środa, 9 listopada 2016

Wielkie wyzwanie.

Miecka wsciekle bije ogonem
Jeszcze przed wyjazdem do Polski chcialam odhaczyc szczepienia kocich bestii, wiec w poniedzialek pognalim do ludozercy. Przedtem jednak w domu trzeba bylo przeprowadzic wielka operacje wojenno-logistyczna pod nazwa "pakowanie kotow do kontenerow". No wlasciwie nie kotow, tylko Miecki, bo Bulka wlazi do swojej klatki dobrowolnie. Dla przypomnienia: rok temu zmuszona zostalam przez Miecke do dwukrotnej jazdy na szczepienia, bo za pierwszym razem nie dalam  rady wsadzic jej do transportera.
Tym razem postanowilismy koty przechytrzyc. Najpierw okadzilam cale mieszkanie i kontener Miecki tym Feliway´em, potajemnie zamknelam sypialnie, ale moja potajemnosc nie sprawdzila sie, bo w tej samej chwili Miecka zawisla na klamce wrzeszczac wnieboglosy i natychmiast chciala sie dostac do srodka. Na szczescie za pozno sie zorientowala. Pozniej dopiero slubny wniosl do mieszkania jej transporter, ale i tak nie obylo sie bez polowania z nagonka, bo franca jedna ganiala sie ze mna wokol stolu. Zamykanie transportera tez wymagalo ode mnie nie lada zrecznosci, bo chciala stamtad uciekac. Wreszcie ufff... jedna, ta gorsza, spacyfikowana! Natentychmiast zaczela drzec ryja.
Czas na drugi transporter i tu nie mialam zadnych obaw. Tymczasem... Bulczyk wcale nie mial ochoty na wlazenie do srodka, ale z nia poradzilam sobie w trymiga. Ufff... Druga spacyfikowana! Szczesliwie ta siedzi cicho i tylko z zaciekawieniem obserwuje swiat zza krat. Koncertu kotow w stereo chyba bym nie strzymala.
Bulka schowala sie do dziupli
No to w droge! Oczywista Miecka nie zamykala jadaczki przez caly czas jazdy i zamilkla dopiero, kiedy wyjelam ja z pudla u weta, bo to ona poszla na pierwszy ogien. Ludozerca jeszcze nie wiedzial, ze Kirunia odeszla, pogadalismy wiec o niej i o tym wszystkim, co nas pozniej spotkalo. Zaczelo sie badanie.
Tlusta Miecka wazy 5,5 kg, przytyla od ubieglego roku 300g. Zabki zdrowe, uszka w porzadku, pora na zaszczyk. Troche drgnela przy ukluciu, ale wszystko poszlo gladko i z ulga wrocila dobrowolnie do kontenerka.
Przyszla kolej na Bulke. Ten szczypiorek wazy 2,7 kg - pol Miecki. Pozwolila sobie zajrzec do paszczy i w uszka, ale juz przy zastrzyku zaczela walczyc o zycie. Wila sie jak piskorz, usilowala mnie ugryzc, darla sie, jakby ja zywcem ze skory obdzierali. Nie bylo latwo, ale jakos dalismy szczypiorku rade, nawet mnie specjalnie nie podrapala. A w ubieglym roku byla taka grzeczna...
Uiscilam bandycka oplate w wysokosci 55 euraskow i z ulga pojechalim do domu, gdzie wypuszczone z transporterow koty, od razu wziely sie za lby. To tyle, jesli chodzi o kojace dzialanie Feliway´a.
Do nastepnego roku!

I jeszcze ten filmik, ktory nie chcial sie otworzyc w prezentowym poscie. Przerzucilam go na youtube, wiec powinien byc widoczny.









74 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No. Zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej z nimi.

      Usuń
    2. To była zabawa! Miecka wyraźnie Bulczyka zaczepiała!

      Usuń
    3. Ale mala robi tak samo. Miecka sobie lezy albo zajmuje sie toaleta i przez chwile nie uwaza, a ta mala psotnica juz sie czai z krecacym sie zadkiem w gorze. :)))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak. A za kare wygralas cat-sitting z moimi zolzami. ;)

      Usuń
    2. No to od 11.11. Mezem tez mozesz sie przy okazji zajac. :)))

