piątek, 24 czerwca 2016

Taki dzien ojca.

Przed kilkoma dniami jedna z blogerek podsunela mi artykul na temat leczniczych wlasciwosci oleju z cannabisu (marihuany). W tym konkretnym przypadku chodzilo o leczenie raka, w tym plucnego. Zaczelam czytac, wyskakiwaly mi kolejne strony, polskie, niemieckie, grupy na fb, fora. Wiedzialam wprawdzie, ze w Polsce trwaly walki o dopuszczenie marihuany jako lekarstwa, depenalizacje osob, ktore nielegalnie i na wlasna reke tej metody alternatywnej uzywaly. Poprzednia ekipa rzadzaca miala wazniejsze sprawy na glowie, obecna cos tam zdaje sie w tym kierunku robic. Jednak dotad myslalam, ze lecznicza marihuana przepisywana jest chorym na ADHD, epilepsje lub chorym na raka, ale nie leczniczo, tylko jako srodek redukujacy bol. To, co przeczytalam, bardzo mna poruszylo, zaczelam szukac mozliwosci kupna oleju, nie samej trawki, bo o nia jest latwo. Zeby nie bylo niedomowien, w Niemczech jest ona nielegalna, wiec zalatwienie czegokolwiek musialoby laczyc sie z lamaniem prawa. Ale uczepilam sie tej szansy.
Zadzwonilam do rodzicow, przekazalam wszystko, czego sie dowiedzialam, przeczytalam im urywki z roznych artykulow i poprosilam, zeby porozmawiali z onkologiem na ten temat i zasiegneli jezyka, czy w Polsce mozna taki olej kupic. W miedzyczasie rozpytywalam tu na miejscu, rozpuszczalam wici, a moje dziewczyny gotowe byly jechac do Holandii, gdzie ponoc mozna ten specyfik legalnie kupic, zeby ratowac dziadka.
Na dzien ojca zadzwonilam zlozyc zyczenia i zaczelam opowiadac, jak wprawilam w ruch maszynerie i ze zaczelam to robic na wlasna reke, zeby bylo szybciej, bo czas sie liczy i takie tam.
Reakcji, jaka nastapila, nie spodziewalabym sie nigdy w zyciu. Ojciec wydarl sie na mnie, jakim prawem i w ogole, ze on tego nie bedzie bral, chocby sie walilo i palilo, ze jemu i tak nic juz nie pomoze i ze nie bedzie nabijal kabzy jakim dilerom-oszustom. Na moje prosby i argumenty nakrecal sie coraz bardziej i coraz glosniej krzyczal. A matka... go poparla! Jakby jej nie zalezalo, zeby pozyl dluzej. Rece mi opadly i predko zakonczylam rozmowe.
Nie bede czynila zadnych staran o ten olej konopny (nie mylic z olejem z konopii siewnych), przeciez nie zmusze go do przyjmowania, a na to, zeby kupic i potem wyrzucic lub ryzykowac odsprzedanie komus innemu, jest on stanowczo za drogi.
W ogole moj ojciec stal sie w ostatnim czasie nie do wytrzymania. Ja rozumiem, ze jest skupiony na sobie i spanikowany nadchodzaca smiercia, ktora moze do najprzyjemniejszych nie nalezec, bo przez uduszenie. Matka caly czas mi sie skarzy, ze ojciec rozstawia ja po katach, jest dla niej opryskliwy, wiec najczesciej schodzi mu po prostu z drogi.
Kiedy jakis tydzien temu dzwonilam, ze przyjade i pobede z nimi, dobitnie sobie tego nie zyczyl. No coz, nic na sile. Nie chce, to nie pojade.
Powiem szczerze, ze probuje go zrozumiec, usprawiedliwic, dociec przyczyny takiego zachowania, nie slyszec, a tym bardziej sie nie obrazac. Jest mi tylko niewypowiedzianie przykro i smutno, a poza tym jestem rozczarowana, ze nie chce sprobowac alternatywnej metody, ktora jesli nie pomoze, to na pewno nie zaszkodzi. Jak go potraktowala medycyna kliniczna, w ktora tak wierzyl, to juz wiecie.

Kania ruda, ktorej zdjecia zamiescilam, fruwala kilka dni temu tuz nad naszym domem.




100 komentarzy:

  1. Szczerze, zupelnie nie rozumiem Twojego ojca, ja na jego miejscu na pewno probowalabym roznych leczen, bo wiadomo przy raku pluc chemia moze nie wystarczac. W moim przypadku powazna choroba (a wlasciwie choroby) zmienila mnie na osobe lagodniejsza niz bylam, spokojniejsza, od pierwszego dnia kiedy bylam zdiagnozowana nie histeryzowalam czy panikowalam, bylam od razu pogodzona, mysle ze jest mi duzo latwiej w ten sposob, bardziej doceniam zycie ktore mi zostalo, ciesza mnie najzwyczjniejsze codzienne drobiazgi. Ale kazdy jest inny. Wierze ze nie mozna i nie powinno sie nikogo do niczego zmuszac.
    Jestem po ksiazce i filmie gdzie mlody sparalizowany czlowiek decyduje sie na eutanazje mimo pojawienia sie milosci mlodej kobiety, kochajacej matki i ojca, nie zmienia decyzji i nikt nie jest w stanie zmienic powstrzymac go, wiec sa po prostu z nim do konca i respektuja jego decyzje. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj tato nigdy nie mial latwego charakteru i miedzy nami bywalo roznie. Jednak myslalam, ze to sie jakos unormowalo. Najgorsze, ze z nim nie da sie porozmawiac, nikt nie wie, co w nim siedzi, jakie ma mysli, obawy. Nigdy sie nie otwieral przed nikim i zawsze trzymal fason. Introwertyk do bolu, a takim ludziom jest nielatwo, a jeszcze trudniej ich otoczeniu. Do tego dochodzi teraz ogromny stres i strach, no i mamy efekt, wystarczylo slowo i wybuch gotowy.

      Usuń
    2. Mówisz o filmie "zanim się pojawiłeś"- agitce o eutanazji?.Czytałam recenzje, to promocja szwajcarskich klinik tzw."godnej śmierci" Hanna

      Usuń
  2. Oj tam ja bym twoich rodzicow nie słuchała tylko załatwiła to i osobiście pojechała a nie telefonowała bo przez telefon to sobie można o pogodzie pogadać. Wlała bym mu to na siłę albo zmieszała z jedzeniem i jakby sie lepiej poczuł to sam by chciał to brać. Wogule jestem zdziwiona że na Dzień ojca tam nie pojechałaś. Żebyś później nie żałowała. W takiej chorobie nie ma czasu - w każdej chwili może cie opuścić. Tak było z moją matką - rano sie czuła lepiej więc pojechałam do domu a 4 godz pozniej już jej nie było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grazyna, czy Ty sie sama slyszysz? Nie bede nikogo zmuszac, ani dosypywac do jedzenia czegokolwiek. Nie bede jezdzic i dodatkowo stresowac czlowieka, ktory mnie nie chce widziec. Nie rzuce pracy, zeby ojcu zlozyc osobiscie zyczenia, bo porzucenie pracy poskutkuje dyscyplinarnym wstrzymaniem zasilku dla bezrobotnych i kiedy bedzie taka potrzeba, nie bede miala za co pojechac na pogrzeb, ani nawet za co kupic jedzenia.
      Przestan wiec udzielac glupich porad.

