sobota, 21 lipca 2018

Chyba zwariowalam.

Odbilo mi do reszty! W czwartek po robocie napotkalam proszacy wzrok Toyki. Bardzo mi sie nie chcialo w te parowe z domu ruszac, ale ona tak patrzyla, wiec kto by sie oparl. No dobra, pojdziemy na spacer! Chcialam obrac trace wzdluz Leine, jak poprzednim razem, zeby psina miala jak najwiecej mozliwosci chlodzic zadek w wodzie, ale ona skrecila gdzie indziej, wiec poczlapalysmy wzdluz torow kolejowych, niestety po bezdrzewnym terenie. A slonce walilo z gory, jakby mu za to placili.
Napotkalam spory krzak ostu, na ktorym tetnilo owadzie zycie.






Toya niecierpliwila sie stojac obok mnie, bo ciagnelo ja do wody, a przed nami byl jeszcze spory kawalek do przejscia nad jeziorko. Wreszcie dowloklysmy sie na psie kapielisko, gdzie ten farfocel ino znowu stal jak ofiara na brzegu, podczas gdy inne psy pieknie aportowaly z wody swoje pileczki albo patyczki. Nie odwazyla sie wejsc glebiej niz po brzuszek. Potem przeszlysmy sie wokol jeziorka, gdzie krolowaly senne i wyluzowane kaczki i kilka gesi nilowych. Zatracily juz swoje godowe upierzenie na tyle, ze nielatwo bylo odroznic kaczki od kaczorkow. Ich piskleta poszly juz "na swoje", wiec leniwie odpoczywaly po trudach rodzicielskich.













Na drugiej stronie jeziorka rosly jakies takie biale kwiatki jak chmurki i one tez przyciagaly zapachem cale chmary owadow. Toyka znow musiala wykazac sie cierpliwoscia, czekajac az obfotografuje wszystkie bzykacze.










Tuz przy samej ulicy rosna sobie moje ulubione wiejskie kwiatki, malwy. Nie wiem, czy same sie wysialy, czy ktos je tam posadzi, ale wygladaja uroczo, choc bardziej by pasowaly jako malownicze otoczenie wiejskiej drewnianej chaty.  Noga za noga, a niektorzy z jezorem do ziemi, wloklysmy sie z powrotem do domu, juz nawet przemysliwalam zadzwonic po slubnego, zeby nas stamtad odebral samochodem, bo ledwie szlam. Ale dalysmy rade, a po powrocie obie padlysmy na popoludniowa drzemke. Bylo nie bylo, zrobilysmy prawie 10 kilometrow, co przy tej pogodzie bylo nie lada wyczynem.







48 komentarzy:

  1. Podziwiam Twoja kondycje, 10 km w upal, w sloncu to jest cos, czy mialas przynajmniej jakis kapelusik? Toyke podziwiam tez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam nakryc glowy, wlosy sa moja ochrona. :(

      Usuń
  2. Fajnie sobie wędrujecie, a ja dzięki temu fotki podziwiam. Malw niestety coraz mniej, a szkoda, bo są bardzo wdzięczne.
    Pozdrawiam i gratuluję nominacji blogowej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, Jotka! My uwielbiamy wedrowac i chyba stad pies u nas, bo nikt tak nie umie zmotywowac do ruszenia tylka zza kompa. ;))

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia makro! Warto było sie pomęczyć w upale, żeby takie fotki zrobić!U nas dzisiaj po półtorej tygodnia deszczu nareszcie pokazało sie słońce. Od razu inaczej człowiekowi, gdy wstaje i jest jasno a promienie tańczą po szybach!No cud prawdziwy!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie cud, Olenka, to moj wczorajszy wiersz spowodowal zmiane pogody. Ale tylko u Was, bo tu nadal skwar nie do wytrzymania. :))

      Usuń
  4. Ach malwy!
    Żywcem wyjęte z mojej wsi. Wsi moich babć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego i z jakiego powodu malwy znikaja ze wsi, skoro sa to takie piekne kwiaty.

