poniedziałek, 8 czerwca 2015

Zdrada.

O zdradzie malzenskiej/partnerskiej napisano juz chyba wszystko, nie chce wiec bezproduktywnie bic piany. Czasem tylko zastanawiam sie, czy zdrada jest jednoznaczna, taka bialo-czarna? Bez watpienia skok w bok jest czynem wielce nagannym i nawet jednorazowy eksces, nie wspominajac o calkowitym rozbiciu zwiazku,  nie moze byc niczym usprawiedliwiony. Ale czy na pewno?
Pomijam tu patologiczne jednostki, ktore po prostu MUSZA (lub tak im sie wydaje) zdradzac i nie tylko wykorzystuja kazda okazje, ale nawet jej poszukuja. Chodzi o tzw. normalne malzenstwa/zwiazki, bez alkoholu, rekoczynow czy nadmiernego seksoholizmu, bo i w takich dochodzi do zdrad. Dlaczego?
Z zewnatrz wyglada to jednoznacznie: on odchodzi do mlodszej, bo stara zona mu sie znudzila. Co za sukinkot! Ona biedna zostaje z dziecmi, on nawet placi alimenty (bo w koncu laski nie robi), ale w opinii srodowiska to on wlasnie jest winien rozpadu rodziny. Malo kto zada sobie pytanie, co nim powodowalo, czy wylacznie egoistyczne podejscie, "wymiana na nowszy model", czy tez kryja sie za jego postepkiem jakies glebsze powody? A jesli, to jakie? Moze kobieta byla zaborcza jedza, chora na zazdrosc, czyniaca zycie nieznosnym, odmawiajaca wspolzycia, opryskliwa, zaniedbana? Moze z czasem zaczela traktowac meza jak swoja wlasnosc, przestala sie starac i pozwolila wygasnac ogniowi w domowym ognisku?
Ta trzecia sluchala jego skarg, rozumiala je, byla zawsze gotowa do seksu, nie robila scen, utwierdzala go, ze jest najlepszy, mowila o tym. Coraz niechetniej wracal do domu, gdzie panowala wroga atmosfera, gdzie slyszal jedynie wymowki i pretensje. Dla rodziny i znajomych ich malzenstwo jawilo sie jako zgodne, bo nie wrzeszczeli na siebie, nie bylo rekoczynow, dlaczego wiec odszedl i zostawil rodzine?
Albo inaczej. On pracowal calymi dniami, ona sie w domu "nudzila" (jakby rola gospodyni domowej polegala na nudzie). On wracal z pracy zmeczony, chcial jedynie zjesc, odpoczac, bo w koncu we wlasnym mniemaniu dbal o dom zarabianiem niemalych pieniedzy, z ktorych stac ich bylo na wygodne zycie, wakacje kilka razy w roku, dwa samochody. A ona kaprysila, chciala jego pomocy w domu, chciala ciepla, dobrego slowa, wspolnie spedzanego czasu. Malo tego, ona chciala pracowac, rozwijac sie, choc przeciez jego zarobki wystarczaly na wszystko. Mowienie jej o milosci uznawal za przesadzony kaprys, w koncu ciezka praca udowadnial jej na kazdym kroku, ze ja kocha. Nie zdradzal jej, choc okazji nie brakowalo. Chcial tylko spokoju w wysprzatanym domu, grzecznych i cichych dzieci, podanego codziennie obiadu. Pozostawal gluchy na jej zyczenia, bo przeciez dawal jej tak duzo, wygodne i dostatnie zycie i brak zmartwien o przyszlosc. Niejedna przeciez moglaby jej pozazdroscic.
I kiedys, przypadkiem, trafil sie jakis ON, ktory rozumial, umial sluchac, dowartosciowywal, zapraszal do restauracji, dawal wiecej w seksie, dbajac o jej przyjemnosc.
Czy to dziwne, ze w koncu obie przykladowe osoby podjely podobne decyzje i postanowily odejsc od rodziny? To, co na pozor z zewnatrz wydawalo sie nieracjonalne i podle, budzilo pytania, czego im brakowalo, mieli przeciez wszystko, wiec dlaczego zniszczyli swoje rodziny - nie jest w tym kontekscie calkowicie jednoznaczne. Kazdy z nas powinien miec w sobie zdrowa dawke egoizmu, dazyc do wlasnego szczescia. Czy dla dobra rodziny trzeba koniecznie rezygnowac z marzen o harmonijnym i spokojnym zyciu? Czy kompromisy, ustepowanie i poswiecenie dla dobra dzieci jest naprawde wlasciwe?
Do tanga trzeba dwojga i kazda zdrada zawiniona jest przez dwoje. Zanim wiec w czambul potepimy wiarolomcow, zastanowmy sie najpierw, czy osoba "pokrzywdzona" sama nie spowodowala katastrofy.





82 komentarze:

  1. Kompromisy i częściowe ustępowanie jest potrzebne, byle nie za często.
    Jednak jak ktoś się dusi w związku, to chyba lepiej odejść.
    Całuski Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje jeszcze kwestia dzieci, czy poswiecac sie dla nich, skoro bardzo kochaja te druga strone? Tkwic w zwiazku dla ich dobra, czy kierowac sie wlasnym egoizmem?

