Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2020

Wiadukt kolejowy w Rosdorf.

Oprocz tego, ze wszystko kreci sie wokol pandemii, a od poniedzialku chodze kupowac w rekawiczkach i masce, ktore to zaraz po wyjsciu ze sklepu wyrzucam do smieci i popsikuje rece dezynfekujacym psikadlem, to zyjemy calkiem normalnie i robimy male wypady krajoznawcze po okolicy. Kiedys dawno mialam podopiecznego mieszkajacego w wysokim budynku, gdzie z balkonu mial widok na cale miasto. Stamtad widywalam w dalekiej oddali cos na ksztalt akweduktu i zastanawialam sie, co tez to moze byc. Po dluzszym czasie wreszcie ktos mnie oswiecil, ze to wiadukt kolejowy, a po jeszcze dluzszym czasie zdolalam go zlokalizowac. Ale bylo nam nie po drodze, choc to od naszego domu jakies 4 km. Tyle tylko, ze nie ma tam jak dojsc na piechote, trzeba dojechac. Na piechote musielibysmy isc skrajem szosy, a z psem to nie bardzo. No ale wreszcie dnia ktoregos podjechalismy. Chcielismy przy okazji obczaic fotograficznie niedalekie zrodla rzeczki Rase, ale nie wiedzielismy, ze sa one na terenie szpitala, gdzie na bramie tkwil wielki znak "zakaz wprowadzania psow", wiec troche widzielismy z ulicy, ale musze tam kiedys podjechac sama, zeby moc porobic zdjecia.
Podczas spaceru porobilam troche zdjec, podobnych do tych, jakie pstrykala niedawno Dorka, przestrzenie, polne drogi, kwitnacy rzepak, czerwone dachy okolicznych miejscowosci i wiadukt.



Lidzia, cos dla Ciebie



To tez sa zabudowania zwiazane z ujeciem wody, choc na innym koncu miasta


To, co widac w dali, to Getynga

Schodzimy pod wiadukt






Toyka ciezko zajeta polowaniem na myszy i krety



Schody do nieba





Jak dobrze nam zdobywac gory...


Niedawno rozmawialismy z naszym przyjacielem, ze smierc jego mamy nastapila w odpowiednim momencie, bo teraz bylby dramat, ani jej odwiedzic, ani wytlumaczyc, ze jest pandemia, ani normalnie pochowac, bo ilosc zalobnikow jest ograniczona. Przez caly czas od jej wypadku trwaja przepychanki z ubezpieczycielem sprawcy. Najpierw chcieli dokumenty z duzej kliniki, gdzie zostala odwieziona karetka bezposrednio z miejsca zdarzenia, potem z kliniki rehabilitacyjnej. Po jakims czasie, kiedy P. zadzwonil, zeby sie dowiedziec, jak sie sprawy maja, uslyszal, ze oni zadnych papierow nie dostali, a dostali, bo nie tylko potwierdzili, ale byla z kims od nich rozmowa telefoniczna dotyczaca tresci tych wypisow. Pozniej P. nie mial czasu, bo byly przeprowadzki, likwidowanie mieszkania po mamie, pozniej jej smierc, pogrzeb. Slowem latanina i nikt nie myslal o odszkodowaniach. I pewnie ubezpieczalnia odetchnela z ulga, bo adwokatka P. powiadomila ich o smierci potencjalnej beneficjentki odszkodowania, ale P. sie zdrowo wkurzyl za to wodzenie za nos i robienie sobie zartow. Jak wszystko ucichlo, poszedl prosciutko do prokuratury i zlozyl oficjalne zawiadomienie, ze na skutek wypadku stan matki najpierw drastycznie sie pogorszyl, w klinice musiala byc nawet reanimowana, a pozniej wyladowala na wozku, choc przedtem chodzila i zyla samodzielnie mimo swoich 95 lat. Oni w tej ubezpieczalni pewnie liczyli na to, ze jej smierc da sie zgonic na jej wiek, ale trafila kosa na kamien, P. przeciez na ubezpieczeniach zeby zjadl i zna te ich wszystkie triki i uniki. Mama zmarla jakos w drugiej polowie stycznia, a P. udal sie do wymiaru sprawiedliwosci niedlugo potem. Dlugo nie dzialo sie nic, az nagle sensacyjna wiadomosc, ze mamusi beda zaklocac wieczne odpoczywanie i ja wykopia celem przeprowadzenia autopsji.
He? Tylko dlaczego tak pozno? Nie bylo czasu w lutym albo marcu? Przeciez teraz... jakby to ujac... mamusia stracila na swiezosci. No i ja na miejscu P. nie pozwolilabym juz jej ruszyc,  bo i co to zmieni. Ale moze tak byc musi? Nie wiem, czy cokolwiek znajda na dowod, ze wypadek przyczynil sie do jej szybszej smierci (naszym zdaniem ewidentnie tak), ale gdyby ubezpieczalnia nie krecila, mialaby znacznie mniejsze koszty, teraz bedzie bulic tez za ekshumacje, gdyby udowodniono wine wypadku ich klienta. W kazdym razie ze smierci mocno wiekowej damy powstala sprawa kryminalna. Jak w filmie.

