poniedziałek, 13 czerwca 2016

Powoli powracam.

Po odejsciu Kiry moj slubny plakal jak dziecko, ale jak to mezczyzna, dosc szybko otrzasnal sie z tej niemeskiej slabosci i co najmniej udawal, ze wszystko jest w porzadku.  Ale ja widzialam, ze bardzo cierpi, w koncu to on byl najukochansza osoba dla Kiry i spedzal z nia najwiecej czasu, podczas gdy ja musialam pracowac albo wybieralam sie sama na wyprawy fotograficzne.
Ja natomiast folgowalam sobie i plakalam poki mialam taka potrzebe i maz czul sie w obowiazku jeszcze mnie pocieszac i wymyslac dla mnie zajecia, zebym za wiele nie rozstrzasala. Wyganial mnie z domu, zabieral na spacery, ale w poczatkowej fazie i tak niewiele to pomagalo. Wprost przeciwnie, bo wszedzie, w kazdym miejscu byly wspomnienia. Przeciez z Kirunia przemierzylam wszystkie okoliczne pola, drozki, parki, jeziorka, ulice... Nie bylo miejsca, gdzie bysmy nie spacerowaly. Rzecz jasna nie zabieralam ze soba aparatu, bo przez lzy nie dostroilabym ostrosci, a poza tym jakos nie bylam w nastroju.
W fabryce rzucilam sie w wir pracy, bralam zastepstwa, wracalam do domu pozno i tak zmachana, ze tez juz nie mialam sily myslec, co mnie spotkalo i kogo mi w domu brakuje. W tej kwestii moj maz mial przechlapane, bo siedzial sam w domu i odpadly mu spacery z Kirunia, ktore byly glownym jego zajeciem. Wymyslalam dla niego jakies drobne prace domowe, male reperacje i takie tam podobne. On sam zrobil sobie generalne porzadki w swojej szafie, wiec wynika, ze i sam sobie wyszukiwal zajecia.
W piatek, dzien po uspieniu Kiry, wzielam sobie wolne w robocie, bo nie chcialam widziec ludzi, ani patrzec im w pelne wspolczucia oczy. Maz przed poludniem uciekl z domu, nie chcial tu byc, a ze kolega akurat potrzebowal pomocy, chetnie sie zglosil. Zostalam sama i tez bylo mi dziwnie.
Powoli sprzatalam caly Kirowy dobytek, pralam kocyki, reczniki, zeby moc je wszystkie pochowac.
Koszyczek postanowilam wyniesc do piwnicy, a kiedy tam zajrzalam, przepadlam. Balagan przerosl moje oczekiwania! Miejsca na koszyczek tak naprawde nie bylo, byla za to sterta zupelnie niepotrzebnych rzeczy, w tym najwiecej pudelek kartonowych, ktore to mialy sie przydac do ewentualnych wysylek. Do makulaturowego smietnika wynioslam trzy ogromne kartony pelne porozdzieranych i ugniecionych mniejszych. Skoro juz mialam miejsce na koszyk, postanowilam przy okazji posprzatac i powyrzucac jakies stare lampki, telefony analogowe i inne takie, co to mialy sie przydac, a od lat nie byly ruszane. Teraz w piwnicy lsni i blyszczy, a miejsca jest tyle, ze moge dolowac kolejne przydasie.
Tak wiec racje mieli tacy jedni, ze Arbeit mach frei.
Ale to nie nadmiar pracy pomogl mi najbardziej, dosc szybko i  w miare bezbolesnie wyjsc z kryzysu. Najwiecej do zawdzieczenia mam Wam. Jeszcze nie moge spokojnie i bez szlochania czytac Waszych komentarzy z tamtych dni i wpisow do ksiegi kondolencyjnej, ale to jedyna rzecz, ktora powoduje u mnie placz. Poza tym przeszlam przez ten smutny okres zadziwiajaco spokojnie, w przeciwienstwie do okresu po smierci Fusla. Cierpie tak samo, albo jeszcze bardziej poprzez przymus podjecia decyzji o uspieniu Kiruni, ale wtedy zostalam ze swoja rozpacza sama, bo wprawdzie bloga juz prowadzilam i nawet popelnilam poruszajacy wpis o Fuselku, ale byly to czasy, kiedy pisalam sama dla siebie, kiedy nie mialam czytelnikow i nie zostalam jeszcze przez Gosianke odkryta. Pisaliscie, ze nie ma odpowiednich slow, ze wszystko to banaly, a jednak dzieki Wam szybciej wstalam do pionu. Moze i nie ma odpowiednich slow, ale sama Wasza obecnosc, odczuwalne wspolczucie i wiedza, jak czlowiek sie w tym czasie czuje - to wszystko zdzialalo prawdziwe cuda.
Moze tez dlatego bylam spokojniejsza, a nawet poniekad dumna z siebie, ze oszczedzilam Kiruni strasznego losu samodzielnego zmagania sie ze smiercia i z bolem. Bylam przy nich obojgu, kiedy odchodzili, ale roznica jest nie do opisania. Przy Fuslu nie mialam jeszcze takich doswiadczen i bazowalam na wiedzy wetow, w przypadku Kiry moglam jej tego wszystkiego zaoszczedzic i pozwolic odejsc z godnoscia i bez cierpien.
Chcialam Wam wszystkim jeszcze raz najpiekniej podziekowac.






