wszystkiego tego, co da im lekarz i pielęgniarka z doświadczeniem. Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Dobrze zante pisze. Trzeba zgłosić potrzebę przychodzenia pielęgniarki!

      Usuń
    2. Rozmawialam z mama, ma juz namiary na domowa opieke paliatywna i kiedy bedzie taka potrzeba, na pewno z niej skorzysta. Inna rzecz, ze ojciec przez te chorobe zrobil sie taki dziwny i opieke mamy traktuje jak proby ubezwlasnowolnienia. Nie wiem wiec, jak odniesie sie do opieki obcych osob, zapewne z poczatku bardzo negatywnie.

      Usuń
    3. Bo tak jest - moja mama tez była dziwna była nieprzyjemna dla pielegniarki nawet pare razy ją skleła ale pielegniarka mowiła ze tak jest nie mowie juz o mężu mamy - on był załamany i wykończony

      Usuń
    4. Aniu, to jest całkiem normalne. Rzadko kiedy człowiek poważnie chory nie zmienia się. Dzieje się coś takiego w psychice, że skupiając się na swoim cierpieniu i strachu, zaczyna inaczej postrzegać otoczenie. To, co w tym najtrudniejsze dla opiekunów to fakt, że osoba najbliższa, sprawująca opiekę jest pierwsza "na linii strzału" i to na niej człowiek chory wyładowuje swoje emocje.
      Moja mama, choć zgodziła się i na pielęgniarkę i opiekunkę, to te ostatnie wywalała średnio dwa razy w tygodniu i oćwiczała je nieziemsko. Często było mi strasznie wstyd, ale nie mogłam tego zmienić. Moja mama zawsze miała trudny charakter i nasze relacje były z dupy, ale podczas choroby wszystkie złe cechy i zachowania mojej matki wyszły na wierzch, z wielkim natężeniem. Tak już jest, po prostu.

      Usuń
    5. Zauwazylam to zjawisko u ojca, probuje podczas rozmow telefonicznych lagodzic ich wzajemne stosunki, tlumacze jak dzieciom, ze powinni sie szanowac, a nie warczec na siebie, bo ilez tego zycia im jeszcze pozostalo...

      Usuń
    6. Aniu, ale tego nie zmienisz, niestety. Bo to jest silniejsze od ojca - po prostu Nim rządzi. Wszystko, co możesz, to spróbować wyjaśnić mechanizm mamie, by nie czuła dodatkowo żalu.

      Usuń
    7. Mama z jednej strony zdaje sobie z tego sprawe, ale z drugiej sama jest chora i rozzalona na los, ze zostawil ja z tym wszystkim sama.

      Usuń
  14. Miałam w rodzinie kilka przypadków raka, ale poza tymi z czasów wczesnego PRL-u, wszyscy byli leczeni po znajomości, jedna osoba nawet bardzo nowoczesnymi metodami; jest po chemii, po dwóch chyba operacjach, żyje, pracuje i ciągle jest pod opieką lekarza.
    Gdzieś czytałam, że obowiązkiem lekarza jest udzielenie pacjentowi stosownych informacji, wcale nie zależy to od jego - lekarza - "widzimmisię". A to co się dzieje w służbie zdrowia woła o pomstę do nieba, choć rzeczywiście, nie wszędzie tak jest i dużo zależy od tego, na kogo się trafi. Ale najgorsze jest to odzieranie ludzi z godności.
    I jeszcze jedno - tworzy się na uczelniach wydziały medyczne i kształci lekarzy na siłę, bez odpowiedniego zaplecza; to wróży bardzo źle na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksztalci sie glownie pomioty lekarskie, zeby przejmowaly praktyki po rodzicach, bo tradycja itd. Niewielu jest lekarzy z powolania, wiekszosc wykonuje te prace dla zarobkow, wiec czego od nich wymagac?
      I gdzie sie poskarzysz, ze nie zostalo Ci nic wyjasnione? Od kogo bedziesz oczekiwac jakiegokolwiek zadoscuczynienia za odzieranie z gosnosci? Godnosc? Ciesz sie, ze w ogole lecza.