      Usuń
    2. No, to pytanie jest dla mnie trudne. Nie wiem jak ja bym postąpiła, ponieważ
      jesteśmy bezdzietnym małżeństwem.
      Pozdrawiam Ania

      Usuń
    3. Ja mam wprawdzie trojke, ale i dla mnie to pytanie nie jest latwe, a odpowiedz jednoznaczna.

      Usuń
    4. Jest jednoznaczna. Nie wolno fundować dziecku huśtawki, bo tak będzie w takim "wymuszonym" związku. Niech dziecko ma pewność i constans, choćby tylko z mamą, albo tylko z tatą.

      Usuń
    5. Ja nie mowie tu o patologii, awanturach, biciu - gdzie rzeczywiscie rozstanie jest lepsze od piekla. Ale w takim, gdzie dziecko ma silny kontakt z obydwojgiem, a awantur nie ma zadnych.

      Usuń
    6. Ale tatuś z mamusią nie maja kontaktu i żyją w obojętności i fałszu. Dziecko uczy się takiej postawy na życie.

      Usuń
  2. Dzieci wyczują kiedy mamusia patrzy za sąsiadem lub tatuś za panią z biura obok a między sobą są wrogie słowa. Toksyczna atmosfera będzie dla nich podobnie niezdrowa jak patologia z piciem. Wiadomo, że pieniędzmi się dzieci uciszy i zatka ale jakie będą miały poglądy w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o przekupstwo dzieci, choc to male cwaniaki i beda czerpac w przyszlosci wlasne korzysci z rozstania rodzicow, tylko czy strata jednego z rodzicow (najczesciej ojca) z zycia codziennego nie odbije sie negatywnie na ich dalszym rozwoju?

      Usuń
  3. ANKA ! ZRÓB COŚ ZE SWOIM PISANIEM ....! PISZESZ Z TAKIMI BŁĘDAMI , ŻE TRUDNO CIĘ ZROZUMIEĆ . OCZYWIŚCIE TO WINA TWOJEGO PROGRAMU .Piszesz ( bo w końcu ,, laski ''nie robi ) i.t.d.
    A dlaczego ludzie się rozchodzą ? BO PRZESTALI SIĘ KOCHAĆ ! Najgorsze jest to , że na tym tracą tylko dzieci .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mam polskich znakow diakrystycznych i juz! Ukradli i nie chco oddac. :)))
      To jasne, ze przestali sie kochac, pytanie tylko, dlaczego? Przeciez milosc byla wielka i goraca. Tyle tylko, ze ogien nalezy podsycac przez cale zycie, bo zaniedbany zgasnie.

      Usuń
    2. Tak masz rację , ale powiedz to tej części mózgu , która odpowiedzialna jest za ,,seksualność '' człowieka . Ja to rozumiem tak ...Kochałem kiedyś dziewczynę i świata poza nią nie widziałem . Ona była dla mnie wszystkim , nie podobała mi się żadna inna , chociaż niejedna była od mojej ładniejsza .A co masz robić , jak już ci się nie podoba ....a życie jest krótkie ....

      ANDREA CALABRONE

      Usuń
    3. Jezeli tylko "niepodobanie sie" mialoby byc powodem rozstania, to moim zdaniem juz od poczatku nie bylo milosci. Bo niestety w zwiazku trzeba brac pod uwage rowniez proces starzenia.

      Usuń
  4. Ania, ale żeby odejść nie potrzeba tego trzeciego, tej trzeciej. Wystarczy, że się ma już dość, a dziecko dorosłe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby dziecko dorosle jeszcze nie bylo?

      Usuń
    2. To zależy jak bardzo ma się już dość ;)... To indywidualna sprawa i nie można generalizować. Aby ktoś "miał dość" musi zachodzić jakaś forma przemocy. Może to być przemoc pośrednia lub bezpośrednia, a także wobec samego siebie, kiedy nie ma miłości, a osoba zmusza się by być z mężem/żoną. Chociaż uważam, że miłość jest wyborem (zwłaszcza na pewnym etapie), to czasem takiego wyboru nie jest się w stanie dokonać i już. Wtedy pozostawanie w związku, jest formą autoprzemocy. Z której później długo się trzeba leczyć ;)... (i dzieci też...)

      Usuń
    3. Na pewno nie jest to latwa decyzja, bo wlasnie dzieci na ogol wolalyby miec obydwoje rodzicow przy sobie. Weekendowe odwiedziny nie zalatwia pewnych potrzeb.
      Wiadomo nie od dzis, ze goraca milosc z poczatkow zwiazku z czasem sie ulatnia i tylko od nas zalezy, w co ja przekujemy, w nude, irytacje, niechec czy przyjazn.

      Usuń
  5. Katarzyna Miller w książce pt: "kup kochance męża kwiaty" podzieliła mężczyzn i kobiety na typy, właściwie wyłoniła wśród nich je: jacy faceci z jakimi kobietami, jakie kobiety. Co do tych nieszczęsnych alimentów to coraz częściej widzę że panowie raczej skłonni są uchylać sie niż płacić...sporo o m sie mówi...
    Swego czasu często klikałam na portalach typu Badoo, czy jeszcze wcześniej na czacie... mnóstwo sie nasłuchałam i naczytałam jaka to żona nie dobra... kiedyś poznałam takiego faceta około 40 lat, żonaty twierdzi że z żoną każde z nich ma osobne życie, pisał mi smsii takie naiwne zakochane... chciał sie na kawe umówić ale miałam wrażenie że sie boi żony...
    Różne historie życie pisze, oj różne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasz system prawny jest do niczego i pozwala uchylac sie od placenia alimentow. Wiekszosc z tych "czatujacych" szuka krotkotrwalych przygod i akurat nie oni sa tematem mojego posta. Chodzi o tzw. normalne i na pozor zgodne malzenstwa, ktore rozpadaja sie niespodziewanie i niezrozumiale dla otoczenia i rodziny.

