niedziela, 3 lutego 2019

Ciezki kaliber wspomnien.

Nie wiem, co mnie tak ostatnio wzielo na rozpamietywanie o tych, ktorzy odeszli. Przeciez ani to listopad ze wszystkimi swietymi i zaduszkami, ani zadne specjalne rocznice smierci blizszych i dalszych czlonkow rodziny czy kregu znajomych. O tej porze roku nie mysli sie o smierci, to czas harcow karnawalowych i zblizajacej sie wielkimi krokami wiosny, to czas zycia. A ja tkwie w temacie zaswiatowym. Ta intensywnosc mnie juz meczy, bo przeciez wspominanie zmarlych to nic zdroznego, przeciwnie, trzeba ich nosic zawsze w sercu, przywolywac zwiazane z nimi wspomnienia. No wlasnie, przywolywac, a ja mam wrazenie, ze one mnie tak opanowaly, okleily wrecz, ze utrudniaja mi poruszanie sie, ten marsz "z zywymi naprzod". Hamuja i nie pozwalaja zyc normalnie, zwlaniaja tempo jak roztopiona smola, jak masywne ciezarki u stop. Ciagna do dolu z sila zwielokrotnionej grawitacji. Bola.
Mysle, ze czeste i intensywne myslenie o zmarlych rodzicach czy dziadkach to zjawisko calkiem normalne, szczegolnie jesli odeszli niedawno. Czlowiek wspomina, analizuje ich role we wlasnym zyciu, wypiera wspomnienia mniej przyjemne, przywoluje te lepsze, idealizuje postac. Mnie przesladuja jednak dalsi czlonkowie rodziny, co i rusz bombarduja mnie jakies strzepy i urywki wspomnien z nimi zwiazanych, mimo ze kontakty bywaly rzadsze, czesto sporadyczne, jak to w rodzinie, zwlaszcza kiedy mieszkali w oddaleniu czy w innych miastach. Czesto sa przy mnie obie siostry mojej babci. Z jedna mielismy dosc scisly kontakt, bo przyjela moich rodzicow do mieszkania i tak zylismy pod jednym dachem az do mojej matury, kiedy to rodzice w koncu doczekali sie mieszkania spoldzielczego. Ciocia Henryka byla samotna, nigdy nie wyszla za maz, a odkad pamietam, zawsze byla bardzo chora, malenka i chudziutka. Opiekowalismy sie nia na zmiane z rodzicami do samej smierci. Ona uczyla mnie francuskich piosenek, opiekowala sie mna, kiedy rodzice byli w pracy, nauczyla mnie robic na drutach i troche szyc. Byla bardzo dobrym czlowiekiem, choc moze nieco zdziwaczalym. Zawsze sie cieszyla, kiedy na jej imieniny (19.01.) wywieszano w Lodzi flagi panstwowe (rocznica wyzwolenia miasta). Babcia z kolei miala zawsze huczne urodziny z flagami panstwowymi pierwszego maja.
Ich najstarsza siostra Cecylia byla dzieckiem urodzonym w czepku, doslownie i w przenosni. Jej ulozylo sie w zyciu najlepiej, choc tez nie do konca. Wyszla za maz za adwokata, miala z nim syna, ale niestety stracila meza podczas wojny, zostal wywieziona i zamordowany w Dachau. Przed wojna jednakze zdolali dorobic sie willi w jednej z ladniejszych dzielnic Lodzi, co z tego, skoro stracili ja zaraz po wojnie, kiedy wywlaszczano wszystkich. Ciotka Cecylia byla jednak bardzo przedsiebiorcza i dotad kombinowala i czynila starania, az odzyskala dom gdzies w latach 70-tych. Miala faceta dochodzacego, ale u schylku zycia postanowila ten zwiazek zalegalizowac i niedlugo potem zmarla, a przydupas majatek stracil. Jej syn zmarl bowiem niedlugo po niej, bezpotomnie. Pamietam, kiedy ja odwiedzalam, najpierw z ciocia Henryka albo babcia, pozniej juz sama, ze miala przepieknie urzadzone mieszkanie, bo jako jedyna nie stracila podczas wojny majatku. Mebli nie powstydziloby sie niejedno muzeum, a porcelana warta byla krocie. Ksiegozbior skladal sie z wielu bialych krukow, jeszcze sprzed wojny, a po wojnie miala jakies wejscia i zawsze dostarczano jej wszystkie nowosci. Zbierala tez znaczki i jej kolekcja byla z tych liczacych sie, miala caly komplet wydany po wojnie, a sporo tez rzadkosci przedwojennych. Ze nie wspomne o kilogramach bizuterii. Co ten cholernik zrobil z takim majatkiem, nie wie nikt z rodziny, w kazdym razie babcia nie mogla sie doprosic chocby najmniejszej pamiatki po siostrze. Jeszcze za zycia ciotki przydupas mial kochanke, zreszta ciotki byla pracownice, niejaka Wandzie. Zenujace sceny odbyly sie na cmentarzu, kiedy Wandzia w spazmach rzucala sie na trumne i o malo nie wskoczyla za nia do grobu. Chyba tylko po to, zeby sie upewnic, ze ciotka zimna i juz nic nie bedzie stalo na przeszkodzie jej szczesciu. Przydupas jednak nie byl szczegolnie chetny do ozenku i szybko Wandzie splawil.
Stosunkowo najmniej mialam do czynienia z ich wspolnym bratem, jedynym synem pradziadkow, chociaz przez wiele lat mieszkalismy w jednym domu, oni na parterze, my na pierwszym pietrze, a jego mlodsza corka, tylko o trzy lata starsza ode mnie, byla dla mnie jak starsza siostra. Bardziej przesladuje mnie we wspomnieniach jego zona.
No i teraz nie wiem, czy te zintensyfikowane mysli o nieboszczykach maja jakies znaczenie? Moze oni wszyscy przychodza, zeby mnie przygotowac na rychla podroz w zaswiaty? Nigdy jeszcze tak nie mialam, bardzo mnie mecza te natrectwa i za nic nie moge sie od nich uwolnic.


