wtorek, 13 czerwca 2017

Jeszcze nie plywanie.

W sobotnie popoludnie umowilam sie z corka, ze podjedziemy do niej z Toya i razem wybierzemy sie na spacer. Po pierwszym, niezbyt fortunnym spotkaniu psow, kiedy to prawie sie pogryzly, unikalam brania Toyi na wizyty. Teraz pomyslalysmy, ze sprobujemy ponownie na terenie neutralnym, bo moze wtedy Placzek bronil terytorium i dziecka. Ale gdzie tam! Mimo ze moja latorosl trzymala do Placzka mowe, ten stale na Toyke powarkiwal, kiedy znalazla sie za blisko, ale ogolnie jakos tam klapnelo.
Wybralysmy sie w stale miejsce, gdzie wczesniej wielokrotnie bywalam z Fuslem, a pozniej corka z Placzkiem i Kira. Kiedy Kirunia trafila do nas, jezdzilismy z nia najczesciej na znane Wam psie kapielisko, gdzie mielismy najblizej i gdzie Kira mogla rzetelnie poplywac. Nad strumykiem bowiem mogla jedynie brzuszek zamoczyc.
Wedrowalysmy do strumyka drogami polnymi, a ja przypominalam sobie ich piekno, chodzilam tam przeciez codziennie z Fuslem i znam kazdy zakamarek, ale przez lata od wyprowadzki, wiele zatarlo sie w pamieci. Teraz odkrywalam wszystko na nowo.

Widok na Bovenden i ruiny zamku Plesse (na wzgorzu po prawej)




Makom nadal nie moge sie oprzec...

... choc ich czas ewidentnie dobiega konca


Wielka laka, cala w fioletowych kwiatkach.



















Na trzech ostatnich zdjeciach eksperymentowalam sobie z czasem naswietlania.
Dotarlysmy, a wlasciwie dotarlismy, bo w koncu Placzus to facet, do ujscia strumienia do Leine i mielismy szczescie, zastajac na miejscu jedynie mame z kilkuletnim synkiem. Czasem bywa tam dosc tloczno, bo to jedyne takie miejsce w okolicy, gdzie mozna plawic psy i pozwolic pobrzechtac sie dzieciom. Wprawdzie przez cala okolice plynie Leine, ale ma uregulowane wysokie brzegi.



Patrzcie, jak ona smiesznie trzyma ogonek


Niby wydaje sie duza, a przy dziecku wcale nie tak bardzo


Linka sprawdza sie nawet w wodzie


Gryzienie wody


Placzek brodzi jak marabut

Po pierwszym wodnym amoku Toyka wreszcie troche sie zmeczyla i zechciala mi przez chwile pozowac nieruchomo do zdjec.




Ich relacje z Placzkiem delikatnie sie poprawily. Nie znaczy to, ze on przestal na Toye warczec i trzymac ja na dystans. To ona wreszcie uznala jego wyzszosc i, zamiast rzucac sie na staruszka z zebiskami, wycofuje sie, omija go lub swoja postawa okazuje podleglosc. Jestem z niej bardzo dumna, bo znaczy to, ze juz czuje sie z nami wyluzowana i uznala, ze to w naszych rekach spoczywa jej bezpieczenstwo i sama nie musi sie o to martwic.




Drugie i trzecie zdjecie ewidentnie pokazuja ich relacje, on macho, ona cnotliwe dziewcze z uszkami po sobie. Tak wlasnie powinno to wygladac. Toyka stracila pierwotna bezczelnosc i bojowosc psa ulicznego walczacego o byt i broniacego sie samodzielnie przed niebezpieczenstwami.
Trafil sie tez smaczek dla Lidii, jako ze to niewielkie kapielisko lezy prawie bezposrednio pod mostem kolejowym laczacym brzegi Leine.



A kto to, ach kto widoczny jest kawaleczkiem na ostatnim zdjeciu? Moja corus i wnusia pilnowane przez Toyke.
I jeszcze na sam koniec zechcialy mi zapozowac wazki.



W drodze powrotnej znad mini kapieliska, stwierdzilysmy z przerazeniem, ze Toyce krwawi lapka, ale dopiero u corki w domu moglysmy ja troche opatrzyc. Na poduszeczce pod spodem jest niezbyt glebokie przeciecie, nic wielkiego, za to dosc krwawiace, szczegolnie, ze na tym wlasnie miejscu stapa po ziemi. W domu zrobilam jej nowy opatrunek, bo tamten zdazyla po drodze porwac w kawaleczki.



Dlugo nie trwalo, jak ten drugi tez lezal w kawalkach na podlodze. A tu byl jeszcze w planach wieczorny spacerek. Nie moglam puscic jej boso, wiec przykleilam plaster, a na to wlozylam bucik, ktory zostal jeszcze po Kiruni z czasow, kiedy i ona zranila sie w lapke. Niestety, Toya ze spacerku wrocila z plastrem przesiaknietym krwia, wiec trzeba bylo od nowa bandazowac. Tym razem jednak dala spokoj i przespala cala noc z nienaruszonym opatrunkiem. Ufff...





32 komentarze:

  1. Pewnie już przestało krwawić , ale w tym miejscu wygląda strasznie.
    Pies krwawi jak by go zarzynali...
    Ciekawe jak będzie Toya się zmieniać, czego życzę jak najszybciej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole mowia, ze proces adaptacyjny moze potrwac do roku. Dotad zawsze mialam psy albo od szczeniaka, albo znajaca nas wczesniej Kire. Pierwszy raz mamy takiego na wpol doroslego i dodatkowo nieco trudnego psa.

