środa, 28 lutego 2018

Toya bije rekordy.

No wiem, wiem... zaczynam Was zasypywac postami spacerowymi i zdjeciami Toyi we wszystkich mozliwych konfiguracjach, ale nic na to nie poradze, ze ostatnie dni sa tak piekne i jak znalazl na spacerowanie. Zeby siebie, Toyki i Was nie zanudzic na smierc, za kazdym razem wybieram inna trase wedrowek, wiec i widoczki mamy zroznicowane.
Niewiele brakowalo, a w sobote nie odbylby sie zaden spacer, bo od rana niebo zasnute bylo brzydkimi chmurami, a w takich okolicznosciach nie chce sie w ogole opuszczac cieplych pieleszy. Nie zeby jakos znaczaco cieplej bylo, kiedy przyswieca slonce, ale czlowieku jest choc pozornie troche cieplej. I bardziej chce sie zyc i chodzic. Przebadalam zatem wszystkie dostepne prognozy meteorologiczne i wyszlo mi, ze po poludniu sie przejasni, co zreszta nastapilo.
Postanowilysmy z Toyka zajrzec na psie kapielisko, ktore wprawdzie o tej porze roku kapielom nie sluzy, ale nadal jest miejscem spacerow i spotkan wielu psow i ich wlascicieli.




Rzeczywiscie bylo tam troche towarzystwa, ludzkiego i psiego. Toya natychmiast pognala witac wszystkich, ja zostalam na gorze i tam na nia czekalam. To bylo pierwsze spotkanie, bo tego dnia nasza psina pobila wszelkie rekordy spotkan towarzyskich. Kiedy sie wylatala, poszlysmy na druga strone tamy i udalysmy sie trasa przez pobliskie pola. Dobrze, ze mialam kaptur i ze tym razem nie ociagalam sie z kalesonami, bo na otwartej przestrzeni tak wialo i sieklo polarnym powietrzem, ze gdyby sie czlowiek nie ruszal, to by zaraz skamienial i zamarzl.








Toya wyrwala do przodu, zeby przywitac  buldozka i russel teriera, znajomych z letnich szalenstw na psim kapielisku. Dwoje starszych ludzi z dwoma starszymi pieskami, wszyscy czworo powolni. My pomknelysmy szybciej, zeby sie rozgrzac. Na skraju pola lezala wielka pryzma chyba burakow cukrowych albo pastewnych, przykryta jakims brezentem czy folia. W pewnej chwili wzrok moj przykulo cos na grzbiecie tej pryzmy.




Toya oczywiscie nie mogla sobie odmowic kolejnego bliskiego towarzyskiego kontaktu, szybko wspiela sie na ten psi Mount Everest, a potem rownie  szybko zwinela kumplowi patyczek i uciekla. Niewiele dalej nastepne spotkanie, tym razem z bardzo przystojnym boxerem.




Dlugo nie trwalo, bo Toya wywachala nastepna grupe kumpli i poleciala tam sie witac.

Najpierw ze wszystkimi naraz

Pozniej odtanczyla polke z retriverem

I poszla w tany z bernenczykiem
Po zatoczeniu olbrzymiego kola, znalazlysmy sie na drodze, a wlasciwie lace (uonce) prowadzacej wprost z powrotem na psie kapielisko, ale od drugiej strony. Slonce stalo juz bardzo nisko nad horyzontem, na niebie zawisla pustuleczka, wypatrujaca na ziemi nieuwaznych myszy.



Toya znalazla sobie patyczek, patysio, galazeczke malenka.




Probowala ja nosic, ale szybko jej sie znudzilo. W koncu doszlysmy do calkowicie wyludnionego i wypsionego kapieliska. Jeszcze rzut oka na zachodzace slonce i szybki marsz do samochodu.



Pewnie pomyslicie, ze to juz koniec spaceru i moich relacji? Nic bardziej mylnego! Toyka postanowila ubic ten rekord. Najpierw po drodze bawila sie w berka z czapla, ktora przysiadala na ziemi, a potem przed samym nosem Toyi zrywala sie do lotu, by usiasc kilka metrow dalej.



Jak sie okazalo, to slonce jednak troche przygrzewalo, bo kiedy go zabraklo, odczuwalnie zrobilo sie zimniej. Przyspieszylam kroku w nadziei, ze i Toyce spieszno do auta i czekajacego w domu korytka. Ale co poradzic, kiedy na drodze bylo jeszcze tylu kumpli do spotkania, od malenkiego szpica z dwoma rownie malymi kumplami, po gigantycznego doga i zywa iskierke rasy nieodgadnionej, w kolorze Toyi.





Na ostatnim zdjeciu Toya wykonuje ostatni zwrot, zeby pozegnac jeszcze jednego zapomnianego kumpla. W koncu jednak dotarlysmy do domu, obie glodne i wymeczone, z tym, ze ona oczywiscie znacznie bardziej, skoro wykonala trase co najmniej piec razy dluzsza, niz ja. Nawet na wieczorne siusiu nie chciala wyjsc.








38 komentarzy:

  1. Paduam jak szmatka tylko po przeczytaniu o tych jej wyczynach :). Rany, juz wiem dlaczego nie marzy mi sie zaden czworonóg wiekszy od kota ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bylam obok, musialam to ogladac, a to rowniez bardzo meczy ;))

      Usuń
  2. Aja bym chciałam mieć więcej czasu na takie wędrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to musisz dorosnac do wieku emerytalnego i wtedy bedziesz miala wiecej czasu.