 A to tylko niewielka czesc nieboszczykow, ktorzy w ostatnim czasie gremialnie przychodza do mnie w gosci i rozsiadaja sie wygodnie w mojej glowie, radzi ze spotkania dawno nie widzianych krewnych i nie zwracajacych na mnie najmniejszej uwagi.





106 komentarzy:

  1. Sama nie wiem, dlaczego czasem człowiekowi przychodzą do głowy takie myśli natrętne.
    Ja ostatnio często myślałam o swoim tacie, a to dlatego, że właśnie dożyłam jego lat, kiedy odszedł. Mam w tej chwili tyle samo lat... przecież to nie jest wiek do umierania, tym bardziej, że nigdy na nic nie chorował. Nie całe 10 lat był na emeryturze, bo załapał się na 30-letni staż pracy, mając 51 lat. Żyć, odpoczywać, a tu wystarczyło 15 minut i nie ma człowieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mial szczescie, przynajmniej nie musial sie borykac ze starzeniem i chorobami z tym zwiazanymi. Tez chcialabym odejsc w miare zdrowa.

      Usuń
    2. Tak Ci się tylko wydaje. Ja dzisiaj mam urodziny i sporo lat skończyłam, ale chcę jeszcze pożyć trochę, mimo chorób związanych z wiekiem :)
      Natręctwa miną, tylko uciekaj myślami od nich, staraj się.

      Usuń
  2. Nie wiem czy mysli same przychodza, raczej to Ty tak to swoje myslenie ukierunkowujesz,
    dla mnie to wyglada ze jestes w nastroju depresyjnym i jeszcze tak malo slonca, zauwazylam jak bardzo wazne slonce jest dla Ciebie, wiem bez slonca nie ma zycia i widze na roznych blogach tesknote za sloncem, ale Ciebie jakby bardziej 'dolowaly te szare dnie'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze wszystko doluje bardziej, taka karma. Slonce to moj pokarm niezbedny do zycia i, trzeba przyznac, troche lepiej sie przy nim egzystuje, choc jego nadmiar i upaly tez sa nie do zniesienia. Mnie jakos nielatwo dogodzic.

      Usuń
  3. Też dużo wspominam, z wiekiem coraz bardziej. Ale robię to z tęsknoty za tymi ludźmi,z powodu większego zrozumienia ich dzisiaj, niż wtedy, gdy jeszcze żyli.Żyli w innych czasach, w pewnym sensie prostszych a w innym trudniejszych, jednak z perspektywy czasu, przynajmniej dla mnie lepszych. Nie było takiej wrogości między ludźmi, takiego uprzedzania się i wzajemnego szczucia. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Z wieloma z nich łączą mi się dni mojego szczęsliwego dzieciństwa, gdzie nawet pochody pierwszomajowe, choć przymusowe, były jednak wspólną, radosną wędrówką, przyjemnością.
    Dlaczego Ciebie Aniu jakby wbrew Twojej woli tak opanowały myśli o zmarłych. Może z podobnych jak mnie powodów, choć ich sobie nie uświadamiasz. I rzeczywiscie, jak napisała wyżej Marigold ten brak światła daje się we znaki.
    Ściskam Cię mocno o świcie (ładnym, bladoróżowym!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre masz wrazenie, Ola, to byly czasy lepszych ludzi i mniejszych wplywow kosciola na nich. Dla mnie ta zaleznosc jest oczywista, im wiecej religii w spoleczenstwie, tym jest ono gorsze. Bo religia to samo zlo, a polska w szczegolnosci.
      Chyba wiesz, ze nie mialam bardzo szczesliwego dziecinstwa, wiec chyba nie to jest motorem tych natretnych wspomnien. A u nas kolejny szary i ciemny dzien.

      Usuń
  4. Wiem, że jestem ostatnią osobą, która może Ci coś doraddzac, ale może podświadomość mówi Ci, że warto te wszystkie wspomnienia przenieść na papier lub płytę i zrobić dla przyszłych prawnuków drzewo genealogiczne. Będzie zajęcie na najbliższych 15, co najmniej lat.😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boguska, zartujesz? Dla kogo i po jakiemu niby mam spisywac te wspomnienia? Po polsku nikt tego nie przeczyta, a po niemiecku nie bede spisywac memuarow, bo one nierozerwalnie lacza sie z moim polskim epizodem.

