czwartek, 4 stycznia 2018

Prawo jazdy i jezdzenie.

Czesto sie zdarza, ze w malzenstwach najpierw to on ma prawo jazdy i w pelni rzadzi skarbem, jakim w niektorych rodzinach bywa samochod. Pozniej laskawca, zmeczony niepiciem na wszystkich imprezach, decyduje, ze polowica tez powinna miec, to bedzie go odwozic do domu, kiedy zdarzy mu sie byc pod wplywem. Ale tylko to, bo poza tym to baby nie umieja ani jezdzic, ani tym bardziej parkowac, wiec jeszcze by zniszczyly te drogocennosc.
Taki byl moj tato, wprawdzie odstawal od standartu, bo nie pil, a jesli szli gdzies na przyjecie, to nie bral samochodu, ale tez nie byl wyrywny dawac mamie jezdzic samej. Inna rzecz, ze i ona nie rwala sie do kierownicy i z trudem dawala sie namowic ojcu, zeby poprowadzic kilkanascie kilometrow gdzies za miastem. A wszystko to za sprawa wypadku, jaki spowodowala na dzien przed egzaminem na prawko. Wiejska droga, nawet nie asfaltowka i jedno jedyne drzewo w promieniu dziesiatek kilometrow, a mama jak po nitce wali w to drzewo Syrenka, kupiona na raty i nie splacona. Wali rowniez twarza w kierownice (pasow wtedy nie bylo) i z siniakami idzie nastepnego dnia na egzamin, ktory zdaje bez problemu. Nigdy przenigdy nie wsiadla do auta sama, zawsze wozil ja tato i czasem dawal poprowadzic gdzies na bocznych drogach.
Ja zrobilam prawko majac 16 lat, ale moglam zapomniec o samochodzie, czasem wolno mi bylo poprowadzic przy nim, czego nie znosilam, bo sie na mnie wydzieral, ze niszcze samochod, bo w pore biegu nie zmienilam i takie tam. Po osmiu latach mialam malucha, ale nie bardzo umialam jezdzic, bo zrobienie prawa jazdy to tylko licencja do dalszej samodzielnej juz nauki jazdy i zdobywania doswiadczen. A ja przez ten czas nie zdobywalam zadnej nowej wiedzy, musialam wiec jakos ja odswiezyc i nabrac pewnosci w ruchu drogowym. Pomogl mi znajomy, uzyczajac swojego maluszka i jezdzac ze mna po miescie. Pozniej dopiero przesiadlam sie do wlasnego.
Bylam w tej komfortowej sytuacji, ze to ja wnioslam samochod do malzenstwa, wiec nawet, gdyby moj slubny mial mentalnosc mojego ojca, moglby mi tylko naskoczyc. Ale nie mial na szczescie. Nie mial tez w tamtym czasie prawa jazdy, bo jak normalnie nie pije, tak raz sie napil i zaraz go zlapali, wiec prawko przepadlo i musial robic od nowa. Bylam wiec nie tylko posiadaczka autka, ale i jedynym kierowca w rodzinie, co zalatwilo sprawe na zawsze. Jezdzimy na zmiane, chociaz jesli razem, to prawie zawsze on prowadzi, bo ja nie lubie kierowac. A kiedy zdarza mi sie siedziec za kolkiem, nigdy nie slysze zadnych uwag od niego. To raczej ja czesto gdacze, kiedy on prowadzi.





52 komentarze:

  1. Ha, prawko robilam 2 razy. Pierwsze tez majac 16 lat i jedzilam rodzicielska skoda. Po usamodzielnieniu sie na samochód mnie bylo stac, wiec prawko czekalo na lepsze czasy. Pózniej zas okazalo sie latwiejsze zrobienie tutejszego, niz sciagania documentów z Polski. Teraz ja czesciej jezdze, choc na trasy po Europie raczej robie za pilota, bo mam znacznie lepsza orientacje w terenie niz malz, który organicznie nie znosi GPS-u.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze zalapalam sie w Niemczech na przepisanie polskiego prawa jazdy, bo pozniej juz trzeba bylo robic kurs od nowa. Polacy to sprytny narod i zaczely sie jakies chachmectwa, wiec uniemozliwili im przepisywanie.

      Usuń
  2. Faceci to chyba juz przed urodzeniem sa najlepsi we wszystkim co jest zwiazane z samochodami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sa, i nie ma to-tamto. Niektore baby nigdy nie powinny dostac prawa jazdy.

