wtorek, 27 czerwca 2017

Jak do szczecinskich drzwi pukalam w Getyndze.

Sprawca blokady telefonu
Skad w ogole wzial sie pomysl  wyjazdu do Szczecina? Wszystkiemu winien przypadek, jak to w zyciu. Nasz przyjaciel jechal tam w swoich sprawach, ja pomyslalam o Orce i o tym, ze nigdy przedtem nie bylam w Szczecinie, a chetnie zwiedzilabym to miasto. Dlugo trwaly rozmowy, plany dojrzewaly i przybieraly realny ksztalt. Troche mialam skrupulow z racji niedawnej przeprowadzki Orki, ktora miala mi udzielic gosciny, ale uslyszalam, ze jesli nie przeszkadzaja mi stojace wszedzie kartony i ogolny chaos, to moge smialo przyjezdzac. W ostatecznosci bede spala z Panda na podlodze (i pewnie pozostane glodna, bo nie odwazylabym sie wetknac paszczy do jej miski, znajac z opowiadan jej wyrywnosc) ;)
W dniu wyjazdu wszystko szlo gladko i wedlug planu, pykalismy sobie ostatniego dymka przed podroza, bo w aucie nie palimy, kiedy zachcialo mi sie pochwalic sie na fejsuniu, jakim to wypasionym samochodem bede podrozowac i strzelilam zdjecie smarkfonem. A ten nie mial nic lepszego do roboty, tylko sie zawiesil. Machnelam reka w nadziei, ze po drodze cos wymysle. Jednak nic nie dalo sie z tym fantem uczynic i nie to bylo najgorsze, ale nie moglam powiadomic Orki, ze juz jestesmy w drodze, ani kiedy planowo zajedziemy. Zadzwonilam wiec do wlasnego slubnego z telefonu przyjaciela i poprosilam, zeby z domowego (gdzie byl zadolowany jej numer) zadzwonil do Orki. Wszystko gralo i buczalo, choc mialam kilka stanow przedzawalowych, kiedy kierowca dawal po garach, a strzalka szybkosciomierza przekraczala 200 kmh. Na szczescie takich pustych odcinkow, kiedy mozna bylo sie rozpedzac, bylo niewiele, bo zywa bym nie dotarla na miejsce. Tak do 160 moj system nerwowy wytrzymuje, pozniej zaczynam odmawiac nowenny i inne litanie oraz zegnac sie z zyciem na zawsze i ostatecznie.
Jakos jednak dowiozl mnie w calosci na miejsce, choc mimo nawigacji musielismy pytac tubylcow, gdzie jestesmy, jako ze doprowadzila nas od zadniej strony (choc najblizej celu) i nie rozpoznalam budynku, ktory juz wczesniej obejrzalam na street view w guglach. Stanelismy pod drzwiami i... ZONK! Nie znam numeru mieszkania, choc wiem, ze parter. Zadnej listy lokatorow, zadnych dzwonkow, ino wciski jak do trezora. Najpierw zaczelam drzec pysk pod oknami, najpierw z lewej strony od wejscia, potem z prawej, bo nie wiedzialam, ktore to okna. Nic, cisza.
Wreszcie wpadlam na pomysl zadzwonienia do meza, zeby zadzwonil do Orki z domowego, ze stoimy ante portas i zeby laskawie nam otworzyla. Moj smarkfon dalej pozostawal zbieszony i nieczynny. Chcialam wyjac z niego baterie, zeby sie zresetowal, ale okazalo sie, ze jest to model zaspawany na ament i otworzyc sie nie da. Na szczescie Orka ma bardzo zdolnego syna, ktory telefonicznie nami pokierowal i nie tylko odblokowal mi smarka, ale umozliwil podpiecie sie pod domowe wi-fi z lapkiem i telefonem.
Orka pouczyla mnie, jak sie zachowywac, zeby nie pasc ofiara zebow Pandy, stalam wiec bez ruchu, pozwalajac sie obwachiwac, ale i tak sie balam, ze kiedy poczuje Toye, to mnie zaraz zje, bo ona nie przepada za sukami. Nabralam ze soba roznych psich smaczkow na przekupianie i udalo sie! Pandzior gadal ze mna, dopominal sie drapania za uszkami - slowem zakolegowalysmy sie z ta kochana starowinka.
Zostalam nakarmiona przewybornym leczo i jak nie pije alkoholu, tak sie napilam nieprawdopodobnie smacznej (ale siekierowo mocnej) nalewki pomaranczowo-kawowej wlasnego Orkowego wyrobu. Niebo w gebie, mowie Wam!
Zrobilysmy czesc zaplanowanych przeze mnie zakupow, wymienilysmy euraski w kantorze i tak skonczyl sie  dzien pierwszy. Acha, zadnych pudel i kartonow w mieszkaniu nie zanotowano, jednak zostaly usuniete, podobno na moja czesc. ;)