      Usuń
  3. To ty chyba siebie nie słyszysz ? Jesteś egoistką która myśli tylko o sobie. Myślisz że wszystko można załatwić przez telefon.Ciekawe ile razy byłaś u rodziców przez te 30 lat
    I co wy u tych niemców nie macie urlopów , dni na żądanie ?
    Z tego co widzę ten wyjazd do niemców na dobrze ci nie wyszedł - żyjesz skromnie, na nic cie nie stać, wyjechać nie masz za co, niczego sie nie dorobiłaś i mieszkasz na jakimś zadupiu. Z tego co piszesz na blogu to cieszę sie ze mieszkam u siebie w Polsce bo wcale sobie nie poprawiłaś warunków. Jak masz nadprogramowy wydatek to rodzice ci muszą pomagać albo obcy blogowicze. To jak to jest ? Nie każdemu sie udaje ?

    A propo ojca - żal mi go bo ma gównianą córke
    Bo tacie zmienił się charakter? To pretekst żeby nie pojechać?
    Ja bym mojej matce ten olej do gardła na siłe wlała żeby jej poprawić samopoczucie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No owszem, kariery nie zrobilam. I co z tego? Kazdy musi? Zyje skromnie, jestem zadluzona, a powody powinnas znac.
      Moze rzeczywiscie moj ojciec ma gowniana corke i moze dlatego nie chce jej widziec. A moze nawet woli umrzec niz pozwolic sobie pomoc takiej gownianej osobie. Jego prawo. I tak, jak ja nie zyczylabym sobie, zeby mi ktos na sile pomagal, tak i on nie chce, a ja bede respektowac jego wole. Nie zwyklam zmuszac innych ludzi do podporzadkowywania sie wlasnej woli tylko dlatego, ze uwazam tak za sluszne. On jest dorosly i nie ubezwlasnowolniony.
      Latwo Ci szermowac wyrokami, nie jestes w mojej skorze.

      Usuń
    2. Nie jestem w twojej skórze - wiem
      Moja matka dla mnie i dla mojej siostry całe życie była suką ale my i tak jak byłyśmy już dorosłe trzymałyśmy kontakt osobisty i telefoniczny codziennie. Jak umierała na raka siedziałyśmy przy niej na zmiane chociaż kleła nas i mowiła żebyśmy się wynosiły ale my nie słuchałyśmy - zapewniłyśmy jej wszystko żeby jej było lżej. Już jej nie ma od wielu lat a ja ciągle o niej myślę i brakuje mi jej chociaż miała nas w dupie

      Usuń
    3. Grazyna, nie jestem dzisiaj w nastroju do kopania sie z koniem, odpusc zatem, bo ta dyskusja do niczego nie doprowadzi. Nie oczekiwalam od Ciebie slow pocieszenia, ale co najmniej tego, ze nie bedziesz na mnie naskakiwac. Coz, pomylilam sie w ocenie.

      Usuń
    4. "Do gardła na siłę wlała". Aż nie chce mi się tego skomentować, bo musiałabym sobie nieźle poużywać.

      Usuń
    5. Tak jak napisałaš to było w cudzysłowiu. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia siedziałam przy matce do końca razem z moją siostrą i moimi córkami na zmianę.

      A jeśli chodzi o Anie to czasami trzeba kimś porządnie potrząsnąć żeby się obudziła i chociaż pomogła swojej matce bo jak jej ojciec jest taki uciążliwy to co musi znosić jej matka staruszka sama w całej sytuacji

      A wy tylko potraficie współczuć i bla bla bla bla i co z tego waszego blablania wynika ?

      Usuń
    6. Aniu, a te retro koty itd co to za dziewoja? Frustracja z nosa cieknie.
      Mogę Cię zapytać po cholerę z nią dyskutujesz i się tłumaczysz, jak komu mądremu?

      Usuń
    7. Znamy sie dlugo na blogu, ale widocznie niedostatecznie, bo takiego hejtu sie nie spodziewalam. To nie bylo "potrzasanie", a jedynie kopanie lezacego.

      Usuń
    8. Musi mieć jakieś cholerne wyrzuty sumienia w związku z nieżyjącą matką, skoro tak reaguje. Kij jej w oko.

      Usuń
    9. Hejt? Jaki hejt napisałam tylko prawde co myślę
      Ja zawsze wolałam prawde w oczy niż budyń
      A rwoje znajome z bloga ? Jeśli mają takie samo zdanie jak ty to geatuluję ich rodzicom niech szukają szybko jakieś pomocy u obcych bo od nich nie znajdą jeśli jeszcze żyją

      Usuń
    10. Grazyna, powtarzam, odpusc sobie i mnie, bo to do niczego nie prowadzi. Jest roznica miedzy wypowiedzeniem wlasnego zdania, a dowaleniem komus. Ty niestety uzylas tej drugiej metody.

      Usuń
    11. Znaczy mam przeprosić Retro? Za jej wyrzuty sumienia czy powiedzonko "kij jej w oko"? Pytam poważnie.

      Usuń
    12. Po co bardziej zaogniac i tak juz napieta sytuacje w komentarzach? To naprawde jest nie potrzebne. Nie chcialabym, zeby osoby, ktore znam i lubie dodatkowo klocily sie miedzy soba.
      Jestem zdania, ze Grazyna w swoim "mowieniu prawdy" nieco sie zapedzila i przekroczyla granice taktu, ale dalsze tego rozstrzasanie na pewno mi nie pomoze. Przykro mi, ze sprawy przybraly taki obrot.

      Usuń
    13. Rozumiem. I przepraszam. Ciebie.

      Usuń
  4. Normalnie nie wiem, co napisac, Aniu. Jest mi strasznie przykro, że zostałaś tak potraktowana przez ojca. Naprawdę ...
    Wielka szkoda, że ojciec nie chce tego sprobować. Ja nie mówię, żeby nabijać kabzę ludziom, którzy żerują na chorobie i nieszczęściu innych, ale tutaj ...
    Ale wiem, że tak jest, że większość ludzi daje się kroić, naświetlac bez końca, zamiast wspomóc się metodami tak zwanymi alternatywnymi, bo tak nam wielka farmacja mózgi wyprała i daliśmy sobie wmówić, że działają tylko tabletki i tak dalej ....

