piątek, 17 października 2014

Nauczyciele.

Nie jestem na biezaco ze szkolnymi swietami, a tym bardziej z polskimi. W zamierzchlych czasach byl Dzien Nauczyciela, teraz nosi on nazwe Swieta Komisji Edukacji Narodowej, czy jakos tak. Na wielu blogach byly wzmianki i zyczenia i tak jakos nasunely mi sie wspomnienia z dawnych czasow, kiedy jako uczennica mialam z nauczycielami wiecej do czynienia. Pozniej nastapil okres rodzicielskich kontaktow z nauczycielami moich corek, teraz zupelnie nie mam z nimi do czynienia.
I dobrze, bo jakos ani z czasow, kiedy sama chodzilam do szkoly, ani pozniej jako matka, nie mam specjalnie pozytywnych wspomnien.
Nie moge powiedziec, ze ktoregos z nauczycieli wspominam ze szczegolnym sentymentem, w tej kwestii mialam prawdziwego pecha. Byli rozni, mili i podli, utalentowani w przekazywaniu wiedzy i tacy, u ktorych trudno bylo sie czegokolwiek nauczyc, ale takiego, ktorego chcialabym pamietac przez cale zycie, nie bylo.
Smieszna ciekawostka z podstawowki. Mielismy przez osiem lat nauki kilka wychowawczyn, i tak:
- w pierwszej klasie byla bardzo mloda Zofia S., ale potem ja przeniesli do innej szkoly.
- w klasach 2-4 nasza wychowawczynia byla starsza juz pani, niedlugo przed emerytura... Zofia S.
- w piatej objela wychowawstwo... Zofia S., ale krotko pracowala w naszej szkole
- w szostej przez rok opiekowala sie nami Barbara (za nic nie pamietam nazwiska)
- dwie ostatnie klasy podstawowki byly pod opieka... Zofii S.
Czy wyobrazacie sobie podobny zbieg okolicznosci? Z tym, ze dwie pierwsze mialy nazwisko na S jak swinka, reszta samo S, bez ogonka.
Licealnych wychowawcow juz nawet nie chce mi sie wspominac. W pierwszej klasie dostalismy jakas niezrownowazona rozwodke i samotna matke i tak jej dalismy popalic, ze zrzekla sie wychowawstwa. Na jej miejsce przyszedl nauczyciel PO (dla niewtajemniczonych: przysposobienie obronne, bo wtedy jeszcze wrog imperialistyczny czuwal), ktory mial nas nauczyc moresu. Tyle tylko, ze to byl lekki erotoman, ktory nas obmacywal, a w tamtych czasach nie bylo sie komu poskarzyc na mobbing, zreszta nikt nawet nie znal tego slowa. Przy nim wystarczylo miec krotka spodniczke i facet byl gotowy. Z PO mialam zawsze same piatki, podobnie jak inne dziewczyny. Chlopaki nie mieli z nim tak latwo.

Kiedy zaczelam miewac innego rodzaju kontakty z nauczycielami, jako matka, wcale nie bylo lepiej. Czlowiek nie wiedzial, jak sie zachowac w stosunku do idiotow, zeby nie zaszkodzic dziecku, a wiec dookola, w bialych rekawiczkach i bulke przez bibulke, musial sie dogadywac z ludzmi, ktorym najchetniej by nawtykal albo i przylozyl z liscia.
Tak naprawde moge tylko pochwalic wychowawczynie Owsika z podstawowki, to byla prawdziwa nauczycielka z powolania, bardzo angazowala sie w prace i sprawy uczniow. Bylo kilku naprawde przyjemnych nauczycieli, madrych i sprawiedliwych. Reszta to jedna katastrofa pedagogiczna, co poskutkowalo w jednym przypadku przeniesieniem dziecka do innej szkoly.

A na koniec przypomnial mi sie taki wierszyk, ktory wyspiewywalismy dla naszych pan i panow z okazji ich swieta.

W dniu nauczyciela, w dniu waszego swieta
stoi tu przed wami dziatwa usmiechnieta,
aby wam przekazac najlepsze zyczenia 
i wyrazic slowem dzisiaj swe pragnienia.
Niechaj w dobrym zdrowiu plyna wasze dni,
niech sie stana jawa wasze piekne sny.
Niechaj trud wasz zawsze plon obfity da,
niechaj wartosc wasza cala Polska zna. 