No i wiadomo, pozostancie w zdrowiu.

Wlasnie trwa kolejna edycja bazarku Za Moimi Drzwiami, klikajcie w banerek po prawej stronie i licytujcie fajne fanty w zboznym celu na zwierzaki.







środa, 29 kwietnia 2020

Kfiatkowy letki poscik.

Ten najpiekniejszy w roku czas nie trwa wiecznie, a powiedzialabym nawet, ze bardzo krotko, za krotko. Stanowczo. Ledwie czlowiek oszalal z radosci, ze pierwsze zwiastuny wiosny, krokusy i forsycje zaczely pieknie kwitnac, a tu juz zdazyly dawno przekwitnac, byly tulipany, pozostaly po nich suche badyle. Drzewa owocowe otulily sie kwieciem, a juz ich platki pokryly jak snieg ziemie wokol pnia. Rzepak zatem postanowilam jeszcze raz zlapac, bo pewnie przy panujacej suszy szybko przeminie ta energetyzujaca zoltosc. Tym razem wybralismy sie w okolice Diemardener Warte. Ktos z naszej getynskiej grupy fotograficznej byl tam, zrobil zdjecia, a ja zachwycilam sie duzymi polaciami zoltosci, a ze dawno tam nie bylismy (ostatnio z Boguska), to pomyslalam sobie, ze czas.
Jednego nie wzielismy pod uwage, ze na tym wygwizdowie i gorkach do cna nas przewieje, w miescie bowiem nie czulo sie zupelnie wiatru, tam zas wial nieprzyjemnie i smagal lodowatymi podmuchami. My zas nie bylismy odpowiednio na taka okolicznosc ubrani.
Znow do znudzenia fotografowalam kwitnace drzewa owocowe, jedno z nich wygladalo na calkowicie wyschniete i puste w srodku, a jednak wypuscilo swieze galazki i eksplodowalo kwiatkami. Nisko stojace slonce oswietlalo szczegolnie pieknym cieplym swiatlem wszystko dokola. Zlota godzina...







Toyka nic sobie nie robila z wiatru, w koncu nie od parady ma piekne i grzejace futerko. Calkiem dobrze radzi sobie na tej 10-metrowej smyczy, nie ma krzywdy, moze pobiegac i poskakac po usypanych w polu pryzmach ziemi.

Coraz wiecej tych elektrowni wiatrowych

Zaduma...

Juz widac ja z daleka

- Zoba, mama, jaka jestem duuuza!

Pojedyncza samosiewka

A slonce coraz nizej...

My za to coraz blizej...

Niby zadna to gorka, alesmy sie zasapali wchodzac na nia szybkim krokiem, bo slubny piszczal, ze mu zimno. Mnie tam chronila warstewka tluszczyku, wiec specjalnie sie nie trzeslam.

Jest cel!

Drzewa kwitna jak oszalale, a pod wieczor intensywniej pachna

Wplywamy na zoltego przestwor oceanu...

Gdyby nie swisty wichury, panowalaby kojaca cisza


Toyke ledwie widac

Morze rzepaku ciagnie sie...

... prawie do samego Diemarden

Bez chmur zachod slonca jest nuuudny

Prawda?

I po ptokach
Galopowalim na dol tak szybko, na ile chore kolana pozwolily, a  w aucie nastawilismy ogrzewanie jak w zimie. Jak nam sie nagle blogo zrobilo...

Pozostancie w zdrowiu.








poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Wierzyc sie nie chce!

