sobota, 2 grudnia 2017

Przypadek jeden na pierdyliard.

Pamietacie moje przygody (TUTAJ i TUTAJ) z moimi nazwiskowymi blizniakami? Bardzo mnie to wszystko rozzloscilo, bo w koncu chyba kazdy chcialby byc wyjatkowy i jedyny na swiecie, wiec swiadomosc, ze gdzies tam paletaja sie ludzie, ktorzy nosza to samo imie (lub nawet imiona) i nazwisko, nie nastraja specjalnie optymistycznie.
Kiedy przed wielu laty jedna z moich podopiecznych przenosila sie z mieszkania do domu spokojnej starosci, jednym z ogladajacych jej mieszkanie byl ni mniej ni wiecej, niejaki Peter P. czyli z kolei blizniak nazwiskowy mojego slubnego. Poznalismy sie wtedy, pogadalismy, posmialismy i wiecej nigdy go na oczy nie widzialam, a dzisiaj z pewnoscia nie rozpoznalabym faceta na ulicy. Pozostala jednak swiadomosc, ze w naszym miescie zamieszkuje dwoch Peterow P.
Az nadszedl dzien, kiedy inna moja znajoma poprosila mnie o zawiezienie jej do Northeim, bo z jakichs tam przyczyn, chyba czasowych, nie mogla pojechac jak zwykle pociagiem, a poniewaz bylo to pozna jesienia i powrot bylby juz po zmroku, zaproponowalam jej, ze przysle meza, bo ja po ciemnosci nie jezdze poza miastem, cierpie na cos w rodzaju kurzej slepoty.
Mojego slubnego kobita wczesniej nie znala, nie wiedziala jak wyglada, ale umowili sie o konkretnej godzinie przed jej domem. Chlop przyjechal wczesniej, wysiadl z samochodu i stal na ulicy palac papierosa, kiedy z budynku wyszla znajoma i z daleka zapytala:
- Herr P.?
- Ja
- Ja - odpowiedzieli zgodnie.
Bo akurat chodnikiem nadchodzil jakis mezczyzna.
- Herr Peter P.?
I znow dwie zgodne odpowiedzi twierdzace.
Wszyscy troje przystaneli i zaczeli rozmawiac, a smiechu bylo co niemiara. Wyobrazcie sobie, ze facet pamietal, ze kilka lat wczesniej rozmawial z Frau P. (czyli ze mna), ktora mu wspominala, ze ma meza o tym samym imieniu i nazwisku.
Juz samo to, ze znalazlo sie dwoch o takim samym imieniu i nazwisku, jest rzadkim przypadkiem. To, ze zamieszkali w jednym miescie, zdarza sie jeszcze rzadziej. Ale ze znalezli sie o tej samej porze, na tej samej ulicy i to akurat wtedy, kiedy trzecia osoba chciala sie upewnic, czy to Peter P. - to juz zakrawa na czary.






59 komentarzy:

  1. Ale fajny zbieg okolicznosci :).
    Wprawdzie po slubnym mam bardzo populatne nazwisko, ale ratuje mnie "k" w imieniu, które tutaj nie chodzi, a w dokumentach obowiazuja wszystkie imiona (u mnie trzy) i nazwisko matki, wiec taki zlepek jest raczej niepowtarzalny :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy tam Twoje imie pisze sie przez C? Ale zeby jeszcze nazwisko matki? Nie wiedzialam. Czy to wszystko miesci sie w prawie jazdy? :)))

      Usuń
    2. Pisze sie przez C. W prawku sa dwie linijki, 1ª na imiona, 2ª na nazwiska. To "matczestwo" poczatkowo bardzo dziwilo, teraz juz przywyklam, ale niewygodne jak cholera.

      Usuń
    3. Ale to matczestwo to nazwisko mamy-mezatki (czyli de factwo Twoje panienskie) czy jej panienskie? Czy moze chodzi o imie mamy?

      Usuń
  2. O mojej kuzynce Ci pisałam, prawda? Jedynej w Polsce, która po zamążpójściu zamieniła się w jedną z pierdyliona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisalas, tez Anna Maria, o ile dobrze pamietam.

      Usuń
    2. Mogla sobie zostawic panienskie, bylaby jedyna na swiecie.

      Usuń
    3. No właśnie. Uważam, że gópja jest.

      Usuń
  3. To zakonczenie niesamowite, rzeczywiscie jak czary jakies.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie dziwne przypadki chodza po ludziach...

      Usuń
  4. Bardzo lubię opowieści o takich przypadkach. Matematyk zapewne by wyliczył prawdopodobieństwo takich zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy wsrod nas jakiegos matematyka? :))

      Usuń
  5. Bardzo mi się to podoba. I kto wie, czy gdyby dokładnie prześledzić rodzinne księgi panów P. nie okazałoby się, że mają wspólnego przodka w zamierzchłej przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nazwisko nie jest znow tak rzadkie w Niemczech. Zreszta jego pisownia zostala na przestrzeni dziejow zmieniona, kiedys pisalo sie przez EU i ß na koncu. Ale niewykluczone jednak, ze jakos jestesmy spokrewnieni.