Za zadne pieniadze nie podjelabym sie tego zawodu. Wielki szacun mimo wszystko!




68 komentarzy:

  1. Pacz, mój nauczyciel PO też był erotomanem i z upodobaniem ćwiczył bandażowanie na co bardziej biuściastych koleżankach. To się dzisiaj nie mieści w głowie. Poszedłby siedzieć. A jaki oblech to był!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz byl w porzadku, nawet przystojny, co nie znaczy, ze akurat marzylysmy o nim. Stary byl... :)))
      (znaczy tak po 40-tce)

      Usuń
    2. moja mama była nauczycielką PO
      ale nie erotomanką ;)
      przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo ;)

      Usuń
    3. Co Ty mozesz wiedziec o tym, co mamusia w szkole wyprawiala... :)))
      Nic dziwnego, ze Ci o tym nic nie wiadomo. :)))))))))))

      Usuń
  2. Masakra z tym Panem z PO.... się uśmiałam... zobacz jak to się zmienia, i nazewnictwo w powszechnym użyciu... a co by w USA było... no chyba by długo nie popracował, ale za to jaka sława...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprocz tego malego "mankamentu", to byl bardzo fajny, wesoly i dowcipny. No i nie udalo mu sie wprowadzic u nas dyscypliny... Bylismy okropni. :))

      Usuń
  3. Dawniej bylo slychac takie przekleństwo "obyś cudze dzieci uczył " i widac nadal jest aktualne, ale malo używane :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w zyciu! To chyba ostatni zawod, ktory chcialabym wykonywac. Pracowalam kilka lat w szkole, w administracji, wiec z dziecmi niewiele mialam do czynienia, ale i tego bylo mi za duzo. :)))

      Usuń
    2. Przekleństwem nauczyciela miało być powiedzenie: Abyś z jedynaków musiał kolektyw tworzyć. :D
      Mówiło się też, że 'wszystkie dzieci są nasze' :D. O tych 'cudzych' wtedy się może i mówiło ale 'cudzych' też się uczyło jak swoje a nawet lepiej :D.

      Ja wspominam najlepiej pierwszą panią w pierwszej klasie, pierwszej szkoły (życia), która nauczyła nas pierwszego wierszyka: "Choćby cię smażono w smole, nie mów co się działo w szkole" :). Potem trafiali mi się tylko wspaniali i wspanialsi poloniści, matematycy, fizycy, historycy a pan od PO był przystojny, dowcipny i zakochany w młodej żonie, plastyczce, i dwóch własnych córkach :(((. Wuefista dawał nam w kość ganiając po bieżni, linach, drabinkach, zimą na nartach po po górkach i nie było czasu nawet odsapnąć nie mówiąc o innych obserwacjach damsko-męskich :)).
      No ale do szkoły chodzę(łam) całe życie :))).

      Usuń
    3. My tez mielim takiego, co do szkoly cale zycie chodzil, bo w kazdej klasie przesiadywal po trzy lata, a podstawowke mus bylo skonczyc. Do naszej klasy trafil mocno od nas starszy. Siedzial sobie w ostatniej lawce i onanizowal sie zaciekle. Z tym, ze wtedy nie wiedzialam, co robi. ;)

      Usuń
    4. :)))) To innym, nieświadomym pięknym dziewczynom nic nie szkodził :))))
      Liczę 3x8 :))) to już chyba łysiejący musiał być kończąc tą podstawówkę. A potem liceum, 3x4 i studia 3x4-6. To dożywocie szkolne :))).

      Usuń
    5. Albo doktorat jak nic i to z kilku fakultetów :{@, może nawet jakiegoś nadzwyczajnego profesora się doczekał.