      Usuń
  3. Zrobilam prawo jazdy w Polsce jeszcze bedac panienka, ale i tak w Australii trzeba bylo zaczac od nowa, niemal od razu zabralismy sie za to oboje i prawie od samego poczatku musialy byc dwa samochody, bo kursy jezykowe w roznych miejscach a potem studiowanie tez oddzielnie, wiadomo auta stare, tanie, zeby tylko jezdzily.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tutaj zawsze kupowalismy uzywane samochody, nigdy nie bylo nas stac na nowe. Ale prawka przepisali nam z polskich, wiec nie musialam robic tu kursu od nowa.

      Usuń
  4. Od dzieciucha marzył mi się własny samochód. Prawo jazdy zrobiłam mając 17 lat dzięki babci. Gdyby nie babcia zapewne zrobiłabym je najszybciej jak było to możliwe. Lubię, a nawet wprost uwielbiam jeździć,chociaż zdarza mi się zagubić w wielkim mieście (ale chyba nie jestem wyjątkiem). Wolę auto w kombi i niż małe 3-drzwiowe. Ponadto często kieruję traktorem. Wózki widłowe jak wiesz też mam opanowane dość dobrze (bez względu na model). Mankamentem jest cofanie z przyczepą. Czy to autem czy traktorem, bo do przodu mogę jechać i jechać ;).Jeszcze czeka mnie nauka jazdy kombajnem, ale brak czasu i motywacji. Bo po co mi chłop jak będę umiała obsłużyć kombajn? ;D

    No i epos napisałam normalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaska, cos mi na to wyglada, ze Ty jestes facetem. :)))
      Powiedz jeszcze, ze umiesz zaparkowac samochod tylem "na koperte". Ja parkuje zawsze przodem, wjezdzajac jednym kolem na kraweznik.

      Usuń
    2. W parkowaniu mam pewne braki.:-D A poza tym to umiem jeździć ( już ) i chwalą mnie, że dobrze to robię. Jeżeli chodzi o marudzenie i krzyki mistrzów kierownicy, gdy prowadzi auto kobieta, to w ten sposób mój rodziciel zniechęcił do jeżdżenia moją mamę i mnie też. Moją mamę bardzo skutecznie, ale strzelił sobie w stopę, bo mama ma dzięki temu samochód z szoferem.:-) A ja po latach, kiedy wyszłam z domu, to kiedy trzeba było, to znowu zaczęłam jeździć. Oczywiście, po ponad 10 latach miałam spore braki w praktyce, to i w pewnym momencie zdecydowaliśmy, że samochód z automatyczną skrzynią daje memu ukochanemu większe szanse na długie życie. No i żyjemy jakoś, a ja lubię jeździć samochodem. Jeżeli chodzi o traktor, to się przymierzam. Kombajnu nie mamy.

      Usuń
    3. Jak można nie umieć zaparkować tyłem i na kopertę? Przecież tak jest najłatwiej!

      Usuń
    4. Jaśka fajowska z Ciebie 100% kobieta, tak trzymaj!!! :) Moja bratanica robi akurat prawko na tramwaje :)

      Usuń
    5. Aniu, nie wierze, nie potrafisz zaparkowac tylem???
      Ja nie wiem czy potrafilabym przodem:)))
      Ale widocznie macie duzo wolnych miejsc parkingowych przy kraweznikach, bo przodem chyba sie nie da "wcisnac".

      Usuń
    6. Agniecha, ja tez podobno nienajgorzej jezdze, ale nie lubie tego i jezdze tylko, kiedy musze. Wole byc wozona.

      FrauBe, ano mozna. Nie no, umiem niby zaparkowac, ale zawsze z dusza na ramieniu.

      Star, niby umiem, ale zawsze sie boje i wole przodem, a moj chlop narzeka, ze niszcze opony i felgi. :)

      Usuń
  5. Różnie parkuję i nie zwracam uwagi czy przodem czy tyłem. Na kopertę to bardzo rzadko mi się zdarza parkować, ale parkuję.Ważne by auta były całe, a linijką nikt nie mierzy przecie. A że ktoś komentuje, że krzywawo ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja musze miec duzo miejsca do parkowania, mam duzy samochod, a mnie wydaje sie, ze jest jeszcze wiekszy.

