niedziela, 24 kwietnia 2016

Szybka sciezka onkologiczna.

Ostatnio zyje rakiem. Nie, zeby mnie osobiscie zaatakowal (choc przeciez glowy nie dam, bo kto to wie, co we mnie siedzi), ale cos za czesto wystepuje on w moim najblizszym otoczeniu, w tym u mojego ojca, jak juz wiecie. Dotad jednak chorowali lub nadal choruja moi niemieccy znajomi i dopiero choroba ojca uswiadomila mi roznice w terapiach tu i tam.
Nie wiem, jak mam dziekowac opatrznosci, ze na czas zeslala polskiej sluzbie zdrowia ten pakiet onkologiczny. Gdyby nie on, ojciec pewnie utknalby na etapie diagnostyki i dotad czekal na terminy badan, az zdazylby umrzec. Choc oczywiscie wszystko mogloby potrwac jeszcze krocej, bo w przypadku nowotworu czas przeciez nagli, nie ma co narzekac, bo jak na polskie warunki czas od pierwszej wizyty z niepokojacymi objawami u lekarza rodzinnego do pelnej diagnozy trwal niecale dwa miesiace. Jak dowiedzialam sie poniewczasie, mogl byc skrocony, gdyby ojciec zgodzil sie na polozenie do szpitala, gdzie zrobionoby te wszystkie badania w znacznie krotszym czasie na miejscu. Proponowano mu takie wyjscie, ale odmowil, a nam sie nie przyznal, dopiero duzo pozniej o nim powiedzial, kiedy bylo juz po badaniach. Nie chcial zostawiac mamy samej w domu na ten tydzien.
No, rece opadaja! Gorzej niz z dzieckiem!
Zadalam mu tylko pytanie, czy nie zastanowil sie, co bedzie z mama, kiedy teraz beda go chcieli umiescic w szpitalu na dluzej niz tydzien? Przeciez tak czy tak ktos z nas przyjechalby zaopiekowac sie mama. Na miejscu jest tez kilka osob, ktore wyrazily gotowosc pomocy. No nie byloby to zamieszkanie z mama i pilnowanie jej 24 godziny na dobe, ale jakies drobne prace pomocnicze z doskoku. Zreszta okazuje sie, ze mama swietnie sobie sama radzi, przycisnieta potrzeba.
Do tej pory wszedzie chodzili we dwojke. Kiedy wiec ojciec przestal sie nagle pokazywac, zewszad padaly pytania, co sie dzieje. Pytaja sasiedzi, pytaja panie na rynku, w kiosku i na poczcie. Kuzyn wozi ojca na wszystkie badania swoim autem, bo do prowadzenia wlasnego ojciec jest za slaby.
To mnie nieco uspokaja, choc oczywiscie wolalabym byc na miejscu.
Mam jedno malenkie zastrzezenie. Wszyscy czekalismy jak na zmilowanie na 21 kwietnia, bo tego dnia onkolog mial postawic diagnoze i zaordynowac dalsze leczenie. Diagnoze mamy, ale o leczeniu na razie cisza, bo musi zwolac konsylium. Po co wiec fatygowal ojca do siebie, skoro jeszcze nie mial mu do zaoferowania dalszych krokow. Dla silnego czlowieka nie byloby problemu, jednak dla ojca kazde wyjscie z domu wiaze sie z ogromnym wysilkiem, bo w ostatnim czasie bardzo schudl i opadl z sil. Mogl sobie lekarz darowac te wizyte i wezwac pacjenta dopiero, gdyby mial cos konkretnego do zaoferowania.
No coz, diagnoza nie jest w najmniejszym stopniu pocieszajaca. Jest nowotwor tzw. niedrobnokomorkowy, co z jednej strony jest wiadomoscia pozytywna, bo niespieszno mu do przerzutow, ale jest on odporny na chemioterapie i raczej leczy sie go operacyjnie. Problem z operacjami jest nie tylko w wieku ojca i jego ogolnym oslabieniu, ale w tym rowniez, ze guzy sa dwa. Jeden latwiej byloby usunac. Nadal wiec nie wiemy, co dalej z tym fantem i pilnujemy telefonow w oczekiwaniu na sygnal z onkologii.