94 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze Wy jestescie, bo bez Was... lepiej nie myslec.

      Usuń
  2. Chyba na tym to polega. Na podzielaniu radości i smutków...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem co czujesz, tez jestem własciwie jeszcze świezo po odejściu Tuni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedzialam, ale zapewne i Ty dostalas konska dawke wsparcia?

      Usuń
  4. Kochana Kiruś. Z uśmiechem, ale i łzami w oczach patrzę na jej zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz mniej wzruszam sie jej zdjeciami, ale nadal niezmiennie Waszymi komentarzami. A myslalam, ze mi juz przeszlo...

      Usuń
  5. Piękna jest ta fota ,gdzie Kirunia pozuje wśród liści..skojarzylo mi się odrobinkę z psim rajem.
    Tam,gdzie stoi w wodzie,przeciez zawsze (prawie)musiała zamoczyc lapecke...Zostanie na zawsze w Waszych wspomnieniach,na fotach i w sercu...
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psi raj w moim wyobrazeniu jest pelen mniszkow.

      Usuń
    2. W moim też. Moje psy pamiętam wlaśnie w takiej scenerii. Na łące na wiosnę w tej żółci i tak sobie tez ten ich raj za moste tęczowym wybrażam.

      Usuń
    3. Jesien nie pasuje mi do raju, to odchodzenie, zanikanie, smuta.

      Usuń
    4. Cieszę się, że powracasz do nas. Kira zawsze będzie z nami.

      Usuń
    5. Kira biega po lace majowej/mniszkowej, w tle ma tencze. Dziwne, pare dni temu zobaczylam na niebie tecze i pierwsza mysl byla: Kira. Przygladalam sie teczy i wypatrywalam czy w chmurce nie pokaze sie Kira. Tecza byla piekna jak zwykle i wychodzila z jeziora... Widziasz jak dzieki Tobie i Twoim pisaniu dalas i nam troche Kiry. I dzieki Ci za to bo to bogactwo ... Moge powiedziec: Tez mialam znajomego psa... o imieniu... .... ... Kira.

      Usuń
    6. No nie moge czytac, znow sie zalzawiam. Szkoda, ze jej nie znaliscie osobiscie, kochalibyscie ja jeszcze bardziej.

