poniedziałek, 28 maja 2018

O dziadku inaczej cz.1

Zdjecie daleko przedwojenne.
Troche juz o dziadku pisalam, TUTAJ na przyklad o tym, co pamietalam z jego kariery wojskowej, o czynach mniej lub bardziej bohaterskich, bo bez wzgledu na to, jakim byl czlowiekiem, zaslug wojennych nie mozna mu odmowic. Troche tez pisalam o nim TUTAJ i TUTAJ w zwiazku z historia przywiezionych przez niego po wojnie kufrow.
Dzisiaj bedzie inaczej, bardziej krytycznie, z punktu widzenia mnie jako doroslego czlowieka. Kiedy bylam mala, byl dla mnie jedynie dziadkiem, ale daleko mu bylo do wyidealizowanego obrazu cieplego i kochajacego bezwarunkowo dziadka. Dzisiaj mam wrazenie, ze on mnie jedynie tolerowal, bo czy kochal, to mam watpliwosci. Czy z jego dosc narcystycznym charakterem w ogole kochal kogokolwiek? Chyba nie. Ozenil sie, bo tak wypadalo, ale patrzac z perspektywy, sprawil babci piekielko w zyciu. Zaimponowal jej swoim oficerskim obyciem, manierami i umiejetnosciami, ale wtedy jedynym czlowiekiem, ktory poznal sie na nim, byl pradziadek Marcin. Bowiem mimo skonczonej
1948, po powrocie ze Szkocji, wyrzucony z wojska
przedwojennej szkoly oficerskiej, gladkich manier i aparycji, byl lekkoduchem i golodupcem. Pradziadek postawil wiec twarde warunki, kiedy dziadek prosil o reke jego corki i kazal sporzadzic u rejenta intercyze przedslubna. Jakby czul, ze to malzenstwo moze nie przetrwac, chcial jakos zabezpieczyc corke przed utrata posagowego majatku. Mialam okazje przeczytac te intercyze, pozniej gdzies sie zagubila. Napisana byla w typowym pompatycznym tonie, ze Leokadia z domu L. wnosi do malzenstwa co nastepuje i tu wymienione bylo doslownie wszystko, poczawszy od sypialni z takiego-to-a-takiego drewna, w sklad ktorej wchodzily loze podwojne, szafa, toaletka i cos-tam-jeszcze, umeblowania pokoju stolowego z jakiegos tam czarnego debu w skladzie..., salonu w skladzie... (wszystko dokladnie wyszczegolnione) oraz futer z takich-to-a-takich zwierzat, bizuterii w skladzie... - wszystko na taka
Schylek lat 50-tych, przywrocony do wojska i zrehabilitowany
nute. Dzisiaj podobnie sformulowane intercyzy smiesza, ale wtedy brano je bardzo powaznie. Pradziadek Marcin odetchnal wiec z ulga, majac czarno na bialym materialne zabezpieczenie corki. Na nic to sie zdalo w efekcie, bo kiedy babcia wiala przed ruskimi z przygranicznego garnizonu w Wilejce, gdzie spedzila z rodzina kilka lat przed wojna, a gdzie dziadek byl dowodca Korpusu Ochrony Pogranicza, nie bylo czasu na pakowanie dobytku. Zostawila tam wszystko, biorac na droge jedynie bizuterie, dokumenty i cenniejsze drobne przedmioty.
Po wojnie daremnie czekala na swojego bohaterskiego, choc wiarolomnego meza, choc o tym, ze byl wiarolomny, dowiedziala sie znacznie pozniej.

cdn...







70 komentarzy:

  1. I znów bardzo ciekawą historię nam opisujesz.
    Ja nie znam historii swojej rodziny ze strony Mamy. Pytałam nie raz, ale Mama niechętnie opowiadała o biedzie i wychowywaniu trójki młodszego rodzeństwa, dlatego nie chciała drugiego dziecka...ale jestem, urodzona dla cioci Kasi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez dosc dlugo nie wyjasniano sprawy z dziadkiem. Dopiero kiedy sama bylam juz dorosla i mialam wlasne dzieci, babcia opowiedziala mi prawde.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa historia.Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.Moi dziadkowie umarli przed moim urodzeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadek zmarl, kiedy mialam juz 19 lat. Wierzyc sie nie chce, ze to juz ponad 40 lat temu.