84 komentarze:

  1. Posyłam dobre myśli, bo nic innego nie potrafię, kiss kochana i siły dla taty!

    OdpowiedzUsuń
  2. pierwsze czego się nauczyłam w chorobie nowotworowej to cierpliwość
    i to nie zależy od kraju chorowania
    także tego
    cierpliwości życzé!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem cierpliwa, bo wiem, ze wlasnej dupy nie przeskocze. Cierpliwie wiec trace ojca. ♥

      Usuń
  3. Aniu, czy rozmawiałam z lekarzem, który prowadzi tatę? . W tamtym roku chorował szwagier, nie załapał si na pakiet onkologiczny bo jeszcze pod koniec poprzedniego roku nabył w szpitalu a pakiet chyba dla tych którzy zachorowała w 15tym.Diagnozę postawiono mimo tego szybko. Na peta czekał chyba 2tygodnie.
    Aniu, W Twojej sytuacji jak Twoja trudno być przy rodzicach ale jak tylko Aniu możesz bądź z nimi. Rodzice zdają sobie sprawę,ze nie jest to proste i nie proszą ale w takich chwilach potrzebują bliskości najbliższych.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, pytanie miało być czy rozmawialas z lekarzem. Błędy z powodu, ze znowu w komórce z tą ich pisownia ale mam nadzieję że zrozumiałas co chciałam napisac

      Usuń
    2. Iza, telefonicznie nie da sie porozmawiac, bo ta Wasza ochrona danych osobowych przyjela karykaturalne rozmiary. Zreszta po co? Zawsze rodzice sa razem, wypytaja o wszystko i otrzymaja wyczerpujaca odpowiedz, ktora przekazuja mnie, wiec i tak wszystko wiem.
      Iza, kiedy bede mogla pojechac, to pojade, ale to nie zawsze takie proste.

      Usuń
    3. Aniu wiem, że to nie jest proste. Rozumiem że jest Ci ciężko. Dobrze, ze żyjemy w takim czasie ze można pogadać. Trzymaj się. I tylko dobrych wiadomości życzę.

      Usuń
    4. Rozmawiam z rodzicami codziennie, juz nawet narzekaja, ze od poprzedniej rozmowy nic sie nie wydarzylo, zeby opowiadac. ;)

      Usuń
  4. Aniu,trzymam kciuki za tatę.Oby ustalenie procesów leczenia nastąpiło jak najszybciej.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Co tu pisać - przykre to są chwile.
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam sie, tylko coraz rzadziej mi sie udaje...

      Usuń
  6. Całym sercem jestem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to niech będą dzięki opatrzności za ten pakiet!
    Przeżywacie trudne chwile. Znam to niestety z autopsji.
    Czy Tato palił?
    Mój jak smok, a rzucił palenie jakieś 8 lat przez rakiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj tez ostatnio rzucil, ale palil bardzo duzo, bo mial wielce stresujaca prace, a pozniej na emeryturze palil z rozbiegu. Ja tez juz pewnie mam raka pluc.

      Usuń
    2. Tego to nigdy nie wiadomo, ale oczywiście palenie jest jednym z czynników ryzyka. Ja nie palę 9 lat. Czy coś to znaczy? Wątpię.

      Usuń
    3. I tak zdechne predzej czy pozniej, wiec po co mam sobie jeszcze odmawiac drobnych przyjemnosci?

      Usuń
    4. Nie koniecznie masz juz raka i wcale nie musisz go miec. Moj ojciec palil prze 55 lat swojego zycia. Zawsze palil duzo, a pod koniec zycia palil dwie paki dziennie, takie po 25 papierosow i czasem mu nie starczaly. Nie mial raka, chociaz bardzo sie tego bal. Kilka lat przed smiercia mial gruzlice, do kotorej nikomu sie nie przyznal, siostara wyczytala to na wypisie ktorego nie zdazyl na czas schowac. Zmarl na astme. Gdyby zucil paleniezyl by dluzej.

      Usuń
  8. Właśnie rozmawiając z córką (bo opowiedziałam jej już dawno o pewnej Panterze ;) )otrzymałam takie pytanie jak powyżej .
    Córka ciekawa jest wszelkich przypadków "chorobowych" z racji studiów .

    Trzymajcie się mocno i nie traćcie nadziei !!!
    ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No palil, palil i pewnie sa to skutki nalogu. Ja tez pale.