      Usuń
  6. Kochana Kirunia ....., 💙💚💛💜

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochałam Kirunię całym sercem bo tak bardzo przypominała mi moją sunię Sonatę,która odeszła 10 lat temu.Ile razy spojrzę na kartkę od Ciebie z zdjęciem Kiry,Miećki i Bułeczki to łzy same lecą.Nie mogę w to uwierzyć ,że Jej już nie ma.Pocieszam się tylko tym,ze teraz jest szczęśliwa za TM biegając po łąkach,dróżkach czy mocząc łapki w wodzie.Trzymaj się Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez jeszcze trudno uwierzyc, ze juz nigdy... Gdyby nie ta ciezka choroba, moglaby pozyc jeszcze kilka lat.

      Usuń
  8. Anuś, taki właśnie jest światek blogerów. Dzięki niemu zniosłam łatwiej całą chorobę mego męża gdy tkwił pomiędzy życiem a śmiercią. A w 8 miesięcy pózniej musiałam rozstać się z Flikiem.I błagam Cię - pamiętaj o tym, że decyzja o uśpieniu Kiruni była trudna, bolesna, ale była aktem łaski, by ukochana psina już nie cierpiała. I szkoda, że my, ludzie, nie możemy takowej dostąpić w razie ciężkich cierpień, nie mając w perspektywie powrotu do zdrowia.
    Trzymaj się, Kochana;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Anabell, ale nie zmienia to faktu, ze ja o tej smierci zdecydowalam. Ten balast chyba nigdy mnie nie opusci...

      Usuń
    2. Aniu, ten balast z czasem zelżeje. Dopiero co odeszła moja koteczka Grażynka. Ciągle płaczę na jej wspomnienie, ale już tak bardzo nie uwiera mnie świadomość, że musiałam jej pomóc w odejściu. Nie miała szans, wiem to.

      Usuń
    3. Moze dlatego, ze to pierwsza taka decyzja w moim zyciu? Dotad moje pieski odchodzily same, jedne po prostu ze starosci, bez bolu we snie, inne cierpialy, co wzbogacilo mnie w doswiadczenie, jak tego uniknac. Ehhh, kazda smierc jest taka bolesna...

      Usuń
  9. Zawsze jest trochę łatwiej, gdy wie się, że wokół są osoby życzliwe, współczujące, rozumiejące. Razem łatwiej przejść przez ciężkie chwile.
    Panterko trzymaj się, trzeba dalej żyć, z biegiem czasu nawet do straty się "przyzwyczaja", wspomnienia zostają na zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czlowiekowi wydaje sie, ze juz jakos oswoil sie, doszedl do rownowagi, a wystarczylo przeczytac Wasze wzruszajace komentarze, zeby plakac od nowa. Mniej za Kira, ale dlatego, ze jestescie.
      Robie sie beksa na starosc.

      Usuń
  10. Anabell ma rację- okazałaś swoja miłość do Kiry, pozwalając jej godnie odejść.
    Mnie moje psy zabito, więc ból był nie do opisania :(((
    Aniu, po to tu jesteśmy- dzielimy smutki i radości
    :8

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesu, nie wiem, jak bym sie podniosla w Twojej sytuacji, ale jak powiadaja, czlowiek znosi gorsze dramaty i musi zyc dalej.

      Usuń
  11. Dobrze jest mieć wsparcie,każdy z nas o tym wie, i po to tu jesteśmy ,by nie tylko sie razem śmiać ,ale i trudnych chwilach pomóc chocby ciepłym słowem ,swoją obecnoscia,nawet jesli jest tylko wirtualna,ale prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej zdumiewajace jest to, ze nawet sie nie znamy osobiscie, a tyle o sobie wiemy, jakbysmy sie przyjaznili cale zycie.

      Usuń
  12. Cóż... nie potrafienić sensownego napisać. W takich chwilach wole milczeć. Całuski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarcza Twoja obecnosc i odczuwalne wsparcie.

      Usuń
  13. To budujące,że jesteśmy empatycznymi i szczerze współczującymi ludźmi( w wiekszości)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na pohybel wszystkim trollom! Choc po prawdzie ich wypierdy uczynily mnie jeszcze silniejsza.

