środa, 1 października 2014

Cos we mnie tkwi...

... co sklania innych nie tylko do zwierzania mi sie czesto z bardzo intymnych przezyc z wlasnego zycia, ale i dalszych pytan o rade, co robic, zeby wydostac sie z dolka, zmienic cos w zyciu, pozbyc problemow. Umiem sluchac i koncentrowac sie na tym, czego slucham. Umiem zachowac to, co uslysze, dla siebie. Nie umiem za to opowiedziec sie zdecydowanie po ktorejs ze stron, kiedy dwie sklocone ze soba, (ale nie ze mna, bo ja wlasciwie nie umiem sie klocic), osoby zwracaja sie do mnie i jakby oczekuja poparcia wlasnych argumentow.
Jestem osoba bardzo emocjonalna i empatyczna, cudzy bol staje sie natychmiast moim wlasnym, cudze cierpienie zapada mi w umysl i dusze. Nie zdarza sie, zebym po rozmowie natychmiast o niej zapomniala, przeciwnie, przerabiam temat wszystkimi mozliwymi metodami, meczy mnie, odbiera sen, sklania do rozmyslan, jak pomoc wyjsc z ambarasu, jak najumiejetniej pocieszyc, zeby nie zabrzmialo to zdawkowo, sztampowo i bezdusznie.
Czy tez tak macie, kiedy np. trzeba zlozyc komus kondolencje po utracie najblizszej osoby? W zasadzie kazde slowo musi zabrzmiec banalnie. Nawet od tych, ktorzy przeszli to samo i zdaja sie dobrze rozumiec bol, jaki niesie za soba czyjas smierc. Smierc rodzica, meza, dziecka czy nawet, a moze przede wszystkim zwierzecia. Wiem, co czujesz, bo tez niedawno... Gowno prawda! Nie wiesz! Wiesz, co sam czules, ale ani troche nie domyslasz sie, co czuje ta osoba. Bo kazdy czuje inaczej, z inna intensywnoscia. Dla jednych jest to koniec swiata, inni godza sie z rezygnacja i pokora z wyrokami boskimi, spokojnie i godnie. Jedni choruja, inni ida na zabawe, zeby odreagowac i zapomniec. I nie ma co potepiac, ze sie bawia w zalobie, moze to wlasnie ich remedium na smutek?
Jak udzielac wsparcia osobie chorej na raka? Kiedy wiadomo, ze sa przerzuty, kiedy worek stomijny zastepuje kibelek, kiedy nie ma wlosow, a jedzenie podawane jest dozylnie. Bedzie dobrze... Ta, jasne! Dla kogo bedzie dobrze? Ze przezyje te 5 lat dluzej? A gdzie komfort zycia. Albo ze umrze i nie bedzie juz wiecej cierpial? A on/ona chcieli tak bardzo zyc, bo teoretycznie mogli jeszcze ze 20 dalszych lat cieszyc sie wnukami.
Jak spojrzec w oczy 44-letniej kobiecie, bezdzietnej i samotnej, u ktorej zdiagnozowano stwardnienie rozsiane? Chorobe nieuleczalna, ktora mozna wprawdzie przyhamowac, ale na pewno nie wyleczyc i ona o tym doskonale wie. Bedzie dobrze... medycyna poczynila postepy... No niby poczynila, ale jaka to pociecha dla osoby majacej w perspektywie totalny paraliz? Badz czlowieku madry i wymysl cos stosownego! W glebi duszy czuje sie wdziecznosc do losu, ze to nie ja, nie moja rodzina, bo oesu, co ja bym w takim przypadku zrobila?! I wlasciwie wszystko, co przychodzi do glowy, wydaje sie byc bez sensu, banalne do bolu i nie na miejscu.
Co poradzic osobie oczekujacej porady, ktorej nie uklada sie zycie malzenskie i ktora stoi nad przepascia rozwodu? Oczekuje od nas rozsadnej oceny sytuacji, z punktu widzenia obserwatora. A co obserwator moze? Przeciez to, co zdola zobaczyc, to promil caloksztaltu, a to, co uslyszy, to subiektywny aspekt jednej ze stron. Musialby posluchac zdania partnera, a partner nie jest wcale sklonny do zwierzen, co wiecej, ma nie wiedziec o zwierzeniach wspolmalzonka.
Wszystko to zalega w duszy, gniecie, ciazy i nie mozna sie nawet z nikim podzielic tym balastem, bo w koncu lojalnosc i dyskrecja zobowiazuja...
Z jednej strony jest mi z tym dobrze i swiadomosc bycia takim czlowiekiem napawa mnie pewna duma i poczuciem niesienia pomocy innym. Z drugiej zas chyba niepotrzebnie mnie obciaza, ale nie potrafie inaczej. Nie nadawalabym sie na zawodowego terapeute i pocieszyciela, bo chlone wszystko jak gabka, a tu trzeba wylaczyc empatie i rzeczowo doradzac. Inaczej taki terapeuta w mig stalby sie sam kandydatem na pacjenta wymagajacego terapeutycznej pomocy.
Moze i nie zbawie calego swiata, ale mam satysfakcje, ze ulzylam choc czastce ludzkosci.
I tylko, kiedy sama potrzebuje czlowieka, moge sobie pogadac do sciany.
Albo do psa, ktory wprawdzie wyslucha, ale nie odpowie...







