poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozzloscilam sie!

Po raz pierwszy, odkad Bula z nami zamieszkala, rozzloscilam sie na nia tak na powaznie. Do tego stopnia, ze rzucilam w eter grubym slowem na Q. Kto mnie zna, ten wie, ze nie tylko slow powszechnie uznanych za niecenzuralne nie uzywam, ale jestem ich zagorzalam wrogiem, zwlaszcza w ustach kobiet, bo to nie przystoi. I tyle.
Tymczasem samej mi sie wypsnelo, glosno i dobitnie, z akcentem na R. Nawet w tej zlosci nie mialam czasu ani sie zawstydzic, ani w jezor ugryzc. Malo tego, kontynuowalam przeklinanie! Zlosc moja byla wielka i bezmierna.
Otoz w sobote lezalam sobie w duzym pokoju na sofie, dogorywajac w upale, bezposrednio pod wentylatorem i zaklinalam rzeczywistosc, zeby nie musiec sie stamtad ruszyc. Widocznie zaklinalam nieskutecznie, bo przyszlo mi nie tylko ruszyc swoje zwloki, ale i ciezko w tej upalnej zupie pracowac. A wszystko przez Bulke!
Moje lezenie przerwal w pewnej chwili wielki huk, cos jak trzesienie ziemi z erupcja wulkanu i upadkiem meteorytu naraz. Od razu postawilo mnie do pionu. Pomknelam z szybkoscia swiatla w strone halasu, po drodze o malo sie nie zabijajac o kota, ktory z rownie rozwinieta predkoscia gnal w strone przeciwna. Dotarlam do sypialni i wlasnie wtedy wypsnelo mi sie, a co gorsze, nie chcialo przestac. Bo otoz oczom moim ukazal sie armagiedon z obrazem nedzy i rozpaczy w jednym. Mozecie sobie wyobrazic stan mojej wscieklosci, skoro nawet zapomnialam wszystkiego sfotografowac. Ja, ktora aparatu z reki nie wypuszcza!
W sypialni otoz stoi na takiej drewnianej kolumnie moja duma i radosc, wyhodowana wlasnorecznie monstera. Spora juz byla. To wlasnie ta roslina, do ktorej Bulka w jakis sposob sie dostala, zeby urzadzic sobie w niej kuwete. Od tamtego czasu stala z ochraniaczem w postaci plastikowego worka, zakrywajacego ziemie. Na biezaco sprawdzalam, Bula nie sikala w niej pozniej. Tym razem jednak musiala znow do niej wskoczyc i jakos udalo sie jej wszystko zwalic na ziemie. Nie musze dodawac, ile mi roboty przysporzyla ze sprzataniem ziemi rozsypanej nawet na lozkach, nie mowiac o podlodze, i skorup z rozbitej doniczki. I tejze wlasnie bialej, pieknej, wyjatkowej wielkiej donicy najbardziej mi szkoda. Przeszla ze mna szlak od Lenino do Berlina, niejeden wielki kwiat sie w niej wychowal, przezyla w spokoju kilkadziesiat lat i tyle przeprowadzek, zeby polec pod lapkami Bulki. Nie wspomne juz o szkodach na samej roslinie, ale ona (mam nadzieje) jakos sie z tego pozbiera.
Najgorsza jednak byla robota, ktora musialam w tym nieludzkim upale wykonywac. Pot zalewal mi oczy, lal sie ciurkiem po plecach, ziemie mialam w kapciach, pod paznokciami, a nawet w paszczy. Kiedy wszystko pozbieralam do kupy, oczom moim ukazaly sie nastepne szkody: dziura w laminacie.



To smetne resztki, jakie pozostaly z mojej bujnie rozrosnietej monstery, w wypadku stracila kilkanascie lisci, bo to w gruncie rzeczy delikatna i lamliwa roslina. Udalo mi sie znalezc jakas zastepcza donice w piwnicy, taka zwykla i nie tak sliczna, jak poprzednia. Dziura w podlodze jednak straszy. Folia, jak widac, nadal ma ochraniac ziemie.
Cale to dlugotrwale sprzatanie nieco mnie uspokoilo i dobrze, bo kiedy je zakonczylam, przeszly mi mordercze instynkty w stosunku do Bulki. Siedziala wystraszona na balkonie, a w jej wzroku byla prosba o wybaczenie. Wzielam toto na rece, troche nagadalam, a ona obiecala mi, ze juz do monstery wchodzic nie bedzie. Zobaczymy!
Juz wczesniej przewracala i zrzucala mi doniczki z kwiatami, zawsze jednak udawalo sie im szczesliwie przezyc. Ja sprzatalam, utyskujac i jakos dalej szlo. Niejedna roslina ucierpiala polamana lub obgryziona przez Bulczyka, ale zadna wczesniejsza szkoda nie wywolala we mnie takiej zlosci. Cierpliwie i z poblazaniem doprowadzalam wszystko do porzadku, bo majac w domu mlodego, ruchliwego i psotnego kotka, liczylam sie przeciez z pewnymi niedogodnosciami, a nawet stratami. Tym razem jednak Bula przesadzila.






