Cmentarz wyglada jak w Ameryce, szerokie aleje, z miejscem na dwa mijajace sie czolgi oraz inne karawany, miejsca (wedlug polskich norm) tyle, ze nie wiadomo, co z nim robic i te przepiekne jesienne szaty drzew. No zachwycil mnie ten cmentarz po raz kolejny. Pieski oczywiscie grzecznie szly na smyczach, bo z psem mozna wejsc na cmentarz (nie kazdy), ale musi byc na lince, no i oczywiscie, gdyby mu sie przydarzylo, trzeba posprzatac. Bojka przez caly czas nosil swoja faje, bo on bez fai nie rusza sie z domu, znaczy faje leza pod klatka schodowa, a on sobie ktoras wybiera i ja nosi ze soba, a potem przynosi z powrotem do domu i zostawia przy wejsciu na nastepny raz.
Na cmentarzu natknelysmy sie na czesc przeznaczona dla muzulmanow, to pewna nowosc, bo dotychczas raczej transportowano ich umarlakow do ojczyzny, ale widac za drogo bylo, a ich jest coraz wiecej, wiec zorganizowano cos na miejscu. Normalnie na cmentarzach groby zwrocone sa "twarza" czyli tablica z napisem do sciezki, po jednej i po drugiej stronie. Tu jest inaczej, groby sa skierowane chyba do Mekki, po jednej stronie stoja tak skosem do sciezki, ale widac nagrobki, po drugiej stronie staly pol-tylem.
Oprocz tego, ze niektore nagrobki mialy miniatury pary wiezyczek minaretowych, to pozostale groby sa podobne do chrzescijanskich. Przeszlysmy jeszcze obok pola pamieci, gdzie chowa sie urny anonimowo (pisalam juz, ze ja chce byc wlasnie tak pochowana, albo na cmentarzu, albo w lesie), w koncu wyszlysmy poza teren, zeby psy mogly sie wybiegac.
Wspinalysmy sie pod gorke, a widoki byly coraz lepsze. W ogole swiat byl taki piekny w tej swojej pazdziernikowej szacie, ale slonce zaczelo nam sie chowac za taka mgielka, ktora wystapila na niebo.
Bojka niestety nie jest dla Toyki dobrym kumplem do zabawy. Po pierwsze jest tak skoncentrowany na swojej fai, ze nic wiecej go nie interesuje, ani inne psy, ani ludzie. Po drugie zas, teraz dopiero okazalo sie, ze corka sprawila sobie wielki klopot ratujac Bojke i odkupujac go ze zlych warunkow. Otoz psina pochodzi prawdopodobnie z polskiej pseudohodowli i ma dysplazje obu stawow biodrowych, wiec nie moze dlugo chodzic, wciaz sie kladzie i odpoczywa. Na operacje jej nie stac i nie wiem, jak to sie dla tego biedaka skonczy. Po schodach jest noszony, i w gore, i w dol, a corka mieszka na IV pietrze, za to pies wazy 30kg.
Wspinalysmy sie coraz wyzej, a ja wciaz wydawalam okrzyki zachwytu. A przeciez podobno nie lubie jesieni. No dobra, zaczne nie lubiec od przyszlego miesiaca, kiedy znikna liscie i moze rozpocznie sie listopadowa szaruga. Teraz nie moge przestac sie jarac pieknem jesiennym.
I to koniec. Fajnie bylo.