      Usuń
  6. U mnie tak nie było. Samochodem rządziłam ja, jeździłam ja, a Eks popierdzielał do pracy piechotą albo rowerem. Na dłuższe trasy się wymienialiśmy i prowadził raczej on, bo ja miałam tendencje do... zasypiania za kierownicą. Naprawdę! Moje wiekuiste niewyspanie sprawiało, że na drodze poza miastem, monotonnej, gdzie niewiele się działo, zaczynałam się zawieszać, tak jakbym spała z otwartymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja tez wnioslam samochod w posagu, wiec nikt mi nie podskakiwal w malzenstwie, bo bylo MOJE i juz, ja rzadzilam. Teraz mamy wspolne, ale czesciej ja jezdze, bo do roboty.

      Usuń
    2. Mnie też nie podskakiwał, chociaż kupiliśmy go wspólnie.
      Ale to stare dzieje...

      Usuń
    3. A ja nadal uparcie przy tych samych spodniach... to juz zakrawa na patologie czy jakies inne zboczenie.

      Usuń
    4. Ewidentne kazirodztwo :)

      Usuń
  7. U mnie było odwrotnie. Ojciec naciskał na mnie żebym jeździła. Nie lubiłam Ale zmuszona siłą rzeczy nabierałam wprawy

    Teraz bardzo lubię jeździć. Nie raz pojechałam sama do pl
    Umiem parkować tyłem równolegle😁
    I jak jedziemy razem to zawsze się zmieniamy w długiej trasie.
    Samochód to mój wielki przyjaciel!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My sie zmieniamy jedynie wtedy, kiedy moj zasypia za kierownica, wtedy musze wsiasc za kierownice, bo chce jeszcze pozyc.
      Tylem tez od biedy zaparkuje, ale nie lubie.
      No i w ogole wole byc wozona.

      Usuń
  8. Prawo jazdy zrobiłam 40 lat temu właściwie dla towarzystwa, po jego zrobieniu mąż kuzynki wsadził mnie za kierownicę swojego malucha i kierowaliśmy oboje bo on cały czas chwytał za kierownicę;) Na tym jednym razie skończyła się moja kariera kierowcy, bo nigdy nie dorobiłam się samochodu i jakoś tego nie żałuję, zawsze bardzo lubiłam chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubie chodzic, jak wiesz, ale nie wyobrazam sobie zycia bez samochodu. Ile ja czasu trace, kiedy auto jest w warsztacie i musze korzystac z komunikacji miejskiej.

      Usuń
  9. A my robiliśmy kurs obydwoje, z tym, że ja akurat byłam w ciąży. Egzamin zdawałam w centrum stolicy, w tzw. godzinach "szczytu", czyli pomiędzy 16,00 a 17,00 godziną i był to marzec, śnieg z deszczem.Nie było ani minuty manewrów na placu manewrowym a wszystko "na żywo", w czasie jazdy.
    W dwa miesiące pózniej po zdaniu egzaminu odebraliśmy pierwszy swój samochód i prowadziliśmy go na zmianę. Jezdziłam do tygodnia przed rozwiązaniem. I do dziś nie wiem jak się mieściłam z tym ogromnym brzuchem za kierownicą 126p.
    Potem przez wiele lat mieliśmy dwa samochody, dużo jazd i wytłukiwałam tysiące km- po prostu było dużo jeżdżenia poza Warszawę bo tam mieliśmy firmę. Potem, gdy córka wyjechała na stałe sprzedaliśmy jeden samochód i ten jeden służył tylko mężowi. A gdy był po operacji serca, wsiadłam do bryczki po 9 latach nieprowadzenia samochodu, zimą i z duszą na ramieniu jezdziłam codziennie do szpitala trasą szybkiego ruchu. A potem musiałam robić za kierowcę jeszcze przez rok, bo miał zakaz prowadzenia samochodu z uwagi na cięty mostek.Samochodów mieliśmy kilka, ale ja najbardziej kochałam mojego fiata uno, który był robiony u Włochów na eksport do Francji. Płakałam gdy go sprzedawaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoim maluchem sama odwiozlam sie na porod do szpitala. Jakos sie zmiescilam za kierownica. Bardzo kochalam swojego malucha, bylismy nim nawet w Berlinie, a musialam sama prowadzic, bo maz mial zabrane prawo jazdy. Budzilam sensacje: blondynka w samochodzic-zabawce posrod tych wszystkich limuzyn. :)

