piątek, 27 grudnia 2013

Nie przechodzi...

Wpadlam do glebokiej czarnej dziury i jakos nie moge z niej wypelznac. Zeby nie bylo niedomowien, nie tylko choroba Kiry to sprawila. To byla przyslowiowa kropla przepelniajaca czare, iskra, ktora zainicjowala jakas reakcje lancuchowa. Nie moge sie pozbierac do kupy, rozpadlam sie.
Dodatkowo mam straszne wyrzuty sumienia, ze swoja nieobecnoscia zepsulam rodzinie wigilie. Dziewczyny tak bardzo sie postaraly, tyle trudu wlozyly w jej przygotowanie. Wszystko dla mnie, zebym nie musiala nic robic, zebym odpoczela, wyciszyla sie. Widzialy, co sie ze mna dzieje, ani slowem nie daly do zrozumienia, ze cos jest nie tak, nie meczyly mnie telefonami z pytaniami o przepisy, chodzily wokol na paluszkach.
A ja je tak zawiodlam.
Massimo robil za renifera
W pierwsze swieto Owsik przygotowal swiateczny obiad, postanowilam pojsc, choc wolalabym zostac w domu. Jednak po przeplakanej samotnie wigilii, po nieprzespanej nocy, wydawalo mi sie, ze jest mi lepiej. Nie bylo. Wiele wysilku kosztowalo mnie zjedzenie czegokolwiek, udzial w rozmowie, udawanie, ze wszystko jest w porzadku. Nie chcialam, zeby sie niepotrzebnie niepokoily.
Do kompletu jeszcze cisnienie powietrza tak gwaltownie spadlo, ze ledwie powloczylam nogami. Wiatr wyl za oknem i lal deszcz.
Zajrzalam na blogi, a tam wszedzie choinki, lampki, potrawy, radosc i wesolych swiat. Co ja mialam pisac w komentarzach? Jaki jest moj stosunek do swiat, wyjasnialam wczesniej niejednokrotnie, a te swieta byly wyjatkowo beznadziejne, chyba najgorsze w moim calym zyciu. Nie umialam sie przelamac dla dobra sprawy, nie mialam sily, nie bylam w stanie. Nie wiem, dlaczego. Sytuacja mnie przerosla.
Czulam sie poniekad jak sparalizowana, chociaz motoryka byla bez zarzutu. Rozum i serce nakazywaly jedno, cialo bylo gotowe do wyzwan, a jednak cos blokowalo. Nie chcialam, nie moglam. Pelna niemoc. Wypalenie. Nie bylo takiej sily, ktora moglaby sie temu przeciwstawic. Jakby jedna czesc mojego jestestwa racjonalnie tlumaczyla tej drugiej koniecznosc uszanowania wysilkow rodziny, zebrania sie do kupy, zaprzestania rozczulania sie nad soba, podczas, gdy ta druga, sponiewierana i lezaca zwinieta w klebek, skowyczala zalosnie o pozostawienie jej w spokoju.
Ja nawet nie potrafie tego stanu ubrac w slowa, jakos przystepniej zdefiniowac, nazwac. To cos zupelnie mi nieznanego, nigdy wczesniej tak sie nie czulam.
Nawet rozmowa sprawia mi trudnosc, a przy pisaniu tego posta, dlugo musze sie zastanawiac nad doborem slow. Chyba to, co napisalam brzmi jakos chaotycznie.
Jestem Wam bardzo wdzieczna za pelne zrozumienia i ciepla komentarze pod poprzednim postem, przeczytalam je wielokrotnie, ale nie moglam sie zdobyc na odpowiedz. Przepraszam i mam nadzieje, ze mi wybaczycie.

60 komentarzy:

  1. No u mnie był mało świąteczny temat - chodzi mi o Pana Waldemara. Massimo wygląda uroczo:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filizanko, jakos nie lapie, kto to jest pan Waldemar.

      Usuń
    2. zapraszam więc tutaj:

      http://czerwonafilizanka.blogspot.com/2013/12/mao-popularny-temat.html#comment-form

      Usuń
    3. Nie zalapalam w pierwszej chwili, a przeciez czytalam ten post.

