sobota, 15 września 2018

Jestem biedna, nieszczesliwa i zazdrosna.

Niektorym ludziom wydaje sie, ze MIEC jest w zyciu wazniejsze od BYC. Kiedy sie ma, mozna innych zaczac pouczac, ze zle wlasnym zyciem pokierowali, ze sa w jakims stopniu gorsi, moze glupsi, ze podejmowali niewlasciwe decyzje, a juz na pewno ze zazdroszcza tym, ktorzy maja wiecej od nich. Zastanowilam sie zatem nad wlasnym marnym i biednym zyciem. Nikt mi nie pozostawil w spadku nieruchomosci ani innych majatkow, wszystkiego dorabialam sie sama i to co najmniej dwa razy, bo wyjezdzajac w tamtych czasach do Niemiec na zaproszenie i wize turystyczna, nie moglam zabrac ze soba ani mebli, ani innych wiekszych rzeczy. A meble mielismy naprawde piekne, antyki, ale poszly za bezcen, a my zaczelismy tutaj od nowa. Nie bylo wcale rozowo na poczatku, bo pracowal tylko maz, a ja oddalam sie wychowywaniu dzieci, bo uznalam, ze lepiej dla nich bedzie miec matke w domu niz latac z kluczem na szyi. Taka byla moja decyzja i nie zaluje, ze ja podjelam. Moglam poprzestac na jednym dziecku, ale jako jedynaczka wiedzialam, ze nie jest to dobre, wiec zamiast kariere robic, zostalam dla moich dzieci w domu. Moje corki wyrosly na madre, pracowite i samodzielne kobiety. Przyjaznia sie ze soba, sa dla siebie wsparciem, pomagaja sobie wzajemnie, a ja jestem z nich bardzo dumna.
Zawsze moge na nie liczyc, czy to podczas przeprowadzek i remontow, kiedy zwoluja do pomocy kilkanascie osob z grona swoich znajomych. Mnie pozostaje zajac sie aprowizacja, ktora potem wszyscy palaszuja na tekturowych talerzykach, siedzac na kartonach i podlodze. Jest wesolo, gwarnie, a robota idzie szybko. Oni zas wiedza, ze kiedy cos im sie odpruje, ja mam maszyne, ktora mozna wszystko pozszywac. Wiedza, ze kiedy zle im sie dzieje, moga poprosic o pomoc i porade. Moga wpasc na obiad do mnie czy do corek. Nie musze lamac sobie glowy, skad wziac pomocnikow ani czym zaplacic firmie przeprowadzkowej, mam po prostu przyjaciol, ktorzy zawsze pomoga, ale i u mnie znajda pomoc innego rodzaju. Na tym zycie polega, ze raz sie daje, raz dostaje.
Nie zawiodlam sie tez na innych przyjaciolach, czesto takich, ktorych nawet nie znam osobiscie. Kiedy Kira chorowala, kiedy musiala miec jedna operacje za druga, a my jechalismy juz na oparach, znalazly sie srodki, zeby ja ratowac. To tez dziala w dwie strony, ale zawsze latwiej kilkunastu osobom wysuplac po grosiku niz jednej zorganizowac cala niemala sume. Doswiadczylam ogromnej pomocy, ale tez bez ociagania pomagam innym w potrzebie, choc wiadomo, ze nie spie na pieniadzach i z nieba mi nie spada manna. Jednak robie to chetnie.
Kiedy obchodzilam swoje okragle urodziny, dopiero wtedy przekonalam sie, jak wiele osob mnie lubi. Nie byly to zdawkowe zyczenia po fejsbukowym przypomnieniu o urodzinach. Komus sie chcialo pomyslec o moim jubileuszu odpowiednio wczesnie, zeby zorganizowac zakonspirowana akcje uszczesliwienia mnie tego dnia. Innym chcialo sie cos kupic/zrobic wlasnorecznie, pieknie to zapakowac, pofatygowac sie na poczte i wyslac. Tylko po to, zeby mnie wzruszyc do imentu. Nigdy nie mialam tak cudownych urodzin. Drzwi sie nie zamykaly, byly dzieci, przyjaciele, sasiedzi, znajomi i wszyscy swietnie sie bawili w tym moim biednym za ciasnym mieszkaniu. Nie wspomne o wszystkich listonoszach i kurierach, ktorzy przez kilka dni znosili mi przesylki z calego swiata, a ktorych nie wolno bylo mi otworzyc przed wybiciem godziny X. Najwazniejsze jednak, ze moje corki byly ze mna, one przybylyby z konca swiata, zeby swietowac ze mna moje okragle urodziny.
Sami powiedzcie, czy ja nie jestem bardzo bogata? Po jakiego czorta mi pieniadze, kiedy mam  tylu serdecznych ludzi wokol siebie i to jest wiecej warte od pieniedzy. To mnie mozna zazdroscic.