      Usuń
    2. Bo 126 był bardzo, bardzo dzielnym samochodzikiem.Maluchami jezdziłam
      do 1991 roku.Co trzy lata zmienialiśmy na nowy.Najlepszy biznes zrobiłam gdy odkupiliśmy 126 od znajomych.Miał leciutką obcierkę, którą ja "poprawiłam" przeciskając się obok latarni, a sprzedałam go po roku jeżdżenia, bez zaprawek, za tę samą cenę, za którą go nabyłam i jeszcze radio sobie z niego zostawiłam.
      Gdy dyrektor zakładu,w którym pracowałam, zobaczył mnie z tym wydmuchniętym brzuchem za kierownicą samochodu to zrobił mi awanturę i publicznie stwierdził,że jestem nienormalna.
      Jak się przesiadłam do uno, to myślałam, że prowadzę ciężarówko-wyścigówkę.Taka przesiadka ze 126 do normalnego samochodu to było coś nieziemskiego.Mąż jechał za mną swoim i podobno miał niezły ubaw, bo za wcześnie hamowałam przed światłami.A uno miał b.dobre hamulce, zresztą był niemal nóweczką, tyle co z Francji do Polski przyjechał.
      Będąc teraz w Berlinie to żałuję, że nie mamy smarta.

      Usuń
    3. Takim maluchem czlowiek miescil sie w kazdej szczelince parkingowej, a od biedy mozna bylo zaparkowac w poprzek. :)))

      Usuń
  10. No cóż...na temat prowadzenia samochodu się nie wypowiem, bo nigdy prawka nie zrobiłam. Kiedy była okazja zrobić to za friko, byłam prawie bezdomna, niemal bliska rozwodu, potem jak się ułożyło to mąż zrobił, kasy brakowalo, po kupieniu pierwszego samochodu, próbowałam usiąść za kółkiem i się kończyło fiaskiem, doszłam do wniosku, że się nie nadaję i tak zostało...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy się nie zgodzę ze stwierdzeniem, ze faceci są lepsi w te klocki. Znam dużo świetnie jeżdżących kobiet i co najmniej równie uzo fatalnie jeżdżących facetów. To taki stereotyp, ze kobiety prowadzą źle, a na dodatek o wiele więcej się wybacza facetom, a jeśli błąd zrobi kobieta, to od razu jest komentarz: wiadomo, baba! Moja córka zrobiła prawo jazdy w czerwcu zeszłego roku, a jeździ już bardzo dobrze; odziedziczyła talent po Jacku, czyli po ojcu, który jest świetnym kierowcą i ma uprawnienia na niemal wszystko, co jeździ, łącznie z autobusem z przyczepą i jakimś ciężkim sprzętem (spychacz, o ile się nie mylę) Syn też jeździ bardzo dobrze, ale on zrobił prawko już dawno, jakoś z pięć lat temu. I tylko ja się wyrodziłam, bo nie lubię jeździć, choć prawo jazdy zrobiłam, zmuszona podstępem:):):)
    PS. Czytałam wszystkie posty, choć nie komentowałam (poza jednym przypadkiem i na dodatek myślałam, że ten komentarz przepadł), bo smartfon mnie wkurza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy wracasz do domu i normalnej tastatury?
      Moje dziewczyny tez niezle sobie radza, lepiej ode mnie.

      Usuń
    2. Już jestem, z telefonu bym tyle nie napisała, może nawet w ogóle bym nie napisała :)))

      Usuń
  12. Ja zrobilam swoje na pierwszym roku studiow. Za wlasne odlozone pieniadze. Ale pierwszy samochod to byl rodzinny, a ja oczywiscie kierowca niedzielny. Za cholere nie umialam parkowac tylem. Dopiero w Szkocji dorobilam sie wlasnego samochodu i ten ktory mam to jest czwarty. Lubie jezdzic, nauczylam sie dobrze parkowac w kazda strone i w kazdy mozliwy sposob, i na koperte tylem tez, bo przodem sie porzadnie nie da Pantero, ze wzgledu jak samochod jest skonstruowany :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, ze przodem to sie felgi tlucze i opony. Jak juz bardzo musze, to i tylem w luke wjade.