      Usuń
    2. Tak Anusia, na pohylel wszelkim Anitkom i podobnym jej. Masz nas, my Cię rozumiemy, bo prawie każda z nas straciła ukochanego zwierzaka i zna ten ból.
      Dobrze, że wracasz powoli. Trzymaj się.
      Ania Bezowa

      Usuń
    3. Robie co moge, ale strasznie tesknie.

      Usuń
  14. To dobrze, że powoli się podnosicie z mężem.
    Porządki to dobra rzecz, gorzej, jak nic się nie chce i chałupa zarasta i obrasta przydasiami ... piwnica rownież.
    U mnie najwięcej to chyba słoików mam :))

    Ale serwety nie znalazłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zbieralam fajne butelki, bo kiedy od czasu do czasu mam zryw na robienie ajerkoniaku, mam przynajmniej w czym dawac prezenty. Ale i tego nazbieralo sie stanowczo za duzo i kilkanascie powyrzucalam. Tez mi sie nie chcialo robic tych porzadkow, ale jak juz zaczelam, to i skonczyc musialam.

      Usuń
  15. Odrobiłam weekendowe zaległości, a i łzy mi się w oczach zakręciły... Od czasu, kiedy odszedł Songo, każdy taki przypadek mi go przypomina... A Miećka to wrażliwiec, który kryje się za maską kaktusa; już Ci pisałam, że to moja faworytka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to pozory myla. Przytulasna Bulka okazala sie zimna jak marmur, a wredna Miecka ma w sobie niezliczone poklady empatii.

      Usuń
  16. My też Aniu kochana podjęliśmy taka samą decyzje, jeszcze wieczorem próbowałam go podnieść podpierając by stanął na nogi, wilczury mają tylne łapy słabe cały tyłek po prostu pada. No nie chciał stanąć wtedy podjęliśmy tę decyzję a serce miał mocne po pierwszym zastrzyku zaczęło znowu bić (( no i ryczę.
    I nie tylko łapy u niego były sporo się przyplątało dodatkowo.
    A świat blogowy po to jest przyjaźń czy nie ma być okazywane wsparcie gdy ktoś cierpi i to tylko tyle. :)
    Buziaki kochana dobrze że się podnosisz. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycie nie chce poczekac az dojde do siebie. Gna do przodu na zlamanie karku i nie mozna zostawac w tyle, chocby sie chcialo.
      Obawiam sie, ze jeszcze jedno nieszczescie czeka mnie w tym roku, z ojcem jest bardzo zle.

      Usuń
  17. Kira to moja ulubienica, po cześci dlatego, że tak podobna do mojego Jogusia. Wiem, że przyjdzie taki czas, gdy stanę przed decyzją, którą Ty podjelas i chcę wierzyć w to, że bedę umiala tak dojrzale się zachować jak Ty. Narazie jednak patrzę na mojego psa, a widzę ich oboje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obys nigdy nie musiala konfrontowac sie z taka decyzja. Juz sama smierc przyjaciela jest wielkim dramatem, a jeszcze rozstrzyganie o jego odejsciu to tragedia do kwadratu.

      Usuń
  18. Aniu, bardzo się cieszę, że jesteś w lepszej formie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem. Nawet wracam do fotografowania.

      Usuń
  19. oj, wiem ci ja, jak bardzo mocne wsparcie można sobie na blogu załatwić;)

    dobrze, że tak to pozytywnie czujesz, tę moc tutejszą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczulam ja na wlasnej skorze, mam porownanie z okresem, kiedy jej jeszcze nie bylo. To jakis fenomen!

      Usuń
  20. po uśpieniu nasze Daszeńki nastała pustka .Syneczkowie zatem kupili Tusię .Piesa malućkiego coby dreptał po chaupie i radość dawał .
    Rozpacz po Daszce była połączona z ulga bowiem psina niesamowicie cierpiała pomimo leczenia

    macham - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nowego pieska musimy jeszcze poczekac, choc serce rwie sie do zwierzaka i spacerow z nim. Jednak na razie musze sie wygrzebac z dlugow. Na pewno wezmiemy psa bardzo mlodego, jesli nie szczeniaka. Nie chcialabym za szybko go stracic.