      Usuń
  3. A na co Ty je szczepisz co roku?
    Ja Bezę z DT przywiozłam w lutym 2015, w wieku 9 miesięcy, nie była szczepiona. W czerwcu miałam kontakt z kotami chorymi na panleukopemię i zaraz jechałam do weta szczepić swoją. Końcem czerwca była jedna szczepionka, za miesiąc druga i wetka kazała mi przyjechać w czerwcu 2017 r. Czyli szczepionki działają 2 lata. Za pierwszym razem było super, a za drugim? gdyby nie szelki i smycz, to pewnie do dziś siedziałaby za szafką w gabinecie, tak się ukryła, ale było nas tam za dużo, bo było dwoje stażystów + wetka+ ja. Myślałam, że zawału dostanie tak dyszała z wywalonym językiem jak pies. W drodze troszeczkę pomiaukiwała.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa zestawy szczepien dla kotow wychodzacych i niewychodzacych, one dostaja te drugie. Nie wiem na co te szczepienia, ale tak ma byc. Widac Wasze szczepionki jakies takie dlugotrwale, ja musze latac co roku. :))

      Usuń
  4. Ta "kochaniutka" Miecka zawsze tak na Bulczyka napada? Dziw, ze jeszcze Ci domu nie zdemlowaly... Moja wetka, jak sie pojawiam z szara zolza, najpierw wyciaga koci kaftan bezpieczenstwa, pózniej specjalne rekawice, ca 0,5 cm grubosci, takie prawie do lokci, zamyka drzwi na klucz i dopiero potem sie odwaza otworzyc transporter :))) (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa tez odwrotnie, Bulka skacze Miecce na zadek, ale akurat to udalo mi sie sfilmowac.
      Jaki to jest koci kaftan bezpieczenstwa? :)))

      Usuń
    2. Nie wiem, czy to o to chodzi, ale jest takie coś, rodzaj torby, do której wkłada się kota i na przykład wyciąga tylko jedną łapę. Mój Songo miał tak pobieraną krew do badań przez jedną wetkę. Druga stwierdziła, że da radę bez, bo bardzo nie lubi tego męczenia kota, i dała radę. Zresztą ona to kociara z krwi i kości.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Jeszcze nie widzialam czegos takiego, a przeciez sa koty, ktore nie dadza sie do siebie zblizyc, gryza i drapia, a zbadac mus.
      Bulczyk dopiero w tym roku zrobil sie taki bojowy, no coz, dzieci staja sie dorosle. :)))

      Usuń
    5. Kaftan mojej wetki unieruchamia cale cialo, blokuje lapy pod kotem i ma kilka róznych otworów na np. zastrzyki. Pierwszy raz, jak wetka ja szczepila, przytrzymala kocice za skóre na karku i potem puscila. Zolza lypnela slipiami, zawarczala i wystartowala, wbijajac kly az po dziasla i pazury az do poporu w przedramie wetki. Po zdarciu tej furi z wetki podloga zaczela wygladac jak w zezni... :). Kto nie zna zolzy moze pomyslec, ze to taka mila kiciunia :))). (Leciwa)

      Usuń
    6. Alee numer! To ladna jatke urzadzila koteczka, no ale takie jest ryzyko pracy weta, musza wiec jakos sie bronic przed klami i pazurami. Okazuje sie, ze te moje to jeszcze aniolki i da sie je spacyfikowac bez srodkow pomocniczych. :)

      Usuń
  5. Istny armagiedon masz z tymi Dziewuchami! Nie zazdraszczam.

    Filmik super! Tyle nowych zapachow i to jeszcze miedzynarodowych:)
    Mam nadzieje, ze nie jestes rozczarowana brakiem kolii brylantowej w przesylce z Ameryki, a "nocniki" moga sluzyc Miecce i Bulczykowi do suchej karmy:)

    A kiedy do Uc wyjezdzasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dzie ja bym te kolie zakladala? W banku w skrytce by lezala i tyle bym z niej miala. A z nocnika to sie czlowiek napic moze chociaz. :)))
      Mam juz bilety na piatek wieczor, w sobote rano bede w Uc.

      Usuń
  6. O to rzeczywiscie Miecka jest wojownicza, az mi zal Buleczki. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terenia, to pozory, Bulczyk jest tez niemalym bandziorkiem zaczepiajacym biedna stara Miecke. :)))

      Usuń
  7. Nasz kot sam wchodził do gabinetu, zwiedzał, witał się z wetem i dopiero jak przychodziło co do czego robiło się trochę nerwowo, ale nie za bardzo:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecka w gabinecie robi sie tyciutka, spokojniutka, a tylko w domu terroryzuje wszystkich. :)))

      Usuń
  8. Aniu, mam podobny problem,bo i moje na widok transporterów uciekają.
    Następnym razem, podam zylkene, które ma działać na likwidacje stresu, może to pomoże, na ulotce radzą podawać nawet dzień lub dwa,przed wydarzeniem.

