sobota, 15 lipca 2017

Gardlowa sprawa.

Znacie mnie nie od dzis i zapewne dobrze wiecie, jak bardzo nie lubie chodzic do lekarzy, sami mnie zmuszaliscie pogrozkami i gwaltem, zebym poszla do okulisty, kiedy pierdykla mi zwykla zylka w oku, a ja od poczatku wiedzialam, ze to bagatelka. Dla mnie pojsc do lekarza to jak na sciecie, ale do niektorych to juz w ogole chodze jak na egzekucje poprzedzona dotkliwymi torturami. Moim faworytem numero uno jest... nie zgadlibyscie... laryngolog. Po pietach depce mu zembolog i ginekolog, reszta specjalizacji obleci. No ja tak juz mam, ze wnetrze mojej paszczy jest nieco... jakby tu powiedziec... nadwrazliwe, czego doswiadczam dotkliwie przy myciu zebow. Niejednokrotnie konczylo sie ono pelnym pawiem do zlewu, kiedy nieopatrznie dotknelam szczoteczka nie tego miejsca, co trzeba, albo zbyt intensywnie plukalam
gardlo. No tak mam i juz. Nauczylam sie juz we wczesnym dziecinstwie tak otwierac paszcze do badania chorego gardla, zeby tylko uniknac pobytu tam szpatulki lekarskiej, bo najczesciej konczylo sie to zle dla mnie, a czesto i dla lekarza.
Od jakiegos czasu cos mi zaczelo przeszkadzac w gardle. Nie to, zebym miala chrypke, ale czesto musialam odchrzaknac. Madre glowy ostrzegaja, ze jak cos trwa dluzej niz 2-3 tygodnie, to trza to zbadac. Ja oczywiscie totalnie bym sprawe zlekcewazyla, bo mi to chrzakanie ani troche w zyciu nie przeszkadza, ale... no wlasnie, dwie sprawy zlozyly sie na to, ze polazlam do najbardziej znienawidzonego przeze mnie lekarza specjalisty. Pierwsza to moj kuzyn
w Polsce, ktoremu na strunach glosowych uroslo to brzydkie, byl operowany jakies dwa lata temu, a teraz ostatnio niestety to brzydkie mu sie wznowilo i musi byc ponownie operowany. Ale nawet ta wiedza, ze zaczelo sie od chrypki, nie zmusilaby mnie do tej wyprawy. Druga i przesadzajaca sprawa to pewne zmiany w moim wlasnym organizmie, a konkretnie guzki, ktore wyskoczyly mi pod pachami. Tym razem spokoju nie dawala mi Orka, ktora znala sprawe, bo z guzkami pojechalam do Szczecina. Bombardowala mnie telefonami, a ja musialam czekac, bo moja lekarka rodzinna miala urlop. Zanim do niej dotarlam, snulam sobie czarne scenariusze i zegnalam sie z zyciem doczesnym.
Naszego laryngologa poznalam jakies 25 lat temu, kiedy to Owsik nam ogluchl, On, wtedy jeszcze bardzo mlody i przystojny, zoperowal mi dziecko i chyba ja sobie jakos zapamietal, bo podczas wizyty pytal o nia, wiec pochwalilam sie, ze za jej sprawa zostalam babcia. Prosil, zeby ja serdecznie pozdrowic. Mile, co nie? Potem zabral sie za mnie. Lojalnie go uprzedzilam, ze moge go orzygac, wiec potraktowal mnie jakims wyjatkowo obrzydliwym w smaku sprayem prosto w gardlo, a potem wjechal tam endoskopem z latarka na koncu. Trzy razy przerywalam badanie, bo sie dusilam, a zoladek mial w planie wyskoczyc mi otworem gebowym. Dochtor caly czas instuowal mnie, jak oddychac i jakie dzwieki wydawac, zeby cos bylo widac. No sponiewieral mnie okrutnie, ale ani w krtani, ani na strunach glosowych nie zauwazyl zadnych zmian. Odetchnelam z ulga.
Dlugo mnie ponownie nie zobaczy.
A guzki okazaly sie zapaleniem gruczolow potowych. Tez im sie na starosc zachcialo zapalac...





42 komentarze:

  1. Hmmm, chyba bym wolala sie napalic, niz zapalic ;).
    Oj, znam ten ból :(. Wiem, ze mam guzki na strunach glosowych (glos mi czesto siada pod koniec dnia). Wizja, ze ktos mi bedzie w gardle gmyral, po traumie z dziecinstwa, jest absolutnie nie do przyjecia, zwlaszcza po doswiadczeniach mojej przyjaciólki. Jak dotad pozwolilam, zeby mi je obejrzeli i podobno nie wyglada to niepokojacao, wiec mam nadzieje dotrwac jeszcze do emerytury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieje dotrwac w stanie obecnym do samego zejscia. Po smierci taty wpadlam w jakas obsesje, ze bede miala to samo. :/

