sobota, 16 grudnia 2017

Telewizja przez okno.

Najczesciej siedze przy lapku w kuchni i od czasu do czasu spogladam sobie przez okno, zeby oczy choc chwile odpoczely. Rozne-rozniaste rzeczy i zdarzenia udaje mi sie zarejestrowac. Jak nie alpinistow wspinajacych sie na brzoze, zeby odpilowac nadlamana galaz, to znow jakies abstrakcyjnie nierealne korki na ulicy, kiedy na autobanie dojdzie do wypadku i caly ruch kieruje sie przez miasto. Jak nie radiowozy policyjne spieszace na interwencje, to znow ryczace karetki czy wozy strazy pozarnej. Jak nie stada kwiczolow na brzozie, to szpaki i kosy, raz nawet trafil mi sie dzieciol zielony, ale z wrazenia nie nastawilam prawidlowo ostrosci i zdjecia nie wyszly. Jak nie niebieskie niebo, to stalowoszare chmurska, czasem tecza sie trafi. W kazdym razie nie ma nudy.
Moj widok z okna kuchennego znacie z wielu poprzednich postow, ale dla przypomnienia:


Teraz mam od niedawna nowa atrakcje, mianowicie plac budowy. Na zdjeciu, na lewo od brzozy widac kawalatek dzwigu w kolorze pomaranczowym.  Dziwna to budowa. Od budynku widocznego po drugiej stronie ulicy, dwa domy w lewo jest hotel Schweizer Hof i teren za budynkiem nalezy do niego, a nie, jakby sie moglo logicznie wydawac, do budynku. Hotel wiec postanowil sie rozbudowac na tylach tego domu. Najzabawniejsze jest to, ze od strony hotelu nie ma zadnej mozliwosci wjechac na plac budowy, jedyny wjazd jest miedzy widocznym domem, a niewidocznym (zaslonietym przez ten z antena satelitarna, na pierwszym planie). Jest to typowy wjazd na posesje, dosc waski, akurat dla samochodow osobowych. Teraz jednak musza z niego korzystac ogromne ciezarowki z materialami budowlanymi. Jak taka przyjedzie, zawsze jest cyrk, bo musi wjechac tylem w ten bardzo waski przeswit. Te kolosy sa dosc dlugie, maja ograniczone pole manewrowe, a wjezdzaja doslownie o centymetry od scian tych domow.
Z budowy schodzi wtedy kilku ludzi, blokuja cala ulice i pomagaja kierowcy bezpiecznie wjechac w te luke. Czasem trwa to dosc dlugo, kierowca manewruje do przodu, do tylu, bo nie ma mozliwosci, zeby ustawic sie w poprzek ulicy, choc jest dwupasmowa, i wjechac na wprost. Musi wjezdzac ze skretu, a to dosc skomplikowane przy tej wielkosci pojazdu.

Tak to mniej wiecej wyglada z gory

Jeden pilnuje z przodu, dwoch naprowadza auto z tylu

Ten zatrzymuje ruch na ulicy, a wszyscy karnie czekaja
Tym razem udalo sie kierowcy wjechac dosc szybko, bo i ciezarowka byla mniejsza, ale maz opowiadal, ze poprzednia potrzebowala dobrego kwadransa, zanim ja naprowadzili, bo wciaz bokiem przyczepy chciala rozwalic sciane domu.

Udalo sie, samochody moga jechac dalej
Rozne ciezarówy wjezdzaja, niebieskie tez:




I takie to mam atrakcje, ciekawsze od telewizji.




70 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Takie co? Widoki? Budowy czy ciezarowki? :)

      Usuń
    2. Wolalabym oczywiscie widok panoramiczny na bezkresne bezkresy, z woda w tle. Ale jak sie nie ma, co sie lubi...