54 komentarze:

  1. Hmmm, musze znowu pozazdraszczac, bo to miasto które kiedys tylko liznelam w przelocie i nigdy juz nie mailam okazji :(. I jeszcze taka goscina... :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy wczesniej nie bylam, nawet nie bylo mi dane liznac, jechalam tam z ciekawoscia. Nie spodziewalabym sie jednak, ze to az tak piekne miasto, a kolejne dni tylko mnie w tym utwierdzaly. :)

      Usuń
  2. Zapowiadza sie bardzo interesujaco! czekam na dalsze historie. Jestes dzielna, ja z takim kierowca co to rozwija takie szybkosci nie pojechalabym, a jezeli juz to wysiadlabym w polowie drogi...juz mialam taka przygode, 160 km w zamieci w Kanadzie. Kazalam stanac i mialam zamiar wyjsc z samochodu w sina, zamieciowa dal! sie ulitowal i nastawil na 110 km na godzine jako na szybkosc zaporowa.
    Piesiunio cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy 160 w kanadyjskiej zamieci pewnie tez skakalabym przez okno; ALE PRZY PUSTEJ drodze na gladkich niemieckich autostradach nie czuje sie w jego aucie tej szybkosci. Tylko tak jakos szybko krajobraz zostaje w tyle... :)

      Usuń
    2. W kanadyjkiej zamieci pewnie bym potrzebowala pieluchy :). Ostatni rok placze rzewnymi lzami, wlokac sie autostradami nie przekraczajac 150 :(. Nie moge sie narazac, bo mój ma karte na wlosku i jesli ja strace, bedzie dramat :(.

      Usuń
    3. Ale ze co? Napsocilas i masz punkty karne, bo nie zrozumialam?

      Usuń
    4. Ja nie, ale malz nadal nie wie, na czym stoi i czy mu prawko zakosza, czy nie. Sprawa juz prawie rok ciagnie sie po trzech róznych instancjach, bo w tutejszym bajzlu nie udaje im sie dosjc do zgody. Tak wiec ja nie moge sie narazac.

      Usuń
    5. Ooo, to slubny lubi docisnac? Piratuje troche? :)))
      No tak, Ty musisz uwazac, bo ktos powinien zostac mobilny.

      Usuń
  3. Fajny wyjazd ...
    Tez nie miał kiedy się zawiesić, złośliwe są te przedmioty martwe.
    Nie lubię szybkości, też bym umierała przy takich :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedmioty martwe maja to do siebie, ze zawodza w najmniej oczekiwanych momentach. Inna rzecz, ze powinnam sama wiedziec, jak sie je "odwiesza". :))

      Usuń
  4. Smartfona zatkao na widok tej wypasionej bryki ;)
    Nalewkę pomarańczowo-kawową Orki znam i poświadczam ma moc!!! :)
    Panda bardzo sympatyczna nie wygląda na ludojada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naleweczka oprocz mocy ma genialny smak i gdybym tam dluzej pobyla, popadlabym w nalog. :)))
      Mysle, ze Panda zlagodniala na starosc, bo tez odebralam ja jako lagodnego psa, a Orka straszyla, ze to pies Baskervillow i rzuca sie na wszystko, co zywe.
      Tak sobie tez pomyslalam, ze telefon nie uniosl ciezaru zdjecia tak wypasionej limuzyny. ;)

      Usuń
  5. genialny wyjazd, takie sa najlepsze, a ze telefon siadl to calkiem normalne zawsze cos musi pierdyknac:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze jego telefon byl sprawny, wiec mozna bylo okrezna droga zapukac do wlasciwych drzwi. :)))

