sobota, 21 listopada 2015

Wscieklizna.

To, co ostatnio przezylam we wlasnym domu, zacmilo swoim rozmiarem zamachy w Paryzu i udaremniony zamach w Hannoverze. Wyhodowalam prawdziwego potwora na wlasnym memlonie!
Ale od poczatku.
W ubieglym roku Bulczyk zostal zaszczepiony w pazdzierniku, a Kira z Miecka w listopadzie. W tym pomyslalam sobie, ze miesiac zwloki Bulce nie zaszkodzi, a ja bede mogla zaszczepic wszystkie trzy za jednym zamachem. Zrobilam jednakowoz jeden niewybaczalny blad.
Kiedy Bulka zawitala w nasze progi, po dluzszym czasie separacji kotow w roznych pomieszczeniach, zaczelam je przyzwyczajac do bycia razem, trzymajac Bulke w salonie w jej kontenerku. Miecka latala wsciekla dokola, syczala na kontenerek i chyba od tamtej pory ta Bulkowa klateczka bardzo zle sie jej kojarzy. Juz w ubieglym roku, kiedy mialam wiezc Bulczyka na szczepienie i kontenerek stanal w przedpokoju, Miecka na jego widok dostala takiego wqrwa, ze glowa mala. Powinnam byla to przewidziec, kiedy w tym roku przynioslam do mieszkania oba kontenerki naraz. Kolej rzeczy powinna wygladac tak, ze najpierw przyniesc do domu Mieckowy, zapakowac ja do niego (co jest nie lada wyzwaniem samo w sobie), a kiedy juz bezpiecznie by w nim siedziala, przyniesc kontener Bulkowy i zapakowac drugiego kota.
Kiedy oba kontenerki stanely w pokoju, Bulka wlazla do swojego natychmiast sama, zamknelam ja w nim i zajelam sie polowaniem na coraz bardziej wsciekla i syczaca Miecke. Moj optymizm jest naprawde zadziwiajacy! A w naiwnosci moglabym startowac w mistrzostwach swiata, z duza szansa na wygrana.
Miecka bowiem tak bardzo zdazyla sie nakrecic, ze nie pozwolila w ogole do siebie podejsc, warczala na mnie ostrzegawczo, uciekala, a ze nie bardzo miala gdzie, bo przezornie pozamykalismy inne pokoje, wiec byla tym bardziej wsciekla. Uwierzcie mi, nigdy wczesniej jej takiej nie widzialam. Miecka ma nielatwy charakter, ale jest tez niezwykle wrazliwa i bardzo do mnie przywiazana. Jestem jedyna osoba, do ktorej przychodzi na kolana, a w lozku kladzie sie na mnie na wierzchu. Tym razem jednak zachowywala sie, jakbym byla obca i chciala jej zrobic nie wiem jaka krzywde. Ona walczyla o zycie! Basowo warczala na mnie, a dotknieta zaatakowala! Dobrze, ze zdazylam odsunac reke, bo znow musialabym witac sie z SORem. Wzulam wiec grube zimowe rekawice i nawet ja zlapalam, ale szybko wypuscilam w obawie o wlasne zycie. Ten kot chcial mnie zamordowac!!!
Nie pozostawalo mi nic innego, jak dac jej spokoj i nie stresowac kota wiecej tego dnia. Pojechalismy do ludozercy tylko z Bulka i Kira, zostawiajac Miecke sama w domu, zeby sie uspokoila. Kiedy wrocilismy, czujnie zostawiajac Bulczany kontener na klatce schodowej, Miecka byla juz prawie spokojna, lasila sie i ocierala, ale dotknieta, troche jeszcze warczala, cichutko i krotko, ale jednak. Dalam wiec spokoj probom pieszczot i tylko do niej gadalam.
Wieczorem przyszla do mnie do lozka, jakby nigdy nic, a od nastepnego dnia pozwalala juz glaskac sie bez ograniczen.
Poczekamy z tydzien i ponowimy probe zapakowania Miecki. Ona wprawdzie nie lubi ruszac sie z domu i zawsze przez cala droge nieprzerwanie jojczy wnieboglosy, ale nigdy jeszcze, przez cale swoje 8-letnie zycie nie odwalila nam takiego przedstawienia.