      Usuń
  2. Ponieważ w dzieciństwie bardzo, bardzo często chorowałam,przez 2 lata co dwa tygodnie mi pobierali krew, co 3 miesiące prześwietlali i w ogóle na okrągło mnie badali, to się zdołałam przyzwyczaić do wszelkich badań.Potem jeszcze trzy operacje,jeden pobyt w zakażnym (wirus B zapalenia wątroby) i już mi żaden konował nie straszny. Chrypka może być również od tarczycy- może jest powiększona a może w stanie zapalnym. Ale to na oko się nie sprawdzi, potrzebne USG. Ja ciągle chrypnę, bo mam Hashimoto a poza tym przy intubacji uszkodzono mi kiedyś śluzówkę. Oczywiście endo zmusiła mnie do badań, ale wyszło na moje- wiedziałam z czego to mam a ona mi nie wierzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam bardzo nie lubie, jak mi sie do srodka zaglada, albowiem cenie wsoja prywatnosc i bogate wnetrze.
      Na badaniu tarczycy nie bylam juz wieki, kiedys chodzilam regularnie na scyntygrafie, ale co sie bede po proznicy uradioaktywniac. ;)
      Aaa, na jedno badanie jakos mi nie po drodze, mimo wielokrotnych skierowan, bo o ile moge wytrzymac wtargniecie do wnetrza od frontowej strony, tak od przeciwnej... nie, znow skierowanie straci waznosc.

      Usuń
  3. No widzisz, i co nie lepiej pojsc i wyjasnic? Takie wizyty sa najlepsze, boisz sie najpierw co to jest, a potem lekarz ci mowi ze wszystko w porzadku, wychodzisz od lekarza jak nowo narodzona, usmiechnieta, dziekujesz w poklonach, tak lubie, bo ja z tych co musi kazda watpliwosc wyjasnic, wiec czy trzeba czy nie trzeba czesto lekarze mnie ogladaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak latwo nie bylo, przez dwa dni pieklo mnie gardlo i czulam ten ohydny posmak znieczulenia. Nigdy wiecej! :)))

      Usuń
  4. O, to dobrze ,że tak się skończyło...
    Lepiej się wybadać i człowiek wtedy spokojniejszy co się dzieje...
    Zrowia życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam spokojna chyba juz nie bede, zawsze sobie cos wynajde, zeby sie pomartwic, jak nie o siebie, to o reszte swiata. ;)

      Usuń
  5. Brawo dla Pantery!
    Jestę z Ciebie dumna!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosztowalo mnie to sporo wysilku i dzialania przeciw sobie, ale dalam rade. :)
      Tez jakby jestem z siebie dumna. :)))

      Usuń
    2. Powinnaś.
      Dajesz dobry przykład.
      Że nawet jak człowiek badaniom niechętny to daje radę!

      Usuń
    3. Dobra, Rybenka, to od dzisiaj mozesz swiecic mym przykladem i cytowac dla opornych. :)))

      Usuń
  6. No to miałaś trochę atrakcji. Dobrze, że już są za tobą i że wszystko jednak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich atrakcji to ja nie chce miec w zyciu. Dlaczego nie trafi mi sie jakis jackpot w totka? Wolalabym tego typu atrakcje. :))

      Usuń
  7. Jak przeczytałam początek o tym chrząkaniu i guzkach, to mróz mi po krzyzu przeszedł! Po przezytaniu dalszej części posta odetchnęłam głęboko. Aniu, rozumiem co musiałaś czuc przed badaniem. Jak dobrze, że nie okazało sie to złe.A co do nieprzyjemnosci wynikajacych z samego badania - niczym one są w porównaniu z tym ,co mogłoby być a na szczęście nie jest. Jeszcze w zielone gramy!:-))*
    Ściskam cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz wyzej pisalam, po smierci taty miewam zle przeczucia i wydaje mi sie, ze musze umrzec na to samo. A jak juz ma sie to stac, to im predzej, tym lepiej.
      Wiem, wiem, nie brzmi to madrze, ale jakos tak mam. Ehhh...

      Usuń
  8. Nie, nie Aniu, żadne umieranie. Masz małą wnusię i równie młodą psicę do wychowania i kochania, więc tego, no..... Bez przesady.
    Tato Twój miał swój los, Ty masz swój.
    Ale dobrze, że poszłaś do lekarzy i się wszystko wyjaśniło. I zamiast martwić się o cały świat, pomyśl jak wnusie polskiego nauczyć ;) na ten przykład. Albo Toyke gazety z kiosku przynosić :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczesciem mam gazete w internetach, wiec nie musze kupowac w kiosku papierowej, czym oszczedzam lasy, taka jestem ekologiczna. :)))
      No dobra, argument wnusiowy do mnie przemawia. :)

      Usuń
  9. Współczuję stesu...
    Dobrze że się wyjaśniło i jest OK :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mowia, wszystko dobre, co dobrze sie konczy. ;)