      Usuń
  6. Panda bardzo fotogeniczna:) A z telefonów( wliczając smarkfony) najbardziej kochałam moją Nokię 3310:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mialam 3310, to chyba najlepszy telefon swiata. Szkoda, ze technika poczynila postepy, bo mialabym ja do dzisiaj. :)))

      Usuń
  7. Swietny pomysl mialas zeby sobie zrobic taka wycieczke. Jak sa dobre autostrady, dobry samochod i dobry kierowca to czemu nie, mozna gnac, nawet trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za nerwowy rocznik jestem na duze szybkosci, za predko mi krajobraz ucieka, a ja lubie se popatrzec. :)))

      Usuń
  8. Super, że udało się wam spotkac
    Jazda 200 km/h by mnie zabiła, więc Twój kolega przywiózłby zwłoki do Orki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samochod jest dobrej klasy (moglas nim jezdzic, to nie chcialas) i kierowca, do ktorego mam wielkie zaufanie, wiec jakos szlo, ale prosilam, zeby nie narazal mojego zdrowia na szwank i troche zwolnil. ;)

      Usuń
  9. dlatego kierowcy kochają niemieckie autostrady
    przyznam się - raz sama się mężowskim autkiem rozpędziłam do 200 żeby "zaliczyć":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama osobiscie najszybciej jechalam 150 kmh, a wieziona bylam wlasnie teraz 200 kmh. Boje sie szybkosci i tego, ze ktos wykreci jakis numer, a hamowanie trwa jednak cala wiecznosc. :)

      Usuń
    2. Ja też!
      Ale było pusto przez chwilę. Kompletnie!

      Usuń
    3. No moze gdyby bylo pusto... Ale po to chyba musialabym pojechac do Korei Polnocnej, bo Niemcy staly sie panstwem tranzytowym ze wschodu na zachod i pusto tu nie bywa. :))

      Usuń
  10. Niewazna szybkosc i zatkany smartphne, wazne dobre towarzystwo, a to z tego co juz napisalas na pewno mialas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smarkfon sie odetkal, a szybkosc tez nie trwala przez caly czas, wiec spoko. :)) Cala reszta byla wspaniala.

      Usuń
  11. Czyli miałaś szaloną podróż:) Zawsze jest fajnie, kiedy spędza się czas w towarzystwie miłej osoby:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kierowca to taki przyjaciel, ze prawie rodzina. To przyjaciel-opoka, mozna na nim polegac jak na Zawiszy albo bardziej. Zreszta ufam mu tez jako kierowcy. :)))

      Usuń
    2. No kierowca, ale mnie o spotkanie chodziło:)

      Usuń
    3. A to zle zrozumialam. Pewnie, ze fajnie bylo byc goszczona przez Orke, bez mala jak u mamy. I tyle atrakcji w zwiazku z poznawaniem Szczecina - piekne miasto.

      Usuń
  12. A czy odgadł ktoś, do kogo pojechalaś? Szczecin jest piękny i można zakochać się w tym mieście. W prawdzie nie byłam w nim ze sto lat ale na pewno zyskał na urodzie.
    Takie spontaniczne wyjazdu zazwyczaj są udane i fajnie, że mogłaś spotkać się z Orką i Pandą.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie odgadl. Dopiero kiedy wkleilam na fb zdjecie Pandy, czesc sie domyslila. :)
      A Szczecin rzetelnie mnie zachwycil, nie spodziewalam sie, ze jest tak pieknym i zielonym miastem.

      Usuń
  13. Właśnie miałam Cię zapytać, co sprawiło, że tak nagle znalazłaś się w Szczecinie, a nie akurat w mieście Uć - teraz wiadomo.
    Mój poprzedni telefon /teraz ma go mąż/ miał takie odchyły, że robił do 5 zdjęć i już się blokował, teraz wiem co z tym zrobić. Pojechałam na wycieczkę, myślę porobię parę pamiątkowych zdjęć i....okazało się, że padła mi bateria hahaha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim rzadzi przypadek i to on wlasnie zawiodl mnie do Szczecina, co bardzo sobie chwale, bo nie tylko poznalam kolejna osobe w realu, ale moglam tez zwiedzic piekne miasto.
      Ja kiedys do aparatu analogowego nie wlozylam kliszy, a trzaskalam zdjecia az milo. Kiedy chcialam dac do wywolania, okazalo sie, ze nie ma zadnych zdjec. :)))

      Usuń
    2. Hahaha, to tak jak u mnie.