      Usuń
  9. Wszystko zależy od ludzi i nawet "pakiet onkologiczny" niewiele pomoże, gdy ci co go realizują są mało myślący i bezduszni.Twego tatę trzeba jak najszybciej wzmocnić. Bardzo ważna jest dieta antynowotworowa, czyli wysokobiałkowa. Bo rak żywi się cukrem, a więc wszystkimi jego odmianami i węglowodanami prostymi.Poszukaj na medycznych stronach niemieckich o tej diecie. W Polsce żaden onkolog nie ma pojęcia o tym, jaką dietę mają mieć pacjenci onkologiczni i ostatnio stwierdzono, że nasi pacjenci umierają nie tyle z powodu raka a z powodu złego żywienia. Białko jest nie tylko w mięsie i
    trzeba o tym pamiętać.Poproś mamę by odstawiła drób z jadłospisu- za dużo w nim antybiotyków. I lepsze jest mięso z tzw. uboju gospodarczego.
    Wbrew pozorom wiek Twego Taty jest jego sprzymierzeńcem- w starszym wieku nowotwór znacznie wolniej rośnie niż u ludzi młodych.
    Wrzuć tę diagnozę na niemieckie strony medyczne i poczytaj co o tym piszą lekarze (ale nie fora pacjentów).
    Nie mniej trudne chwile przed Tobą, o czym obie dobrze wiemy.
    Głowa do góry,musisz być silna i myśleć pozytywnie.
    Przytulam;)
    P.S.
    Studiowanie tych niemieckich stron uratowało życie mojego męża gdy miał komplikacje po operacji serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tato na szczescie cukru nie uzywa, bo ma poczatki cukrzycy, ktora na razie ma pod kontrola wlasnie stosujac diete. Tyle dobrego, ze nie musi sie nagle przestawiac. Z apetytem u niego znacznie gorzej. Nie wiem, czy z racji stresu spowodowanego choroba i introwertycznego charakteru, czy tez narzady odmawiaja mu posluszenstwa. Diety pilnuje mama, codziennie na swiezo gotuje i dba o wysoka zawartosc bialka.
      O tym, ze wiek jest sprzymierzencem, tez ostatnio duzo czytalam. No coz, pozostaje mi cierpliwie czekac i miec nadzieje, ze ojciec bedzie chcial poddac sie leczeniu, co w jego wieku tez nie jest zrozumiale samo przez sie. Moze zechcec w pewnej chwili odpuscic i poddac sie losowi.

      Usuń
  10. trzymam kciuki i przesyłam dobre myśli!

    OdpowiedzUsuń
  11. współczuję Pantero i wspieram w tej walce dobrymi myślami i energią.

    OdpowiedzUsuń
  12. Panterko, może to lepiej, że bedzie to operacja, a nie chemia. U nas jednak stosuje się nie najnowocześniejszą chemię. Poza tym kazda chemia wyniszcza bardziej czy mniej organizm, a regeneracja umęczonego organizmu jednak następuje bardzo wolno. Mnie chyba umknęło, bo nie wiem gdzie te guzy sie usadowiły.
    Trzymam kciuki, byś dźwignęła wszystko bez uszczerbku na własnym zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie nie wiadomo, czy ta operacja bedzie przeprowadzona i czy w jego wieku ojciec w ogole sie do operowania nadaje. Guzy ma na prawym plucu i nie wiem, czy operacja to samo wyciecie guzow, czy amputacja calego pluca. Wiek i ogromne oslabienie moga uniemozliwic zabieg i wtedy lekarze poprzestana na meczeniu go chemia, ktora pewnie nic nie wniesie.

      Usuń
  13. Trzymam kciuki i przesyłam dobrą energię...

    OdpowiedzUsuń
  14. Panterko jest czas żeby zaproponować tacie dietę antyrakową . Jest to dieta dr BUDWIG. Nie jest trudna , a przynosi bardzo dobre rezultaty. Najważniejsze że może zatrzymać chorobę , o cofaniu nie wspomnę. Poszukaj w googlach i poczytaj ;-)
    Główną i najważniejszą pozycją w jadłospisie jest olej lniany i chudy twaróg utarte na gładką masę .
    Wrzucę Ci jeden link na dobry początek -oTU


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz zadzwonilam do rodzicow i przedyktowalam. Dzieki, Amyszko ♥

      Usuń
    2. To jest super sprawa,olej lniany działa rewelacyjnie.Mam taką książkę o diecie podczas choroby nowotworowej,jest tam mniej wiecej co juz napisaly dziewczyny,dodam tylko ze jest szereg owoców (jagody,maliny)które działają oczyszczajaca i antyrakowo .

