sobota, 26 stycznia 2013

Grazyna - opowiesc styczniowa.

Codziennosc powrocila, okoloswiateczna karuzela skonczyla sie i Grazyna wreszcie zlapala oddech. Wprawdzie tesciowa, z uporem godnym lepszej sprawy, regularnie pojawiala sie u nich w domu, ale Grazyna nie musiala juz udawac swiatecznie szczesliwej synowej. Tolerowala wizyty, zeby nie powiedziec, wizytacje matki meza w swoim domu, robila to dla niego i z szacunku do zdziwaczalej starszej osoby, ktory zostal jej wpojony w domu rodzinnym.
- Pamietaj - mowila jej matka - ludzie na starosc bywaja nieznosni. Sa chorzy, samotni, maja swiadomosc rychlej smierci, wiec niektorzy dziwaczeja. Nigdy nie wiadomo, jaka ty bedziesz w ich wieku, wiec szanuj siwe wlosy z calym tym dobrodziejstwem inwentarza dziwactw, bigoterii i nieprzyjemnych czasami zachowan.

Szanowala wiec tesciowa, bo jaki miala wybor? Nie nalezala do osob klotliwych, a matka meza wykorzystywala jej lagodny charakter do ciosania kolejnych kolkow na glowie. Starsza pani nie miala przyjaciolek, a jej dzien zamykal sie miedzy porannym i wieczornym nabozenstwem, odwiedzaniem grobu meza oraz wizytami u corki i syna. Niewiele miala zainteresowan, wiec zabijala nude wtracaniem sie w zycie innych.
Kazimierz za to czesto znikal z domu, zeby, jak twierdzil, szukac pracy. Grazyna przestala juz nawet pytac, wystarczal jej za odpowiedz jego alkoholowy oddech. Specjalnie sie tym nie przejmowala, dopoki na swoje wyskoki nie czerpal z domowej kasy i nie wszczynal awantur. Miala inne zmartwienia.
Jej corka wkroczyla w buntownicza faze i glosno wypowiadala opinie, z ktorymi Grazyna w pelni sie zgadzala, ale ktorych nigdy nie osmielilaby sie ubrac w slowa.
- Inne czasy, inna mlodziez, odmienne obyczaje - pomyslala. - Ja za podobne wypowiedzi zbieralabym zeby z dywanu.

Ojciec Grazyny byl bardzo surowy i holdowal opinii, ze dzieci i ryby glosu nie maja, a mlodzi musza okazywac starszym slepy szacunek i nigdy ich nie oceniac. Wlasnie, slepy! A przeciez myslala samodzielnie, widziala, ze dorosli tez popelniaja bledy, ze ich zachowania nie zawsze sa zgodne z tym, co probuja jej przekazac. Jednak nie miala prawa oceniac, nie wolno jej bylo sie odezwac, by wyrazic swoja dezaprobate. Ona nigdy nie zdobyla sie na odwage, by przeciwstawic sie ojcu. Ze strachu. Dobrze ja wytresowal, tak, wytresowal, bo o jakim wychowaniu mogla byc mowa? Kazda niesubordynacja konczyla sie kara, niejednokrotnie musiala kleczec w kacie pokoju, nieraz jako dziecko dostawala lanie, czasem spontanicznego klapsa, innym razem byla to przygotowana wczesniej egzekucja, gdzie sama musiala przyniesc pas sluzacy do jej bicia.
Fizyczny bol byl do zniesienia, gorzej znosila upokorzenie i ponizenie, brak mozliwosci obrony przed przemoca. Prawodawca wtedy jeszcze nie przygotowal przepisow chroniacych dzieci przed przemoca w rodzinie i milicja nie zareagowalaby na jej skarge. Matka niespecjalnie wtracala sie, moze jej to nie przeszkadzalo, moze nawet bylo na reke? Moze sama byla zbyt od meza zalezna, zeby stawac w obronie dziecka? A moze byla zdania, ze takie metody wychowawcze moga odniesc pozytywny skutek?
Wtedy Grazyna czula sie taka samotna, pozbawiona wsparcia, bezbronna i niekochana. No bo jak mozna tak upokarzac kogos, kogo sie kocha? Nie, oni jej chyba nie kochali. Przez cale swoje zycie nie uslyszala od rodzicow tego wytesknionego slowa. Zapewniono jej dom, jedzenie, ubranie, wyksztalcenie, ale nie milosc. Chociaz... moze nawet na swoj sposob ja kochali, jednak bezskutecznie czekala na slowa, a te nigdy nie zostaly wypowiedziane.
Wstydzili sie ich, tych slow? Mysleli moze, ze kiedy one padna, jej szacunek do nich zmaleje? Dlaczego? Niczego bardziej na swiecie wtedy nie pragnela, jak uslyszec od ojca Kocham cie, coreczko. Nie uslyszala...
Pozniej bylo juz tylko gorzej. Kiedy podrosla, stala sie odwazniejsza i, jak to okreslali rodzice, bardziej pyskata. System kar takze ewoluowal, bo w tym wieku zwykle lanie nie przynosilo oczekiwanych skutkow.  Grazyna nauczyla sie zaciskac zeby i nie plakac. Patrzyla tylko ojcu prosto w oczy z nienawiscia pomieszana z ironia, co go jeszcze bardziej wyprowadzalo z rownowagi. Chcial ja upokorzyc i mu to nie wychodzilo, zloscil sie sam na siebie, bo corka wytracala mu swoim spokojem bron z reki.
Zmienil wiec metody i teraz czesto dostawala w twarz. Ojciec zdawal sobie doskonale z tego sprawe, jak bardzo policzek jest ponizajacy i ze mu nie odda, choc jej reka mimowolnie zaciskala sie w piesc. Wtedy chyba by ja zabil! Bez ogladania sie na konsekwencje, choc przez cale zycie bardzo dbal o pozory. Tak bardzo, ze nikomu z zewnatrz nie przyszloby do glowy, co przezywa w czterech scianach jego dziecko.