    Niektórzy chorzy tak mają. Pamiętasz, jak miałyśmy się spotkać, to jechałam na pogrzeb do Poznania? Zmarł brat mojej mamy, który długo na raka chorował.
    I też sobie nie życzył odwiedzin swojej siostry. Mama raz u niego była, kiedy jeszcze w miarę się czuł, a potem kontaktowali się tylko telefonicznie, bo wuja stanowczo sobie nie życzył żadnych odwiedzin.
    Mama bardzo to przeżyła, ale uszanowała. Co miała zrobić? Nie, to nie.

    Kurczę, naprawdę mi przykro, Panterko ....

    A Grażynie i być może innym ( bo doczytałam tylko jej komentarz) napiszę tylko - weźcie się zastanówcie, co piszecie. Łatwo komuś doradzać, nie będąc w jego sytuacji. Nawet, jesli macie inne zdanie na ten temat, można to wszystko napisać inaczej, w sposob bardziej wyważony, a nie walić w Anię jak w worek treningowy. Jej jest wystarczająco ciężko. Co chcecie przez to osiagnąć?
    Bo to nie żadna pomoc z waszej strony.

    Nie każdy musi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nie dokończyłam komentarza.
      Chciałam napisac, że nie każdy musi za granicą robić błyskotliwą karierę, mieć wypasiony dom i super furę, oraz mieszkać w apartamencie, w centrum wielkiego miasta.
      Podejmując decyzje, człowiek nigdy nie wie, co go w życiu spotka, każdemu moze coś się nie udać. Ale to nie powód, żeby robić z tego wielką aferę i przykrości innym.

      Usuń
    2. Lidia, ja nie oczekuje ani pomocy, ani pocieszen. Pisze o tak osobistych sprawach, bo mi to pomaga przejsc przez trudny okres w zyciu. Robie to dla wlasnego dobra, zeby nie zwariowac. Mam ostatnio nielatwy okres w zyciu, a nie o wszystkim da sie pisac.
      Rozumiem tez, ze nie kazdy zgadza sie z moim punktem widzenia, jego niezbywalne prawo. Jednak wywlekanie w takiej chwili faktu, ze przyjelam kiedys pomoc od obcych, kiedy Kira byla tak bardzo chora, co zupelnie nie ma zwiazku z choroba mojego ojca i tematem posta - to po prostu brak taktu. Sugerowanie, ze powinnam rzucac natychmiast prace, jechac i zmuszac ojca do czegokolwiek, jest rowniez nie na miejscu. Dlaczego mialabym traktowac go tak, jak robi to polska sluzba zdrowia, czyli jak idiote i analfabete?
      Ja moge sie nie zgadzac z jego wyborami, moge probowac przekonac do innego postepowania, ale nigdy zmuszac, a jedynie respektowac jego decyzje. Nigdy nie wierzyl w medycyne alternatywna, wiec trudno wymagac, zeby na starosc zmienial swiatopoglad.

      Usuń
    3. Nic dodać, nic ująć ...

      Usuń
  5. Współczuję Ci bardzo... To musi być koszmarnie trudne, ale pomyśl, w jakim On jest stanie, by się tak zachowywać... Wyślij mu dużo miłości i odpuść... Całuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuscilam, nie mam zalu, co nie zmienia faktu, ze jest mi z tego powodu bardzo przykro.

      Usuń
    2. Wcale Ci się nie dziwię...

      Usuń
    3. Ale juz wszystko ok, nadal rozmawiamy, jakby sie nigdy nic nie wydarzylo.

      Usuń
  6. Jestem w stanie Twojego Tatę zrozumieć. W pewnym momencie można już nie mieć siły (i ochoty) na podejmowanie kolejnych nieskutecznych prób. Splot okoliczności - wiek, osłabienie organizmu i zaawansowany stan chorobowy robią swoje. Po prostu bądź z nim i wspieraj swoją miłością, nieważne, że póki co, z konieczności zdalnie. W odpowiednim czasie do niego pojedź - oby udało Ci się jeszcze przed końcem. Zobaczyć go żywego i pożegnać się jest o wiele ważniejsze, niż przybycie na pogrzeb. Wspieram Cię myślami, trzymaj się i nie przejmuj idiotycznymi komentarzami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko jest dla mnie takie trudne, a dodatkowa porcja pomyj na glowe wcale mi nie pomaga.

      Usuń
  7. nie potrafię sie w ogóle postawić w Twojej sytuacji...przykro mi, że są tacy ludzie, którzy zawsze wiedzą lepiej(komentujący)i radzą z taka pewności jakby wszystkie rozumy pozjadali, mogę Ci tylko współczuć i wirtualnie trzymć za rękę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, Teatralno, to wiele dla mnie znaczy.

      Usuń
  8. Niestety nie ma żadnego cudownego lekarstwa na raka, zatem Twój Ojciec w całym tym zamieszaniu po prostu postępuje racjonalnie odmawiając terapii niepotwierdzonej żadnymi badaniami, nierefundowanej i rujnującej jego córkę. Moim zdaniem odmowa kontaktu wynika raczej z troski o Ciebie i o siebie, niż z innych przyczyn. Myślę, że dla Twojego Ojca wystarczający jest widok cierpienia Twojej Matki i nie chce patrzeć jak dodatkowo Ty jeszcze cierpisz. Ponadto zna Twoją sytuację finansową i nie chce Cię dodatkowo obarczać kosztami, które w ogólnym rozrachunku i tak niczego nie zmienią. Myślę, że Twój Ojciec po prostu już pogodził się z tym co nieuniknione i chce przez to przejść z godnością. To jest jego decyzja i ją uszanuj. Nie wszystkie osoby lubią mieć wokół siebie stado współczujących krewnych. Myślę, że powinnaś po prostu do niego dzwonić, mówić mu, że go kochasz, że był dobrym ojcem i jak najwięcej wspominać miłych chwil. Nie czytaj tych wszystkich postów z "dobrymi radami" i łajaniami, jaka to jesteś wredna i beznadziejna, bo zwariujesz. Nie robisz źle, myśląc w tej chwili także o swojej przyszłości. Twój Ojciec z pewnością nie chciałby, żebyś z jego powodu straciła pracę i środki do życia. Trzymaj się - Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz racje, Marta, mnie tez przyszlo do glowy, ze ojciec tak sie zachowuje w trosce o mnie. Woli nakrzyczec, bo lagodne argumenty pewnie by do mnie nie przemowily. Nie jest mu latwo, wiec broni sie przed nadmiernym wspolczuciem z zewnatrz. Pewnie zdaje sobie sprawe, ze ze mnie zadna bohaterka, a swoim poplakiwaniem pewnie bym go dodatkowo stresowala.