      Usuń
  15. Niestety, chorych traktuje się przedmiotowo,czasem trafi się lepiej,jesli np. chocdzi ise do specjalisty prywatnie i on zaordynuje dalszym leczeniem w szpitalu /klinice gdzie pracuje.jesteś wtedy pod jego kontrolą i bywa lepiej.
    Generalnie nie traktuje się chorego poważnie, a rozmowa, no to ju przeginają pałę kompletnie, nie mówią choremu, nic nie mówią rodzinie,a jeśli nawet to zdawkowo i zachowawczo,żeby przypadkiem nikt później nie maił pretensji,ze coś jest nie tak. Dorwać lekarza prowadzącego graniczy z cudem.
    Jedynie w przypadku glejaka kolegi lekarz powiedział wprost, 4m-ce -do pół roku życia, ale tylko tyle,nie doradzal odpuszczenia leczenia-cięzkich operacji,przyniosły koledze tygodnie spędzone w szpitalu, stres ,cierpienie,wiadomo trudno nie próbować i nie walczyć,bo wciąż się ma nadzieję na cud,na wyszarpanie kolejnych miesięcy,ale moim zdaniem też pwoinni informowac zdruzgotanych ludzi,rodizne,co ich zdaniem jest najlepszym wyjsciem, dać wybór.
    Niestety u kolegi się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to sobie wyobrazam tak, ze lekarz mowi: panie, szans na wyleczenie i tak nie ma, chemia oslabia, a na paliatywnej da sie w miare normalnie pozyc. Masz pan do wyboru to albo tamto, a umrzesz pan i tak mniej wiecej w tym samym czasie. I wszystko jest jasne, pacjent wybiera, jak chce odejsc i juz.
      Nie pojmuje tych tajemnic i ukrywania prawdy.

      Usuń
    2. Dokładnie tak to powinno wyglądać! Tu nawet nei rozmawiało się z chorym,tylko z nami, jego najblizszymi,chory jest traktowany ulgowo,bo przecież odbierze mu się nadzieję,itp.załamie isę,podda, i ogólnie do dupy. jest w tym prawda,ale mimo wszystko,prędzej czy póxniej przecież sie domysli, po co udawać/

      Usuń
    3. Mylisz sie, chory, o ile nie jest chory psychicznie lub ograniczony w decydowaniu o sobie, powinien sam podejmowac decyzje, nie rodzina. Chory ma pelne prawo wiedziec. Pozbawianie go tego prawa jest wlasnie odzieraniem z godnosci, a usprawiedliwianie tego oszczedzaniem stresu to tylko wygodna wymowka.

      Usuń
    4. Bo trzeba PYTAĆ a nie siedzieć i czekać . jak chory nie ma siły to wchodzi ktoś z rodziny i grzecznie ale stanowczo wypytuje o wszystko i wie. Jak tak robie. Kiedyś sie nie pytałam o nic tylko brałam recepte a potem klełam w domu i mówiłam jaki ten lekarz to cham. Potem zaczęłam pytać i zobaczyłam jakie to proste. A swoją drogą jak zobaczyłam na korytarzu tłum ludzi do lekarza to sie czasami nie dziwie

      Usuń
    5. Mama zawsze ojcu towarzyszy i probuje co najmniej zasiegnac informacji, a wzamian dostaje wymijajace odpowiedzi. A kolejni pacjenci juz czekaja na wejscie. Nie jest latwo dopytac sie o cokolwiek.