      Usuń
  13. Prawo jazdy zrobilam juz w Ameryce, jezdzilam przez kilka lat ale niedlugo, bo mieszkajac w NYC to samochod jest nie tylko niepotrzebny ale wrecz kula u nogi.
    Od czasu kiedy kupilismy Tosie to czasem siadam za kierownice, ale robie to niechetnie, zdecydowanie wole byc pasazerem:)))
    Sabcia mnie zupelnie odzwyczaila od kierowania, bo Sabcia byla na biegi, a ja sie na tym ustrojstwie nie znam)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez juz od dziesiecioleci jezdzimy automatikiem, choc prawko robilam na manualnej skrzyni. Jak trzeba, to pojade, choc np. stracha mam przy ruszaniu pod gorke. Ale wole oczywiscie automata.

      Usuń
  14. U mnie jest odwrotnie, niz było w Twoim domu rodzinnym - Cezary wciaż mnie namawia bym jeździła a ja staję okoniem, bo nie cierpię prowadzic samochodu, bo sie panicznie tego boję. I moje prawo jazdy leży i sie kurzy a ja już właściwie nie pamiętam jak sie jeździ. Ale postanawiam własnie w tym roku sie przełamać i znowu siąść za kółkiem,poćwiczyć i przypomnieć sobie sprawy techniczne i wszelkie inne, bo zdarzaja sie i będą zdarzały sytuacje, gdy moja jazda będzie konieczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstrzymaj sie z treningiem do zejscia sniegow, bo gory rzadza sie wlasnymi prawami i nawet doswiadczeni kierowcy czasem im ulegaja. Z prowadzeniem samochodu jest jak z jazda na rowerze, raz sie nauczylas, to i umiesz. Trzeba jedynie nabrac nieco wprawy.

      Usuń
  15. Dam znać, że byłam, bo my niezmotoryzowani. Na samochód i pensję dla kierowcy mnie nie stać, a żadne z nas nie czuje tego bluesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymusu nie ma, przynajmniej z Waszej strony nic nie grozi srodowisku ;)

      Usuń
  16. Mój Tata nie dał mi się dotknąć do samochodu, bo byłam jeszcze za młoda, a kiedy już bym mogła jeździć, to się też bał, że tego naszego malucha uszkodzę. A potem się rozchorował, a malucha mama sprzedała, bo sama też wolała być wożona, niż jeździć. Potem to mój eksmąż miał samochód służbowy, dał mi się nim przejechać przez 8 lat małżeństwa ze trzy razy...
    Po rozwodzie sama z dzieckiem chciałam być samodzielna. Prawko zrobiłam dawno temu, więc jak tylko mogłam, kupiłam sobie pierwszy samochód, pojeździłam trochę z doświadczonym kierowcą, po czym zaczęłam jeździć. Miałam dużą motywację i się nie bałam. Lubiłam sobie nawet dość szybko pojeździć, na szczęście już się trochę uspokoiłam, ale tam gdzie mogę, nadal mam nogę ciężką, bo lubię dojechać szybko na miejsce, a nie siedzieć w nieskończoność w samochodzie. Jeżdżę chętnie, ale te najdłuższe trasy są już dla mnie dość męczące. Co najbardziej lubię w samochodzie to to, że mogę wrzucić tyle bagażu, ile chcę i nie muszę się ograniczać i liczyć, ile par majtek i skarpetek mogę zapakować.
    Od niecałego miesiąca za kółko wsiadła moja córka, widzę, że idzie jej coraz śmielej, a też jest na tyle ostrożna, że powinna wyrosnąć na dobrego kierowcę. Jestem z niej bardzo dumna i szczęśliwa, że sobie tak radzi. :)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli klasyka, jak w wiekszosci rodzin. Dobrze, ze mialas mozliwosc sama stanac na nogi i wyjsc z tego zakletego kregu.
      Podziwiam Cie za te wielokrotne samotne dlugie podroze, ja chyba bym sie nie odwazyla sama.