72 komentarze:

  1. Jesteś osobą o sporym życiowym doświadczeniu wiele widzisz dostrzegasz co sprawia że osoby darzą Cię zaufaniem. Mam jeszcze jedną koleżankę w Twoim wieku - wyrocznia: co powie tak sie stanie. jak przed pójściem na pierwszą wizytę do terapeutki z mamą zapytałam Agi co myśli o tym to powiedziała że czas na rozmowie z psychologiem to czas zmarnowany - racje miała! Muszę sie do niej na kawę wybrać, dawno nie byłam!
    Sama mam problem co powiedzieć napisać komuś... gdy to z kolei mnie darzą zaufaniem cieszę sie jest mi miło doceniam jednak z całej siły skupiam się jak nei zawieść pokładanych nadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej jest sluchac, a inaczej udzielac rad. Na to ostatnie jestem nie do konca gotowa, nie mam w zanadrzu recept, ktore moge rozdawac, a moje intuicyjne rozwiazania nie zawsze sa pozytywnie odbierane, szczegolnie gdy widze bledy u osoby proszacej o rade i nie przytakuje jej, wbrew oczekiwaniom.

      Usuń
  2. Po prostu jesteś fajna babka - dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale chcialabym umiec naprawde pomagac, a nie tylko umiec sluchac. :)
      Choc czesto samo wysluchanie jest jakas forma pomocy.

      Usuń
    2. Przecież pomagasz. Własnie wysłuchaniem. Nie dostrzegasz tego?
      Często tak jest, że jak się wypowie do kogoś na głos swoje myśli, które zalegają w głowie, to się usłyszy czasami, jakie się bzdury gada :)

      Usuń
    3. Mnie bardzo pomogło - otrząsnęłam się i jest mi dobrze - nie myślę już o tym i lepiej się czuje

      Usuń
    4. Rozo, jakie bzdury? ;)
      Ja staram sie brac wszystko powaznie, bo nawet jesli juz ktos bzdury gada, to z pewnoscia nie traktuje swoich skarg jako czegos niepowaznego.

      Usuń
    5. Grazynka, czesto wystarczy "zrzucic z watroby", ale czasem potrzebuje czlowiek rowniez porady lub potwierdzenia, a z tym juz u mnie gorzej.
      Ale ciesze sie, ze chociaz tyle osiagnelysmy. :)))

      Usuń
    6. Nie miałam na myśli innych ludzi pisząc o bzdurach, tylko siebie. Ja tak czasem mam. I bardzo się wtedy cieszę, że miałam kogoś, do kogo mogłam własne myśli wypowiedzieć :) Bo mogłam usłyszeć siebie i zweryfikować własne nastawienie do różnych "problemów".

      Usuń
    7. Ano tak, mnie tez sie czasem zdarza opowiadac dziwne rzeczy.

      Usuń
    8. Tak Panterko, przedmówczynie mają świętą rację. Mimo iż człowiek po zwierzeniach pyta o radę to jednak najważniejsze jest dla niego, że ktoś go wysłuchał, pozwolił wylać swoje żale, uzewnętrznić się...

      Usuń
    9. To prawda! Wazne, zeby moc zrzucic balast z duszy...