104 komentarze:

  1. No to miałaś huragan. Okropność. Żebyś poczuła się lepiej napiszę że nie byłaś sama. Tak jak pisałam wczoraj na FB malowałam pokój - gdy skończyłam marzyłam tylko żeby się położyć. Marcyś - ten biały - zamoczył łapę w farbie - zobaczył że jakieś to dziwne to zaczął trząść łapą i pryskać wszędzie potem chciałam go złapać to zaczął uciekać i odbił w całym mieszkaniu pełno niebieskich kocich łap - był wszędzie nawet wskoczył na kuchenny blat - mało się nie popłakałam ze złości i zamiast pójść spać jeszcze z godzinę sprzatałam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz nie wiem doprawdy, co gorsze, czy stluczona donica ze zdewastowana monstera, czy slady kocich lapecek po calym domu. Mialas rzeczywiscie przygody! :)))

      Usuń
    2. Panterko współczuję przeżyć w upale! ;)
      U mnie, z kilkunastu kwiatków zostały 4... Też mam dziury w podłodze kiedy Lucek, a potem po roku Gacek, zrzucili mi kwiatek z wysokiego regału...
      A łapki w farbie to specjalność Lucka! Kocha malować! ;)) Chociaż rekord szkód to miałam jak malowałam szafki w kuchni. Jak skończyłam udałam się na zasłużony odpoczynek. Trwał on ze dwie minuty po czym widzę, że Sam, białym bokiem i ogonem wylatuje z kuchni za kotem. Okazało się, że zachciało mu się ganiać wsród tych mokrych od farby szafek! A kuchnia wąska więc bokami i ogonem porobił mi zacierki! I tak zamiast odpocząć czyściłam psa i malowałam szafki jeszcze rak żeby wszystko wyrównać...
      Wiem, że mało to pocieszające dla Ciebie, ale przynajmniej wiesz, że nie jesteś sama w tym "nieszczęściu" ;)

      Usuń
    3. Lzej mi na watrobie, kiedy czytam, ze nie jestem osamotniona w nieszczesciach. Ja na Twoim miejscu zamknelabym kuchnie do momentu przeschniecia. Kiedy maluje swoje pacyki, musze bardzo uwazac i za kazdym razem stawiac obrazki w bezpiecznym miejscu do przeschniecia, bo juz mi raz Bulka wlazla na mokra farbe. ;)))
      Fajnie jest miec takie lobuziaki w domu, co nie? :))))))))))

      Usuń
    4. Pomysł z drzwiami dobry, ale trudny do zrealizowania, bo nie mam ich w kuchni ;)))
      Ale po ponownym pomalowaniu szafek zastawiłam kuchnię krzesłami żeby chociaż pies nie miał do niej dostępu ;)

      Usuń
    5. Acha. Tyz piknie :)))
      A co, ukradli Ci drzwi? ;))

      Usuń
  2. dobrze, że temu psotnikowi nic się nie stało... przecież mogła ją ta donica spadając uszkodzić :/
    masz Ty z tą Bułeczką przejścia .... oj masz ;))))
    Ale w końcu "miłość Ci wszystko wybaczy" ;))))))
    Sił na cały tydzień życzę :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie koty sa szybsze od mysli, ze nie wspomne o spadajacych kwiatkach w wielkich donicach. I zeby nie bylo niedomowien, najpierw sprawdzilam calosc kota, zanim sie wscieklam :)))
      My mamy jeszcze dzisiaj swieto, poniedzialek zielonoswiatkowy, wiec sie bycze :)))
      Buzinki :***

      Usuń
  3. No bo gdzie w porządnym domu z Kotem trzyma się kwiatka na stojaku!No gdzie?Chyba wszędzie:(
    Panterko,całe szczęście,że Buła cała,chociaż podłoga"ucierpiała",kwiat dojdzie do siebie a i Winna też przeżyje swojego stresa.:)))
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz Ty mi, JAK ona tam wlazla? Nie dosc, ze psotnik, to jeszcze akrobatka. Miecka tak nie psocila, ona od poczatku miala maniery kociej damy. Bulka do zludzenia przypomina mi Owsika, najwiecej z nia zgryzot, a najbardziej jest kochana. :)))
      Milego, Oreczko :***

