Ciut po polowie kwietnia, a tu juz rzepaki kwitna, a z kolei od znajomych z Polski slysze, ze im dopiero zolca sie forsycje, podczas gdy moja podbalkonowa juz dawno przekwitla, podobnie jak tulipany przed domem, zonkile i narcyzy. Teraz kroluja mniszki, drzewa owocowe, o czym mieliscie okazje przekonac sie w poprzednim moim wpisie. Ale rzepak? Albo cos mi sie pomylilo, albo normalnie kwitl w maju. Tym razem wzielam ze soba slubna obstawe, ale tego typa na szczescie nie spotkalismy po drodze, ani zadnego innego. Oni pewnie specjalnie czaja sie po krzakach, zeby dopasc mnie samotnie. Wystarczylo przejsc te kilkaset metrow od domu i znalazlam sie w innym, zaczarowanym i wolnym od wirusa i kryzysow swiecie.
Na rampie niespodzianka, ktorej jeszcze kilka dni wczesniej nie bylo, niski plotek majacy chronic przed rowerzystami jakies jaszczurki. Jak zyje i chodze po rampie, jeszcze nigdy zadnej nie widzialam na oczy, no ale pewnie sa, skoro komus sie chcialo stawiac ten plotek. Podobnie jest gdzies w okolicy z ropuchami, ktore wedruja w porze ropuszych amorow przez ruchliwa droge. Wtedy pojawiaja sie cale zastepy wolontariuszy, tez stawiaja takie plotki i wylapuja te ropuchy, ktorym udalo sie jakos przemknac i przenosza je w bezpieczne miejsce. Trwa to kilka dni, az sie milosny zapal skonczy, a i tak pelno zostaje porozjezdzanych plazow, ktorym milosc swiat przeslonila.
 |
| Na polski to bedzie jaszczurka zwinka |
Toya korzystala z kazdej nadarzajacej sie okazji, zeby zamoczyc lapecki, brzuszek i napic sie choc lyk wody. Bylo dosc duszno, po poludniu slonce zniknelo i nawet troche popadalo, ale tyle, co kot naplakal. Znow nie moglam sobie odmowic sesji zdjeciowej w mniszkach, tak je lubie.
 |
| - Ale ze co? Mam sie do zdjecia usmiechnac? |
 |
| - Aaa ha ha ha ! |
 |
| - Dej se, matka, siana z tym pozowaniem. |
 |
| - Tu jestem! |
 |
| - Piiic... Nie ma, nie ma wody na pustyni... |
 |
| - Pozostaje mi wysysac wilgoc z traw... |
 |
| - No dobra, masz moj lepszy profil. |
Nie ma letko z tym Burkiem, kaprysne toto, wymagania ma. Mnie tez rura palila i co? Poczekalam z napiciem sie do powrotu do domu, a ta nie, musi sie napic natentychmiast i nie wspolpracuje.
Doszlismy wreszcie do pola rzepakowego. Ze tez mi sie to nigdy nie znudzi, za kazdym razem zachwyca od poczatku, jakbym widziala wszystko po raz pierwszy.
Kilkaset krokow i nowe pole, ale to bylo jakies takie... niedosiane.
Dalej zaczynala sie wioska Hetjershausen, a z niej widok na pobliskie Elliehausen, z malowniczymi czerwonymi dachami, a w dali pobielone kwieciem wzgorza i Getynga.
 |
| I kolejne zolte pole rzepaku |
Poprzednim razem, kiedy tamtedy szlismy, odkrylismy malowniczo polozone jakies tajemnicze budowle, do ktorych dostepu bronil plot i tabliczki zakazujace wstepu osobom nieupowaznionym, a podpisane przez
Miasto Getynga. Kawal pieknie polozonego terenu zagrodzony jest plotem, a tabliczka informuje, ze to teren ochrony wod. Daleko, za zakretem, mozna zza drzew wypatrzec zrodlo rzeki Grone, w formie fontanny.
Droga, ktora szlismy jest w zasadzie nieprzejezdna dla innych samochodow, oprocz tych ze sluzb miejskich, ktore musza dotrzec do tych budynkow, ktore cos tam maja wspolnego z ujeciem wody. My po drodze natknelismy sie na niewielkie autko pary, ktora przypililo na seks. Nie gapilam sie, przyzezowalam tylko katem oka i widzialam nagie plecy i tylek jakiejs niewiasty. Po drodze minelismy jeszcze barakowaty budynek-strzelnice klubu strzeleckiego, potem Toya zazyla kapieli w krystalicznie czystej zrodlanej Grone i podziwialismy kolejne pole rzepaku.Zaliczylismy ponad 10 kilometrow.