      Usuń
    2. Klasyka jak najbardziej, dobrze, że moja córka poszła już w moje ślady, prawko ma od ok. pięciu lat, a wczoraj po niecałych dwóch tygodniach za kółkiem podjechała po pracy do mnie, ot tak, poszłyśmy na zakupy, potem wsiadła i wróciła do domu. Patrzyłam z podziwem i radością, bo wiem, że ona sobie też będzie radzić za kółkiem. Zresztą, jak ktoś nauczy się jeździć w Warszawie, to niewiele go już potem przerazi, tu naprawdę jest hardcore, w Niemczech na drogach odpoczywam :).
      Lubię te samotne jazdy, kiedy mam wszystko załatwione i mogę sobie w drodze posłuchać muzyki czy podumać o czymś przyjemnym. Czuję, że ta podróż taka będzie, bo praca praktycznie na ukończeniu, wykorzystałam te przymusowe przedłużone wakacje i radość, że prace w moim mieszkaniu się posuwają.

      Usuń
    3. No masz racje, ja Warszawy boje sie jak ognia. Pomijajac straszliwe zatloczenie, nieznajomosc miasta, to jeszcze warszawscy kierowcy nie naleza do najuprzejmiejszych.

      Usuń
  17. OOOOO!!! Jeździłaś z moim tatuśkiem ?? Ten tak wrzeszczał, że kierowcy się oglądali mając zamknięte szyby . Kiedyś zatrzymałam się na przystanku każąc mu wysiadać :((( od tego czasu tatuś nie komentuje mojego sposobu jazdy. Jeżdżę dużo często i daleko. Mój ślubny raczej nie komentuje ale ja za to cały czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to piateczka, Jaga! Tatusiow mialysmy jednakowych i chlopow podobnych.

      Usuń
  18. Oj ci faceci .... u mnie w domu ta sama historia była, co u Ciebie Aniu i kilku z Was. Ojciec - władca kierownicy.
    Jakbym miała z nim jeździć, to bym nie jeździła, ale Los dobry okazał sie łaskawy i mając pierwszą pracę za miastem musiałam tam dojechać. Tato dał mi do dyspozycji rodzinnego malucha i tak się wprawiłam sama.
    Do małżeństwa też wniosłam samochód, obecny jest wspólny, mąż mój nie przepada za jazdą, jakoś to się kręci. A z ojcem mym do dziś nie lubię jeździć ... chociaż już tak nie marudzi, a ja mu więcej odpysknę ;)
    Ania - doczytałam post wczorajszy i Twoje odpowiedzi na wcześniejsze moje komentarze, tylko wczoraj nie miałam sił na cokolwiek. Dzisiaj też jestem zmęczona, ale mniej, bo uzdrowiły mnie lody kitkat, które zjadłam sobie w galerii dworcowej ;)) Tak mnie naszło i głowa przestała boleć i to największe zmęczenie minęło :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie by nie przeszlo, do roboty za miastem moglabym jezdzic pociagiem, pieszo chodzic albo popylac na hulajnodze, a samochodu bym nie dostala od taty.

      Usuń
  19. To mogę Wam się pochwalić dziewczyny, ze prawko zrobiłam dwa i pół roku temu, jako pani 50+. Wcześniej nie miałam do tego żadnej ochoty, bo miałam super kierowcę, a jak zostałam sama, to do tego dopingowała mnie moja Mamcia, która teraz uwielbia jeździć ze mną, nawet, gdy pomyliłam drogę i wjechałam na autostradę do Wrocławia, wracając od dzieci, to stwierdziła, że trudno, przenocujemy gdzieś po drodze i wrócimy następnego dnia. Mogę się pochwalić, że zdałam za pierwszym razem i pierwszą jazdę swoim autkiem zrobiłam pod okiem Zięcia, a następnego dnia, pojechałam sama do pracy i wróciłam. Od tej pory nie ma praktycznie dnia, żebym nie jeździła. Co prawda, nie zawsze się pcham do zatłoczonego śródmieścia, ale jeśli trzeba, to jadę. Moją córkę podstępem też zmusiliśmy do zrobienia prawa jazdy. Zdała też za pierwszym podejściem, jak powiedział nasz instruktor, wstyd by Jej było, że matce się udało a Jej nie. Teraz nie jeździ, bo po zrobieniu prawka zaszła w ciążę i się bała. Znów z Zięciem kombinujemy, jak Ją wsadzić za kierownicę, żeby poczuła tą wolność. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co znaczy "udalo sie matce"? Matka po prostu wszystko umiala i zasluzenie zdala za pierwszym razem.
      Ja po 50-tce zaczelam uczyc sie komputera, troche opornie szlo na poczatku, ale jakos dalam rade. Wiek nie jest zadna przeszkoda do nauki czegos nowego.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.