      Usuń
  4. Co tu rzec...Jak pocieszyc? Buła z tego wyrośnie, to po pierwsze. A po drugie...Zlikwidować w domu doniczki wszelkie (ja tak mam, nie ze względu na koty, ale po prostu nie mam ręki do kwiatków doniczkowych - nie ma czego zrzucać i już, no, może poza jakimis bibelotami na półkach, ale nietłukące i niewiele ich, wiec nie ma sprawy):-))
    Aniu! U mnie też upał straszliwy a komary takie okrutne w tym roku, że jak po ospie oboje z męzem wygladamy. A całe dnie na dworze przecież spędzamy.I kozy biedne, bo na dwór wyjsc nie mogą z powodu upału, much i komarów i siedzą całe dnie sfrustrowanie w koziarni a my tylko latamy i im stosy gałezi nowych nacinamy i przynosimy...
    Całusy Aniu i usmiechnij sie na dobry początek dnia!:-)))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usmiecham sie, Olenko, wscieklizna juz dawno mi przeszla, bo na tego maleg chuligana nie sposob sie dlugo gniewac, przylezie toto, popatrzy w oczy zalotnie, zacwierka, pogrucha, otrze sie o nogi i gniewaj sie czlowieku na ten uosobiony wdziek. :))
      Latwo Ci mowic, zeby pozbyc sie kwiatkow z domu. Ty masz ostatecznie swoj ogrodek, a ja co? Nie umialabym zyc bez odrobiny zieleni w domu. Musze cierpliwie czekac, az Bulka dojrzeje i sie troche uspokoi. I choc kwiatki to tez jakby moje dzieci, to Bula jest wazniejsza :)))
      U nas tez inwentarz chowa sie po cienistych katach w mieszkaniu, Kira ledwie na pobliski trawnik wychodzi, zeby sie zalatwic, mowy nie ma o dluzszym spacerowaniu. Wszystkich nas to troche dobija, ten bezruch, ale nie da sie inaczej...
      Buziaczki, Olenko :***

      Usuń
  5. Biedna Bułeczka ,jak ona się przestraszyła, oj, oj, oj.
    A tylko chciała sprawdzić czy dobrze ta folia leży , a może kwiatek taki śliczny , prawie drzewko ma sucho? a poza tym na drzewa trza włazić, prawda? A później tylko bach, nie zdążyła dobrze sprawdzić, nawet myślała , ze to Ty maczałaś w tym palce:) i natychmiast jeszcze te straszne gromy z Twoich ust:) Wszystko naraz na tę grzeczniutką prawie Bułeczkę:))) Dobrze , że ją pogłaskałaś i przeprosiłaś. Teraz
    buła musi dojść do siebie i później zbada dlaczego zmieniłaś donicę:))
    Aniu no nic to, dobrze, ze już C przeszło a odpoczniesz dziś. A znasz powiedzenie, kto ma pszczoły ........ tak ale zajęcie w obu przypadkach. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze primo: Buleczka biedna? A ja to nie? Nie wystraszylam sie, ze malo na zawal nie zeszlam???
      Po drugie primo: U mnie kwiatki nie maja prawa miec sucho, dbam o nie jak o Bulke i reszte towarzystwa, wiec kot nie musi roslinek juz dodatkowo podlewac. :))
      Po trzecie primo: to nie ja przepraszalam Bulke-lobuziaka, tylko wprost naprzeciwko. Ja? A za co ja mialabym tego oprycha przepraszac? ;)
      Po czwarte primo: Ty mnie nie strasz, ze Bula bedzie nowa donice sprawdzac. Przynajmniej mi to obiecala, ze juz tam nie wlezie.
      Po piate primo: Kto ma pszczoly, ten ma miod, kto ma koty, zbiera kwiatki z dziurawej podlogi. :)))
      Po szoste primo: Milego dnia, Izunia :***

      Usuń
  6. Wiesz co, mi to wygląda na to ,że ona się zwyczajnie nudzi...
    Młody kot, jeszcze żywiołowy i szuka sobie zajęcia.

    A Ty weź pod uwagę ,
    że jeśli robi się cicho w domu w którym są DZIECI i KOTY
    to znaczy ,że coś się dzieje bardzo zajmującego i niedozwolonego...:-)))

    Pewnie była cisza,a Bulka kombinowała...
    Ja się w takim wypadku zrywam na równe nogi przy takiej ciszy
    i lecę sprawdzać :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Byla cisza, grobowa powiedzialabym. Taka przed burza. A ja, zamiast przeprowadzic kontrole, cieszylam sie, ze moge chwile w tej ciszy polezec. O, ja naiwna! :)))))))))))
      W taki upal nie mam nawet sily zabawiac sie z Bulka, wiec dzieciak sam sobie znalazl zabawe. ;)

      Usuń
    2. A jednak była cisza :-)))
      To wszystko przez ten upał..
      Co poleżałaś to to Twoje, miałaś przynajmniej siłę na sprzątanie ...

      Usuń
    3. Krysiu, ZAWSZE jest cisza, to regula u wszelkiej masci psotnikow. :)))

      Usuń
  7. ...jeśli ponownie dopadną Cię mordercze instynkty to pamiętaj, że kota się pierze ale nie wyżyma, he he he...

