piątek, 10 lipca 2015

W poszukiwaniu mieszkania.

Pod ktoryms z dawniejszych postow odpowiedzialam w komentarzu, jak to sie w Getyndze szuka mieszkania, co wywolalo niejakie zdziwienie. Pomyslalam sobie, ze jest to dobry temat na caly post, bo proces nieco rozni sie od tego, do czego przyzwyczailismy sie w Polsce.
Nasze poczatki w Niemczech i kolejne miejsca zamieszkania opisywalam w cyklu "Domy, domy". Na samym poczatku zawsze gdzies nas odgornie zakwaterowano i czlowiek cieszyl sie, ze ma w ogole jakis dach nad glowa. Nasze pierwsze "prawdziwe" mieszkanie dostalismy z przydzialu, nie troszczac sie o wybieranie lokalizacji, czy kierowanie jakimis kryteriami. Obejrzelismy je wprawdzie, ale chec natychmiastowej wyprowadzki z lokalu tymczasowego byla wieksza od wymagan. Zreszta mieszkanie bylo fajne, nienajgorzej polozona dzielnica, dwa balkony, duzy metraz w sam raz dla naszej piecioosobowej rodziny, wiec nie kaprysilismy, nie tylko w obawie, ze czekanie sie wydluzy, ale mieszkanie nam sie po prostu od razu spodobalo i to na tyle, ze zostalismy w nim na dalsze 17 lat.
Jednak dzieci po kolei opuszczaly gniazdo, a maz wybieral sie na emeryture, wiec zlozylismy wniosek w spoldzielni na mniejsze, bo na pozostanie w tamtym nie byloby nas stac. Przy czym nie chcielismy zmieniac spoldzielni ze wzgledow finansowych, bo w tej mielismy juz zaplacona kaucje, a w przypadku zmiany spoldzielni lub wynajmowania od prywatnych osob, musielibysmy placic ja ponownie, a na zwrot tamtej czekac ok. roku.
Taki wniosek wyglada nastepujaco: wypisuje sie dzielnice, w jakiej chce sie mieszkac, pietro, czy w gre wchodzi parter lub mieszkanie pod dachem (mansardowe), czy z balkonem czy niekoniecznie, metraz, ilosc pokoi, posiadane zwierzeta (bo nie wszedzie mozna) i rozne podobne wymagania i kryteria. A potem sie czeka i spoldzielnia powiadamia, jesli takie mieszkanie sie zwolni. Co oczywiscie jeszcze nie jest tozsame z jego zasiedleniem, bo np. cos moze sie nie spodobac. Czas oczekiwania jest rozny, w zaleznosci od wlasnych wymagan i rotacji lokatorow w spoldzielni, ale tak mniej wiecej od "od zaraz" do roku.
My za szukanie zabralismy sie dosc wczesnie, nie chcielismy bronbosz w tej dzielnicy, w ktorej teraz mieszkamy, ani bronbosz na parterze lub pod dachem. Mialo byc do 60m2, ale trzy pokoje, choc to nielatwe, bo mieszkania o tym metrazu sa na ogol dwupokojowe. No i cierpliwie czekalismy na wiadomosc, a tu nic. W koncu czas zaczal naglic, a my w polu z przeprowadzka. Proponowano nam kilka mieszkan, ale na ogol dwupokojowych i nieladnych, albo za drogich, albo nie tak polozonych, albo cos-tam, cos-tam. A dla nas mialo byc to juz mieszkanie do konca zycia, bo na starosc nie mam ochoty ponownie sie przeprowadzac, wiec musialo byc zgodne z oczekiwaniami.
Poszlam wiec zmienic wymagania we wniosku. W wyborze dzielnicy napisalam, ze wszystko jedno i dopuscilam parter. W kilka dni potem dostalismy pismo, zeby obejrzec nasze obecne mieszkanie i zdazylismy z przeprowadzka na dzien przejscia meza na emeryture.
Inaczej rzecz sie ma z wynajmowaniem od osoby prywatnej, wtedy szuka sie albo przez maklera, albo z ogloszen w prasie. Nigdy nie chcialam wynajmowac prywatnie, bo mozna trafic na zlego wynajemce i miec roznorakie pozniej problemy. Spoldzielnia jest pewniejsza.
Getynga jest szczegolnym miastem, bo co roku kilkanascie tysiecy studentow szuka kwater, a nie wszyscy mieszcza sie w akademikach, rynek mieszkaniowy jest wiec zapchany kandydatami, a wolnych mieszkan jest jak na lekarstwo. Oczywiscie popyt napedza ceny i ta moja mala pipidowa jest jednym z drozszych miast w Niemczech.