76 komentarzy:

  1. Masz absolutnie racje i zgadzam sie z kazdym slowem. Mnie tez nikt nic nie dal, a jak wyjezdzalam to mi tak wyliczono "mienie przesiedlencze" ze cudem moglam zabrac trzy pary majtek:))
    Bylo minelo, mnie nie zal, Polska tez jak widze sie na tym nie wzbogacila i niech tak zostanie.
    Podobnie jak Ty mam super kochanego syna, od niedawna rowniez kochana synowa i wspanialego meza. To jest prawdziwe bogactwo innego nie potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdybys teoretycznie miala, czy odwazylabys sie pouczac znajomych, ktorym sie mniej powiodlo? Zarzucalabys im, ze ta bieda i marazm to ich wlasny wybor i nie robia nic, zeby to zmienic? Gdyby mnie sie powiodlo, natychmiast ruszylabym z konkretnym pomaganiem, a nie dolowalabym bardziej.

      Usuń
    2. NIGDY w zyciu nie oskarzylam o biede biednego, to jest chyba gorsze od morderstwa. Mysle znow dokladnie jak Ty "jak nie mozesz pomoc to zamknij paszcze i pochyl glowe w szacunku dla kogos, kogo to spotkalo i musi sobie z tym radzic".
      Zanim zamknelam bloga to mialam wlasnie taka trollice, ktora sie wymadrzala jak to wszyscy teraz w Polsce maja po czubki wlosow i jak to my tu w Ameryce przymieramy glodem, to byl jeszcze pryszcz, ale jak mi zaczela wchodzic na bardzo prywatne poletko, to sie zawzielam i kurwisko wypatrzylam z IP. Tyle, tylko, ze poza osobista satysfakcja nic mi to nie dalo, bo i co ja niby mam z tym jej IP zrobic?
      Ale pomijajac, bo odplywam;) to byl wlasnie ten typ co to sie nie tylko wywyzsza ale tlucze po drodze wszystkich napotkanych.
      Zastanawialam sie troche nad tym i doszlam do wniosku, ze to musiala byc osoba, ktora sama do siebie miala zal, ze sie nie spelnila.
      Albo jakas nowobogacka kretynka.
      Ludzie normalni jak maja to NIGDY tak nie postepuja.
      No wiesz to bogactwo w Polsce to ja tez widzialam, wiec owszem mozna mi probowac mydlic oczy tylko z jakim skutkiem.

      Usuń
    3. Mnie tez sie oberwalo, ze zyje w bogatym zachodnim kraju, a musze prosic o pomoc w leczeniu psa biedne towarzystwo z Polski. Wtedy mnie to bardzo zabolalo, teraz na pewno mniej bym sie przejela, o ile w ogole.
      I chyba masz racje, bo ludzie, ktorzy sa zamozni od pokolen, nie bija wszystkich po oczach swoim rzekomym bogactwem, tak robi czlowiek, ktory dopiero co dorobil sie i az peka z checi, zeby calemu swiatu sie chwalic.

      Usuń
  2. Pamiętam tę konspirację, już niedługo będzie dwa lata haha.
    W realu nie mam, tak jak Ty, jakoś wszystko się z czasem wykruszyło, nie wiem dlaczego. Widocznie nie były to mocne przyjaźnie i nie warto dziś żałować?
    Wdepnęłam na pewnego bloga i przeczytałam "A jego imię 44" i mnie wessało na tym blogu, a potem Kurnik, a jeszcze potem FB - tak, to jest najfajniejsze, co mnie spotkało. Tylu przyjaciół nigdy nie miałam, co mam teraz. Pewnie nigdy w realu nie poznam nikogo, bo z tej mojej Ukrainy, jak Ty to nazywasz, wszędzie daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezowo, no, nieładnie tak wypominać kobiecie wiek :))

      Usuń
    2. No co, Frau Be, ja tam nie wstydze sie swoich 25 lat, bo co roku takie wlasnie urodziny obchodze i tak mi pozostanie do konca zywota. :)))
      Bezowo, nigdy nie przypuszczalam, ze wirtualnie mozna spotkac tak fajnych ludzi. Wlasciwie z Wami przebywam czesciej niz z realnymi, bo codziennie. Ale na realnych tez mi nie zbywa, choc kazdy jest zaganiany, ma swoje zycie i problemy, wiec sila rzezczy spotykamy sie rzedziej.

      Usuń
    3. Bezowa, możesz się zdziwić któregoś dnia!

      Usuń
    4. Nooo, wpadniemy gromada i bedziesz miala nas wszystkie na glowie przez tydzien. :)))

      Usuń
    5. O matku, może nie wszystkie na raz. Stefan ma ponad 40 Rzon, to nie pomieszczę w dwóch izbach.

      Usuń
    6. Se hotel zarekwirujemy:P

      Usuń
    7. Frau Be, ja mogę Panterze wypominać wiek, bo ona jest ode mnie starsza tylko o 263 dni.

      Usuń
    8. Ooo, Bezowa, to Ty masz dopiero w dalszym ciagu 25 lat bez 263 dni? Jak ja. :)))

      Usuń
    9. Tak Anusia, mamy po 25 lat.
      Orko, za oknem mam Pałac - Hotel, ful- wypas, ze SPA, basenami, grotą solną itp. poradzimy sobie.

      Usuń
    10. A pewnie! Caly hotel nasz, tylko czy masazystow wystarczy? :)))

      Usuń
    11. Zanim zjedziecie, wszytko obadam. Niech se masażystów gdzieś pożyczom, a co.

      Usuń
    12. Zapisuje sie do klubu 25-tek (zreszta, to juz rodzinna tradycja).

      Usuń
    13. Witamy serdecznie, to bardzo fajny klubik. Niech sie inni starzeja jak chca. .)))

