środa, 5 lipca 2017

Ciag dalszy.

Pamietacie moje DWA KUFRY, ktorych historie spisalam na prosbe Gosianki? Spisalam jak umialam,  ile zapamietalam i ile podpowiedziala mi mama. Osoby, do ktorej one nalezaly, czyli mojego dziadka, juz dawno nie ma wsrod zywych, zmarl w 1975 roku.
Dzisiaj siedze i zachodze w glowe, dlaczego wtedy, kiedy dziadek zyl i mialam go na wyciagniecie reki, nie wypytywalam o rzeczy, ktore dzisiaj tak bardzo mnie interesuja. Czlowiek mlody byl i nie zdawal sobie sprawy, jak bardzo ulotne jest zycie i jak szybko moze sie skonczyc. Ma sie wrazenie, ze na wszystko jeszcze jest czas, ze zdazy sie zapytac w innym terminie, kiedys... Kiedy jest sie mlodym, wydaje sie, ze bliscy beda zyc wiecznie, a ich wspomnienia jawia sie wtedy jak jakies malo wazne gledzenie. Mysli sie o czyms zupelnie innym, nie ma sie czasu ani ochoty usiasc i posluchac, moze nawet spisac, bo wlasna pamiec tez bywa zawodna.
Nauczona doswiadczeniem, kiedy bylam u rodzicow, gdy tato jeszcze zyl, wypytywalam go o wszystko, co mi sie tylko przypomnialo. Wtedy tez dowiedzialam sie ciekawej rodzinnej tajemnicy. Pytalam tate, kim byli rodzice jego ojca, a mojego dziadka (tego od kufrow) i dowiedzialam sie, ze ojciec dziadka popelnil samobojstwo, bo zostal oszukany na dosc pokazne pieniadze. Osoba, ktora pozyczyla od niego duza sume, a potem nie tylko "zapomniala" oddac, ale czynila dziwne zwody, byl nie kto inny jak Reymont. Nie moglam uwierzyc. TEN Reymont? Tak, ten sam. Caly ten kant kosztowal pradziadka zycie, a ja stracilam dotychczasowy zachwyt nad tworczoscia Reymonta. Dzisiaj wydaje sie nam, ze tamtejsi tworcy byli postaciami pozbawionymi ludzkich wad,  bez mala posagowymi (posongowymi), a przeciez nie brakowalo wsrod nich alkoholikow, narkomanow, oszustow, demonow seksu czy innych zboczencow. W koncu i moj dziadek tez nie byl tak krysztalowy, jak mi sie wydawalo, kiedy bylam dzieckiem. Kazdy z nas ma jakies wady czy odpaly.
Dzis wiem, ze tych pytan powinno byc wiecej, miedzy innymi na przyklad o te kufry. Ja moglabym Wam przekazac szersze spojrzenie na temat ich historii. Tyle, ze o nich zapomnialam, bo lezaly od lat zamkniete w kanciapie, a wiadomo, ze co z oczu, to i z serca. Troche wypytalam mame, ale ona niewiele mogla mi na ich temat przekazac. To byly dwie stare zdezelowane walizy i tak byly traktowane, nikomu nie przyszlo do glowy zaglebiac sie w ich historie. Dzisiaj staly sie cenna pamiatka rodzinna, bo ich ostatniego wlasciciela dawno juz nie ma.
Dlaczego znow do nich powracam? Bo obecna wlascicielka jednego z nich, Marija,  poswiecila mu post na swoim blogu, nieco go zreanimowala, ozdobila i postawila na honorowym miejscu w salonie. Szczerze mowiac bylam pewna, ze kufer zostanie pomalowany, zeby zniknal adres napisany na jego wieku, bo ani on ladny, ani potrzebny. Tymczasem Marija zostawila go, bo stanowi on wazna czesc jego bogatej historii. A mnie od razu jakos oczy zrobily sie podmokle. Calosc posta Mariji  TUTAJ.
Dla przypomnienia: drugi kufer trafil do synowej Gosianki.
Nadal nie zaluje, ze nie mam tych kufrow, u mnie nie bylo dla nich miejsca w mieszkaniu, mam jednak pewnosc, ze trafily w naprawde dobre rece, w rece osob, ktore umieja docenic ich, teraz juz historyczna wartosc.