Grazyna oderwala mysli od smutnych wspomnien. Byla zadowolona, ze jej maz ma tak niewiele wspolnego z jej ojcem, jesli chodzi o metody wychowawcze. Sam mial wspanialego tate, ktory zawsze go wspieral i nigdy nie upokarzal. Ten model przeniosl na wlasna rodzine, szanowal zdanie swoich dzieci, liczyl sie z nimi. Jaka szkoda, ze tesc juz nie zyje... Byloby wszystkim lzej, a i tesciowa mialaby wiecej zajec w domu i czesciej hamowana byla w swoich zapedach.

Powrocila do reperowania odziezy...

Zdjecia z netu.

56 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ci wowczas bici placza do dzisiaj.

      Usuń
    2. Nie Ty jedna. Takich doroslych jest bardzo duzo. Ci bardziej odporni psychicznie zyja sobie i staraja sie nie myslec o dramatach dziecinstwa. Inni nie przestana myslec o nich do konca zycia.

      Usuń
    3. To nie jest kwestia niemyślenia. A szukania rozwiązań. Nie wiem czy to kwestia odporności...

      Usuń
  2. Jak dobrze, że już głośno się mówi o tym, że bicie dzieci jest przemocą, że są na to kary... Wielu młodym ludziom przez to złamano charakter, a ślady upokorzeń w dzieciństwie pozostały z nimi w sercach na resztę życia.
    Kolejny mocny temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu rodzicow zupelnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo dziecinstwo odciska sie na doroslym zyciu. Gdyby choc troche pomysleli...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Co sie zmienia, Beatko? Przepisy i prawo, bo nie rodzice. Wielu nadal uwaza lanie za najlepsza metode wychowawcza, wychodzac z zalozenia, ze skoro sami byli bici i wyrosli na wartosciowych ludzi, to ich dzieciom to tez nie zaszkodzi.