58 komentarzy:

  1. Czyli zamieszkałaś w takiej dzielnicy, której początkowo nie brałaś pod uwagę? Lecz teraz jesteś już zadowolona, jak sądzę:). Fajnie tak jest, móc wynajmować mieszkanie od spółdzielni. U nas obecnie najczęstszą formą jest własność, a to wcale, jak się okazało, nie jest takie różowe. Ech, dolo ty moja...
    Getynga jest pięknym miastem, więc i tak jest ok:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mnie bylo na to stac, na pewno kupilabym mieszkanie wlasnosciowe, bo to czysty zysk. Podam Ci przyklad naszych znajomych. Mieszkanie, ktore maja, ze wzgledu na rok budowy domu i lokalizacje, kosztuje tzw. zimny czynsz 800 euro plus bez mala 300 kosztow stalych (ogrzewanie, wywoz smieci itp). Kupujac mieszkanie, placisz jedynie te 300, wynajmujac - 1100.

      Usuń
  2. Ja mieszkam na osiedlu nazwijmy to zakładowym, gdzie mieszkania dostawali pracownicy Huty w tym mój tato - to były lata 70-te. Pod koniec lat 90-tych Huta podupadła i wyprzedawali wszystko - w tym i mieszkania. Można było kupić za gotówkę lub na raty, ceny były bardzo atrakcyjne za 45 m2 z c.o. i loggią ok 12 tyś zł. W ten sposób mam gdzie mieszkać bo dziś nie byłoby mnie stać.
    Pozdrawiam serdecznie - Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy placisz miesiecznie odpowiednio mniej za swoje mieszkanie wlasnosciowe? Moi rodzice tez wykupili swoje mieszkanie spoldzielcze, a oplaty sa praktycznie takie same.

      Usuń
    2. Anuś no właśnie - różnica jest niewielka od czynszu lokatorskiego.
      Całuski -Ania

      Usuń
    3. Plusem jest to, że mieszkam też na obrzeżach miasta, prawie w parku /nie ucierpiał w czasie burzy/, a minusem jest to, że trzecie piętro, a z roku na rok te piętra robią się coraz wyższe i nogi czasem wysiadają /windy brak bo blok czteropiętrowy/. Ania

      Usuń
    4. No wlasnie! Czyli kupno mieszkania, tak na dobra sprawe, nie przynosi tak wymiernych korzysci jak tutaj.
      Z jednej strony ten moj parter jest w naszym wieku pewnym dobrem, a z drugiej - nieba prawie nie widuje. ;)

      Usuń
    5. Z kuchni i jednego pokoju też marnie widzę niebo - bo drzewa w parku mi zasłaniają, widok z drugiego pokoju jest OK. Przyzwyczaiłam się do tego trzeciego - idę i odpoczywam, teraz na parterze bałabym się mieszkać - nie pytaj dlaczego, bo sama nie wiem dlaczego.
      Korzyści z kupna nie ma żadnych, tylko tyle, że w spadku mogę zapisać je siostrzenicy bo swoich dzieci nie mamy, a rodzina męża po niedajbóg jego śmierci nie ma do niego nic bo jest moją odrębną własnością. Mieszkam tu ponad 40 lat i lubię to mieszkanie.
      Pozdrówka Ania

      Usuń
    6. Poprzednio mieszkalismy na drugim pietrze i juz wtedy bywalo nielatwo sie wspinac, zwlaszcza z zakupami albo kiedy Fusel chorowal i trzeba go bylo wnosic. Starosc nie radosc. ;)
      Tez mialam obiekcje przed parterem, ale jakos sie przyzwyczailam i nie boje sie, ale brak mi nieba i juz! :)))

      Usuń
  3. Mnie się trafiło, jak ślepej kurze ziarnko. Może mieszkanie nie jest superowe, nie ma balkonu niestety, za to sam środeczek miasta. Jednakowo daleko w każdą stronę miasta. A do Starówki rzut beretem. Kiedyś pracowałam 3 minuty piechotą od domu, potem 15 minut piechotą, a teraz 15 minut samochodem. Teraz szukam dla młodego, ale w tej dzielnicy kosztuje 10.000 zł za metr, więc nie na nasze mozliwości, trzeba szukać w innych, dalszych dzielnicach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam, jak wiesz, na krancu miasta, ale do starowki mam 2 minuty samochodem (3 km), a na pola 5 minut piechota. To sie nazywa dobra lokalizacja, nie? Ja juz mieszkalam w centrum, i w Lodzi, i tutaj tez. Nigdy wiecej! Nawet z psem nie ma za dobrze gdzie pojsc, a poza tym halas i ciasnota. Nie chcialabym wiecej zadnego srodmiescia, ani tym bardziej duzego miasta.

