piątek, 4 kwietnia 2014

Jule i Pchelka.

Susanne poznalam przypadkiem, kiedy jeszcze bawilam sie w regularne uczestnictwa w tupperparty, ona bowiem po godzinach dorabiala dzialalnoscia w organizowaniu tychze. Na codzien pracowala jako pielegniarka. Natychmiast ja polubilam, bo to taka pozytywnie zakrecona wariatka. Jej znakiem firmowym byly pomalowane na 10 kolorow paznokcie i dwie rozne skarpetki, zawsze tak chodzila i niejednokrotnie zwracano jej konfidencjonalnym szeptem uwage, ze pomylila skarpetki, jakby co najmniej wstazka papieru toaletowego zwisala jej z majtek. Kto ja znal, ten wiedzial.
Ladna nie byla, mam na mysli te klasyczna urode, wlosy miala koloru nijakiego, krotkie i zawsze potargane, nie upiekszala sie makijazem, byla chuda, ruchliwa, ale z jej twarzy nigdy nie znikal usmiech. I chyba nie bylo to skrzywienie zawodowe, ona byla taka pogodna, choc zycie jej nie piescilo. Amputowano jej obie piersi i choc kasy chorych w Niemczech finansuja ich rekonstrukcje, Susanne nie chciala nosic z przodu poduszek silikonowych, nie zgodzila sie na operacje. W jej przypadku brak piersi nie rzucal sie wcale w oczy, bo jak wspomnialam, byla chuda i ten deficyt mogl uchodzic za wrodzony. Na posiadanie dzieci tez nigdy sie nie odwazyla, twierdzac, ze zle geny nie powinny byc przekazywane dalej. Zyli razem z mezem, psem i kotem, oddajac sie podrozowaniu carawaningowemu. Mieli wypasiony woz mieszkalny, wyposazony i zapakowany, wiec kiedy naszla ich ochota, po prostu wsiadali i jechali przed siebie. Swoje zwierzaki rowniez przyzwyczaili do podrozowania. O ile jednak z psem nie ma na ogol problemow, tak koty podrozuja niechetnie. Ale nie ich Jule, ona byla zapalona podrozniczka. Ktoregos roku, podczas letniego pobytu nad Morzem Polnocnym, Jule zniknela. Byla od zawsze kotem wychodzacym, wiec rowniez na kempingach lazila sobie wolno razem z psem, ale zawsze wracala do samochodu. Urlop sie konczyl, oni musieli wracac do domu, a Jule nie bylo. Porozwieszali ogloszenia, powiadomili miejscowych i opiekunow kempingu, wszystkim zostawili swoj numer telefonu z prosba o natychmiastowe powiadomienie, gdyby Jule znow sie pokazala. Wrocili do domu w podlych nastrojach, a zaraz w nastepny weekend pojechali z powrotem nad morze w nadziei, ze moze kotke znajda. A potem znow w nastepny i kolejny, az do jesieni. Wtedy dowiedzieli sie, ze Jule zyje i ma sie niezle. Zamieszkala sobie w sasiedniej wsi, sama wybrala sobie dom i nie teskni. Pojechali tam, ale Jule ani myslala z nimi wracac, stanelo wiec na tym, ze zostaje w nowej rodzinie. Skoro chce...
To akurat nie Floh, ale bardzo podobny kociak
Dom bez kota byl jednak pustawy, pies tez jakos zmarkotnial bez kociego towarzystwa, do ktorego byl przyzwyczajony, stanelo wiec na tym, ze odwiedza schronisko i adoptuja nastepczynie Jule. Kiedy zobaczyli czarniawe malenstwo zerkajace na nich wielgachnymi oczkami, milosc byla natychmiastowa, porazajaca i, co wazniejsze, obopolna. Wzieli stworzonko do domu i nadali imie Floh czyli Pchla. Wniosla w ich zycie wiele radosci, nawet staruszek pies ulegl jej urokowi. Kiedy miala kilka miesiecy, stalo sie nieszczescie, ktorego nikt, nawet w najsmielszych wizjach, nie mogl przewidziec.
Otoz ich pies uwielbial jesc obierki od jablek. Ktoregos dnia maz Susanne siedzial w fotelu i obieral sobie jablko, a naprzeciw niego, na poslaniu, lezal pies i z uwaga sledzil poczynania swojego pana w nadziei, ze dostanie mu sie skorka. Byl to duzy czarny mieszaniec, podobny do labradora dlugowlosego, ale wiekszy od przecietnego przedstawiciela tej rasy. W jednym ulamku sekundy rozegrala sie tragedia. Moj opis to jakby zwolniony film, bo wszystko zdarzylo sie jednoczesnie. Pies byl leciwy, wiec pan nie chcial go fatygowac z poslania i rzucil mu obierke, ktora psisko chcialo zlapac do pyska. Obierka leci... psi pysk otwarty w oczekiwaniu na nia... nagle jak spod ziemi pojawia sie Floh... robi skok w strone obierki, ktora jest juz prawie w psim pysku... i kotka nadziewa sie okiem na wystawiony kiel! Obserwowala lecaca obierke, zeby zlapac ja w locie, nie patrzac, gdzie sama upada. Koci krzyk... psie przerazenie... stan przedzawalowy u pana. Wszystko to dzieje sie praktycznie rownoczesnie.
Krew. Nawet nie bardzo wiadomo w pierwszej chwili, co sie stalo. Panika. Susanne nie bylo w domu, wiec szybka decyzja: kot do transporterka i jazda do weta. Niestety, oka nie dalo sie uratowac i od tamtego czasu Pchelka egzystuje jako jednooka koteczka.
Czy ktos zawinil? Czy mozna bylo tego uniknac? Oszczedzic zwierzeciu strachu i cierpienia? Niby wiadomo, ze koty lubia lapac cos lecacego, ale zeby tak wyladowac okiem na psim zebie? Chocby czlowiek nie wiem jak glowkowal i przewidywal, kot zawsze wyprzedzi go o krok w pomyslach na uczynienie swojego zycia niebezpiecznym, prawda, GosiAnko?
Jednak wszystko dobre, co sie dobrze konczy... Jak w tym i Ankowym przypadku.