      Usuń
    3. To sie lubi co sie nie ma ;)

      Usuń
    4. To sie lubi, co sie MA, a nie nie ma. :)))

      Usuń
  2. Ty zupelnie jak nasz Tatek:)) Ten to ma widoki przez okno!!! Mieszka na najwyzszym 11-tym pietrze i ma wiok na jedna z glowych ulic Buffalo oraz Kenmore i dodatkowo wiodok na Wodospad Niagara. No dobra, wodospadu to akurat nie widac, ale widac wzbijajaca sie od niego pare wody, no i przy dobrej pogodzie widac Kanade. Jak Kanadyjczycy swietuja fajerwerkami to Tatek obserwuje z wlasnego okna.
    Twierdzi, ze dzieki temu nigdy mu sie nie nudzi, nawet w najgorsza pogode jak nie moze wyjsc z domu to ma co ogladac:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatek jest dzielniejszy ode mnie, bo ja nigdy nie zamieszkalabym tak wysoko, jakkowiek widoki, zwlaszcza na Niagare, kusilyby. Ale ja moge tak do 2 pietra, a potem nie wyszlabym na balkon. No chyba, ze okna nie bylyby otwierane. :)))
      Ale faktycznie, przy takim widoku trudno sie nudzic, zreszta Tatek z tych nienudzacych sie nigdy.

      Usuń
    2. I tu masz racje, w tym budynku nie ma balkonow. Za duze ryzyko w przypadku starszych ludzi. Okna sa ogromne, ale otwieraja sie tylko dwie boczne czesci, stosunkowo waskie, wiec czlowiek raczej przez to nie wypadnie. Przynajmniej nie czlowiek gabarytow Tatka a i mala kobieta musialaby sie raczej przeciskac;))

      Usuń
    3. No to ufff... nic Tatkowi nie zagraza! :))

      Usuń
  3. Nie mam takich interesujących widoków. Kiedyś z okna kuchni mogłam obsewować kota jak na 8 piętrze skakał z balkonu na balkon i łaził po parapecie. Na szczęście osiatkowali i przestałam dostawać zawału co rano przy śniadaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omatulu, ósme pietro i bez siatki dla kota? Co za narod.

      Usuń
  4. Nie zazdroszcze tego zamieszania budowlanego za oknem, ale w koncu skonczy sie.
    Moja uliczka jest zamknieta a ja jestem prawie na koncu, wiec niby spokoj z ruchem ulicznym, bo tylko lokalni. Troche pieszego ruchu mam, bo park naprzeciwko, ale to fajne, bo ida psiaki i ich sluzba.
    Najwieksze zamieszanie za oknem to mam przez 'halasliwych gornikow' niby to ptaszki sredniej wielkosci, ale agresywne, spijace bezczelnie nektar z mojej jakarandy, kwiatki placza i gesto spadaja, ja tez placze, ale ptaszki maja to gdzies, tylko sie wydzieraja tym swoim piskiem.
    W polskim wydaniu to one sa 'miodozer maskowy' a u mnie 'noisy miner'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecialam go zaraz obejrzec, fajny gostek. No i tez chce zyc, a skoro odzywia sie Twoimi kfiatkami, to pech dla kfiatkow. Gdybys miala inne kfiatki, nie mialabys widoku miodozerow. Cos za cos. :)))
      Jakarande tez sprawdzilam, bo wczesniej nie znalam, ma dosc kfiatkow, zeby sie podzielic. ;)

      Usuń
    2. Tyle ze ja mam z tymi ptaszkami osobista wojne za dobijanie sie do moich drzwi, przez jakis czas ktos cos majstrowal przy moich drzwiach, tak jakby chcial sie wlamac, balam sie jak nie wiem co, dlugo zajelo zeby ustalic ze to te ptaszki. Poza tym one sa naprawne agresywne, wykonczyly wroble, podobno dziobaly wrobelki w lepki az do smierci.

      Usuń
    3. Kwiatkow roznych nie brakuje, mam jeszcze jasmin, ktory tez teraz kwitnie i inne kwitnace krzewy, ale nie znam nazw, no i kwiaty u sasiadow. Szkoda jakarandy dla tych miodozercow, Anabell potwiedza piekno tego drzewa, ale niestety tych rozbojnikow jest duzo, zyja gromadnie i biora co chca.

      Usuń
    4. A to bandziorki! Myslalam, ze rujnuja tylko kwiatki, a to mali mordercy. I do tego wlamywacze! :o No to masz racje, ze z nimi walczysz, moze sprowadz jakiegos sokola, poustawiaj strachy na... miodozery i takie tam. :)))

      Usuń
    5. Jak tu nie zaplakac nad tymi wroblami.
      Strach na miodozery, dobre to, masz ten blysk.