APDEJT Z NAJOSTATNIEJSZEJ CHWILI: Rozmawialam wczoraj, jak codzien, z mama przez telefon. Zakomunikowala mi, ze przyszla polecona przesylka skierowana do nas obydwu, choc na jej adres, a nadawca jest Marija. Byla tam wroclawska kartka z milym podziekowaniem za kufer oraz broszka i wisiorek. Mama mowila, ze bardzo ladne.
Oj, Marija, Marija, naprawde nie musialas, ale bardzo dziekujemy za ten mily gest. Bede miala okazje zobaczyc wszystko dopiero we wrzesniu, kiedy odwiedze mame.





38 komentarzy:

  1. O tak zyciorysy, ktorych uczylismy sie pilnie w szkole zawsze byly piekne.
    Kufry piekne i pelne historii, listonosz wiedzial co mowi, a gdyby te kufry mogly mowic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz niesmialo sie wspomina o homoseksualizmie Konopnickiej czy wadach innych idealow. Sama nie wiem, czy takie odbrazowienie nie jest szkodliwe i czy cokolwiek w ogole wnosi.

      Usuń
    2. Ania, wiem, że niechcący napisałaś "homoseksualizmie Konopnickiej czy wadach innych idealow" jakby wadą był homoseksualizm hahah , jestem wyczulona na takie "niuanse"
      Natomiast co do tego czy warto odideologizowywać to zależy jak na to popatrzymy- dla środowiska LGBT na pewno ważne , by o tym pisać, że wyniesiona na piedestały Konopnicka i akceptowana dotąd przez katolików homoseksualna pisarka była jedną z nich. Oczywiście kołtuneria zaraz będzie ją bojkotować, ale nawet te zakute łby będą wiedzieć, nawet podskórnie, że miara człowieka nie jest jego orientacja. Niestety teraz mamy czasy, że w imię ideologii jedynie słusznej partii niszczy, zohydza się wszystko co inne i nie pomyśli, ale nadzieja w nas - rodzicach, w dostępie do kultury zachodniej, do neta, gdzie ludzie mogą zobaczyć , poznać czym jest pluralizm. Oczywiście przykre jest, gdy okazuje się, że dany idol był skurwysynem, ale takie to uroki dostępu do wiedzy.
      A Reymont hmmm to bardzo ciekawa i przykra historia, rzucajaca nowe spojrzenie na tego człowieka. Czy on wiedział, że ma krew na rękach ?

      Usuń
    3. No tak, niezrecznie to wyszlo, przeciez wiesz, ze i ja mocno sie angazuje w rowne prawa dla wszystkich. Ale w czasach Konopnickiej musial to byc wielki skandal obyczajowy.
      Nie wiem, czy Reymont wiedzial, czym poskutkowalo jego oszustwo, nie wiem tez, czy nie oddal, bo akurat wtedy nie mial, czy tez nie chcial. W domu milczalo sie na ten temat, bo to nie byl powod do dumy, ze ktos odebral sobie zycie. Tato mi o tym powiedzial krotko przed smiercia.

      Usuń
  2. No i dobrze i fajnie, że zamiast na śmietniku, kufry znalazły nowych właścicieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panowie, szanujmy wspomnienia.
      I zabytki :)))

      Usuń
  3. Kufry w dobrych rękach i dalej przędą swoją historię. No...Reymont...no popatrz, historia calkiem nieladna.
    A to sluchanie starszych kiedy jeszcze sie jest mlodym to rzeczywiscie prawda najprawdziwsza. Tez sobie wyrzucam brak atencji, tyle chcialabym wiedziec o moim tacie, ktory mial ciekaw bardzo zycie, mama opowiadala wiecej, ale z tatem nie mialam okazji pogawedzic...eh!
    A pamietam jak moj tesc, Wenezuelczyk, opowiadal swoja niezwykle barwna historie, czasy mocnej dyktatury Jose Vincenta Gomeza, jego ucieczki przed jego gwardia narodowa, siedzenie w wiezieniu z nogami powiazanymi lancuchami, w celi zalanej woda etc....tez nie bardzo zwracalismy uwage na te fascynujace opowiesci, a trzeba bylo to wszystko nagrac, bo to kawal wenezuelskiej historii...oj glupota nasza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawosc losow wlasnej rodziny na ogol przychodzi za pozno. Z wiekiem czlowiek interesuje sie rzeczami, na ktore jako mlody zupelnie nie zwraca uwagi. To chyba typowe.
      Dobrze, ze my piszemy te historie na blogach, wiec nasze dzieci w razie czego beda mogly ja przeczytac, choc moje pewnie nie rusza, bo po polsku. Ehhh...