      Usuń
    6. On chyba jednak nie skonczyl szkoly.
      Skonczyl zle :)))

      Usuń
  4. Ze starej szkoły jestem jako uczennica i jako nauczycielka. Swoich pedagogów wspominam z sentymentem, zwłaszcza tych z LO. Zawód porzuciłam ponad 15 lat temu - misja mi się wyczerpała :-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nerwicy dostalas. ;)
      I nie dziwota, bo to zycie w ciaglym halasie i uzeranie sie z asocjalnymi jednostkami. Horror! :)))

      Usuń
  5. Nie wspominam miło swoich nauczycieli , ale wiem że są też świetni z powołania i tym życzę Wszystkiego Najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywaja i tacy, ale ja ich nie spotkalam na swojej drodze. Zreszta nawet oni traca z czasem swoj zapal, bo mlodziez jest coraz gorsza. :)))

      Usuń
  6. Czy sobie wyobrażacie,że w naszej szkole mieliśmy ogród warzywny,który sami uprawialiśmy,było też tam kilka drzew owocowych .Po prawej stronie klasy młodsze,po lewej klasy starsze.To były lata 50-te i 60-te.Potem wybudowano nową szkołę i się wszystko zmieniło.Z nauczycielami różnie bywało,ale najbardziej teraz z rozrzewnieniem wspominam Tę,która właśnie była organizatorką tego "warzywniaka"a oprócz tego wspaniałą i sprawiedliwą "panią",nawet nam dziewczętom pokazała jak robi się na drutach, z czego do tej pory korzystam.
    Teraz jak usłyszałam,że Miszel Obama też takie warzywniaki "uprawia" i pomysł ten idzie do szkół,to pomyślałam o Pani Z,która była pierwszą damą "warzywno-owocową i nawet kwiatową".A dodam jeszcze,że do szkoły dojeżdżała rowerem ok.10-15 km i to nawet zimą.
    Pozdr.MA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chodzilam do tysiaclatki, ale ogrodek warzywny tez mielismy na tylach.
      Kto kiedys slyszal o autobusach dowozacych dzieci do szkoly? Chodzilo sie nierzadko w sniegu i zawierusze i jakos zdolano nas wyksztalcic. :)))

      Usuń
  7. A ja ciepło wspominam swoją wychowawczynię z podstawówki.....matematyca kawał zołzy ;)...ale cudowna kobieta.
    Faceci od PO z jednej gliny lepieni, czy co?.....bo ja mam podobne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, Beatko :))) W sumie kończyli te same studia, które wówczas były tylko w chyba Bydgoszczy. Albo w Łodzi? Nie pamiętam. Więc może ich tam takich zachowań uczono?

      Usuń
    2. Beata, Ty sie zdecyduj, zolza czy cudowna kobieta? :)))
      Lidia, nie przypominam sobie, zeby w miescie Uc byla jakas szkola dla nauczycieli PO. ;)

      Usuń
  8. Jak przeczytałam wypowiedź Hany, to pomyślałam, że moze wszystkie miałyśmy jednego nauczyciela PO :))))) Bo nasz też był erotoman, jak któraś szła do odpowiedzi i miała spódnicę, to dostawała bdb, a jak spodnie to tróję :)) Czy obmacywał - nie pamiętam. Mnie nie, ale łapki i oczka klejące się były. Poza tym romansował z jedną nauczycielką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas obmacywal, kiedy "ustawial" nas w pozycji strzeleckiej. Mielismy w szkole strzelnice i trenowalismy na kbks-ach. Trzeba bylo rozlozyc szeroko nogi, co w dobie spodniczek mini bylo... hmmm... A on konsekwentnie przestrzegal prawidlowej pozycji. Samo trzymanie karabinka sprzyjalo "przypadkowemu" muskaniu naszych biustow. :)

      Usuń
    2. To widocznie w Bydgoszczy te studia były. Jedyne kiedyś w Polsce.
      Raz poszliśmy na szczelanie i wtedy faktycznie rozstawiał niektóre dziewczyny ;))

      Usuń
    3. Pewnie w Bydgoszczy. A o szczelaniu jeszcze kiedys napisze.
      Lubilam szczelac. :)