      Usuń
    2. Nie, nie żartuję. Uważam, że powinnaś to zrobić, może prawnuki będą chciały poznać historię bapci, a może rozliczysz się z dzieciństwem...😵

      Usuń
    3. Nie lubie dzialan bezcelowych, zreszta moje najwazniejsze wspomnienia sa tutaj, na blogu, wiec jesli ktos bedzie chcial, to sobie wejdzie i przeczyta.

      Usuń
  5. Też mi przyszło do głowy, żeby spisać, skoro przychodzą to niech będzie z tego pożytek.
    Może wnuki kiedyś będą chciały poszukać korzeni? Spisz po niemiecku, spróbuj wyłowić ciekawostki i anegdoty, a z dzieciństwa jasne dni też się znajdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da sie mojego polskiego zycia opowiedziec w tym paskudnym jezyku. Juz sie z tym pogodzilam, ze przepadnie i ze moje wnuki niewiele beda wiedzialy o babci. Nie chce mi sie, po prostu.

      Usuń
  6. współczuję, jeśli sprawia ci to jakąś przykrość...u mnie różnie, czasami mnie niepokoi moja pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wkurza to, ze nie moge sie pozbyc tego balastu, bo co innego przywolywac sobie wspomnienia, a co innego odbierac je jako natrectwo na pograniczu z obsesja.

      Usuń
  7. Zmartwił mnie Twój post, Aniu...
    Bo takie myśli to na pewno nic dobrego, kiedy nie chcą się odczepic. Ale może spisane wspomnień o tych, którzy Cię odwiedzają nie byłoby takie złe? Nie dla potomnych, tylko dla siebie. Po polsku. W zeszycie, ręcznie i szczerze. A potem zadecydujesz, co dalej z tym zrobisz. Czy spalisz, wrzucisz, czy zostawisz potomnym. Może Twoje wnuki będą chciały nauczyć się polskiego? Albo prawnuki? Nie wiesz tego przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby nie wiem, moze faktycznie zechcialyby kiedys poznac jezyk dziadkow. Ale RECZNIE??? NA PAPIERZE??? Boszszsz... kto jeszcze uzywa papieru? A ja taka ekologiczna i dbajaca o drzewa... ;)

      Usuń
    2. Z powodu jednego zeszytu ekologia nie ucierpi, przyznaj sie, nie umiesz juz recznie pisac :)

      Usuń
    3. Przyznaje, ze umiem i mam dodatkowo piekny chcrakter pisma.
      Ale mi sie nie chce.

      Usuń
    4. Kup sobie jakiś ładny zeszyt i Ci się zachce ;) Tyle teraz ładnych zeszycików jest ...aż się chce kupować i je czymś zapisać :)I nie będzie to marnotrawstwo ekologiczne :))

      Usuń
  8. Nie pitol. Od kiedy to wierzysz w duchy? Widziałaś już takiego, który by wstał z grobu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie ja tu chocby jednym slowem wspomnialam, ze wierze? Ale ten ich zmasowany atak daje mi do myslenia, a pierwszym skojarzeniem jest to, ze chca mnie ze soba zabrac, co akurat w moim obecnym stanie nie jest takie nieprawdopodobne.

      Usuń
    2. No przecież to Twoje słowa: "Może oni wszyscy przychodzą, żeby mnie przygotować na rychłą podróż w zaświaty?" i "pierwszym skojarzeniem jest to, ze chcą mnie ze sobą zabrać".

      Usuń
    3. Dalej nie wierze w te zaswiaty, co jednak nie przeszkadza, ze wzbudzilo we mnie niepokoj.

      Usuń
  9. Mysle, ze to taki okres w zyciu. Taki jak inne poprzednie. Pobedzie troche i minie lub... zostanie. I co z tego? Zycie sie toczy dalej w takim lub innym komplecie towarzystwa. Wiem co mowie, w sobote pozegnalismy dawnego, dobrego znajomego, ktory od jakichs 15 lat jakby sam sie oddalil ale w godzinie H wszystkie wspomnienia powrocily i trzymaja dalej. Ja uwazam to za zaszczyt a nie ciezar. Postaraj sie wyciagnac z tych Twoich spotkan tylko pozytywne (bo tylko takie po odeszlych moga byc) mysli. Pozdrawiam z krainy bez slonca, zasypanej po dach sniegiem, zmrozonej calkowicie, pozdrowienia naszpikowane jednak D witaminka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasem czuje sie jak w tej scenie z filmu "Duch", kiedy kobita podczas burzy wpada do basenu, a tam wyplywaja wokol niej nadgryzione zebem czasu nieboszczyki i probuja wciagnac na dno. Tak wlasnie moge okreslic stan, w jakim sie znajduje i nie jest to szczegolnie przyjemne.
      Moze mam zorganizowac ekspedycje ratunkowa, zeby Was wykopac spod sniegu? :)

      Usuń
    2. Taaa, od razu wykopac! Jeszczem ciepla i macham lopata! A odsniezarka jezdzi ale bardziej zasypuje, jak sie nie znajduje ktos na srodku drogi. Przeslij ekipe z goracymi, serdecznymi sercami.