      Usuń
  3. Pamietam Twoje urodziny, niespodzianki, duzo wzruszen i prezentow. Prawda, masz wspaniala Rodzine, mnostwo przyjaciol, jestes lubiana, prowadzisz blog z talentem i ciekawie.

    Ludzie sa rozni i dlatego stawiaja sobie rozne cele zyciowe, glupio bywa jezeli nastawiaja sie tylko na gromadzenie pieniedzy, ale juz inaczej wyglada kiedy zbieraja pieniadze zeby wyruszyc w swiat, zeby zobaczyc jak najwiecej.
    Kiedy dotarlam do Australii na laczenie rodzin, maz juz tu byl, moglam wziac wszystko, dla nas to byly ksiazki i przy okazji regaly na nie, przyplynely statkiem.
    Postawilismy na wykorzystanie naszego wyksztalcenia, ja po studiach budowlanych tutaj nieprzydatna ale moglam byc nauczycielem matematyki i fizyki, wiec sie dostudiowalam, najsmieszniej (dla znajomych Polakow) wypad maz-polonista, hahaha bedzie uczyl Aborygenow polskiego, taki mieli ubaw, no i uczy caly czas od roku 1992, uczy wloskiego, bo kiedy byl w obozie we Wloszech pracowal, uczyl sie wloskiego i zwiedzal, moglabym jeszcze dodac co wiekszosc Polakow robila ale oszczedze ich, mozecie sie domyslac.
    A pieniadze w duzej ilosci zrobily sie same, wystarczylo kupic troche shares (akcji), po kilku latach z kilku tysiecy zrobilo sie kilkadziesiat, troche szczescia bo sprzedalismy w idealnym momencie tuz przed krachem gieldowym.
    A ze znajomymi Polakami to bylo tak, kochali nas bardzo jak bylismy goli i weseli, kiedy kupilismy pierwszy dom pelen ogromnych okien i rozne widoki z nich, ocean, zatoka, winnice, pagorki i kilka koni, moja ulubiona strona to zielen buszu, znajomi Polacy popatrzyli, zadnych zachwytow nie pokazali a powiedzieli tak "bo Polacy kupuja domy i splacaja cale zycie" kiedy po okolo 2 latach dowiedzieli sie ze dom spacony powoli nasza znajomosc wygasla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przyjechalam na laczenie rodzin, bo wtedy nie mielismy jeszcze pozalatwianych wszystkich formalnych spraw, brakowalo nam dokumentow. A ze juz poltora roku bylismy osobno, wiec pora byla najwyzsza znow byc razem, stad moj wyjazd na wize turystyczna. Gdybysmy dluzej czekali, moze nie byloby czego sklejac? Malzenstwu nie sluza tak dlugie rozstania.
      Pozniej juz podczas pobytow w Polsce, sukcesywnie wywozilismy drobniejsze rzeczy, glownie wlasnie ksiazki, przemycalismy moje obrazy, bo konserwator nie wypuscilby ich z kraju. I tak przez lata w koncu przewiozlam mniejsza chudobe. Meble przepadly i tego zaluje najbardziej.

      Usuń
    2. Moi doświadczeni znajomi mówią że 2 lata to Max. Potem nie ma co sklejac

      Mari piękny musi być ten dom!!

      Usuń
    3. Roznie bywa, ale nie jest dobrze, kiedy dzieci zapominaja, ze jest jeszcze jakis ojciec. Ta mlodsza praktycznie w ogole go nie znala, bo wyjechal, kiedy miala 3 miesiace.

      Usuń
    4. Rybenka, dom byl rzeczywiscie piekny, tak rozwiazany zeby cieszyc sie tym co wokol, cieszylam sie nim ponad 7 lat, dzisiaj z moja fizyczna niesprawnoscia nie dalabym rady w nim zyc na calego, a ja nie lubie niepelnosci, niech ktos inny raduje sie nim, sprzedalismy z wielkim zyskiem.

      Usuń
  4. Przekonałam się o tym, jaka jest siła pieniądza, na własnej skórze.
    Wtedy, gdy usłyszałam: "Nikt ci nie bronił poszukać sobie sponsora".
    Wtedy, gdy niczego nie usłyszałam, bo nikt nie odezwał się do mnie słowem w miłym, grzecznym, kulturalnym towarzystwie, gdzie przez kilka godzin rozmawiało się o planach na sylwestra i urządzeniu domów - jakbym nie istniała, bo przecież gołodupiec to plebs, którego się nie zauważa i który nie może mieć nic ciekawego do powiedzenia.
    Wtedy, gdy zrobiono sobie ze mnie worek treningowy do zaspokajania własnych, narcystycznych potrzeb - bo przecież taki nieudacznik, kto nie ma nic, nawet samochodu, nawet pensji wystarczającej do końca miesiąca, świetnie się nadaje na klakiera, który będzie podziwiał z rozdziawioną gębą wspaniałość i zaradność innych.
    Wtedy, gdy po ponad 30 latach bycia nierozłącznymi przyjaciółka, która się "dorobiła" i robi "karierę" za granicą, zapomniała do mnie numeru telefonu.
    I w wielu innych wypadkach, choćby w pracy, gdzie "panie nikt" gaszą zadartymi nosami latarnie tylko dlatego, że są żonami bogatych mężów, a bez nich byłyby może i niżej niż ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czasow sponsorzy nie byli jeszcze tak popularni, zreszta w PL nie bylo wtedy zadnych porzadnych milionerow, wiec co ja biedna mialam uczynic? Wyszlam za maz z milosci i jakos to trwa, choc zadne z nas do latwych nie nalezy. Bywalo i bywa roznie, ale wiem, ze zawsze moge na niego liczyc. Szlo sie razem przez wzloty i upadki, moze nie dorobilismy sie za wiele, ale mamy siebie i trzy piekne i madre corki, ktore sa dla nas wielkim wsparciem.

