czwartek, 28 listopada 2013

Za pozno...

Czasem wpadnie czlowiekowi dobra mysl do glowy, chce ja szybko zrealizowac, ale pojawia sie nagle znikad ciocia dobra rada i zaczyna mieszac w glowie, przekonywac, roztaczac czarne wizje. Czlowiek watpi w trafnosc zamierzenia, malo tego, ciocia wzbudza poczucie winy i zarzuca wygodnictwo oraz maltretowanie zwierzat.


Juz wyjasniam. Przed trzema laty bylismy z Kira w Polsce i mialam zamiar przy tej okazji poddac ja sterylizacji, a wlasciwie pelnej kastracji, glownie z racji znacznej roznicy w cenie owej operacji. Poniewaz rodzice od dawna nie maja zwierzat, nie sa wiec na biezaco z weterynarzami, dzwonilam przeto jeszcze stad do kuzynki, zeby kogos polecila i ewentualnie zrobila dla nas termin.
Czego ja sie od niej nasluchalam! Ze suke to trzeba pilnowac, a nie dla wlasnej wygody sterylizowac, ze to ciezka operacja (z tym sie akurat zgadzam) i zupelnie niepotrzebna. Ze po niej zmienia sie charakter psa, zachowanie, ze pies tyje, swiruje i w ogole to nie to samo zwierze. Ona tez ma suke i nigdy w zyciu nie zrobilaby psu TAKIEJ KRZYWDY. Zreszta jej wetka na pewno takiego zabiegu nie przeprowadzi, bo rowniez jest przeciwna, wiec bede musiala szukac weta na wlasna reke, bo ona z ta masakra nie chce miec nic wspolnego.
A pamietam przeciez, kiedy bylam raz z Kira w klinice, niemiecka wetka wrecz polecala kastracje, czyli wyciecie wszystkich narzadow rozrodczych, z listwami mlecznymi wlacznie. Ona dla odmiany roztaczala przede mna wizje zagrozen, jakie czyhaja na niekastrowane suki. Wtedy zaswitala mi mysl, zeby te operacje przeprowadzic w Polsce, bo wydanie blisko 500 euro nieco przekraczalo moje mozliwosci finansowe, a tu niestety tyle mniej wiecej kastracja suki kosztuje.
W Polsce bylismy, ale Kire oszczedzilismy. Jak sie okazuje, na nieszczescie.


We wrzesniu sunia naderwala sobie pazur u kciuka, wiec udalismy sie do naszego weta, ktory jej go usunal, wstrzyknal antybiotyk i po sprawie. Jednak przy rutynowym obmacywaniu znalazl u niej guzek na cycuchu, wielkosci ziarnka grochu. Kazal obserwowac.
Wczoraj bylismy z Kira i z Miecka na szczepieniach. Zaraz tez lekarz przemacal i stwierdzil, ze guzek sie powiekszyl, nieduzo, ale jednak. Teraz nie mozna zupelnie nic zrobic, operuje sie dopiero, kiedy jego wielkosc przekroczy 3 cm. Nadal wiec mamy obserwowac i w razie czego zglosic sie do niego. Rozmawialismy tez o niezrealizowanej kastracji. On jest rowniez zdania, ze gdybysmy trzy lata temu przeprowadzili zabieg, nie doszloby do utworzenia sie tego tumora. Bo ze jest to nowotwor, on nie ma watpliwosci. Pytanie tylko, czy zlosliwy, czy nie. U suk nie przeprowadza sie biopsji, zreszta poleca sie tego nie ruszac.
Mam teraz nie lada zmartwienie, wyrzucam sobie, ze dalam sie przekonac i wzbudzic w sobie poczucie winy, ze robie to dla wlasnej wygody. Myslalam, ze skoro Kira miala juz mlode, nie jest az tak bardzo zagrozona nowotworem sutka, jak suki, ktore nie rodzily. Podobnie przeciez jest u kobiet, choc to nie regula.
Teraz pozostaje nam rzeczywiscie tylko czekac i obmacywac cycuchy, drzac przy tym, zeby sie guzek nie powiekszyl.

**********************************************************************************

Przypominam, ze za dwa dni uplywa termin nadsylania fraszek. Dotychczas nigdy mnie nie zawiedliscie, wiec na co czekacie tym razem?

54 komentarze:

  1. Okropność! Współczuję ci tego strachu/ Ludzie często mają poglądy ja za króla Ćwieczka, te o charakterze i krzywdzie.
    Mam problem z fraszkami. Nie umiem, choć obiecuję, że jeszcze spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie okrucieństwo bierze się z niewiedzy...