      Usuń
  6. achacha super i niewiarygodne ale przeciez to zycie pisze najlepsze scenariusze i nikt go nie podrobi ))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ktos chcial to wymyslic, nikt by mu nie uwierzyl, bo prawdopodobienstwo jest bliskie zeru.

      Usuń
  7. To naprawdę niemożliwy zbieg okoliczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Rybenka, Tys jest umysl politechniczny! Oblicz, prosze, prawdopodobienstwo. :)))

      Usuń
    2. a spróbuję poszukać odpowiedzi na ten czelendż:)

      Usuń
    3. No niestety nie da się tego rzetelnie jednym wzorem policzyć
      trzeba by zrobić jakieś badania i statystycznie ocenic

      Usuń
    4. Oj, Rybenka... no wez sie postaraj! Choc ja oczywiscie znam wynik i oscyluje on blisko zera. :))

      Usuń
  8. Matrix ani chybi!!!! Ratunku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ostatnio same matrixy wokol siebie. W Polsce codziennie zastanawialam sie, czy zyje w swiecie realnym, czy jestem w obsadzie jakiejs surrealistycznej groteski.

      Usuń
    2. Nie musze jezdzic do Polski :)
      Ale blizniaczke mam i to w ....Polsce. Nie spodziewalam sie tego, zmieniajac nazwisko na niemieckie :) Nie znam jej, tylko od znajomej slyszalam.

      Usuń
    3. No coz, matrixy sa wszedzie, ale w niektorych krajach jakby bardziej.

      Usuń
  9. W życiu jednak takie mało prawdopodobne przypadki zdarzają się od czasu do czasu :) Mój brat miał niedawno historyje co prawda nie związaną z nazwiskiem, ale też bardzo ciekawą. Szedł do pracy o ćmoku jeszcze, bo to wiosną było, uliczką położoną, pomiędzy Oławą, a Odrą, więc o tej porze pustą. W pewnym momencie nadjeżdża samochód, zatrzymuje się koło niego i facet się go pyta o adres jakieś firmy, w której ma właśnie rozpocząć pracę. Brat coś mu odpowiada, pytający zaprasza go do samochodu, brat wsiada, przygląda się dokładnie pytającemu i odkrywa, że to nasz kuzyn, którego ostatni raz widzieliśmy na pogrzebie oćca, czyli 7 lat temu. Żeby było ciekawiej, to kuzyn nie mieszka we Wrocławiu, tylko w małym miasteczku położonym kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre!
      No pacz, a my z Edyta mieszkamy od siebie 300km, a pojechalysmy sie spotkac u Gosianki, jakby nam tu za blisko bylo. :)))

      Usuń
  10. Faktycznie niesamowity zbieg okolicznosci, taki co nadaje sie do uwiecznienia w historii przypadkow I fajno ze sie nim podzielilas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wydarzylo sie juz dobrych kilka lat temu, ale dopiero jakos ostatnio mi sie przypomnialo. :)

      Usuń
  11. No niezły pierdylion. Sam doświadczyłem takiego kilka razy, np. Siedzę w domu i słyszę w lokalnym radiu zawodnik klubu piłkarskiego - Paweł S. - strzelił gola. No jak strzelił jak w domu siedzę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze koniecznie powinienes wybrac sie kiedys na mecz i poznac swojego blizniaka. :))

      Usuń
  12. Zrobiło się metafizycznie :) aż mnie ciarki przeszły, naprawdę.
    Ja chyba nie mam swojej odpowiedniczki, po dodaniu nazwiska mężowskiego, aczkolwiek znalazłam kiedyś w Poznaniu dziewczynę, która ma taki sam zestaw nazwisk, tylko inne imię :D
    A kiedy szukałam osoby o tym samym imieniu i nazwisku panieńskim, to objawiła się ... zakonnica, która gdzieś tam w Afryce na misji była :)) ale to nie ja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakonnica! No ja nie mogie!!! :)))
      Czlowiek sobie zyje w przekonaniu, ze jest jedyny na swiecie i wyjatkowy, a tu sie okazuje, ze ma na swiecie blizniakow nazwiskowych. :)))

      Usuń
  13. Opisana historia ciekawa, rzeczywiscie zadziwiajacy zbieg okolicznosci! Dawno temu, kiedy jeszcze mieszkalam w rodzinnym mieście i chodziłam do podstawówki, zauwazylam na jednym z blokow ogromny czarny napis:kocham....( i moje imię i nazwisko). Oczy wylazly mi na wierzch i ...weszlam z ciekawości do klatki zobaczyć spis lokatorów. Okazalo się, ze mieszkają tam ludzie o tym samym nazwisku:) Po jakimś czasie napis usunięto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale choc przez chwile mialas wielbiciela, ktory w sposob oczoje***ny wyznal Ci swoje uczucia. :)))