      Usuń
    2. To wcale nie chodziło o sponsora w tym rozumieniu, tylko o bogatego męża, który jej się trafił, a mnie nie... W dodatku obywatela Niemiec. Wcześniej, w Polsce, siedziała z dwójką dzieci na gruzach poprzedniego życia, od wielu lat bez etatu, na zastępstwach, na połówkach... Wspierałam ją, jak mogłam i czym mogłam, pomagałam jak niejeden rodzonej siostrze nie pomaga, oddałam nawet swoje talerze, bo nie miała... Potem pojawił się Tobołek, przesympatyczny i przedobry facet, cieszyłam się jej szczęściem... Aż w końcu się doczekałam, że jej córka okradła moją (mimo oczywistości sprawy broniła swojego dziecka idąc w zaparte), następnie podsumowania mojego frajerstwa (nie znalazłam sobie bogatego męża) i "pamięci" o przyjaciółce, z którą przeżyły tyle wspólnych lat, doli i niedoli.
      Druga odpłaciła mi za 30 lat tym samym w momencie, gdy porosła w piórka i dobra materialne. Trzecia - gdy przestała być w nieustającej potrzebie mojej pomocy. Ofiarowałam jej niezliczone godziny, łącznie z zarwanymi nocami, bo tak było trzeba. Dziś zapomniała drogi do mnie i wiecznie nie ma czasu, nawet odpisać na SMS-a.
      Przez wiele lat życia wierzyłam w przyjaźń bardziej niż w miłość. Dziś na słowo "przyjaciółka" wzdrygam się z obrzydzeniem. A ktoś, kto nagle usiłuje się ze mną zaprzyjaźnić, budzi moją nieufność - od razu zaczynam się zastanawiać, czego będzie ode mnie chciał. Ludzie mają różne potrzeby - pomocy materialnej, odwalenia za nich jakiejś pracy albo oklasków i podziwu. ale ja nie jestem już maszynką do zaspokajania cudzych potrzeb.

      Usuń
    3. Tego, co przezylas, nie mozna nazwac przyjaznia, ale to wiesz dopiero teraz. To byly takie interesowne znajomosci, a niektorzy ludzie maja cos takiego w sobie, ze nie chca nikomu niczego zawdzieczac i takie znajomosci pozostawiaja bez zalu zaczynajac nowe zycie. Ty bylas czescia ich starego, o ktorym usiluja zapomniec i wyrzucic z pamieci. Mala strata i krotki zal, trzeba isc naprzod, a takie doswiadczenia ucza asertywnosci. Ja tez nie nadaje sie na klakiera.

      Usuń
  5. Bieda różne ma oblicza, dla jednych będzie dostatnim życiem. Takie mam przemyślenia bo wizycie Wojtka cioci która mówi o biedzie a ja tej biedy nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graszka, syty nigdy glodnego nie zrozumie, ale kto mu dal prawo do pouczania i patrzenia na biede z gory? Nie chcialabym pieniedzy i samotnosci, wole swoje niektore meble z drugiej reki, za to z dusza. Wole ciasne mieszkanie, ale pelne gwaru i ludzi. Wole nie kupic czegos sobie, a podzielic sie z innym. Wole wlasne zycie i nie pozwole sie nikomu pouczac ani zarzucac sobie niskich pobudek, bo nie zamienilabym sie nawet za doplata.
      Na ile zdazylam Cie poznac, jestes pod tym wzgledem podobna, za nic nie zamienilabys swojego niedoskonalego domu na bezduszne salony, a pasji na samozachwyt. Tylko ze zadna osobowosc narcystyczna nigdy tego nie pojmie, dla niej bedziesz glupia i biedna Graszka, ktora w zyciu podejmowala zle decyzje. No i pewnie ktora tak jak ja, zazdrosci wszystkiego.

      Usuń
  6. Pewnie, że łatwiej się żyje kiedy nie trzeba się martwić czy wystarczy do następnej wypłaty, kiedy można sobie pozwolić na to i owo, bez problemu komuś pomóc. Gorzej gdy ktoś żyje po to żeby MIEĆ. Pokazać że się ma, pochwalić się, wtedy rodzi się w ludziach jakaś pogarda dla tych co nie mają. Zapominają, że pieniądze można stracić, prawdziwi przyjaciele zostaną.
    Spotkałam już takie osoby, które pogardzały otoczeniem bo miały pieniądze, teraz cienko przędą, a znajomych jakoś nie widać.
    Masz rację, ważniejsze są międzyludzkie relacje i świadomość, że jest ktoś na kogo możesz liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tylko, ze te przyjaznie i znajomosci nalezy wciaz pielegnowac, dawac poczucie, ze i na nas zawsze mozna liczyc, pomagac zawsze w miare wlasnych mozliwosci. Jakos jednak nie zauwazylam, zeby ludzie, ktorych stac na znacznie wiecej, jakos rwali sie do pomocy innym. Ich celem jest gromadzenie dla siebie, niech sobie maja, niech sie chwala calemu swiatu, jacy sa piekni, madrzy i jakie dobre decyzje podejmuja. Niech tylko nie waza sie innych oceniac i publicznie upokarzac, jesli maja czelnosc miec inne zdanie.