      Usuń
  9. a ja miałam nauczyciela erotomana ale z geografii.... może się przekwalifikował :)))))))
    ja jestem w trakcie ... tych cholernych białych rękawiczek, uśmiechów przyklejonych do geby i nienawidzę tego! :)
    ostatnia moja rozmowa z nauczycielką Młodszej wyglądała mniej więcej tak
    Pani: proszę porozmawiać z Młodszą bo musi poprawić to i tamto i jeszcze robi to i owamto ...
    Ja: A rozmawiała Pani z Młodszą o tym?
    Pani: Tak.... ale ona nie słucha
    Ja: No to proszę sobie wyobrazić, że mnie tez nie słucha. Ale ma dwóch korepetytorów i dużo się modlę... przekażę kolejnym instancjom nasze pragnienia....
    no bo skoro nauczyciel nie potrafi dostosować wymagań a dziecko nie jest w stanie sprostać, to już nam tylko Pan Bóg może pomóc...
    jestem tymi szkołami wykończona
    i dlatego jak spotykam nauczyciela który potrafi stanąc na wysokości zadania (czyt. mądrze prowadzi dzieci z deficytami) to wielbię go i kocham prawdziwie...
    na szczęście tacy bywają
    Całuję piatkowo! :*******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka byla wlasnie nauczycielka Owsika. To wlasciwie ona odkryla chorobe i pozniej specjalnie sie Owsikiem zajmowala. Reszta byla jedynie zirytowana jej nadpobudliwoscia i brakiem uwagi. :(
      Wreszcie piateczek! Jestem juz zmeczona tym tygodniem.
      Buziaki :***

      Usuń
  10. O nauczycielach mojego zycia, tych zlych, mogla bym ksiazke napisac, niestety mialam takie zezowate szczescie trafiac na takich ktorzy robili sobie ze mnie worek do bicia. Po trzydziestu latach spotkalam swojego kolege z podstawowki i gdy zaczelismy wspominac szkolne czasy, to jemu szczeka opadla jak ja zaczelam opowiadac jak ja to widzialam z mojej strony, powiedzial do mnie tak: " wiedzialaem ze ona miala klase podzielona na tych lepszych i gorszych, wiedzialaem ze ona Ciebie nie lubila i Ci dokuczla, ale nie wiedzialaem ze to bylo az tak ... " Ona byla pedagogiem i polonistka, klase miala podzielona na trzy grupy: pupilkow, klase srednia i tych do bicia ... Nie mialam szansy na to aby miec piatke z polskiego. Spotkalam tez na swojej drodze kilku wszpanialych nauczycieli, ciekawe jest to ze wiekszosc z nich uczyla mnie juz gdy bylam dorosla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci od doroslych musza sie bardziej liczyc z uczniami, bo dorosli na ogol nie lubia byc workami do bicia i umieja o tym powiedziec, a takze sie bronic. Latwiej i bezkarniej idzie to z dziecmi... :(

      Usuń
  11. Miałam kilkoro wspaniałych nauczycieli: nasza wychowawczyni w klasach 4 - 8 z podstawówki, młoda polonistka, która bardzo lubiliśmy. Wychowawca z liceum, anglista doskonały, nie spotkałam się z lepszym nauczycielem angielskiego. Licealna polonistka, pozwalała się wykazać, wyzwalała kreatywność. Matematyczka, której nie cierpiałam przez trzy lata i dopiero w klasie maturalnej przejrzałam na oczy, bo dzięki niej maturę z matmy zdałam na 5, chociaż byłam i jestem raczej humanistką. Wszyscy wuefiści, bo zawsze uwielbiałam wf.. Chemiczka, która wcale nie była taka straszna przy bliższym poznaniu. Do nauczycieli fizyki nie miałam szczęścia. Pierwszy potrafił wyzwać 13-sto letnią uczennicę (całe szczęście nie mnie) od popularnych pań na "k" i postawić np. 0 do kwadratu. Potem uczyła nas bardzo miła pani, która całe lekcje z nami plotkowała, a potem mówiła "zróbcie sobie notatki'. Fizyk z liceum od początku podzielił klasę wg stopni z pierwszego sprawdzianu i zawsze potrafił tak odpytać, że wychodziła mu ocena, jaką chciał postawić. A pan od PO był bardzo przystojny, szarmancki i dowcipny, i komplementował, nie obmacywał. Choć potrafił zachować się wrednie; wyciągał od nas kogo nie lubimy, a potem powtarzał w pokoju nauczycielskim.
    Trafiła tez na kilku fajnych nauczycieli akademickich. O dziwo, jednym z najlepszych był wykładowca ekonomii politycznej; potrafił wykładać jasno, dowcipnie, niektóre wykłady pamiętam do dziś.
    Dzieci też miały niezłych nauczycieli - obie wychowawczynie 1 - 3 szczególnie.
    Ech, szkoła! Nie wspominam jej źle, ale i specjalnie nie tęsknię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza polonistka z liceum tez byla nienajgorsza, miala wiele zapalu, organizowala przedstawienia teatralne, w ktorych wystepowalismy. Ale to dlatego, ze byla tuz po studiach, pozniej jej przeszlo, jak wiekszosci. :)