    OdpowiedzUsuń
  8. No to w takiej ciszy to jest dziwny huk.Zawsze wiem czasami u mnie pies coś albo coś w ogrodzie.Współczuję Ci Panterko.Dobrze będę komentować wam.Czasami komentuję blogującym.Ale ok będę regularnie.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysia ma racje, kiedy w domu sa dzieci i zwierzeta, taka cisza nigdy nie wrozy niczego dobrego. To na ogol zawsze cisza przed wybuchem bomby atomowej :)))))))

      Usuń
  9. na pocieszenie
    Nie jestem pedantką ale bałagan mi przeszkadza. Wczoraj w tym ogromnym upale postanowiłam ogarnąć swoje mieszkanie. Nie wiem co mnie podkusiło i zawiesiłam długie firany. Były piękne, tiulowe wyszywane w małe czerwone kwiatki. Franka tylko się przyglądała a Kiler? Dostał atak ADHD. Chciał koniecznie złapać różyczki i skakał na moje piękne firany. Tak skakał tak skakał, że kołek trzymający karnisz się poluźnił a firany się porwały. Też mi się wyrwało to słowo na K :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy firanki jedynie w sypialni, bo to parter. Sa cale w malych dziurkach od kocich pazurkow, kiedy bestie poluja na muchy i inne komary. Mnie juz przestaly takie drobiazgi przeszkadzac. Rowniez podziurkowana tapicerka. Mam za to w domu kochane i kochajace przytulaki, a to jest bezcenne. :)))
      (za wszystko inne zaplacisz karta ... - nie bedzie lokowania produktu) :)))

      Usuń
    2. hihi.
      Jadę dzisiaj po rolety bo ja też mieszkam na patrze

      Usuń
    3. Nooo, rolete tez mam i jakos sie zachowala. :)))

      Usuń
  10. No, na szczęście już w żadne tam złości nie wierzę! Popatrz na Hany Czajniczka i mojego Hokusiczka - kocha się tych bandziorów najbardziej. :))
    Wyrośnie Bułeczka prędzej niż byś chciała, a kwiatek na szczęście nie takie rzeczy przeżyje, nic mu nie będzie! Szkoda podłogi, bo to kłopot. Sama mam takie dziury i w kuchni i w dużym pokoju. Nie wymieniam, bo to rewolucja z przestawianiem mebli.
    Buziaki dla urwisa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zla bylam, naprawde. Tylko ze szybko mi przeszlo.
      Takie Owsiki, Czajniki, Walki, Hokusy i Bulczyki kocha sie na ogol najbardziej. Im wiecej psoca, tym sa bardziej kokieteryjne i przymilne. :))) I gniewaj sie tu czlowieku! Nie da sie!
      :***

      Usuń
    2. Z ust mi GosiAnko wyjęłaś. Nie złość się Panterko, kfiatek się pozbiera, a reszta to tylko rzeczy. No i koty tak majom, a zwłaszcza Bułki, Hokusiki i Czajniki.:))))

      Usuń
    3. Wiem przecie, Hanko.
      Moze ten nad-upal mnie zniewolil, ze sie rozwscieklam? :)))

      Usuń
    4. No tak! Jak moglysmy przeoczyc :)))

      Usuń
    5. Zgłaszam sprzeciw i teraz ja się rozzłościłam, bo co to ma być, że zdjęcie jakiegoś badyla nam tu pokazujesz, a Bulczyka nie???!! Badylom, nawet historycznym, mówimy stanowcze NIE! Chcemy Bułeczkę!
      (Chyba mogę pisać w imieniu ogółu?) :)

      Usuń
    6. Bulczyk bedzie jutro w wersji normalnej i bardzo artystycznej (na konkurs). :)))

      Usuń
    7. GosiAnko, przybijam piątkę!

      Usuń
    8. I kto to mowi? Osoba, u ktorej zawsze jest za malo Czajnikow i innych takich. No! ;)

      Usuń
    9. Ja ze skromności i żeby nie zanudzać. No i Czajnik nie jest tako celebryto jak Bułeczka...

      Usuń
    10. Acha, to tlomaczy fszystko :)))

      Usuń
  11. Już po komentowałam w tym poście komentarze i będę teraz regularnie komentować.U mnie czasami jakieś huki w parku lub gdzieś są bo u mnie przeważnie jest cisza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszedzie, gdzie grasuja dzieciaczki, czy to ludzkie, czy kocie, musi sie rozlec kiedys jakis huk :))

      Usuń
  12. Kot akrobata. A jużci! Pewnego dnia wracamy do domu a zegar ścienny jakoś dziwnie tyka. Przyglądamy mu się a on ma powykręcane w spiralki wskazówki, że były czarne to widać wyrażnie, że jakieś cęgi mocno pracowały. A kot nieobecny, zagrzebany gdzieś w czeluściach schowka. Jak się dostała ta małpa do zegara, chyba po firance, karniszu albo na lampie dyndała. Ten fakt nigdy nie został wyjaśniony. Następny zegar miał już szybkę ochronną. U nas było powiedzenie: Gdzie diabeł nie może, tam kota pośle.
    Bułka górą! Jeeees!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, Bulczyk jest debesciara! Miecka tez onegdaj troche psocila, ale jakos kwiatki omijala.
      Hmmm, mam dwa zegary na szczytach regalow Billy z Ikei. Czy juz powinnam zaczac sie bac? :)))

      Usuń
    2. Bać się nie ma czego, raczej należy się oswajać z faktem, że zegar siłą fizyczną spada w dół... i nie chodzi wiecznie. Tzn nie wskazuje wiecznie prawdziwego upływu czasu.
      A i przypomnienie: widziały gały jaką Bułkę brały! Co rusz należy te oczy przecierać i będzie OKo.
      No i jeszcze jedno: Kot nigdy nie wyrasta z psot. Z każdego kota wcześniej czy później wychodzi 'huncwota'. Kto ma kota, ten ma kwiaty na podłodze. Podlane. :)
      Miłego poniedziałk@!