      Usuń
  7. Poprawiłaś mi humor swoim postem, bo porobiło się tak, że siedzę sama i myślę o rzeczach, które mi psują nastrój. Dzieci się rozbijają po świecie, a mąż obchodził w tym tygodniu imieniny (11-tego), a wczoraj właśnie okrągłe urodziny. Dziś miała być imprezka, ale z tego nici, bo córka w drodze do Miami (dawno zaplanowany wyjazd służbowy), syn z Londynu przyjechał pod koniec sierpnia i tylko na kilka dni, a Jacek dostał propozycję wyjazdu do Portugalii na 11 dni i pojechał, choć w końcu okazało się, że to nie Portugalia, a Włochy i Francja (a tam już był). Na dodatek dowiedziałam się, że u bliskich krewnych źle się dzieje (sprawy osobiste). Są też inne sprawy, które mi spędzają sen z powiek i mimo powtarzania sobie, żeby nie zamartwiać się rzeczami, na które nie mam wpływu, to mi to "niezamartwianie" zdecydowanie nie wychodzi.
    Pamiętam Twoje urodziny i tę całą akcję; cieszyło nas to, że możemy Ci zrobić niespodziankę i nie wiem czy nie bardziej, niż Ciebie sama niespodzianka:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninka, nie sztuka myslec wylacznie o sobie, jarac sie selfikami i setkami wirtualnych followersow. Sztuka jest pomyslec o innych i dzielic sie tym, co sie ma. Sztuka jest miec na zawolanie 20 realnych osob do pomocy i drugie tyle albo wiecej, ktorzy Ci wyprawia niezapomniane urodziny. Sztuka jest realna pomoc, a nie wirtualne dolowanie i demotywowanie. Tylko takiej sztuki nigdy nie nauczy autolans i samozachwyt.

      Usuń
  8. Tak ,tak najważniejsze jest mieć przyjaciół,rodzinę.Takich prawdziwych.Po tytule myślałam,że jakaś chandra. Ale nie i się bardzo cieszę.Ja już wczoraj czytałam w nocy ten post i miałam napisać,ale Pusia siedziała przy kompie i mi nie dała.Piekłam cisto bo dziś jedziemy do mojej siostry na zjazd rodzinny.Każdy coś przywiezie.Będziemy wspominać naszą rodzinę,która odeszła.Choć wiem,że żyjemy Tu i Teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest piekne, Gosiu, ze mozna spotkac sie z rodzina, poznac nowych jej czlonkow, powspominac tych, ktorych juz nie ma.
      Ja tez niedlugo wybieram sie do mamy, bo mam tylko ja i to nie wiadomo, jak dlugo jeszcze.

      Usuń
  9. Widzę że Ty też dziś o pieniądzach:)

    Tylu frustratów chodzi po świecie
    Trzeba jakoś nabrać dystansu i robić swoje. Choć czasem to wkurza

    Ludzie są najważniejsi. żadne pieniądze ich nie kupią ani nie zastąpią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze gorzej, gdy ci, jak ich nazywasz, frustraci zyja w przekonaniu, ze to oni podejmowali najlepsze decyzje, a Ty jestes smieciem, bo Cie nie stac na to czy tamto. Na koniec skwituja, ze jestes po prostu zazdrosna.

      Usuń
    2. zawsze znajdą się bogatsi i biedniejsi
      i zawsze na coś człowieka nie stać!

      A z opisu sądząc to oni są zazdrośni, cierpią w tych swoich złotych klatkach, czegoś im na pewno brakuje, bo inaczej nie przyglądaliby się bliźnim złym okiem

      Usuń
    3. W sedno! Czegos im wlasnie brakuje.

      Usuń
    4. Człowiek naprawdę szczęśliwy o zadowolony z życia nie szuka dziury w całym ani u siebie ani u innych

      Usuń
    5. Narcyz widzi slomke w cudzym oku, we wlasnym nie dostrzega belki.