      Usuń
  4. Całe szczęście, że obydwie gałęzie mojej rodziny to gaduły i historię naszej rodziny znam od dziecka. Babcia Zofia miała miły zwyczaj opisywania zdjęć z tyłu i tak wiem, że usmiechnięte dziecko to Irena, córka pierwszej zony Stasia, kuzyna pradziadka Teofila:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z kolei nikt nie byl specjalnie wylewny, o pewnych sprawach sie nie mowilo. Szokiem dla mnie bylo, kiedy juz jako dorosla osoba dowiedzialam sie, ze moj dziadek, bohater wojenny i dla mnie krysztalowa postac, mial w Szkocji jakas flame i dopiero sporo po wojnie, kiedy przehulali wszystkie pieniadze, przypomnial sobie, ze ma w Polsce zone i syna. Babcia wspominala, ze zdradzal ja nagminnie, byl despota i odetchnela z ulga, kiedy umarl. Z dziecmi na takie tematy raczej sie nie rozmawia.

      Usuń
  5. Historia z kuframi ,pamiętam a teraz Reymont.Historia niezwykła.Ja też nie bardzo słuchałam mamy.Zrozumiałam ją póżniej jak już była chora I słuchałam co mi mówiła..Nie wychodziła z domu 7 lat.Pamiętam zdanie,które mi powiedziała.Po tym zdaniu popatrzyłam na nią innymi oczami.Napiszę wieczorem bo zbieram się do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaciekawilas mnie, napisz koniecznie.
      Ja jezdzac teraz czesciej do mamy, wypytuje ile wlezie, razem ogladamy zdjecia, zebym wiedziala kto jest kto. I tak pewnie nie zdaze zapytac o wszystko, pol pozapominam, no ale tez jestem czlowiekiem, czyli tworem niedoskonalym.

      Usuń
  6. prawie nadrobiłam, prawie ))) jestem na bieżąco. Moim uczniom zadaj takie prace domowe, jak rozmowa z dziadkami, pradziadkami, wywiady z rodzina, drzewa genealogiczne rodziny, opisy pamiątek rodzinnych...i przez pewien czas uczę historii przez pryzmat rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E no, dzisiejsi dziadkowie nie sa juz tak ciekawi jak nasi wtedy. Wiekszosc z nich walczyla na wojnie, byli w obozach, niewolach, niektorzy byli przesladowani dopiero po wojnie. Bylo o czym opowiadac.
      Drzewo genealogiczne narysowala mi mama, ze swojej strony i od ojca.

      Usuń
  7. To ci Reymont, łajdak jeden. Cóż, przedstawiono nam tych ludzi jako posągowe istoty bez wad, walczące z zaborcami, a tu niestety, rzeczywistość okazuje się prozaiczna.

    A wnusi nie zamierzasz, Panterko polskiego uczyć? :) Żeby potem bloga Twojego przeczytać umiała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No lajdak, nie da sie ukryc. A biedny przeciez nie byl, w koncu skasowal nobla.
      Z tym polskim to juz byl problem z bestiami, do ktorych w domu mowilam wylacznie po polsku. Kiedy poszly do szkoly, gadaly juz tylko po niemiecku. Wnusie moge nauczyc polskich piosenek, wierszykow, ale przeciez w domu slyszy tylko niemiecki.