      Usuń
  14. To, że istnieją ludzie o tych samych imionach i nazwiskach nie dziwi mnie, ale przypadek Twojego mężą rzeczywiście jest niesamowity aby obaj panowie spotkali się w tak dużym mieście twarzą w twarz:)
    Ania, a może ten drugi jest fajnieszy i warto dokonać zamiany:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee... nie jest fajniejszy, moj lepszy. Ale tamten ma tytul doktora. :)))

      Usuń
  15. No faktycznie ciekawy przypadek. No, ja z moim zlepkiem nazwisk na pewno nie znajdę nikogo na całym świecie, chociaż Annę G. spotkałam na fb, na jakiejś kociej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo G to za malo, P jej zabraklo. ;)
      Tobie, Anus, nikt nie dorowna, jestes jedyna. :*

      Usuń
    2. Z tym nazwiskiem na P, to tylko mam same kłopoty. 95% ludzi źle je pisze i wymawia, a ja z uporem maniaka poprawiam już 25 lat.

      Usuń
    3. Nie ma nic gorszego jak przekrecanie nazwiska, GODNOSCI, jak niektorzy jeszcze je nazywaja.

      Usuń
  16. No są takie przypadki. Ja męża poznałam w necie po wyprowadzce z Wrocławia. Jak się zgadaliśmy to się okazało, że mieszkaliśmy 2 ulice obok siebie, chodziliśmy do tej samej lekarki, szkół naprzeciwko, do tego samego harcerstwa, parafii... ale jak powiedział, że też jeździł w góry i nad morze do tych samych miejscowości co i ja, a nigdy w życiu się nie spotkaliśmy, to już było dość nieswojo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mysle, ze spotkaliscie sie i to niejednokrotnie, ale wtedy moze jeszcze nie byliscie na siebie gotowi i nic nie zaiskrzylo. :)

      Usuń
  17. Niesamowita i ciekawa historia!
    Kiedy zwolnilam się i odbierałam dokumenty z pracy pani w biurze powiedziła,że przecież juz na to imię i nazwisko zostały papiery odebrane, wiec byla jeszcze jedna Dorota K,bardzo mnie to wtedy zaskoczyło ale nie dociakałam skąd i ile miala lat,np.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu jest ludzi majacych swoich nazwiskowych blizniakow, rzedko jednak maja okazje spotkac ich w realnym zyciu. Moj slubny mial taka okazje w najmniej oczekiwanym momencie.

      Usuń
  18. Bardzo dziwnie, a nawet straszno 👀
    Annę Marię mam ciotkę, a sama na drugie mam Maria. I faktycznie wszędzie tak mnie piszą, wszędzie tak stoję, nawet w pracowym grafiku.
    Moje nazwisko jest rzadkie, prawdopodobnie wszystkie Ko'y sa też spokrewnione, ale wychodzę z założenia, że jedna jedyna tak sie nazywam, bo najprawdopodobniej jako jedyna mam polskie imię na przodzie 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam jak znajomi, po otrzymaniu niemieckiego obywatelstwa, lecieli zmieniac polskie imiona. Nie dlatego ze polskie, ale niektore byly niewymawialne dla Niemcow. Oni nawet z moim slubnym Piotrem mieli problemy, wiec on tez zmienil na Peter. Natomiast moje i dzieci sa na tyle miedzynarodowe, ze mogly pozostac i nikt nie lamie sobie na nich jezorow. ;)

      Usuń
  19. :):):):)Niesamowite:)Gombrowicz albo Mrożek :):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa na tym swiecie zjawiska, o ktorych sie fizjologom nie snilo. ;)

      Usuń
  20. No muszę Ci powiedzieć Aniu, że to faktycznie zakrawa na czary, a już na pewno na konkretne zakrzywienie rzeczywistości :)
    Ja nawet nie sprawdzam, gdzie są inne Iwony o moim nazwisku, bo jest ich całkiem sporo i to dość znanych, jedna znana z tv psycholog, druga pisze bloga, mieszka w Ameryce i nawet książkę wydała.
    Ale Twój opisany przypadek faktycznie by mnie zaskoczył całkowicie!
    A jednocześnie miałabym co wspominać lata całe :), tak ja pewnie i Wy będziecie mieli co wspominać!

    OdpowiedzUsuń
  21. Przypadek niesamowity.
    Sobowtorow nazwiskowych lacznie z imieniem to moj Wspanialy a pewnie kilka milionow w Stanach. Natomiast ja chocby skaly sraly jestem wyjatkowa i niepowtarzalna:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez myslalam, ze jestem. A potem sie okazalo i juz przestalam byc :(

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.