      Usuń
  10. No cóż nasunęło mi się powiedzonko mojego Taty a nawet dwa,On tak jak ja wypowiadał się krótko ale ze zrozumieniem:"wyżej sra niż dupę ma"lub"pozjadał wszystkie rozumy tylko swój głupi zostawił". Przepraszam za"brzydkie"wyrazy.Mam to co mam i co zdobyłam własnymi rencyma.Był czas,że mogłam wylicytować nieznanej a lubianej koleżance w prezencie blaszkę na którą i Ona miała ochotę,celem owej licytacji była pomoc zwierzakom.Dziś sama skorzystałam z pomocy koleżanek wirtualnych aby ratować moją psicę.Zawsze mogłam i mogę powiedzieć takim co to mają kasę,są najpiękniejsi,najmądrzejsi a i jeszcze"dobrych"rad udzielają a narcyzm pod różną postacią wychodzi im uszami,że są w drugiej połowie mojego świata i tu też powiedzonko mojego Taty"pół świata mego,pół sram na niego"Też przepraszam delikatne oczęta od przeczytania moich wulgaryzmów.A tak przy okazji:Pantero nie znasz kogoś kto by chciał przygarnąć moją chorą,starą,owczarkę poniemiecką",ma papiery,ma osiągnięcia w wyrażaniu swoich uczuć-szczeka i gryzie ale przeszkadza mi w osiągnięciu MOICH celów.
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi owczarka obieca, ze Toyi i kotow nie zezre, to biere. Chalupa ciasna, ale i ona sie zmiesci, bedzie nam cieplej na kupie. :)))
      Ehhh... co ja bede mowic, kazdy ma swoje wartosci w zyciu, jednemu wystarcza pieniadze, inny ma je gdzies, bo wazniejsi sa ludzie. I dobrze, bo nudno byloby na swiecie, gdyby wszyscy byli jednakowi. Gorzej, jesli te roznice zwiazane mialyby byc z wzajemna pogarda czy "maniem sie" za kogos lepszego - tego juz nie toleruje.
      I, qrde, naprawde cenniejsi sa dla mnie ludzie niz pieniadze, ale taka logika nie do kazdego przemawia.

      Usuń
    2. Odpadasz bo moja to jedynaczka,koty to najlepiej wyglądają na drzewach a Toyka to nie Toyek.Szkoda bo pewnie jeden pokój byś jej mogła odstąpić z racji wzrostu i wagi bo pewnikiem waga i wielkość onej to wszystkie Twoje zwierzątka a i pewnie można by coś dołożyć.;)

      Usuń
    3. Ona wazy prawie tyle co ja :)))

      Usuń
  11. Przekonałam się, że przyjaciół poznajesz nie w biedzie a głównie wtedy gdy własną pracą do czegoś dojdziesz i (w ich mniemaniu) zaczynasz być bogata.Bo odruch pomagania innym, gdy widzisz że ktoś się "ledwo trzyma na nogach" to ma wiele osób. Znacznie trudniej jest wielu osobom znieść z radością fakt, że jakiejś "bidzie z nędzą" nagle zaczyna się powodzić lepiej - i to zupełnie nieistotne czy np. dostała spadek czy może b.ciężko na to pracowała.
    Dzięki moralnemu wsparciu blogowego towarzystwa przetrzymałam czas gdy mój mąż żył zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią, niektóry to byli skłonni nawet wozić mnie do niego do szpitala, bym w tych nerwach nie wykraksiła się na śliskiej nawierzchni po 9 latach nie prowadzenia samochodu.Ale "dałam radę" sama,pewnie dlatego, że jakoś czułam to wsparcie i te dobre myśli.
    I mam to szczęście, że wszystkie "blogowe istoty" poznane przeze mnie w realu są
    właśnie takie, jakimi mi się jawiły gdy je znałam tylko w świecie wirtualnym.
    Od pewnego czasu już nie obchodzę urodzin, przeraża mnie ta cyferka, bo wcale a wcale nie czuję się odpowiednio statecznie do wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to juz w ogole nie czuje sie na swoje lata, czasem nawet dziwi mnie ta cyferka na poczatku (kiedy to przelecialo?). Swietnie czuje sie wsrod mlodziezy.
      Anabell, nie chodzi o to, ze ktos nie cieszy sie cudzym szczesciem i fartem w zyciu, to nie tak. Natomiast stale podkreslanie tego szczescia i pogarda dla tych, ktorym sie nie udalo dojsc do duzych pieniedzy, to juz przegiecie i o tym wlasnie jest moj post. Niech sobie milionerzy chodza po tym swiecie, ale nie musza przy tym zarzucac zazdrosci tym mniej zamoznym, bo uwierz mi, sa ludzie, ktorym na pieniadzach mniej zalezy. Jasne, ze kazdy wolalby miec dostatecznie duzo, zeby do konca zycia przestac sie martwic o swoj byt, ale swiat jest inaczej zorganizowany. A otwarta pogarda zle swiadczy tylko o pogardzajacym, a nie pogardzanym.

      Usuń
    2. Zgadzam sie duzo latwiej jest miec przyjaciol jak jest sie biedniejszym od nich, lubia pomagac, czuja sie potrzebni, gdybysmy wtedy kupili zapyziala rudere i najlepiej jeszcze pelna robactwa, zakasaliby rekawy i ruszyli do remontu.

      Usuń
    3. Kazdy czlowiek moze potrzebowac kiedys w zyciu pomocy, nawet ten, ktoremu sie wydaje, ze zawsze sobie sam poradzi. Nie dostanie jej wszakze ten, ktory lekcewazy innych. Bo po co? Zeby pozniej pomagajacy mial uslyszec jakim jest nieudacznikiem.