      Usuń
    2. Nawet niedaleko mojego miasta miał skubaniec majątek, gdzie ponoć jakąś część Chłopów napisał.
      Eh, te bestie jedne ;)
      Wnusia w domu słyszy niemiecki, ale babcia z dziadkiem mogą rozmawiać z nią po polsku :))) Znawcy tematu twierdzą, że dziecku się nie pomylą wtedy języki, bo będzie umiało rozdzielić: z mamą i tatą w jednym języku, a z babcią w drugim np. Nie, żebym się wymądrzała, tylko tak sobie luźno piszę, bo zagadnienia językoznawcze mnie bardzo interesują :)

      Usuń
    3. Tyle tylko, ze u nas bedzie na pewno rzadziej, pewnie cos tam chwyci z jezyka, ale z pewnoscia mniej niz moje bestie, ktore w koncu wychowywaly sie w polskim domu i od biedy radza sobie z porozumiewaniem sie w Polsce, choc ich zasob slow jest dosc ubogi, bo nie uzywaja polskiego na codzien. Nawet z nami latwiej jest im mowic po niemiecku, my zas uparcie odpowiadamy im po polsku, choc czasem musze tlumaczyc na niemiecki, bo nie wszystko chwytaja. :(

      Usuń
  8. Jakie to miłe, kiedy rzeczami, które mają dla nas jeszcze jakąś sentymentalną wartość może jeszcze nacieszyć się ktoś inny. :)
    Też za mało pytałam dziadków o ich historię, a przecież przeżyli wojnę światową, a dziadek to jako dzieciak nawet pierwszą. Czasem wprawdzie mi trochę o tych czasach opowiadał, ale nie dopytywałam, nie dociekałam. Od ojca też wielu rzeczy już się nie dowiem, od mamy próbuję, ale ona do wielu rzeczy nie chce już wracać, bo to dla niej trudne wspomnienia. Teraz też żałuję tych nieopowiedzianych historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze tez w czlowieku ta ciekawosc dziejow rodziny budzi sie na ogol wtedy, kiedy jest juz za pozno. Mnie dopiero tezar wiele pytan przychodzi do glowy, a mama nie o wszystkim wie, co dotyczy rodziny i przeszlosci taty.
      Trzeba pytac poki czas.

      Usuń
  9. Ha! U mnie sytuacja była odwrotna. Kiedy moja babcia dowiedziała się, że uczę się na studiach z podręcznika profesora Suchodolskiego (o ile się nie mylę, bo oczywiście wyleciało mi z głowy, o kogo chodziło, w każdym razie o jakiegoś literaturoznawcę), to powiedziała, że znała go osobiście i szanowała. Od razu wzrósł i mój szacunek do niego i uczyłam się z tego podręcznika chętniej :)))
    Ale babcia - o czym kiedyś wspominałam - była typową introwertyczką i rzadko dawała się naciągnąć na opowieści o dawnych czasach. Na dodatek nie zapisywałam tego, co się jej przypadkiem wyrwało i zostały mi w pamięci tylko okruchy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze czlowiek za pozno sie orientuje, ze pamiec jest zawodna, nie spisuje, nie nagrywa, bo mysli, ze zapamieta. A tu zonk, ludzka pamiec jest tak skonstruowana, ze wyrzuca czesc danych z systemu, uznajac je za malo wazne.

      Usuń
  10. Jeśli nawet takie odbrązowianie jest "szkodliwe", to nic nam do tego. Takie są fakty i trzeba je z należytym szacunkiem przyjąć. Tak, z szacunkiem właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak kiedys kochalam tworczosc Reymonta, mojego ziomka z miasta Uc. Jak on mogl mi to zrobic? I mojemu pradziadku tez...

      Usuń
  11. Też żałuję, że nie pytałam jak było można :( ale już nie zapytam.
    A kufry są rewelacyjne ... i też bym ich nie pomalowała szkoda tego klimatu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ze ja bylam wrecz pewna, ze obydwa zostana pomalowane, co najmniej po to, zeby zniknal ten napis, dla nowych posiadaczy zupelnie bez znaczenia, taki przeszkadzajacy. Spotkala mnie mila niespodzianka.