    Feliwaya miałam przy pojawieniu się Luthera i też nie zauważyłam ,żeby pomógł,a stosowałam i w moim pokoju i później zabrałam do J. , ale koty i tak były zestresowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym ja najpierw wniosla transportery (jak zrobilam to w ubieglym roku), nie wyjelabym nigdy Miecki spod lozka. Najpierw wiec jest zamykanie sypialni, potem lapanie Miecki, a na koniec wniesienie transporterka. Jak juz Miecka w nim siedzi, moze wjechac transporter Bulki. Inna kolej rzeczy jest niemozliwa. :))

      Usuń
  9. Nasz piesio bronil sie nogami i rękami przed wejściem na szczepienia. Bal się okrutnie i ZAWSZE ze strachu robił kupę na podwórku kolo kliniki weta:) A potem w domu lezal cichutko, kochany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kirunia pozwalala przy sobie robic wszystko wszystkim, to byl okaz cierpliwosci i dobrych manier, choc miala przeciez w sobie stafforda. :(

      Usuń
  10. A już miałam napisać,że zgodnie asystują przy prezantach .Ale jednak nie atak musiał być.Pusia daje się zapakować do kontenerka i nawet po drodze nie miauknie.Do weta mam 50 metrów.Luna boi się okrutnie,nawet tamtą droga nie idziemy na spacer.Pobieranie krwi u Luny wygląda tak .Syn,który waży 100kg musi się na niej położyć a ja trzymam łapy.Jedna osoba nie da jej utrzymać.A po niedzieli właśnie idziemy pobrać krew.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to calkiem jak z owczarka Orki, ta jest trzymana przez 3-4 osoby, ma dwa kagance na gebie, a i tak wszyscy spoceni. :)))
      To nie to, co nasza Kirunia, z nia weci mogli robic, co chcieli.

      Usuń
  11. Oszalałabym z takimi kotami.Nie jestem fanką kotów w mieszkaniu. A mój piesio, gdy tylko ogłaszałam, że idziemy do pana doktora to już był przy drzwiach i usiłował sam się "ubrać" w obrożę. I całą drogę ciągnął mnie kłusem. Od pierwszej wizyty w wieku 7 tygodni miał tego samego weta i go niemal ubóstwiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kirus wprawdzie szla, ale juz w poczekalni zaczynala sie trzasc, Fusel mial tak samo. Nie dziwota po tym wszystkim, co oboje przeszli.
      A koty, jak widac, jakos opanowuje podstepnie i znienacka. :)))

      Usuń
  12. Moja Hela też nie lubi kontenerka. Jak go widzi to się chowa. Powinien jej się dobrze kojarzyć, bo w nim zawsze jedzie na wieś. Jednak jazda auta to dla niej niesamowity i stres i potrafi walnąć kupę w czasie jazdy.
    A weta zawsze odhaczamy w grudniu, więc akcja jeszcze przed nami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Pani opowieści.Pozdrawiam Monika

      Usuń
    2. Znaczy moje czy Aluchy? :)))
      I my tu wszyscy jestesmy po imieniu, wiec tego... Moniko. ;)

      Usuń
    3. Oczywiście Twoje Pantero:))))

      Usuń
    4. Bukzaplac za mile slowo. :)))

      Usuń
    5. Moje dawne dwa koty na weta reagowały dwojako. Chojrak jak jego imię wskazuje,początkowo chojraczył,potem wet robił z nim co chciał. I tak z każdym razem. Natomiast Michaśka do był diabeł wcielony. Trzymały ją zawsze 4 osoby, z czego dwie najbliższe w pełnym rynsztunku. Po trzech takich sesjach wet zaczął chować wszystkie dokumenty i inne rzeczy przed naszą wizytą, ponieważ Michaśka z zemsty za wyrządzone krzywdy, obsikiwała mu szczodrze wszystko co się dało. Reksinek mimo, że wielki boi się weta panicznie. Musimy mu mocno kaganiec zaciskać, żeby ptzy okazji badania nie zjadł weta.

      Usuń
    6. Taki duzy, a taki mazgaj... eee...
      Przeczytaj zeznanie Orki, jej owczarka jest jeszcze lepsza. :)

      Usuń
    7. Panda wymiata! Jeszcze takiego psa nie widzialam. Te moje wszystkie psy zawsze cierpliwie i bez agresji poddawaly sie wszystkim zabiegom weterynaryjnym.