      Usuń
  16. Aniu, rozumiem Cie doskonale, bo u mnie w rodzinie 3 osoby zmarly na raka. Roznie to bywalo i tak do konca nigdy nie uogolniam, bo jak w kazdej grupie zawodowej zdarzaja sie tacy i tacy. Znam cudownych, oddanych lekarzy, zdarzają sie, ale jest ich niewielu. Polska sluzba zdrowia kuleje i to bardzo, a podejscia do pacjenta nie nauczy sie lekarza, jesli nie ma w nim empatii i tego powolania, jak to sie nazywa. Pisalam kiedys, ze moja mama byla pielegniarka, cale zycie pomagala innym z sercem na dloni, a lekarze nie staneli na wysokosci zadania!!! Tez czekala, odsylali tu i tam. Lekarka mowila, ze jak nie boli, to nie ma co sie martwic. KIedy zaczelo bolec, juz bylo za pozno. Wszedzie prywatnie, bo innego wyjscia nie ma. Wyniki kaza przyniesc pojutrze, a kolejka do specjalisty na kase za 3 m-ce. To co robisz, zeby byly pojutrze? Idziesz prywatnie. Mój mąz choruje na toczen, jesienią niespodziewanie dostal udar. Zawiozlam go na odddzial neurologiczny, bo na pogotowiu powiedzieli, ze bol glowy i dretwienie reki to jakies dolegliwosci od upalu albo stan zapalny(!!!)Pojechalismy na oddzial, to lekarz spytal dlaczego dzisiaj, przeciez jest niedziela!!!!!!!!!! Tak sie wkurzylam, ze prawie krzyczalam, ze jesli go nie zbadaja, to nie rusze sie stamtąd (a rzadko sie unosze). Wyobrazasz sobie cos takiego? Jak moglismy w niedziele przeszkadzac panu doktorowi!? Tylko kasa, kasa, kasa... Tez czasem mysle o dzieciach, a kiedy mowia, ze choruja na rzadka chorobe, to tym bardziej zadziwia mnie, jak panstwo nie moze znalezs forsy na leczenie, skoro np.chorujacych jest na to w kraju tylko czworo dzieci. Wstyd, ze trzeba żebrac, prosic sie o dofinansowanie. Mozna by dlugo pisac na ten temat... Tylko cisnienie mi rosnie.
    Zal mi Ciebie, zal Taty, ktoremu musi byc przykro, ze tak jest traktowany na stare lata. Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panstwo ma pieniadze, ale woli je marnotrawic na cele religijne. Lekarze nie ponosza nigdy odpowiedzialnosci za traktowanie pacjenta przedmiotowo, sa panami w bialych kitlach, oczekuja lapowek i w dupie maja zdrowie pacjentow.

      Usuń
  17. A ile razy rozmawiałaś z lekarzem prowadzacym ojca??
    Te wszystkie pytania jemu zadawaj,a nie nam.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam ochoty tlumaczyc sie przed toba. Nie pasuje ci, to tu nie przylaz i mnie nie upokarzaj. Masz w sobie duzo z polskich lekarzy, taka katolicka karma.

      Usuń
    2. Ale Ania nie wkurzaj sie tak a może to dobry pomysł np. Zadzwonic do lekarza prowadzącego i sie wypytac

      Usuń
    3. pytanie, czy lekarz zechce przez telefon rozmawiać...

      Usuń
    4. Jak matce w cztery oczy nie chca nic powiedziec, to mnie akurat udziela informacji telefonicznej. Przy tej polskiej, do granic absurdu rozwinietej, ochronie danych osobowych.

      Usuń
    5. Lekarz ma OBOWIAZEK objaśnić wszystko - po co,na co i dlaczego.Tylko go musi ktoś zapytać.
      Najlepiej ktoś z najbliższej rodziny. Nie ma się o co wkurzać,pomstować na cały świat,tylko po prostu starym człowiekiem trzeba się zajać,poświęcić mu trochę czasu,przynajmniej tyle,co psu.
      Ania

      Usuń
    6. Jestes podla i tyle, a porownywanie ojca do psa jest stanowczo nie na miejscu. Usilujesz nadal mnie upokarzac, budzic wyrzuty sumienia, jakbym sama miala ich za malo. Setki razy ci tlumaczylam, dlaczego nie moge wyjezdzac na dlugo, zeby byc przy rodzicach, ale do ciebie nic nie trafia, dalej wiercisz w otwartej ranie.
      Naprawde lepiej bedzie, jesli darujesz sobie czytanie mojego bloga. Zajmij sie soba, swoimi rodzicami, a mnie nie pouczaj.
      To nie tylko moje zdanie o sqrwysynstwie lekarzy, poczytaj komentarze.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  18. Czlowiek, niezależnie od wieku jest człowiekiem i nawet jak ma 100 i wiecej lat też ma swoją godność i powinien byc traktowany z największym szacunkiem. Jeżeli to chory czlowiek tym bardziej powinien być leczony z najlepszą wiedzą i umiejętnościami lekarzy. Nawet jak nie ma lekarstwa na chorobę to sposób w jaki traktuje sie starego, chorego czlowieka powinien sprawić, żeby nie czul sie w tych ostatnich chwilach jak niepotrzebny, stary ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, ze lekarz nie widzi czlowieka, tylko numer statystyczny choroby i dopoki dochtory nie zaczna traktowac pacjentow jak ludzi, nigdy nic sie nie zmieni.