**********************************************************************************

Jeszcze raz chce Wam serdecznie polecic blog "Nietykalni" Ani Skibniewskiej, dziennikarki piszacej miedzy innymi do tygodnika NIE. Ania bezkompromisowo sledzi i opisuje niegodziwosci nietykalnej wladzy oraz wiele patologicznych zjawisk powszechnych w Polsce. Akurat w zwiazku z moim przedwczorajszym postem Dom opieki, polecam dla porownania post Ani Stringi dla babci. Naprawde ciekawa lektura, szczegolnie dla tych, ktorzy uwazaja, ze w Polsce jest dobrze.






50 komentarzy:

  1. Susanne to naprawdę mądra kobieta. Polubiłam ją i ja! Ileż dojrzałości trzeba mieć w sobie by podjąć decyzję o braku dzieci ze względu na swoje geny. Choć przypuszczam że to nie był powód jedyny.
    Cóż szczęścia do kotów nie mieli. Ja uważam ze zwierzaki sa jak ludzie jedne bardziej inne mniej inteligentne, jedne bardziej drugie mniej...
    Dla kota to ogromny stres taka podróż, choć pewnie i sa wyjątki:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osob rezygnuje z potomstwa, rozsadek zwycieza instynkt macierzynski lub ojcowski.
      Jule bardzo lubila podrozowac, a tym ostatnim razem po prostu wybrala sobie inny dom, jak to kot. Pewnie jej sie znudzilo jezdzenie w te i wewte. :)))

      Usuń
  2. Co do ludzi uważających Polskę za dobry kraj to myślę że czasem trzeba samemu pewnych rzeczy doświadczyć. Mówienie, opowiadanie, czytanie nic nie da!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest przekonanie, ze "mnie to przeciez nie dotyczy". Gratuluje optymizmu!

      Usuń
    2. No przeciez nie Tobie gratuluje ;) tylko tym, ktorzy sa przekonani, ze ich to zupelnie nie dotyczy :)))

      Usuń
  3. Ja przez całe moje życie doświadczyłam dużo złych i dobrych rzeczy - ktoś na moim miejscu dawno by zostawił wszystko i uciekł z polski - nawet miałam okazję zamieszkać we Włoszech bo miałam tam pracę dobrze płatną , podłą ale nieżle płacili. Ale widocznie jestem głupia bo bardzo kocham mój kraj i nie widzę dla siebie innego miejsca. I wiem że w polsce nie łatwo się żyje. Ale ja jestem osobą pogodną,optymistką i w tej chwili dużo do szczęścia mi nie brakuje. Dobra książka, zwierzęta,spacery,moje córki. Jak mam kłopoty umiem się wyłączyć - inaczej bym zwariowała. Mam swój mały świat i jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze widocznie nie zdazylas doswiadczyc niegodziwosci systemu, zupelnie od Ciebie niezaleznych, a przewracajacych zycie do gory nogami. Oby tak zostalo.
      Poczytaj jednak posty Ani, wlos sie na glowie jezy. A winni pozostaja bezkarni.

      Usuń
    2. Jeśli w bogatym mieście jakim nie wątpliwie jest Gdynia zaczepia mnie mama z dzieckiem i prosi o zakup bułki bo dziecko jest głodne to jest to nie wątpliwie świadectwo...