      Usuń
    2. Racja. Od jakiegoś czasu z obserwuje podobną relacje... z opowiadań jednej strony w większości...

      Usuń
    3. A zeby zbudowac sobie obiektywny obraz, trzeby by bylo rozmawiac z obojgiem.

      Usuń
  6. mam przyjaciółkę która znudziła się swojemu mężowi...ona i ich trójka dzieci. Byłam świadkiem jak robiła wszystko żeby ratować to małżeństwo. Wpędził ją w depresję...o mało przez to wszystko nie straciła pracy... o tym co dzieci przeżywały nie wspomnę. Tylko dlatego że gnojowi zachciało się w wieku czterdziestu lat przeżyć drugą młodość. Jak go ta druga kopnęła w zad bo zobaczyła z kim ma do czynienia, wrócił i pragnie odnowy związku. Życie pisze takie scenariusze, że żaden schemat czasami im nie sprosta...
    Poniedziałkowe buziole :*********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emko, to jest Twoja przyjaciolka, a Ty prawdopodobnie znasz jedynie jej wersje rozpadu malzenstwa. Gdybys miala okazje szczerze porozmawiac z wiarolomnym mezem, moze uslyszalabys cos innego. Wierze, ze kobiecie zawalil sie swiat, zostala sama z trojgiem dzieci, jednak pamietaj, ze do rozpadu kazdego zwiazku naleza oboje. Ty, jako jej przyjaciolka i kobieta, bedziesz trzymala jej strone, wierzyla w to, co mowi i wspierala. Chwala Ci za to, od tego wlasnie ma sie przyjaciol. Ale obiektywna na pewno nie bedziesz.
      Ja twierdze, ze zawsze winne sa obie strony.
      Ufff, poniedzialek mam za soba i to dzieki Twojemu energetycznemu wsparciu. Dzieki :*******

      Usuń
    2. akurat tutaj ON jest mendą.. i to nie tylko o zdradę chodzi.. znam bardzo dobrze ich oboje i ich wersje. Najgorsze niestety jest to, że nie została sama, bo ta gnida stwierdziła ze nigdzie nie będzie mu tak wygodnie jak w domku i siedzi w nim dalej, mimo tego że ona już by chciała żeby sobie poszedł. To doświadczenie jednak postawiło ją wreszcie w świetle w jakim powinna widzieć siebie samą i to akurat na dobre jej wyszło :) A z drugiej strony - masz rację- będę bezwzględnie po Jej stronie nawet jeśli nie miałoby to być obiektywne :)
      Dobrze, że u Ciebie już OK.
      Dla mnie teraz zaczyna się trudniejszy czas.... byle do 18 ... wtedy powinno już być spokojniej :)
      Spadam... :*************************

      Usuń
    3. Nie spadaj! Uwazaj!!! Jeszcze dzidziusiowi zaszkodzisz. :)))
      Ja tez stoje murem za naszym podopiecznym, ale znam tez jej wersje, dzieki czemu moglam jemu wytknac wszystkie bledy, jakie zrobil. Bo przyjazn nie polega tylko na przytakiwaniu, daje rowniez prawo do walniecia prawda po oczach. :))
      :*****************

      Usuń
  7. Temat rzeka Pantero.Mnie zostawił mąż po dwóch latach małżeństwa.teraz jestem z partnerem,którego zostawiła żona po 25 latach.Dzieci zawsze chcą mieć dwoje rodziców.Zakochanie trwa trzy lata, póżniej miłość a póżniej przejażń i szacunek.Niektórym to nie wystarcza i odchodzą. Niektórzy po kryjomu zdradzają cały czas ale pozostają w małżeństwie. Co związek to inny przykład.Co osoba to inne wytłumaczenie.Nikogo nie można oceniać każdy jest inną osobą. Gosia z jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie ma recepty, rozstania nastepuja niezaleznie od stazu malzenskiego. Ja jednak uparcie bede twierdzic, ze w 99% przypadkow wina lezy po obu stronach. Na ogol wspolczujemy osobie porzuconej i potepiamy te, ktora odeszla, ale nie zawsze pozory odpowiedaja rzeczywistosci. Czlowiek natomiast jest tak skonstruowany, ze zwykl opowiadac sie po jednej ze stron.