      Usuń
  19. Słuchaj, zabierz ojca do Niemiec, tam go lecz! Z etgo , co wiem NFZ musi pokryć przynajmniej część kosztów leczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj ojciec nie jest rzecza, ktora mozna "zabrac" do siebie - to raz. Za slaby jest na podroze - to dwa. Slowo-klucz: CZESC kosztow leczenia, a kto pokryje reszte? I na koniec, wiesz, ile kosztuje transport zwlok z powrotem do Polski? Nie stac mnie.

      Usuń
    2. Boże... wiem, jak u nas to funkcjonuje. Ręce opadają.

      Usuń
    3. Tam nic normalnie nie funkcjonuje, no moze z wyjatkiem dofinansowywania kosciola.

      Usuń
  20. może DD ma racje, zabierz go do siebie, bo tutaj w tym bezdusznym kraju nie ma co liczyć na ludzkie traktowanie, tu nie chce się ani żyć, ani umierać...
    współczuję Aniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej opcji, zeby moj ojciec mogl byc tutaj leczony. Wyjasnienie powyzej.

      Usuń
  21. Łatwo powiedzieć,zabierz Ojca.Zabrać Tatę ,to i Mamę,wiadomo. Gdybyś mogła z pewnością byś to zrobiła, niestety ,to nie takie proste.Trzeba rzeźbić w tym co się ma,taka prawda.
    Trzymaj się ciepło Aniu,najważniejsze,zeby te leki Tacie pomagały,i żeby poczuł się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu z roznych przyczyn, nie tylko finansowych, taka opcja nie wchodzi w rachube.

      Usuń
  22. http://www.mz.gov.pl/leczenie/leczenie-za-granica/planowane-leczenie-za-granica-transgraniczna-opieka-zdrowotna/

    do poczytania, chociaż nie wiem na ile te informacje są aktualne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorka, zadne z nich nie daloby rady tak dalekiej podrozy, a na wynajecie samolotu czarterowego z miejscem lezacym nie moge sobie pozwolic.

      Usuń
  23. Do tej pory nie komentowałam u Ciebie, bom uznała, żem za głupia. Ale powyższy temat znam, bo mam lekarza w domu i powiem Ci tak : poziom skurwysyństwa jest bezmierny, szczególnie odkąd jest to zawód dobrze płatny,a na medycynę dostaja sie głównie dzieci lekarzy poprzedniego pokolenia, bo lekarzy stać na koszmarnie drogie lekcje. Rówiesnicy moich córek startowali na lekarski, bo nie ma bezrobocia, bo jest duża kasa ...o pomocy choremu nikt się nie zająknął. I jest, jak jest. Empatii wobec starych, bezradnych ludzi nie ma. Swoich staruszków lekarz leczy przecież bez kolejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby nie było niedomówień..
      tak, mojego faceta uważam za sqrwysyna :p

      Usuń
    2. Jak ja moge to skomentowac? Ty, Repo, wiesz chyba lepiej ode mnie.
      Takie beda rzeczypospolite, jakie ich mlodziezy wychowanie. Panie, chron mnie od tamtejszych lekarzy.

      Usuń
  24. Niestety to prawda i realia w polskiej "służbie" zdrowia. Mogę Ci tylko nadmienić, ze nie dawno miałem rozmowę w cztery oczy z lekarzem i potwierdził mi tylko tyle, że w dzisiejszych czasach liczy się dobro szpitala a nie dobro pacjenta. SZPITAL MA NA SIEBIE ZARABIAĆ!!!. Takie właśnie wytyczne otrzymują lekarze. Paranoję leczenia przerabiałem na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam koleżankę, która w swoim czasie prowadziła zajęcia ze studentami medycyny...
    Pod względem człowieczeństwa - dno i sto metrów mułu.
    Lekarze w Polsce od zawsze mieli w dupach poprzewracane, tzn. odkąd ja pamiętam, czyli prawie pół wieku już. Zdarzają się perełki, którym nie brak empatii, a przy tym fachowość na niczym nie traci, ale to są perełki. Nieliczne i cenne.
    Może kiedyś lekarz był Kimś. Teraz w większości to gnidy na usługach wielkiej farmacji, ot, co.