      Usuń
  5. malwy i moje ulubione są ale nie chcą mi tu rosnąć (((( niestety
    ale jesteście dzielne dziewczyny 10 kilometrów no no

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co im, tym malwom, nie podoba sie u Ciebie? Ja tam na ich miejscu bym rosla, bo gdzie byloby mi lepiej? :)))

      Usuń
  6. Gratuluję determinacji,dystansu, pięknych zdjęć bzykadeł i ptaszków. Zastanawiałam się kiedyś czy gdybyś Ty poszła popływać, Toyka nie spróbowała iść w Twoje ślady?
    Nie jestem pewna czy przy Twoich bólach głowy spacer w pełnym słońcu i upale jest wskazany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest wskazany, ale sprobuj to wytlumaczyc Toyce. ;)
      Podobnie zastanawiamy sie z mezem, czy poszlaby za nami do wody, gdybysmy obydwoje zaczeli plywac. Jedna probe juz robilam, o ile pamietasz, ale nic nie wniosla. Problem w tym, ze malo mamy tu mozliwosci plywania razem z psem. Na ludzkie kapieliska psy maja zakaz wstepu, wszedzie indziej jest zakaz kapieli dla ludzi.

      Usuń
  7. Też lubię malwy, to takie bardzo dekoracyjne rośliny. A tu, w kilku miejscach rośnie malwa sudańska (hibiskus, ketmia). Widać klimat tu łagodniejszy, bo gdy miałam hibiskus w Warszawie to raczył przemarznąć przy pierwszych spadkach temperatury, nim zdążyłam go owinąć. Mam ciągotki by tu sobie na loggii zainstalować taką malwę sudańską w odpowiednio dużym pojemniku. A takie kwiatki-chmurki też tu widziałam w którymś parku, ale nie mam pojęcia co to jest.Anuś, Ty dobra jesteś- 10km w upale to każdego może powalić, a Ty dałaś radę. A co na to Twoja głowa? I jak pięknie zapozowała Ci ta ważka! Te z niebieskim odwłokiem są chyba najfajniesze. A tak ogólnie to paskudy, strasznie drapieżne owady, a wyglądają tak niewinnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja glowa, przytlumiona IBU, nic na to, to raczej nogi odmawialy mi posluszenstwa. Kiedys probowalam sama wyhodowac sobie hibiskusa, nazbieralam ziarenek jesienia i nawet mi wykielkowaly i troche urosly. Ale potem roslinka umarla, nie wiem dlaczego.

      Usuń
    2. Ja to raczej kupię na wiosnę sadzonkę.A wczoraj w edece kupiłam sobie kaktusika, maleńkiego. I to chyba jest aloes humilis, czyli aloes niski.Wrzucę go na blog jako dowód, że mam odbicia.

      Usuń
    3. Jakie tam odbicia! Odbicia to ja mialam, mialam tez warunki w poprzednim mieszkaniu, na oknach ponad 70 doniczek.

      Usuń
  8. Ten piątek był wyjątkowo udany, ja też sobie wyszłam, tyle że na rowerze pojeździłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to byl czwartek akurat. ;) A dzisiaj jest tak duszno, ze chyba w ogole nie wyjde z domu, na zewnatrz jest nie do wytrzymania.

      Usuń
  9. Chętnie poszłabymm z Tobą na taki spacerek :D
    Piękne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wirtualnie poszlas przeciez. :))) Tak to jest, ze koty Cie nie zmobilizuja do wyjscia.

      Usuń
    2. Wirtualnie poszłam , a na żywo też duuuużo chodzę , bo już mnie kolanko nie boli ;-)))

      Usuń
    3. Grzeczne kolanko. Poglaszcz je ode mnie :)))))

      Usuń
    4. Dzięki , z przyjemnością ! :-)))

      Usuń
  10. Piękny spacer i tyle bzykadeł udało Ci się sfotografować!
    Też lubię malwy i dziewanny, ale dziewanna to dzika roślina, można by powiedzieć, że cuś w rodzaju chwastu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co z tego, ze chwast, skoro jest piekna? To czlowiek okreslil ja chwastem, a ona sama moze ma sie za krolowa. :)))

      Usuń
  11. Przepiekna orgia bzykadel :). A jak tam Twoja glowa w tych okolicznosciach pogodowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IBu skutecznie dziala, wiec normalnie, jak za zdrowych czasow.

      Usuń
    2. A nie trujesz sie za bardo tym ibu?
      Btw, tutejsi meteo twierdza, ze juz od 30 lat nie bylo tak zimnego lipca i poczatek sierpnia tez ma byc ponizej srednich :S.

      Usuń
    3. Ja bym wolala, zeby i u nas lipiec i sierpien byly ponizej srednich, a tymczasem sa powyzej.
      No truje sie, ale jakos moge zyc.