      Usuń
  13. Witam,a mnie ciekawi Twoje zdanie na temat wygranej Trampa.Jaki jest twój stosunek ? Dzięki.Iwona
    Ps.Star jest chyba w szoku,wszystkie jej teorie spiskowe wzięły w łep.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o kotkach, a Ty, Brutusie, mi tu z trampkami wlazisz! :)))
      Mysle, ze w zasadzie i tak byloby wszystko jedno, kto siedzialby w bialym domu, bo prezydenci USA to marionetki w rekach bankierow i koncernow, glownie handlujacych bronia. Ale... i tu dochodzimy do sedna... nie lubie Clinton i dlatego nie ciesze sie, ze wygral Trump, ale ze ona przegrala. Bo ja z natury nie lubie ludzi, ktorych oczy nie biora udzialu w usmiechu, nie lubie tez ludzi chciwych i przekupnych oraz takich, ktorzy nie moga sie powstrzymac od radosci (tym razem szczerej) na wiesc o czyjejs smierci (przypadek binLadena).
      Zwyciestwa Trumpa malo kto sie spodziewal, nawet Star, a swiadczy ono jedynie o tym, ze narod dosc ma obecnego systemu. W 2017 sa wybory w Niemczech, zobaczymy, jak narod oceni skutki zapraszania do domu bandytow i gwalcicieli.

      Usuń
    2. Dziękuje.Bardzo lubię czytać jak piszesz o polityce.Miłego dnia.Iwona

      Usuń
    3. A proszsz uprzejmie, cala przyjemnosc po mojej stronie. :)))

      Usuń
  14. To taniutkjo u Was, ja za mojego jednego płacę około 50 funtów, ale szczepionka jest dla wychodzących więc droższa bo też na FelV. Jakbym swoje kociszcza widziała. Tiggy to Miecka, a Migusia to Bułka. Zwrostem i zjadliwościom :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Qrde, jak to jest taniutko! No u Was to juz w ogole pelne przegiecie. Jak ma sie to do przyslowiowej oszczednosci Szkotow?
      Moze sie pozamieniamy kotami? Oddam Miecke Tigusiowi, a zabiore Migotke. :)))

      Usuń
    2. Tigus by Miecke zjad. Albo ona jego :-)

      Usuń
    3. Albo wprost naprzeciwko, swietnie by sie te trutnie dogadaly. :)

      Usuń
  15. Dzielne dziewczyny,będzie ich jakiś ludożerca macał:)
    Moja Panda bardzo się cieszy kiedy mamy wychodzić do weta pewnie myśli,że ma dodatkowy spacer.Kiedy dochodzimy na miejsce włącza hamulce.Przed wejściem do gabinetu zmieniam kaganiec paskowy ze sprzączką pod licem na koszyk.Leżeli to jest tylko szczepienie-kombajn/trzy w jednym/to ją tylko dosiadam znaczy moje nogi na wysokości jej łopatek,głowa z przodu i trzymam za nią.Tył do dyspozycji weta.Po zastrzyku czekam aż przestrzeń w okół niej będzie wolna.Jeżeli potrzebne są inne zabiegi to była usypiana a od podania komórek macierzystych/luty/i ze względu na wiek jest obsługiwana przez cztery osoby i ręcznik.Ja zakładam jej ręcznik i łapię za przód,technik łapie za zad.Podnosimy na stół zabiegowy,przy układaniu pomagają dwie panie z drugiej strony stolika/łapy/.Ja z technikiem leżymy na niej a panie z przodu ją obsługują.Później oboje zestawiamy ją na podłogę,czekam na wolna przestrzeń,zdejmuję ręcznik,Panda nura pod biurko i...mogę sobie pogadać z wetką na temat jej zdrowia.Ale i tak ją kocham najbardziej ze wszystkich zwierzaków na świecie.:)
    psss.wetka nosi bliznę po jej zębach,użytych przez kaganiec paskowy czyli same przednie zęby.
    Miłego dnia***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panda to jest w ogole wyjatkowa psica, jesli chodzi o zachowania u weta. Podobnie zreszta wyjatkowa byla Kira, tyle ze w druga strone, ona pozwalala zrobic ze soba wszystko.
      A kot niby taki maly, a tez trzeba uwazac, bo moze zrobic krzywde duzemu czlowiekowi. :)))

      Usuń
  16. a to olery jedne jak z łapami do siebie. A może im jakieś zapasy w kisielku urządzić. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byloby zabawnie, biorac pod uwage, ze po zapasach musialabym z obiema walczyc w wannie, zeby je z tego kisielu obmyc. :))

      Usuń
  17. pamietam jak rok temu byłło nagranie Miećki z samochodu, smialismy się z dzieckiem do łez:pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku bylo dokladnie tak samo, trudno wytrzymac ten kwadrans jazdy. :))

