sobota, 31 sierpnia 2013

Marysia i swiecznik.

Film, jak wiadomo, to jedna wielka iluzja. Co na ekranie wyglada prawdziwie, jest tylko rekwizytem. Nasze bogate suknie byly na przyklad uszyte z bistoru, praktyczne, latwe w praniu, nie wymagajace prasowania i niezle imitujace drogie tkaniny z tamtych czasow. Inne rekwizyty tez calkiem  zgrabnie udawaly to, czym w rzeczywistosci wcale nie byly. Wielkie metalowe stojace swieczniki zrobione byly z drewna i tak pomalowane, ze do zludzenia przypominaly metal.
Byla na planie starsza juz aktorka, Maria K. Za wszelka cene starala sie zaistniec. W kazdej scenie dodawala cos od siebie, w nadziei, ze uczyni ja bardziej dramatyczna. Niejednokrotnie Krolikiewicz z anielska cierpliwoscia prosil ja, zeby trzymala sie scenariusza. Dyskusje trwaly, opozniajac zdjecia, jedno przekonywalo drugie do swoich racji. W koncu padal glowny argument:
- Marysiu, kto tu rezyseruje?
Marysia, sfochana wielce, stosowala sie do zalecen z widoczna niechecia, jednak nie rezygnowala w nastepnych scenach z prob ich ulepszenia na wlasna modle.
Az nadszedl dzien, kiedy Marysine dramatyzowanie o malo nie doprowadzilo do tragedii. Scena byla taka, ze po napasci Tatarow na zamek i wyrznieciu w pien mezczyzn, dzikusy zabieraly sie za nas. A my, dzielne niewiasty, nie chcac tanio oddawac swej cnoty, walczylysmy z poganami, czym sie dalo. Marysia walczyla swiecznikiem, drewnianym wprawdzie, ale dostatecznie ciezkim i twardym, zeby zrobic krzywde. Zeby ona, ta Marysia, zechciala krzywdzic Tatarow, co bylo w scenariuszu, nie widzialabym przeciwwskazan. Ale Marysia musiala role udramatyzowac do granic wytrzymalosci i tak sie rozegrala, tak wywijala orezem swiecznikowym, ze w koncu musiala w cos przydzwonic.
Na drodze Marysinych wyczynow znalazla sie moja glowa. Zanim zdazylam poczuc bol z tylu czaszki, juz osunelam sie z naleznym wdziekiem na komnatowe posadzki, po drodze obejrzawszy cala mape nieba oraz te niewidoczne galaktyki. Marysia nawet nie raczyla zauwazyc, ze prawie pozbawila mnie zycia, grala dalej w wielkim ferworze, krzyczac i nie zaprzestajac cwiczen szermierczych smiercionosnym swiecznikiem. Rezyserowi tez pewnie spodobaly sie te nieoczekiwane efekty specjalne, bo nie przerywal ujecia.
Kiedy sie skonczylo, z planu zwiozla mnie dyzurujaca na stale karetka pogotowia.

36 komentarzy:

  1. O matko, a ja myślałam, że niebezpieczne zawody to strażak, albo policjant! Powiedz chociaż czy w końcu przeprosiła ona i reżyser? No i mam nadzieję, że dali Ci satysfakcjonującą premię, albo zapłacili dodatek za szkodliwe warunki pracy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zartujesz! PANI aktorka bedzie przepraszala JAKAS tam panienke? PAN nawiedzony rezyser JAKAS epizodystke? Nie bylo takiej opcji. Zreszta oni chyba nawet tego nie spostrzegli, a ja tez specjalnie nie chodzilam sie uskarzac. Placone mialam za dzien zdjeciowy i to zaplacili, nic wiecej. Pozniej tylko nosilam wielkiego guza pod warkoczem :)))

      Usuń
  2. No to widzę, że z miesiąca pracy na planie mogłabyś napisać książkę tyle tam przygód było! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam szczescie, bo nie tylko zaliczylam filmowa przygode, ale jeszcze kilka pomniejszych. Na ksiazke jest chyba jednak za malo materialu, ale jak widac, kilka postow sie napisalo.

