Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bojka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bojka. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2019

Wole sama...

... chodzic z Toya na spacer. Ona jest wtedy znacznie bardziej na mnie skoncentrowana, lepiej slucha, jest bardziej zdyscyplinowana i otwarta na cwiczenia. Ale... wlasciwie nastala juz pora, zeby zaczac treningi, kiedy cos ja rozprasza, w koncu nie zawsze da sie jej nowo nabyta wiedze wykorzystac, kiedy spacerujemy tylko we dwie. A ze dawno nie widzialysmy sie z corka, postanowilysmy polaczyc przyjemne z pozytecznym i przegonic psy, kiedy my bedziemy sobie gadac. Stanelo na tym, ze podjechalam w jej okolice, bo troche juz mi sie nasze znudzily. Corka mieszka niedaleko najwiekszego chyba w Getyndze cmentarza, a wlasciwie, jak brzmi jego pelna nazwa, parku cmentarnego. Wydawalo mi sie, ze znam ten cmentarz dosc dobrze, bo nie tylko bylam tam na kilku pogrzebach, ale czesto 1 listopada po pracy wpadalam tam pospacerowac. Okazalo sie tymczasem, ze on ciagnie sie jeszcze hen w druga strone. A moze to calkiem nowe tereny? Naprawde nie wiem, zreszta czy to wazne? W kazdym razie corka mnie tam wyprowadzila, gdzie jeszcze nigdy nie bylam. Natknelysmy sie na tzw. sciezke rzezb, o ktorej wprawdzie kiedys slyszalam, ale myslalam, ze jest w tej znanej mi wczesniej czesci cmentarza. Ta sciezka to pewien projekt, mianowicie tam wystawiane sa prace osob socjalnie wypchnietych na margines, uzaleznionych od alkoholu czy narkotykow, nie radzacych sobie w kontaktach z innymi ludzmi. Jest pomysl, zeby takie sciezki utworzyc w innych miejscach i miastach. Ja popieram, bardzo mi sie taka sciezka podoba.


























Cmentarz wyglada jak w Ameryce, szerokie aleje, z miejscem na dwa mijajace sie czolgi oraz inne karawany, miejsca (wedlug polskich norm) tyle, ze nie wiadomo, co z nim robic i te przepiekne jesienne szaty drzew. No zachwycil mnie ten cmentarz po raz kolejny. Pieski oczywiscie grzecznie szly na smyczach, bo z psem mozna wejsc na cmentarz (nie kazdy), ale musi byc na lince, no i oczywiscie, gdyby mu sie przydarzylo, trzeba posprzatac. Bojka przez caly czas nosil swoja faje, bo on bez fai nie rusza sie z domu, znaczy faje leza pod klatka schodowa, a on sobie ktoras wybiera i ja nosi ze soba, a potem przynosi z powrotem do domu i zostawia przy wejsciu na nastepny raz.
Na cmentarzu natknelysmy sie na czesc przeznaczona dla muzulmanow, to pewna nowosc, bo dotychczas raczej transportowano ich umarlakow do ojczyzny, ale widac za drogo bylo, a ich jest coraz wiecej, wiec zorganizowano cos na miejscu. Normalnie na cmentarzach groby zwrocone sa "twarza" czyli tablica z napisem do sciezki, po jednej i po drugiej stronie. Tu jest inaczej, groby sa skierowane chyba do Mekki, po jednej stronie stoja tak skosem do sciezki, ale widac nagrobki, po drugiej stronie staly pol-tylem.



Oprocz tego, ze niektore nagrobki mialy miniatury pary wiezyczek minaretowych, to pozostale groby sa podobne do chrzescijanskich. Przeszlysmy jeszcze obok pola pamieci, gdzie chowa sie urny anonimowo (pisalam juz, ze ja chce byc wlasnie tak pochowana, albo na cmentarzu, albo w lesie), w koncu wyszlysmy poza teren, zeby psy mogly sie wybiegac.