    Przytulam Cię mocno, acz wirtualnie, Aniu :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas studiów zarabiałam pracując "na wagonach".
      Było to sprzątanie składów pociągów osobowych.
      Praca nie była łatwa ani przyjemna.
      Spotkałam tam zarozumiałą studentkę medycyny, która bez żenady przyznawała, że każdy egzamin zdaje za danie w łapę.
      To pokolenie zajmuje teraz ordynatorskie stołki... :(

      Pantero, strasznie mi przykro, że musisz doświadczać tak trudnej sytuacji.
      W Polsce jest tak, że aby się leczyć trzeba mieć zdrowie.
      Albo pieniądze (choć i to nie zawsze wystarcza).
      Smutne.
      Ściskam Cię.

      Usuń
    2. Moj ojciec zdrowie zdazyl juz stracic, a pieniadze powoli sie koncza...
      Nie mozna sobie nawet ulzyc tak, jak pomaga sie smiertelnie choremu zwierzeciu, bo eutanazja tez jest zabroniona, jak leczenie osob starych.

      Usuń
    3. Lidio, twoja odpowiedź to złoty strzał, strzał w dziesiątkę - nic dodać, nic ująć- jest dokładnie tak jak napisałaś... :)

      Usuń
    4. Wlasnie polscy lekarze nie dali mojemu ojcu szansy na jakakolwiek terapie.
      Ale za to Lechu polegly pod Smolenskiem, ma szanse na beatyfikacje.

      Usuń
  26. Twojej reakcji wcale sie nie dziwie, bo w wielu przypadkach niestety










    Twojej reakcji wcale sie nie dziwie, bo w wielu przypadkach ci co maja nam pomagac traktuja nas jak zlo konieczne. Na tym gruncie w Polsce, mialam niestety bardzo zle doswiadczenia.
    Co do chemi w tabletkach to moja mama ja miala, bo w przypadku raka zoladka jest zalecana. Tak jak wyzej juz ktos napisal, nie na kazdy rodzaj raka mozna ja stosowac, ale dosc czesto jest zalecana dla starszych ludzi. Poza tym u starszych ludzi rak rozwija sie wolniej, wiem mala to pociecha dla Ciebie, bo u Twojego ojca jest on juz dosc zaawansowany. Ta chemia w tabletkach moze poprawic jego komfort zycia i troche wychamowac rozwoj raka, a co dalej tego nikt nie wie, niestety, kazdy organizm jest inny i inaczej reaguje.
    Jak powiedziala moja siostra, ktora jest polozna i z chemia miewala dosc bliskie kontakty: "chemia to jest skurwysynstwo i zeby przezyc takie leczenie trzeba miac bardzo silny organizm". Moja mama nie miala szans na wyleczenie, bo rak kiedy zostal zdiagnozowany byl juz bardzo duzy, doszedl juz do przelyku, ale zyla by dluzej gdyby nie dostala udaru. Niestety czesto do niego dochodzi przy raku zaoladka, bo ci ludzie maja problemy z piciem.
    Bardzo wazne jest aby pilnowac zeby Twoj tata pil sporo plynow, poniewaz sa trzy czynniki ktore moga zwiekszyc mozliwosc wystapienia udaru: 1 rak zoladka, 2 rak jajnikow, 3 cytostatyki (czyli chemia), to powiezial moje siostrze lekarz, szkoda tylko, ze juz po udarze, bo gdyby siostra wiedziala o tym wczesniej to od poczatku podawala by mamie kroplowki.
    I ta opieka hospicyjna w domu, bardzo dobra sparawa. Moja siostra dowiedziala sie o tym od kolezanki i zaraz zalatwila to mamie. Mama miala ma stole kartke z numerami telefonow do pielegniarki i lekarza i kiedy potrzebowala pomocy dzwonila, ja tez dzwonilam, przyjezdzali szybko i co bylo dla niej wazne to nawet ksiadz z tamtad do niej przychodzil, a z kosciola niestety nie.
    I kiedy ktos jest chory na raka, to nie tylko on choruje, chora jest cala rodzina i zazwyczaj jest potrzebna pomoc z zewnatrz. Tak, ze ja mysle zebys jak najszybciej zalatwila ta opieke hospicyjna w domu, to naprawde daje duzo.
    Jezeli chcesz to moge Ci jeszcze powiedziec to co wiem, jakby nie bylo to jestem na swiezo ... ale moze nie tu w komentarzach, a na fejsie na prywatnych wiadomosciach. Za duzo tam nie wiem, nie jestem specjalista, ale moja skromna wiedza zawsze moge sie podzielic.