      Usuń
    6. Moze powywieszac jakies wiatraczki z odpustu, torebki foliowe, ktore nadymaja sie i szeleszcza przy kazdym ruchu powietrza, plastikowe kruki i sokoly albo inne takie odstraszacze.

      Usuń
    7. Nie moge tak, to zeszpeci mi front domu. Poza tym one nie sa bojazliwe.

      Usuń
    8. Mari, mozesz wachac jasmin moj ulubiony:) Zazdroszcze, tym bardziej, kiedy u nas paskudna pogoda:( Przy moich widokach masz jak w raju!

      Usuń
    9. Mari, pora zatem zakupic wiatrowke i trenowac celnosc. :)))

      Usuń
    10. Niedziela, wczesny ranek, ale miodozerce dra dzioby, koniec mojego spania.
      Strzelac nie bede, bo co ja zrobie z trupkami ptasimi,
      chyba poslucham sie Izy i bede wachac jasmin.

      Usuń
    11. O rany! Niedziela? To o ile godzin jestes do przodu?
      No jak to, co zrobisz z trupkami? Pogrzeb wyprawisz w ogrodku, gdzies pod plotem. A i tak w nocy przyleza padlinozercy i pozbawia Cie klopotu. :)

      Usuń
    12. Jestem do przodu az 10 godzin, mam piekny sloneczny dzien, slycze tylko ptaszki, niby wielkie miasto ale dzielnica cicha jak nie wiem, no i zielono, zielono, zielono.

      Usuń
    13. Buuuu... ciemna noc, zimno i mokro oraz do du***y. Ja chce do Australii!!! Nawet te miodozery zniose!

      Usuń
    14. Nie placz, mnie rozsmieszyly sowy na zdjeciu. Tibor Kercz wygral Wildlife Photos 2017 tym zdjeciem.

      Usuń
    15. Widzialam je, zaiste smieszne. :))

      Usuń
    16. Mari, nawachaj sie, nawachaj tych jasminow i przyslij mi zapach:)
      Trupki skremuj i rozsyp, niech nie psuja widoku! I sowe zwyciezczynie widzialam:)
      U nas pogoda do d...y, wiec robie z Panterka buuuu!

      Usuń
    17. Iza, to cho, jedziemy nawiedzic Mari! Chyba jakies miejsce na namiot w kaciku ogrodu znajdzie dla nas, co? Przy okazji za miske strawy wytepimy Jej te szkodniki z ogrodu, spalimy corpusy deliktusy i nawieziemy popiolami ogrodek, bedzie jeszcze bardziej roslo, a nowe szkodniki odstraszy. :)))
      A Ty nawachasz sie jasminow na caly nastepny rok.

      Usuń
    18. Jestem ZA, jesli Mari nas przyjmie, to juz sie cieszę!!! Obiecujemy za te miske strawy uporzadkowac Jej ogródek, przepedzic halasliwe ptactwo, nawet siedząc na drzewie i machając kończynami. Będziemy grzeczne i obiecujemy wesole towarzystwo oraz będziemy sie napawac zapachem jaśminu i cudną pogodą australijską:)

      Usuń
    19. Mari bedzie miala z kim po polsku pogadac... Same korzysci. :)
      Dla wszystkich.

      Usuń
  5. E tam, nudy.
    Okno od kuchni wychodzi mi na podwórko, na którym tylko rozwrzeszczane bachory i wyklinające sąsiadki z innych klatek. Za to w pokoju istna mekka! Pod oknem przejście, na którym średnio raz w tygodniu ktoś kogoś rozjeżdża. Zaraz obok skrzyżowanie pod Lidlem, gdzie co najmniej raz na dwa dni dochodzi do stłuczek. No i to, co najpiękniejsze: mniej więcej co tydzień przemarsze bydła w otoczeniu pancernych oddziałów policji, a potem cudne, rzewne pieśni na trybunach, przebijające się nawet przez korek i klaksony: "Tych jebać", "Tamci chuje", "Innym dopierdolić", "Nie ma lepszego od Jana Pawła drugiego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiscie, moje zaokienne atrakcje nijak maja sie do Twoich, u mnie nuuuda, tylko ptaszki i raz na 30 lat jakas budowa, czesciej korki. Na Twoim miejscu nie odchodzilabym od okna przez caly dzien. :)

      Usuń
    2. NIENAWIDZĘ tego miejsca i męczę się w nim lepiej niż w piekle.