      Usuń
    2. To kwestia przyzwyczajenia. Ja mam Saski za oknem, inny park pod oknem. Zieleni sporo. Obrzeża tutaj maja ten feler, że kupę czasu się człek wlecze do roboty. To miasto jest wiecznie zakorkowane, a ja ze śródmieścia lecę na obrzeża, więc odwrotnie niż wszytscy, więc nie mam korków.

      Usuń
    3. Ale mnie na starosc odstrecza od ludzi, a w takim Saskim tez ich jest po kukardkie. A tak, pojde sobie w pola i nikogo nie musze ogladac. :)

      Usuń
  4. Z wszystkich Twoich postów wynika, ze Getynga nie dość, iż sama w sobie jest pieknym miastem, to co wazniejsze - ma wspaniałe, zielone otoczenie. Mieszkanie w takim ładnym miejscu, dla komfortu ciała i duszy jest bardzo wazne. A i sam lokal tez chyba spełnia Wasze oczekiwania. Zresztą nawet jak by były jakies mankamenty, to człowiek szybko sie do wszystkiego przyzwyczaja.Grunt to czuc sie bezpiecznie, swobodnie i mieć blisko do ulubionych miejsc.
    Maki piękne! na tym czarnym tle Twego bloga po prostu zachwycające!
    Dobrego dnia, Anusiu!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecne mieszkanie ma moim zdaniem dwa mankamenty, a obydwa lacza sie z jego polozeniem na parterze. Pierwszy to koniecznosc zamykania okien za kazdym razem, kiedy opuszcza sie mieszkanie, a drugi to widok z okna, czyli brak perspektywy. Nie powiem, widok niebrzydki, zielono, ale mnie brakuje nieba. Nie mozna jednak miec wszystkiego, prawda? Ogolnie jestem zadowolona w 90%. :)))
      Buziaczki, Olenko :*****

      Usuń
  5. Ja też nie chciałabym mieszkać w centrum, chociaż akurat w naszym mieście od starówki do pięknych terenów zielonych (również do lasu miejskiego) jest bardzo blisko. Ale latem w centrum odbywa się mnóstwo imprez artystycznych, jest też dużo turystów i hałas do późnej nocy. Właśnie z tego względu moja ciotka zrobiła wszystko, żeby się przeprowadzić, a mieszkała na starówce właśnie. Ja mieszkam 20 minut spacerem od centrum, ale moja dzielnica należy do peryferyjnych, bo blisko mamy las i w tę stronę miasto się nie rozbudowuje. Niestety, mieszkanie mamy komunalne, nie było nas stać na wykupienie go na preferencyjnych warunkach, a teraz, kiedy moglibyśmy to zrobić, to skończyły się preferencyjne warunki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokladnie tak samo, jak w moim przypadku. Nie ma jak male miasteczka, co nie, Ninka? Wszedzie blisko i duzo zieleni. :)))

      Usuń
  6. Moi rodzice swego czasu też dość atrakcyjnie wykupili mieszkanie w spółdzielni i co prawda opłaty chyba się nie zmieniły bo to głównie czynsz (podatek za grunt) i opłaty różne czyli domofon, śmieci, światło w piwnicy i na korytarzu, woda ścieki itd. Mnie nie wychodzi dużo ( bo mieszkam tu z mężem a rodzice na wieś zwiali), ale jeden plus taki, że jak właściciel takiego wykupionego mieszkania zemrze to spółdzielnia go nie przejmuje tylko dziedziczone jest. A jakby nie wykupili to po śmierci ich oboje dostałabym pisemko zapewne jakieś mało ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie musialabys jedynie przepisac czlonkostwo spoldzielni. Nikt by Cie nie wyrzucil, skoro tam tak dlugo mieszkasz i regularnie placisz. Ale masz racje, co wlasne, to wlasne. :)