      Usuń
    2. To typowe tłumaczenie świadczące o tym, że fala idzie dalej. Oni przekazują dalej nagromadzoną w dzieciństwie złość i nienawiść, której sobie nie uświadamiają, a ona musi gdzieś znaleźć ujście. Takie dorosłe już maltretowane dziecko cierpi potem na choroby fizyczne, depresję, jest ofiarą nałogów, lub... inni cierpią za jego sprawą. To zwraca się przeciw sobie, lub przeciw innym. Zawsze. Na szczęście można to koło przerwać, można sobie pomóc dając sobie prawo do uczuć jakie się czuło do rodziców, nie usprawiedliwiając ich przemocy, tylko stając po stronie maltretowanego dziecka, jakim się było. To okropnie trudne i najtrudniejsze, ale uświadomienie sobie, że to w żadnym wypadku nie jest miłość, tylko destrukcyjna więź oparta na zależności. Grażyna wciąż czeka na "kocham cię" od swojego oprawcy...
      Poruszył mnie najbardziej fragment o zaciskaniu zębów przez Grażynę. Ile trzeba wyprzeć swoich naturalnych uczuć, jak trzeba się wewnętrznie "zgwałcić", żeby tak ukryć swoje uczucia, ile trzeba przecierpieć, aby tak zamknąć się na naturalne reakcje. Jak bardzo trzeba za to zapłacić w dorosłym życiu. Jeśli będziesz kontynuować cykl o Grażynie, to pewnie się tego dowiemy.

      Usuń
    3. Mysle, ze kontynuacja nastapi. Opowiesc wigilijna byla przypadkiem, ktory postanowilam ciagnac dalej z mysla, ze byc moze niektorzy czytelnicy odnajda w niej siebie.

      Usuń
  4. Przerażająca i smutna opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslisz, ze to fikcja? Tak, Grazyna jest postacia fikcyjna, ale to, co ja spotkalo dzieje sie naprawde w wielu domach za szczelnie zamknietymi drzwiami, z wielka dbaloscia o pozory.

      Usuń
    2. Och,życie pisze jeszcze gorsze scenariusze, a ci co przeżywają taki koszmar we własnych domach, milczą bo się wstydzą. Kat się nie wstydzi, nosi głowę wysoko.

      Usuń
    3. Niestety, to dzieje sie wszedzie.

      Usuń
  5. Niestety takie bicie dzieci nadal jest obecne w wielu domach i pewnie jeszcze długo będzie.... Jednak, ponieważ wiele się o tym mówi, świadomośc wielu rodziców się zmienia i nawet podejście do klapsa jest już inne. Niestety nie w każdym domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – „Rózeczką Duch Święty dziateczki bić radzi, rózeczka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi”

      – „Kogo rodzice nie karzą rózgą, tego kat mieczem karze”

      – „Nie kocha ten dziecięcia, kto rózgi oszczędza, rózga bowiem przywary złe z dzieci wypędza”

      – „Nie uroście dziecię, które się nie tłucze”

      Taaa, przyslowia sa podobno madroscia narodow. Jednak niektorzy nadal sie ich trzymaja jak pijany plotu. Kosciol rowniez popiera kary cielesne i sam je stosuje, do dzisiaj. Kto wiec ma rodzicom tlumaczyc?