      Usuń
    3. Niech do ksiedza pojdzie :)))

      Usuń
  4. Twoja znajoma to fajna osoba. Myślę że bym ją bardzo polubiła. Podziwiam ją za jej wybory.

    OdpowiedzUsuń
  5. ...nikt duchem nie jest i wszystkiego nie przewidzi. Szkoda kotka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna wiele przewidziec i zapobiec niezliczonym neszczesciom, tyle ze koty sa bardziej pomyslowe od nas wszystkich razem wzietych. :)))
      Kotek zyje, szkoda tylko pieknego oczka.

      Usuń
  6. Caravanning i nam się kiedyś marzył (czasem nadal to marzenie przewija sie w rozmowach), ale co z naszym pokaźnym stadkiem zwierzątek? Zuzia ma chorobę lokomocyjną. Koty nie cierpią nawet dźwięku wydawanego przez samochód. A kozy, to już zupełnie do podrózowania sie nie nadaja. Juz nie powiem o kurach! I tak sobie człowiek sam stworzył więzy. I dobrze jest i swojsko, ale...do wolności jednak czasem coś sie w sercu kwili. I to nawet nie do takiej podrózniczej, ale zwykłej, po to by chociazby móc wyskoczyć swobodnie na pare dni na Śląsk do rodziny...Ech, zawsze jest coś za coś!
    Pozdrawiam Cie serdecznie Anusiu pełna ciekawych wspomnień!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Wlasny dom, tym bardziej z inwentarzem, staje sie wiezieniem. Jednak chyba wiecej jest plusow, sama nie wiem... nie mam porownania, bo dotychczas tylko wynajmowalam mieszkania. Nawet dla nas jest problem wyrwac sie na kilka dni do Eli, zawsze ktoras corka musi zamieszkac z kotami. Zwierzaki ograniczaja, ale bez nich nie umialyby,m juz zyc.
      Wielkie buziaki :***

      Usuń
  7. Coś szczęścia do kotów nie mają ci Twoi znajomi. Pól biedy, że Jula sama podjęła decyzję o zmianie zamieszkania - moze znudziły się jej podróże? A Pchełka miała strasznego pecha, aż niemożliwe, że takie coś mogło mieć miejsce.

    Co do DPS-ów w Polsce - sama prawda, niestety, znikąd się te przykłady nie biorą. Starsi ludzie są często bezradni jak dzieci i takie hieny to wykorzystują bez skrupułów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak prawa i systemu kontrolnego inspiruje kombinatorow do tych haniebnych praktyk. Co to w ogole znaczy, ze rodzina nie ma prawa odwiedzac pensjonariuszy? Gdzie sa Sanepid, Urzad Skarbowy i inne komorki kontrolne?

      Usuń
    2. Czepiają się rodziców, którzy nie chcą szczepić dzieci, czepiają się kioskarki, która nie dała paragonu za ksero w wysokości 10 gr, bo kasę miała popsutą, zalatwiają własne biznesy, albo nie znają swoich obowiązków, bo zatrudnieni zostali przez stryjeczną ciotkę pierwszego męża matki. Ot, co.

      Usuń
    3. Latwiej przeciez zamknac babcie handlujaca nielegalnie pietruszka, kioskarke bez paragonu, niepelnosprawnego umyslowo kleptomana. Jakie sukcesy WOW!
      Zlodzieje miliardow chodza wolni.

      Usuń
  8. jestem wstrząśnięta tym artykułem! Nie potrafię sobie tego wyobrazić!
    A co do posta to wypadki chodzą po ludziach.. więc po kotach pewnie też :) Najważniejsze, że z jednym oczkiem też da się żyć :)
    Miłego piątku :) :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emko, przeczytaj w wolnej chwili pozostale artykuly Ani, wlos sie na glowie jezy! Ludzie zyja w niewiedzy, co tez wyprawia sie wokol nich. I dziwne, ze najczesciej pisze o tym wlasnie NIE, reszta prasy jest slepa albo boi sie o wlasna skore.
      Milego, Emko :***

      Usuń
    2. właśnie to robię. Czytam po kolei te artykuły i zaczynam się coraz bardziej bać. Spotkałam się już z bezwzględnością w tym kraju, ale nie prowadzącą w efekcie do takich drastycznych przypadków. Mam jednak pełną świadomość, że wszystko dąży ku bardzo złemu końcowi. Bo spirala przemocy i agresji podbudowanej bezkarnością i układnością z tymi instytucjami, które powinny temu zapobiegać, nakręca się coraz mocniej. Każdy z nas może w kadżej chwili znaleźć się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. To przerażające!

      Usuń
    3. Nie trzeba byc przestepca, zeby wpasc w te spirale i to wlasnie jest najstraszniejsze. A na wladze nie ma bata.