      Usuń
  3. ...Panterko, mądra kobietka jesteś, to się Ciebie radzą i dopytują. Zauważyłem już, że łączy nas wiele tematów i na wiele z nich mamy podobne poglądy. Dobrze mówisz, że inaczej jest słuchać a inaczej dawać rady. Sam nie wiem co odpowiedzieć, jak poradzić, a w przypadku kogoś kto nieuleczalnie choruje tym bardziej, bo każde słowo wydaje się niczym. Ostatnio sam doświadczam bycia powiernikiem, wiele osób pyta mi się co zrobić...milczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdy musi umiec decydowac o sobie i za te decyzje przyjmowac odpowiedzialnosc, bo to jego zycie. Decyzje podejmuje sie w imieniu wlasnych maloletnich dzieci, czy zwierzat znajdujacych sie pod nasza opieka. Ludzie dorosli musza sami decydowac, bo kazda porada moze sie obrocic przeciw doradcy. :)

      Usuń
  4. Anusiu! Wszystko, o czym napisałas jest bliskie mej duszy i odczuwaniu. Mam tak samo, po prostu...Wiesz zresztą o tym, I też mam czasem wrażenie, ze do mnie zlatują się wszystkie okoliczne smutki i rozpacze. Bo potrafię i zazwyczaj chcę słuchac.A zdaje sie, że coraz mniej osób to potrafi.
    Jednak czasem jest sprzeciw, przesyt, niechęć do wysłuchiwania kolejnych zwierzeń, do brania na siebie cudzego cięzaru. Zmęczenie materiału, bezradność, chęc ucieczki...Ach, gdzie ta idylliczna wyspa bezludna?
    Ale wiesz, co Aniu - tu odniosę sie do Twojego ostatniego akapitu - napisałas, ze gdy sama potrzebujesz pocieszenia, rady, kogos kto wysłucha, to robisz to do ściany albo do psa...Ja robie podobnie, ale może to jest nasz wybór i pewien rodzaj psychicznego kalectwa? Ta niemoznośc zupełnego otwarcia, ukazania jądra... Moze sami sobie to wmawiamy, bo tak naprawdę nie chcemy, nie umiemy sie otworzyc, przemóc w sobie bariery i ukazać naszej ostatecznej, najskrytszej słabości? My, osoby empatyczne, chcące pomagać bliźnim (och, swoją drogą, jak to niestosownie brzmi, jak dziecinna przechwałka!) mamy problem ze zwierzaniem się, bo zbyt przylgneła do nas etykietka wytrzymałych wrażliwców, silnych, rozumiejących, odpowiedzialnych, wiecznych konfesjonałów. Bo ubralismy na siebie to cudowne, bohaterskie wdzianko(a czujemy sie w nim dobrze i niedobrze jednoczesnie) i nie potrafimy sie z niego wyswobodzić, czujac jakiś wstyd przed obnażeniem, przed prośbą o pomoc i radę. I choćby ktos nawet chciał pomóc i wysłuchać, to wycofujemy sie rakiem...Taka sytuacja nas przerasta. Lepsze jestesmy w dawaniu niz w braniu...Ot, co...
    Anusiu, sciskam Cię mocno i bardzo serdecznie, będąc blisko i daleko, bo nawet w tej bliskosci czucia, wciaz przecież stanowimy osobne, pełne niewyrażalnych uczuc światy!***♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno jest mi mowic o sobie. Jak zauwazylas, o swojej wieloletniej chorobie odwazylam sie wspomniec dopiero teraz, po blisko czterech latach znajomosci z Wami. Nie potrafie sie otwierac, zawsze potrzebuje znacznie wiecej czasu niz inni, zeby nabrac do kogos zaufania, a i wtedy nie jestem sklonna rozmawiac o wszystkim.
      Jestem natomiast dobrym sluchaczem, obserwatorem i chyba tez psychologiem-hobbysta, bo rzadko zawodzi mnie moja intuicja. Z czytania blogow miedzy wierszami, wiem o piszacych wiecej, niz by im sie moglo wydawac i niz by sobie zyczyli. Choc czasem jestem omylna, jak kazdy. :)))
      Buzinki :***

      Usuń
    2. Mysląc jeszcze o tym wszystkim (a czekałam na ten Twój zapowiedziany tekst o zwierzeniach, więc myslę i mysle) dochodze do wniosku, ze takze dlatego my same mamy problem ze zwierzaniem się i złożeniem na cudze barki naszych ciezarów, bo jestesmy świadome, jak bolesne są te cięzary, które przejmujemy od innych. Nosimy je prawie stale i trudno sie je pozbyć. Czując to tak wyraźnie, nie chcemy innych nadmiernie obarczac. To chyba taki rodzaj odpowiedzialności za bliźnich. Chcemy ich chronić, oszukując samych siebie, ze jestesmy silniejsi, ze damy radę przetrwać w okowach naszego własnego, osobistego bólu...A tym bardziej nie chcemy sie zwierzać, ze czasem to zwierzenie nic nie daje.,Niekiedy przeciez zauwazamy pewien niedosyt czy nawet jakis rodzaj rozczarowania na twarzy interlokutora..Tak, jak napisałas - nie da sie czasem pomóc, sprostac oczekiwaniom. Mimo wysłuchania kogos i ogromnej checi ulzenia mu, zazwyczaj dajemy mu w zamian tylko banalne pocieszenie. Czujemy sie tak bolesnie bezradne...Bo jak napisałam powyżej - mimo wielkiej nawet bliskosci, kazdy jest osobnym światem i ostatecznie sam musi sobie radzic na tym wzburzonym oceanie codzienności...