      Usuń
  21. chyba nie jestem dobra w pocieszaniu, bo to niełatwa sztuka.
    ślę buziaki po prostu :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na slowach rzecz polega, ale na obecnosci i wsparciu.

      Usuń
  22. Ciesze sie, ze powoli lapiecie równowage.
    Tez musialam podjac taka decyzje, kiedy moja biala kocica przegrala walke z rakiem skóry w miejscu, w którym juz nic nie mozna bylo zrobic i wiem ile to kosztuje. Nie chcialam innego futra, ale miesiac pózniej stanela na mojej drodze bardzo chora, dwutygodniowa szara kulka, która do dzis rzadzi domem. Usciski. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie miala tyle dlugow, wzielabym szybko nastepnego pieska, ale to sa spore koszty, wiec na razie musimy sie powstrzymac.

      Usuń
  23. Jakoś mi tak... Wcale nie lepiej niż Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a może nawet Ty się szybciej zbierasz, choć to Twoja Kira...

      Usuń
    2. Wlasnie dostalam poczta certyfikat z Rosengarten, ze Kirunia zostala spalona 7 czerwca. Piec dni czekala...

      Usuń
    3. U mnie tez tak bylo, oni czekaja jak uzbiera sie wiecej i wtedy kremuja. My tez prochy odebralismy chyba za dwa tygodnie.

      Usuń
    4. No niby wiem, ale ta swiadomosc, ze tam tak dlugo czekala...

      Usuń
    5. To nie ma znaczenia... uwierz mi. W innym pochowku czeka sie duzo dluzej. Ona juz nie czeka tylko Ty, niepotrzebnie. Ona jest tam gdzies, tam gdzie Ty ja umiescisz.

      Usuń
    6. No wiadomo, w sercu i w pamieci.

      Usuń
    7. I tak jesteś szczęśliwa, że mogłaś ją godnie pochować - skremować itd. W tym kurewskim pisiarsko-katolickim zaścianku nie mamy nawet cmentarza dla zwierząt,że o innych luksusach nie wspomnę. Nie mam pojęcia, co kiedyś zrobię, gdy zaczną odchodzić moje futra, bo nie mam ogródka, w którym mogłabym pochować, a ze strony "służb" mogę liczyć tylko na utylizację w MPGK razem ze śmieciami. Taka wyższa terlikowska kultura w tym kraju obowiązuje, kurwa mać!

      Usuń
    8. Moze to byloby wyjsciem?
      http://www.lublin112.pl/park-pamieci-lublinie-skremujesz-swojego-pupila-zamienisz-go-diament/
      Drogo wprawdzie, ale co najmniej masz pewnosc, ze przyjaciel godnie zostanie potraktowany po smierci.

      Usuń
    9. Daleko... Ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to się nie zawaham.
      A póki co, nie myślę o tym.

      Usuń
    10. Myslec nie musisz, ale dobrze wiedziec takie rzeczy.

      Usuń
    11. Frau Be - czasami przydają się znajomi, przyjaciele z ogródkiem albo polem.

      Usuń
  24. Panterko, razniej jest zyc, gdy sie ma swiadomosc, ze sa osoby wokol nas na dobre i na zle...
    Tule mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytam Anusiu te komentarze po wielokroć - jak to dobrze mieć się do kogo wyżalić, wyrzucić swój ból. W swoim życiu przeżyłam cztery tragedie, byłam sama, nie miałam wsparcia, nawet mąż nie potrafił mnie wysłuchać. Dłuuugo bolało.
    Tak Anusia, człowiek potrafi wszystko znieść.
    Kiedy tylko poczujesz potrzebę powspominania o Kirze - pisz, a MY będziemy z Tobą.
    Ania Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duzo o niej ostatnio pisalam, zdaniem nietorych - za duzo. Ale to mi bardzo pomoglo uporac sie z bolem.

