sobota, 25 sierpnia 2012

Poprawiac, nie poprawiac?

Do napisania tego, co ponizej, sklonil mnie wpis Miry,  optujacy za godnym starzeniem sie i potepiajacy w czambul korzystanie z uslug chirurgii plastycznej.
Jestem ZA, a nawet PRZECIW.
Od zarania dziejow wszyscy ludzie, a w szczegolnosci kobiety, dazyli do bycia piekniejszymi, niz ich natura stworzyla. Wdziewano strojne szaty, krepowano sie gorsetami, uwypuklano tylki tiurniurami, misternie ukladano wlosy, a gdy tych natura poskapila, pomagano sobie perukami. Juz w starozytnym Egipcie stosowano mocny makijaz, ktory pozniej stal sie znakiem towarowym kobiet sprzedajnych, by w koncu powrocic na salony. Dzis nikt sie nie gorszy pudrowaniem twarzy, szminkowaniem ust, malowaniem paznokci. Przeciwnie, swiadczy to o zadbaniu. Nikt tez nie rwie szat, kiedy kobiety (a coraz czesciej mezczyzni) kryja siwizne na glowie plukankami, czy farba.
Nikt im nie zarzuca, ze za wszelka cene chca zatrzymac umykajaca mlodosc i nie zycza sobie godnie sie starzec. Po co wiec uzywaja kremow do twarzy, niekoniecznie przeciwzmarszczkowych, po co odwiedzaja kosmetyczki i poddaja sie roznym zabiegom? To tez jest swego rodzaju pogon za idealem i desperackie proby zahamowania naturalnego procesu starzenia sie. To wszystko jakos nie gorszy.
Preferujemy zdrowa diete, chodzimy do fitnesklubow, zazywamy ruchu na swiezym powietrzu - wszystko dla zdrowia i urody. Popieramy taki tryb zycia, ale brzydzimy sie skalpela, ktory w wielu przypadkach jest jedyna droga do znacznej poprawy naszego zdrowia psychicznego, naszego ogolnego samopoczucia, co ma niemaly wplyw na komfort zycia.
Wezmy przyklad pierwszy z brzegu: wielgachny kinol, czy odstajace uszy. Dziecko nimi obdarzone przechodzi przez pieklo, jego samoocena jest niewielka. Chocby nie wiem, jak madre, zawsze bedzie czulo sie gorsze, zawsze bedzie przez rowiesnikow wyszydzane, bo nie ma okrutniejszych stworzen od dzieci. Nie dziwota, ze z chwila dojscia do pelnoletnosci, pierwsze kroki kieruje do specjalisty od chirurgii plastycznej. Nie zawsze to pomaga, bo niskie poczucie wlasnej wartosci mocno w duszy siedzi, wyksztalcone latami kompleksow.
Wezmy aktorow, ludzi, dla ktorych twarz jest narzedziem pracy. Szczegolnie kobiety chca za wszelka cene utrzymac to narzedzie w stanie niezmienionym. Mniej im chodzi o rozpaczliwe zatrzymanie mlodosci, bardziej o mozliwosc zarabiania. I tu dochodzimy do niebezpiecznej granicy miedzy lekkimi poprawkami, jak zastrzyki z botoksu, czy dermabrazja, ktore powstrzymuja tworzenie sie glebokich zmarszczek, a przesada w postaci "pontonowych ust" i martwej twarzy, ktora nie jest w stanie wyrazac zadnych emocji, co jest akurat skutkiem odwrotnym od zamierzonego.
Znaj proporcjum, mocium panie! Ta dewiza powinna przyswiecac wszystkim, ktorzy udaja sie pod skalpel chirurga plastycznego. W przeciwnym razie powstaja (po)twory typu kobieta-kot, Donatella Versace, seniorka Stallone, Ewa Minge i wiele innych. Klade to na karb ich slabej psychiki, braku samokrytyki, to jest po prostu chore!
Mozna tez inaczej. Mira chwali Malgorzate Braunek, ze taka naturalna. Owszem, te kobiete trzeba podziwiac, jak i Beate Tyszkiewicz, czy Audrey Hepburn i kilka innych. Nie kazdego jednak natura obdarzyla tak pieknym procesem starzenia sie. Wiekszosc niestety starzeje sie brzydko i, o ile u mezczyzn to niespecjalnie przeszkadza, o tyle u kobiet juz tak.  Kiedy patrza codziennie w lustro, ich samoocena drastycznie spada, a psychika siada, co prowadzi w efekcie do roznorakich schorzen, bo wiadomo, ze stres powoduje zaklocenia somatyczne. Dlaczego wiec nie poprawic sobie samopoczucia jakims niewielkim zabiegiem? Dlaczego kremy, makijaze, farba do wlosow sa akceptowane, a lifting juz nie? Wszystko przeciez sluzy jednemu celowi.
My, kobiety, jestesmy z natury poszkodowane. Kazda ciaza i karmienie dzieci piersia powoduja nieodwracalne zmiany. Dlaczego wiec potepia sie kobiety chcace miec z powrotem jedrne i stojace piersi, zamiast "uszu jamnika"? Nie rozumiem. Bariera moze byc tylko kwestia finansowa, bo zabiegi nie naleza do tanich, uroda kosztuje.
I zeby nie bylo, ze jestem zwolenniczka sztucznych rzes, doklejanych wlosow, tipsow i calej tej plastikowej otoczki. Nie, nie i jeszcze raz NIE!!! Rowniez wszelka przesada i nadmiar sa mi obce.
Ja sama, gdyby mnie bylo na to stac, chetnie poprawilabym pare rzeczy w sobie. Dla wlasnego lepszego samopoczucia, dla wyzszej samooceny. Nie stac mnie, wiec musze "starzec sie z godnoscia", ale nie znaczy to wcale, ze jestem wszelkim zabiegom przeciwna i glosno o tym krzycze. Robie wszystko, na co mnie stac, uzywam kremow, klade na paszcze maseczki, chodze na silownie i czesto z psica na spacery, duzo spie i pije wode mineralna zamiast alkoholu. Czyli jednak chce wygladac lepiej i mlodziej, nie kryje sie z tym i nie doprawiam tej calej filozofii z godna staroscia. Ale wiele jej oznak bardzo mi przeszkadza, np. opadajace powieki, ktore czynia twarz zmeczona i rozmazuja makijaz.
Dotychczas nie myslalam o liftingach, teraz, kiedy dobiegam powoli 60-tki, tych kilka zjawisk naturalnych zaczyna mi przeszkadzac. A nie wisi nade mna presja zadnej widowni, nie jestem postacia publiczna. Dlatego tez rozumiem kobiety, ktore oddaja sie w rece chirurgow, skoro przez cale zycie sa oceniane przez innych.
Na koniec powtorze raz jeszcze: chirurgia plastyczna jest dla ludzi, trzeba jedynie zachowac umiar.