      Usuń
  8. Związek powinien byc pielęgnowany wzajemnie wtedy łatwiej przetrwać trudności. I tak jak napisałaś ogień nalezy podsycac całe życie. Jesteśmy Homo sapiens i nie powinniśmy lecieć jak muchy na lep nie patrząc , co z dziecmi a to że juz przestała sie podobać ... To jak lalką pobawić sie i rzucić w kąt.
    Tak czesto bywa i są tacy że chcą bo i się podoba więc walcza o to a przestaje sie podobac wiec im to przeszkada. To nie tylko z partnerstwem tak jest również ze zwierzakami. Małe to ładne......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Facet to istota stworzona do podbojow, siania wlasnego nasienia, gdzie popadnie, dla atawistycznego podtrzymywania gatunku i na pewno masz racje, ze w wielu przypadkach w gre wchodzi znudzenie. To dziala najczesciej u osobnikow prymitywnych. Co powiesz jednak o zdradzajacych kobietach? Klada na jedna szale dobro rodziny, ryzykuja dla nich brak ojca. Tu o atawizmach nie moze byc mowy, bo to nie lezy w naturze samic, do ktorych zaliczaja sie rowniez kobiety.

      Usuń
  9. Oczywiście, że różnie to w życiu bywa i trudno tutaj generalizować, bo czasem wina lezy po obu stronach, a czasem szala przechyla się na jedną stronę. Na pewno zawsze jest to ciężkie przezycie i czasem trauma dla kilku osób. A czasem tą trzecią jest wódka i potrafi rozbić dwie rodziny - tak się stało u mężowskiego kuzyna. Zaczął popijać z sąsiadem, rozpadły się obie rodziny. Powody picia - też były różne, ale to długa historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze brak gotowosci do dialogu i naprawy relacji malzenskich, przechyla szale winy na jedna ze stron, ale nadal twierdze, ze do rozpadu przyczyniaja sie oboje.
      O wodce to juz w ogole szkoda gadac, to choroba i nalog, odbiera ludziom wole.

      Usuń
  10. Bardzo mądry tekst i pokrywa się w dużej mierze z moim zdaniem na temat związków. W obu opisanych przypadkach największym błędem po obu stronach (a może głównie po tej stronie, która była zadowolona z takiego związku) był brak właściwej dwustronnej komunikacji.
    Niestety jeśli dla człowieka życie we własnym domu zaczyna oznaczać skrajną samotność, bo nie czuje się rozumiany, kochany i nie są prawie nigdy lub nigdy zaspokajane jego potrzeby, które tylko związek może zaspokoić, to w konsekwencji ma dwa wyjścia.
    Albo zacząć powoli wewnętrznie obumierać, aż staje się nieczułym sukinsynem /nieczułą suką, albo wreszcie musi wyrwać się na wolność. Serca i emocji się nie oszuka, chociaż przez pewien czas to się niektórym udaje.

    p.s. Najpierw przeczytałam "wymagał tylko wysprzątanych dzieci". :)))
    Z tymi literkami bez polskich znaków przyjełam uwagę "laski nie robi" nieco ... hm dwuznacznie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak komunikacji doprowadza do wielu tragedii rodzinnych. Ona uwaza, ze kiedy sie sfocha, on powinien z jej min odczytywac, o co jej chodzi i z czego ewentualnie jest niezadowolona. On natomiast przekonany jest, ze skoro pracuje, zarabia na rodzine, gwarantuje jej wygodne zycie, to jest to z jego strony jednoznaczny wyraz milosci i nie trzeba sobie dodatkowo jezora po proznicy strzepic.
      Takie niedomowienia i duszenie w sobie problemow, nigdy nie koncza sie dobrze. Poza tym ludzie nie umieja ze soba rozmawiac, wypluwajac z siebie najczesciej zarzuty typu "bo ty zawsze! albo "nigdy", zamiast "ja twoje zachowanie odbieram jako dyskomfort", "chcialabym, zeby...", "marze o...". Roznica w slowach niewielka, ale zmienia przekaz. Nikt przeciez nie lubi sluchac wymowek na wlasny temat, chetniej natomiast spelnialby zyczenia wyrazone innym tonem. Poza tym za rzadko uzywa sie w sporach slowa "my", czesciej "ja" lub "ty", a to tez ma ogromne znaczenie.

      No co ja poradze, ze mi przecinki i ogonki pokradli? :))) A wysprzatane mialo byc mieszkanie, nie dzieci. :ppppp

      Usuń
  11. One te o których mężowie dbają poprzez swoją pracę i komfort życia w miarę luksusowego, znajdują onego i jest to Jezus to Jemu oddają swoje niedowartościowane, spragnione ciepła serca. Współczesne młodsze żony matki, znajdują radość w grillach ciuchach i rzeczach, rzadko która znajduje z krwi i kości onego, jednak doceniają luksus. Umiejętność okazywania sobie uczucia jest sztuką rzadko pielęgnowaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiadaja, ze takie czasy, pospiech, pogon za pieniedzmi, zmeczenia, ale nic nie usprawiedliwia zaniedbywania zwiazku. Proces jest rzadko zauwazalny na biezaco, bo dzieci, zakupy, problemy dnia codziennego. Kiedy zostanie zauwazony, jest juz na ogol za pozno, bo sytuacja eskalowala tak daleko, ze rzadko jest szansa na powrot.