      Usuń
    4. Ja nikogo nie lekcewaze, pisze tylko o tym jak oni 'rozczarowali sie' tym co zobaczyli, sami chcieli przyjsc, bo przeciez nowe trzeba oblac, nie ze ich zapraszalam zeby sie chwalic, to ja sie rozczarowalam ze nie bylo ich stac na jakies pozytywne uwagi tylko wrecz wykrzyczec "kupuja a potem cale zycie splacaja"

      Usuń
    5. Marigold, chyba wiem co chcialas powiedziec, nie mowie o swoim doswiadczeniu bo nie mamy takiego majatku, ktorego ktos moglby nam pozazdroscic, ale znam takie osoby, ktore opisslas. Zazdrosc zzera ich od srodka jesli tylko ktos dorobil sie czegos lepszego od nich, nie stac ich na pare milych slow typu : alez macie tu pieknie , az milo popatrzec, gratulacje itp - umieja tylko 'przysrac' cos zlosliwie , przez gardlo by im pochwala nie przeszla. Specjalizuje sie w tym jedna nasza ciotka - najlepiej od takich z daleka . Przyjaciolmi sa ludzie ktorzy nie tylko pomagaja w potrzebie i w biedzie, ale rowniez beda sie cieszyc wraz z nami z naszego szczescia i dobrobytu. O tych ostatnich to chyba najtrudniej ...

      Usuń
    6. Kitty Katty, ucieszyl mnie Twoj wpis, wlasnie o to mi chodzilo, dziekuje.
      Mnie zawsze ciesza sukcesy moich znajomych i sprawia mi przyjemnosc chwalic, podziwiac, gratulowac.

      Usuń
    7. Mnie zas chodzi o spojrzenie na to z drugiej strony. Ktos przychodzi do Twojego nowego domu i juz sie glosno cieszy, ze bedziesz go splacac cale zycie. A Ty im na to: nie dorobiliscie sie sami niczego, bo nie podjeliscie w zyciu zadnej wlasciwej decyzji, to wasza wina, a tkwicie w tym gownie po uszy, bo pewnie wam tak wygodnie, nie robicie absolutnie nic, zeby tez sie bogacic, zeby zmienic swoj status. Powiedzialabys tak? No wlasnie. I o to mnie chodzi.

      Usuń
    8. W zyciu bym tak nie powiedziala, oni wynajmowali mieszkanie i mieli bardzo ladnie urzadzone i jak bylam u nich to mowilam im jak slicznie mieszkaja.
      Poza tym nie patrze na zycie ze mamy sie czegos dorabiac, nigdy nie myslalam w tych kategoriach, zycie ma cieszyc, byc przyjemne, jak najmniej stresu, dlatego lubie innych komplementowac a nie wytykac.

      Usuń
    9. Ciesze sie, ze sie rozumiemy, Mari.

      Usuń
  12. "Bogactwo" ma rozne oblicza - Twoje polega na tym ze widzisz i doceniasz co Ciebie czyni "bogatym" - a nawet bogatszym od innych.
    Gdy zdarza mi sie robic rozrachunek mego zycia, wyliczanke wlasnych bogactw to zawsze na pierwszym miejscu pojawiaja sie me wspaniale dzieci, nastepnie dobre zdrowie i zaraz po nich moj niezly, nieskrzywiony charakter. Reszta to dodatki ulatwiajace/uprzyjemniajace zycie.
    Mocno pozdrawiam, Pantero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byloby tego postu, ale jakos nie mam zwyczaju delektowac sie epitetami, na ktore nie zasluguje i to od osob, ktorym sie za wiele wydaje. Musialabym sie z glupim na lby pozamieniac, zeby czegos komus zazdroscic i wysluchiwac pouczajacych tonow, sama decyduje o sobie, bo mam dosc lat. Wqrwilam sie i musialam gdzies upuscic.

      Usuń
  13. Wzruszył mnie Twój post Panterko, mam z nim wiele wspólnego... Nie mam tylko trójki dzieci, dwie ciąże straciłam a mój jedyny syn jest moim szczęściem. Pieniądze to nie wszystko, a Ty jesteś bogata, masz inne wartości. Oby takich ludzików jak Ty było najwiecej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez czesto wzrusza ludzka dobroc, chec niesienia pomocy i sprawiania innym przyjemnosci. I tak sobie mysle, ze czyms musialam sobie na to zasluzyc, bo ja wcale nie jestem idealem i nigdy nie bede nawet probowala tak sie przedstawiac ogolowi. Cos jednak byc musialo, ze wyprawilyscie mi niezapomniane urodziny. :*

      Usuń
  14. Pantero, tytul jak kula w plot i miedzy oczy:)) ! Ale nas podpuscilas :) Masz same skarby naokolo w swoim zyciu i sama na nie zapracowalas - mozesz przebierac w woreczku z klejnotami, a co jeden to ladniejszy i bardziej wartosciowy. Az milo sie zrobilo od czytania Twojego posta , tak gwarno i cieplo i radosnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytul zawiera jedynie zarzuty, jakimi mnie obdarowano na jednym z blogow, a poniewaz nie lubie niezalatwionych do konca spraw, to sie w koncu zebralam do odpowiedzi i zrobilam to na swoim terenie, bo tu czuje sie lepiej.

      Usuń
  15. A rozumiem , ktos uwaza, ze poniewaz nie masz wielkiego majatku to musisz byc biedna , nieszczesliwa i jeszcze im zazdroscic? No to juz chyba wiedza, ze to Tobie mozna pozazdroscic - i jest czego- pieknego i bogatego zycia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Watpie, czy osoby tego pokroju zauwaza moje bogactwo, skoro pieniadz im oczy poprzeslanial.