      Usuń
  9. Dobrze, że człowiek zareagował rozsądnie i zabrał kotkę od razu do weterynarza. Aż czuję ciarki, co musiał przeżyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno sobie wyobrazic, nawet w najczarniejszych scenariuszach, podobny przebieg tej calej akcji. Okropna sprawa.

      Usuń
  10. Koty to mają pomysły ,że ech....
    Moje zawsze włażą pod nogi jak się śpieszę....
    Fajna historia o ludziach, przeczytałam z zaciekawieniem jednym tchem,
    dobrze piszesz :-)
    Ostatnio mam za dużo spraw na głowie...:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nauka jezyka, czy cos innego? Pracus z Ciebie :)))

      Usuń
  11. Karawany to nie dla mnie, a o skarpetkach Suski się nie wypowiadam bo mam przykład w swoim własnym domu - moja własna żeńska latorośl takie nosi.
    Biedna kicia, na szczęście zwierzęta szybciej się do nowej sytuacji adaptują niż człowiek. Dobrze że nie stało się nic gorszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawde szkoda takiego pieknego oczka :(

      Usuń
  12. Mój pies nie lubi długich podróż,ja akurat chcę wyjechać z Polski,akurat nasz dom jest w sprzedaży,zapraszam na swojego bloga też będę cieszyć się komentarzami.
    http://agatuszka75.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kira uwielbia podrozowac, ona moglaby mieszkac w samochodzie :)))

      Usuń
  13. Pantero czy pamiętasz kabaret Dudek?To ja do Ciebie:Pantero,jest interes do zrobienia.Wchodzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile mozna na tym straciiiiic? :)))

      Usuń
    2. Pięćdziesiąt zeta!;)

      Usuń
    3. 12,50 €
      Wchodze!
      A o co tak naprawde chodzi?

      Usuń
    4. No to zrobiłaś doooobry interes.Przyklepane!:)))Reszta później na meila bo teraz to muszę wykonać psi obowiązek:)))

      Usuń
    5. Ty mnie chcesz wykonczyc? Umre z ciekawosci. :(

      Usuń
    6. Jak jeszcze żyjesz to możesz już poczytać:)))

      Usuń
    7. Zyje, przeczytalam, odpisalam i nie wierze :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  14. caravaning to nie dla mnie. ja musze mieć wygody. może nie luksusy, ale jakiś tam komfort zapewniony.
    kociaka mi szkoda, pech niesamowity. a bloga pani ani czytam dość często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozne wypadki chodza po ludziach i kotach, ale ten to rzeczywiscie jedyny taki.
      A Anke Skibniewska bardzo lubie i cenie, nie tylko za to, co pisze. Swietna kobieta!

      Usuń
  15. Błyskawica, tak powinny się nazywać kotki, potrafi się zmaterializować po nogami gdy się człowiek śpieszy, albo wpaść na kolano bo właśnie leci wielkim pędem. Cudności kochane.
    "Nie' - kiedyś kupowałam całe lata, uwielbiam felietony Urbana i jego książki. Inteligentny facet. Anię S. podczytuję czasem, ale nie na noc bo znów warczeć będę, wściekła na ten bezsens, nie możność i niemoc w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez musimy teraz podwojnie uwazac, bo o ile Miecka niespecjalnie wlazila pod nogi, tak Bulczyk czesto robi za chodniczek, rozklada sie na cala dlugosc na podlodze, najchetniej w ciemnych miejscach albo pojawia sie jak duch spod ziemi. :)))

      Usuń
  16. Straszne!
    A bylam pewna, ze ten kot z wakacji wrocil na piechote do domu. A tu patrz jaki cfany, mial dosyc takich podrozy i znalazl sobie stabilnieszy dom. :P

    Bardzo smutne z tym drugim. :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzaja sie koty, ktore wracaja i to setki kilometrow, ale nie Jule, ona sobie dom wybrala sama ;)

      Usuń
  17. Niesamowita opowieść o koteczce. która na swoje nieszczęście musiała mieć pecha. Całe szczęście, że jest we własnym kochanym domku. Artykuły postaram się ogarnąć jutro. Dzięki:-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Cie jednak zainteresowalo cos wiecej niz rzeczone artykuly, to masz czytania na dobrych pare dni. Serdecznie zachecam! :)))

      Usuń
  18. Wypadek faktycznie nie do przewidzenia. Pech po prostu. Kotka pewnie radzi sobie bez oka doskonale, ale coś się nacierpiała to jej. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzeta radza sobie doskonale z kalectwem, z brakiem oczu, konczyn lub innym. I nie sa przez to ani troche mniej kochane przez ludzi. :)

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.