      Usuń
    3. Ja jestem encyklopedycznym przykladem introwertyka i jest mi naprawde nielatwo mowic o sobie, dlatego tez chetniej slucham, co inni maja do powiedzenia, niz sama sie zwierzam. Tak wiec w moim przypadku to raczej kwestia charakteru niz chec oszczedzenia innym wlasnych skarg. :)

      Usuń
  5. Rola takiego pomagacza jest naprawdę trudna. A słów "wiem, co czujesz", "będzie dobrze" staram się unikać, bo są bez sensu tak na dobrą sprawę.

    Twarda Skorpionico z mięciutkim i delikatnym wnętrzem ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mientka jestem w srodku jak kisiel, nie da sie ukryc. :)))

      Usuń
    2. Ano, nie da się ukryć:)))!

      Usuń
  6. Anka, Ania, Ty jesteś jak opoka :-)
    Sprawiasz wrażenie bardzo silnej osoby
    i takiej co jak poradzi to będzie dobrze, dlatego tak ludzie lgną do Ciebie :-)
    Ale z drugiej strony uważaj ,żeby Ciebie nie zadeptali :-)
    Zdrowia życzę ...
    Jak się czujesz Ty silna kobieto ?

    Ostatnio B. powiedziała do mnie, też taka silna kobieta,
    że wszyscy pytają o zdrowie męża a o jej zdrowie to nikt nie pyta :-(
    A o mały włos w szpitalu nie wylądowała...

    To się pytam Aniu jak TWOJE szanowne zdrowie ?
    Serdeczności zasyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja sie moge zle czuc, skoro mam w Was takie wsparcie? :) A tak na powaznie, niczego mi nie brakuje, no moze malego urlopu, ale nie mozna miec wszystkiego. Sama wyzdrowialam, psica tez ma sie dobrze. Czego chciec wiecej, Krysiu? ♥

      Usuń
  7. Aniu, chyba najtrudniej jest mówić o sobie. Ale rozmowa a właściwie mieć osobę , która wysłucha to już sukces. Mówiąc słuchamy siebie, myślimy , co mówimy czyli przerabiamy dokładnie i często znajdujemy odpowiedź.
    Ja podobnie jak Ty , potrafię słuchać , trudno mi stanąć po którejś stronie a najgorsze to to że w takim wypadku oczekują od nas poparcia po ich stronie a druga zlinczować. Po wysłuchaniu przeżywam bardzo.
    Aniu fajnie, że piszesz , Jesteś. Uwielbiam Cie czytać:)
    Życzę Ci zdrówka słoneczka i radości:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyklad jeden z wielu: dorosla corka skarzy sie na matke. Znam corke, nie znam matki, ale ze sama mam dorosle dzieci, wiec moge sobie czesciowo wyobrazic odczucia matki, mimo ze jej nie znam, ani nie znam jej punktu widzenia na spor. I niby sercem stoje za znajoma mi corka, to jednak w rozmowie biore w obrone matke, bo sama nia jestem.
      Taki jest mniej wiecej moj tok rozumowania.
      Buzinki, Izunia. :***

      Usuń
  8. Też borykam się z tym, nie znajduję słow,wiec milczę, jestem,pomagam jeśli trzeba, wolę coś robić,działać niż udzielac rad czy pocieszać słowami.

    No właśnie! Samemu to trzeba do ściany,bo nikt nawet nie zapyta a jak Ty się czujesz, co u Ciebie? Ostatnio własnie tak się czuję,poduszką do wypłakiwania .