      Usuń
  6. Dzień dobry Panterko!
    Najpierw odniosę sie do stylu Twego opowiadania a potem do treści.
    Dziewczyno kochana! Piszesz świetnie!Masz lekkie i dobrze czytajace sie pióro. Toż to beletrystyka w najlepszym gatunku! Proszę, nie odbierz moich słów jak pustej pochwały czy klakierstwa obliczonego na jakis zysk. Piszę szczerze i spontanicznie - bez miodu! Oboje z Cezarym zachwyciliśmy się tym, jak piszesz. I zobacz - sprawdzasz sie w tak wielu gatunkach literackich i dziennikarskich. Od felietonu, poprzez reportaż, fotoreportaż, humoreski, opowiadania a nawet poezję.Jesteś wszechstronnie uzdolniona literacko. Zastanów się czy nie warto byłoby napisać więcej, może wydłuzyć opowieśc o Grazynie i zrobic z tego powieść albo nowelę o tematyce społecznej?
    Uważam, ze miałabyś duże szanse wydania czegos takiego i zyskania wielu czytelników.
    A teraz o treści Twego opowiadania. Jak rozumiem losy Grazyny są fikcją literacką lub też kompilacją wielu losów znanych Ci ludzi. Tragizm jej dzieciństwa poraża. Smutek jej obecnej sytuacji, jej samotnosć i niezrozumienie przez najbliższych też. A przecież taka z niej wrazliwa, rozumna i empatyczna osoba. Wszystko to jednak pozostaje niezauważone i pominiete. Grazyna jest wsparciem dla innych a w zamian nie dostaje zadnego wsparcia. Jak długo wytrzyma cos takiego? Pewnie sie nie zbuntuje i nie zrobi nic by krzyknąc i zmienic jakoś swą obecna sytuację oraz wyprostować jakos sprawy z dzieciństwa. Chyba nie zrobi nic, bo nie wyobraża sobie nawet takiej zmiany. Gdzie miałaby szukać sprzymierzeńców? Do kogo pójść? Jak zyć po takim domowym trzęsieniu ziemi? A jednak wspomnienia, zal i obecne zgryzoty duszą ją i zabijaja w niej radosc życia. Będę czekała na kontunuację opowieści o niej. Po pierwsze dlatego, ze bardzo chcę wiedzieć jak potoczyły się jej dalsze losy a po drugie, bo świetnie piszesz, Panterko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, Olenko, tyle pochwal w jednym komentarzu! O Grazynie zamierzam pisac dalej, nawet uczynilam zakladke z opowiesci o niej. Ona jest zlepkiem losow roznych znajomych mi osob, plus troche fikcji.
      Co do wydania powiesci (noweli) to nie mam ani takich ambicji, ani mozliwosci. Mieszkam poza Polska, a pisze po polsku. Gdzie mialabym szukac wydawcy? Nie ma szans i nie ma sensu. Pisze dla siebie i dla Was, to mi w zupelnosci wystarcza.
      Ale Wasze uznanie przyjemnie polechtalo moje ego (czy naprawde niczego ode mnie nie potrzebujecie??? :))) i motywuje mnie do kontynuowania pisaniny.
      Przesylam buziaczki

      Usuń
    2. Z tymi naszymi potrzebami, to tak naprawdę nigdy niczego nie wiadomo do końca! Ha, Ha!:-)))
      Ale gdybym to ja była wydawcą, bez wahania rzuciłabym sie na Twoją, jak Ty to brzydko nazywasz "Pisaninę", bo to byłaby dobra powieśc faktu a takie rzeczy nieźle się teraz sprzedają.
      Pisz i rozkładaj wciaz swoje skrzydła, bo taki lot z Tobą to sama przyjemność!

      Usuń
    3. Ja mam rowniez niewatpliwa przyjemnosc, majac swiadomosc, ze dobrze "sie czyta" i tym wieksza motywacje do dalszego pisania.

      Usuń
  7. Normalny to on nie był...
    Współczuję dziewczynie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprost przeciwnie, bardzo normalny, lubiany w pracy i dusza towarzystwa. Czlowiek niezwykle utalentowany, madry, erudyta. Tylko w roli ojca nie spelnil sie zupelnie. Dziewczyna, dzisiaj juz kobieta i matka, nadal nie umie zapomniec.