Wspinalysmy sie pod gorke, a widoki byly coraz lepsze. W ogole swiat byl taki piekny w tej swojej pazdziernikowej szacie, ale slonce zaczelo nam sie chowac za taka mgielka, ktora wystapila na niebo.
Bojka niestety nie jest dla Toyki dobrym kumplem do zabawy. Po pierwsze jest tak skoncentrowany na swojej fai, ze nic wiecej go nie interesuje, ani inne psy, ani ludzie. Po drugie zas, teraz dopiero okazalo sie, ze corka sprawila sobie wielki klopot ratujac Bojke i odkupujac go ze zlych warunkow. Otoz psina pochodzi prawdopodobnie z polskiej pseudohodowli i ma dysplazje obu stawow biodrowych, wiec nie moze dlugo chodzic, wciaz sie kladzie i odpoczywa. Na operacje jej nie stac i nie wiem, jak to sie dla tego biedaka skonczy. Po schodach jest noszony, i w gore, i w dol, a corka mieszka na IV pietrze, za to pies wazy 30kg.







Wspinalysmy sie coraz wyzej, a ja wciaz wydawalam okrzyki zachwytu. A przeciez podobno nie lubie jesieni. No dobra, zaczne nie lubiec od przyszlego miesiaca, kiedy znikna liscie i moze rozpocznie sie listopadowa szaruga. Teraz nie moge przestac sie jarac pieknem jesiennym.







I to koniec. Fajnie bylo.






środa, 14 marca 2018

Rodzinny spacer.

Po pelnej wrazen sobocie, z ktorej pol dnia spedzilysmy w klinice, niedziela przywitala nas przepiekna pogoda i dosc wysokimi temperaturami. Juz wczesniej umowione bylysmy z corkami na spacer nad Kiessee (lub gdzies pod dachem w razie niepogody), ale cale to zamieszanie z chorobami corki i Malviny wymagalo przeplanowania spotkania. Zaproponowalysmy wiec, ze wezmiemy ze soba Gapcia, a one niech sobie odpoczywaja i sie kuruja.
Pisalam juz kiedys, ze Gapcio to najspokojniejsze dziecko pod sloncem, pod warunkiem, ze ma pelny brzuszek i pusta pieluche. W przeciwnym razie glosno wyraza swoje niezadowolenie. Ale... apetyt ma, zedajborze! Kiedy go odbieralysmy we dwie, a trzecia stala na dole z awanturujacymi sie psami, corka mowi, ze Gapcio wprawdzie jadl godzine wczesniej, ale na wszelki wypadek zapakowala proszek mleczny w  butelce oraz zimna i goraca wode, wiec jak cos, to mozna raz-dwa przygotowac jedzenie. Dobrze, ze o tym pomyslala, bo po godzinie na swiezym powietrzu Gapcio zaryczal gromkim glosem, ze brzusio mu przyschlo do kregoslupa i ze jesli natentychmiast nie dostanie flachy (smoczkiem plul dalej niz widzial), to on da taki koncert, ze popamietamy. Wszystkie trzy na wyscigi rzucilasmy sie czynic zadosc jego kategorycznym zadaniom (rzondaniom) i o malo tych butelek i termosow nie pospuszczalysmy na ziemie. A Gapcio dawal decybele, ze ogluchnac szlo. No ale w koncu sie nasycil i potem znow spal nieprzerwanie az do samego domu.
Psy byly uszczesliwione, Bojka zaliczyl wytarzanie sie w jakiejs malowniczej kupie, ale cale szczescie, ze na podoredziu byly wilgotne chusteczki, przeznaczone w zasadzie dla doopki Gapcia, wiec mozna go bylo nieco obetrzec, zeby nie cuchnal na kilometr. Tego dnia oba czworonogi rozpoczely sezon kapielowy w malym strumyku, tuz przy jego ujsciu do Leine. Kiedys Toyka juz tam byla, jeszcze z Placzkiem i na 20-metrowej smyczy.
Wzielam oczywiscie aparat, a jakze, ale nie sprawdzilam baterii, zreszta wydawalo mi sie, ze jest jeszcze dosc pelna. Czy ja wczesniej zapomnialam go wylaczyc, czy tez byla inna przyczyna, w kazdym razie byl wyczerpany do konca i nawet nie dalo sie go wlaczyc. Tak wiec ponosilam ten dosc ciezki i tego dnia calkiem bezuzyteczny sprzet w torebce, a wszystkie zdjecia robilam telefonem.












Okazuje sie, ze ten aparacik w telefonie nie jest taki najgorszy, dal rade nawet zdjeciom w ruchu, kiedy to Toyka przefruwala nad strumykiem.


No i wszyscy byli bardzo zadowoleni, a psy padly po powrocie do domow. Z tym, ze Bojka dopiero po dokladnym prysznicu.