      Usuń
    3. Ja tez wolalabym mieszkac gdzie indziej, w godniejszych warunkach, ale nie mam zbyt wielkiego wyboru.

      Usuń
  6. Po raz pierwszy w życiu mieszkam przy ruchliwej ulicy. Z tym, że jej ruchliwość związana jest głównie z porami dnia. Rano, gdy naród ciągnie do pracy i gdy zaczynają się godziny "szczytu" to nieco samochodów tu się kręci, tym bardziej, że moją ulicą można dojechać do jednego z wjazdów na Autostradę Wolności, czyli na A2. Na szczęście od samej autostrady oddzielają mnie dwa rzędy domów solidnych, wysokich, rozdzielonych jeszcze podwórkami, tak że ruchu z A2 nie słyszę.Od 1973 r do teraz mieszkałam na parterze co było odwiecznym marzeniem mego dzieciństwa, które spędziłam na III piętrze przedwojennego budownictwa, bez windy. Tutaj III piętro mi nie przeszkadza bo mamy windę.Małą, tylko na 4 osoby, ale jest!. Berlin to ma ogromną ilość wjazdów/zjazdów na otaczające go autostrady, ale podobnie jak Warszawa nie dorobił się jeszcze miejskiej obwodnicy. Za obwodnicę robią tu kawałki różnych autostrad, co przećwiczyliśmy po zabłądzeniu w dawnym Wschodnim Berlinie, gdy nas nawigator prowadził od jednego kawałka autostrady do drugiego.Na razie ruch na dole mi nie przeszkadza, tu są bardzo grube mury, ale zobaczymy jak to będzie latem. Od ulicy jest mój pokój, reszta mieszkania jest od podwórka, na które nie ma żadnego wjazdu.
    Jakaranda, o której pisze Marigold jest przepiękna- kiedyś nawet ozdabiała mój blog.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakkolwiek Berlin jest piekny, za nic nie chcialabym zyc w tak duzym miescie. Juz dosc nazylam sie w Lodzi, teraz z ulga wracam do mojej zapyzialej Getyngi, ktora tez czasami wydaje mi sie za duza. Chyba dojrzalam do zycia na wsi albo na innym pustkowiu. A niemieckie wioski sa takie malownicze... :)

      Usuń
    2. nigdy w dużym mieście mieszkać a już przy ruchliwej ulicy, nigdy...co innego bywanie w dużym mieście a najlepiej posiadanie mieszkania ))) żeby sobie wypady na łikendy robić, do teatru, do kina ...wtedy można chwilowo nie spać )

      Usuń
    3. Ja juz za stara jestem na duze miasta, wies mi sie marzy, ale pewnie nie bedzie mi dane :(

      Usuń
    4. Tak naprawdę nie potrafię chyba żyć w małym mieście.Może nic dziwnego, urodziłam się , wychowałam, dorosłam w wielkim mieście. Bo Warszawa to jednak duże miasto, z wszelkimi jego mankamentami ale i pewną zaletą- dużą anonimowością.
      Jezdziłam wiele razy do Trójmiasta i nie mogłam się nadziwić, że tak szybko można było przez trzy miasta przejechać. Gdy przez jakiś czas mieszkałam u mego ojca, w niedużym mieście, nie na wsi, dostawałam świra- tu każdy o każdym wszystko wiedział, zupełnie jakby ściany domów były przezroczyste, a najmilszym zajęciem (a może i obowiązkiem) pań domu było spędzanie "dyżurów" w oknie- te dyskretniejsze za firanką, te mniej dyskretne- w otwartym oknie z łapkami na ozdobnej podusi. Jestem dzieckiem betonowej dżungli po prostu i to od wielu pokoleń.

      Usuń
    5. Mnie na poczatku tez sie wydawalo, ze ta Getynga to jakas zsylka za kare, nie chcialam tu byc, pociagal mnie Berlin czy Hamburg, ale z czasem doceniam zalety tego niewielkiego w porownaniu do Lodzi, miasta. Teraz i ona bywa czasem za duza, potrzebuje spokoju.