      Usuń
  12. A ja studiowałam żeby być paniom nauczycielkom :-)
    Bosze, jak dobrze że moje ścieżki życia się zakręciły w odpowiednim momencie... Ja raczej nigdy na nauczycieli swoich nie narzekałam, chyba miałam szczęście. Albo po prostu - zdolna bestia byłam, więc mnie lubili i nie utrudniali. Nawet gdy zdarzało mi się wagarować, wychodziłam z opałów. To się nazywa... a niech się nazywa jak chce. Moi nauczyciele to były "elementy", każdy jeden, miałabym co opisywać :-) Ale po co, skoro ja ich lubiłam a oni mnie? Swój do swego ciągnie chyba hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz bylabys znerwicowana frustratka nienawidzaca bachorow jak dzumy, wiec jednak lepiej, ze ominely Cie te atrakcje z uczeniem cudzych dzieci. :)))

      Usuń
  13. Rozbawiałaś mnie.

    Najbardziej nie lubiłam w Polsce kopać się z koniem...a każde spotkanie z nauczycielami tak wyglądało. Matematyczka z wyrokiem za znęcanie się nad uczniami, ucząca nadal w szkole, bo mąż radny... żenada... Znam niewielu nauczycieli z powołaniem, i zazwyczaj są to moi znajomi, z resztą oni też nie mają najlepszego zdania o nauczycielach kolegach. A już polonistki... temat na książkę

    kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mialam nienajgorsze polonistki, zarowno w podstawowce jak w liceum (chyba widac, co nie?). Twoje tez musialy zarazic Cie miloscia do jezyka, skoro zostalas poetka, prawda? :)))

      Usuń
    2. znam świetne polonistki, ale też takie, które nos zadzierają bardzo wysoko... ostatnio jedna napisała, że tylko filolodzy powinni wydawać książki. reszta nie potrafi pisać. Więc jak kogoś z takim podejściem traktować poważnie?!

      Usuń
    3. Ci dzisiejsi nauczyciele-polonisci sa tez psu o kant tylka rozbic. Zobacz, jak ludzie pisza i mowia, to wola o pomste do nieba! To nie to, co onegdaj...

      Usuń
  14. Ech wspomnienia nauczycieli. Ja miałam takich ze nawet ich imion nie pamietam, za to bicie linijką całej klasy solidarnie po wyciągniętych dłoniach pamiętam. I tego jednego z pierwszej klasy podstawówki z poparzoną twarzą. Był dyrektorem podstawówki na Nawrot, jednym z kilku co przeżyli podpalenie fabryki na Radogoszczu.
    Potem pamiętam w zawodowej mojej szkole, prof od maszynoznawstwa. Sztywny, wyprostowany, jak struna bez emocji, wszyscy się go bali, typ - pan Bóg umie na piątkę, nauczyciel na czwórkę, uczeń na trojkę ... rzadko. :) Miałam u niego czwórkę, chciał bym poprawiła na piątkę, nie poszłam. Uwielbiałam się uczyć zasady działania silnika spalinowego, pompy i innych tego typu rzeczy. :) Zaskoczyłam kuzyna który był wykładowcą w szkole wojskowej i naprawiał na podwórku pompę w studni, spytałam o coś tam. Okazało się że trafiłam w dziesiątkę. Kiedyś zresztą w samochodzie zapytałam męża na poboczu szosy a sprawdziłeś? W dziesiątkę, jak raz.:)
    A córki nauczycieli to po prostu szlag mnie trafiał najjaśniejszy. Jednak to nauczycielka z drugiej klasy jej podstawówki, przyniosła mnie kwiaty, stała zanim otworzyłam kiosk. Ale wtedy to poszło tak, że he ostro poszło, bom się wkurzyła na maksa. Uf dobrze że je przyniosła, skończyło by się dla niej bardzo źle a tak złagodniałam. :) A z technikum córki pamiętam erotomana, nauczyciela matematyki stawiał piątki czwórki przepytywał co dzień, na koniec postawił ... dwójkę. Poprosił by na tablicy wyliczyła sobie średnią, wyszła jej czwórka, powiedział ze z jego wyliczeń wyszło dwa. Rozmawiałam z nim krótko jakoś tak, popatrzyłam uważnie niewiele powiedziałam i okazało się że średnia wyszła niezła, taki kurna wpływ:)). Ten kretyn biegał za czternastolatką, Dziewczę przeniosłam do liceum. Tam odżyła i świetnie sobie radziła. Z tego technikum pamiętam też nauczycielkę chemii, nienawidziła dziewcząt, chłopaków kochała, im stawiała piątki dziewczynom czasem trójki. Nie zaszczyciłam ją rozmową z sobą. Zaszczycili rodzice uczniów i dyrektor szkoły, poprosił by przeszła na zasłużoną emeryturę.:) Takie wspomnienia Aniu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dostawalo sie linijka albo stalo w kacie, wzglednie siedzialo w oslej lawce. I jakos nam to nie odbieralo czlowieczenstwa, wyroslismy na porzadnych ludzi. Teraz tacy nauczyciele poszliby siedziec lub co najmniej stracili prace. Ja tam nie narzekalam, bo czlowiek tylko sie modlil, zeby sie rodzice nie dowiedzieli, bo w domu czekalaby poprawka. :)))