      Usuń
  8. Świetnie ujęta w literackie ramy opowieść o dwóch,a może i więcej życiowych tragediach.
    Grażyna - kobieta, którą najpierw maltretował ojciec, a teraz ona, pod przykrywką tolerancji i szacunku dla siwych włosów, maltretuje się sama. Zdziwaczała teściowa i wspomnienia, od których nie potrafi się uwolnić to udręka jej życia. Dlaczego nic z tym nie robi? Nie potrwfi? Pogodziła się z tym? Pewnie jedno i drugie. O ile kwestię relacji z teściową można zaakceptwać, to na wspomnienia z dzieciństwa jest rada.Podobnie jak Anka Wrocłwianka uważam, że trzeba to przepracować. Grażyna musi stanąć po stronie dziecka, którym była. Wypowiedzieć w końcu słowa, które to dziecko dusiło w sobie. To trudne, ale możliwe.
    Jej ojciec. Z pozoru fantastyczny facet, a tak naprawdę tyran i oprawca. Człowiek wykształcony, erudyta, który jednocześnie był katem swojego dziecka. Dlaczego taki był? Pewnie i jego wychowywano "rózeczką"...
    Teściowa, kobieta, która na starość żyje bez celu, bo wszystko, co było treścią jej życia skończyło się - dzieci odeszły, mąż pewnie już nie żyje. Ona przez całe życie dreptała wokół kuchni, nigdy nie myśląc o sobie. Nie miała żadnych zainteresowań, żadnego osobistego życia i teraz żyje w pustce. Zostało jej tylko chodzenie do kościoła i wtrącanie się w życie dzieci.
    Mąż Grażyny też jest postacią, której trudno zazdrościć. Bez pracy, z poczuciem małej wartości redukowanym alkoholem.
    Rodzina, w której wszyscy są osobno. Każdy samotnie niesie swój krzyż.
    Bardzo to smutne, ale bardzo prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako jedyna przeanalizowalas wszystkie postaci dramatu. Wiekszosc skupia sie na Grazynie, a przeciez te wszystkie ich wady i rozterki wynikaja z czegos, nie wziely sie z powietrza. Ojciec Grazyny, podobnie jak ona sama, wychowywany byl bardzo surowo, a ze wyrosl na wartosciowego czlowieka, wyszedl z zalozenia, ze metody byly wlasciwe. Byl tez prawdopodobnie bardziej gruboskorny od swojej corki, skoro, jako dorosly czlowiek, tak szybko zapomnial o bolu i upokorzeniu.
      Takich tesciowych tez blaka sie po tym swiecie cala gromada. Takich rodzin, gdzie kazdy zyje swoim zyciem, choc na zewnatrz tworza pozory normalnosci, tez jest wiele. Takich mezow o obnizonym poczuciu wlasnej wartosci, bezrobotnych, niepotrzebnych i topiacych troski w alkoholu, nie brakuje.
      Przeciez to nie jest patologia, o czym pisze. Czyzby?

      Usuń
    2. oby to w polsce nie stała się norma... rzeczywistość nie nastraja pozytywnie... a potem to już idzie jak domino.

      Usuń
    3. Wyrósł na wartościowego człowieka? To kpina? Dopóki Grażyna będzie żyła tą iluzją i nie zmierzy się z tym, że wartościowy człowiek nie katuje własnego dziecka (ani nikogo), to ciężko jej będzie rozprawić się z przeszłością w sposób konstruktywny. Oczywiście, że każdy ma swoją historię, również ojciec Grażyny, ale zajmowanie się nią tylko Grażynę oszukuje i osuwa od poznania swojej prawdy. Rzeczywistość jest inna. Tyran zakładający na zewnątrz maskę wartościowego człowieka, pozostaje tyranem.
      Przestudiowałam kiedyś życiorys Hitlera. Bardzo pouczająca lektura. Polecam.

      Usuń
    4. To JEST troche polska norma, Filizanko. Takich rodzin jest naprawde bardzo duzo.

      Usuń
    5. Aniu, od bardzo wielu ludzi slyszalam: bylem/am bity/a i nic mi nie ubylo, wyroslem/am na wartosciowego czlowieka, a d**a nie jest z porcelany. Co wiecej, oni tak naprawde mysla, dlatego nie widza niczego zlego w powielaniu takich zachowan w stosunku do wlasnych dzieci.

      Usuń
    6. ja tak przekornie... bo przecież wiadomo, że osoba okaleczona która nie podejmie konkretnych decyzji będzie okaleczała dalej. Bo nie potrafi inaczej... w dodatku rzeczywistość sprzyja popadaniu w dziwne stany...

      Usuń
    7. Wiesz dlaczego tak myślą, Pantero? Bo inaczej musieliby się sami skonfrontować ze swoim dzieciństwem, a to boli... Wolą też katować własne dzieci, niż powiedzieć złe słowo o swoich rodzicach. Tak działa lojalność. Szokujące, ale prawdziwe.

      Usuń
    8. Jak silnie ma czlowiek zaprogramowana w sobie lojalnosc w stosunku do rodzicow, chocby byli jego katami, jak silny jest strach przed brakiem wycwiczonego szacunku do starszych, chocby na niego nie zaslugiwali.
      Niektorzy radza sobie z tym lepiej, innym skutki towarzysza przez cale zycie.