      Usuń
  3. No i urwala w najciekawszym miejscu 😉 takie historie czasem późno wychodzą na jaw, jeśli w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym wszystko od razu zdradzila, nie wrocilabys poczytac. :)))

      Usuń
  4. Ciekawa bardzo historia. Mój dziadek ze strony mamy był tzw. bieżeńcem. Razem z rodziną wylądował w Rosji, w czasie reweluci, jako 10-letni chłopak. Nie opowiadał o tym często. Mama zapamiętała tylko opowieść, o tym, że szukając jedzenia trafił do bogatego domu, gdzie w kołysce leżało dziecko z poderżniętym gardłem. To później go prześladowało....A osobowość narcystyczna to: "Obserwując osoby narcystyczne odnosimy często wrażenie, że są bardzo pewne siebie, mają wysokie poczucie własnej wartości. Nic bardziej mylnego. Choć na zewnątrz pięknie się prezentują, same uważają siebie za bezwartościowe. Dla nich każdy dzień to walka. Nie mogą zaznać spokoju, bo cały czas muszą sobie i innym udowadniać swoją wyższość. Inwestują w to całą energię, każdego dnia się spalając i wyniszczając. Dla pochwały gotowi są poświęcić bardzo wiele.
    Osoby narcystyczne nie robią niczego dla siebie, dla własnej przyjemności. Wszystkie ich działania mają jeden cel-osiągnąć akceptację otoczenia. Są jak studnia bez dna.Potrzebują stałej dawki pochwał i uznania. Ale pochwały muszą płynąć z nowych środowisk, bo poprzeczka jest stale podnoszona."
    Ciężko być narcyzem. To może trochę tłumaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty oczywiscie znalas mojego dziadka najlepiej, wiec masz pelne prawo stawiac mu psychologiczne diagnozy. Dziekuje, bo bez Ciebie zylabym dalej w nieswiadomosci, jaki byl.

      Usuń
    2. Pa, pa Pantero :-) Już czas na mnie. Powodzenia.

      Usuń
    3. Paczpani (Pantero) - kolejne rozdzierające serce pożegnanie :))

      Usuń
    4. Chyba sie nie pozbieram.

      Usuń
    5. Na Twoim miejscy na pewno bym się nie pozbierała.
      Głównie ze śmiechu.

      Usuń
    6. Cicho, ja jestem zdruzgotana, a Ty se jaja robisz.

      Usuń
    7. O, es tut mir leid... Już milczę grobowo, stosownie do okoliczności!

      Usuń
  5. Moi dziadkowie, obaj, byli dla babć przysłowiowymi krzyżami, które trzeba dźwigać do końca życia, no bo rozwód nie wchodził w grę z powodów obyczajowych i religijnych. Dowiedziałam się o tym - oczywiście! - jak już byłam dorosła i bardzo fragmentarycznie. Czekam na dalszy ciąg historii, z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziecmi o takich rzeczach sie nie rozmawialo, to byly tajemnice rodzinne. Czesto nawet takie zony zabieraly ze soba tajemnice do grobu, nikt nie wiedzial albo malo kto, co musialy przezywac we wlasnych czterech scianach.
      Pytalam babcie, dlaczego nadal z nim byla, po tylu krzywdach i upokorzeniach. Wtedy odpowiedziala mi, ze przysiegala przed oltarzem i ze byla to dla niej swietosc. Teraz mysle, ze tkwila przy nim ze wzgledow finansowych, sama nie pracowala, nie mialaby wiec z czego zyc. Rozwody nie niosly za soba podzialu dochodow czy alimentow, trzeba byloby o wszcstko walczyc.

      Usuń
  6. Dziadek ze strony mamy zmarł kiedy ona miała 7 lat, drugi kiedy ja miałam 7 i niewiele go pamiętam. Jeździliśmy tam na święta i niewiele o nim wiem.
    Bardzo ciekawą historię opowiadasz, ciekawa jestem dalszego ciągu. Na zdjęciach widzę przystojnego mężczyznę. Masz urodę w genach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem, czy przystojnego? Zupelnie nie w moim typie.

      Usuń
    2. Potwierdzam, przystojny!

      Usuń
    3. Przystojny to byl moj tato, zupelnie nie wiem po kim.

      Usuń
    4. Może po listonoszu?
      Nie, żebym coś imputowała Twojej babci, ale u nas w rodzinie tak się mówi :)

      Usuń
    5. A bo to wiadomo, po kim?