      Usuń
    3. To ja Ci wysylam moje najgoretsze calusy, dzialaja lepiej niz grzane wino. :*****

      Usuń

    4. Odebralam, powalily mnie z nog (szczegolnie, ze wina nie pijam) - wpadlam w zaspe (a moglam w przeleble)! Kontynuuje grzanie i ide do sauny.

      Usuń
    5. Sauna to fajna rzecz w takich okolicznosciach. Czy potem nurkujesz w sniegu?

      Usuń
    6. Nie!!!! O nie! Siedze spokojnie i poce sie i paruje i stygne i popijam plyn jakis mocny typu woda przegotowana! Te zaspy po saunie to dla turystow i studentow, przereble dla Morsow a zwyczajni ludzie ida do sauny pomedytowac, posiedziec w ciszy, wypocic sie, nagrzac... Wiem nudna jestem ale tak mi to odpowiada.
      Wyobrazam sobie w takiej saunie (jak mi mozg troche zacznie buzowac), ze sobie siedze z Toba i milo rozmawiamy i Ty zapominasz na chwile, ze nie lubisz upalow... zmieniamy miejsce aby znow powrocic do sauny. Potem jestesmy czyste jak lzy! (to takie magiczne).

      Usuń
    7. Oj, chetnie! Kiedys regularnie chodzilam do sauny i troche mi tego brakuje.

      Usuń
  10. Pociag do nikad jest niesamowity,
    a jak patrze na to drugie ruchome to prawie lece do piekla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale te drugie schody pna sie do gory. Chyba.

      Usuń
    2. Gdzie tam do gory,
      leca w otchlan i nawet nie czysciec tylko prosto do piekla.

      Usuń
    3. To chyba jeden z tych obrazkow, ktore mozna dwojako interpretowac. Ja widze schody do nieba.
      Dokladnie jak na tym zdjeciu: https://www.koty.pl/wp-content/uploads/2017/03/1973524771_1220703676.jpg
      Czy Twoim zdaniem kot wchodzi czy schodzi? Ja widze schodzacego w dol kota.

      Usuń
    4. a wiesz ze ja nie wiem jak uzyc tyle znaczkow, liter, slow i liczb,
      bez Cioci dobrej rady nie dam rady

      Usuń
    5. Udalo sie, nameczylam sie z tym pisaniem, ale mam kota na schodach
      i pierwsze wrazenie ze wchodzi w gore,
      ale rozumiem o co Ci chodzi, jak sie zawezme to zobacze ze schodzi.

      Usuń
    6. Musisz najechac na nie mysza i "podswietlic" na niebiesko, a potem kliknac i "otworzyc" link.
      https://www.koty.pl/wp-content/uploads/2017/03/1973524771_1220703676.jpg
      Tu masz w jednej linii, bedzie Ci latwiej.

      Usuń
    7. No sama widzisz, ze kazdy mozg odbiera obrazy inaczej. Pamietasz slynna sukienke? Jedni widzieli bialo-zlota, inni niebiesko-brazowa, a to wciaz byla ta sama sukienka.
      https://www.radiozet.pl/Styl-zycia/Pamietacie-zagadke-tej-sukienki-Naukowcy-maja-nowe-wyjasnienie

      Usuń
    8. pieknie podswietlilo sie na niebiesko, ale z klikania nici, nie wiem gdzie jest otworzyc lnk, no ale zrobilam wczesniej pracochlonnie

      Usuń
    9. Jak sie podswietli, musisz kliknac w podswietlony link, wyskoczy ramka i klikasz w OTWORZ LINK, no a potem sobie spokojnie ogladasz. :)

      Usuń
    10. Udalo sie, bardzo dziekuje.

      Usuń
    11. No i jaki kolor ma ta kiecka? :)))

      Usuń
    12. A ja widze lewym okiem kota idacego w dol, a prawym okiem idacego do gory! Patrze naprzemiennie obydwoma oczani i takie zabawy sa nie dla mnie :)

      Usuń
    13. To nasz mozg tak sie z nami zabawia.

      Usuń
    14. Spalam, juz ranek, a sukienka blekitno-brazowa.

      Usuń
    15. Tu akurat widzimy zgodnie :)

      Usuń
  11. Wiesz może to spisz właśnie do zeszytu.Może zejdzie z głowy własnie do niego.No i jeszcze masz ładny charakter pisma.To ponoć tak jest co masz na głowie spisz aby to zrzucić z głowy.Ja dwa razy miałam w życiu taką dręczącą myśl.Jak miałam osiem lat przeszywało mnie słowo [amputacja]i dręczyło bardzo długo.Zmarłych też wspominam i to dość często.Panterko,tak bym chciała abyś poczuła się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie bede nieczego spisywala, bo to nie ma sensu, nie ma komu, nie ma po co. Wiekszosc jest na blogu i ogolnodostepna, wiec kto ma ochote, niech czyta. Zeszyt moze sie podrzec, splonac, zginac. Mnie brakuje jeszcze jednego, checi do spisywania.