      Usuń
    9. ja myślę, że tutaj nie tyle jest kwestia lojalności co wewnętrznych blokad, człowiek boi sie rozsypać na kawałki, lęk...hmmmm
      Część DDA DDD (dorosłe dzieci alkocholików dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych) pod wpływem bólu zaczyna szukać robić coś bardziej lub mniej intensywnie, konsekwentnie, nie jest łatwo. Dla własnego dobra. Co do rodziców. Hmmmm złe słowo powiedzieć o rodzicach... a czy to nie jest bardziej kwestia uczciwego zrozumienia i przyznania się. Tak rodzic był chory, nie dał mi (i tu wymieniasz miłości, bezpieczeństwa.....) bo nie miał. Nie dał bo jest chory zaburzony. A co ja moge zrobić? mogę jedynie uznać przyznać się przed sobą i robić coś... czytać, rozmawiać...
      Wiem jest cholernie ciężko, wielu jest debili którzy zamiast pomóc zrobią na odwrót. Ale uporczywe szukanie w końcu zakończy sie powodzeniem. W moim przypadku to był zbieg okoliczności... po prostu trzeba się otworzyć.
      Oczywiście można tkwić w "systemie iluzji i zaprzeczeń. Ale każdy ma swoje życie i decyduje sam jak mu lepiej.

      Usuń
    10. Temat jest na tyle zajmujacy, ze moglabys i Ty podjac go u siebie. Z innego punktu widzenia. To interesujace, co piszesz i nie wszystkim znane zagadnienie. Ja slysze po raz pierwszy o DD i DA.

      Usuń
    11. Pisałam. Nie raz - choćby przy okazji toksycznych związków jako konsekwencji takiego a nie innego domu rodzinnego... polecalam misiaczka i notatki o skandalu, gdzie bochaterowie dorośli...
      DDD - Dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych
      DDA - Dorosłe dzieci alkoholików
      u Ciebie w komentarzach też nawiązywałam do roli rodziny i skutków dysfunkcji w życiu dorosłego człowieka.
      wiem, że nie każdy to łapie pewnych rzeczy, z resztą niby po co skoro nie jest psychologiem nie musi sie zagłebiać

      Usuń
    12. Myslalam o czyms bardziej osobistym, z wlasnego punktu widzenia i osobistych doswiadczen, ale chyba za wiele sie spodziewam, to zbyt bolesne.
      Zapomnij.

      Usuń
    13. pisałam. Piszę, nie chce zapominać, bo to tak zwane zamrażanie uczuć. Przynosi w rzeczywistości wiele szkody. Skrywane uczucia rządzą z ukrycia....
      Ja dążę przede wszystkim do zrozumienia przyczyn i działania w kierunku eliminacji. Ne wiem po prostu mam to w sobie

      Usuń
    14. Pisanie przynosi czasem ulge, choc nie zawsze.

      Usuń
  9. uff, miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo i wczesną młodość. potem nieco się pogmatwało, ale to stare dzieje. czasem cos wyłazi, jakieś słowo, w sumie nic nie znaczące, wywołuje bunt. moje dzieci nigdy nie były bite, moje wnuki też nie. i dobrze, mam nadzieje, że tak już zostanie w następnych pokoleniach.
    nie zetknęłam sie z maltretowanymi dziećmi osobiście, ale oglądałam wiele reportaży, sporo czytałam. ukarać rodziców to nadal nie jest prosta sprawa.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnych kulturach dzieci traktowane sa jak wlasnosc rodzicow, a z wlasnoscia mozna przeciez robic wszystko, nawet zabic. Jednak dopiero wtedy odpowiednie jednostki interweniuja, w przypadkach przemocy wola sie nie wtracac.
      W innych panstwach ma miejsce przesada w druga strone, za byle co, za pomowienie, odbiera sie rodzicom dzieci i umieszcza w domach dziecka. Czesto przyczyny bywaja irracjonalne, np. niedostatek.
      Mialas, Ewo wielkie szczescie jako dziecko i jako matka.