      Usuń
  12. Mam podobne zdanie na ten temat. Wiele jest głosów mówiących że najpierw trzeba było odejść. Czasami po prostu nie ma się odwagi żeby odejść ot tak sobie, dzieci, pieniądze, dom i ten wieczny kobiecy strach jak sobie poradzę. Bo większość kobiet jest uzależnionych od męża. Brak komunikacji też z czegoś wynika. Bo na przykład ja, jak ja miałam się komunikować z moim eksem, jak początkowo było "nie teraz", "teraz to nie jest dobry czas", "później porozmawiamy", a potem to już po prostu mnie unikał żeby tylko nie rozmawiać, a jak mi się nawet udało coś do niego powiedzieć to kończyło się na monologu. Ech, temat rzeka ale dobrze że poruszyłaś ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwol, ze spytam, czy wczesniej, kiedy jeszcze Twoj eks nie unikal konfrontacji, rozmawialiscie duzo ze soba? I nie mam tu na mysli, ze trzeba odniesc rzeczy do pralni lub ze dziecko dostalo zla ocene. Czy dyskutowaliscie o wlasnym zwiazku? Bo kiedy Ty poczulas zagrozenie i chcialas rozmawiac, dla niego bylo juz za pozno. On wowczas juz dawno podjal decyzje i uznal proby rozmowy za nacisk.
      Tak mi sie przynajmniej wydaje.

      Usuń
    2. Chyba masz rację. Rozmawialiśmy kiedyś dużo, owszem. Bardzo dużo. Jakoś tak jednak było że moje problemy, moje spostrzeżenia były traktowane z przymrużeniem oka. "Wydaje ci się" mówił. "Wymyślasz sobie". O tak, decyzję podjął już dawno, zanim przestał rozmawiać, Po kryjomu szykował sobie nowy kącik i zabezpieczał się w razie gdyby... Tak jakby chciał żebym go wyrzuciła z domu. To wyrzuciłam.

      Usuń
    3. Mysle, ze oboje przegapiliscie moment, kiedy jeszcze bylo cos do uratowania. Pozniej minelo jeszcze sporo czasu, ale decyzja zostala podjeta, a Wy przez ten czas jeszcze bardziej sie od siebie oddaliliscie.
      Twoj maz to raczej nieco asekuracyjny i tchorzliwy osobnik, bo pomomo podjetej decyzji, zwlekal z ostatecznym krokiem, zwalajac koniecznosc wyrzucenia go z domu na Ciebie.

      Usuń
  13. Bycie ze sobą, to jednak pewien rodzaj samotności, umiejętność, której wielu parom brakuje...

    "Potrzebny mi jest towarzysz. Potrzebna mi jest bliskość pokrewnego człowieka. Pragnę jakiejś poręki świata wewnętrznego, którego istnienie postuluję. Wciąż tylko trzymać go na własnej wierze, dźwigać go wbrew wszystkiemu siłą swej przekory – jest trudem i udręką Atlasa. Czasem zdaje mi się, że tym wytężonym ges¬tem dźwigania trzymam nic na swoich barkach. Chciałbym móc na chwilę złożyć ten ciężar na czyichś ramionach, rozprostować kark i spojrzeć na to, co dźwigałem."

    No właśnie... idę sobie kochana Panterko, chcę męża zaskoczyć, a to wymaga zaangażowania :) kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskakuj, Malgos, a nigdy nie zaznacie nudy. :)))

      Usuń
  14. Trudny temat. Zdecydowanie przychylam się do Twojego zdania, że wina leży zwykle po obu stronach, ale z kolei uważam, że nie da się tej winy rozdzielić równo na pół. A przyczyn jest tyle, ilu ludzi. Są tacy - i takie- co zbyt wysoko stawiają drugiej stronie poprzeczkę, są tacy - i całkiem ich sporo - którzy mylą zakochanie z miłością i nie są w stanie rozwinąć związku, bo dla nich jak nie ma motyli w brzuchu, to nie miłość. Ostatnio rozmawiałam z młodym człowiekiem, już nie pamiętam dokładnie o czym, ale on sam przyznał, że "wciąż szuka czegoś nowego", w każdej dziedzinie życia. Niedawno trafiłam na odcinek "Rozmów w toku" (w zasadzie nie oglądam, bo wręcz czuję zażenowanie, kiedy słucham tych bzdur) na temat facetów, którzy nie pozwalają się partnerkom ubierać jak chcą, wychodzić gdzie chcą, kontrolują je na każdym kroku. Chcą mieć kobietę na własność - to też nie rokuje długiego związku. I tak by można długo wymieniać. A najważniejsze jest zawsze to, żeby się umieć dogadać. I nie może to być tylko jednostronne działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym tkwi sedno sprawy, motylki ulatuja, zaczyna sie szara codziennosc i wiele zwiazkow nie umie jej sprostac. Zamiast jednak rozmawiac, stroja fochy i licza na domyslnosc. Pewnie, ze zawsze ktos jest bardziej winny, ale nigdy nie ma tak, by wina byla jednostronna. No, moze w 1% przypadkow.

      Usuń
  15. Często ta "wierność" aż po grób powodowana jest sytuacją ekonomiczną.Bo podobno we dwoje łatwiej:)
    Ale zawsze można dorobić miłość,wierność,szlachetność,troskę i co tam kto sobie chce..:) Ludzkie.
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie, w Polsce ludzie sa jakby "wierniejsi", bo albo nie ma sie dokad wyprowadzic, albo pozostaniem steruje strach o finanse. Tu jest inaczej, panstwo pomaga, a mezowie musza placic alimenty nie tylko na dzieci, rowniez na niepracujace byle zony.
      Mimo wszystko jednak sporo malzenstw jest ze soba wlasnie z milosci i wzajemnego szacunku, to nie taka rzadkosc, jakby sie moglo wydawac.