      Usuń
  9. Aniu, nie wiem dlaczego tak jest, ale czasem jest: moja matka, gdy już wiedziała co jej jest, robiła wszystko, bym sie od niej odpierdoliła. Prowokowała każdego dnia, jakby chciała usłyszeć, co o niej myslę, żebym podsumowała całe zycie z nią. Bolesne dla mnie było tylko to, że doskonale zdawała sobie sprawę z win wobec mnie. I w te same miejsca biła przez ostatnie dwa miesiące, z furią wręcz.
    Natomiast w wypadku Twojego taty mechanizm może byc taki, jaki dotknął mnie osobiście. Półtora roku temu leżałam w zpitalu, z czego 3 doby, czekając na operację, ze straszną diagnozą (która okazała sie pomyłką). Nie godziłam sie na odwiedziny dzieci pod żadnym pozorem. Dlaczego? Bo jako tako trzymałam się w kupie przez te 3 dni, ale gdybym zobaczyła dzieci to straciłabym panowanie nad sobą, rozpadłabym się na piasek. Nie oglądałam zdjęć dzieci, wnuczki, bo wiedziałam, że nie przetrzymam. Oni nie mogli tego pojąć, a ja nie próbowałam Im tłumaczyć, bo wiedziałam, że nawet to tłumaczenie mnie rozsadzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz wyzej napisalam, takie przyczyny jego zachowania przyszly mi do glowy. Latwiej mi trzymac fason przez telefon i poryczec, kiedy skoncze rozmowe, a on o tym wie, bo mnie zna jak wlasne piec palcow. Ja tez wolalabym nie narazac wlasnych dzieci na tak potezne stresy. Rodzice juz tak maja.

      Usuń
  10. Moja mama z niezwykle sympatycznej i empatycznej osoby, z dnia na dzień robi się coraz większą sekutnicą. To tak jak pokazują starych ludzi w niektórych komediach, aż nieprawdopodobne, ale niestety prawdziwe. Wiem skąd to się bierze, po prostu nie radzi sobie ze swoimi emocjami, a zawsze miała naturę depresyjną. To bardzo trudne znalezienie odpowiednich proporcji, ulżenie w jej cierpieniach i zachowanie własnej autonomii. Nie potrafię i nie chcę żyć tylko i wyłącznie jej życiem, bo mnie to zjada wewnętrznie, a w końcu moje życie jest równie ważne jak jej. W takich sytuacjach nie ma żadnych gotowych recept, każdy musi to zrobić po swojemu w zgodzie ze sobą.
    Aniu trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plynna jest granica miedzy zachowaniem wlasnej autonomii, jak piszesz, a egoizmem, jak zostalo mi powyzej zarzucone. Czy zdrowa asertywnosc powinna dotyczyc rowniez rodzicow?

      Usuń
  11. To bardzo przykra sytuacja. Najtrudniej jest jak sie chce pomoc, a druga osoba tej pomocy nie chce, nie zyczy sobie. Moj brat tez nie mogl sie pododzic z tym, ze ojciec z uporem maniaka do konca zycia palil, palil na wlasna zgube, ulatwiajac droge smierci. Uspokajalam go tlumaczac, ze nasz ojciec dobrze wie, ze jak bedzie palil to na koncu poprostu sie udusi. Bratu bylo bardzo ciezko, bo on zajmowal sie ojcem i mieszkal z nim, widzial kazdego dnia jak ojciec sie dusi, zazywa dech z inchalatora i siega po kolejnego fajka ... i nie raz mial go ochote udusic wlasnorecznie, doslownie nie w przenosni.
    Nie da sie czlowiekowi pomoc jak sam tego nie chce, nie da sie czlowiekowi wlac lekarstwa na sile do grdla ... Mysle za to, ze uszanowac czyjas decyzje, taka decyzje jest bardzo trudno i jak dla mnie jest to tez wyraz szacunku dla danej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest latwo szanowac decyzje, z ktorymi zupelnie sie nie zgadzamy. Czlowiek probuje przekonywac, wymysla kolejne argumenty - wszystko jak grochem o sciane. Pozostaja mi rozmowy telefoniczne, dopoki jeszcze chce ze mna rozmawiac.

      Usuń
  12. Panti współczuję Ci bardzo.....są w życiu chwile że człowiek nie wie co robić, miota się z własnymi myślami, szuka wsparcia u innych a i tak zostaje z tymi wszystkimi problemami sam,właśnie mija ósmy miesiąc jak opiekuję się każdego dnia, leżącą wymagającą stałej mojej opieki babcią.
    Miały być inne plany a tu,los chciał inaczej, bywa tak że mam dość, ratuje mnie prosta zwykła glina ....ładuje moje akumulatory, by mieć siłę psychiczną i fizyczną, dla ostatnich dni mojej babci, być jej oczami bo przestała cokolwiek widzieć,słyszeć ....ale tu nie o mnie chodzi.
    Aniu wracając do Twojego taty, rób tak jak Ci serce nakazuje, na to nie ma poradników, bo i tak w ostatecznym rozrachunku chodzi o to, aby sumienie nasze wiedziało, że zrobiło się wszystko co było w naszej mocy.
    uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja babunia ma Ciebie przy sobie, to wielkie szczescie dla Niej i dla Ciebie. Nas dzieli ponad 800 kilometrow, wiec nawet krotka wizyta weekendowa urasta do problemu, ze nie wspomne o stalej opiece. Duze znaczenie ma tez brak kasy na ewentualne wynajecie jakiejs pomocy tam na miejscu.
      O ile oczywiscie ojciec wyrazilby zgode na paletanie sie obcych po domu.

      Usuń
  13. Myślę,że inaczej walczy z chorobą młody człowiek czy w miarę młody,który teoretycznie ma jeszcze kawał życia przed sobą a inaczej ktoś kto doszedł do wniosku,że już wystarczy mu tego co przeżył.I tak jest prawdopodobnie w przypadku Twojego taty.Uszanuj to i"przetłumacz"sobie,że jego złośliwości są li tylko związane z jego chorobą.Postępujesz prawidłowo i nie powinnaś mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.
    Zakładając,że rzucisz swoje dotychczasowe życie żeby pomóc ojcu na miesiąc lub pół roku,kiedy tato odejdzie wracasz do swojego domu i nie masz dla siebie dalszych perspektyw do życia jakie prowadziłaś wcześniej.I cooo wtedy???Sznur i do lasu???Nie na tym chyba to wszystko polega.
    Moim zdaniem to między innymi i państwo powinno stworzyć taką możliwość,żeby jego obywatel,który życie przeżył w onym,mógł mieć zapewnioną odpowiednią opiekę!
    Trzymaj się Panterko i nie bierz za bardzo do siebie czegoś czego nikt nie jest w stanie udźwignąć a w szczególności kiedy jest jedynakiem.***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedynactwo to dopiero pol biedy, cala zaczyna sie po emigracji jedynaka. I tam mam szczescie, ze kuzynostwo zajmuja sie rodzicami, choc sami juz tez nie najmlodsi. To daje mi nieco spokoju, choc oczywiscie wolalabym byc tam z nimi na stale. I teraz co, mam obarczac wina rodzicow, ze w swoim czasie nie postarali sie o rodzenstwo dla mnie i oparcie na starosc dla siebie?