      Usuń
  2. Bywa i tak. Jestem przeciwna sileniu się na udawanie czegokolwiek. W najszczytniejszym choćby celu. Oczekiwanie od najbliższej osoby, by swoim smutkiem nie psuła zabawy reszcie, odbieram jako formę psychicznej przemocy. Na szczęście masz w swoim otoczeniu kochające, rozumiejące i czujące podobnie, jak Ty, osoby. Każdy ból musi się sam wypalić. Kiedyś minie. Tego właśnie, Tobie Aniu, życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To minie na pewno. Wszystko sie nawarstwilo i te swieta w dodatku, wiec sie wylalo, ale przejdzie.

      Usuń
  3. z serca życzę szybkiego wygrzebania się z czarnej dziury! Jak najszybszego. Bo tu nie chodzi o Święta... tu chodzi o jakość życia, która w takich momentach jest kiepska po prostu.Święta miną i w sumie trochę szkoda, że przytrafiły się w tym momencie, bo jeszcze dodatkowo oprócz swoich problemów masz jeszcze poczucie winy, które nie pomaga w wygrzebywaniu się z czarnej dziury.
    Szybkiego podniesienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu splot niesprzyjajacych okolicznosci w zlym czasie.

      Usuń
  4. Panterko! Niepokojące jest to, co piszesz. Zadbaj o siebie (może wizyta u lekarza?). Może przesadzam, ale czasami żadne dobre słowa typu "trzymaj się" nie pomagają. I jeśli masz przy sobie kochających cię bliskich ludzi, mów im o tym, że jest ci źle. Ukrywanie niczego nie zmieni, a już na pewno nie pomoże. Szukanie pomocy nie jest niczym złym. posyłam dobre myśli - milcząca "podczytywaczka" bloga Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem ciezko w pelni otworzyc sie nawet przed bliskimi, Iza. Za duzo naraz wydarzylo sie, wiec w koncu musialo znalezc ujscie. Pech, ze wlasnie w takim czasie.

      Usuń
    2. Iza ma racje. Dobrze jest się wygadać a nawet wykrzyczeć co boli , albo wziąć kartkę i napisać tak tylko dla siebie - może to głupie ale to pomaga. Jeśli taki stan co jakiś czas się powtarza to warto pogadać z lekarzem.

      Usuń
    3. Nie ma komu sie wygadac, kazdy ma wlasne zmartwienia, wiec obciazanie dodatkowymi cudzymi, byloby nieludzkie. Zreszta trudno jest mowic o sobie.

      Usuń
    4. Oj tam nie bądz taka delikatna do innych. Masz córki - one na pewno ciebie wysłuchają - skąd wiesz ? może czekają na to. Nie dobrze jest trzymać wszystko w sobie. Tak - trudno jest mówić o sobie , ale trzeba się przemóc . Pójść np. na spacer z córkami albo z mężem i opowiedzieć. Będzie Ci lżej i od razu poczujesz się lepiej

      Usuń
    5. Maz wie o wszystkim na biezaco, corki wlasciwie tez, co im wiec bede ciagle jojczyc.

      Usuń
  5. Aniu, ja przewrotnie Cię pocieszę, bo pomyśl jaka czeka Cię górka po tym dole! Ale będziesz miała energii, pomysły i dobry humor! Tak to już się plecie w życiu, raz na wie, a raz pod, choć gdy się jest w czarnej dziurze (ja mówię zawsze "w czarnej dupie"), to człowiek w to nie wierzy. To strasznie trudny czas, przykro mi, że Cię to spotyka.
    Z dziewczynami po prostu porozmawiałabym szczerze (co pewnie zrobiłaś) i przeprosiła (nawet jak się coś zrobi niechcący, czy w chorobie, czy w depresji to przecież warto przeprosić), bo one na pewno zrozumieją.
    Jesteś silna babka, dasz radę. Dobrze, że choć nam się wypisałaś. Pewnie czytelnicy pomogą jak zawsze.
    Buziaki:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raz na wozie, a raz pod - miało być.