      Usuń
  7. Nieba na Widzewie nie brakuje, nawet z parteru widać i cudowne zachody słońca, bo górka. Przed mieszkaniem sporo zieleni, sami sobie ją zrobiliśmy i to nie kwiatami, gdzie co chwila ktoś przechodził i zrywał, bo się mu zachciało kwiatka w domu. Tylko krzewami i to kolczastymi - ognik n.p. :) Po wykupieniu na własność płacimy tyle co przed. Wiem że u córki jest inaczej, dwukrotnie już tłumaczyłam młodym z rodziny, że w Szkocji, nasza córka spłaca kredyt za mieszkanie i żadnych dodatkowych administracyjnych obciążeń. Ale oni nie wierzą. Siostry zięć prezes US w kółko nawija o tych kosztach, które przecież muszą być. Bo ktoś coś tam robi i za to bierze pieniądze, bo dużo ludzi w administracji ... :)) Nie wierzy i już, za bardzo wykształcony po polsku pewnikiem. :) No ale córek naprawy musi robić sama, np dach gdy dachówki spadną..
    Gdy wynajmowała mieszkanie mniejsze od tego co ma teraz, płaciła 500-700 funtów plus oczywiście, woda, energia, gaz. Za swoje większe płaci 300 funtów które są spłatą kredytu i za gaz, wodę, prąd. Siostrzenica w Polsce też na kredyt kupiła, płaci 1000 miesięcznie kredytu, plus około 500 czynszu do spółdzielni, plus energia woda gaz. Polska to kraj ludzi bardzo bogatych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela, ja to juz w takim dolku mieszkam, ze gorzej byc nie moze. Jedyna korzysc z tego jest taka, ze kiedy na rowerze zmachana wracam do domu, zawsze mam z gorki. :)))
      My rozwazalismy kupno mieszkania, ale maz byl juz za stary (czytaj: za malo lat pracy mu wtedy w Niemczech zostalo), zeby zdazyc splacic kredyt, bo z renty juz by nie wyszlo. Teraz zaluje, bo sama pracuje, ale wowczas wychowywalam dzieci. I tak to przepadlo...
      Ludziom w Polsce wierzyc sie nie chce, ze mozna zyc inaczej, normalniej niz tam.

      Usuń
  8. No nie kłamię, woda i centralne są w czynszu gaz też, tylko nie wiem czemu ciągle coraz więcej płacimy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My za wode i ogrzewanie placimy jakas srednia, liczona na podstawie zuzycia z poprzedniego roku, z gory. Jesli zuzyje sie wiecej, trzeba doplacac, jesli mniej, to oddaja. Ja mialam spora nadwyzke, wiec w tym miesiacu sciagneli mi z konta za czynsz ponad trzy stowy mniej. Ja sie nawet nie fatyguje latac do banku z przelewami, sami biora za moim pozwoleniem.

      Usuń
  9. A ja od 18 lat mieszkam w wynajmowanych domach. Prywatnych. Mam różne doświadczenia z właścielami niestety.
    I ciekawa jestem ile jeszcze przeprowadzek przede mną?

    Ciekawe to co piszesz. Nie wiedziałam jak to działa w N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z prywatnymi wlascicielami bywa problematycznie, czasem spory koncza sie przed sadem. Na szczescie wymiar sprawiedliwosci w takich sporach najczesciej stoi po stronie lokatora, wynajemca ma sporo obowiazkow wobec lokatorow. Spoldzielnia dziala sprawniej, maja wlasne warsztaty, ekipy remontowe, wiec wystarczy zadzwonic i juz ktos jest. Co nie znaczy, ze jest idealnie, ja juz tez sadzilam sie ze spoldzielnia kilkakrotnie i zawsze wygrywalam (nie lubia nas dlatego) :)))

      Usuń
  10. znaczy się, że zuuupełnie inaczej niż u nas. mieszkań pełno, a chętnych brak, bo kasy nie mają. koszt wynajmu też jest horrendalnie wysoki i lepiej za taką kasę spłacać kredyt i mieć po ....25 latach własne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, tu pewnie tez by tak bylo, ale sa bariery cenowe za kupno/wynajecie za m2, ktorych na danym obszarze nie wolno przekroczyc. Wies jest tansza od miasta, roznia sie nawet miedzy soba dzielnice w jedynm miescie. Poza tym najubozszym doplaca panstwo lub wrecz finansuje wynajecie z przeprowadzka wlacznie. Kiedy Srednia jechala uczyc sie do Hamburga, a pozniej znalazla prace w Getyndze, urzad pracy sfinansowal jej przeprowadzke w obie strony.