      Usuń
  15. A my mieliśmy fajnego gościa z PO. Przede wszystkim ćwiczenia odbywały się na poligonie. Przeszliśmy całą "ścieżkę zdrowia", różne inne ćwiczenia, w tym z pomocy lekarskiej oraz transportu chorych (czasami przez płoty i na noszach), strzelanie.
    Z nauczycieli najlepiej wspominam naszego wychowawcę w liceum (w klasie 1-2), który był również polonistą. I to jakim! Lekcje nigdy nie były nudne, sami chcieliśmy dyskutować, obalaliśmy stereotypy i dogmaty. Było super.
    Natomiast erotomanem był pan od łaciny. Ale nieszkodliwym czyli dziewczynom zawsze dawał dobre stopnie a chłopcom jeżeli dziewczyny mówiły, że się z nimi uczyli :)
    Historyk za to jeździł z nami na obozy harcerskie. Jego całą rodzinę wymordowano w Bieszczadach. Kiedy był w szpitalu, odwiedzaliśmy go. Bardzo to przeżywał i cieszę się teraz, że tak postępowaliśmy. Było mu przyjemnie.
    I jeszcze nauczyciel plastyki, artysta, który sam też malował. Bardzo sprawiedliwy i nie pobłażliwy nawet dla tych, którzy byli kompletnymi antytalentami. Trzeba było się przyłożyć.
    Mogłabym długo pisać, również o nauczycielach dzieci.
    Każdy człowiek jest inny i inaczej trzeba z nim postępować ale wielu nauczycieli, których spotkałam, nie powinno pracować w tym akurat zawodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poligony byly od nas za daleko, ale za to mielismy na strychu szkoly strzelnice, wiec dawalismy az huczalo! :)))
      Nie wiem, co kieruje ludzmi w wyborze tego nielatwego zawodu, skoro nie lubia dzieci i mlodziezy...

      Usuń
  16. Niewielu nauczycieli lubiłam tak naprawdę. Biologica z podstawówki była super, bo z pasją prowadziła zajecia, na dodatek doceniała moje starania, podsycała zainteresowania. Biolog w technikum...człowiek dziwny, raczej mizogin ("Kobieta- słowo wg niego pochodzące od cobos czyli chlew", "Niewiasta- od nie wiedzieć"). Mam wrażenie, że czasem wkurzał się , że nie jestem chłopakiem, bo biologie lubiłam, wiedziałam dużo i miałam swoje pasje ("Wy głąby nie musicie słuchać, mówię do Nowakosi"- gdyby nie to, ze byłam lubiana w klasie, miałabym przerąbane wśród kolegów).
    Pod koniec studiów miałam skończyć kurs pedagogiczny, żeby móc uczyć w szkole, ale.. nie dostałam się, bo była wywindowana średnia. Potem nie żałowałam, bo pojawiła sie afera z koszem na śmieci na głowie belfra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katu spod topora ucieklas! Czyli los nad Toba czuwal.
      Teraz pewnie siedzialabys w psychiatryku... :)))

      Usuń
  17. Z mojej kariery edukacyjnej najbardziej zapamietalam pana od chemii, ktory w menzurkach pil kawe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, szklanki wyszli? :))))))))))

      Usuń
    2. Nie ma jak kawa w kubasie, nie lubie szkla. :)

      Usuń
  18. Dzień dobry,
    Ciekawe dlaczego byś się nie podjęła tego zawodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie mam cierpliwosci do rozwydrzonych bachorow.