      Usuń
  7. Ja mam widok z okna na alejkę i cztery trawniki i plac zabaw dla dzieci.Ulica osiedlowa więc spokojna.A nie do tematu.[Jak się czuje panterko Twoja mama ?]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pomoca pani Mariolki, z ktorej jest bardzo zadowolona, byla juz nawet na malym spacerku. Idzie ku lepszemu. Dzieki :*

      Usuń
  8. Przypominam sobie widok z okna mojej mamy. Kiedy jezdzilam juz jako mezatka z dziecmi na wakacje bylo tak:
    koparki pracowaly bezustannie, bo trzeba bylo wymienic jakies rury wodociagowe. Potem zasypywali, siali trawe (bo piekne trawniki zniszczyli), poprawiali chodnik obok i koniec roboty. Przyjezdzalam za 2-3 miesiace, w tym samym miejscu znowu ryli, bo trzeba bylo wkopac jakies kable zw.z telefonami. Trawa ledwo wyrosnieta znow zostala zniszczona. Po roku zdarzalo sie w tym samym miejscu wymieniac kostke chodnikowa. Kiedy to obserwowalam, to zastanawialo mnie, kto podejmuje tak idiotyczne decyzje:( Nie mozna bylo tego jakos skoordynowac? Rodzice patrzyli i podsumowywali, ze maja osiedlowa tv.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bylo takie typowe w tamtych czasach, zreszta chyba do dzisiaj niewiele sie w tej kwestii zmienilo na lepsze, bo sluzby pracuja kazda sobie i nie po drodze im skoordynowac prace i za jednym wykopem powymieniac wszystko naraz.

      Usuń
  9. Widok z mojego kuchennego okna znasz, nie raz pokazywałam na fb mój zaokienny park. W parku są dwa stawy, które teraz widać i czasem przylatują kaczki w zimie, jak jest srogi mróz, bo stawy nie zamarzają całkiem. Stoi też pałacyk "Pałac Polanka" jest to hotel ze spa i często odbywają się tam imprezy typu wesela, chrzciny, komunie itp, wówczas trzeba mieć okna pozamykane, bo każde słowo słychać. Podczas remontu tego pałacyku mieliśmy długo plac budowy, a ciężki sprzęt jeździł naszą uliczką osiedlową, pomiędzy blokami. W linii prostej 100 m za parkiem jest obwodnica, którą jeździ się w Bieszczady, ale nie słychać ruchu. Z owej obwodnicy zrobili łącznik z owym hotelem i już nikt przez osiedle nie jeździ. Ażeby było podobnie do Ciebie, to też mam plac budowy, bo budują dom weselny. Z drugiej strony bloku mam balkon, ale tam nic ciekawego, widać cztery bloki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz, Ania kiedys te druga strone pokazac. Z kuchni masz rzeczywiscie widok na zielen, a to w miastach bardzo cenne. Widok z balkonu mojej mamy tez juz znacie, bo podczas palenia, z nudow robie zdejcia. :)

      Usuń
  10. Widok niczego sobie masz, Panterko :) I w miarę daleko do następnego budynku, że do okien sobie nie zaglądacie.
    I dobrze, że ciężarówki Tobie balkonu z zawiasów nie wyrywają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, zawsze ktoras moze przypadkiem zabladzic pod moj balkon. :)

      Usuń
  11. Widok z mojego okna ma także wiele zalet. Pierwsza to widowiskowe wschody słońca, a jak jest mroźna zima to samochody zamieniają się w smoki, co prawda nie zieją ogniem, ale spowijają się całe w kłęby pary, malowniczo to wygląda. I maratony sobie od czasu do czasu latajo pod moimi oknami ;) Pomimo że to ruchliwe skrzyżowanie, jest i zieleń, a będzie jej jeszcze więcej jak Bonifratrzy zrobią ogrody co to je obiecują. Nędzne resztki po poprzednim jeszcze są, ale ma być ful wypas i to nie dla braciszków, ino dla pacjentów hospicjum które ma powstać w byłym szpitalu, dla okolicznych mieszkańców także ten ogród będzie udostępniony. Zobaczymy jak to się potoczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orka opowiadala i pokazywala mi ogrod rozany, ktory mial byc rewitalizowany przez jakichs klechow, kiedy dostali ten teren z powrotem. Zrobili z niego ruine, bo czekali, az panstwo sfinansuje. W koncu jakos sie dogadali, kler oddal tereny parkowe miastu i w koncu ogrod rozany sluzy mieszkancom Szczecina.
      Nie liczylabym, ze kler sam cos zrobi u Was. :) I jakos mnie to nie dziwi. :)))
      A Twoj widok z okna znam nie tylko ze zdjec, ale nawet tamtedy przejezdzalam.