      Usuń
    3. A nieee, moje zegary juz dawno przestaly chodzic, stoja sobie tylko. Nie moglam wytrzymac tego cykania i dzyndzania, wiec teraz robia za ozdupke i bibelocik.
      Eeee tam, wyrosnie, Miecka tez wyrosla. Szkoda troche kwiatka, ale jesli Bulce sprawia to radosc, niech ma. :)))

      Usuń
  13. Co za łobuziara :))) Szkoda i kwiatka, i podłogi, no i Ciebie też, Panterko, bo w tym upale musiałaś sprzątać po szkodniku. Wcale się nie dziwię, że pozwoliłaś sobie na grube słowo. Nic, a nic.
    Ciekawe, czy zbój dotrzyma obietnicy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybys widziala jej mine, bylabys pewna, ze slowa dotrzyma. Ale obwiesie tak maja, ze pod niewinnymi minkami kryje sie dusza zboja.
      Pozyjemy, zobaczymy. W kazdym razie dotrzymala obietnicy, zeby nie szczac po kwiatkach i torebkach, a to juz cos, co nie? :)))

      Usuń
    2. Oj tak, sama niewinność ;)) Pożyjemy, zobaczymy, zawsze to jakiś dobry początek, te jej obietnice, oczywiście ;)

      Usuń
    3. Od czegos trzeba przeciez zaczac, a obiecanki nic nie kosztuja, nieprawdaz. ;)

      Usuń
  14. Ach ta Bułeczke, przeboje z Nią masz :)

    Patrząc jednak na to, że Nitka do tej pory broi i bawi się jak mały kociak mimo, że ma już ponad 2 lata.. to nie wierzę, że będzie lepiej :P Ale i tak kochamy te Nasze Małe Szkodniki prawda ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedzie lepiej, widze to po Miecce, ktora sie w koncu uspokoila. Zreszta ona od poczatku miala maniery damy i niewiele psocila.
      Szkodniki sa zawsze najukochansze :)))

      Usuń
  15. A ja tam sobie myślę, że Bułka wiedziała co robi ;)....Kto to widział żeby pańcia leżała i się kotem nie interesowała.....
    Kwiatka, doniczki i podłogi szkoda, to fakt....każdy kociarz ma na koncie podobne straty :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli wiedziala, to celu i tak nie osiagnela, bo zamiast zabawy z nia, musialam sprzatac to, bo napsula. A ona siedziala wystraszona na balkonie, to musiala byc dla koteczki nie lada trauma. ;)

      Usuń
  16. oj, oj dobrze, że moje psisko nie robi mi takich niespodzianek. Wpierw bym zabiła, później sprzątała... :)
    Na prawdę współczuję w tej temperaturze sprzątania i to jeszcze ziemie... Dobrze, że z roślinki coś zostało, bo się zregeneruje i znowu będzie piękna!!! A swoją drogą też mi się bardzo podoba ten kwiat, tylko nigdy nie wiedziałam jak się nazywa, teraz wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w zyciu bym psa nie zbila! Zabic na smierc, owszem, ale nigdy cielesnie karac :)))Bo wszystkie szkody, jakie zwierzak robi w domu, to wylacznie nasza wina. Gryzie pies buty? Bosmy ich nie schowali w pore, bo sie nudzi. Kot zwala rosline? Bo ja tam postawilam, zamiast na podlodze, gdzie bylaby bezpieczniejsza. Jesli spojrzec na to z tego aspektu, to zwierzece szkody i zle zachowania sa zawsze zawinione przez czlowieka, prawda? :)))

      Usuń
    2. Prawda najprawdziwsza!

      Usuń
  17. W zeszłym tygodniu siedziałam sobie spokojnie przy kawie, kiedy usłyszałam straszliwy huk. Okazało się, że z szafy w pokoju córki spadł wór z sianem dla jej królików. Wór ważył 7,5 kg, i był wielki - dlatego właśnie stał na szafie. Co prawda, nie zrzucił go ani kot, ani tym bardziej królik, ale rąbnął zdrowo i "popękał" transporter dla zwierzaków. No cóż, już wiesz, jak się zerwałam i poleciałam. Całe szczęście, że królik, wypuszczony z klatki, uszedł z życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Krolik mogl zejsc podczas tej akcji, jak nie walniety w lebek worem, to na zawal ze strachu. Biedaczek! :)))