      Usuń
    2. Zanim ja te gorke osiagne, musze przedtem wypelznac z dolka, a to nielatwe, bo ziemia sie spod nog troche obsuwa i grzezne bardziej. Ale pewnie kiedys minie.
      Buziaki

      Usuń
  6. To ja tylko przycupnę u Cię i pobędę ;-***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To duzo dla mnie znaczy, Akularku.
      Calusy

      Usuń
  7. W sumie dziewczyny wyżej napisały to, o czym sama sobie pomyślałam tj. o tym wygadaniu się komuś, albo wypisaniu i o tym, że po dołku przychodzi górka ....
    Twój post nie jest chaotyczny, życzę Ci, abyś jak najszybciej z tego dołka się wykopała, chociaż łatwe to pewnie nie będzie. Ale w końcu minie.
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam nadzieje. Dzisiaj bylam nawet w pracy (na ochotnika), zeby sie czyms zajac i nie myslec za wiele.

      Usuń
  8. Pogoda dodatkowo niestety działa na niekorzyść. Na szczęście idzie zmiana...
    Wszystko jest po coś... Czasem trudno w to uwierzyć, a często się buntuję, ale jednak takie stwierdzenie nadaje rzeczom dziejącym się bez sensu, jakąś pozytywną wartość.
    Rozumiem Twoje wyrzuty sumienia... też tak mam, ale czasem trzeba odpuścić... po prostu i wszystkiemu. Nieraz trwa to tydzień, a nie raz jeden dzień... Po tym jak moja najbliższa przyjaciółka przez kilka miesięcy tkwiła w depresji, brakuje mi słów i wiem, że czasem po prostu tak jest.
    A Ty jesteś silna jak napisała Anka Wrocławianka i dasz radę... Ale daj sobie też czas :)..
    Szkoda, że nie masz takiej przyjaciółki, do której mogłabyś pójść opowiedzieć siebie, wypłakać, wykrzyczeć i wrócić do domu... to jednak najlepsza terapia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym byla bardziej egoistycznie do swiata nastawiona, pewnie byloby mi z tym lepiej. Ale ja zawsze staram sie nikogo nie skrzywdzic, nikomu nie uczynic przykrosci, wiec kiedy cos takiego sie dokonuje, wyrzuty sumienia nie daja mi zyc. Tak zle i tak niedobrze.

      Usuń
  9. Aniu, współczuję Ci bardzo, że się to tak nawarstwiło; nie wiem sama, jak bym zareagowała w takiej sytuacji. I z góry przepraszam, bo zamierzam napisać coś, co możesz odebrać, jak pouczanie, choć nie taki jest mój zamiar. Przeczytałam ostatni w książce (typowo rozrywkowej i wcale nie najwyższego lotu) zgrabne zdanko, które oddaje mój stosunek do świąt - wszelkich świąt: "Święta są takie, jakimi je sami uczynimy." Ja wszystkie święta obchodzę po swojemu, częściowo czerpiąc z tradycji, częściowo tworząc własne zwyczaje; staram się, żeby to był czas przede wszystkim dla rodziny, bo na co dzień (nawet w teoretycznie wolne niedziele) na ogół rozmijamy się w biegu. Staram się, żeby spędzać je przynajmniej miło, jeśli już nie można atrakcyjnie. I - jeśli chodzi o święta kościelne - sposób ich spędzania wcale nie jest wyrazem mojej religijności czy też jej braku. Na rozbuchaną komercję nie zwracam uwagi, czerpię z niej tylko tyle, ile mi potrzeba. Nie ma oszczędzania na nie wiadomo jakie prezenty, nie ma żadnego : "Zastaw się, a postaw się." Jest wolne - jest fajnie; a jeśli przy okazji można zjeść pierogi z kapustą i grzybami, to w ogóle super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako echo chętnie zwielokrotnię Twoje podejście do świąt. Tak po prawdzie to nikt nam nie zagląda jak święta spędzamy, czy się dajemy ogłupić świątecznym oszołomom czy nie, zależy tylko od nas samych...
      Aniu, ten stan, w który wpadłaś, sam nie przejdzie. Weź się sama za pirze, kudły i olej całą czarną dziurę, działaj a nie zachwycaj się niemocą. Nie nadrobisz straconego wieczoru. Szukaj sprzymierzeńców a nie przysparzaj sobie wrogów czy obojętności. Buziole!