      Usuń
  12. Slabo mi sie zrobilo, jak sobie wyobrazilam ciebie z Toyka na tym zracym sloncu!
    Ja nie wychodze z domu, leze pod wentylatorem i czekam na 20.00 zeby wyjsc i podlac pomidory… I w takich dniach mysle sobie, jak to Dobrze, ze nie moge miec psa :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj tez nie wychodze, bo wprawdzie nie ma slonca, ale temperatuta 30° utrzymuje sie od samego rana, a duszno jest tak, ze nie ma czym oddychac. Najgorsze, ze caly przyszly tydzien ma byc taki. Jak ja to przezyje?

      Usuń
  13. Ach, jakie cudne życie! Oczywiście nie chodzi mi o poczęte (w Polsce rzeczownik "życie" występuje głównie w związku frazeologicznym "życie poczęte"), a o bzykuszkowate.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez sie kiedys poczelo, nie da sie ukryc. :)))

      Usuń
  14. Uwielbiam bzykacze i malwy! Są cudne! Mam nadzieję, że spacer nie przysporzy ci bólu, ale przyniesie ulgę:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary bol tkwi we mnie, a nowego spacer mi nie przysporzyl. I to jest dobra wiadomosc.

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Tak sobie czasem mysle, ze gdybym juz nie mogla chodzic na te spacery, to nie mialabym po co zyc.

      Usuń
    2. Aniu, to nie jest tak do końca. Od małego byłam włóczykij, ciężko było mnie w domu zastać. Nagle przyszła choroba i trach...musiałam zwolnić tempo, bo utykałam na tę udarową nogę, potem przestałam utykać, to zaś ona zaczęła puchnąć i się nie da. Cóż, od 7 lat funkcjonuję na zwolnionych obrotach i cieszę się, że w ogóle funkcjonuję i samodzielnie myślę. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, chociaż czasem ciężko.

      Usuń
    3. No nie wiem, Bezowa, ja bym tak nie chciala, zyc zeby zyc. A gdzie jakis komfort, gdzie miejsce na przyjemnosci?

      Usuń
    4. Nie myśl sobie, że jak człowiek coś nie może, to czas umierać. Przyjemności jest wiele wokół, tylko trzeba umieć je odszukać i nie zawracać sobie głowy głupotami...

      Usuń
    5. Nie toleruje ograniczen. Albo calosc, albo nic.
      A w ogole rzeczywistosc jest taka, a co gorsze perspektywa jeszcze gorsze, ze po jakiego grzyba trzymac sie tak kurczowo zycia? Ta rzeczywistosc nie jest dla mnie, nie lubie zyc w strachu.

      Usuń
  16. Fotkę pięknego czarnego zwierzęcia widywałam wcześniej przy komentarzach na innych blogach. Jednak dopiero nominacja Frau Be sprawiła, że postanowiłam odwiedzić blog Pantery. Pewnie będę zaglądała tu częściej, bo też lubię psy, a Twój tak sympatycznie się wabi. Poza tym użyłaś w tekście słowa dawno niesłyszanego "farfocel". Jego znaczenia nie tłumaczy ani Słownik wyrazów obcych" ani Słownik języka polskiego". Wiem, że w mojej rodzinie używało się takiego określenia dla niepotrzebnej nitki zwisającej z ubrania lub innego pyłku na odzieniu się znajdującego. Zdjęcia są piękne, a że ja sama żadnych robić nie umiem(o czym można się przekonać na moim blogu, gdy próbowałam komórką lub aparatem coś uwiecznić), to tym bardziej doceniam tych, którym się udaje. Będę bywała w tym miejscu, bo jestem ciekawa, o czym jeszcze będziesz opowiadała. Gratuluję docenienia bloga przez Frau Be, bo nie łatwo jest zdobyć jej przychylność, życząc miłego tygodnia, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, Iwono, w moich blogowych progach, rozgosc sie. Moze wutki, cherbatki czy kafki? (nie poprawiac!) Moj blog nie sklada sie z samych idyllicznych robaczkow, psa i dwoch kotow, czasem wkladam z premedytacja kij w mrowisko i sie dzieje.
      A z Frau Be miewamy na ogol po drodze, moze dlatego mnie lubi? :)))

      Usuń
  17. Hmmmm... lubię spacery z psicą ale nie w 40 stopniowym klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo przepraszam, to nadinterpretacja z Twojej strony! Bylo tylko 30° :)))

      Usuń
    2. Ale przy przegrzaniu temperatura odczuwalna jest wyższa niż rzeczywista:) Malwy uwielbiam - mam je wzdłuż całego ogrodzenia . Marzą mi się żółte i czerwone - a ma czarne różowe i fioletowe

      Usuń
    3. Aaa, to tak, odczuwalna byla 65° :)))

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.