    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama ma juz namiar na domowa opieke hospicyjna, wiec kiedy bedzie tak daleko, na pewno z niej skorzysta. Mam tylko pytanie, czy to idzie na ubezpieczenie, czy trzeba placic prywatnie samemu i ile.

      Usuń
    2. Moja mama nic miala na ubezpieczenie.

      Usuń
    3. A ilez sobie zycza za taka opieke?

      Usuń
    4. Skierowanie do hospicjum domowego wystawia lekarz pierwszego kontaktu lub lekarz rodzinny. Koszt opieki hospicjum domowego pokrywa NFZ.

      Usuń
  27. ja tu widzę dwie rzeczy, któe mi się nie mieszczą w głowie, i pierwsza to brak jasnej sytuacji, brak komunikatu ze strony lekarza, komunikacji w ogóle!!! Pacjent ma prawnie zapewnione prawo do wiedzy o swoim stanie zdrowia i o leczeniu!!!
    i z tego zapewne wynika to drugie, wielogodzinnne oczekiwanie na NIEWIADOMOCO!!

    chemia w tablwetkach często jest stosowana, wyżej już wiele osób się wypowiadało

    ja na swój rzs biorę Metatrexat, które de facto jest chemią stosowaną w raku piersi:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pacjent ma prawa, ale lekarze tych praw nie przestrzegaja, bo i tak pacjenci do nich trafia z powrotem. Oni uwazaja sie za bogow, nawet w filmie o Relidze uzyto tego okreslenia jako tytulu.
      Apdejt. Ojciec jest w domu, nie dostanie zadnej chemii, bo ma slabe serce, wczoraj go reanimowali. Bedzie proba z radioterapia, pod warunkiem, ze sie nada.

      Usuń
    2. o mój Boże!

      Aniu

      cholera

      Usuń
    3. Ale kiedy byl jeszcze w miare silny i gotowy do zmagan z rakiem, nie dzialo sie zupelnie nic. Ruszyli sie teraz, kiedy kilkumiesieczny stres spowodowany strachem i czekaniem, doprowadzil go na granice zycia.
      Moglabym wyc...

      Usuń
    4. a do tego bezradność
      odległośc
      okropne
      ...

      Usuń
    5. Bo sqrwysyny zawsze wszystko wiedza lepiej. I nie dotyczy to wylacznie mojego ojca. Ile dzieciaczkow urodzilo sie w zamartwicy, bo poloznik "wiedzial lepiej" i nie byl gotow na cesarke. Zreszta gdzies tam stoi "w bolach rodzic bedziesz", wiec rodz. Qrwa, XXI wiek, a metody z XIX-go.

      Usuń
  28. Z lekarzy trzeba wyciągać, sam z siebie lekarz nic nie powie. U nas jest tak że to profesorowie na oddziałach są odpowiedzialni za pacjentów i oni wiedzą. Informują o tym lekarzy dyżurujących i dopiero ci lekarze przekazują do rodziny lub do dociekliwych pacjentów. Najgorsze u Ciebie jest to że Ty jesteś daleko, inaczej siedziałabyś im w gabinetach i na korytarzach jak mój mąż wystawał.
    Konsultują z profesorami i dlatego tak długo to wszystko trwa, młoda lekarka sama z siebie nie zdecyduje nic, tu jest decyzyjny profesor który sprawuje władze na oddale. U mnie to profesor z czechosłowackiej wydzwaniał do innego szpitala starając się znaleźć miejsce dla mnie. Nie znam człeka i potraktowałam go mało grzecznie na obchodzie, na pytanie "jak się pani czuje zadane przez jakiegoś wielkiego faceta otoczonego wianuszkiem białych fartuchów, odpowiedziałam niezbyt grzecznie "jak człowiek chory" a skąd miałam wiedzieć że to sam profesur?
    Pielęgniarki są zawalone papierzyskami, jedna z nich powiedziała że mają bardzo mało czasu dla pacjentów bo toną w papierach wiec wszystko robią biegiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko pieknie, tylko gdzie tu jest miejsce na pacjenta? Moze niech pielegniarki poprzestana na pracy biurowej, mniej sie zmecza i nie ubrudza, a pacjenci sami sie obsluza. Nie ma zadnego usprawiedliwienia dla patologii, a polska sluzba zdrowia to jedna wielka patologia.