      Usuń
  7. ach uwielbiam historie rodzinne i mam swoją teorię, że dzieci należy uczyć przez pryzmat historii rodziny właśnie.
    Dzidek od strony babki Antoniny tez się gdzieś zawieruszył po Powstaniu Warszawskim... ekhmmm ale ja się szczegółów nie dowiedziałam nigdy.Ojciec, jedyny syn mojej babki zmarł wcześnie a babka szybko po nim. nie zdążyłam i żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzac, ze tato jest smiertelnie chory, wypytywalam go podczas ostatniego z nim pobytu w Polsce o wiele roznych rodzinnych spraw. To wlasnie wtedy dowiedzialam sie, ze ojciec dziadka, o ktorym mowa powyzej, popelnil samobojstwo. A przyczyna byl Reymont, TEN Reymont, ktory pozyczyl od niego pieniadze i spowodowal bankructwo. Teraz, kiedy taty juz nie ma, pietrza sie inne pytania, na ktore juz nikt mi nie odpowie.

      Usuń
  8. Najciekawiej robi się wtedy, kiedy się "odbrązawia" pomniki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdy, czy to krol, bohater wojenny, moj czy Twoj dziadek, a nawet papiez - sa po pierwsze tylko ludzmi, ze wszystkimi ich wadami i niedoskonalosciami. Przed poddanymi/wiernymi/dziecmi/podwladnymi przemilcza sie na ogol ich wady, a uwypukla zalety.

      Usuń
    2. czasem trudno jest zachować równowagę, stąd powiedzenie - from hero to zero,
      a przecież zauważenie wad nie czyni człowieka gorszym, każdy ma jakieś, warto zobaczyć prawdziwego człowieka , w każdym

      Usuń
    3. "Nawet papież", chi, chi, dobre :))

      Usuń
    4. Nawet swieta Frau Be! :)))

      Usuń
    5. Rybenka, pewnie, ze wady mojego dziadka nie przekreslaja jego zaslug i nie przyslaniaja bohaterskich czynow. Nawet z jego wadami moge byc nadal z niego dumna.

      Usuń
    6. od dawna wychodzę z założenia, że co chwalić to chwalić, a co ganić to ganić, tak jest chyba najuczciwiej

      Usuń
    7. Ale widzisz, do ganienia i krytycznego spojrzenia musialam dopiero dojrzec.

      Usuń
    8. w tym przypadku, bo to Twój bliski
      w innych przypadkach pewnie łątwiej Ci ganić:))))

      Usuń
    9. Święta Frau Be... Taaa, może chcesz mnie na patronkę? Służę medalikiem z moim wizerunkiem.

      Usuń
    10. Rybenka, na (bardzo)bliskich patrzy sie zupelnie inaczej, bo oni sa w naszym zyciu od zawsze i co najmniej przez pierwsze lata wlasnego zycia patrzy sie na nich raczej bezkrytycznie. Obcych latwiej oceniac.

      Frau Be, ale medalik musi byc ze zlota, innych nie nosze. Zreszta musi pasowac do kolczykow.

      Usuń
    11. Kolczyki, jak rozumiem, też poświęcone. Mnie.

      Usuń
    12. No ale skoro mają pasować do medalika ze świętą patronką...

      Usuń
    13. Nie, to nowy medalik ze swieta patronka od spraw wszelakich ma sie dopasowac do posiadanych od wiekow kolczykow.

      Usuń
    14. Mówisz i masz - co to dla patronki? Cuda realizuję od ręki, a niemożliwe - najwyżej w godzinę.

      Usuń
    15. O, i takie postawienie sprawy bardzo mi odpowiada.

      Usuń
  9. Ciekawa masz przeszlosc rodzinna, historie dziadka i wiesz duzo, bo ja o moich dziadkach nic nie wiem, nie zyli, a moi rodzice nigdy o nich nie opowiadali, ja zreszta nie pytalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi z kolei sporo opowiadali, ale ja nie zawsze uwaznie sluchalam. Za to pozniej staralam sie dopytac, choc oczywiscie tych pytan mialabym dzisiaj jeszcze wiecej, kiedy nie ma kogo wypytac.

      Usuń
  10. Kocham, uwielbiam takie opowieści! Tak mi dobrze, tak mi pisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wlasciwie moge pisac tylko o tym dziadku, bo z drugimi dziadkami nie bylam az tak blisko, a inaczej slucha sie historii o kims, kogo znalo sie lepiej niz o kims, kogo nie widzialo sie nigdy na oczy. Jak rodziny ze strony drugiego dziadka, bo jego samego widzialam pare razy w zyciu.

      Usuń
    2. Ale dlaczego "też"?

      Usuń
    3. A tak sie jakos wpisalo. Samo.

      Usuń
    4. Tego nawet ja nie rozumiem.

      Usuń
    5. Wiesz, bylam przybita sytuacja, moze dlatego?