      Usuń
    2. no troche mi Cie żal, ale ja się usmiałam :ppp

      Usuń
    3. Bo filmik trwa pare sekund, wtedy wydaje sie to smieszne. Ale kiedy z chlopem nie mozesz w aucie porozmawiac przez te kocie lamenty, to masz ochote sprawczyni nalozyc knebel. :)))

      Usuń
    4. zupełnie jak dziecku :ppp

      Usuń
    5. Dziecko to bym do cyca przylozyla, zeby jadaczke zamklo.
      Z kotem sie nie da. :)

      Usuń
    6. pięciolatka to już raczej nie :p

      Usuń
    7. Oj tam, a czterdziestolatek myslisz, ze by nie possal chetnie? :)))))

      Usuń
  18. Miecka to by mogla wystartowac w skoku w dal normalnie...
    Dwie aparatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale te ich walki zaczynaja byc meczace, te prychania, syczenia i grozne warczenia ze strony Miecki bardzo denerwuja. :(

      Usuń
  19. Można mnie zbadać powiada nasz kocurek i w uszy zajrzeć też możesz, ale krwi mi z łapki nie pobierzesz bo rezultatem tego będzie podrapanie, pogryzienie i zdemolowanie gabinetu łącznie z ojszczaniem pani doktor i pomocników. :) Nasz jest kochany i słodki tylko Lorka doświadcza niespodziewanych ataków na swoje pupsko i skoków na paznokciach, co to mają straszyć. Uwielbiam je mówiłam już? :)) są najukochańsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, te koty! Niby niewielkie, przytulasne, mruczace, ale kiedy trzeba, zmieniaja sie w krwiozercze tygrysy i biada temu, kto im wejdzie w droge. :)))

      Usuń
  20. Miecka to raczej mieszała w Bułkowej twarzy. Chciałoby się powiedzieć, czarna zaraza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamta nie lepsza, tylko jeszcze sfilmowac mi sie nie udalo. :(

      Usuń
  21. Podobał mi się filmik z waszej jazdy do weta... Super koncert. Ja mam podobny, gdy wożę psa ze sobą. Wyjazd z domu, droga - cisza. Sto metrów przed końcem drogi zaczyna się jazgot diabła na tylnym siedzeniu aura, pod tytułem - wypuść mnie, ja już jestem na miejscu i parkuj przy takim hałasie. Do tej pory nie rozgryzłam, jak on wyczuwa, że to już koniec jazdy - nawet, gdy jedziemy w nowe miejsce... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze wiedzialam, ze zwierzeta maja jakis szosty, a moze nawet siodmy zmysl i wiedza o wiele wiecej od nas. Albo dla odmiany, sa doskonalymi obserwatowami i odczytuja z naszego zachowania o wiele wiecej, niz nam sie wydaje. Moze dajesz nieswiadomie jakies znaki, ze dojezdzasz na miejsce, a pies trafnie to odczytuje?

      Usuń
    2. Nie wiem, ale może nieświadomie. Za to, gdy dojeżdżamy do torów kolejowych na Chojnach, mam koncert taki, że wszyscy się oglądają za autem. On już wie, że jesteśmy koło domu. :-)

      Usuń
    3. To samo dzieję się, gdy wjeżdżam na rondo koło Mamy.
      PS. Mój awatar, to jego zdjęcie.

      Usuń
    4. To, ze on wie, kiedy dojezdzacie do domu, zupelnie mnie nie dziwi. W koncu przez nawiew wpada do samochodu powietrze, a wraz z nim zapachy, zapachy jego okolicy, pobliza domu. Kazdy pies tak robi, nie kazdy tak zywiolowo, ale one zawsze wiedza, ze znajduja sie w znajomej okolicy.

      Usuń
    5. Podobnie jest, kiedy pies siedzi w domu, na dlugo przed przyjazdem opiekuna juz dawno wie, ze on jedzie, nawet jesli wraca w roznych porach. Pies juz sie cieszy, choc samochodu jeszcze dlugo nie widac na horyzoncie. :)

      Usuń
    6. moja Mama, to zaobserwowała, gdy ja mam do niej przyjechać, a on jest u Niej. Jest, tam zawożony na dni, kiedy ja pracuję, żeby nie siedział 11 godzin sam w domu. Czasami, też pracuje ze mną, o ile pogoda na to pozwala, tzn nie pada deszcz, lub gdy jest bardzo gorąco.

      Usuń
    7. Dokladnie tak samo reagowaly psy, ktore zyly z nami.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.