      Usuń
    2. Teraz robie sobie wyrzuty i dopiero sie obwiniam.

      Usuń
  2. U mnie w aktualnym wpisie odnoszę się między innymi do "przyjaciół" zwierząt przeciwnych regulacji ich rozrodu. Polska jak widać ciemnogrodem stoi! Faktem jest że zabieg, no u suki operacja to zawsze ingerencja w żywy organizm, jednak nie jest to krzywda porównywalna do zrobienia tego człowiekowi gdyż TO JEST ZWIERZE a NIE CZŁOWIEK I NIE JEST śWIADOME.
    Przepraszam, poniosło mnie. Bo jednym z takowych "przyjaciół" jest moja mama. Kotka co ruję rodziła, następnie całe mioty malutkich kotków noszone były do lecznicy na tym razem darmową usługę. Słyszałam jak kotka płacze w poszukiwaniu dzieci... no ale to ja jestem złym człowiekiem bo jak to kotkę można poddać operacji... zwierzęta fundacyjne są wysterylizowane i wykastrowane możesz pooglądać, że nie mają gigantycznej depresji spowodowanej odebraniem płodności. Podejrzewam, że okres rui to też nei specjalna przyjemność dla suki... potem ciąża, porody (sama przechodziłaś, więc nie muszę tłumaczyć jakim dopiero ciąża i poród są wysiłkiem dla organizmu!
    Mam nadzieję, że sytuacja jakiej doświadczyłaś będzie lekcją, i oświecona będziesz walczyła z ciemnogrodem! Po jasnej, cywilizowanej stronie mocy! Zwierze bywa lekcją...trudną i bolesną momentami, ale tak czy owak służy naszemu wzrostowi. Ja sama przeszłam lekcje z Opiłkiem który po prostu zachorował (podejrzewam, że lekarka od której wzięłam kota nie powiedziała pewnej rzeczy tak czy siak, mój wniosek: nie zdawałam sobie sprawy do końca jaką odpowiedzialnością jest zwierze! Jak człowiek bezradny może być wobec choroby... zwierze całkowicie zdane jest na człowieka dlatego winniśmy mu posiąść wiedzę, dla jego dobra!
    Mam nadzieje, że z Kirą wszystko będzie ok...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzialam o kotkach, ze lepiej kastrowac, z psami/sukami nie mialam takiej wiedzy. Dalam sie namowic...

      Usuń
  3. przepraszam cię bardzo za to co napiszę. ta twoja kuzynka i jej wetka to jakieś porąbane osoby są.
    nigdy nie słyszałam, żeby weterynarz odradzał sterylkę. no chyba taki, co to nie ma zielonego pojęcia jak to sie robi. bo i takie egzemplarze się zdarzają. trzym sie, kirunia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz przepraszac, teraz i ja to wiem. Osoba po studiach, a okazuje sie, ze nie do konca madra.

      Usuń
  4. Sterylizacja to nie wygoda, to duża szansa na zdrowe i bezstresowe życie dla naszych zwierząt. Poza tym eliminuje ewentualne ryzyko potomstwa, które w większości przypadków jest niechciane.
    Teraz nawet w schroniskach podstawą jest sterylizacja i kastracja.
    Mój Racuch też wkrótce będzie kastrowany.
    Chciałam też wysterylizować psinkę, ale jest po prostu za stara na to : )
    I bardzo nie lubię takiego zaściankowego postrzegania sterylizacji jako czegoś złego, masakry i krzywdzenia zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wmawiano, ze to bedzie wygoda, ale tylko dla mnie.

      Usuń
  5. To bardzo przykra wiadomosc. Zaczelam czytac o raku sutki u psow i jedni kaza usunac guzy, inni obserwowac czy sie powiekszaja. Cytat z jednego artykulu "Suki z małymi guzami złośliwymi poniżej 1 cala (2.5 cm) w poprzek mają korzystne wskaźniki wyleczenia". Wszyscy pisza to samo, ze sterylizacja obniza ryzyko wystapienia raka. Nie masz co czuc sie winna i zloscic na kuzynke poniewaz co sie stalo to sie nie odstanie. Teraz musisz byc dobrej mysli. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja pierwsza w zyciu suka, dotad miewalam pieski, wiec naprawde nie wiedzialam...