      Usuń
  11. Kiedy czytam takie historie trochę żałuję, że sama nie mam głębszej wiedzy na temat wojennych przygód moich dziadków. Gdzieś się to wszystko rozmyło, przemilczało ... dopiero po śmierci dziadka okazało się, że jest jeszcze jakaś jego córka, której nikt nie znał ... Przedziwnie los się plecie i pewnie bylibyśmy zaskoczeni znając wszystkie detale o naszych bliskich :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Calkiem niewykluczone, ze gdzies tam w Szkocji zylo jakies ojca przyrodnie rodzenstwo, ktore dziadek sprodukowal. Do tego sie jednak rodzinie nie przyznal.

      Usuń
  12. Siedze ostatnio przed TV i sledze serial o takich wlasnie opowiesciach. Ludzie szukaja swoich korzeni. Niektorzy trafiaja na slady 9-ciokrotych "pra" dziadkow w roznych zakatkach swiata. Bardzo to ineteresujace.
    I absolutnie sie z Toba zgadzam Pantero, ze bez wzgledu na wady i zalety to kazda z tych osob jest niezaleznym czlowiekiem, ktory podejmowal takie a nie inne decyzje kierujac sie zupelnie nam nieznanymi motywami.
    Ale warto wiedziec kim byli.
    Ja mam po stronie ojca drzewo genealogiczne do mojego pra-pra dziadka, dalej nie potrafie nic odszukac. Pewnie gdybym byla na miejscu w Polsce to byloby latwiej, ale skoro "ich" tam nie interesuje to mnie tym baredziej wystarczy.
    To co mam i wiem to i tak dzielo moich poszukiwan.
    Ze strony mamy jest jedna wielka niewiadoma, bo tylko w sumie opowiesci, ale znam pelne nazwisko mojej pra-babki i to tez musi mi wystarczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama wymalowala mi kilka lat temu drzewa genealogiczne, jedno ze strony taty, a drugie ze swojej. Od tego czasu porodzilo sie wielu nowych czlonkow rodziny, ale poniewaz nie ze wszystkimi czlonkami dalszej rodziny mamy kontakty, drzewa nie zostalo dalej uzupelnione.
      Kiedys Wam je pokaze.

      Usuń
    2. Moje tez nie jest uzupelnione, najwazniejsze, ze sa odnogi (pewnie tez nie wszystkie) w przeszlosci:)) no i linia prosta zachowana rzetelnie.

      Usuń
    3. Moje niestety zaczynaja sie od pradziadkow, wczesniejszych nie mam.

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Bo zycie pisze najciekawsze scenariusze.

      Usuń
  14. W dawnych czasach męski świat i kobiecy to były odrębne światy, stykały się tylko na jakimś maleńkim odcinku. Mężczyźni uważali, że to ich świat jest ważniejszy, a dzieci należały przecież do kobiecego świata i dlatego je lekceważyli.
    Dziadkowy kufer ma się u mnie bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Marija, nie mogl lepiej trafic. Przynajmniej wiem, ze mu sie krzywda nie dzieje.
      Chyba masz racje z tymi swiatami. Dziadek byl typowym przedstawicielem gatunku patriarchalnego macho, palcem nie ruszyl w domu, jedynie wymagal perfekcji od babci.

      Usuń
  15. Bardzo ciekawi mnie dalsza opowieść i losy Twojego Dziadka. I wiesz, dobrze, że przelewasz ją na "papier" tak wiele historii rodzinnych poszło w niepamięć, bo nie przekazywano ich dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam swiadomosc, ze oprocz Was tego nikt nie przeczyta, a juz na pewno moje dzieci, bo im sie po polsku czytac nie chce. Kiedy ja odejde, wszystko poleci gdzies w kosmos, w niepamiec wlasnie.

      Usuń
    2. Nie doceniasz swoich córek. Mając taka Matkę jak Ty, będą szukały i czytały, mają to w genach.
      Może jeszcze za wcześnie dla nich, ale będą chciały wiedzieć skąd się wywodzą, to wszytko przychodzi z wiekiem.

      Usuń
    3. Moze... nie wiem, ale bardzo watpie.

      Usuń
  16. Ale nas trzymasz w niepewności! Z niecierpliwością oczekuje dalszej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba bylo jeszcze poczekac te godzine i kwadrans, a juz bys byla po lekturze drugiej czesci. :)))

      Usuń
  17. Bardzo mądry był jej ojciec, jak mógł, tak zabezpieczył. Nie mógł zabezpieczyć przed wojną i ruskimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie wojna i powojenne wywlaszczenie pradziadka, ktory nawet nie mial prawa dalej mieszkac w swoim domu, stad wyladowali z prababcia u dziadkow w Krakowie - nie wiadomo, jak potoczylyby sie ich dalsze losy.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.