      Usuń
  14. Mam wrażenie, że ludzie przestają rozumieć, co oznacza taktowne zachowanie. Im młodsi są, tym mniej to potrafią. Dla ogromnej rzeszy jedyną, bez względu na osobę czy sytuację, której to dotyczy, metodą jest przywalić! Fizycznie, czy psychicznie, zależy od człowieka. Mam taki przykład na wyciągnięcie ręki: to moja własna siostra, która to jeszcze nazywa z dumą mówieniem prawdy w oczy. Przepraszam: jakiej prawdy? To jest w wielu wypadkach tylko to, co ona uważa za prawdę, jej osobiste zdanie, bez uwzględnienia całej masy okoliczności.
    Jesteś w bardzo trudnej sytuacji, współczuję Ci serdecznie i współczuję Twojemu ojcu i mamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektorzy maja bardzo ograniczone pole widzenia, wszystko dla nich jest biale i czarne, nie ma innych odcieni, a kazda okolicznosc jest do pokonania, jesli sie tylko chce. Kto twierdzi inaczej, jest egoista, leniem i gownianym czlowiekiem. Przy czym myla uzewnetrznianie wlasnego zdania z absolutnym brakiem taktu i wyczucia. Nie zmienisz tego, bo oni nie widza zadnej roznicy.

      Usuń
  15. Osobiście znam kobietę, panią w moim wieku, z rakiem... mózgu! Po operacji wycięcia jednego guza, ale z pozostawionymi dwoma, która leczy się marihuaną. Nie wiem dokładnie czym, bo to nielegalne i ona o tym nie mówi, ale po roku od diagnozy, gdzie lekarze dawali jej góra pół roku życia, gdzie już wyglądała makabrycznie, ona żyje i ma się dobrze! To cud normalnie! CUD! Szkoda, że twój tato nie chce z tego skorzystać, ale masz rację: możesz tylko uszanować jego wolę. Często tak jest, że wszystkie najgorsze cechy uwypuklają się na starość...
    Co do pewnej pani "potrząsającej tobą", tu - w przestrzeni publicznej, to cieszę się, że już dawno się na niej poznałam i nie mam z nią do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz nawet nie licze na cud wyzdrowienia, ale co najmniej na terapie wspomagajaca zmaganie sie z ta smiertelna choroba. Gdyby jednak taki cud sie wydarzyl... Ja tez jestem raczej zwolenniczka medycyny klinicznej niz alternatywnej, ale w desperacji chwytalabym sie wszystkiego. Widac moj ojciec nie jest dostatecznie zdesperowany.

      Usuń
  16. Anuśka, każda choroba rujnuje cały organizm, nie tylko ten narząd, którego dotyczy. Z tego powodu bardzo zmienia się również psychika człowieka i jak zawsze, nie ma na to jednego modelu. Jedni szukają złotego środka i czepiają się każdej nowinki, inni odwrotnie. I nic a nic na to nie poradzimy, nasza miłość do tej osoby niczego nie zmieni.
    Pamiętasz wielkie "Halo" wokół Wilcacory? A wokół ziół Essiac? Każda z tych pozycji była zachwalana jako REWELACJA w leczeniu raka- cudowne uleczenia, wspaniałe powroty do zdrowia. Sama znam kilka osób, które pasły się sprowadzaną wilcacorą i "essiakiem". I co - ano nic, pogrzeb miały ładny.
    Jestem bardzo sceptycznie nastawiona do tych rewelacji- gdyby to jednak była rewelacja, to już by koncerny farmaceutyczne produkowały ( za olbrzymią forsę) lek na bazie oleju z konopi indyjskich, poklepując się po brzuchu z radości, bo surowiec wszak tani.
    Wiem ,Kochana, że jest Ci ciężko, trudno i przykro, ale pamiętaj, że nie jesteś sama, masz męża i córki, dla których musisz dbać o siebie i nie mordować swego organizmu stresem i nerwami.
    Nie dziw się, że Tata nie chce byś przyjechała - większość starych i chorych rodziców nie chce by dzieci, dla których było się autorytetem i wzorcem widziało postępującą degrendoladę organizmu.
    Już dawno doszłam do wniosku, że w gruncie rzeczy człowiek jest bardzo samotny w sytuacji gdy przeżywa swój największy ból i strach. I, choć to wydaje się dziwne, obecność bliskich wcale w tym momencie nie pomaga- każdy musi sam się z tym mierzyć.
    Przytulam, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze faktycznie masz racje, ale czlowiek w obliczu choroby czepia sie wszystkich "rewelacji", nawet tych nielegalnych. A wiesc gminna niesie, ze juz dawno wymyslono skuteczny lek na wszystkie rodzaje raka, ale koncerny farmaceutyczne nie chca go wypuszczac, bo na chemii i innych rodzajach meczenia pacjentow zarabia sie najwiecej. Zreszta swiat i tak jest przeludniony, wiec kazdy skuteczny lek na jakakolwiek chorobe jeszcze by to przeludnienie spotegowal.

      Usuń
    2. Anuś, mam dwie ciotki lekarki, jedną ciotkę farmaceutkę i kuzynkę pediatrę. Jak na razie to wszystko plotki. Ciotunie pocieszają mnie, że gdyby wszystkich zmarłych przebadać, to okazałoby się, że większość miała jakiś nowotwór, tyle tylko, że nie był on powodem zgonu.W ub. roku zmarła moja znajoma- miała raka piersi (już nie nadawał się do operacji), oraz guzy przerzutowe w kręgosłupie. Brała chemię, brała naświetlania i żyłą w tym stanie 11 lat. Była nieprawdopodobnie religijną osobą,a szczególną estymą darzyła JPII i twierdziła, że jest pod Jego opieką. A doświadczeni lekarze uważali, że ją trzyma przy życiu właśnie ta wiara. Dla mnie to było wielce dziwne i niezrozumiałe, ale fakt, że wielu lekarzy nie potrafiło ukryć zdziwienia, że Ona wciąż żyje.
      Bezwzględnie świat jest przeludniony, mało tego- brak naturalnej eliminacji posiadaczy słabych lub wręcz uszkodzonych genów powoduje swoistą degenerację naszych genów.. Skoro już mówimy o plotkach- krąży plotka, że takie epidemie jak ebola i zika są dośc dziwnego pochodzenia.
      Miłego;)