      Usuń
    3. SKS to sie nazywa, choc wtedy bylam wlasciwie dosc mloda. :))

      Usuń
  14. Wieki całe nie byłam w Szczecinie.Przeraża mnie perspektywa, że będę musiała zamienić komórkę na smartfona.Nienawidzę ekranów dotykowych.
    Nie bardzo mogę pojąć dlaczego Ci się ten smartfon zablokował. Za mądre to dla mnie, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawieszenie to pikus, zdarza sie komputerom i smarkom. Trza tylko znac triki z odblokowaniem, a ja blondina, to nie znalam. Zobaczysz, Anabell, za chwile nie bedziesz sie mogla obejsc bez smarkfona.
      A jak juz bedziesz tak daleko, ze staniesz sie dumna posiadaczka, to Ci zdradze, jak sie odblokowuje ;)

      Usuń
  15. ☺ Bardzo ładna wycieczka. ☺ Prośba, o zdradzenie tajemnicy odblokowania smartfona, bo niestety musiałam - po 8 latach pożegnać moją Nokię E52 i w razie czego - być mądrą blondynką. ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy w kazdym smarku jest tak samo, bo ja mam Samsunga. Mialam nacisnac jednoczesnie guziki od sciszania glosu i wylaczajacy telefon, przez 10 sekund. Zawieszony telefon natychmiast sie wylaczyl.
      Byc moze inne modele maja inaczej, ale wystarczy wklepac w gugle: jak odblokowac smartfon marki ... ? No i lepiej wiedziec to zawczasu, nie tak jak ja. :)))

      Usuń
  16. Mam też owczarka... Do Szczecina mi nie po drodze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wrzesniu bede u mamy w miescie Uc, to nieco blizej do Ciebie. :)))

      Usuń
    2. To gadaj.... zgotujemy Ci z FrauBe przywitanie :)

      Usuń
    3. Ale w Uc? Bo do Was na Ukraine to raczej mi nie po drodze. ;)

      Usuń
  17. No i fanie, bo co to za wyjazd bez zwieszonego fona. Szczecin jest piękny, chociaż widziałem go tylko na trasie z dworca do sali szkoleniowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie widzialam nigdy wczesniej, wiec tym wieksza byla radocha ze zwiedzania.

      Usuń
  18. W młodości górnej i chmurne często bywałam w Szczecinie. Teraz zapewne wypiękniał. Fajna wycieczka, trochę spontan, ale takie są najlepsze!
    Naleweczki Orczyne znam! Mmmmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszym dowodem na nalewkowy geniusz Orki jest to, ze w ogole sie napilam, a potem mi zasmakowalo do tego stopnia, ze napijalam sie kazdego wieczoru, choc niewiele, bo mocne to jak nie wiem. Pewnie popadlabym w nalog, gdybym zostala dluzej. :))

      Usuń
  19. Zaglądałam na tę kronikę pobytu od kilku dni ale miałam czas tylko na przelotne obejrzenie zdjęć (pięknych jak zwykle), dopiero od dziś nadrabiam wizytę.
    Co do smarkfona - zawsze kupuję takie egzemplarze, z których mogę wyjąć baterię, bo mi się kilka już właśnie zawieszało. Dobrze, że mogłaś metodą mężową jakoś jednak powiadomić Orkę o tym, że jesteś :)
    A kto Cię wiózł, że tak prędko? Dla mnie do wytrzymania też jest prędkość do 160 km/h, kiedy jestem kierowcą, ogólnie powyżej 140 już się czuję niepewnie, szczególnie na miejscu dla pasażera. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz przyjaciel mnie wiozl. To kierowca, do ktorego mam absolutne zaufanie, ale kiedy krajobraz zaczyna mi za szybko zostawac w tyle, moje zaufanie znika.

      Usuń
  20. Pomysł przedni, też bym chętnie odwiedziła Szczecin, zaraz obejrzę wasze wyprawy. Nie byłam tam od dzieciaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie bylam nigdy, uwierzysz? Polecam i gwarantuje przyjemne doznania.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.