czwartek, 22 maja 2014

Tajemniczy zespol budynkow.

Kiedy pojechalismy z Kira nad Baggersee, okazalo sie, ze do zachodu slonca, ktorego sfotografowanie bylo w zasadzie naszym celem, mamy jeszcze kupe czasu. Postanowilismy wiec powloczyc sie po okolicy, zeby lepiej poznac ten zakatek miasta, a wlasciwie juz terenow podmiejskich. Wiedzielismy, ze stoi tam zespol budynkow, bo niejednokrotnie widzielismy go z daleka, albo od strony jeziorka, albo jadac B27 od drugiej strony. Stoi on w szczerym polu, nie sasiadujac z nikim i z niczym. Posluze sie zdjeciami z Google-Earth, zeby uzmyslowic jego odosobnienie.



Na pierwszym zdjeciu widac jeziorko wyrobiskowe i polna droge, ktora prowadzi do tychze zabudowan, a na drugim przyblizenie. Jak na indywidualne gospodarstwo, jest to stanowczo za wielkie, a PGR-ow przeciez w Niemczech nie ma. Teren jest wprawdzie nieogrodzony, ale na drodze do niego prowadzacej stoja szyldy mowiace, ze to droga prywatna. Nic to, postanowilismy podejsc blizej.


Tak wlasnie przedstawia sie jego widok z daleka.
Maz cos przebakiwal, ze to podobno jakis klasztor, gdzies kiedys od kogos slyszal. Kiedy podeszlismy jeszcze blizej, calosc wygladala jak ogromne gospodarstwo rolne, a nie zespol klasztorny. Nie chcialam wchodzic na podworze, bo choc to nie Ameryka i nikt mi srutem tylka nie naladuje, uznalam jednak, ze wlazenie komus na teren nie jest wskazane.


Dokola byly ewidentnie pastwiska, na co wskazywal pastuch elektryczny, ale zwierzat ani na lekarstwo. Zatrzymalismy sie u wjazdu, na szybko strzelilam fotke uroczemu, prawie okraglemu domkowi z muru pruskiego (czemu ma on sluzyc?) na podworzu. Czulam sie jak pies zagladajacy do jatki.


Za nim stoi cos jak budynek mieszkalny, ale wszedzie pusto i glucho, zadnego czlowieka, tylko pod wiatami staly maszyny rolnicze.


Juz poza terenem walaca sie i opustoszala stodola(?), jak nie w Niemczech, gdzie wszystko sie skrupulatnie poddaje renowacji i dba o kazdy szczegol, zwlaszcza w przypadkach starych domow.


Slonce chylilo sie coraz glebiej, wiec wrocilismy nad jeziorko pstrykac zachody.
Jednak zagadka nie dawala mi spokoju. Nastepnego dnia zapytalam w pracy autochtonow, pozniej doczytalam w Wiki i juz wiem, co to jest.
Otoz maz wcale daleko nie mijal sie z prawda w zaslyszanych pogloskach, bo do 1980 roku bylo to klasztorne gospodarstwo rolne o nazwie Klostergut Reinshof. Od tego wlasnie roku zostalo wydzierzawione Uniwersytetowi w Getyndze jako doswiadczalne gospodarstwo rolne. Ciekawostka jest, ze granica miasta przebiega przez srodek kompleksu, dwa z tych budynkow znajduja sie w obrebie miasta Getyngi, pozostale zas w powiecie, w gminie Niedernjesa. Gospodarstwo jest gigantyczne, liczy sobie ponad 250 ha powierzchni. Gdyby ktos mial ochote poszerzyc swoja wiedze, proszszsz KLIK. Niestety tylko po niemiecku, ale od czego tlumacz gugla.
Tak wiec poznalam kolejny tajemniczy zakatek w okolicy i dowiedzialam sie historii tego miejsca.

Kochani, chcialam pieknie podziekowac za wszystkie slowa otuchy w Waszych komentarzach i jednoczesnie przeprosic, ze nie odpowiadalam na nie, ale bylam w takim dolku psychicznym, ze nie moglam sie zmusic.
Kirunia jest juz po operacji, przed ktora zostala przeswietlona i poddana usg. Nie stwierdzono zadnych podejrzanych zmian w organach wewnetrznych. Oczywiscie tomografia dalaby dokladniejsze wyniki, ale wiadomo, byla dla nas za droga. Przed poludniem psina zostanie odebrana z kliniki. Podobno ciecie jest bardzo duze, jak raportowala wetka, kiedy dzwonila do nas po operacji, bo zapobiegawczo wycina sie spory kawal tkanki nie zaatakowanej przez nowotwor. Wiecej bede wiedziala po pracy, ale jestem juz troche spokojniejsza.



 
 


15 komentarzy:

  1. czekam niecierpliwie na wieści o Kiruni!

    OdpowiedzUsuń
  2. tajemnicze miejsce, ciekawe(?), że tam tak pusto?:)
    Musi być dobrze z Kiruną. Buziaki dla Was . Trzymajcie się

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem z Wami i wypatruję wieści... :****

    OdpowiedzUsuń
  4. Też czekam na dalsze wieści o Kiruni.

    Bardzo ciekawe miejsce znaleźliście, swoją drogą. Klasztor pewnie wymarł, a budynki, dobrze, że nie niszczeją, tylko są zagospodarowane. Z tą granicą są niezłe jaja. Ciekawe, jak to jest rozwiązane w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ten ciekawy budynek z muru pruskiego służył jako wieża dla gołębi. Tak się doczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kazdego dnia myslę o Kiruni.Mam nadzieję że wszysko będzie dobrze.Trzymaj sie.

    OdpowiedzUsuń
  7. kira jest teraz najważniejsza, czekam na wieści a tymczasem sama udaje się na niezbyt miłą lekarska wizytę.
    uściski dla was

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę odetchnęłam; ja też ciągle myślę o Kirze. Pisząc ostatnio, że to dobrze, że nie wie co ją czeka, miałam na myśli cały ten stres związany z kolejnymi wizytami u weterynarza, operacją itp, których celu nie mogą zwierzęta zrozumieć, a co dopiero zaakceptować. Dla mnie wizyta ze zwierzakiem u weta to trauma o wiele większa, niż moja wizyta u lekarza, choć to "ciężkie" przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No, to jest nadzieja. Cudownie, że jest:-))***

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo interesujące miejsce. Piękne zdjęcia :)...
    Trzymamy kciuki za Kirę :)!!!... Oby teraz było już tylko lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nadajesz się na szpiega :)
    A za Kirunię trzymamy kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. cudnie, że Kira czuje się juz lepiej i cudniej jeszcze, że Ty Aniu również dochodzisz do siebie!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. ...no to macie swoiste Z archiwum X, he he he...
    ...też trzymam kciuki i dzięki za pomoc, w wolnej chwil, na spokojnie, oblukam tego fejsa...

    OdpowiedzUsuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.