      Usuń
    2. Eeeee...moja emerytura biega po Saharze, a czasu nie dogonię ;)

      Usuń
    3. Jaska, ni ma letko, cos za cos.

      Usuń
  3. Nie moge uwierzyc ze Toyki fantastyczne zabawy, jej spontaniczne radosci moga sklonic kogokolwiek do refleksji zmeczeniowej.
    Toya wie jak mozna radowac sie zyciem, z Toyki trzeba brac przyklad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toyka chyba nosi jakis dopalacz w zadku, nie mam pojecia, skad ona na to wszystko sily bierze. :)))

      Usuń
  4. No to Ty się dotleniasz bardziej niż ci co nie palą;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zebys wiedziala! Taka jestem dotleniona, ze az przetleniona. :))

      Usuń
  5. No to dałaś Toyce do wiwatu.Fajne te Wasze tereny spacerowe.U nas też zimno.Teraz jest-10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ona mnie do wiwatu daje, ale warto sie poswiecac, zeby przezyc jej wielka radosc. Rano tez mielismy -10, teraz jest -6- Allle upal!

      Usuń
  6. Ale macie fajne miejsce. Tylu kumpli dla piesko to naprawdę bajka. Nasz piesek robi co najmniej 10 km dziennie w trzech turach, a potem przesypia spokojnie pozostałą część dnia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, jest gdzie lazic i co ogladac. Toya po przejsciu pada i laduje akumulatory, ale nie trwa to dlugo i po godzinie gotowa jest na nowe wyzwania. To ajkes perpetuum mobile, a nie pies. :)

      Usuń
  7. Brawo dziouszki! :)
    Ja zahibernowuje sie w Gdansku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzie Cie tam zanioslo? Przeciez nad morzem pizdzi podwojnie.

      Usuń
  8. Mam słabość do takich terierowatych, beżowych, kręconych:)Najlepszy był taniec Toyki z kumplem i selfie właścicielki w kalesonach:p

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz piękne okolice do spacerów, a Toya to by mogła dynamo swoją energią napędzać. Ciekawe czy z tych buraków coś będzie, przecież przemarzną, chyba że tak ma być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wylacznie takie okolice, wiec korzystam do wypeku i upadniecia trupem. :))

      Usuń
  10. Piękne takie lutowe popołudniowe słońce, bardzo fotogeniczne :)
    U nas też duży mróz i też wiatr, który dodatkowo obniża temperaturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj w pogodynce w srajfonie bylo, ze jest -10, ale odczuwalne -18°, ale akurat dzisiaj nigdzie nie lazilam po polach. Ta temperatura jest nawet dla Toyki za niska na dlugie spacery.

      Usuń
  11. O, fajny spacerek; ja nabijałam kilometry w niedzielę, na urodzinach biegu na 6 łap, bez łap co prawda, tylko na własnych nogach, ale był taki mróz, że niektóre psy nie mogły wyjść, a nawet biegacze nie mogli biegać z psami, żeby im nie zaszkodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, sa granice mrozu, do ktorych spacerowanie/bieganie jeszcze jest mozliwe, a poza nimi bolesne i niebezpieczne. Nawet w kubraczkach psy nie powinny za dlugo przebywac na dworze.

      Usuń
  12. Zara zara... To do nas przyszedl ten Beast from East, a Was jakos ominal? To ktoredy on szedl???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, ale wszystko stoi na glowie, na Arktyce jest temperatura dodatnia, ale do nas nie daje jej sie przedostac silny front wyzowy znad Skandynawii. Poza tym pizdzi od Syberii i dociera az do nas, a nawet do Rzymu. Oby tylko snieg nie padal, bo mroz jakos idzie wytrzymac.

      Usuń
  13. Ale towarzyskie zwierze masz...widze, ze Toya szaleje ale wraca do Ciebie bez problemow, uladzila sie psina, pewnie duma Cie rozpiera! piekny spacer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej psiej szkole Toyka sie fajnie zsocjalizowala, rozumie sie ze wszystkimi wielkosciami i plciami psow, uwielbia psie towarzystwo, zawsze leci je witac i jesli trafi na mlodego psa, gonitwom nie ma konca.

      Usuń
  14. Jak widzę spacer się udał. Toya zadowolona(chyba), a to najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadowolona to malo powiedziane, ona jest przeszczesliwa. :)

      Usuń
  15. Masz fajnego, wesołego pieseła - brawo Toya.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z tym psem to Ty się nachodzisz, kilometry całe. Podziwiam Cię za zapał do tych długich spacerów. Mnie też tęskno na dwór, ale ciągle jeszcze nie wyrabiam się z pracą, więc ciężko mi ot tak rzucić wszystko i iść na pół dnia. Ale już niedługo. Zamierzam ułożyć sobie tak obowiązki, żeby jednak zacząć mieć wolne popołudnia i weekendy. :)
    Toyka w podskokach i z kumplami cudna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez przesady, Iw, te wycieczki nie sa na pol dnia, najwyzej na 2-3 godzinki. Obie lubimy spacerowac, a samej by mi sie nie chcialo. Pies jednak motywuje do ruszenia tylka z domu, a jak jeszcze pogoda dopisuje, to juz pelnia szczescia.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.