      Usuń
  16. Mnie zawsze zadziwia, jak łatwo ludzie w tych sprawach ferują wyroki, oceniając postępowanie małżonków. Przecież nie będę tłumaczyła, dlaczego Jaskół wziął rozwód z tamtą, a ożenił się ze mną. Dla postronnych zawsze będę tą, która rozpierdzieliła małżeństwo. I nieważne, że małżeństwo było już tylko formalne, i nieważne, że odejście z tamtego domu było wyłączną decyzją Jaskóła, i nieważne, że zostawił wszystko- pani krzywdy materialnej nie zaznała, i nieważne, że był już dorosły syn, który nie mieszkał w domu.... ja- ta trzecia rozwaliłam coś, co nie istniało od dłuższego czasu, ale rozwaliłam. Trudno jest innym zrozumieć niektóre niuanse w związkach, a najczęściej dopiero do nich dociera, kiedy sami przez to przechodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze latwiej wydawac pochopne opinie, niz rzetelnie zastanowic sie nad prawdziwymi przyczynami rozpadu zwiazku, bo z zewnatrz wszystko wyglada jednoznacznie i na pewno inaczej niz jest w rzeczywistosci. Ja pozbylam sie swojej mlodzienczej radykalnosci z wiekiem, bo doswiadczenie nauczylo mnie, ze nic nie jest takie, na jakie pozornie wyglada. I chocbym nie wiem, jak bardzo trzymala czyjas strone, zawsze staram sie dociec, dlaczego tak sie stalo, co powodowalo tym drugim. Bo nic nie dzieje sie bez przyczyny i nikt nie jest zly, bo chce i lubi.

      Usuń
  17. Chyba nie muszę dodawać, że to wszystko było dla mnie równie trudne, jak i dla nich.Nie wywierałam żadnego nacisku, nie wymuszałam, nie trułam. On miał wybór. Ale co tu wybierać, kiedy dom chłodny, uczucie wygasło, drogi się coraz bardziej rozchodziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz. Bo gdybys nawet na glowie stanela, Jaskol nie odszedlby od eks bez wlasnej woli. I na pewno nie odszedlby, gdyby zwiazek byl zadowalajacy. Lub do uratowania.

      Usuń
  18. Trudny temat Panterko...Ale kto powiedzial, ze bedzie latwo ? W zyciu i w tematach :)
    Wychowywalam sie w domu, w ktorym moj tato mial problem z wracaniem do niego...Mysle, ze wracal tam tylko dla mnie. Wiele lat mi zajelo zanim zrozumialam dlaczego...Dluga historia...
    Na dobry zwiazek pracuje sie oboje. I zgadzam sie z Toba, w wiekszosci przypadkow jest tak, ze wina lezy po obu stronach.
    Buziak :***



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co sobie wyobrazamy, wchodzac w zwiazek, rzadko odpowiada rzeczywistosci. Codziennosc i zwiazane z nia problemy i potyczki, potrafi zaburzyc kazde malzenstwo. Jesli do tego czasu para nie zdazy sie zaprzyjaznic, nie zbuduje partnerstwa i nie wyrobi w sobiie wzajemnego szacunku, zwiazek na pewno nie przetrwa. Inna rzecz, ze niektorzy pobieraja sie bez wiekszego zastanowienia, mniej "dopoki nas smierc nie rozlaczy", a bardziej "do ewentualnego rozwodu", jesli cos sie nie uda.

      Usuń
  19. Rozgorzała dyskusja na całego bo i temat rzeka.Wszyscy co piszą w komentarzach ,mają rację.Każdy ,zna osobę, która to lub tamto.Nie ma mądrego na szczęśliwy związek,każdy jest inny i ma inne wymagania. Ale nie jest sztuką być ze sobą kiedy jest się zakochanym.Sztuką jest być ze sobą kiedy są problemy i zauroczenie minie.Jak świat istnieje ludzie odchodzą i będa odchodzić z takich czy innych powodów.Niestety zawsze cierpią dzieci, które nic nie rozumieją.Mój syn długo nie mógł przeboleć, że taty nie ma. Po odejściu nie interesował się nim wcale. Teraz ma 27 lat i ma do w nosie.Gosia z Jelcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie probowalas rozmawiac o tym z synem? Dzieci potrafia byc bardziej zacietymi krytykami, sa bardziej nieprzejednane, bo rozstanie rodzicow dotyka ich osobiscie. Zyja i dojrzewaja w swoistym deficycie, najpierw zapewne tesknia, pozniej sie buntuja, odrzucaja, by w koncu nabrac gotowosci do przebaczania, najczesciej kiedy sami staja sie rodzicami.

      Usuń
    2. Rozmawiałam .Zna całą sytuację.On się odwrócił od całej swojej rodziny ja utrzymuję z jego rodziną kontakt cały czas.

      Usuń
    3. Pewnie z wiekiem mu przejdzie, bo zmienia sie swiatopoglad, a charakter lagodnieje.