    Powiem Ci Panterko, że szlachetnym jest wysłuchać i samym tym pomóc komuś, ale to się odbija na psychice słuchającego,przejmujesz się ,przeżywasz, jak się pozbyć później tej złej zebranej energii? Jak z siebie wyrzucić te cudze problemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja juz tak mam, ze jesli komus jest zle, natychmiast proponuje pomoc. W wiekszosci jest to pomoc wirtualna, bo wiekszosc moich znajomych poznalam wlasnie w internecie. Ale od zaproponowania pomocy do udzielenia jej droga daleka. Nie kazdy ma bowiem ochote otworzyc sie przed, bylo nie bylo, obca osoba, choc poprzez kontakty, czy to blogowe, czy forumowe - dosc jednak bliska. Ja lubie te "robote", a zem jednostka empatyczna, to i przezywam razem dosc intensywnie. :)))

      Usuń
  9. Wiesz, tez tak mam. I bardzo mi to zaczelo ciazyc, szczegolnie niedawno, kiedy zawalil sie moj swiat i wylam do butelki przytulajac sie do kota. Siostra ktora dzwoni z kazda pierdola, mama ktora wyplakuje mi sie do sluchawki, ja wiem ze ich nie ma kolo mnie ale nawet nie zapytaly jak sie czuje. Mama zapytala czy potrzebuje pomocy dopiero jak jej powiedzialam o rozwodzie, juz po. A wiedziala wczesniej co sie dzialo. Powiedzialam jej ze teraz to ja zadnej sympatii nie potrzebuje, a kiedy potrzebowalam to nikogo nie bylo. Dlatego przestalam sie przejmowac problemami tych ktorzy widza tylko wlasne problemy. Pomogli mi obcy ludzie. To przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest nieco inaczej, bo rodzice stale pytaja i pomagaja, jak sie da. To ja czesto nie mowie calej prawdy, zeby ich nie obciazac i nie denerwowac. U mnie raczej zawsze jest wszystko w porzadku. Gdybym jednak miala siostre, nie oszczedzalabym jej jak rodzicow. Ale nie mam. Z dziecmi nie pogadam, bo tez nie chce ich obarczac, jeszcze im samo zycie da popalic. A z mezem? Lepiej nie... szkoda gadac...

      Usuń
  10. Coz napisac Panterko...gardlo mi scisnelo.
    Sciana takze jest moim wiernym sluchaczem...
    Przytulam Cie mocno :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj sie, Orszulko, to rzadkie momenty w moim zyciu. Staram sie za duzo nie jojczyc, a kiedy dostane juz do wiwatu, szukam raczej samotnosci niz towarzystwa.
      Caluski :***

      Usuń
  11. czasami lepiej samemu wyciagnac reke po pomoc niz liczyc na to ze inni sie domysla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat nie lezy w mojej naturze, bardziej wyciaganie do innych pomocnej reki, niz proszenie kogokolwiek o pomoc dla siebie.

      Usuń
  12. Czasem zwierzenia są takiego kalibru że trudno je udźwignąć. O jednym takim zwierzeniu, napisałam prywatny list do koleżanki, by zrzucić z siebie choć trochę tego wrzuconego na mnie ciężaru. Najchętniej osobie krzywdzącej wykrzyczałbym całą "prawdę" prosto w oczy, ale .. przecież wiem ze nic nie dzieje się przypadkiem. Co do dzielenia się swoimi prawdziwymi bolączkami, troskami i myślami, oduczyła mnie tego skutecznie moja mama. Wiem ze mnie kochała, nawet bardzo, ale to co się nazbierało nie dało się już odkręcić. Umieć słuchać a nie rozpowiadać wszem i wobec, jest darem który bywa dla jednych błogosławieństwem, dla drugich może być przekleństwem. Nauczyłam się włazić pod deszczownicę, która skutecznie zmywa ze mnie niemoc bo pomóc oprócz uwagi w wysłuchaniu nie mogę choć bardzo chcę a bywa że dodaje odwagi, jak w przypadku znajomego rzemieślnika, który po mojej porządnej deszczówce, poprawił krzywą szafkę, bo nagle umiałam mu o tym powiedzieć. :) Bycie nadwrażliwcem ma swoje spore minusy. a co do czytania między wierszami kilkakrotnie przekonałam się że się myliłam tak czytając, teraz tylko staram się poczuć intencje i wyczuć nastrój, ale już nie czytam, bowiem takiego odczytu miedzy wierszami nie zweryfikuję a nie chce się pomylić.
    Aniu bliska mi w wielu aspektach jesteś, serdeczności kochana serdeczna kobieto.
    Ale dodam jeszcze, że po wysłuchaniu uważnym, zauważyłam kilka umykających uwadze opowiadającej rzeczy, zwróciłam na to uwagę z bardzo dobrym skutkiem z tego jestem dumna, bo wiem ze zadziałało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie juz zdarzylo sie uslyszec w klotni rzeczy, ktore kiedys w zaufaniu powiedzialam. To zamknelo mnie jeszcze bardziej, boje sie po prostu powtorki. W konfliktach staram sie wczuwac w role obu zwasnionych stron, choc oczekuje sie ode mnie opowiedzenia sie po jednej. Nie przytakuje bezmyslnie, sluchajac argumentow jednej ze stron, szukam sama argumentow tej drugiej, ktorej wysluchac nie moge i czesto udaje mi sie wlasnie w taki sposob zazegnac najgorsze i doprowadzic do pojednania.
      Fajnie, ze mnie tak odbieracie... :***

      Usuń
    2. Tylko, że czasem nie ma wyboru i trzeba się opowiedzieć po którejś stronie. Inaczej wygląda to tak, że bierzemy stronę krzywdziciela.