      Usuń
  18. Pantero, jakiś czas temu Magda Konwaliowa napisała mi "Trzeba skropić ziemię olejkiem cytrusowym, albo z drzewa herbacianego, to nie będzie do kwiatków podchodzić:) U mnie podziałało". Może spróbuj?
    Poza tym u rodziców na tarasie powtykałam całą masę wykałaczek do donic i skrzynek i Helka już w ogóle nie podchodzi do kwiatów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat mam olejek herbaciany, a nawet takie patyczki do szaszlykow. Zaraz biere sie do roboty i wybuduje palisade w donicy. Ze tez wczesniej na to nie wpadlam! :)))

      Usuń
    2. Nosz kurka, już dawno bym napisała o tych patykach, ale myślałam, że Ty je wtykasz ;))
      Daj znać czy pomogły te metody naturalne ;)
      Tylko niech patyki będą ostrym do góry. Ja najpierw wzięłam te szaszłykowe i je łamałam, więc niektóre były średnio ostre i co? Helena je sobie podgryzała. ;))) No i musi ich być gęsto, co by łapki nie chciały już tam włazić ;)

      Usuń
    3. Ja to sobie chyba, kurna, spryskam cały ogród olejkiem cytrusowym albo herbacianym. :] A Może Majtka spryskam? ;)

      Usuń
    4. Alucha, ja to ostre wbilam w ziemie, zeby sie kot czasem nie pokaleczyl. :)

      Usuń
    5. Jolka, nie pryskaj Majtka, bo sam od siebie nie ucieknie! :)))

      Usuń
    6. Jolka, koty po ogrodzie mogą, po donicach nie! ;))))
      Pantero :D Mała kujka w śliczną różową poduszeczkę nie zaszkodzi ;)

      Usuń
    7. No zobacze. Jesli ta palisada nie zda egzaminu, to odwroce szpicem do gory. Niech ma! :))

      Usuń
    8. Racja! Już zapomniałam, że kiedy Songo był młody, wykorzystałam ten sposób, żeby nie właził w skrzynki na balkonie. Pomogło!

      Usuń
    9. Ja tez juz malo pamietam, ze Miecka w ogole byla mloda, ona sie chyba juz stara urodzila i nigdy nie psocila. :)))

      Usuń
  19. Iiiitam! Ziemię w laczkach, pod paznokciami i w paszczy to ja mam pięć razy dziennie! ;)
    Anno Mario, a tak naprawdę to powiem Ci, że rozumiem Twoją furię, bo jak się domyślasz, u mnie stłuczki, wydziobane laminaty, terakoty są na porządku niemal dziennym. I sprzątanie pobojowisk. Cóż, kociarskie matki tak już mają. I powiem Ci jeszcze, że na Twoim miejscu nie stawiałabym tej monstery na tym mało stabilnym... zydelku, bo znów jej się co przytrafi, mimo że Bułeczka wcale nie chce, żeby tak było. To się po prostu kotom zdarza. Takim cudownym kotom. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ide budowac palisade z szaszlykowych patyczkow (patrz komentarz Aluchy) oraz skrapiac okolice swietymi olejkami. Pewnie Bulczyka to nie odstraszy, ale sprobowac warto :)))
      I tak kocham te zgage ponad wszystko. :))

      Usuń
    2. Trzymam kciuki, ale... ten, no, ekhm... ;)

      Usuń
    3. Spoko, palisada juz wybudowana, a sypialnia cuchnie olejkiem herbacianym.
      Chyba mnie stary przebierzmuje za ten smrod ;)

      Usuń
  20. A obudziłaś się rano w stogu siana? Nie? Mnie to szczęście dopadło w niedzielny poranek. Otwieram oczy a tu siano wszędzie siano, szybko zamykam i znów otwieram z niedowierzaniem nic dalej siano na podłodze na dywanie, na kołdrze i .... w psim pysku też.
    Otóż przymierzam się o tej potworze co ją spode płota na własne utrapienie wzięliśmy. Ktoś porzucił. Zbieram się i zbieram mam już zdjęcia i opowieść naszej walki o przetrwanie tego terroru psychicznego też.
    Teraz jakby lepiej tfu tfu by nie nie daj Bóg nie przechwalić.
    Więc siano wszędzie leży, zerwałam się ze słowem na ustach, mąż przygnał z pokoju i rozpromieniony zauważył: o w stogu spałaś.? wrrr
    Postawiłam w spokojnym zacisznym miejscu niewidocznym przecież miejscu worek z siankiem dla żółwia, schowany był to sianko od Oli co mi jajeczka przysyła. Worek pogryziony sianko rozwleczone i już niesione było do drugiego pomieszczenia gdy mąż zareagował nie chcąc sprzątać całego domu. Bo na niego padło sprzątanie, :)))
    Mam zapalenie stawu w stopie boli i kuśtykam najwyżej do kibelka, sycząc po drodze zawzięcie, więc sprzątanie stogu siana spadło na męża, uwinął się raz dwa z tym. :)
    Informuję że dziś dużo lepiej w niedzielę byłoby też lepiej tylko że w sobotę dowaliłam sobie nieźle chodząc dużo i nic miałam przesyczaną całą więc w niedzielę leczyłam, dziś już łażę ale uważnie by nie przedobrzyć.
    A psinka schowała tyłek i siedziała grzecznie w drugim pokoju.
    Kotki są słodkie nasz nie da rady pozrzucać donic bo za ciężkie ale kwiatki mam poobgryzane niektóre. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot dalby rade kazdej donicy. Ta moja byla za ciezka dla mnie i do tej pory nie wiem, jak sie Bulce udalo ja zwalic. :))
      Nasz pierwszy piesek zezerl ojcu dyplom ukonczenia studiow, na szczescie introligator zdolal go uratowac. Wina psa, powiadasz? Otoz nie, ojciec powinien swojego dyplomu lepiej pilnowac, jak i Ty swojego siana, Elu. Pies jedynie znalazl sobie zajecie i zabawke.
      Zepnijze sie wreszcie z tymi postami o psotniku i nie wymawiaj sie stopa, bo mozesz pisac na lezaco :)))