      Usuń
    2. Ninko, zbieramy sie do kupy czesto i spedzamy czas ze soba, ot tak, bez okazji. Dlatego wlasnie czulam sie taka przymuszona do tej wigilii. Bo jest i TRZEBA sie spotkac. Nie wiem, czy mnie rozumiesz. A ja wlasnie w tym czasie bylam w dolku i chcialam byc sama. I bylam, ale pozniej dopadly mnie te straszne wyrzuty sumienia.

      Echo, mnie juz nikt niczym nie jest w stanie oglupic. Corki chcialy mnie wyreczyc, zrobic mi przyjemnosc, a wyszlo jak wyzej, bo w tym dniu potrzebowalam samotnosci. Wlasnie w tym dniu, kiedy oczekiwano ode mnie uczestnictwa. Dzisiaj jest juz nieco lepiej, jestem spokojniejsza i zmeczona po pracy. To byl po prostu bardzo nieszczesliwy i niefortunny zbieg okolicznosci z tymi swietami.

      Usuń
    3. Rozumiem Cię; po prostu przedstawiam swój sposób, swój stosunek do sprawy. Dodam jeszcze, że na mnie takie okazje działają mobilizująco. To trochę tak, jak z filmami, które lecą akurat w tv; lubię je obejrzeć właśnie wtedy - nagrać i obejrzeć później, to już nie to samo, choć w gruncie rzeczy nie ma to przecież znaczenia.

      Usuń
    4. Ja sie nawet mobilizowalam, ubralam, ufryzowalam, wypacykowalam i... nie moglam pojsc, bo na sama mysl, ze znajde sie wsrod ludzi, az mna trzeslo. No, taki nastroj i juz, nic nie moglam na to poradzic.

      Usuń
  10. Aniu, najbliżsi zrozumieją, my też rozumiemy - pocieszamy, jak umiemy. Nie miej wyrzutów, odpocznij, zbierz siły - po prostu masz chwilowy urlop od świata. Jesteś sama ze sobą - widać jest Ci to potrzebne.
    Ściskam Cię bardzo mocno i pozdrawiam serdecznie. Jeszcze będzie przepięknie. Nno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolno i z trudem, ale idzie ku lepszemu. Pogoda sie poprawila, cisnienie nieco wzroslo, wiadomosc o raku przetrawilam juz troche, wyszlam z szoku. Znow mam dwa dni na lenistwo, moze tym razem bedzie okazja pobyc na dworze. Dzis pierwszy dzien bez deszczu.
      Buziaki

      Usuń
  11. Bardzo współczuję znam stan. Serdeczni pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. 15 lat temu i ja miałam takie święta. Przeryczałam je, zakończyłam bólem głowy. Tuż przed wigilią był pogrzeb mojej mamy. Myślałam,że już na zawsze te święta będą dla mnie bolesne. Myliłam się. Są takie, jakie chcę by były. Wszak myśli potrafią się materializować. Niechaj zatem materializują się w pozytywnym tego znaczeniu.
    Przytulam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma porownania miedzy smiercia mamy, a choroba psa, ale dla mnie byl to jednak okropnie dolujacy szok, tak niedawno przeciez stracilam Fusla... Ale masz racje, Dorotko, pewnie do przyszlych swiat zdolam sie otrzasnac i wszystko znormalnieje.

      Usuń
  13. Współczuję Ci Aniu...
    Czasami tak jest ,że zły okres w naszym życiu możemy tylko przeczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, Krysiu, przeczekuje. Na szczescie swieta minely i juz nic mnie nie zmusza do niczego, a to jakas pociecha.