      Usuń
  10. No i dzięki niebiosom za fałszywy alarm, strach ma jednak wielkie oczy. I warto było się stresować bez sensu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w zyciu! Ja sie nie stresuje, w koncu kazdy musi umrzec, a lepiej odejsc w kwiecie wieku, niz meczyc sie tak dlugo. :)

      Usuń
  11. Oj Anuśka jak ja Cię dobrze rozumiem. Ja jestem /czyt. mam być/pod stałą kontrolą z racji moich przewlekłych chorób. Jeszcze 2-3 lata temu pilnowałam, żeby leków mi nie brakło, a dziś? Lekarz rodzinny to mój znajomy z dzieciństwa, teraz kolega z fb, a ja i tak nie mogę wybrać się do niego z jedną trochę niepokojącą mnie sprawą, może wystarczyłaby zwykła maść oxycort. Co do gardłowo-chrypkowych spraw to wiadomo skąd je mamy i ten obniżony głos.
    Wcale, a wcale nie dziwię się, że chodzi za Tobą choroba taty, bo ja mam tak samo z tą różnicą, że przed Tobą 20 lat, a przede mną rok. Tego nie wie nikt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skad Ty mozesz wiedziec, moze wlasnie przed Toba 20, a mnie rok pozostal. Wszystko jest zapisane w gwiazdach. Z tym, ze ja sie niczym nie przejmuje, umre to umre i juz, przynajmniej ladnie jeszcze bede w trumnie wygladala. :))

      Usuń
    2. Te 20 lat, czy rok, to chodzi o wiek naszych ojców w chwili odejścia. Mój miał 61 lat. Wiadomo, że cza umrzyć, ale jakoś mi nie spieszno, muszę Bezę wychować, ona ma 3 lata, nie zostawię jej nikomu.

      Usuń
    3. Wiem, Anus, od razu sie domyslilam, ze chodzi o wiek odejscia naszych ojcow, ale to o niczym nie przesadza wieku naszego odejscia, co nie?

      Usuń
    4. Ale się nakręcacie,Kumy!Jeśli już to słyszałam,że to działa co drugie pokolenie,czyli jakby dziedziczymy długość życia po dziadkach;)
      Hanna

      Usuń
    5. Jak po dziadkach, to juz zupelnie dobrze nie wrozy. Ales mnie pocieszyla :(

      Usuń
    6. Więc jeśli przeżyłaś wiek dziadków jest dobrze.Może zmarli na suchoty,bo nie było penicyliny a teraz jest to wyleczalne;)

      Usuń
    7. No jeszcze nie przezylam, ale wiele mi nie pozostalo. :)))

      Usuń
    8. Dziadków nie wiem, ale babcie moje miały po 48 lat /obydwie/ jak zmarły. Już to poza mną.

      Usuń
  12. NO UFFFFFFFFF!
    Chociaz to zapalenie to przykra dolegliwośc i bywa bolesna, włąsnie taki jeden urósł u brata mojego niezięcia, tak go bolał,antybiotyk nie pomógł i musiał mieć wycietego. No i podobno zrobiło mu sie to ..od golenia pod pachami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No boli jak szlag, a gole sie przez cale zycie, wiec skad nagle teraz te guzki postanowily sie pojawic? No i nie strasz mnie operacjami, bo to juz zadne ufff. :(

      Usuń
    2. To zabieg,poszedl rano wyszedł tego samego dnia, zaraz po wycieciu.

      Usuń
    3. No ,lae lepiej ,zeby leki pomogły i zeby obyło się bez cięcia,wiadomo.

      Usuń
    4. Chyba bede musiala udac sie do skornego... Qrde, uwielbiam szlajac sie po lekarzach!

      Usuń
    5. Ni i nie wiem, czy zakonczyloby sie to na jednym zabiegu, te cholerne guzki mnoza sie jak wszy.

      Usuń
  13. Podejście do medyków mamy, widzę, podobne...:) Z tem, że ja jednak doceniam zdrowotne właściwości leczenia naturalnego, głównie nalewkami...:) Na gardło nie masz jak kardamonówka: wszystko wypali:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwy to zaszczyt, Wachmistrzu, goscic Cie u siebie. Nalewek u mnie tyle, com dostala w prezencie od zaprzyjaznionych, bo sama nie robie. Najwiekszym problemem zas jest to, ze my slabo pijemy, nielatwo mojego namowic nawet na kieliszek wina musujacego w sylwestra, a kupuje juz i tak rozmiar flaszki pikolo. Podarowane flaszki latami stoja, kurza sie i mocy jeno nabieraja. Nie ma komu, nie ma z kim...

      Usuń
  14. Tam gardło gardłem, ale mi coś tam próbował w nosala włożyć i rozciągnąć dziurkę do wielkości piłki lekarskiej. Bleee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo to chyba jeszcze gorzej. Bleee...

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.