      Usuń
  3. Niektórym zawsze wiatr w oczy wieje ale tylko wybranych zdzieli świecznikiem w głowę aktorski ferwor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslisz, ze mialam dodatkowa role wybranca?

      Usuń
    2. Nie wiem ale status przebranca to pewne.

      Usuń
    3. Po namyśle - byłaś wybrańcem bo cię w jasyr nie wzięli ale na pogotowie:)

      Usuń
  4. Dostać od "gwiazdy", świecznikiem w głowę...toż to zaszczyt niebywały, a Ty zupełnie nie doceniasz, że Cię palec boży...znaczy świecznik filmowy w głowę dotknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli patrzec na to z takiego punktu widzenia, to faktycznie zaszczyt mnie spotkal niebywaly. :)))

      Usuń
  5. Szkoda, że jej nie oddałaś w innej scenie ;)Ciekawe, czy pan reżyser też nie przerywałby ujęć ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ja bede babcie katowac, mam litosc. Poza tym nie bijam slabszych :)))

      Usuń
    2. Ładnie mi słabsza ;) :))))

      Usuń
    3. No z bronia to kazdy potrafi byc silniejszy! ;)

      Usuń
  6. Jak się cieszę, że przeżyłaś i jesteś z nami, hip hip, hura!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skonczylo sie na guzie, jak w kreskowkach :)))
      Z tym, ze nie mam gwarancji, ze uderzenie nie pozostawilo dlugoterminowych szkod na intelekcie, to sie jeszcze okaze.

      Usuń
    2. No co Ty - intelekt masz ok. To gwiazdunia jedna ... Ja bym lekko oddała , albo podstawiła nogę - ona nogę by złamała i może Ty byś dostała jej rolę i została gwiazdą.

      Usuń
    3. Nie moglabym dostac Marysinej roli, bo wowczas bylam na nia stanowczo za mloda ;) Poza tym nigdy nie marzylam, aby zostac aktorka, pisalam juz przeciez, ze ja jestem dziwna. A moze to wlasnie sa te nastepstwa? :)))

      Usuń
  7. Matko, kochana! Ale przygoda! Dobrze,że z życiem uszłaś!
    Panterka, jeszcze raz dziękuję serdecznie, Ty wiesz za co!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zlego diabli nie biora ;)

      Usuń
    2. Przeciez to Ty sama przeprowadzilas skuteczna akcje pozbywania sie zarazy ze swojego bloga, ja nie umialam Ci pomoc. To Ty jestes bohaterka!

      Usuń
    3. jejku, a co to za akcja? Umieram z ciekawości!

      Usuń
  8. Pantero, przecież Ciebie z Tatarem chyba nie tak łatwo pomylić hę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo raczej roznilismy sie od siebie, oni nie mieli takiego pieknego warkocza. Tyle, ze Marysia bila na oslep.

      Usuń
  9. O matko, nie ma to jak nadgorliwiec...
    Dobrze,że przeżyłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby na to nie patrzec, zabic mnie mogla...

      Usuń
  10. masakra! Mogłaś zejść z tego świata ale film ważniejszy... brak słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej mam Wam o czym pisac ;) Zycie byloby nudne, gdyby nie te male ryzykowne zdarzenia.

      Usuń
  11. Ty chyba nie szczęście miałaś, tylko pecha! Piankowy śnieg, a nawet przygoda z koniem to przy tym świeczniku pestka!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, chyba moj aniol-stroz skutecznie strzegl mnie przed najgorszym.
      Gdyby nie te przygody, o czym ja bym Wam pisala? ;)

      Usuń
  12. Jak wspomniałaś,jest co wspominać:)Głupota i gwiazdowanie to nieodłączny element życia,bywa i tak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze nasza Hollylodz sie skonczyla...

      Usuń
  13. Kariera wymaga poświęcenia :)), ale widzę, że nie poszłaś tą drogą.
    I wcale się nie dziwię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie do takiego zycia nie nadaje, trema by mnie zabila.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.