      Usuń
  12. Nie macie kufrów, to będziecie miały choć pamiątkę po nich :)
    Co do Reymonta to ja uważam, że każda świetlana postać na glinianych nogach stoi, bo przecież to tylko ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiatki po kufrach nie zajmuja tyle miejsca, taka wymiana tylko cieszy. Jeszcze raz bardzo dziekujemy. :)

      Usuń
  13. Patrz ile radości sprawiłas innym oddając te piękne kufry :) Jestem posiadaczka pamiętnika mojej Cioci, wiele się z niego dowiedziałam o mojej rodzinie ale tak jak piszesz Panterko, jest wiele rzeczy o których chciałabym jeszcze wiedzieć ale niestety nie mam już kogo zapytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama chciala je po prostu wyrzucic, ale powstrzymalam ja wiedzac, ze w naszym towarzystwie niejedna osoba chcialaby je przytulic. I nie pomylilam sie, a kufry trafily w najlepsze rece.
      Orszulko, Ty i tak masz sporo szczescia mogac korzystac ze wspomnien zawartych w pamietniku cioci, wiekszosc z nas nie ma nawet tego.

      Usuń
  14. Dlatego tak lubie grzebac sie w historii :) Od podszewki zawsze znajda sie najciekawsze opowiesci, bardziej interesujace niz wypolerowane "fakty". Kufer podziwiam nie ustannie , takie przedmioty niosa z soba nutke historii, fajnie kiedy przezywaja drugie, trzecie czy czwarte zycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze przyznam, ze wiadomosc o Reymoncie-oszuscie bardzo mnie zaszokowala, nie spodziewalabym sie tego po nim - to po pierwsze, a po drugie - dotyczylo to bezposrednio mojej rodziny.

      Usuń
  15. W Polsce jest przyjęte, że o zmarłych nie należy mówić zle, nawet jeśli zmarły był ostatnim szubrawcem. I to dotyczy nie tylko wszelkich twórców czy też naukowców. A w moim mniemaniu, to po prostu zawsze należy pisać prawdę, więc akcja odbrązawiania postaci wcale nie jest zła. Są szubrawcy, którzy jednocześnie byli geniuszami i anioły w ludzkim ciele, które były głupie i niczego nie stworzyły.
    A ja sporo opowieści miałam od babci i dziadka, bo oni mnie wychowywali.
    Stąd też moja niczym nie uzasadniona miłość do Wiednia i zainteresowanie naszymi kresami.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez wychowywala babcia do czasu rozpoczecia szkoly, duzo mi opowiadala, ale jak sie okazuje, nie wszystko. O ekscesach dziadka dowiedzialam sie juz po jego smierci, kiedy bylam dorosla. To raczej zrozumiale.
      O Reymoncie dopiero przed smiercia taty.

      Usuń
  16. Moja mama urodziła się z tak zwanej wpadki.Była czwartą córką.Babcia miała 48 lat dziadek 54.Jak miała 10 lat oddali ją do szkoły z internatem.Chyba nawet jej tam, nie odwiedzili.Odwiedzała ją tam jej siostra,która była od mojej mamy stersza 23 lata.A to zdanie brzmiało tak,do dziś mi siedzi w uszach[Nawet pies z kulawą nogą się mną nie interesował].Chodziła tam cały rok w jednych butach i była najbiedniej ubraną dziewczynką.To wpłynęło na jej życie ,a póżniej na nasze.Nie czuła się kochana i nas nie umiała do końca kochać.Mój ojciec też święty nie był.I wtedy w głębi duszy zrozumiałam moją mamę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj bosze, teraz niektore kobiety w tym wieku rodza swoje pierwsze dziecko, a wtedy czuly sie "za stare" na czwarte, pomimo ze mialy trojke potencjalnych pomocnikow w domu. Taka krzywde zrobili biednej dziewczynce, a ona przeniosla ten deficyt milosci na swoje dzieci. Straszne!

      Usuń
  17. Pikekne nowe zycie starego kufra :).
    A jak postepy Toyki w szkole? Wprawdzie zarobionam po uszy, ale juz zaczynam odczuwac niedosyt ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosc opornie jej idzie, nie chce przychodzic na zawolanie, szarpie smycz. Spacery z nia to stres zamiast radosci. Ale powolusienku robi postepy, na moj gust stanowczo za wolno.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.