      Usuń
  11. Faktycznie wygląda to inaczej niż w PL, na szczęście mam mieszkanie własnościowe, ale takie maniunie, dla dwójki akuratne, jednak kuchnia i łazienka bardzo mała, co mnie drażni nieziemsko. Ale jak to mówią...ciasne, ale własne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Gosia, tylko kiedys na pewno bedziecie chcieli sie rozmnozyc, a co za tym idzie, zmienic mieszkanie na wieksze. Klopot!
      My tez musielismy szukac czegos mniejszego i tanszego, kiedy dzieci sie wyprowadzily a maz przechodzil na emeryture. W Polsce pokutuje jeszcze przywiazanie do jednego miejsca i ludzie niechetnie zmieniaja mieszkania.

      Usuń
  12. Na szczeęście mam mieszkanie od babci, normalnie chyba bym zwariowała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliscie zatem szczescie, ale co maja zrobic mlodzi na dorobku, ktorzy chcieliby zamieszkac osobno, a nie stac ich na wlasnosciowe? Kompletny klops!

      Usuń
  13. Najważniejsze,że się udało i jesteście zadowoleni! Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych okolicznosciach jestesmy zadowoleni, ale gdybym miala wiecej kasy, na pewno wzielabym cos wiekszego, bo na dom jestesmy juz za starzy.

      Usuń
  14. Ciekawe :) i ważne, że masz to swoje wymarzone :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy wymarzone, stosownie do mozliwosci. :)

      Usuń
  15. Trochę inne realia, faktycznie są. I jak wszystko ma plusy i minusy. U mnie w mieście jest spółdzielnia mieszkaniowa, sporo bloków wybudowała do połowy lat 80., potem był zastój, a potem ziemię wydrapali deweloperzy. Mieszkam w takim własnie bloku, wynajmować nie muszę, mamy wspólnotę mieszkaniową. Za mieszkanie do wspólnoty nie płacę jakoś dużo, ale media - osobno, ile zuzyjemy, więc to jest dobre.
    Nie zawsze ma się to, co by się chciało. .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak! Ja tez chcialabym miec wiecej przestrzeni, bo troche mi tu ciasno. Inna rzecz, ze rodzice maja w Polsce dokladnie taki sam metraz i wtedy byl dla nas wszystkich wystarczajacy. W tylku mi sie poprzewracalo od tego dobrobytu! :))))))))

      Usuń
  16. no i chyba przez taką spółdzielnie taniej....

    OdpowiedzUsuń
  17. Akurat nie, bo ceny sa ograniczane przez panstwo i pewnego progu nie wolno przekroczyc ani spoldzielni, ani prywatnemu wynajemcy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas już by mordę darli, że im wolność zabierają...

      Usuń
    2. Porzadek musi byc, inaczej kogo byloby stac w ogole na mieszkanie.

      Usuń
  18. Ja w swoim 50-letnim życiu mieszkałam w trzech mieszkaniach. Do 40-stki mieszkałam z rodzicami.
    Przez 8 lat we własnym trzypokojowym mieszkaniu. Lubiłam je.
    Obecnie wynajmuję. Nie ukrywam, że strach mnie paraliżował przed tą decyzją. Nie chciałam wynajmować od prywatnych osób. W końcu zdecydowałam wynająć od dewelopera. Za 43m2 (2 pokoje, kuchnia i balkon) płacę 1200zł. W czynszu wliczony jest ryczałt za wodę i ogrzewanie. Musiałam wpłacić kaucję - dwukrotność czynszu. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Mieszkanie nie jest w samym centrum miasta, ale blisko mam do pracy 15 - 20 min piechotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dla odmiany tyle razy juz sie przeprowadzalam, choc mam w tej kwestii nature kota i przywiazuje sie do miejsca, z ktorego nielatwo mnie ruszyc. No ale, jak trza, to trzeba. Nie tylko dla lokatora wynajecie mieszkania to loteria, wlasciciel tez bardzo ryzykuje wynajmujac, bo lokatorzy sa rozni i bywa, ze zamiast zysku, ma sie ogromne koszty.
      Sporo placisz za to mieszkanie.