      Usuń
  29. Jarek "Komandor"17 czerwca 2016 12:50

    Aniu wiesz, że raczej nie ulegam emocjom i mino podchodzę to tematu sprawdzając ile się da z dostępnych danych. I tak jak wiele tu osób napisało, wychodzi, że ta chemia tabletkowa to nowocześniejsza i w wielu przypadkach skuteczniejsza od tej tradycyjnej.

    Poczytaj:
    http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/nowotwory/chemioterapia-doustna-tabletka-zamiast-kroplowki_34881.html

    http://www.mowimyjak.pl/zdrowie/choroby/jakie-sa-zalety-chemioterapii-doustnej-kto-moze-przyjmowac-chemie-w-tabletkach,96_35196.html

    Co do tego sqrw. Tak masz rację ale ono głownie wynika ze sqrw NFZ i braku zrozumienia nowoczesnego leczenia. Z marketingowego (wymuszonego przez system) podejścia administracji szpitali i przychodni. Oczywiste występuje i wśród lekarzy. Jak wszędzie. Pewnie w większym niż wszędzie zakresie (więcej możliwości) ale nie aż tak bardzo jak nam się wydaje. Tylko temat jest tak ważny dla nas, ze wzbudza więcej emocji niż np cwaniactwo kafelkarza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz nic nie musze czytac, chemii nie bedzie, bo serce nie wytrzyma. Bedzie za to proba radiologii, ale to zalezy od wielu czynnikow.
      No i od biedy zle polozone kafelki mozna skuc. Czlowieka nie wskrzesisz i taka to mala roznica miedzy zawodami. Od kafelkarza nie wymagasz raportu, jakiego spoiwa uzyje, bo masz to w dupie, byle sie trzymaly. Od lekarza wolalbys wiedziec, co zamierza z Toba robic.

      Usuń
  30. Nie dziwię się Twojemu zdenerwowaniu. Nawet jeżeli (jak dziewczyny piszą też wyżej) ta chemia w tabletkach jest lepsza i daje większy komfort, to dlaczego tak długo z tym zwlekali?! Przeciez już dawno mogli ja podać bez tych niepotrzebnych i męczących wizyt w przychodni. Nasza służba zdrowia potrzebuje nie reformy finansowej, ale przede wszystkim ludzkiej. Jakby wywalić to całe przemądrzałe towarzystwo w białych fartuszkach,, te niereformowalne i wstrętne recepcjonistki, co rozumy pozjadały i zachowują się tak, jakby skończyły sto fakultetów, to może by zadziałało. Chociaż.....na kogo ich wymienić? Ogromnie Wam współczuję, że musicie przez to przechodzić. Coraz głośniej i częściej mówi się u nas o złym traktowaniu starszych pacjentów, ale na razie nic z tego nie wynika.
    Dużo siły Wam posyłam i modlę się o zdrowie dla Twojego Taty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest wielu wspaniałych lekarzy
      ale zarozumialstwo jest codziennością, niestety
      i rozmowy z pacjentami i ich rodzinami na korytarzach!!!
      a rozmawia się czesto bardziej o śmierci niż chorowaniu...

      Usuń
    2. Sa wspaniali lekarze, wspaniali ksieza, ale kazdy z nich ginie w tlumie sqrwysynow lub jest tlamszony przez system i uzaleznienia. Na kleche stac kazdy szpital, na przeszkolenie lekarzy, by traktowali ludzi po ludzku - juz nie.