      Usuń
    2. Nie chce mi sie, nie widze celu.

      Usuń
    3. Nic na siłę przecież :(

      Usuń
  12. Opisywanie nic nie da. To jakby ktos wbijal szpilki w lalke liczac ze usmierci czy odgoni zle moce.
    Nie bede dawac rad bo to jest problem dla lekarzy a nie mnie - niemniej zycze by te mysli, zwidy odeszly i nigdy nie wracaly.
    Bardzo rzadko zdarza mi sie snic o umrzykach , mej rodzinie, i nie sa to sny makabryczne a jednak nie lubie i pozniej caly moj dzien jakis smetny i mroczny. Nie, nielubie i nie chce.
    Na mnie rowniez oba zdjecia zrobily wrazenie.
    Mocno Cie pozdrawiam, Pantero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mniej wiecej w ogolnym zarysie mozesz sie domyslac, jak ja sie czuje z tymi nieboszczykami u boku, a scislej w glowie.

      Usuń
  13. Bardzo dużo i często myślę o tych, którzy odeszli, ale nie wpędza mnie to w jakis makabryczny nastrój. Był czas, że śnili mi się dość regularnie ci co odeszli i za każdym razem, nie budząc się wiedziałam, że to tylko sen,że rozmowy prowadzę z nieżyjącymi.
    A może "tamta strona" chce Cię przekonać, że jednak istnieje coś więcej niż tu i teraz?
    Opiszę Ci coś dziwnego- moja koleżanka zadzwoniła któregoś dnia do mnie i powiedziała:
    " moja córka jest już w ciąży, ale nie wiem czy o tym wie. I ona urodzi dziewczynkę, bo śniła mi się tej nocy moja mama i powiedziała, że zostanę babcią. I ja wtedy poprosiłam by powiedziała jaka będzie płeć dziecka i mama mi pokazała niemowlaka i jego płeć- dziewczynkę". W dwa tygodnie potem koleżanka zadzwoniła do mnie znowu, że faktycznie jej córka jest w ciąży. I ona rzeczywiście urodziła dziewczynkę. Wiesz, niby nic, a jednak.Koleżanka do religijnych nie należała.
    I jeszcze coś- moja przyjaciółka- ateistka od urodzenia.Jej mąż umarł po6 latach umierania po kawałku, na raka.To ona stale zmieniała opatrunki i robiła wszystkie prace pielęgnacyjne.Byli dobrym małżeństwem, mieli już za sobą złote gody.
    Po śmierci męża moja przyjaciółka mi mówiła, że ciągle ma jakieś makabryczne sny, śnią się jej jakieś ciemności, kilka razy w nocy budzi ją wołanie nie żyjącego wszak męża.Trzy lata później zakomunikowała mi, że po raz pierwszy od śmierci męża przyśnił się jej mąż, sen był kolorowy, a mąż stał na jakiejś łące uśmiechnięty i przyzywał ją ręką. Na koniec powiedziała- pewnie niedługo pójdę za nim. W trzy miesiące potem byłam na jej pogrzebie.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumialas. Ja rowniez czesto mysle o zmarlych, ale to, co dzieje sie w ostatnim czasie, to nie normalne myslenie, to jakas obsesja. Wbrew mojej woli i straszliwie meczaca. Nie chce myslec, a mysle. Dobrze, ze mnie choc we snie nie nekaja, bo chyba bym nie wytrzymala. Jesli ich celem jest przekonanie mnie o istnieniu zycia pozagrobowego, to wybrali akurat zla metode. Jestem jedynie poirytowana, a nie przekonana.

      Usuń
    2. Wiesz, może całkiem niezłą metodą byłoby w pewnym sensie poddanie się temu i spisanie jednak historii rodzinnej, w której występowałyby te osoby z Twych myśli. Bo choć w to nie wierzysz, nic nie dzieje się bez przyczyny. Ja w ten sposób zwalczałam traumę z dzieciństwa i teraz mogę nawet o tamtym okresie swego życia rozmawiać bez drgawek. To naprawdę dobry sposób na obsesje.

      Usuń
    3. Anabell, gdybym ja miala wiecej czasu i mniej zmartwien, gdyby mi zdrowie dopisywalo - moze porwalabym sie na pisanie memuarow. Chyba jednak poczekam az samo przejdzie, bo nie mam sily zmagac sie z tym jeszcze na papierze. To jak grzebanie palcem w otwartej ranie.

      Usuń
  14. To chyba jak ze snami jest, czasem zupełnie nie mają związku z przeżyciami dnia, sytuacjami itp. Po prostu nasz mózg czasem łapie takie, a nie inne fale. Pewnie spore znaczenie mają sytuacje wokół, samopoczucie i pewnie jeszcze z tysiąc powodów innych.