      Usuń
    3. No, zwlaszcza zika, akurat na same igrzyska olimpijskie. Przebakuje sie, ze zostana rozegrane gdzies indziej. Musi w tym byc jakies drugie dno. :)

      Usuń
  17. Mój Tata jest taki sam.Co prawda nie jest aż tak poważnie chory ale bardzo,mimo że ma dopiero 69lat.Jest uparty i żadnych alternatywnych metod nie chce,tylko trzyma się statystyki.Niby chce żyć ale twierdzi że nic mu nie pomoże. Pare dni temu dałam mu alternatywne krople na serce, to darł sie na całe gardło w miejscu publicznym że on tego nie chce. Trzeb uszanować ich wybory. Twój Tata na pewno chce Cię chronić,zapewne pogodził się z diagnozą ale stres i wiek robią swoje. Trudne to wszystko. Ja też ukrywam swoje choróbsko przed większością rodziny i znajomych,więc trochę rozumiem takie działanie ale korzystam ze wszelkich metod leczniczych. Marihuana na pewno jest dobra jednak nic na siłę. Trzymaj się Panterko, musisz być silna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, nic na sile, bo to by moglo jedynie pogorszyc jego, i tak juz nie najlepszy, stan psychiczny. Trudno sie mowi, glowa muru nie przebijesz.

      Usuń
  18. Rozumiem Cię do bólu. Podobnie mam teraz z mamą, chociaż u niej to "tylko" starość. Nawet nie próbuję przekonywać, tłumaczyć, namawiać. To przykre, ale traktuję ją jak dziecko, staram się nie brać poważnie tego, co czasem mówi. To bywa strasznie trudne. Mogłaś Tacie nakłamać i nie mówić co i z czego. Powiedzieć, że to witaminy, czy coś. Zdaję sobie sprawę, że to nie w porządku, ale czasem cel uświęca środki. No ale nie mogłaś wiedzieć, że tak zareaguje. Z mamą czasem tak robię - kiedy upiera się przy czymś do absurdu, po prostu ściemniam. Czasem skutecznie, czasem nie...
    U Twojego Taty to zapewne reakcja obronna.
    Zastanawiam się komu "Retro Koty" zrobiły przysługę? Mamie, która pomocy nie chciała, czy sobie, żeby uspokoić sumienie i poczucie winy? Albo żeby pokazać światu swoją wspaniałomyślność? Jakoś trudno uwierzyć mi w miłość do kobiety, którą nazywa się suką, co w naszym języku, niestety, ma bardzo pejoratywne konotacje. Odsądzanie kogoś od czci i wiary z takiej pozycji jest co najmniej nieuprawnione. A już wyliczanie czego kto się dorobił, jak i z kim żyje, na co wydaje pieniądze i jaką jest córką, to szczyt wszystkiego, nie mam na to nazwy. Jestem zbulwersowana do granic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie juz jest tylko cholernie smutno, ze w takiej chwili wylewa mi sie jeszcze pomyje na glowe. Czy ja od swiata czegos wymagam? Pocieszen czy porad? Pisze, bo mi z tym lzej, ale okazuje sie, ze moze nie powinnam, bo zawsze znajdzie sie ktos, kto wie lepiej i ma imperatyw pouczania innych. I jesli sa to jakies anonimy, mozna skasowac i probowac zapomniec, ale kiedy robi to osoba, ktora znasz i wydaje Ci sie, ze lubisz... rozczarowanie siega nieba.

      Usuń
    2. Olej babę. Przyjaciół poznaje się w biedzie, że tak odkrywczo powiem.

      Usuń
  19. Moja droga nie przejmuj się reakcją taty, bo ludzie różnie reagują w chorobie.Tłumacz sobie, że to choroba przez niego przemawia, pewnie niezależnie od jego woli.Ojciec mojej koleżanki, gdy dowiedział się o swoim raku płuc obraził się na cały świat i kilka miesięcy leżał twarzą do ściany w domu i w szpitalu.Nawet nie chciał przyjmować leków.
    Tak więc wybacz ojcu drażliwość, każdy ma swoje sposoby na sprawy ostateczne.Odłącz kontakt z osobami prostackimi, które dowartościowują się Twoim kosztem.Pzdr, Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, ja zdaje sobie sprawe, ze od czlowieka smiertelnie chorego i do tego w slusznym wieku, nie moge oczekiwac normalnych reakcji. Najpierw zrobilo mi sie bardzo przykro, ale wytlumaczylam sobie, ze byc moze ojciec juz nad wlasnymi reakcjami nie panuje tak jak kiedys. Zal mi tylko, ze nie chce wyprobowac tej niewielkiej szansy, juz niekoniecznie na pelne wyleczenie, ale na poprawe samopoczucia.

      Usuń
  20. Aniu, wydaje mi sie, ze Marta dobrze wyrazila to, co mi samej natychmiast przyszlo do glowy. Wprawdzie dla Ciebie taka reakcja jest bardzo przykra, ale jedyne co Ci pozostaje, to uszanowac jego decyzje.
    Za zadne skarby skarby swiata nie daj sobie wmówic, ze jestes "zla córka" nie chcac go zmuszc do czegos na sile, a przy tym rujnujac ten czas, który jeszcze macie. Pamietasz, co napislam o ostatnich slowach mojej Mamy? Mam nadzieje, ze i Tobie uda sie przebrnac przez to w zgodzie z Twoim Ojcem. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam te wszystkie komentarze i zrobił mi się galimatias w głowie. Jedno, co Ci Anusia powiem - uszanuj wolę ojca i nie zadręczaj siebie, bo to się na Tobie odbije. Jak już Ci pisałam, moi rodzice odeszli nagle, we własnym domu, na moich oczach. Aniu tego widoku nikt mi nigdy nie zabierze. Długo nie mogłam się z tym uporać i odbiło się na mnie bardzo boleśnie, już nigdy nie będę tym kim byłam, udar zrobił swoje.
    Kiedy moją teściową przenieśli na paliatywny, wiedzieliśmy i ona też czuła, że do domu już nie wróci, przy wizytach żartowała, śmiała się, bo chciała, abyśmy ją taką zapamiętali. Dostaliśmy telefon, że już jest kiepsko - mąż nie zdążył, ja się nawet nie wybierałam. Widzieć trzecią śmierć - to ponad moje siły.
    Jestem więcej niż pewna, że postąpiłabym tak jak Ty. Ojciec nie chce, abyś widziała jego niemoc, a przez telefon nakrzyczy, że on ma rację.
    Anusia pamiętaj o sobie. Ojcu zdrowia nie wrócisz, a swoim przepłacisz.
    Tulę mocno Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Aniu, ale to wszystko jest takie trudne. Najgorsza jest niemoc.
      Dzisiaj znow dzwonilam, rozmawialismy, jakby nic sie nie stalo, nie wracalismy do tematu terapii alternatywnych, a tato wydawal sie byc w nienajgorszym nastroju. Jak codzien jednak zapytalam, czy ewentualnie przyjechac. NIE! To nie, nie drazylam wiecej tematu.