      Usuń
  10. jakkolwiek sama nie doświadczyłam przemocy rodzicielskiej tak psychicznej, jak i fizycznej, to wydaje mi się, że człowiek poniżany w dzieciństwie nie jest w stanie odciąć się w 100% od przeszłości. Jest na nią skazany. Nawet jeśli postępuje inaczej, to wynika to zazwyczaj z porównania ze swoim młodzieńczym życiem i dążeniem, by takie nie powtórzyło się jego dzieciom. Czyli ciągle konfrontuje się z wzorcami z dzieciństwa. To skazuje taką osobę na przeżywanie gehenny na nowo, wiele razy.
    Co do szacunku - czym innym jest prawdziwy szacunek dla starszych ludzi i ludzi w ogóle, a czym innym jest pozwalanie wejść sobie na głowę, co z szacunkiem nie ma nic wspólnego, a raczej świadczy o własnej słabości, która z kolei może wynikać absolutnie z wzorców z dzieciństwa. Oczywiście często wybiera się tzw. mniejsze zło, ale wcześniej czy później ten wybór odbije się na tym dobrym i grzecznym.
    Kochają po swojemu... Rzeczywiście bicie, poniżanie psychiczne swojego dziecka, to oznaka szczególnej miłości! Obrzydliwa hipokryzja.
    Dobrze, gdy złe wzorce są zmienione, na własne - lepsze, ale przecież nie wszyscy potrafią to zrobić i złe wzorce przenoszą do swojego dorosłego życia, do wychowania swoich dzieci, traktowania małżonków etc.. Biją, wyzywają, bo sami byli bici, wyzywani i jak twierdzą - wyrośli na... ludzi. Czy aby na pewno?
    Poruszyłaś nazbyt obszerny na jeden post temat. Tak, trzeba o tym mówić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat bede rozwijac, Iva.
      Przeszlosc wlecze sie za nami, czy tego chcemy, czy nie. Zarowno jesli chodzi o fakty od nas niezalezne, jak wlasnie przemoc w rodzinie, jak i to, czego sami swiadomie dokonalismy. Skutki beda nam towarzyszyly przez cale zycie, jako demony przeszlosci, wyrzuty sumienia lub nastepstwa wlasnych decyzji.
      Nie kazdy ma szczescie do dobrych wspomnien z dziecinstwa.

      Usuń
    2. Ostatnie zdanie jest bardzo smutne:(

      Usuń
    3. Ivo, podpisuję się pod Twoją mądrą wypowiedzią.

      Usuń
  11. Człowiek, to najgorsza bestia... Panterko masz ciekawy styl pisania...

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda,że Grażyna nie trafiła na faceta,który zamiast iść na piwo pobyłby z nią w domu wspólnie wypijając lampkę wina czy kieliszek dobrej nalewki...

    Raz,że lekko piszesz;a dwa,że temat bardzo dobrze mi znany :(
    Popłakałam się czytając,bo mam powód ku temu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z wrażenia napisałam bez składu i ładu :D

      Usuń
    2. Juz sie o Ciebie martwilam, bo zamilklas na tak dlugo.
      Wcale nie napisalas bez ladu i skladu, to ma gleboki sens. Przykro mi, ze przywiodlam Cie do placzu, ale pewne tematy trzeba wciaz i od nowa poruszac, by moc zapobiegac w przyszlosci lzom doroslych ludzi.
      A czy facet siedzacy w domu jakos skutecznie moglby Grazynie pomoc? Nie kazdy nadaje sie na terapeute duszy.

      Mam nadzieje, ze nie bedziesz znikac, co?

      Usuń
    3. Ja nie znikam ;)
      Jestem,ale mam napięty grafik zajęć ;)
      Ponadto przez "skrzywiony w dzieciństwie beret " muszę nad sobą dużo pracować ;>

      Z tą terapią duszy...trzeba sobie znaleźć nauczyciela i mistrza...a to niestety(albo stety :/ ) bardzo trudna sprawa.
      Ja znalazłam :)

      Usuń
    4. Z grzeczności nie przeczę :)

      Usuń
    5. Jaska, bierz Ty sie za pisanie, lenichu!

      Usuń
  13. Ważne tematy poruszasz! Zaglądałam tu do Ciebie nieraz, ale jak pozwolisz zostanę dłużej. Pozdrawiam!
    http://pieskieszycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieknie witam i zapraszam, rozgosc sie, Gosiu.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.