    O zmarłych należy pamiętać, bo niektórzy sądzą, że jak będą dwa razy w miesiącu albo częściej na cmentarzu, to lepiej dbają o pamięć nieżyjących.

    A mnie jakoś naszło na porównywanie mojej sytuacji z niby podobną, a jednak zupełnie inną jeśli o działania około pracowe chodzi. Na pewno na plus poza większą różnorodnością działań zlecanych mi w obecnym miejscu stażu muszę zaliczyć atmosferę. W czasie praktyki studenckiej to czułem się jak piąte koło u wozu, rano niezbyt chętnie wstawałem i wlokłem się obrabiać pocztę. A tu czuję się o wiele bliżej zespołu i jego ,,życia".

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam o moich zmarlych, moze nawet bardziej od tych wszystkich, ktorym przypomina sie wylacznie pod koniec pazdziernika. Jednak to, co sie teraz dzieje, to nie sa zwykle wspominki, to meczaca paranoja

      Usuń
    2. Czyli wychodzi na to, że sytuacja jest dość dziwna, a ja chyba nie mam pomysłu na rozwiązanie. @_@

      Usuń
    3. Chyba niedlugo wyladuje w wariatkowie, jesli mnie te nieboszczyki nie zostawia w spokoju. ;)

      Usuń
    4. No to się porobiło można podsumować.

      Akurat my jeszcze nie zjedliśmy sushi takiego prawdziwego, gdzie są same surowe ryby, w sensie inne niż np. łosoś. Są też z krewetkami wersje, jednak wydają się być w miarę bezpieczne.

      Usuń
    5. Eksportowana wolowinka tez miala byc bezpieczna...

      Usuń
    6. Ogólnie z jedzenia to jakby coraz mniej pewnych produktów jest na rynku. Ciągle gdzieś coś słychać, że coś zostało źle wyprodukowane, było zepsute itp. itd.

      O to właśnie chodzi. Obietnice same się nie zrealizują. Nie wiem tylko skąd te 14% dla Wiosny, partia istnieje bardzo krótko przecież. Niektóre pomysły w ogóle do mnie nie trafiają, nie mówiąc o tym, że muszą wiązać się z zaglądaniem do kieszeni podatników.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    7. Skad takie poparcie? Bo narod ma dosyc popisow, ale juz raz bylo podobnie z partia Palikota, wylonila sie z nicosci, zablysla, zgasla i w nicosci zniknela.

      Usuń
  15. Jestem absolutnie przeciwna spisywaniu!!!!!!
    Nie dosc, ze juz Ci te mysli chodza po glowie to spisywanie tylko je pomnozy, bo jak juz pisac to solidnie, prawda?
    A solidnie oznacza babranie sie w dodatkowycch szczegolach.
    Nie, nie, NIE!!!
    Nie rob tego, same przyszly, same odejda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! A poza tym naprawde szkoda papieru, co nie? :)
      Co mialam do napisania, napisalam juz tutaj.

      Usuń
  16. Tż mi się snia i w ogóle sny mam meczące bardzo. Niestety niepokoj raz zasiany zostaje i sobie czeka na dogodna chwilę,a jak ise ukatywni,to nic tylko zakopać sie gdzieś i nie wyscibiac nosa.A sie nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to, zeby mi sie snili, oni przylaza w dzien i przez caly czas siedza mi w glowie. Nie kracz! Jeszcze tego by mi brakowalo, zeby w nocy mnie dreczyli.

      Usuń
  17. Tak wiec i mysli strachy i sny do kitu,to moja codziennosc, takze wiem jak to jest. Trzymaj się Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam sie, bo i co mi pozostaje, jednak tak mnie to meczy, ze musialam o tym napisac.

      Usuń
  18. Nie rozpamiętuję tak. Pamiętam, pielęgnuję dobre wspomnienia, ale nie męczą mnie. Pewnie co innego powiem, kiedy odejdą mi najbliżsi, rodzice. Kiedy siwy włos będzie moją ozdobą, a na świecie zostanę sama. Nie da się zawczasu o tym myśleć, choć przychodzi mi głowy, że mnie to nie złamie. Trzyma mnie nadzieja.

    Na rocznicę naszego ślubu, Szwajcaria puszcza petardy na swoje święto narodowe.

    Mała dygresja: Starsza kobieta, którą opiekuje się teściowa, mieszka w istotnie muzealnym mieszkaniu, w bardzo starej kamienicy, gdzie kiedyś rezydowali wyłącznie bardzo bogaci ludzie. Marmurowe schody, takie tam. Meble, porcelana, obrazy... to kosztuje majątek. Ludzie po wojnie masowo wyrzucali takie rzeczy, bo przychodziła nowa moda. Został nam wszechobecny plastik i pamięć o porządnych wyrobach stolarskich.

    Nie mogę przestać gapić się w ten ruchomy obrazek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, powiedz, dokad te schody na obrazku prowadza Twoim zdaniem, do nieba czy do piekla, w gore czy wprost naprzeciwko. Mamy z Marigold odmienne odczucia.
      Te natretne mysli dopadly mnie dopiero niedawno, przedtem owszem, wspominalam jak wszyscy, ale wtedy, kiedy sama przywolywalam te wspomnienia, one nie byly takie obsesyjne, na pograniczu z psychiczna tortura.