      Usuń
    2. Ale tymi niektórymi się nie przejmujemy, prawda?

      Usuń
  26. Nadal, kiedy czytam o Kiruni i tych dniach łza mi się w oku kręci. I dochodzę do wniosku, że są w życiu emocje, które warto dzielić z innymi, bo wtedy łatwiej je znieść.
    Całuję i ściskam niezmiennie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wszystko normalnieje, ale wystarczy niewielki impuls i lzy same leca...

      Usuń
    2. Wiem, tak to jest, jak się ma serce we właściwym miejscu...

      Usuń
  27. Panterko przeczytałam o Fuselku.Panterko przytulam Ciebie dwa razy za Niego i za Kirunię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I patrz, Gosia, obydwoje odeszli w czerwcu, dzisiaj wlasnie jest rocznica smierci Fusla. Zly to dla mnie miesiac.

      Usuń
  28. Przeczytałam że z Tatem jest żle Aniu przytulam Ciebie Po raz trzeci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie jest najlepiej, jutro zaczyna pierwsza chemie (od diagnozy postawionej w styczniu czy lutym). Juz jest bardzo slaby, a ta chemia jeszcze mu sily zabierze.

      Usuń
  29. ło matko... żeby się dostac do końca komentarzy to się godzinę przewija ;)))
    i ja więc na szarym końcu buziaki posyłam... :)
    Trzymaj się kochana
    :**********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to tak jest, ze kiedy mi zle, to sie duzo pocieszycieli zlatuje i zaraz robi sie lzej na sercu. :*

      Usuń
  30. Taaaaaaaaaaaaaaa, na żal i ból chyba najlepsze jest zabranie się do gruntownych porządków, albo malowania, albo koszenia trawnika, albo. Po prostu trzeba czymś konkretnym i wymagającym wysiłku się zająć. Ty masz dobrze odruchy, które pozwalają Ci przetrwać i wrócić do równowagi. Myślę, ze choroba ojca teraz Cię zajmie, co wcale nie jest pocieszające, ale pozwoli uspokoić żal po Kirze. Eh... cokolwiek napiszę, to i tak zabrzmi durnie. Po prostu trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najzabawniejsze, ze w ogole nie zamierzalam stosowac terapii praca, tak jakos samo wyszlo. Widocznie podswiadomosc mi to podpowiedziala.

      Usuń
  31. Zwierzaki zazwyczaj zostają w pamięci na długo . Wiem , bo mój zwierzyniec jest dość liczny . 2 psy były z nami ok 13-14 lat i nadal wszyscy o nich pamiętają . Teraz ubyło 2 koty...Jeden senior Dżon i kotka Torpeda >Oboje chodzili i przychodzili po kilku dniach . Teraz już wszyscy straciliśmy nadzieję .
    Zostało tylko cieszyć się i dbać resztę kociej ferajny .
    Trzymsię !
    ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, wychodzace koty ida umierac gdzies w samotnosci i czlowiek nigdy tak naprawde nie wie, co je spotkalo...

      Usuń
  32. Po odejściu mojego jamniczka a było to 9 lat temu nigdy nie zdecydowałam sie na psa i nie zrobie tego. Moje koty też odchodzą, po cichu, znikają. placzę, szukam, ale nic nie jest wieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcialabym miec jeszcze psa, nie tylko mozna z kim pogadac, ale ktos motywuje do spacerow.

      Usuń
  33. I co by tu napisać. Milczenie złotem, a już zwłaszcza gdy trudno wyrazić, co się czuje.
    Piękne zdjęcie Kiry wśród liści. Nawet nie chce mi się pisać, że fajnie, że powoli wracasz. Pewnie, że fajnie. Ale, gdybyś jeszcze nie wracała, to przecież też by było zrozumiałe, prawda? Plączę się tu w zeznaniach ale myślę, że zrozumiesz.
    Pozdrawiam razem z zupełnie inną Kirą.

    OdpowiedzUsuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.