      Usuń
    2. Ale psy też chorują na raka jąder i prostaty. Ja 10 lat temu też nie byłam świadoma, że należy kastrować wszystkie zwierzaki dla ich dobra. Dwa lata temu chciałam wykastrować Sama, ale po badaniach okazało się, że ma chorą wątrobę i zabiegu nie można wykonać dla jego dobra żeby jej nie obciążać. Ludzie też nie badają swoich zwierzaków. Nie robią im badań krwi co kilka lat. Zwłaszcza w podeszłym wieku. A ja, gdyby nie badania nie wiedziałabym, że Sam choruje. A teraz dzięki lekom i diecie ma wyniki w normie, ale leki będzie już przyjmował do końca życia.
      Panterko tu nie ma co sobie wyrzucać, że nie wysteylizowałaś Kiruni, bo to i tak nie zmieni sytuacji. Ale dam Ci radę idź z Kirą do jeszcze jednego lekarza po drugą opinię. Może on powie, że lepiej usunąć guz skoro rośnie? Bo potem może być za późno. Nie ma co ufać ślepo opinii jednego weta
      Uściski i bądź dobrej myśli! :)

      Usuń
    3. Moze tak trzeba zrobic. Nie chcialabym, zeby i ona odeszla w tak dramatyczny sposob, jak bylo w przypadku Fusla.

      Usuń
  6. Kuzynka miał takie zdanie , trudno ale do weta mogła dać namiar mimo tego. Do końca nie wiadomo czy dobrze zrozumiała kuzynka , o zdaniu weta na temat kastracji..... Może tylko usłyszała to , co chciała.
    Panterko pozdrawiam i mam nadzieje , że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem. Lekarze tez miewaja rozne opinie na temat tych samych chorob, wiec moze i taka wetka sie trafila.

      Usuń
  7. Dawno już, bo około 20 lat temu, odeszła nasza sunia z powodu zaawansowanego nowotworu. A za częło się banalnie, od guzka w ciągu mlecznym. Ja Cię nie straszę, życzę Kiruni, żeby całkowicie wyzdrowiała, ale po prostu wyrzucam sobie, że z braku wiedzy nie wysterylizowałam mojej Przylepki i naraziłam ją na chorobę i cierpienia. Songo jest wysterylizowany i Fruzia też. Niestety, konieczną wiedzę posiadłam dopiero po śmierci mojej suni.
    I jeszcze "ciekawa" postawa mojej znajomej; swoje trzy suczki wysterylizowała, ale psa nie, bo jak można samca pozbawić męskości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie! Samice predzej sie sterylizuje, a u samcow "szkoda jader", a przeciez meczy sie zwierzak bez mozliwosci kopulacji.

      Usuń
  8. No tak - to możemy podać sobie ręce. Moje wszystkie koty są wykastrowane , ale kotka Tusia nie. A dlaczego ? Bo się też nasłuchałam że u kota to pryszcz ale u kotki to poważny zabieg i trzeba mieć dobrego lekarza bo jak zły to kotka może umrzeć itd. Przestraszyłam się i tego nie zrobiłam. Tusia ma teraz 9 lat - jak na razie jest zdrowa .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci współczuję , ale faktycznie - może powinnaś pójść do innego lekarza i zobaczyć czy powie to samo

      Usuń
    2. W przypadku Miecki nie mialam takich watpliwosci, jest wysterylizowana. U Kiry zasugerowalam sie tym, ze juz miala szczeniaki, wiec miala byc mniej podatna na nowotwor.

      Usuń
  9. Współczuję i Tobie i Kiruni.
    Na temat kastracji suk nasłuchałam się i ja. U jednego weterynarza usłyszałam, że lepiej nie,drugi sugerował, że to zabieg tylko dla wygody właściciela.... Kolejny stwierdził, że właśnie koniecznie, bo nowotwory i inne choroby......Podjęłam decyzję o jej sterylizacji, serce mi się kroiło, ale wiem że to dla dobra Kamy.
    Panterko, będzie dobrze....i może spróbuj do innego weta się udać.
    Sama zrobiłam "rundkę" po weterynarzach, z chorą kotką.
    Ściskam Cię mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko wetka mojej kuzynki ma podobne poglady na kastracje suk, takich lekarzy jest wiecej. KOmu wobec tego wierzyc?

      Usuń
  10. Ciocia dobra rada - uciekam od takich jak tylko mogę.
    Może warto spróbować u innego weterynarza co by porównać opinie.
    Współczuję Ci i życzę zdrowia Twojej suni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak jest, ona ma tez suke, wiec pomyslalam, ze lepiej sie bedzie znala, a tu taki klops.