      Usuń
  2. Coraz mądrzejsza Toyka - super! A łapecka biedna... (Czy córka z malutką wędrowała po tych wertepach z wózkiem? Bo chyba tam nie ma gładkiej asfaltowej ścieżki?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bita droga, pozniej czesciowo asfaltowa, do samego strumienia. Mozna tam wygodnie dojechac wozkiem, a od drugiej strony nawet samochodem. :)
      Lapecka juz zagojona, choc na spacery zakladamy jeszcze bucik, tak na wszelki wypadek. :))

      Usuń
  3. Aaaaa!... Te ważki, cholery jedne! Co ja się w życiu naprosiłam, żeby zapozowały! Nie i koniec, szpilki w odwłoku, lata toto jak popieprzone. A te turkusowe to moje ulubione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wazki akurat przysiadaly od czasu do czasu na trawie, wiec udalo mi sie zrobic kilka ujec, jak widac. :)))

      Usuń
    2. Z moich osobistych ważkowych obserwacji wynika, że w pełni letniego sezonu, jedynie te niebieskie, siadają od czasu do czasu na dłuższą chwilę, tak że można im zrobić zdjęcie. Całą resztę ważek najlepiej fotografować w piękne słoneczne dni września i października, albowiem w tym czasie mają zwyczaj wygrzewać się na słońcu :)

      Usuń
    3. Dobrze wiedziec, Marija. Mnie udalo sie kilka razy ustrzelic wazke w locie, a wlasciwie, kiedy sie zatrzymala na moment w powietrzu.

      Usuń
  4. Jak oni razem ślicznie wyglądają:) U mnie dwa samce aktualnie, ale relacje ułożyły sie od pierwszego dnia przyjacielskie, w sumie nie mam pojęcia, co sie stało, że sie tak fajnie dogadali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Placzkowi idzie dziewiaty rok, wiec to raczej staruszek i bardzo nie lubi mlodziezy, ze starszymi sukami nie ma zadnych problemow, z psami raczej spore. Trzeba wciaz na niego uwazac, bo juz nieraz gryzl sie z innymi samcami.

      Usuń
  5. Piękny rodzinny spacer.Miłego dnia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeby to moje dziecko blizej mieszkalo, pewnie czesciej bysmy razem spacerowaly. :))

      Usuń
  6. Podobają mi się te "eksperymentalne zdjęcia. I Toya ze zmarszczonym czołem:) Dobrze, że łapka zagojona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz chodzi po domu bez bandaza, ale na dwor jeszcze w buciku. :)

      Usuń
  7. Langsam langsam aber sicher że się tak pięknie po polsku wyrażę: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po francusku zupelnie nie rozumiem :(

      Usuń
    2. nauczyć ciem?
      merci znaczy dziękuję:)))))

      Usuń
    3. Jeszcze znam silwuple i rzetem. :)))

      Usuń
  8. Bardzo mi się podoba Toyka na zbliżeniu: czółko zmarszczone, oczy w trójkąciki... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Toyka chce "postawic uszy", to tak wlasnie sie marszczy. :)))

      Usuń
  9. Ostatnio widziałem takie ważki i u siebie. Niestety cholery jedne nie kcom pozować. Spierniczajo szybciej niż światło.

    Toyki opatrunek widziałem na fb i myślałem co zbroiła - teraz już wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisze powyzej w komentarzu Marija, te wlasnie wazki mozna spokojnie focic, inne gatunki ani mysla pozowac i latajo, jakby im kto soli na ogon nasypal. :))

      Usuń
  10. Płaczek to kawał piesa a widac to dopiero, gdy są razem. Psy uwielbiają kapiele i fajnie, ze masz takie miejsce. My musimy kawał drogi jechać do słodkiej wody, zeby suka mogła swobodnie hasać, bez ludzi w pobliżu. W morzu nie lubię, gdy się kąpie, zresztą to trudne. wszędzie ludziska. poza tym słona woda takie tam.
    wnusia juz duża i kudłata ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam kilka takich miejsc, to powyzej jest niedaleko osiedla, gdzie mieszkalismy przez 17 lat, a teraz mieszka tam corka. Tu blizej mamy wypasione psie kapielisko z glebsza woda, gdzie latem psiarze plawia swoje futra. :))

      Usuń
  11. Tak duzo radosci, zabawy w wodzie i takie smutne zakonczenie ze Toya lapke skaleczyla, ale piszesz ze juz sie zagoilo, to dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo rozwalila sobie lapecke na ktoryms z kamieni, albo w wodzie bylo szklo, bo i to sie czasem zdarza. Najgorsze, ze ranka byla akurat w miejscu, gdzie stapala, wiec wciaz sie otwierala.

      Usuń
  12. Szkoda takiego zakonczenia pieknej przechadzki :(. Fajnie, ze powoli sie miedzy nimi uklada :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz sie wszystko pieknie zagoilo, Toyka zapomniala o aua, mozemy od nowa swiat podbijac. :)))

      Usuń
  13. Takie spacery bardzo lubie, niby nic nadzwyczajnego bo w znanym i blisko dom terenie a takie pelne jednak wrazen..takich wzrokowych i takich bogatych w afekty ....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim sie tutaj przeprowadzilismy, mieszkalismy tam 17 lat. Wszystkie sciezki i zakamarki zaliczalam tam z Fuslem-jamnikiem. Teraz mieszka tam corka, a do mnie wracaja wspomnienia, kiedy ja odwiedzam i chodzimy razem na spacery.

      Usuń
  14. No to miałaś sporo wrażeń - zresztą jak się ma w domu piesa to zawsze są jakieś "atrakcje", czasem zabawne a czasem niestety kłopotliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwiecej wrazen miala jednak Toyka. Kiedy ja tak sponiewieramy spacerowo, potem mamy w domu swiety spokoj, bo spi jak zabita. :)))

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.