      Usuń
  21. Kusisz los , stawiając kwiatka z powrotem na tym stołeczku ;)
    Biedna Bułka ! Kuwetę jej postawili tak wysoko że o mało się nie zabiła ! ;))))
    Współczuję Panterko straty donicy i zepsutej podłogi , ale sama jesteś sobie winna , O! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie stoleczek, ino specjalna kolumienka na donice. Wysoka jest, siega mi powyzej pasa. Tym bardziej nie rozumiem, jak Bula tak wysoko wlazla i jeszcze zdolala wszystko wywalic. Po kaloryferze? :)))

      Usuń
    2. Kotki lubią wyzwania :D

      Usuń
  22. sprawdzony sposob zeby kot nie grzebal w doniczce - powtykaj tuz przy brzegu gesto w ziemi patyczki o zaostrzonych koncowkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz powtykalam. Kilka komentarzy wyzej ktos dal mi te rade, wiec w te pedy zrobilam palisade :)))

      Usuń
  23. Jak to dobrze, że szkody były na tyle duże,że zdążyłaś się uspokoić :D... :P.

    OdpowiedzUsuń
  24. No i jak to tak? leżeć pod wentylatorem miast pilnować donicy z kwiatkiem? :)) To nie wina kotka. :)))
    U nas wymyśliłam dawno kiedyś, parapety szerokie nad kaloryferami, akuratnie drewniane stolarz zrobił, na nich stoją donice z kwiatami żadna lekka nie jest a jedna ogromniasta w niej się mieszczą storczyki chyba z pięć różnokolorowych. Cytryna też jest w ciężkiej donicy ale ma pień :)) i drabinki podtrzymujące owoce, włazi się na nie cudownie. :) Nolina dla odmiany ma gruby pień (noga słonia) o który się świetnie ostrzy pazurki, już nie reaguję, bo jakoś to Nolinie nie szkodzi. Ale smaczne ma młode listki tu już reaguję. :)
    Współczuję ulubionej donicy bo i ja mam coś co by mnie dużo zdrowia kosztowało. To mojej babci a może i jeszcze dalej, gliniany garnek do mleka zsiadłego. Od zawsze go pamiętam. Wiekowy, blisko setki ma, córce obiecałam spadek. :))) Więc wiem jak by bolało a jak Ciebie zabolało.

    A nie na leżąco, mam komp stacjonarny, mam też laptop, ale stacjonarny wygodniejszy tylko się ubrać do niego trza. :)) Podobno mam mieć zdjęcia jutro wrzucone - mąż swoją lustrzanką zrobił Lorze sporo zdjęć, ja swoją małpką nie robiłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to tak? Kotek, zamiast lezec i spac, jak to koty w zwyczaju maja, wchodzi w szkode? nIE MOGE SIE POZBYC MOICH KWIATKOW; BO sama bym zwiedla :(((

      Usuń
  25. Pomyślałam sobie, że ona może wskakuje na tę donicę! Mówisz, że sięga Ci powyżej pasa? Ale koty skaczą wysoko!
    Po napisaniu powyższego jeszcze raz obejrzałam zdjęcia. Ja to widzę tak: odbija się wprost z podłogi, chwyta pazurkami przednich łapek za donicę i tylnymi odpycha się od tych kolumienek, a może od też od kaloryfera, podskakując niejako drugi raz. Obserwowałam takie skoki u mojego kota. W takim wypadku, jeśli ziemia w doniczce była nieco suchsza niż zwykle, Bułeczka mogła ją "przeważyć". No i faktycznie, może się nadziać na tę "palisadę".











    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ci niechcący nawrzucałam "enterów". Przepraszam!

      Usuń
    2. A wrzucaj, nie zaluj sobie! :)))
      Pewnie nigdy sie nie dowiem, co tak naprawde stalo sie tamtego dnia w sypialni. Teraz mozna juz tylko dywagowac i sie domyslac. Akrobatka i tyla!