      Usuń
  22. Znowu zezarlo...
    Aniu, wydaje mi sie, ze Marta dobrze wyrazila to, co mi samej natychmiast przyszlo do glowy. Wprawdzie dla Ciebie taka reakcja jest bardzo przykra, ale jedyne co Ci pozostaje, to uszanowac jego decyzje.
    Za zadne skarby skarby swiata nie daj sobie wmówic, ze jestes "zla córka" nie chcac go zmuszc do czegos na sile, a przy tym rujnujac ten czas, który jeszcze macie. Pamietasz, co napislam o ostatnich slowach mojej Mamy? Mam nadzieje, ze i Tobie uda sie przebrnac przez to w zgodzie z Twoim Ojcem. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam, jakze by nie. Godze sie na wszystko, szanuje jego/ich decyzje i zachowuje sie, jakby wczorajsza rozmowa nie miala miejsca. Dla mnie nie miala, wyrzucilam ja z pamieci i tyle. Zartowalismy sobie, ja opowiadalam o wycieczce rowerowej i takie tam.
      Poplakac zawsze moge pozniej.

      Usuń
    2. I tak trzymaj... Ostatnie co On teraz potrzebuje, to wyczuc Twoja rozpacz. Trzymaj sie najdzielniej, jak zdolasz. Przytulam, Leciwa.

      Usuń
    3. On nie musi wyczuwac, na pewno wie, jak wielka jest moja rozpacz.

      Usuń
  23. Panterko trzymaj sie kochana.
    Tule mocno :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzymym sie jakos, bo za bardzo nie mam innego wyjscia. Ide sobie w pola, poslucham bzykania owadow, powacham kwiaty i to mi dodaje sil do dalszego funkcjonowania.

      Usuń
  24. Może strach i depresja, a może psychologiczna gra? Wiesz, żeby nie było Wam aż tak strasznie ciężko, kiedy odejdzie...? Tak sobie pomyślałam, bo kiedyś ktoś mniej więcej tak mi się zwierzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak bedzie ciezko, bardzo ciezko, w koncu to osoba, ktora w moim zyciu byla od zawsze. Martwi mnie jego negatywne nastawienie do swiata, to na pewno nie pomaga w przejsciu tego nielatwego okresu.

      Usuń
  25. blog to jest Twój "kawałek podłogi" i nieżyczliwych gości, a zawsze się tacy znajdą), po prostu wypraszaj! jak pomyje leją rozłóż parasolkę! i tyle ;)
    tatę wspieraj, mamę pocieszaj, a siebie trzymaj "w pionie" i miej świadomość, że robisz tyle ile możesz! worek sił i serdeczności przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhh... szkoda gadac! Jednak znow Wasze wsparcie pomaga mi przez to wszystko przejsc i nie zwracac uwagi na proby "potrzasania" i "prawde w oczy".

      Usuń
  26. moja mama też była okropna..

    ta agresja bierze się ze strachu
    to atawizm

    a kto się nie boi umierania i śmierci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oraz podziwiam Cię Aniu, za stoicki spokój w dyskusji z ludźmi niewartymi tego
      zadziwia mnie przekonanie niektóych, że wiedzą o tobie wszystko, bo czytają bloga
      z szacunku do Ciebie na tym poprzestanę

      Usuń
    2. Anonima dawno bym wykasowala, jednak w tym przypadku ludzilam sie, ze zdolam wytlumaczyc, nie tylko ze sie myli, ale ze posunela sie za daleko. Daremnie, jak sie okazuje. I niestety nie po raz pierwszy.

      Usuń
    3. to jest przekraczanie granic
      wredne i chamskie
      a skoro nie pierwszy raz to chore po prostu

      Usuń
    4. Poprzednio nie dotknelo mnie to tak osobiscie i boelsnie.

      Usuń
    5. czasem taka "koleżanka" dotknie najczulszych rzeczy
      mnie jedna powiedziała, że się ...zaniedbałam w czasie choroby !!!!( znaczy przytyłam i bezczelnie nie nosiłam peruki jak zaczęły mi odrastac włosy!!)

      żal mi takich ludzi
      ale nie usprawiedliwiam ich!

      Usuń
    6. We mnie jest tylko poczucie wielkiego rozczarowania. Na ogol wierze w ludzi, a tu cos takiego.

      Usuń
    7. no ja tez wierzę
      ale czasem
      znienacka
      i bum

      Usuń
    8. Lezysz gdzies na samym dnie, a tu kop prosto w kregoslup.

      Usuń
  27. Panterko trzymaj się w tym trudnym okresie dla Ciebie.Na siłę tacie nie pomożesz.A Ty też jesteś bardzo ważna,bo jak się załamiesz to zdrowia nikt Tobie nie odda.Wolę taty uszanuj bo ma do tego prawo.Wiem że chcesz dla niego jak najlepiej ale czasem się nie da.ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jesli nie ma woli drugiej strony, to na sile nie da sie nikomu pomoc.

      Usuń
  28. Strasznie mi przykro Panterko. Za innych nie mozemy podjac decyzji. Tak podchodzi do tematu Twoj tato i juz. A piszac o osobistych przezyciach na blogu niestety wystawiasz sie na ataki. Podziwiam spokoj ducha i odwage. Trzymaj sie Panterko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki spokoj ducha sporo kosztuje, na pewno latwiej i zdrowiej jest walnac piescia w tol i rzucic grubym slowem.

      Usuń
  29. Ten olej z marihuany nie jest uzależniający i leczy rzeczywiście i ta vilcacora takoż dobrze działa, tylko ona leczy Indian w Ameryce Południowej bo tam rośnie.
    Aniu a może jeszcze raz spróbować tylko tym razem oszuścić ojca? Otóż bowiem jak raz, dowiedziałaś się o witaminach które tylko wspomagają organizm nic więcej i masz pytanie czy możesz je kupić? Co myślisz o tym?
    Aniu ♥ tak .... hm, trudnymi osobami jak owa blogerka się nie przejmuj. U mnie jest tak że gdy mąż jako administrator bloga przeczyta a zawsze zdąży przede mną, pełne "troski" komentarze to je usuwa i tyle je widzę. Ja osobiście mam jedną troszczącą się o moje złe zachowanie w komentarzach osobę, którą ignoruję i tyle ma z tego. Proszę zrób tak samo po prostu nie odpowiadaj i tyle. Serdeczności kochana i my tu wiemy na Twoim blogu i Ty wiesz że córką jesteś więcej okej. A z rodzicami i moje kontakty były że tak powiem więcej niż kiepskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to i ja watpie, czy rzeczywiscie leczy, czy tylko ulatwia nieuchronne umieranie. W kazdym razie zaszkodzic by nie mogl. Rozmawialam ze znajoma farmaceutka, teraz Anabell (patrz wyzej w komentarzach) rowniez to potwierdzila. Tak jakos nagle rozblysla we mnie nadzieja, ale biorac sprawe na rozum, nie ma skutecznego lekarstwa na raka. I tyle.
      Czy taki bogacz jak Steve Jobs umarlby na raka trzustki, mogac sobie pozwolic na KAZDE dostepne i niedostepne rewelacyjne lekarstwo?