      Usuń
    2. Na własne oczy widziałam, że zaczęli porządkować już teren ;) A remont byłego szpitala ma ruszyć lada moment. Jedno hospicjum już prowadzą tylko jest one bardzo małe. Nie wszystkich trzeba mierzyć tą samą miarą :) Dla jasności dodam, że ja mam także sporo do zarzucenia klerowi :)

      Usuń
    3. Marija, moze i sami robia, pytanie tylko, czy aby nie za panstwowe. Tego nie dowiemy sie raczej.

      Usuń
  12. To faktycznie dzieje się i telewizja nie jest potrzebna. Pozdrawiam przedświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam przynajmniej darmowa rozrywke, skoro juz nie bywam w przedswiatecznych sklepach. :))) Buziole! :*

      Usuń
  13. W naszym poprzednim mieszkaniu też ciągle można było coś obserwować przez okna, działo się na ulicy - ale było to też dość upierdliwe, kiedy przez wiele miesięcy remontowali akurat tę ulicę, do żywego zdzierając kostkę, oraz układając po kolei instalacje, a potem wszystkie warstwy ziemi, żwiru, piasku a potem kostkę na końcu wraz z ubijaniem tej ostatniej. A na parking, nawet z zakupami trzeba było latać daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze pamietam Twoje cierpienia, a w pamieci na zywo mam zdjecia z przebiegu prac. No i nie narzekaj na nude w nowym miejscu, w koncu auto w ogrodku nie zdarza sie niektorym przez cale zycie. :))

      Usuń
    2. Nie narzekam, bo nudno nie jest, opisałam mój wycinek świata z tymi codziennymi sprawami. Ale są i inne, bynajmniej nie nudne. W dodatku wszystko potrafi się zmieniać niczym w kalejdoskopie. Własnie od chwili napisania posta wszystko się zmieniło. A przynajmniej duża część. Pewnie napiszę na dniach. :)

      Usuń
  14. Piszesz, ze marz yCi sie wies na stare lata, a ja mam odwrotnie ;) im czlek starszy, tym blizej jakiejs wiekszej aglomeracji powinien sie trzymac, juz przez sama opieke medyczna... ;) zobaczy sie. Póki co, calkiem niezle podoba mi sie na mojej prowincji i pomiedzy trzema tysiacami innych dusz.
    Ale mój urlop najchetniej spedzam w okolicach Budapesztu... kocham to wielkie miasto.
    Z okna kuchni ostatnio obserowowalam, jak ciezarówka staranowala latarnie uliczna- od tej üpory mam ciemno w ogrodzie. Reszte latarni orzneli przy prawie ziemi, i mysle, ze najdalej po swietach, zamontuja nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wies w poblizu miasta mi sie marzy, zeby do znachorow za daleko nie bylo. :)) Zreszta tu preznie dziala lotnicze pogotowie ratunkowe, wiec tego... ;)
      Jak widac, nie tylko ja miewam atrakcje za oknem. :)

      Usuń
  15. To masz rozrywki domowe.... U mnie nudy, okna na podworko, spore i zielone co prawda, ale poobserwowac to sobie moge pilgrzymki do pralni osiedlowej i tyle. Ewentualnie podpatrzec kto jak panbuk przykazal pranienosi wikeowskiej torbie, a kto sie sadzi na kosz do prania.... Zero akcji ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Ty to nazywasz zero akcji? Zawsze mozna potem wziac na jezory tych z torbami, co nie? :)))

      Usuń
  16. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma:) Anuś, nie jest tak źle. Masz ptaszki, drzewka, a nie np. budynek okno w okno.
    I mnie się marzy widok cudny, może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze mogloby byc znacznie gorzej, ale tu zdecydowanie brakuje mi nieba i przestrzeni, wschodow i zachodow slonca. Takie to atrakcje na parterze, za to nie musze sie na starosc wspinac po schodach. :)

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.