      Usuń
    2. Wygląda, że do nieba. Piekło po prostu kojarzy mi się z kierunkiem w dół.
      Psychiczna tortura, powiadasz... Czy Ty się tego boisz? Czegoś? Śmierci?

      Usuń
    3. Wprost przeciwnie! Ja widze w smierci wybawienie, a bardziej boje sie zycia.
      Ja tez mam wrazenie, ze schody wioda do gory.

      Usuń
  19. Wiesz, że ja mam słabość do wspomnień. Często to robię, spisuje to, co pamiętam, bo po prostu brak mi ich i atmosfery tamtych czasów. Oczywiście są nowi ludzie w moim życiu, ale to już inne życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale to sa Twoje dobrowolne i chciane wspomnienia, a nie natrectwa, ktore czynia zycie nieznosnym.

      Usuń
    2. Na szczęście nie są!

      Usuń
  20. Tam od razu przychodza po Ciebie. Ja zadko snie, ale jak o zmarlych, to w sumie ciesze sie, ze ich "spotkalam". Niektórzy byli jednak niedospetni, czyli ani sie bylo ich cos spytac. Np chcialam spytac Jörga, w jednym snie, jak widzi z tej perspektywy swoja smierc. To wiem, ze dokladnie tak snilam. Ale byl niedostepny, czyli potocznie mówiac, bez kija nie podchodz. I nie dowiedzialam sie nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale oni mi sie nie snia, w dzien przylaza, pewnie po to, zeby mnie ze soba zabrac. Pogadac sie nie da, trzymaja te swoje tajemnice cwaniaki jedne.

      Usuń
  21. U nas mawiało się, że jak się zmarli "przypominają" to znaczy, że trzeba za nich zmówić "zdrowaśkę", grób odwiedzić. Tak się mawiało, ale jak było naprawdę to nie wiem bo sraluch wtedy byłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No juz, qrna, lece zdrowaski klepac, najlepiej do kosciola, bo dawno mnie tam nie widzieli. :)))

      Usuń
  22. Aniu to już luty, niedługo marzec i wiosna, zobaczysz zaczniesz wypatrywać oznak wiosny, robić zdjęcia i natręctwa pójdą sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. A może podświadomie wspominasz dzieciństwo i związaną z nim radość, odkrywanie świata. Drodzy aktualnie zmarli, towarzyszyli Ci w tym. Stąd wiele wspomnień łączy się z nimi.
    Niech dobie siedzą w głowie i sercu. Jest im tam dobrze i przytulnie. A Ty pozwól im się cieszyć Twoim życiem i żyj po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i masz racje, bo moje szczesliwe dziecinstwo skonczylo sie z chwila, kiedy wrocilam do rodzicow do Lodzi i poszlam do szkoly. Zas osoby, ktore mi siedza w glowie, lacza sie z tym wczesniejszym, kiedy mieszkalam u babci.

      Usuń
  24. Ciężko człowiekowi się robi na duszy, kiedy wpada w taki kołowrotek wspomnień. Myślę też, że kiedy tak analizuje czyjeś życie, zastanawia się nad sensem niektórych własnych działań i zachowań. Dlatego...memento mori.... A ja bym zmieniła podpis pod zdjęciem. Chciałabym, żeby na moim pogrzebie ludzie wspominali moje głupoty i mieli się z czego śmiać :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po smierci to mnie juz bedzie dokladnie wszystko jedno, bo przeciez nie ma zadnego zycia po zyciu ani innych zaswiatow. ;)

      Usuń
    2. Tego, czy tam coś jest, czy nie nie wiemy, możemy tylko brać to na wiarę. Ale fajnie jest wyobrazić, jak stoją nad trumną i się brechtają. A może tak umrzeć w jakiś nietuzinkowy, smieszny sposób? :DDD

      Usuń
    3. A to polecam wejsc na strone nagrod Darwina, stamtad mozna czerpac natchnienie w kwestii glupio-smiesznych zgonow. :)))
      https://ciekawe.org/2016/09/20/laureaci-nagrody-darwina/
      A co do wiary w zycie pozagrobowe, to ja niczego nie biore na slowo, jestem pragmatykiem i polegam na wlasnych zmyslach.