      Usuń
  20. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wina zazwyczaj leży po obu stronach. Najłatwiej jest nią obarczyć stronę, która zdecydowała się na radykalny krok. Zapominamy jednak o tym, że wszystko ma swoja przyczynę, a obojętność i brak czułości ze strony współmałżonka/partnera jest niczym żywcem zamurowanie!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja tak mam,że obserwuję.I młodych zakochanych,i tych ciut starszych kochających(deklarujących miłość-ku sprostowaniu),zdradzanych czy zdradzających.I tych co są ze sobą na "dobre i na złe"
    Wg mnie trudno podzielić winę na pół lub postawić jednoznacznie,że "twoja/moja wina" przy zdradzie.To zadanie dla dobrego prawnika,psychologa lub nie wiem komu jeszcze....Zbyt trudne,by orzec winę. Ja zresztą nie lubię oceniać,bo nauczyło mnie tego moje 41-letnie życie.

    Miłość,wolność,mądrość,głupota,zdrada to są pojęcia,które można interpretować po swojemu i dyskutować bez końca.Rzec by można,że są to pojęcia względne ;)
    Nie chce mi się argumentować,bo to rozległy temat.Często rozmawiam na te trudne tematy ze swoim kumplem(rzec by można przyjacielem),który przedstawia mi swój męski punkt widzenia.Wg jego zdrada to: "<...coś zamierzonego, coś co robi się z premedytacją i świadomością, że chce się zdradzić daną osobę a takie chwilowe zapomnienie bez chęci odegrania się na drugiej osobie to nie jest zdrada...>"
    Pytam się Go:-czyli co to jest? kaprys chwili?chęć spróbowania jak to jest z innym mężczyzną/kobietą? korzystanie z życia....?

    Kiedyś bezlitośnie patrzyłam na zdradzających.Lecz dość szybko diametralnie zmieniłam punkt widzenia i twierdzę,że coś nie pasuje w związku skoro jest zdrada.Brak zrozumienia,brak chęci porozumienia i wybaczenia błędów.Brak kompromisu.

    Właśnie niedawno karmiłam Chłopa zapiaszczonymi truskawkami.Jadł z mi z ręki ;D
    Za truskawki/czy za karmienie(???) dostałam soczystego buziaka.I jak takiego zdradzić ? ;D;D;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buziaka dostalas zapewne za piasek skrzypiacy miedzy mezowskimi zebami, nie widze innego wytlumaczenia. Jak ten Chlop musi Cie kochac, ktoz inny tak bardzo by sie poswiecil dla kobiety? :)))
      Temu swojemu przyjacielowi mozesz powiedziec, zeby schowal sobie te szowinistyczne haselka do kieszeni. Brakuje jeszcze, zeby powiedzial, ze kiedy facet zdradza, to jakby splunac z domu przez okno na dwor, a kiedy zdradza kobieta, to jakby ktos obcy splunal z ulicy do domu. :)

      Usuń
    2. On chyba tłumaczy w ten sposób swoje zdrady ;)
      A jego związek jest właśnie dość dziwny,bo brak zrozumienia,brak dialogu i obojętność ze strony współmałżonki nie jest mu obce.A nie mówię już o czułości czy buziaku za nic.Znam oboje i dlatego nie oceniam czy mówi szowinistycznie czy logicznie.Ja po prostu nie zgadzam się z jego teorią,ale mnie nie dotyczy jego problem i nie wiem co bym zrobiła na jego miejscu.Dlatego nie oceniam...

      Usuń
    3. To niestety nie tylko jego problem, jej rowniez. Ale skoro na to pozwala lub jest jej to obojetne, zastanawiam sie, co ich jeszcze przy sobie trzyma?

      Usuń
    4. hehehe...ona nie widzi problemu,bo...."nie" ;)
      A co ich trzyma?Zwykłe wyrachowanie i to,że on zastał inwalidą,a ona ma w tym spory udział...
      Zawile są losy ludzkie...
      Książkę można by napisać...

      Usuń
    5. Nie nawykłam upubliczniać czyichś wyznań mimo,że konkretnego zakazu nie było.
      Śmiało można powiedzieć,że zdrada niejedno ma imię...

      Usuń
    6. Nie ze szczegolami, ale ogolnie, jako przestroge i nauczke.

      Usuń
  22. Może masz i rację, że ta wina to taka trochę obustronna. Tylko mnie jednak zastanawia, dlaczego, wśród osób, które znam, to te przypadki dotyczą tylko facetów. Nie znam ani jednej babki, która sobie znalazła sobie innego. Natomiast znam wielu, wielu panów, którym w okolicy 40-tki nagle "odbijało". To nie były babsztyle z piekła rodem, żadne fleje, czy inne kaszaloty. Moim zdaniem, taką mam teorię, że w okolicy 40-tki fececi chcą się jeszcze wykazać, dowartościować przy nowej kobiecie, że jeszcze "mogą". Żona zna go na wylot, a nowy obiekt daje się czasami nabierać na różne gadki-szmatki. Jasne, że inaczej zachowujemy się na potajemnych randkach niż w domu. Dlatego to jest takie fascynujące, te motyle w brzuchu itd, itp. Rozum się wyłącza, a do głosu dochodzą hormony. Nie ma na to rady.Nawet już tego nie potepiam. Zew natury. Właśnie reanimuję kolejną ofiarę. Dom, dzieci dorosłe, mąż z własnym interesem. Tzw. dobry człowiek. Ale pojawiła się klientka... i poszło...a zona płacze i rozpacza. On też płacze...i ten stereotyp "nie wiem, jak się to stało, ja tego nie chciałem, nie planowałem"...Tyle jej mogę pomóc, żeby w pracy mogła normalnie funkcjonowac i przyjść czasami wyrzucićm z siebie ten straszny ból. Resztę muszą załatwić sami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos jest na rzeczy, ze facetom zblizajacym sie do andropauzy, zdarzaja sie odbicia. Przypominam Ci jednak, ze nie zyjesz z tymi malzenstwami na codzien, nie jestes ich przescieradlem, a sprawe znasz jedynie z wlasnych obserwacji (pozory, ktore ludzie zachowuja, moga mylic) lub z relacji jednej strony, najczesciej wlasnie porzuconych czy zdradzonych kobiet (a sa to relacje bardzo subiektywne).
      Ja mam wrazenie, ze gdyby wszystko tak gralo, jak to wyglada, facet nie probowalby sie sprawdzac u innych kobiet, nawet by mu to do glowy nie przyszlo.
      Wspierac nalezy jednak zawsze, bo przyjaciele tego bardzo potrzebuja, bezwarunkowo i bez wzgledu na wine.