      Usuń
  14. Znam to skądś...
    Miałam juz kilka takich Świąt.
    W takich chwilach pisanie czegokolwiek na pociechę jest bezcelowe. Tak uważam. Ja w takich chwilach nie chcę widzieć ani słyszeć nic. Jak juz sie przełamie najgorsze, dociera do mnie, że są Ludzie przyjaźni, dobrzy lub chocby tacy, których nawet niewielka sympatia do nas, posyła tyle dobrej energii, ze wreszcie sie zbieramy do kupy.
    No. Dość.
    Trzym się i wiedz, że po deszczu- słońce (choć mnie ostatnio trudno w to wierzyć) i po okresie przeczekania pod wiatą, mozna będzie wyjść i ogrzać się w jego promieniach...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak pozytywnie na mnie dzialaja Wasze komentarze. Napisawszy ten post, chcialam go skasowac i dalej sie sama zamartwiac, w koncu jednak zdecydowalam sie go zamiescic. Teraz wiem, ze dobrze zrobilam.
      A slonko wlasnie dzisiaj wyszlo, po kilku dniach ciaglych opadow i gwizdzacego wichru.

      Usuń
  15. Mam wrażenie,że mi też kiedyś się tak uleje jak Tobie obecnie.Święta mnie ni ziębią,ni grzeją.Ot...wolne dni,młodzież w domu i tak rodzinnie jest.I niby mi się wszytko układa,zdrowie dopisuje,ale nie umiem sobie wmówić,że czekam na święta.I w imię czego mam świętować?W imię narodzin sprzed wieków,które wg dociekliwych historyków jest pod znakiem zapytania? W imię radości,że bliżej do wiosny ,że dzień jest dłuższy?Ani założenia chrześcijańskie,ani pogańskie mnie nie motywują do radosnego ubierania choinki,a tym bardziej głowienia się co komu kupić w prezencie z racji świąt. Czy ja nie mogę zrobić prezentu ot tak sobie bez okazji?Czy akurat ........... E tam,nie będę się produkować.
    Pocieszę Cię tylko,że w mojej okolicy świętuje się w dwóch terminach i jako(rzekomy) wyznawca prawosławia mam jeszcze to przed sobą...
    ***pisała 'dziewczyna ze wsi' *** i korzystała z nie własnego komputera

    Śledziłam przedwczorajszy post i myślałam o Tobie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej bym tego nie ujela, Jaska. Tylko... czlowiek sie buntuje, wscieka, a gdzies z tylu mozgu cos stuka:
      - Hej, to ja, Tradycja, jakze to tak? Matka robila, babka i prababka tez, a ty mi tu tak wbrew? I goopi czlowiek ustepuje, bo te tradycje trzeba szanowac.
      Bylo, minelo, mamy rok spokoju.

      Usuń
  16. oj i ja siedziałam w dziurach głębokich jak piekło. kilka razy. i wylazłam z nich, choc przy wspinaczce pazury miałam zdarte.
    aniu, każdy człowiek jest inny, nie można stosować tej samej miary. jeden, kiedy się wygada to mu lżej - do następnego wygadania. inny dusi w sobie i tłamsi, nie zawsze da radę sam. ale nie chce obciążać swoim bólem innych, a przez to głąbiej się zagrzebuje w dole..
    nie można tak. to nie szkodzi, że twoje córki wiedzą. one myślą, że wiedzą . ty wiesz najlepiej jak jest. nawet twój mąż nie wie. oni nie są tobą. dlatego powiedz im, wywal z siebie to wszystko złe.
    a jeśli nie.....dużo siły potrzeba, żeby samej wyjść z doła.
    nie szarp się, nie jesteś sama.
    tradycja? są w życiu ważniejsze sprawy niż tradycja. sądzę, że twoi bliscy to rozumieją i nie mają żalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zalu nie maja, a przynajmniej tak mowia. To ja sie zamartwiam na zapas, ze wszystkich zawiodlam.

      Usuń
    2. i właśnie tu popełniasz błąd, skąd wiesz, ze zawiodłaś? pytałaś ich? powiedzieli ci?
      oj pantera, pantera, przyhamuj wyobraźnię, bo niekoniecznie tak jest jak myślisz. ale nie dowiesz się tego bez szczerej rozmowy.
      ja tam myślę, że nikt żalu do ciebie nie ma, tylko ty się z tym wszystkim źle czujesz, za dużo kombinujesz , tak pod górkę. znam to, wiele razy tak robiłam.