      Usuń
  25. U mnie teraz sie pojawiaja natrectwa typu "dom". A z tez nie moge sobie poradzic, ale raczej na zasadzie: ktora to cholera rzucila na mnie urok, spokojnie, co sie odwlecze to nie uciecze a zemsta najlepiej smakuje na zimno :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslisz, ze to urok, a nie najzwyklejszy przypadek? Powiadajo, ze nieszczescia chodza parami (stadami czasem tez), a u Ciebie akurat parka sie trafila. Zreszta polowa juz naprawiona, a slubny zakochany. :)))

      Usuń
  26. Ja bym spisala po polsku, moze kiedys ktos bedzie mial potrzebe dowiedzic sie czegos o swoich przodkach, a wtedy pokona nawet bariere jezykowa. Moi rodzice nic nam nie mowil, tylko czasami cos tam napomkneli, moj ojciec i mama wiecej powiedzielimojej corce niz mi, a na dodatek ona ciagnela ich za jezyki i ja od jakiegos czasu mysle o tym, zeby spiasac to co jeszcze mozna. Syn nigdy sie nie intereoswal, a teraz jego pani pyta: "to dlaczego Marek nie wie ... " A ja musze poprosic kuzynke mamy zeby mi opisala to co onapamieta i musze to zrobic teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, ale Twoje dzieci maja kontakt z jezykiem polskim. Zreszta co bylo do spisania, to jest na tym blogu i jezeli dzieci beda chcialy, w co bardzo watpie, to znajda.

      Usuń
  27. Zaryzykuję i napiszę :-) Im bardziej uciekasz, tym bardziej gonią :-) To twoje myśli, one nie przychodzą z zewnątrz. Skoro twoje, zajrzyj. Tam są wszystkie odpowiedzi. Ale tylko ty możesz je odczytać, bo to ty żyłaś tamtym życiem. Jest tam coś, co powoduje depresję teraz. Nasza przeszłość ma dłuuugi cień. Ale tylko wtedy, gdy jest wypierana. I piszę o emocjach, a nie o tym co się zdarzyło. Zajrzyj, nie uciekaj, a odpuszczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet wiem dobrze, co to jest. Wydaje mi sie, ze rozliczylam sie z przeszloscia i to nie ona mnie maltretuje, za duzo dzieje sie zlego tu i teraz.

      Usuń
    2. Czyli odwrotnie, coś tu i teraz ma taką samą, że tak powiem wibrację, jak to co działo się kiedyś. Dlatego się podłącza.I znów mówię o emocjach. To skomplikowane, bo czasem projektujemy cechy ludzi z przeszłości na tych co teraz mamy wokół. Bądź też obecna sytuacja przypomina tę z przeszłości i wtedy wyparte, czasem nieprzepracowane emocje wracają jak z odbicia. Czasem zrozumienie procesu pomaga. Trzymaj się Pantero :-)

      Usuń
    3. W kazdym razie nie jest dobrze, Ania. Az sama sie boje, bo nigdy jeszcze nie bylo tak zle, abstrahujac od tych demonow przeszlosci.

      Usuń
    4. Ania, bo abstrahujesz, a trzeba, niestety, połączyć. Ty mądra kobieta jesteś. Emocje to świństwo, ale tylko wtedy gdy je blokujesz. Nie wierzyłam, aż sama się przekonałam. Te wyparte siedziały w ciele aż od dzieciństwa. Bolały w kręgosłupie, mięśniaki się porobiły, migrena od dzieciństwa, kompulsywne jedzenie...mogłabym wyliczać. Nie uciekniesz. Czasem trzeba wywrzeszczeć niebu, ziemi i ludziom co tak naprawdę czujemy. Ale tak na serio, żeby gardło bolało. Żeby wszystko bolało. A potem wypłakać. Długo. Tyle ile trzeba. Ale nie dusić. Ten pomysł z pisaniem dobry. Tylko trzeba napisać co się czuło, co bolało, kogo nienawidzimy, na kim się chcemy zemścić, wszystko co w nas najobrzydliwsze. Bo to też jest nasze. I to co najwrażliwsze. Wylać to. A potem spalić. Pomaga. Bez względu na to co się dzieje teraz w twoim życiu, warto równolegle to zrobić. A to pomoże na to co się dzieje. Bo tak działa Wszechświat :-)Sama się o tym przekonałam. Długo i wiem, że rad nie lubisz. Ale byłam tam gdzie ty. Ja cię rozumiem. Przytulam Aniu.

      Usuń
    5. Ale ja nie chce sie na nikim mscic, ta emocja jest mi obca. No dobra, chcialabym sie zemscic na... politykach, ze pozbawili mnie poczucia bezpieczenstwa, na tych przekletych nieproszonych gosciach, przez ktorych jest tylko gorzej i drozej - ale to sa zle emocje z teraz, a mialo byc o demonach, ktore mnie nekaja. A zreszta, ile jeszcze mi zycia zostalo? Czy to sie oplaca?

      Usuń
  28. Opłaca się zawsze. Nie ma złych emocji, wszystkie są nasze i dobre, i potrzebne. I to się bardzo łączy. Tym co napisałaś: wtedy i dzisiaj nie miałaś poczucia bezpieczeństwa. Ten sam stan cię łączy z tymi wspomnieniami. Tak właśnie przeszłość wpływa nieświadomie na teraźniejszość. Emocje stamtąd przenoszą się na to co dzieje się teraz. Ale ty to pewnie wiesz. Już się nie wymądrzam. Każdy ma swoją ścieżkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli chcesz, mozesz jutro poczytac o mojej sciezce. Nie jest wesola i juz nic mi sie nie chce, ani mscic sie, ani czegokolwiek naprawiac.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.