      Usuń
  30. Możemy doradzać itp., ale Ty znasz swojego Tatę najlepiej, wiesz jaki jest progres choroby. Każdy by pomógł, czasami także trochę na siłę i ostatecznie nic w tym złego. Chory starszy człowiek jest marudny, roszczeniowy i przede wszystkim rozżalony, bo nikt nie planuje choroby.
    Dam Ci inny przykład. Mój ojciec nie chciał lepszych kuli po operacji jak złamał w styczniu kość udową, kupiłam na siłę to kazał mi oddać do sklepu. I to jakim tonem! On nie chce pomocy, on chce spokoju, mamy dać mu spokój i inne takie tam, odpuszczę cytowanie. Wściekłam się, zrobiłam wojnę, po której z niechęcią je przyjął, a potem się okazało, że to dzięki nim obecnie chodzi. Teraz tak samo cierpi na bóle, ale nie weźmie leków... Od lat choruje na nadpłytkowość samoistną. Poszedł do lekarza, a ten mu mówi: niech pan się nie martwi, dzięki nowoczesnym lekom ludzie i 15 lat żyją z tą chorobą obecnie. Ojciec nic nie powiedział. Choruje od 1991 r. Po tej wizycie nie miał ochoty gadać, wściekał się o wszystko. Z rokiem na rok jest już mu coraz trudniej. Widzę, że inaczej znosi starość od mamy, rozkłada go niemoc na czynniki pierwsze.
    Po co w zasadzie się tak produkuję. Może po to, aby pokazać, że czasami ktoś odtrąca pomoc, którą jednak można spróbować przekazać. Oczywiście, że robimy to też dla siebie, aby mieć pewność, że się pomogło na miarę własnych sił. Ale co w tym złego? Ty znasz ojca, my go nie znamy. Ty wiesz, czy i kiedy pojechać oraz na ile. Tu nie ma sensu dawać Ci rad. Sama wiesz najlepiej. Jedyne co, to nie dawaj się zbić z pantałyku i zobacz, czy pod tą warstwą hardości i wściekłości nie jest po prostu zmęczony i wystraszony dalszymi perspektywami człowiek.

    pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anula, roznica jest taka, ze Twoj tato byl tylko chory, moj umiera. Nie chce sie z nim klocic, sprzeciwiac, zmuszac do czegokolwiek, on nie ma juz czasu na jakiekolwiek niesnaski, a jedynym, czego naprawde potrzebuje, jest spokoj.
      A warstwa wscieklosci i hardosci to mur, jaki postawil wokol siebie, zeby ten spokoj osiagnac.

      Usuń
    2. Tak, ja wiem, że to jest różnica. Nie chodziło mi o porównanie. Po blisko 30 latach brania Hydroxycarbamidu oraz innych bardzo obciążających leków, co miesięcznych morfologiach, widzę jak ojciec gaśnie coraz bardziej, jak bardzo jest zmęczony i w coraz gorszej kondycji psychicznej co się nasila im jest starszy. Skoro on tak reaguje, to co dopiero Twój Tato. Ty wiesz najlepiej co nim kieruje, czy może jednak mówi jedno, czuje drugie. My go nie znamy, zadziwia mnie śmiałość ocen w komentarzach powyżej. Myślę, że sama najlepiej wiesz, co dalej poczynić. Osobiście wierzę w alternatywne metody, kiedy medycyna wyczerpała te konwencjonalne.

      Usuń
    3. U mojego ojca jest to wyraz swoistego buntu, bo dotychczas to on sprawowal opieke nad cala rodzina, byl tym silnym i decydujacym. Teraz nagle stal sie zalezny od lekarzy, ktorzy tak naprawde wcale nie chca go leczyc i od mamy z powodu wlasnej cielesnej slabosci. Juz mama mu wystarczy, nie potrzebuje wiec tym bardziej mojej opieki, tej smarkuli, za ktora mnie uwaza.

      Usuń
  31. Chopy juz tak mają, że są uparci.jak osly. Nie ganie Twojej decyzji bo sami tak reagujemy czyli jak sie wali czy pali to niebo i ziemię potrafimy poruszyć. Sam mam takiego osiełka w domu i ani prosby ani grozby nie pomogą jak osiełek sie uprze. Nam dzieciom ciężko zroxumiec ich decyzje i brak checi walki.
    Nie rozumiem tej całej nagonki ze powinnaś siłą wymusic na ojcu chęć to głupie. Sorry ze4tak piszę ale mysle że nalezy uszanowac jego decyxje. Wiem jak boli takie odtracenie pomocnej dloni. Przytulamy cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj nad ranem ojca zabralo pogotowie, znow dostal migotania przedsionkow. Te upaly sa straszne dla oslabionego serca.

      Usuń
  32. Czytam czasem Twojego bloga, nie komentuję, ale teraz chcę Ci powiedzieć, ze trzeba mieć dużo odwagi, żeby dać wolność wyboru komuś bliskiemu, jeśli ten wybór jest dla Ciebie trudny. Nie jest łatwo traktować starszego, chorego, upartego człowieka (zwłaszcza rodzica) jak dorosłego, który ma prawo stanowić o sobie i ma prawo do konsekwencji swoich wyborów. A Ty tak robisz. I masz odwagę i szacunek do swojego ojca. Znacznie lepsze od zaborczej i pełnej przymusu "miłości". Pozdrawiam i życzę Ci dużo siły w tym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu nie mam innego wyjscia, odleglosc miedzy nami tez nie ulatwia sprawy, telefoniczne przekonywanie nie jest na pewno tak skuteczne jak twarza w twarz. Trudne to wszystko...

      Usuń
  33. Moim zdaniem trudno jest zrozumieć chorą osobę dopóki się nie jest w takiej samej sytuacji. Ocenianie kogos tym bardziej jest okrutne. Chory człowiek zamyka się w sobie ze swoimi myślami i stresem wiec podejmuje różne decyzje. Trzeba to uszanować. Tez nie wiem czy chciałabym odwiedzin i pomocy, a może bym chciała. Nigdy nie miałam tak strasznej choroby.Powiem ... rób jak uważasz i jak czujesz, Tobie też nie jest łatwo .......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tez wlasnie robie, choc te decyzje nie sa wcale latwe.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.