      Usuń
  11. Trzeba mieć nadzieje że będzie wszystko dobrze.Pozdrawiam.Panterko bardzo cieplutko i dużo całusków dla Kiruni.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pantero nie myśl o przeszłości, tylko, jak ci radzą dziewczyny wyżej, idź jeszcze po druga opinię. Suczka mojej mamy na to umarła, bo nie mogłam namówić jej na sterylizację. Tylko hormony i hormony. Swoja drogą tak jak Ninka napisała, o ile jeśli chodzi o suki to już trochę się zmienia świadomość społeczna, o tyle jeśli chodzi o samce to porażka. Tu zachodzi jakaś dziwna korelacja miedzy jajami psa a jajami właściciela/męża/kochanka/syna ? Nawet kobietki bez faceta wzdrygają się wykastrować swego psiuka. Ni cholery nie rozumiem, ale ten schemat tak działa :o*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moj psi guru, Cesar Millan, stale powtarza, ze powinno sie poddawac kastracji zarowno psy jak i suki.

      Usuń
  13. Pantero, nie rób sobie wyrzutów, kobieto droga, tak czasem bywa. Miejmy nadzieję, że Kirunia się nie da guzkowi. Może rzeczywiście warto skonsultować się także z innym wetem, jak wyżej radzą dziewczynki.
    Bądź dobrej myśli.
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło i pogłaskuję Twoje kochane zwierzorki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie robic sobie wyrzutow, skoro moglam tego uniknac? Bede musiala chyba sie wybrac do innego weta na konsultacje.

      Usuń
  14. Panti :)
    Trzymak kciuku za Kirunię i za Ciebie, bo wiem że się martwisz, o sterylizacji nic nie napiszę nie mam w tej sprawie doświadczeń choć będzie mnie czekała z Vigo taka sprawa .
    Buziaki ślę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pantero,nie czekaj tylko tak jak radzą Dziewczyny idź do kolejnego weta i przy okazji sprawdzaj czy wet jest też dobrym chirurgiem.Pierwszy raz słyszę ,żeby wet odradzał sterylkę-może nie umie dobrze jej wykonać?Moja Owczarka nie jest niestety sterylizowana ale na to złożyły się różne koleje losu a dziś gdy mieszkamy we dwie na IV piętrze,byłby to i dla mnie i dla niej ciężki problem do przeskoczenia.Jest co prawda możliwość przeprowadzenia takiego zabiegu w psim hotelu,gdzie przebywa tydzień kiedy ja wyjeżdżam na drugi koniec Polski ale nie wyobrażam sobie,żeby dokładać jej dodatkowy stres z powodu zabiegu i braku mojej obecności.Mam też poleconą wetkę,która taki zabieg może zrobić w...moim mieszkaniu,tego też nie mogę sobie wyobrazić!Tymczasem wszystko jest w porządku,nie miała nigdy ciąży urojonej,co pewnie by mnie zmusiło do podjęcia radykalnych kroków bo właśnie takie ciąże też stwarzają duże zagrożenie rakiem sutków.Trzymajcie się dobrze i zdrowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybiore sie na pewno, takie bezczynne czekanie, czy urosnie, jest nie na moje nerwy.

      Usuń
  16. Ja bym się nie obwiniała, bo to nie Twoja wina, że ufasz wetowi. To on ma mieć wiedzę, Ty możesz ale nie musisz. Na pewno dobrze się skończy.
    Sterylka jest rzadko odradzana, u nas u jednej suki faktycznie była z uwagi na ogromne problemy z wybudzeniem z narkozy. Ale to był wyjątek.
    Poszłabym to skonsultować z jeszcze jednym wetem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam nadzieję, że z Kirunią będzie dobrze, nie masz sobie co wyrzucać, że jej nie wysterylizowałaś. Nie ma reguły z chorobami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam nadzieje, ale jestem spanikowana. Nie tak dawno stracilam Fusla...

      Usuń
  18. strasznie to ciężka sprawa tak drżeć o swojego zwierzaka, człowiek to jeszcze powie, pokaże gdzie go boli, ale psinka taka...

    trzymam kciuki, żeby się okazał grzecznym guzem

    OdpowiedzUsuń
  19. ...trzymam kciuki za KIrę i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Fraszki powiadasz, a we łbie pusto...

    OdpowiedzUsuń
  20. przykra sprawa, gdy w rodzinie jest choroba, zwłaszcza, że może okazać się bardzo groźna:( Ściskam suczkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze juz jutro uda mi sie dostac termin do kliniki uniwersyteckiej, a najpozniej w przyszlym tygodniu pojdziemy z nia na konsultacje.