      Usuń
    3. Wszystkie te diety przekazalam rodzicom, a oni beda musieli na cos sie zdecydowac, bo fizycznie niemozliwe jest stosowac je wszystkie naraz.

      Usuń
    4. Trzymam kciuki i na zdrówko ! ♥

      Usuń
    5. Wlasnie znow telefonowalam, olej lniany dr. Budwig juz kupiony i nawet raz uzyty. Szybko, nie? :)

      Usuń
  15. Aniu, dobre myśli ślę w Waszą stronę ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  16. No masz! Rzeczywiście ręce opadajo. Tak to już ze starszymi ludźmi bywa, wszystkiego chcą sami dopilnować o sobie nie myśląc.
    W moim odczuciu warto jak najszybciej operować, usuwając te paskudne guzy. Jak to dobrze, że raczysko do przerzutów nieskore - to wielce pocieszające. Teraz trzeba popracować nad tym, by pacjent wzmocnił organizm na tyle, by dobrze rokował w kwestii operacji. Najważniejsze, aby ojciec miał wolę przetrwania - dla siebie i dla Was. Musi być dobrze, nie ma innej opcji, trzymaj się kochana.***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz podeslalam telefonicznie diety, ktore polecily mi dziewczyny, bo im szybciej zaczna, tym lepiej. Ojciec bardziej potrzebuje wzmocnienia, niz leczenia. Zrezsta jedno z drugim musi isc w parze. Operacja nadal stoi pod znakiem zapytania, dopiero w najblizszych dniach okaze sie, co jasnie konsylium zadecyduje.

      Usuń
  17. Szlag mnie trafia, że w XXI wieku jeszcze nie umiemy tego dziadostwa leczyć.
    Wiem co czujesz. Mój teść odszedł w ten sposób. Ale znam też ludzi, którzy pokonali nowotwór, czego baaardzo życzę Twojemu Tacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w rekach onkologow, ale sama wiesz, jak traktowani sa w Polsce pacjenci powyzej 70 roku zycia, a tato ma juz 84. Zdaniem sluzby zdrowia juz sie dosyc nazyli, wiec szkoda kasy na ich leczenie.

      Usuń
  18. Przesyłam dużo dobrej energii, trzymajcie się w tych trudnych chwilach. Starajcie się czerpać z nich mimo wszystko to, co najlepsze... Uściski Aniu

    OdpowiedzUsuń
  19. Ściskam Cię, Pantero, i posyłam dobre myśli. Znam dobrze ten problem (nie ojciec, a mąż)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesu, jeszcze gorzej! I ja Cie tulam, Julitko ♥

      Usuń
  20. Ściskam Cię, Aniu i życzę Twojemu tacie zdrowia i wzmocnienia się ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie trać wiary w polskich lekarzy,zaufaj im.To nieprawda,że w Polsce gorzej są traktowani starsi pacjenci(też zyjemy coraz dłużej,ludzie starsi i mocno starsi przeważają w przychodniach i szpitalach) - mój tata miał raka pęcherza,tuż przed 80-ką.Guzek był malutki,jeszcze w stadium przedinwazyjnym,ale jak najbardziej z kategorii tych złośliwych.Skończyło się na zabiegu,usunięciu laserem.Wszystko bardzo szybko,sprawnie,w ciągu dosłownie kilku dni od diagnozy.
    Wygląda na to,że został wyleczony,upłynęło własnie 5 lat bez żadnych dolegliwości.
    I nie wierz w te bzdury,że polscy lekarze czegoś nie wiedzą o leczeniu,żywieniu itd.Dziś chyba już nie ma medycyny,sposobów leczenia,postępowania z chorym,które by były odizolowane od reszty świata.
    Wiem,bo mam kilku lekarzy w rodzinie.
    Wspieram Was dobrzmi myślami,życzę Ci dużo siły,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle sie slyszy, tyle wyczytalam w Angorze w cyklu Polski pacjent, ze czasem rece mi opadaja. Nie chca ludzi leczyc, czego najlepszym przykladem niech bedzie Kora Sipowicz i tysiace rodzicow zebrzacych o srodki na leczenie swoich chorych pociech. Tamten system jest chory.
      Nie neguje wiedzy polskich lekarzy, oni sa czesto lepsi od niemieckich, ktorzy braki wiedzy tuszuja wypasionymi urzadzeniami diagnostycznymi najnowszych generacji, ale to system leczenia w Polsce jest tragiczny i niedofinansowany. Zreszta czemu sie dziwic, skoro miliardy znikaja pod sutannami. A chorzy niech zdychaja.
      Dzieki, Ewa, za wsparcie ♥

      Usuń
  22. bardzo mi przykro. mam nadzieje, że znajdzie się jakaś dobra terapia, która pomoże i ulży Twojemu tacie. będę się za to modlić i za Was wszystkich, żebyście znaleźli w sobie dużo siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mamy nadzieje, Polly, ale tato gasnie...