Ciut po polowie kwietnia, a tu juz rzepaki kwitna, a z kolei od znajomych z Polski slysze, ze im dopiero zolca sie forsycje, podczas gdy moja podbalkonowa juz dawno przekwitla, podobnie jak tulipany przed domem, zonkile i narcyzy. Teraz kroluja mniszki, drzewa owocowe, o czym mieliscie okazje przekonac sie w poprzednim moim wpisie. Ale rzepak? Albo cos mi sie pomylilo, albo normalnie kwitl w maju. Tym razem wzielam ze soba slubna obstawe, ale tego typa na szczescie nie spotkalismy po drodze, ani zadnego innego. Oni pewnie specjalnie czaja sie po krzakach, zeby dopasc mnie samotnie. Wystarczylo przejsc te kilkaset metrow od domu i znalazlam sie w innym, zaczarowanym i wolnym od wirusa i kryzysow swiecie.
Na rampie niespodzianka, ktorej jeszcze kilka dni wczesniej nie bylo, niski plotek majacy chronic przed rowerzystami jakies jaszczurki. Jak zyje i chodze po rampie, jeszcze nigdy zadnej nie widzialam na oczy, no ale pewnie sa, skoro komus sie chcialo stawiac ten plotek. Podobnie jest gdzies w okolicy z ropuchami, ktore wedruja w porze ropuszych amorow przez ruchliwa droge. Wtedy pojawiaja sie cale zastepy wolontariuszy, tez stawiaja takie plotki i wylapuja te ropuchy, ktorym udalo sie jakos przemknac i przenosza je w bezpieczne miejsce. Trwa to kilka dni, az sie milosny zapal skonczy, a i tak pelno zostaje porozjezdzanych plazow, ktorym milosc swiat przeslonila.


Na polski to bedzie jaszczurka zwinka


Toya korzystala z kazdej nadarzajacej sie okazji, zeby zamoczyc lapecki, brzuszek i napic sie choc lyk wody. Bylo dosc duszno, po poludniu slonce zniknelo i nawet troche popadalo, ale tyle, co kot naplakal. Znow nie moglam sobie odmowic sesji zdjeciowej w mniszkach, tak je lubie.


- Ale ze co? Mam sie do zdjecia usmiechnac?

- Aaa ha ha ha !

- Dej se, matka, siana z tym pozowaniem.

- Tu jestem!

- Piiic... Nie ma, nie ma wody na pustyni...

- Pozostaje mi wysysac wilgoc z traw...

- No dobra, masz moj lepszy profil.
Nie ma letko z tym Burkiem, kaprysne toto, wymagania ma. Mnie tez rura palila i co? Poczekalam z napiciem sie do powrotu do domu, a ta nie, musi sie napic natentychmiast i nie wspolpracuje.
Doszlismy wreszcie do pola rzepakowego. Ze tez mi sie to nigdy nie znudzi, za kazdym razem zachwyca od poczatku, jakbym widziala wszystko po raz pierwszy.









Kilkaset krokow i nowe pole, ale to bylo jakies takie... niedosiane.




Dalej zaczynala sie wioska Hetjershausen, a z niej widok na pobliskie Elliehausen, z malowniczymi czerwonymi dachami, a w dali pobielone kwieciem wzgorza i Getynga.





I kolejne zolte pole rzepaku




Poprzednim razem, kiedy tamtedy szlismy, odkrylismy malowniczo polozone jakies tajemnicze budowle, do ktorych dostepu bronil plot i tabliczki zakazujace wstepu osobom nieupowaznionym, a podpisane przez Miasto Getynga. Kawal pieknie polozonego terenu zagrodzony jest plotem, a tabliczka informuje, ze to teren ochrony wod. Daleko, za zakretem, mozna zza drzew wypatrzec zrodlo rzeki Grone, w formie fontanny.









Droga, ktora szlismy jest w zasadzie nieprzejezdna dla innych samochodow, oprocz tych ze sluzb miejskich, ktore musza dotrzec do tych budynkow, ktore cos tam maja wspolnego z ujeciem wody. My po drodze natknelismy sie na niewielkie autko pary, ktora przypililo na seks. Nie gapilam sie, przyzezowalam tylko katem oka i widzialam nagie plecy i tylek jakiejs niewiasty. Po drodze minelismy jeszcze barakowaty budynek-strzelnice klubu strzeleckiego, potem Toya zazyla kapieli w krystalicznie czystej zrodlanej  Grone i  podziwialismy kolejne pole rzepaku.Zaliczylismy ponad 10 kilometrow.