62 komentarze:

  1. a ja myślałam że o Bułkę chodzi.... przeraziłaś mnie tym opisem, dobrze że nikomu krzywda sie nie stała...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Koty też mają swoje humory, widocznie coś lub ktoś ja do takiego zachowania sprowokował. Dobrze, że już agresja przeszła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bulczany kontenerek tak ja z rownowagi wyprowadzil, nigdy wczesniej tak sie nie zachowywala.

      Usuń
  3. W następnym roku będziesz mądrzejsza:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciez musze ja zaszczepis jeszcze w tym roku. Zobaczymy w przyszlym tygodniu, jak sie akcja rozwinie. :)

      Usuń
  4. Ja miałam i mam teraz też, inne podejście do pakowania kota do kontenerka. Najpierw nauczyłam koty chodzić na szelkach. Kiedy miałam jechać do weta, to kota w smyczy łatwiej włożyć do kontenerka. Jednak z Bezą miałam pewien problem - szczepiłam ją w czerwcu, było ok. Drugą szczepionkę miała przyjąć w lipcu i już tak łatwo nie było - chyba zdawała sobie sprawę co ją czeka. U weta odstawiła cyrk i gdyby nie szelki, to nie wiem gdzie bym ją szukała, a podczas badania tak dyszała, jakby miała zaraz odejść na zawał.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecka do tej pory wprawdzie z wrzaskami, ale bez prob zabojstwa, pakowana byla do torby, za to u weta zachowywala sie wzorcowo. Bulka w zeszlym roku czmychnela ze stolu do badan i ludozerca musial wpelzac pod szafki, zeby ja stamtad wyjac. :)))

      Usuń
  5. No cóż, człowiek i kot uczy się przez całe życie. Powodzenia przy następnej próbie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastepna proba juz w przyszlym tygodniu, zobaczymy. :)))

      Usuń
  6. No bo Bułczyk jest przepiękny i przegrzeczny:-)
    Piękny,grzeczy kotek:-)Miećka ma charakter godny podziwu,kurcze,ale musiałaś przy tych próbach nieźle się namęczyć...A nie może ludożerca przyjechac do domu i ją zaszczepić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, grzeczna! Akurat! Jak juz do kontenerka wlazi, to ze szczaniem w domu nie umie sie pohamowac... :)

      Usuń
    2. No wiesz....nikt nie jest idealny :ppppp

      Usuń
    3. No tak. Kazda ma co innego za uszami.
      Tylko Kira jest bez zarzutu. :))

      Usuń
  7. Niedawno idąc do sklepu szła mloda dziewuszka z takim kontenerkiem,zanim zatrybiłam o.co cho...to myślałam ze to jojczenie ,to dziwny dzwonek komórki:-)))Myślę,czego laska nie odbiera,jak to "dzwoni"i "dzwoni"...dopiero za chwilkę zajarzyłam,ze to kot:ppppppp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli pakowanie Miecki nie wyjdzie, to chyba poprosze ludozerce, zeby przyjechal.

      Usuń
  8. niełatwo masz z tymi agentkami :)
    ale przecież kto da radę jak nie Ty! ;)
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nielatwo, to prawda. Jakos jednak musze sobie radzic, jak nie sila, to sposobem. :))
      :*****

      Usuń
  9. Normalka. Moje żadne nie życzy sobie wyściubiać nosa za próg, w nosidełku czy bez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moje jedno zycie by oddalo, zeby ten rozowy nosek wysciubic. Nawet dobrowolnie wlazi do swojego kontenerka.
      To drugie zas gotowe zabic, zeby je zostawic w spokoju. :)

      Usuń
  10. Wciąż narzekałaś na Bułeczkę a to anioł koci,natomiast Miećka pokazała swój charakterek.Prawdziwa pantera.Powodzenia życzę przy następnej próbie zapakowania do kontenerka.Tak z ciekawości ,jeśli koty są niewychodzące to muszą być szczepione? Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty nie wychodza, ale wychodzi Kira i kto wie, co z doworu ze soba przynosi.
      Jednak koty niewychodzace szczepi sie innym skladem szczepionkowym niz te, ktore wychodza. :))

      Usuń
  11. W czasach, gdy mieszkała z nami kotka Lilka, wyprowadzenie jej z domu graniczyło z cudem, więc doskonale rozumiem, co przeżyłaś. Jak tylko ta mała cwaniara orientowała się, że chcę ją gdzieś zabrać - znikała bez śladu. Na 48. metrach kwadratowych mieszkania! O żadnym kontenerku czy innym pudełku nawet mowy nie było, więc wynosiłam ją w dużej płóciennej poszwie na poduszkę :-). Miotała się tam jak furia, ale tylko w drodze z domu do samochodu; potem było już całkiem normalnie i spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz pisalam, Miecka nigdy nie lubila wychodzic, ale tez nigdy jeszcze nie odwalila takiego teatru i konczylo sie na biadoleniu. :))