      Usuń
  31. No to kurwa pięknie,doprowadzili Tatę Twego do takiego stanu,ze zaraz niczym go juz nie bedą leczyć.
    Przepraszam, ale juz mnie poniosło, mnie,a co dopiero Ciebie i twoich rodziców! No skóra na tyłku cierpnie chciałoby się wyć i gryźć ściany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krotkie i zwiezlw podsumowanie, lepiej bym tego nie ujela.

      Usuń
  32. od dwóch dni zadaję sobie to samo pytanie...
    Ala w szpitalu.... sprzedali jej gronkowca którego teraz sqrwsyny leczą... sześć godzin nas przyjmowali i wczoraj już za późno bylo na zabiegi (o 14!)... nawet nie piszę bo nie mam sił...
    trzymaj się
    Całuję :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boszsz... tego Ci jeszcze do kompletu potrzeba. Trzymajcie sie, dziewczyny, przed Wami jeszcze cale zycie.
      :*****

      Usuń
  33. Oj,Panterko, tak mnie cieszyły Twoje ostatnie wpisy, pełne zdjęć i fajnych tematów, że dźwignęłaś się po odejściu Kiruni. A tu znowu smutek, wściekłość,nerwy i bezsilność :( Wszystko już chyba zostało w temacie powiedziane, ja też znam mnóstwo przypadków tak budujących jak i beznadziejnych. Niestety jak chorują płuca to i serce słabnie. Musisz się trzymać,wspierać z dala Tatę i Mamę,ta opieka paliatywna to dobry trop.A także dieta by się przydała i jakieś dobre suplementy.Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama bardzo dba o diete ojca, ale niestety z apetytem u niego krucho.

      Usuń
  34. Pozwolisz,że pomilczę trzymając Cię za rękę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszystko juz zostalo powiedziane, wlacznie z tym, ze o psa dbalam bardziej niz o ojca.

      Usuń
  35. Tym razem przeczytałam wszystkie komentarze, bo też mam raka w domu i ... Panterko... mnie już dusza boli,jak czytam o tych lekarzach "leczących" Twojego ojca.Z tego, co czytam to większość lekarzy tu w Polsce choruje na znieczulicę. A ja mam inne doświadczenia. Młoda jest prowadzona jak trzeba, matką się zajmowano w szpitalu i ZOLu jak trzeba, nie było grymasów, przeczekiwań, no może jeden incydent w szpitalu, ale to i tak Pikus wobec tego, co wyczyniają z Twoim ojcem. Moja teściowa z migotaniem raz na tydzień wzywa pogotowie, potem jest w szpitalu, potem ją odwożą, nie zdarzyło się, żeby usłyszała jakieś uwagi. Ja pobyt na pogotowiu wspominam jako coś dobrego, bo chodzono koło mnie jak koło jajka, wyposażenie super, żadnych przeczekiwań, odsyłań. Kurcze. To Łódź?

    Może rzeczywiście to leczenie hospicyjne byłoby lepsze? Już sama nie wiem...W każdym razie mocno przytulam, a trolla wyślij do cholery i nie przejmuj się głupim babskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Lodz i to jest tylko wycinek calosci, dotyczacy mojego ojca. Matka tez do najzdrowszych nie nalezy, wiec ze sluzba zdrowia (moze lepsze byloby okreslenie sluzba eksterminacji emerytow) ma sporo do czynienia. Chyba moglabym zaczac pisac ksiazki na temat polskich doktorow Mengele.

      Usuń
  36. Czyniąc Ci radość i zaszczyt (jak piszesz w kwestii komentowania) niniejszym oznajmiam: jak można KOMUKOLWIEK życzyć śmierci w cierpieniu? I jednocześnie nazywać siebie CZŁOWIEKIEM? No jak?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna i to bez zadnych wyrzutow sumienia. Mozna, a nawet powinno sie uzmyslowic jasnie sukinsynom w bialych kitlach, jak czuje sie umierajacy czlowiek, pozostawiony samemu sobie, niedoinformowany, nieleczony, czekajacy miesiacami nie wiadomo na co. Moze przestaliby miec tak dobry humor w obliczu cudzego nieszczescia.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.