      Usuń
    2. Zatkało mnie, aż sobie gwizdnęłam. Ja za swoje ok 45 m2 z c.o, zimną wodą, śmieciami z funduszem remontowym i kosztami zarządu płacę 400 zł miesięcznie. Och jak dobrze mieszkać w niewielkim mieście i na dodatek na jego peryferiach - 1200 zł to byłaby masakra.
      Ania

      Usuń
    3. No to faktycznie masz niedrogie mieszkanie, Aniu. Jak rozumiem jest to wlasnosciowe, bo Graszka wynajmuje, wiec chyba stad te ceny. :)

      Usuń
    4. Nie wiem czy taka masakra. My za 2 pokoje 42 mkw we Wrocławiu płaciliśmy 3 lata temu w sumie 1800 zł (z netem, kablówką, prądem i wszelkimi opłatami, aby było jasne). Wiązało się to z faktem, że wiele osób nie chce wynajmować mieszkania rodzinom z małym dzieckiem, tylko studentom, bo ich upchną po 6 w takim metrażu. A studentów we Wrocławiu pełno.
      Obecnie mamy "swoje" niespełna 50 mkw, ale nie we Wrocławiu, bo nie stać nas by było na kredyt w tym mieście. I nadal wychodzi sporo, bo prócz czynszu jest jeszcze rata kredytu. Ale cóż zrobić :( Nie marudzę, bo niektórzy nawet tego nie mają...

      Usuń
    5. Pewnie, ze bardziej oplacalne jest wynajmowanie studentom, bo w takim przypadku wynajemca za to samo mieszkanie bierze pojedynczo od kazdego i w efekcie wychodzi wiecej niz od rodziny.

      Usuń
    6. Moje 400 zł to jest tylko czynsz, a prąd, kablówka z netem i telefonem i gaz, który zużywamy do grzania wody /nie mamy c.c.w./ to dwa razy tyle - też miesięcznie wychodzi ponad 1000 zł, ale tego nie liczyłam jak Ania, która płaciła we Wrocławiu 1800 zł z wszystkim. Mieszkam w Polsce B, gdzie zarabia się najniższą krajową - kogo byłoby stać na tak wysoki czynsz?
      Ania

      Usuń
    7. U nas czynsze zwyklo dzielic sie na "zimne" i "cieple", czyli bez lub z ogrzewaniem+kablowka i inne koszta uboczne. Za prad, telefon place osobno.i komu innemu, nie wynajemcy.

      Usuń
  19. Panterko, gdybys teraz wypelniala wniosek to jakie bylyby Twoje wymagania ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie podobne, mieszczace sie w naszych mozliwosciach finansowych i koniecznie z pozwoleniem na zwierzeta.

      Usuń
  20. Bardzo to ciekawe. Rozumiem, że macie jakąś umowę z miastem? Ze spółdzielnią?
    Ciekawy post. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze spoldzielnia, miasto nie ma z tym nic do czynienia. Umowa na wynajem od nich mieszkania. :)

      Usuń
  21. Moja mama mieszka w Offenburgu.Sa ogromne roznice w cenach, pomiedzy tym miastem, a poprzednim, w poblizu Stuttgartu. Tam jest bardzo drogo.
    Wielu Niemcow, kupuje domy w Alzacji, bo taniej. Nie wiem dokladnie co, ale jakies podatki gruntowe czy cos w tym stylu.
    Przed nami jeszcze 8 miesiecy splat..

    Cudne maczki Panterko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcy nie sa tanie jesli chodzi o nieruchomosci i zwiazane z tym podatki, ale w zamian jest porzadek i ochrona prawna, zarowno wynajemcow, jak i lokatorow. Cos za cos.
      A osiem miesiecy to juz tak krotko...

      Usuń
  22. najważniejsze że zdążyliście ze wszystkim i w dodatku jesteście zadowoleni :)
    Ja w czasach młodości próbowałam dostać mieszkanie z miasta ( o wynajmie ze spółdzielni już mowy nie było... tylko kupno) to dostałam termin za 20 lat ;))) może teraz bym się zaczynała w tych ruderach rozglądać ;))))
    :*******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice zalozyli mi ksiazeczke mieszkaniowa, kiedy mialam 10 lat. Pierwsza propozycje dostalam dlugo po slubie, kiedy juz najstarsza byla na swiecie, wiec zmienilam zapotrzebowanie z M1 na M3. Drugi raz zglosili sie, kiedy maz byl juz w Niemczech, a Srednia na swiecie. Znow zmienilam z M3 na M4, a potem sama wyjechalam. Ostatni raz mialam ogladac nasze M4 kiedy juz mialam tutaj pozalatwiane wszystkie formalnosci, urodzila sie Najmlodsza i wiedzialam, ze nie wracam. Zrezygnowalismy z czlonkostwa, a wklad scedowalam na rodzicow, zeby mogli wykupic swoje mieszkanie spoldzielcze.
      Tak to bylo, tez jakies 20 lat sie ciagnelo.
      :*****

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe i obrazliwe komentarze beda usuwane.