      Usuń
    2. To olac takie osoby - zalezy ci aby zauwazyly?

      Usuń
    3. Juz nie. Malo na czym mi zalezy, bo widze, ze na coraz mniej rzeczy i zjawisk mam jakikolwiek wplyw.

      Usuń
  16. Czasami obecność drugiej osoby jest dużo cenniejsza od wszystkich pieniędzy świata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa rzeczy i zjawiska, ktorych wartosc jest niepoliczalna, a przede wszystkim sa nie do kupienia.

      Usuń
  17. Majatki ma gleboko w odwloku, ma go ktos albo nie. jak nie ludz to sie nie zadaje z takim ;)
    Moja Mama cale zycie pomagala/cos robila dla innych, majac naprawde niewiele. czasem zabolalo, ale czesciej nie. I TO bylo dla Niej wazne. A ja sie w takim duchu wychowalam. Ale, jak kiedys pisalam, NIKOMU bym nie zyrowala.

    co do dorobkiewiczow, to najlepiej okreslila to jedna moja przyjaciolka (druga albo trzecia w stazu naszej przyjazni, czyli pi razy oko 55 lat+, nie wykruszyla sie ;))) ), ktora na codzien ma do czynienia z bucami, co sie zjawiaja z dziecmi wymagajacymi pomocy psychologa. stawiaja dziecko i worek pieniedzy na stole, mowia - wroec jutro, prosze mi dziecko naprawic. I wtedy moja przyjaciolka do siebie mowi - tiaaa, nastukal milion czy dwa, umeblowal sobie chalupe ale na umeblowanie glowy mu juz nie starczylo.
    a ja dorobkiewiczow tylko obserwuje. w ogole nie skacze na gleboka wode z przyjazniami...jakos mi sie to nie widzi. ale BARDZO lubie sie z wieloma ludzmi, bardzo. I zycze im bogactwa, jesli takie by chcieli, ale wszyscy wiedza, ze albo to sie tylko zdarzy jak jaski skarb sredzki by w ogrodku wykopali, albo znalezli kompletnego dinozaura w piwnicy.

    I w sumie wlasnie dobre zycie polega na tym, co tu Pantero opisalas - wymiana przyjemnosci/pomocy. w przeroznych formach. Moze to sa takie proby ognia dla ludzi. kto wie.

    pamietam Twoje urodziny, choc to juz taaaak dawno, rherhehrehrher. Strasznie fajno bylo knuc wtedy ;))))

    p.s. Ja osobiscie nie mam tu, gdzie mieszkam, zadnych przyjaciol. Przywyklam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wielu bardzo dobrych i serdecznych znajomych, ale przyjaciol tez nie mam. Bo przyjaciel to ktos wiecej, taki troche bezwarunkowy. Polskie znajomosci praktycznie nie przetrwaly, umarly smiercia naturalna z braku regularnych kontaktow, a potem nie dalo sie ich posklejac, pozmieniala sie nam mentalnosc przez ten czas i przestalismy nadawac na tych samych falach, bo i zyjemy w dwoch roznych swiatach.

      Usuń
  18. Aniu, zbyt często ludzie oceniają innych przez pryzmat posiadania pieniędzy i innych dóbr. Kiedy masz dużo otaczają Cię klakierzy - nie przjaciele, a jeśli w naszym kraju zaczyna sie Ci lepiej wieść, to dobrzy wbiją nóż w plecy, a jeśli spadniesz, to jeszcze będą sie cieszyli z upadku. Żadna nacja, nie jest tak bezinteresownie złośliwa wobec siebie, jak Polacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhh, szkoda gadac, Boguska. Wszystkie nacje na obczyznie bardzo sie wspieraja, a tylko jedna nie bardzo.

      Usuń
  19. Paczaj, jak nam się posty zazębiły:)
    Piniondze interesują mnie o tyle, o ile dzięki nim mogę mieć finansowy spokój i nie martwić się przyziemnie o jutro. Baseny i wodotryski mnie nie interesują i nie mam takich znajomych (których to interesuje). Może dlatego, że nie mam bardzo bogatych znajomych, hrehrehre? Przeszli pozytywnie test sprzed ponad roku i zostali ze mną. Nikt się nie ucieszył, że spotkało mnie co spotkało, to bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo z czego sie tu cieszyc? To moze spotkac kazdego z nas, w kazdej chwili, znienacka i bolesnie.

      Usuń
  20. Są jednak sytuacje, gdy pieniądze są niezbędne, owszem życzliwi ludzie wokół też mogą wtedy pomóc, jednak pierwsze skrzypce mogą grać wtedy pieniądze właśnie. Poza tym zgadzam się w pełni.

    Raczej to nie była kampania wyborcza, nawet specjalnie nie widać było na tym festynie działań obecnego rządu. Pojawił się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, poza nim właściwie było raczej wszystko oparte na tych stanowiskach z przedstawicielami różnych zawodów prawniczych.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ze wygodniej zyc z pieniedzmi niz bez nich, nie da sie zaprzeczyc. Tyle tylko, ze raczej nie powinno sie kluc nimi w oczy i zarzucac mniej zamoznym, ze sa glupkami, bo nie podjeli tak madrych zyciowych decyzji, jak ta osoba. Przemilczajac niewygodne szczegoly, skad sie wzial taki majatek.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.