      Usuń
    3. Jesli czyjas wina jest ewidentna, to wiadomo. Jednak jesli kazda ze stron ma wlasne argumenty, na rowni wazne lub nie ma okazji wysluchac drugiej strony. Wiadomo, kazdy kij ma dwa konce...

      Usuń
  13. Masz w sobie ciekawość drugiego człowieka :), a to otwiera ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja przede wszystkim lubie ludzi i nie stosuje uprzedzen. To bardzo mi pomaga. :)

      Usuń
  14. i ja tak mam
    i ja się wczuwam, często nawet zbyt mocno:/
    i zawsze możesz napisac do mnie ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buuu... chlip... chlip... :**********
      Dziekuje, Vikus.

      Usuń
  15. To prawda, że wszystkie zwierzenia innych w nas zostają,a przynajmniej u osób które są otwarte na innych,u których empatia nie jest tylko wytartym sloganem.
    Zawsze, gdy mam wyrazić kondolencje,napotykam właśnie na ścianę,wiem że niektórzy przyjmą moje słowa z tzw. dobrodziejstwem,a inni tylko popatrzą,a w ich wzroku widać tylko ogrom bólu i cierpienia,a ja ...wtedy nic nie jestem wstanie powiedzieć,tylko mogę przytulić do serca i współczuć w milczeniu.
    Ściana też czasami wystarczy,zawsze można wyładować na niej swoją frustrację...
    Dobrze Aniu że potrafisz słuchać innych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejednokrotnie milczenie przekazuje wiecej niz tysiace slow. Bardzo czesto, skladajac komus kondolencje, nie mowie nic, a tylko mocno przytulam.
      Wole jednak Kire od sciany, ona przynajmniej przekrzywia lepek sluchajac moich szlochow i caluje mnie pocieszajaco. Potem juz sie nawet myc nie musze, taka jeszem wylizana. :)))

      Usuń
  16. Mnie też często się zwierzają nie tylko przyjaciele, których mam niewielu, ale i inne mniej lub bardziej znajome osoby. I tez mam problem z pocieszaniem i udzielaniem rad - raczej staram się ich nie udzielać, bo, jak mawiała moja babcia, "dobrymi radami piekło wybrukowane". Czasem jednak to słuchanie mnie przerasta; znam osobę, która przy każdym spotkaniu zalewa mnie wręcz swoimi bolączkami i frustracjami (od naprawdę poważnych począwszy, a na drobiazgach skończywszy) i udowadnianiem, jakie ma ciężkie życie. Przyznam, problemów jej nie brakuje, ale po każdym takim spotkaniu czuję się jak przemielona przez maszynkę do mięsa.
    Sama za to wręcz nie lubię się zwierzać; mam przekonanie - być może mylne - że jeśli sama nie rozwiążę problemu, to nikt tego za mnie nie zrobi. Poza tym, nie lubię, kiedy ktoś mi mówi, najczęściej z niezachwianą pewnością, że powinnam......... tu możesz wstawić dowolną "dobrą radę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten gatunek ludzi, o jakim piszesz, to wampiry energetyczne, a nie osoby potrzebujace rzetelnej pomocy. Jej niepotrzebne sa Twoje rady, nigdy i tak z nich nie skorzysta. Ona potrzebuje Twoich uszu i duszy, zeby zwalic w niej swoj balast. I zawsze bedzie miala cos do powiedzenia(obciazenia). Od takich ludzi trzeba sie trzymac z daleka, Ninko.
      Osoba proszaca o pomoc, o rade, oczekuje co najmniej indywidualnego komentarza, a nie zdawkowych slow pociechy, czy gotowej recepty na wlasne bolaczki. Ostateczna decyzja i tak lezy w jej rekach...