      Usuń
  26. Kiedy czytam Twoje kocie historie od razu mam przed oczami filmiko o kotach Simona... tylko donicy szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, szkoda!
      A Bulka ma cos z kota Simona, tyle ze jest zgrabniejsza :)))

      Usuń
  27. żeby tak od razu mordować... :) dobrze, że donica nie spadla na Bulkę a tylko na podłogę, trzeba tylko jakiś sposób na dziurę w laminacie znaleść. Popytam i dam Cie znać jak ktoś coś rozsądnego wymyśli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Bulce wolno zamordowac mojego kwiatka, a mnie nie wolno zamordowac Buly? Gdzie tu sprawiedliwosc? :)))

      Usuń
  28. Oj! Widzę,że obie czerwonością świecimy.... Na szczęście jutro jest też dzień i wszystko będzie wyglądać inaczej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to juz po pieciu minutach przeszlo, kiedy musialam sprzatac ;)))

      Usuń
  29. O matko, współczuję Ci! Istny huragan!
    Znam to - stety bądź niestety - tę złośc też, ale po chwili przechodzi. :)
    Moje zwierzaki raczej się nie boją jak krzyczę, zorientowały się, że nic z tego nie wynika :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie na Bule krzyczalam, tylko wypuszczalam z siebie zlosc, tak do sufitu. Krzyczenie na Bule byloby bezcelowe, ona sie mnie nie boi, niczego sie nie boi, moja dzielna dziewczynka. Nawet Placzka zalatwila :)))

      Usuń
  30. Wchodzi w szkodę a jakże :) i po drabinkach i drapie nogę słonia wolno mu, jemu wszystko wolno i on o tym wie.:))
    Tylko nie więdnij :)). Kwiatków nie mówiłam żeby się pozbywać opisywałam tylko swoje wynalazki, dzięki którym dziś moje kwiatki żyją a ja bez nich też bym chyba uschła. Uwielbiam je, tylko czasem zapominam podlać, wtedy krzyczą o wodę to i daję a co mi tam. :)) Ale się trzymają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje kwiatki nie tylko poje, ale i karmie, gadam do nich, poddaje kapielom i glaskaniu. One tylko mowic nie umieja, a poza tym sa jak dzieci i zwierzaki :))

      Usuń
  31. Moj Minio kocieceim bedac zniszczyl, zezarl i wydrapal mi wszystkie kwaitki jakie wtedy mialam, puste doniczki zostaly, a o robieniu kuwety w doniczkach zaponnialam. Ostatnia rosline zalatwil jak juz mieszkalismy tu gdzie mieszkamy, czyli 6 lat temu. Maz mail takie cus, wygladalo to jakby miniatorowa palemka i ja nawet myslalam ze to jest sztuczne, ale kiedy zaczelam sama o to dbac to zaczelo wypuszczac nowe lisktki i wtedy Minio sie do tego dobral, pierwsze poodgryzal wszystko co nowe, a potem powoli cala reszte, ostal sie tylko goly badyl i zdechlo to bylo i w koncowym efekcie ostala sie ino doniczka.
    A kot mojej wnuczki, nie raczej corki nazywa sie Lejek z wiadomych powodow. Najbardziej lubil jedna kolderke i biedna ciagle byla w praniu. Obledu mozna bylo dostac, corka drla sie ciagle i uduszeniem oraz skreceniem karku mu grozila, ale jak juz w koncu zaskoczyl o co biega, to potem darl sie w nieboglosy rano zeby go wypuscic bo mu sie chce, a potrafil nawet w strugach deszczu wybiec na ogrodek tylko po to aby sie wysikac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty to cwaniaki jakich malo, maja wlasna filozofie i najczesciej zawsze stawiaja w efekcie na swoim.
      Ale roslinek nie pozwole zmarnowac! :)))

      Usuń
  32. Aż chce mi się przypomnieć chińskie powiedzenie - uważaj o czym marzysz, bo ci się to spełni. Tak pragnęłaś mieć tę kotkę, no to teraz masz! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mam! I jest moja najwieksza radoscia, wnoszaca w nasze zycie wiele zmian, bardzo pozytywnych. To najukochanszy zwierz pod sloncem. Co nie znaczy, ze czasem doprowadzajacy mnie do zlosci, psotnik jeden. :)))

      Usuń
  33. Nie chce Cie straszyc, mysle jednak, ze Bulka wiedziala co robi wywalajc filodendron. Jest to wyjatkowo trujaca roslina szczegolnie dla kotow a juz na pewno nie powinnas jej trzymac w sypialni.
    A tak w ogole, to bardzo wspolczuje sprzatania:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trujaca? Przeciez nie bedziemy jej jadac ;) A skutecznie czysci powietrze w alkowie :)))

      Usuń
  34. A ja rozumiem Cie doskonale.
    Jak mam zły dzień i cos zmajstrują to czy Absorber, czy kot, czy pies, panie nieobyczajne lecą..(przy Absorberach się gryzę w jezyk do krwi). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cale szczescie, ze zwierzaki nie bardzo rozumieja, co mowie. Wystarczy im ton glosu i wtedy zaraz schodza mi z drogi. :)))

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.