      Usuń
  21. Wycięcie wszystkich narządów to bardzo inwazyjny zabieg. Czy nie lepsza byłaby tylko sterylizacja, tak, jak u kotów? Oczywiście zaznaczam, że nie mam w tej dziedzinie żadnej wiedzy, decyzja należy do właścicielki i lekarza weterynarii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sterylizacja u kotek polega rowniez na wycieciu wszystkich narzadow rozrodczych i jest to takze bardzo inwazyjna operacja. Chodzi o zahamowanie produkcji hormonow, a nie tylko o zapobiezenie mozliwosci rozmnazania. To samo dotyczy samcow, usuniecie jader powoduje ustanie produkcji testosteronu.
      U ludzi sterylizacja to podwiazanie odpowiednio jajowodow lub nasieniowodow, przy zachowaniu produkcji hormonow plciowych przez zachowanie jajnikow lub jader.

      Usuń
  22. Może zabrzmi to dziwnie ale my mamy przed sobą kastracje kocurka i już się namyślimy ile wlezie o tym czy gdzie kiedy kto. :) Wymyśliliśmy że poczekamy na zastrzyk narkozy. Po tym zaraz jeszcze takiego nie dobudzonego zabieramy do domu by cały czas czuł kogoś sobie bliskiego ciekawe czy tak można. Panterko nie wysterylizowałam swojej koteczki dawno temu takie właśnie argumenty spowodowały że nie. Żałuję ale to były inne czasy i też guz ale miała już 16 lat. Twoja sunia czy trzeba czekać az się powiększy? Nie można wcześniej?
    Co by tu robić w międzyczasie? Daj olej lniany tam u Ciebie na pewno jest w zdrowej żywności na zimno tłoczony, on według dr. Budwigg najlepiej leczy rakowe guzy u ludzi więc i u piesków też. Podawaj do pyszczka. I o mam korzeń tataraku. Tego się nie gotuje tylko zalewa ciepłą wodą wieczorem przykrywa i rano bez podgrzewania pije. Oczyszcza organizm. Zamierzam zrobić właśnie tylko trochę inaczej. Kupiłam korzeń tataraku zamierzam go w cukrze kandyzować do podgryzania by był. Cukier nieoczyszczony oczywiście.
    O diecie dr. Budwigg koniecznie poczytaj to była kobieta dopiero. :)Jak mi coś jeszcze wpadnie do glowy napiszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skonsultujemy sie z innym wetem, to na pewno.
      Olej lniany moze Kira bedzie pila, ale jak ja zmusic do picia wywaru z tataraku? Wlasnie poszukalam w necie, strasznie drogi ten olej.
      Czekac na pewno nie bede, bo bym zwariowala.

      Usuń
  23. Współczuję. Choroba ukochanego zwierzęcia boli, a tu u Ciebie w dodatku to czekanie....:(
    Rudą wysterylizowałam ze względu na molestującego ją Garipa. W sumie nie żałuję, choć nasze "babsko" utyło nam strasznie. Teraz troche pogubiła, ale tendencję ma.
    Nasza kotka Jagoda, choć byłą sterylizowana ok. 3 lata temu jako około 2 letnia, miała już początki zmian w macicy. Gdybyśmy nie przeprowadzali sie na wieś- kto wie jakby się to skonczyło (jako trzymana w domu pewnie nie byłaby poddawana zabiegowi).
    Trzymam kciuki za Kirę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Garipa nie masz zamiaru wykastrowac? Czy przeznaczacie go do krycia?
      Dobrze, ze chociaz z Miecka sprawe od razu prawidlowo zalatwilam, przynajmniej z nia mam spokoj.

      Usuń
    2. Garipa nie będę kastrować, bo to znów będzie miało znaczenie przy leczeniu sterydami....
      W hodowli go nie użyję. Skoro ma tę przypadłość, a jej genetyczne pochodzenie jest pewne- nie mam zamiaru "puszczać w świat" złych genów.

      Usuń
    3. Biedne te nasze zwierzaki, je tez dopadaja choroby cywilizacyjne.

      Usuń
  24. Trzymam kciuki za Kirę i mam nadzieję że wszystko się dobrze ułoży,przecież ma Ciebie,a Ty zrobisz dla niej wszystko...
    Niestety choroby cywilizacji dopadają też i naszych milusińskich,najgorsze jest to że czasami nie jesteśmy im w stanie pomóc,mimo szczerych chęci i dobrych lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takze mam nadzieje, ze Kirunia wyzdrowieje.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.