      Usuń
  17. Myślę, że przyczyną tego, jak traktują cię ludzie potrzebujący rady i pocieszenia jest to, że nie jesteś trzpiotką, a skupioną, stonowaną osobą. Budzisz zaufanie, a wiadomo, że sztuka słuchania jest jedną z największych umiejętności w stosunkach między ludzkich. Trzeba jednak odróżnić osoby, które faktycznie tego potrzebują od takich, które wypijają z człowieka całą energię. . W pierwszym przypadku często wystarczy samo wygadanie się. Kiedyś też tego potrzebowałam, teraz już nie mam potrzeby rozpamiętywać dawnych ran. Uważam to za swój sukces. :)
    O Tobie dodam jeszcze tylko, że jesteś bardzo wspaniałomyślna :)) I uciekam, żeby nie dostać po głowie. :)

    Co do weryfikacji to faktycznie przeoczyłam twoje zapowiedzi, na wczasach tylko pobieżnie zerkałam w telefon, żeby zobaczyć o czym piszesz, no i wyłuskiwałam wieści o Kiruńce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Tobie co znowu z ta wspanialomyslnoscia???
      A z tym wygadywaniem sie, to nie powinno sie grac bohatera i zamykac sie w sobie, wiem to z wlasnego doswiadczenia. Obys jednak nie miala powodow do rozpamietywania...
      O weryfikacji pisalam jeszcze przed Twoim urlopem, ale mialas wtedy Kajtusia na glowie, wiec nic dziwnego, ze Ci umknelo.

      Usuń
    2. Aniu, wierz mi, mam wiele poważnych powodów do rozpamiętywania. Mogłabym się nigdy nie podnieść i każdy by to zrozumiał. Na dziś udało mi się, ale oczywiście nie wiem co będzie jutro.

      Buziaki :)

      Usuń
    3. Kazdy z nas nosi jakis bol i smutek w sobie, nie kazdy jednak chce i moze o tym mowic. Tego juz zmienic nie mozna, ale oby nie trafily nas zadne nowe ciosy od zycia. Tego zycze wszystkim i sobie tez. ♥♥♥

      Usuń
  18. Za innymi powtorze, nawet jesli wydaje ci sie, ze nie pomagasz to jednak to, ze ludzie ci, moga bezpiecznie przy tobie swe zale, troski i zmartwienia z siebie wyrzucic jest bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak ta niemoc w znalezieniu remedium na cudze problemy, wbrew najlepszym checiom, tez mi doskwiera. Wolalabym byc taka madra, zeby moc innych uszczesliwiac trafnymi poradami, a nie tylko uwaznym sluchaniem. :)

      Usuń
    2. wiem, tez bym tak chciala. a ile razy chcialabym wyssac z tych ludzi caly problem. mam cierpiaca przyjaciolke i czlowiek chcialby pomoc, a fige moze. :(

      Usuń
    3. Moze, Lola, wystarczy byc do dyspozycji tych potrzebujacych, widziec ich, a nie udawac, ze ich nie ma.

      Usuń
    4. Mysle, ze to jest bardzo wazne.

      Usuń
    5. Jest! Czasem sama obecnosc czyni cuda.

      Usuń
  19. Mam przeogromną chęć z kimś pogadać,by prawdziwie określił czy ja już zwariowałam czy jeszcze nie
    Ale tak szczerze mówiąc nie umiem opowiadać o swoich problemach.Słuchać umiem,ale opowiadać nie.
    Ciocia "dobra rada" nie jestem tysz ;>

    Pogadałabym z Tb,ale ograniczę się do pozdrówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaska, Ty to nawet czasu nie masz, zeby sie wysikac, a co dopiero pogadac!
      Ale gdybys czas znalazla, i checi oczywiscie, to jestem. :)))

      Usuń
    2. "Czasu tyle masz ile chcesz go mieć."
      "Czasem lepiej pogadać jak się narobić."
      To takie mądrości mego przyjaciela z którym bardzo dużo rozmawiam ;)
      A że ja jestem głupia i tak planuję swój czas,że go nie mam to insza inszość ;>
      Sorki,ale nie mam czasu,bo idę na 22 do pracy ;P
      Podrap zwierzaki ode mnie ;)

      Usuń
    3. Ales Ty pracowita!
      I niezorganizowana ;)
      Wydrapie oczywiscie, dziekuje! :)))

      Usuń
  20. I DLATEGO WŁAŚNIE PRZYCIĄGASZ LUDZI JAK MAGNES! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo ja taka naelektryzowana, wiec papierki i opilki tez przyciagam :)))))))))))

      Usuń
  21. Lubię słuchać ludzi i z reguły nie silę się na "bezstronność". Takie rzeczy mogą człowieka wyczerpać, gdy tak lawiruje, by się nie narazić żadnej ze stron.
    Najczęściej moje słuchanie polega na uważnym i obiektywnym analizowaniu ludzkich racji. Czasem rzeczywiście bywa tak, że wypowiadając się głośno zauważa się błędy w rozumowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak jestem zwolenniczka bezstronnosci i nieopowiadania sie bezkrytycznie po jednej stronie, bez wysluchania obydwu, co nie zawsze jest mozliwe.