      Usuń
  19. Niestety nie miałam szczescia do nauczycieli i tez mam złe wspomnienia. U córek też było nielepiej,jedynie w platnym liceum drugiej corki było poważne podejscie do ucznia i do własnej pracy.Mala szkoła, garstka nauczycieli,tę sobie chwialiłyśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moze dlatego byli w porzadku, ze liceum bylo platne? Nie przyszlo Ci to do glowy? Rodzice placa, wymagaja, wiec i kryteria inne. :)))

      Usuń
  20. No cóż. a ja 22 lata już pracuję jako nauczyciel ( historia i wos ), obecnie w gimnazjum. I naprawdę bardzo lubię swoją pracę i uczniów :):):):) A z L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy ja twierdze, ze wszyscy sa do niczego? :)))
      Jednak trzeba miec anielska cierpliwosc, specjalne predyspozycje i rzeczywiscie kochac tych malych ludzikow. ;)

      Usuń
  21. Mialam kilku wspanialych, jedna w klasie 1-3. Naprawde cala klasa ja kochala, bo byla takich cieplym, dobrym i madrym czlowiekiem. A to byl wazny poczatek, wiec tym bardziej uwazam, ze miala wielki wplyw na nas.
    Ale byli tez tacy, ze do dzisiaj mam ochote zadzownic z zeznaniami na policje. Erotomanem byl geograf, oblapywal dziewczyny z co wiekszym biustem, a niby laskoczac podrafil lapy w dekolt wsadzic.Jak ja sie cieszylam, ze wtedy bylam deska. Gdy mi dzisiaj dziecko cos takie powiedzialo, to facet mialby szczescie gdybym go policja przed wymiarem sprawiedliwosci matek zgarnela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy bylo inaczej, malo co chronilo dzieci przed karami cielesnymi, a mlodziez przed zakusami erotomanow. Czlowiek by sie wstydzil powiedziec o tym rodzicom. :)

      Usuń
  22. Miałam jednego nauczyciela biologii w liceum, który był dla mnie wzorem nauczycielstwa... Miło wspominam, :)
    A dzięki nauczycielce niemieckiego z liceum zdecydowałam się na taką a nie inną karierę, tj. studia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaz tyle dobrego zrobila Twoja germanistka. A to nie wszystko, bo gdybys nie znala jezyka, nie poznalabys prawdopodobnie swojego obecnego szczescia. :)))

      Usuń
  23. Nauczyciel od PO w liceum był bosssski, chodził z nami na basen......,ale mimo to, że kusiłyśmy go mini nigdy nie dał nawet znaku, że się na nie łasi. Miał śliczną żonę i bardzo ją polubiłyśmy, kiedy z nami pojechała na OHP.
    Na każdym etapie nauczania, podstawówki, liceum i studiach różni się nauczyciele trafiali, ale zdecydowanie tych z powołaniem najmniej........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bossski to byl u nas facet od prac recznych, mlody i przystojny, ale rozwazny, wiec nie wdawal sie z uczennicami. :)))

      Usuń
  24. nauczyciel też człowiek, może się trafić różny! ponieważ wyrastałam w nauczycielskiej rodzinie to nie miałam nigdy problemu ze stawaniem im okoniem, pyskowanie i punktowaniem głupoty, czy to był mój nauczyciel, czy moich dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czasow nie stawialo sie nauczycielom, a w czasach moich dzieci nie chcialam im zaszkodzic.

      Usuń
    2. hihi "za moich czasów"? to i moje były, 57 rocznik jestem ;) to chyba nie od czasów zależało, w liceum było nas 5 dzieci nauczycielskich w klasie i zawsze narzekali, że najbardziej pyskate ;)

      Usuń
    3. No to faktycznie czasy mamy wspolne, ale ja sie balam pyskowac belfrom. ;)

      Usuń
  25. ...w sumie to nie ma co wspominać, no chyba wychowawczynię z liceum, ale tu by można było książkę napisać, he he he. Co do wychowawców w podstawówce to co rok miałem innego... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chore! Wychowawca powinien byc jeden. :)

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe i obrazliwe komentarze beda usuwane.