      Usuń
  12. najbardziej żal mi miećki, nie dość, że patrzyła na obrzydliwy bułczany kontenerek to jeszcze razem z Bułką musiała gdzieś jechać.może na razie nie wynoś tego miećkowego kontenerka z pokoju, niech się jej opatrzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boje sie, ze jesli bedzie stal w pokoju, zawladnie nim Bulka i Miecka nie bedzie chciala juz nigdy w zyciu do niego wejsc.

      Usuń
  13. kawał łbuziaka z tego Bulczyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama widzisz, jakie ja mam z tymi kotami utrapienie. :)))

      Usuń
  14. Każdy kot inaczej reaguje na wejście i podróże w kontenerku.Moja kotka nigdy nie lubiła transporterka.Do weterynarza podróżuje w torbie z ręczniczkiem.I jest spokojna.Koleżanki kot tak nie znosi transportera[a często w nim podróżuje bo chorowity],że po każdym w nim pobycie transporter jest posikany i okupkany.Kot zestresowany i dwa dni obrażony.Siostrzeńca kotka tak nie lubuła podróży,ze ślina jej ciekła i po powrocie siedziała trzy dni za szafą .A że soistrzeniec często wyjeżdzał to żeby nie stresować kota kotek na stałe wylądował u mojej siostry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te moje jakos dziekibogu nie zalatwiaja sie w kontenerkach. Problemem stalo sie wsadzic Miecke do srodka. Moze kiedy nie bedzie miala na oku bulczynego kontenerka, jakos przelknie te gorzka pigulke podrozy w zamknieciu. Sama.

      Usuń
  15. Widocznie Miećka nie zyczyła sobie jechać razem z Bułką do ludożercy.
    Zuch dziewczyna ;)
    A tak poważnie, nigdy nie wiadomo, co w zwierzaku siedzi i kiedy wyskoczy. W nas również, zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby ten sam gatunek, a tak rozne charaktery, jak u ludzi. :))
      No i Miecka nienawidzi Bulki jak zarazy, za to Bula zdaje sie z niej nasmiewac i wszystko bierze na luzie, podczas gdy Miecka smiertelnie powaznie.

      Usuń
  16. taki jak Miecka był mój kot Szaruś, wet do domu z zastrzykami przyjeżdżał bo we dwie z córką nie byłyśmy w stanie go do kontenera zapakować! nazywaliśmy go "pomiot szatana", przeżył z nami 19 lat, Miluś to przy nim cielątko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesusmaria! Ty mnie nie strasz, ze Miecce juz tak zostanie! :)))))))

      Usuń
  17. Coś mi sie zdaje, że Miecce przydałby się pewien środek na wyluzowanie. Mogę polecić coś w 100% naturalnego, niegroźnego i bardzo skutecznego. Myślę, że to mogłoby wiele zmienić w waszym domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowisz o feromonach? Tez nie pomogly w zaprzyjaznianiu sie.
      Zdradz mi te tajemnice. :)))

      Usuń
  18. Moje kociska w takich sytuacjach potulne jak baranki. Zachwytu ni ma i łba nie urywa, ale jest spokój. Sama się dziwię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotychczas Miecka tez (bez zachwytu) poddawala sie pakowaniu do torby. Az do teraz.

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Ona juz urodzila sie z charakterem menopauzowym. :)))
      Zwierza nie majo menopauz.

      Usuń
  20. Te czarne mogą coś mieć "w sobie".Moja Karamba (dziewczynka) ma podobnie.Ofukuje inne koty.Natomiast Torpeda(tak,tak;to imię świadczące o charakterze kota ),potrafi walić "z liścia",gryźć lub drapać buty będące na nogach człowieka nie mówiąc już o ofukiwaniu.Na rękach nie lubią być ani w domu.Typowe podwórkowce chyba.Jest jeszcze jedna dzika i nieposkromiona,której dać tabletki na odrobaczenie lub spryskać sprayem od kleszczy to nie lada wyczyn.
    Koty jak ludzie to indywidualności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale większość mojej kociej ferajny to mruczaki i przytulaki.Zwłaszcza jedna młoda,którą nam ktoś podrzucił.Cieszymy się nam ją podrzucili a nie jakimś ...hmm ten tego nie lubiącym kotów