      Usuń
    2. A ja Ci mówie, że w wielu, wielu ( choć nie wszytskich) przypadkach, to chęć przeżycia jeszcze raz tej fascynującej przygody stroszenia piór, tokowania i wypinania klaty. Gdyby było tak, jak twierdzisz, że ta wina zawsze jest po obu stronach, to dlaczego w 90% które znam, jak zaczęła się wkradać proza zycia, czyli uczestnictwo w zwykłym życiu nowej partnerki, lub o śmieszniejsze, jak sie tylko żona dowiedziała, to wracali z podkulonymi ogonami do domu? Mówię Ci, jara ich aura romasu, wyłącza się rozum i zaczyna rządzić chuć. A natury nie oszukasz, oni po prostu tak mają. To samce, które za młodu polują dla przekazania genów, a później polują, żeby udowodnić sobie samemu, że jeszcze "mogą". Muszą umoczyć i już.

      Usuń
    3. Baby tez zdradzaja, tylko one nie chca od razu rzucac mezow.

      Usuń
  23. zgadzam się z Tobą, że do tanga trzeba dwojga ;) zawsze obie strony pracują na rozpad związku, chociaż zawsze któraś strona mocniej się do tego przykłada i Mnemo ma rację, że to z reguły jest facet! mam to przerobione, to wiem co mówię ;) ale z moim "ulubionym" byłym mężem wciąż się przyjaźnię, a z jego kobietą nawet się lubimy - często słyszę, że nasza rodzina jest nienormalna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienormalna? Bo ja wiem? Ja powiedzialabym, ze macie klase, umiejac mimo wszystko nie tylko ze soba obcowac, ale nawet sie przyjaznic.

      Usuń
  24. aleś temat zapodała!!

    ja dziś mam 24 rocznicę ślubu
    żyję w słodkiej ułudzie, żem nigdy zdradzoną nie była
    i w pewności, ze nigdy nie zdradziłam
    choć maleńkie spojrzenia w bok mi się ze dwa zdarzyły
    ale za nic nie zniszczyłabym tego co łączy mnie i mojego męża

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, to gratulacje, Panstwo Rybenkostwo! ♥
      Obyscie wytrwali w zgodzie i milosci, bez pokus i zezowania na boki. :)))

      Usuń
    2. mam coraz gorszy wzrok :pppp

      ale wydaje mi się, że związek bogacieje, jak partner jest z wyboru, a nie, ze nikt inny się nie napatoczył:))

      trochę się dziś pościeraliśmy bez sensu, ale do zgody łatwo doszliśmy:))

      Usuń
    3. Male sprzeczki wymyslono po to, by sie moc od nowa godzic. :)

      Usuń
    4. O!
      chyba pójdę i się pogodzę!
      do końca;)))

      Usuń
    5. Przyjemnego godzenia zatem! :)))

      Usuń
  25. Hmm...zdrada jest mi dosyć obcym zjawiskiem, nie słyszałam by wśród moich znajomych ktoś tam się "pozdradzał". Swego czasu bardzo często jeździłam w delegacje, a powszechnie wśród znajomych wiadome jest, ze lepiej dogaduję się z facetami. Miałam kilku takich znajomych, którzy straszyli mojego: "A ty wiesz co się robi w delegacjach?! Ona tam z tymi chłopami!...blablabla". Ciekawa jestem, czy aby Ci "Straszyciele" czegoś za skórą nie mieli i mierzyli własną miarą. ;)
    Uważam, że może (teoretyzuję) jednorazowy skok w bok da się wytłumaczyć...ale gdy na przykład ktoś ma wieloletni romans? Podwójne życie...to dopiero koszmar dla osoby zdradzanej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, to koszmar. Pytanie tylko, czy nie zawiniona w duzej mierze przez samego zdradzanego...

      Usuń
  26. Tak naprawdę każdy rozwód jest inny, tak samo jak każdy związek jest inny. Każdy powinniśmy traktować indywidualnie i koniecznością jest wysłuchanie obu stron, to na pewno. W przypadku wyroku w sprawie rozwodu sprawa jednak nie jest taka prosta i oczywista, jak mogłoby się wydawać. Zawsze jest kilka różnych opcji zakończenia małżeństwa - ale i tutaj czasami druga strona nie dopuszcza do rozwodu.

    OdpowiedzUsuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.