      Usuń
  23. Przykro mi ogromnie, Aniu! Trzymajcie sie wszyscy. Doskonale Was rozumiem, bo przechodzilam przez chorobe Mamy i wczesniej Babci. Mama byla pielegniarka, wiec pracownikiem sluzby zdrowia, ktora powinna jej pomoc chociazby za to, ze cale zycie pomagala innym. Okazalo sie, ze pacjent nie jest najwazniejszy, niech umiera... Mysle o Tobie ciepło, Aniu, zycze duzo sily i wytrwalosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tylko lekarze nie skapili srodkow przeciwbolowych, kiedy zajdzie potrzeba, bo z tym tez bywa roznie.

      Usuń
  24. Życzę sił Twojemu Tacie, bo są mu bardzo potrzebne,z pewnością stres go zjada co wiadomo, nie jest dobre,ale trudno się go pozbyć przecież.Trzeba rodzicom przedstawić tą lepszą stronę,wzmacniać psychicznie, biedni, są pewnie przerażeni,jak i każdy w obliczu choroby.
    Ściskam mocno kochana i życzę wam jak najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tato probuje udawac chojraka, ale wiem, ze jest smiertelnie przerazony.
      Ja zreszta tez.

      Usuń
    2. Tylko biore gleboki wdech co znaczy rozumiem ale nic innego nie moge. Badz silna!

      Usuń
    3. Musze, Echo, bo kto jak nie ja?
      Ale w srodku rozpadam sie na kawalki.

      Usuń
  25. Staraj sie trzymac i dodawac im otuchy. Moja mame zoperowali 3 dni po wykryciu guza, nawet nie czekajac na wyniki. Szesc lat pózniej, ten sam lekarz spi...l sprawe i, mimo ostrej chemi, juz nic sie nie dalo zrobic :((. Teraz, jak mam do czynienie z lekarzami, nie odpuszcze ani na krok. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ze w Polsce tak Twojej Mamie "pomogli"? Tato boi sie zakazenia szpitalnego, to istna plaga, nawet w Niemczech.
      Staram sie trzymac przy rodzicach, ale co sie naplacze, to tylko ja wiem.

      Usuń
  26. o kurcze :(
    przykro mi kochana
    moge jedynie przytulić... co też robię z wielką czułością :*******

    OdpowiedzUsuń
  27. Chciałabym móc więcej, ale tylko jestem♥

    OdpowiedzUsuń
  28. A może te zioła z puszczy amazonskiej...mój ojciec tak jakby po nich pokonał raczysko. żył jeszcze 10 zanim zawał go nie pokonał. ..to przykre chwile. ..boje się lekarzy, szpitali. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo, juz tyle diet wyszukalam dla ojca, tyle cudownych lekow i ziol. Dziwie sie nawiasem, dlaczego ludzie jeszcze choruja na raka, skoro kazdy ten srodek skutecznie go leczy?

      Usuń
  29. I ja jestem z Tobą, Aniu, a Tacie życzę dużo siły i, oczywiście, wyzdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo się cieszę, że w zasadzie tak szybko wszystko się zadziało. Niech szybko obierają kierunek leczenia i pomogą Tacie!! :*
    Ja w ubiegłym roku zrobiłam sobie usg brzucha i okazało się, że mam coś z nerką. Całe łażenie po lekarzach (rodzinny, urolog, dodatkowe badania, urolog, dodatkowe badania, urolog znów) zajęło jakieś 2 tygodnie. Wszystko na nfz. Zajęłoby to jeszcze mniej, ale mi terminy nie pasowały ;) oby tak było jak najczęściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w rzeczy samej blyskawicznie Cie obsluzyli. A slyszy sie wciaz o wieloletnich okresach oczekiwania na niektore uslugi medyczne.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.