      Usuń
    2. Miecka nigdy nie byla latwa w obsludze, choc to w gruncie rzeczy bardzo wrazliwa i kochajaca koteczka. Jednak tak ekstremalnie drapiezna nigdy jeszcze nie byla, tym razem mnie nastraszyla. :)

      Usuń
  21. Mój kociak do przytulasków nie należy, ale jeszcze nigdy mnie nie udrapał, ani ugryzł. Nawet jak mu coś się nie podoba to paca mnie łapką, ale bez pazurków :)
    Twoja kocica ma charakterek :)
    http://psiolubni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecia nie paca, ona raczej delikatnie podgryza, kiedy cos jej sie n ie podoba albo jojczy wnieboglosy. Tak jeszcze nigdy przedtem sie nie wsciekla.

      Usuń
  22. Bidusia, zestresowała się na maksa. Moje bnie lubią tramsporterów,tylko Lucio jest bezstresowym koteczkiem i jemu tam nie robi,jak trzeba to wejdzie,ale generalnie wolą być po za klatką:)
    nawet w aucie w podrózy dalekiej siedizały gdzie kótry kot sobe zyczył,kontrolowane przeze mnie,ale spokojne za to,bo w klatkach darły ryjki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecka to straszny nadwrazliwiec, reagujacy na wszystkie przeszkody zyciowe zloscia, prychaniem i syczeniem. A jak juz bodzcow jest za duzo, to sie calkiem wscieka.

      Usuń
  23. A może Miecka sądziła, że jej kolejnego kociambra przywiozłaś. I będzie miała kolejną konkurencję? Zadrapania po kotach są bardzo bolesne i trudno się goją, lepiej nie ryzykować. Ponoć są tacy, co kotów domowych nie szczepią na wściekliznę, w sumie, gdzie ten kot by się miał zarazić. chyba, że nietoperza by na balkonie złapał, ale mało prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chocby od wychodzacej Kiry moglby sie taki kot czyms zarazic, bo to wiadomo, co na lapeckach przynosi?

      Usuń
  24. Moja poprzednia kotka Pchełka tez miała niezły charakterek, ale tylko w domu, u weta była baaardzo grzeczna. Jednak jak zaczęła chorować na nerki i musiałyśmy codziennie przez trzy tygodnie jeździć na zastrzyki, po pewnym czasie zaczęły rozgrywać się dantejskie sceny u nas w domu....kot już uciekał, jak tylko wracałam do domu, musiałam ją ściągać z najwyższej szafy, najpierw nakrywając ją ogromnym ręcznikiem, żeby mnie nie podrapała z wściekłości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! No to niezla perspektywa dla mnie, kiedy ewentualnie Miecka zachoruje. Juz sie boje. :)))

      Usuń
  25. hehe. Miałam kiedyś kota. Kocurek miał na imię Filutek i żył 10 lat. Byłby żył dłużej ale bardzo poważnie zachorował. Ale ja nie o tym. Jak był młodym kocurkiem to musieliśmy go no wiesz, wykastrować bo to był kocurek domowy. Od tego czasu dopuszczał weterynarza nie bliżej niż na odległość 5 metrów a i wtedy umierał ze strachu. Tak się złożyło, że zachorował i był potrzebny kontakt z weterynarzem. Na szczęście, zaproszony do domu weterynarz określił rodzaj choroby, leczenie i szybko minęło. Zapakowanie kotka do czegokolwiek było absolutnie niemożliwe. No chyba, że do szpitala razem z nami. Dodam, że kiciuś ważył ponad 6 kg i utrzymać go było bardzo trudno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecka tez raczej z tych "dobrze zbudowanych", tak z 5 kilo chyba wazy (a bo to mozna ja na wage wsadzic?) :)))

      Usuń
    2. Nie da się. Ale można wejść z kotem na rękach a potem wypuścić go na wolność :D

      Usuń
    3. Z Kira taka procedura jest mozliwa, bo na wage sie nie miesci, ale Miecka nie pozwala brac sie na rece. Ciezko z nia jest, to neurotyczka. :)

      Usuń
  26. Opis jak z tekstu jak zaaplikować kotu tabletkę. Hę he he

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cus w ten desen. Ja np. zupelnie sobie nie wyobrazam zaaplikowac tabletki Miecce.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe i obrazliwe komentarze beda usuwane.