6 komentarzy:

  1. Napisałaś mądry tekst i pozostaje mi się tylko z Tobą zgodzić. Jestem za tym, aby ludzie sami decydowali o sobie i o tym co zrobią ze swoją twarzą, czy innymi częśćiami ciała. Rozumiem, że ktoś chce poprawić nos, czy uszy, szczególnie na początku życia. W liftingi odmładzające nie wierzę. Kojarzy mi się to z bólem i sztucznym efektem. Nawet jakbym spała na forsie, nie zrobiłabym tego, ale różne zabiegi medycyny estetycznej: kwasy, botox, lasery, czemu nie. Nie zawaham się ich użyć, jesli zacznę czuć się źle.
    A najgorsza jest ta szyja... Co z nią zrobić??
    Zawsze można sobie powiedzieć, że najważniejszy to uśmiech i pasja-od razu każdy człowiek pięknieje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, usmiech! Nastepny temat do omowienia to fobie dentystyczne niektorych, nawet tych ze swiecznika, zwlaszcza jednego, ktory malo sie usmiecha, bo blyska podniecajacymi pienkami.
      Z szyja jakos nigdy nie mialam problemow, bo nacieram ja, odkad zaczelam twarz kremowac i teraz mi to procentuje, nie mam tam zadnych zmarszczek. Tylko co mi z szyi, kiedy paszcza sie sypie?

      Usuń
    2. A co mi z paszczy, która jeszcze ujdzie, bo pyza, skoro szyja starcza:( Cholera!

      Usuń
  2. Absolutnie się z Tobą zgadzam, że wszystko jest dla ludzi, ale... ważne żeby to robić z głową! Jeden lifting koło 50-tki a nie co chwila aż w koncu wyglądamy jak własna karykatura. Wielki kinol, odstające uszy, obwisłe cycki tak operujmy.
    Ale przeraża mnie, że wiekszość kobiet w showbiznesu wygląda jak klony! Wszytskie mają naciągnięte, wybotoksowane twarze, wypchane usta i zero mimiki! Nicole Kidman była piękną kobietą a teraz wygląda jak swoja daleka krewna z maską zamiast twarzy.
    Ja patrzyłam od dzieciśtwa jak pięknie i z godnością starzeje się moja babcia i powiedziałam sobie ja też tak chcę! Bo to w tych czasach wielka sztuka!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slowo-klucz: w tych czasach! Kiedys proces starzenia sie byl inny, nasze babcie i mamy podlegaly mu z godnoscia, bo nie mialy innego wyjscia. Dzis przemysl kosmetyczny i chirurgia plastyczna sa tak dalece zaawansowane i z dnia na dzien bezpieczniejsze i coraz mniej inwazyjne, ze grzechem jest z nich nie korzystac. Umiar - tylko tyle!

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.