      Usuń
    3. Juz wlaczam hamulce, Ewuniu.
      Sama widzisz na wlasnym przykladzie, ze kombinowanie dominuje czesto zdrowy rozsadek. ;)

      Usuń
  17. Zastanawia mnie dlaczego tradycja zwana przykazaniem miłości nie jest kultywowana? Zwłaszcza część "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Nauczano tego jeszcze przed spisaniem Ewangelii,a nauka idzie jakoś w las...Smutne to jest,że jesteśmy zapatrzeni w siebie,w bogate podarki,w bogato zastawiony stół.Czyżbyśmy siebie nie kochali/miłowali/lubili...? Rządamy wiele od innych nie dając nic od siebie,ale przecież chcąc zmienić świat trzeba zacząć od siebie.
    Eh...wzięło mnie na filozofowanie znów...
    J.A. ***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nikt nie musi "przykazywac" kochania nie tylko moich bliskich, ale i innych ludzi. To rozmodlona na pokaz prawica powinna glebiej wczytac sie w nauki boze o kochaniu, przebaczaniu i nadstawianiu drugiego policzka, bo umieja tylko ziac nienawiscia i zadza zemsty. Chron mnie, panie, przed takimi zarliwymi katolikami.

      Usuń
    2. I właśnie Ci żarliwi nie są w stanie zrozumieć jak można świętować nie będąc na mszach,nie będąc w spowiedzi.Nie liczą się z tym,że ktoś myśli inaczej,robi inaczej.Ci żarliwi zazwyczaj są zadufani w sobie i w imię Boga kochają tylko siebie,swoje wygody,swoje poglądy.
      Wg mnie nie jest ważne kto w "co" wierzy,ale ważne jest jakim jest człowiekiem( w bardzo szerokim pojęciu tego słowa ! )

      Jestem człowiekiem.Idę na parowce ze śmietaną i truskawkami,które mi młodzież zrobiła(ja robiłam coś inszego jakby co ;) ),potem idę dobytku dopatrzyć.
      Pozdrawiam Cb Pantero !
      J.A.

      Usuń
    3. czyli***dziewczyna ze wsi***

      Usuń
    4. Alez, Jaska, ja Cie na wech rozpoznaje, czyli to CZYLI bylo zbyteczne :)

      Usuń
  18. ...cały czas o Tobie myślałem, nawet przy stole wigilijnym. Pozdrawiam Cię cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy jestescie bardzo kochani, naprawde wzruszajace...

      Usuń
  19. Tak... tradycja... wpędza nas w poczucie winy coś, co jest narzucone i nas terroryzuje. Te stany... skumulowało Ci się wiele i teraz powoli musi się rozładować. Trochę chyba potrwa, ale jak piszesz, idzie ku lepszemu. I dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na tych torach to musisz do nas zadeczkiem??? A może odwrócisz się do nas pyszczorem?

      Usuń
    2. A bo ja sobie w swiat szeroki wywedrowuje, wiec "wydech" jest jak najbardziej na swoim miejscu. ;)

      Usuń
  20. oj tam Panterowska , Panterowska kochana BABO jedna ty ,czytam i ryczę.Niedawno , kilka lat temu zapadaliśmy się ( mąż i synowie) w szambo .Nie mieliśmy siły już na głośny płacz - wypełniał nas niemy krzyk .
    Udało się i dna nie dotknęliśmy a wręcz przeciwnie .Byliśmy silni , bo byliśmy razem .
    Z boku patrzono na nas jak na widma z których uszło życie.
    przytulam - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak sie zycie koslawo ustawia, ale czlowiek to istota silniejsza, niz mu sie wydaje. Podnosi sie z upadku i prze dalej do przodu. Czasem siega dna, zeby sie od niego wygodnie odbic i wyplynac.
      Juz lepiej, Gryzmo, znacznie lepiej. Przetrawilam, przespalam problemy i one wprawdzie nie zniknely, ale wydaja sie mniejsze i do ogarniecia.
      Odprzytulam cieplo. :)

      Usuń
    2. a jeszcze żeby Wam lżej problemowo było - wysyłam moje słonce i świeże kwiaty z pigwy

      Usuń
    3. Lapie to slonce, jako ze mam deficyt onego :)))

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe i obrazliwe komentarze beda usuwane.