      Usuń
  22. ech, Aniu.. kobieto empatyczna do granic własnej wytrzymałości.. :*
    ostatnio zapytałam znajomą psycholożkę, o której wiem, że jest bardzo wrażliwa, empatyczna, jak sobie radzi z tymi wszystkimi problemami, nieszczęściami, dramatami, których wysłuchuje od swoich pacjentów. powiedziała, że sobie nie radzi. że chodzi do psychologa. no właśnie! nie wszystko jesteśmy w stanie unieść. dobrze jest o tym nie zapominać. czego Tobie i sobie życzę (bo ja też z tych, którym ludzie się chętniej zwierzają).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Twoja znajoma nie jest wlasciwym czlowiekiem na wlasciwym miejscu i predzej czy pozniej jej zawod bardzo odbije sie na jej zdrowiu. Psycholog musi chodzic do psychologa! Jakie pokretne scenariusze zycie nam funduje.

      Usuń
  23. Wczesniej nie mialam czasu zamiescic komentarza, dlatego robie to dopiero dzisiaj.
    Przeczytalam i zastanowilam sie o kim ty piszesz? O sobie, bo to twoj kawalek internetu przeciez, ale poczulam sie jakbys o mnie pisala. Niestetey, bo czesto zastanawiam sie czy to dar czy przeklenstwo, ale mam podobnie jak Ty. Potrafie sluchac innych i oni to wyczuwaja i … A ja slucham, a potem jak Ty trawie, przezywam, mecze sie z tym, odbiera mi to spokuj i sen. A wiesz co jest w tym najciekawsze, ze potem nawet gdybym chciala aby to zadzialalo w odwrotnym kierunku, to niestety nie ma takiej opcji, ja musze sie meczyc sie sama …
    Chociaz mam jedna taka osobe, tylko jedna, jest to moja dlugoletnia, jeszcze z podstawowki, przyjaciolka. I tylko w tym przypadku TO dziala w dwie strony, ja jej, a ona mi i zawsze wtedy gdy ta druga jest w potrzebie, bez wzgledu na wszystko. I niegdy sie wzajemnie nie oceniamy nawet jak ta druga robi cos ewidentnie durnego.
    Z kondolencjami mam rowniez podobnie, zwykle nie wiem co powiedziec, wiec moze najlepiej zawkowo “najszczersze kondolencje” cholera tylko, ze dla mnie to nic nie znaczy … Najlepiej w takiej sytuacji zachowala sie moja przyjaciolka, gdy przyszla na pogrzeb mojego ojca, ona nic mi nie powiedziala, tylko wziela mnie pod reke i cichutko zapytala “czy moge isc z toba?” Ja skinelam glowa i rozesmialam sie, a ona dodala “chrzanic ludzi” i poszlysmy razem, w pierwszej parze za trumna. Ktos mi potem powiedzial ze pare osob sie pytalo “kto to jest ta dziewczyna?”
    A na temat tego durnego zwrotu “wiem co czujesz” uwazam podobnie jak Ty, bo co najwyzej moge miec podobne odczucia, ale tylko i wylacznie gdy przezylam, podobna sytuacje. I pasjami nie nawidze pocieszenia “wszystko bedzie dobrze”, no bo jak tkos ma raka to gowno prawda, ze wszystko bedzie dobrze, nawet jak go zwalczy to potem na kazdym kroku bedzie drzal o swoje zdrowie i bal sie ze choroba moze wrocic.
    Niestety jestem nadwrazliwym introwertykiem i potem zawsze, niezmiennie place za takie wysluchanie drugiej osoby, jej to pomaga a mi szkodzi i taka jest prawda. A z drugiej strony nie potrafie powiedziec: “spadaj ptysiu wyplakac sie gdzie inndziej” I pewnie wtedy byla bym zdrowsza, ale cholera nie potrafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektorzy maja potrzebe gadania, inni umieja sluchac i w taki sposob wszystko sie uzupelnia. Tylko, ze jeden sie wygada i mu ulzy, podczas gdy ten sluchajacy przezywa jeszcze dlugo. Ale tacy ludzie sa potrzebni i chyba maja poczucie jakiejs misji.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.